Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Limonka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Limonka. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 lipca 2016

Green smoothie sorbet



Trochę mi przykro, bo w trakcie wakacyjnej wędrówki gdzieś po drodze zgubiło się lato. Rozglądam się gdzie mogę i chociaż z daleka pozdrawiają mnie kolorowe stragany i pierwsze mirabelki na drzewach, to jednak prawdziwego lata dostrzec nie mogę. Mawiają "Jak kocha to wróci", więc czekam.

Nie znacz to jednak, że nie można łapać promyków słońca i cieszyć się drobnostkami. Nie od dziś wiadomo, że środa to dzień loda! Chociaż niektórzy świętują też w poniedziałki, piątki, soboty i niedziele. Tak czy siak, na pewno miło od czasu do czasu skusić się na słodką gałkę w wafelku. Ale jak świętować, jeśli chcemy być fit? ;)

Proponuję bezcukrowy sorbet. Wymyśliłam go miksując rano owocowy koktajl. Myślę, że każde smoothie przy odpowiedniej konsystencji nadawałoby się do zamrożenia. Ja jednak postawiłam na wersję green. W moim zielonym sorbecie znajdziecie banana, dojrzałe mango, sok z limonki, sok z cytryny, imbir i listki świeżego szpinaku. Takie lody można jeść codziennie, nie tylko w środy!
 



Green smoothie sorbet
  • dojrzałe mango
  • banan
  • 80 g świeżego szpinaku
  • 2 cm korzenia imbiru
  • sok z 1/2 limonki
  • sok z 1/2 cytryny
  • listki mięty
  1. Składniki umieszczamy w wysoki naczyniu i miksujemy na gładką masę. Przekładamy ją do niskiego pojemnika i wstawiamy do zamrażalnika na 4 godziny.
  2. Mniej więcej co 30-45 minut mieszamy krótko lekko zmrożony sorbet, aby nie tworzyły się kryształki lodu.
  3. Sorbet serwujemy z listkami mięty. 
Tosia

wtorek, 26 kwietnia 2016

Sezon na botwinę: Botwinkowa lemoniada



Nic nigdy nie jest tylko czarne i białe, nawet kolorowe stragany uginające się od sezonowych owoców i warzyw. Jaką mogą mieć wadę? Nie wiadomo które wybrać i jak je przerobić. Jednak nie dlatego, że nie są inspirujące w kuchni, wręcz przeciwnie, piękne z nich muzy, dlatego trudno wybrać najlepszy pomysł.

Botwina, nazywana pieszczotliwie też botwinką kojarzona jest głównie z orzeźwiającym chłodnikiem i lekką zupą na ciepło. Według słownika nazwa ta jest przypisana tylko do zupy, ale to taki szczegół, kto by się nim przejmował.

Pierwsze spotkanie z botwinowym pióropuszem skończyło się na podsmażeniu w woku z młodym czosnkiem, szałwią i posypaniu grecką fetą. Na chłodnik jeszcze przyjdzie czas, a tym razem postanowiłam przywitać botwinę bardziej słodko i ugotować syrop.

Podgotowałam młode buraczki z cukrem trzcinowym i goździkami. Syrop rozcieńczyłam wodą, dodałam wodę różaną i sok z cytrusów. Lemoniadę serwowałam z kruszonym lodem i rozmarynem. Teraz żałuję, że rozmaryn nie trafił do syropu. Będzie jednak w tym sezonie jeszcze czas na powtórkę, bo lemoniada wyszła pozytywnie intrygująca.

Jest słodko-kwaśna o dodatkowym głębszym jakby ziemistym smaku, nie jestem pewna, czy każdy odgadłby, że to botwina. Wspaniale orzeźwia i ma piękny kolor, zdecydowanie ma spore szanse podbić wiosenne pikniki :)




Botwinkowa lemoniada
  • pęczek botwinki
  • 80 g cukru trzcinowego
  • 1 litr wody
  • 3 goździki
  • sok z 1 cytryny
  • sok z 2 limonek
  • 700 l zimnej wody (może być gazowana)
  • łyżka różanej wody
Do podania (opcjonalnie):
  • kruszony lód
  • plastry limonki, pomarańczy lub cytryny
  • mięta lub rozmaryn
  1. Botwinkę myjemy i drobno siekamy, wrzucamy do garnka, dodajemy cukier, goździki, zalewamy litrem wody. Gotujemy na średnim ogniu przez 20 minut.
  2. Następnie utworzony sok odcedzamy i studzimy.
  3. Do botwinkowego soku dodajemy wyciśnięty sok z cytrusów, wodę różaną i uzupełniamy 0,5 l zimnego wody.
  4. Lemoniadę chłodzimy w lodówce. Podajemy z kruszonym lodem, plasterkami cytrusów i ziołami.
 Tosia

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Pieczona kukurydza w boczku z czosnkowym masłem z chilli

Mówi się, że najbardziej doceniamy coś, gdy to tracimy. Dlatego co roku w sierpniu powtarza się podobny scenariusz. Objadam się świeżą kukurydzą, bo wiem, że zimą będę za nią stęskniona, a żółte ziarenka z puszki niestety nie są w stanie dorównać krewnej w kolbie.

Przypuszczam, że w ciągu kilku tygodni żółte kolby w warzywniaku zastąpi rumiana dynia, więc staram się z niej korzystać, póki jest. Kukurydza wiele do szczęścia nie potrzebuje, ale to nie znaczy, że nie można z nią eksperymentować.

Moim tegorocznym odkryciem jest zawijanie jej w plastry wędzonego boczku. Słodka kolba owinięta w chrupiący i słonawy boczek, posmarowana pikantnym masłem czosnkowym z papryczką chilli i skropiona kwaskowatym sokiem z limonki smakuje cudownie. I zdecydowanie zaspokaja kukurydziane pragnienia. Poniżej przedstawiam przepis na wersję pieczoną, chociaż próbowałam też ją robić na grillu i wyszła równie smaczna.

Pieczona kukurydza w boczku z czosnkowym masłem z chilli/ 3 kolby
  • 3 kolby kukurydzy
  • 12 plastrów wędzonego boczku
  • 50 g masła
  • 1-2 ząbki czosnku
  • 1/2 papryczki chilli
  • łyżeczka soli
  • świeżo mielony pieprz
  • limonka
  1.  Kolby obieramy z niteczek i liści. Wewnętrzne listki zostawiamy, odwracając je na drugą stronę kolby.
  2. Na patelni topimy masło, gdy będzie już rozpuszczone dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, posiekane chilli, sól i pieprz. Mieszamy.
  3. Kukurydze smarujemy masłem i owijamy w dwóch miejscach podwójnymi plastrami boczku.
  4. Tak przygotowane kolby kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem i wstawiamy do rozgrzanego pieca.
  5. Pieczemy przez 25 minut w 200 stopniach. Kolby podajemy na ciepło, skropione sokiem z limonki.
Tosia

poniedziałek, 21 lipca 2014

Ciasto kokosowe z jeżynami

W moje ręce trafił dziś koszyczek z jeżynami. Przyznam szczerze, że ledwo pamiętam jak te owoce smakowały. Nie miałam z nimi styczności kilka, jeśli nie kilkanaście lat! Moje ostatnie jeżynowe wspomnienie sięga dalekich czasów dzieciństwa. Zrywając owoce z krzaczka, zjadałam je szybko krzywiąc się z powodu kwaskowatego posmaku.
I chyba jak każde dziecko, miałam problemy z odróżnieniem słowa jeżyna od jarzyna. Tym sposobem nie jeden raz twierdziłam, że jem sałatkę jeżynową i kisiel jarzynowy.

Zjadając dziś jeżynę z koszyczka, przyjemnie się skrzywiłam jak za dawnych czasów i stwierdziłam, że te kwaśne owoce najlepiej będą smakowały w słodkim wypieku. Od kilku dni zamierzałam upiec ucierane ciasto z mlekiem kokosowym, skórką z limonki i jagodami, więc szybko zmieniłam plany i przygotowałam je w wersji jeżynowej . Ciasto chciałam zapakować na jutrzejszą wycieczkę na Kaszuby, ale połowa została już zjedzona przez niezapowiedzianych gości. Ważne, że ciasto zostało zjedzone ze smakiem, a wypiek zawsze można upiec jeszcze raz :)

Ciasto kokosowe z jeżynami/23 cm
  • 350 g mąki pszennej
  • 2 jajka
  • 150 g cukru
  • 60 g masła
  • 200 g mleka kokosowego
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • skórka starta z 1/2 limonki
  • 200 g jeżyn
  • cukier puder
  1. W rondlu umieszczamy masło i mleko kokosowe, podgrzewamy. Gdy masło się rozpuści, zestawiamy rondel z ognia i studzimy płyn, aby był letni.
  2. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i skórką z limonki.
  3. Jajka z cukrem ubijamy mikserem przez kilka minut na kogel mogel. Stopniowo dodajemy mleko kokosowe, na zmianę z mąką i wyrabiamy krótko ciasto, jedynie do połączenia składników.
  4. Tortownicę smarujemy masłem, wykładamy papierem do pieczenia. Przekładamy do formy ciasto, wyrównujemy wierzch łyżką. W ciasto wbijamy jeżyny i wkładamy tortownicę do rozgrzanego piekarnika.
  5. Ciasto pieczemy w 170 stopniach przez 35-40 minut. Po tym czasie wbijamy w ciasto patyczek, jeśli będzie suchy - ciasto jest upieczone, jeśli nie - dopiekamy jeszcze kilka minut.
  6. Upieczone ciasto studzimy i posypujemy cukrem pudrem.
Tosia

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Pierożki empanadas z indykiem i czekoladowym sosem mole



W piękne, słoneczne dni szkoda stać godzinami nad garami. Dodatkowo upały nie sprzyjają apetytowi na sycące i typowo obiadowe dania. O wiele chętniej sięgam wtedy po lekkie przekąski, szczególnie takie, które można zapakować do pudełka i zabrać ze sobą na piknik czy spacer. Wszystkie te kryteria spełniają kruche pierożki empanadas, które można podawać zarówno na ciepło, jak i na zimno.

Empanadas występują w wielu wydaniach, różnią się nie tylko farszem i dodatkami z jakimi się je serwuje, ale nawet ciastem. Można do tego wykorzystać gotowe ciasto francuskie, tak jak Śliwka w przepisie w ramach Tygodnia z Lunchboxem. Świetnie wychodzą również z prostego ciasta kruchego, do którego można dodać jeszcze trochę kurkumy dla koloru. I właśnie na kruche ciasto postawiłam w poniższym przepisie.
Jako farsz wykorzystałam krótko przysmażone mielone mięso z indyka z dodatkiem cebuli, czosnku i chilli. Sam farsz może wydawać się niektórym nudny, ale szybko się to zmieni, jeśli wytłumaczę z czym poniższe empanadas podałam :)


Wymyśliłam sobie, że podam je z pikantnym sosem mole, który przygotowuje się z pomidorów, papryczek chilii i czekolady. Przepis na klasyczne mole poblano znajduje się już na blogu i mimo kontrowersyjnego dodatku czekolady, zapewniam, że jest przepysznym meksykańskim sosem.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdybym nie zdecydowała, że do sosu mole dodam jeszcze truskawki z octem balsamicznym. Miałam ochotę na jakiś eksperyment z truskawkami w wytrawnym daniu, więc spontanicznie wrzuciłam je do sosu. Po zmiksowaniu składników byłam bardzo rozczarowana smakiem, ale sos całkiem zasmakował lubemu. Dlatego przełożyłam go do lodówki w oczekiwaniu na jego lepsze dni i zabrałam się za przygotowywanie sosu raz jeszcze. Tym razem w znanej wersji bez truskawek.
Ostatnio truskawkowym mole poczęstowaliśmy w ramach ciekawostki niezapowiedzianych gości i nie zebrał najgorszych recenzji, ale musicie wierzyć mi na słowo, że w poniższej wersji bez truskawek jest o wiele smaczniejszy :)

Pieczone pierożki empanadas z indykiem/20 sztuk
  • Ciasto:
  • 300 g mąki pszennej
  • 125 g zimnego masła
  • jajko
  • 50 ml wody
  • łyżeczka kurkumy
  • 3/4 łyżeczki soli
  • Farsz:
  • 300 g mielonego mięsa z indyka
  • mała cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/3 papryczki chilli
  • 2 łyżki oliwy lub oleju rzepakowego
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryki
  • sól, pieprz
Sos mole z czekoladą 
  • pomidor
  • papryczka chilli
  • ząbek czosnku
  • 200 ml passaty pomidorowej
  • 3 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 50 g orzechów ziemnych (niesolonych)
  • łyżka gorzkiego kakao
  • 4 kostki gorzkiej czekolady
  • łyżeczka cukru
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 3 goździki
  • łyżeczka ziarenek kolendry
  • sok z 1/2 limonki
  • 1-2 łyżki oliwy lub oleju roślinnego
  • sól, pieprz
Pierożki empanadas:
  1. Mąkę wsypujemy na blat lub do misy, dodajemy kurkumę i sól. W mące robimy wgłębienie, wbijamy jajko. Masło kroimy na bardzo drobne kawałeczki i dodajemy do mąki. Wlewamy wodę i zagniatamy ręcznie lub mikserem,  jedynie do momentu połączenia składników.
  2. Wyrobione ciasto owijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na godzinę.
  3. W tym czasie rozgrzewamy wok z olejem lub oliwą i podsmażamy posiekaną drobno cebulę, czosnek i chilli. Dodajemy mielone mięso, przyprawiamy je solą, pieprzem i papryką.
  4. Smażymy przez ok. 5 minut. Następnie studzimy i odsączamy z tłuszczu.
  5. Schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki i przekładamy na oprószony mąką blat.
  6. Ciasto cienko wałkujemy i wycinamy z niego kółka o średnicy ok. 9-10 cm.
  7. Na środku każdego kółka kładziemy mięsny farsz i lepimy jak pierogi. Widelcem zaznaczamy brzegi i ulepione empanadas przekładamy na wyłożoną pergaminem blachę.
  8. Pierożki układamy w odstępach i smarujemy z wierzchu rozbełtanym jajkiem, dodatkowo można je posypać np. suszonymi płatkami chilli albo oregano.
  9. Empanadas pieczemy przez 15-18 minut w rozgrzanym piekarniku do 190 stopni.
  10. Serwujemy na ciepło lub zimno z sosem mole.
Sos mole:
  1.  Rozgrzewamy wok z oliwą  lub olejem. Wrzucamy posiekaną drobno cebulę, poszatkowany czosnek i papryczkę chilli. 
  2. Następnie dodajemy pokrojony drobno pomidor, orzechy, cynamon, goździki, kolendrę. Potrząsamy wokiem.
  3. Wlewamy passatę pomidorową i koncentrat. Całość przyprawiamy cukrem, solą i pieprzem. Dusimy na małym ogniu przez ok. 7 minut.
  4. Po tym czasie dodajemy kakao i gorzką czekoladę i dusimy sos jeszcze kilka minut.
  5. Wyciągamy z sosu goździki, a resztę przelewamy do wysokiego naczynia, dodajemy sok z limonki. Składniki miksujemy blenderem na gładki sos. Przelewamy go ponownie do woka i próbujemy. W razie potrzeby przyprawiamy jeszcze solą, pieprzem, cukrem lub chilli.
Tosia

czwartek, 27 marca 2014

Quesadillas z chorizo, mango i papryką


Wczoraj zachwalałam moją nową recepturę na domowe tortille z ziołami i czosnkiem. Dlatego uznałam, że dziś pokażę co smacznego z nich wykombinowałam.

Na blogu mamy już trzy przepisy na quesadillas. W wersji bardziej klasycznej z kurczakiem i pastą fasolową, z guacamole (czyli pastą z awokado), ale także szalony eksperyment Śliwki, czyli przepis na quesadillas z jagodami, twarogiem i czekoladą. Nie jest to zatem nic odkrywczego, ale nie wszystko co smaczne musi nas zaskakiwać. Czasem proste potrawy są najlepsze, więc będzie przepis czwarty.
A właściwie instrukcja przygotowania i sugestia połączenia smaków, bo samo wykonanie quesadillas jest bajecznie łatwe. Wystarczy kilka składników i tarty ser, który połączy pszenne placki. Chociaż nie, nie chcę przecież skłamać. Śliwka udowodniła, że można do tego wykorzystać również czekoladę :)

Mam kilka zeszytów, w których zapisuję pomysły na kulinarne eksperymenty. Często o nich zapominam, trochę gubię między innymi książkami, więc zdarza się, że w pośpiechu zapisuję coś na kartkach np. hasła sugerujące ciekawe połączenia smakowe. Kilka dni temu znalazłam karteczkę, na której kiedyś napisałam "chorizo+mango+papryka". 
Zupełnie tego nie pamiętam, ale pomysł uznałam za niezły, więc postanowiłam go sprawdzić w praktyce. Dodałam listki świeżego szpinaku, serek limonkowy, chilii i tarty cheddar. Wszystko włożyłam między tortille i krótko zgrillowałam. I tak powstało kolejne godne polecenia quesadillas!

Quesadillas z chorizo, mango i papryką/ 1 porcja
  • 2 pszenne tortille (u mnie domowe)
  • 1/4 papryki pokrojonej w kostkę
  • 1/4 mango pokrojone w kostkę
  • 2-3 plastry hiszpańskiej kiełbasy chorizo
  • listki świeżego szpinaku
  • kawałek sera cheddar
  • 4 łyżki serka śmietankowego
  • 2 łyżki soku z limonki
  • łyżeczka skórki z limonki
  • plasterki papryczki chilli
  • łyżeczka oliwy
  • szczypta soli 
  1. Serek łączymy ze skórką i sokiem z cytryny, dodajemy szczyptę soli i plasterki chilli. Mieszamy.
  2. Rozgrzewamy grill elektryczny/patelnię.
  3. Tortillę smarujemy serkiem, wykładamy liście szpinaku, pokrojone w kostkę mango i paprykę oraz plasterki chorizo. Całość posypujemy tartym serem cheddar i przykrywamy drugim plackiem.
  4. Wierzch placków smarujemy oliwą. Tortille kładziemy na rozgrzany grill/patelnię, przyciskamy i grillujemy z dwóch stron przez kilka minut, aż placki się zarumienią, a ser w środku rozpuści.
  5. Quesadillas dzielimy na trójkąty i podajemy z pozostałym serkiem limonkowym.
Tosia

wtorek, 25 lutego 2014

Mini gniazdka z lukrem limonkowym


Na burczywmiwbrzuchu nadal trwają próby generalne przed Tłustym Czwartkiem! 
Jeśli jeszcze nie wybraliście ulubionego przepisu, być może do gustu przypadnie Wam dzisiejsza propozycja.
Chcielibyście zrobić tłuste słodkości samodzielnie, ale brakuje Wam czasu lub cierpliwości? Przedstawiam gniazdka, czyli pączki hiszpańskie w wersji mini.

 Na pewno każdy kiedyś jadł gniazdko z cukierni, a te z poniższego przepisu smakują praktycznie identycznie.


Ich sposób przygotowania nie jest tak czasochłonny jak w przypadku klasycznych pączków, jednocześnie niczego im w smaku nie brakuje.

Początkowo planowałam zrobić je w większym rozmiarze. Ze względu na popsuty rękaw cukierniczy, musiałam wykorzystać szprycę z drobną końcówką. I tak przez przypadek powstały gniazdka w wersji mini.

Przepis przypomina trochę ten na eklerki, ptysie lub churros, ponieważ wszystkie z nich opierają się na cieście parzonym.
Samo ciasto nie zawiera nawet grama cukru, na ich słodycz wpływa lukier, który podkręciłam trochę dodatkiem limoncello i sokiem z limonki.

Ostrzegam jednak, ze względu na ich wielkość i prędkość w jakiej znikają, trudno będzie się nimi długo nacieszyć!


Mini gniazdka- pączki hiszpańskie/30 sztuk
  • 50 g masła
  • 125 ml mleka
  • 100 g mąki pszennej
  • 2 jajka
  • łyżka limoncello (lub wódki cytrynowej)
  • szczypta soli
  • olej do smażenia
Lukier limonkowy:
  • 50 g cukru pudru
  • sok z 1/2 limonki
  • łyżeczka limoncello (lub wódki cytrynowej)
  1. W rondelku podgrzewamy mleko z masłem, limoncello i szczyptą soli. Gdy zacznie się gotować i masło się roztopi, dodajemy stopniowo mąkę. Masę ucieramy trzepaczką, tworząc zasmażkę, którą podgrzewamy jeszcze minutę. Studzimy.
  2. Do ostudzonej masy dodajemy stopniowo jajka i ucieramy intensywnie mikserem lub trzepaczką. Gotowe ciasto powinno być gładkie i odstawać od misy.
  3. Ciasto przekładamy do szprycy i wyciskamy przyszłe gniazdka (u mnie o średnicy ok. 4 cm) na pergaminie. Nożyczkami tniemy papier, tak aby każde gniazdko znalazło się na oddzielnym papierku.
  4. W garnku z grubym dnem rozgrzewamy olej. Po kilku minutach wrzucamy kawałek chleba i czekamy, aż zacznie się pienić, wtedy olej będzie gotowy do smażenia.
  5. Partiami wrzucamy pączki z papierkiem do góry do garnka z rozgrzanym tłuszczem. Po kilku sekundach papierek powinien sam odchodzić od gniazdek. Wyjmujemy je np. przy pomocy widelca.
  6. Gniazda smażymy w sumie ok. 2-2,5 minuty, w połowie smażenia przerzucając je na drugą stronę. Złociste pączki odsączamy przy pomocy ręcznika papierowego.
  7. Cukier puder łączymy z limoncello i sokiem z limonki. Lukrem dekorujemy gniazdka.
Tosia

niedziela, 26 stycznia 2014

Śniadanie do łóżka #128: Kokosowa owsianka z karmelizowanym mango



Nie będę udawać, że owsianka króluje u mnie na talerzu codziennie. Chciałabym, aby tak było, jednak rano chętniej sięgam po kanapki i jajka. Za bardzo kocham smak i zapach domowego pieczywa, aby z niego zrezygnować. Szczególnie, że rano trudniej podejmować decyzje, a rumiany bochenek w chlebaku kusi, aby go pokroić.
Dodatkowym problemem jest to, że miałam kiedyś "owsiankową fazę" i witała mnie każdego dnia. Potem się przejadła.

Teraz dawkuję sobie tę rozgrzewającą przyjemność. Gdy robię owsiankę, zawsze dodaję do niej trochę miodu lub cukru trzcinowego. Dodatki zmieniam według nastroju.
Dziś postawiłam na wersję trochę egzotyczną. Do płatków dodałam mleko kokosowe i wiórki. Wierzch owsianki ozdobiłam karmelizowanym w miodzie mango, które na koniec skropiłam dla kontrastu smaku sokiem z limonki.
Pyszny rozgrzewacz!

Kokosowa owsianka z karmelizowanym mango/ 1-2 porcje
  • 100 g płatków owsianych (mogą być błyskawiczne)
  • 40 g wiórków kokosowych
  • 10 g ziaren słonecznika
  • 300 ml mleka kokosowego
  • 50-70 ml mleka krowiego (można zastąpić kolejną porcją mleka kokosowego)
  • łyżeczka masła
  • łyżka miodu/łyżka cukru trzcinowego
  • szczypta soli
  • płatki migdałowe do posypania
  • Karmelizowane mango:
  • 1/2 obranego mango
  • łyżeczka masła
  • łyżka miodu
  • łyżeczka skórki z limonki
  • łyżeczka soku z limonki
  1. Płatki owsiane wsypujemy do rondelka, dodajemy szczyptę soli, zalewamy mlekiem i podgrzewamy. Gdy owsianka zacznie bulgotać, gotujemy ją jeszcze ok. 3 minuty. 
  2. Jeśli lubimy rzadszą owsiankę, dolewamy więcej mleka i mieszamy. Rondelek zdejmujemy z ognia, dodajemy miód/cukier trzcinowy i łyżeczkę masła. Przykrywamy na kilka minut.
  3. W tym czasie na patelni topimy masło z miodem, gdy zacznie się karmelizować wrzucamy paseczki mango i skórkę z limonki. 
  4. Chwilę karmelizujemy owoc na patelni, na koniec skrapiamy sokiem z limonki.
  5. Ciepłą owsiankę mieszamy, przekładamy ją do miseczki. Podajemy z karmelizowanym mango i płatkami migdałowymi.
Tosia

poniedziałek, 7 października 2013

Tydzień z LunchBoxem #1: Wrapsy z pełnoziarnistych naleśników z wędzonym łososiem


Uwielbiam tematyczne cykle na burczymiwbrzuchu. 
Zawsze wybieramy takie tematy, że pod koniec danego tygodnia jest mi smutno, że to już koniec. Wtedy też pomysły wcale się nie kończą, wręcz przeciwnie, zazwyczaj jest ich za wiele, by zrealizować je w 7 dni. 
Tak było rok temu, gdy w listopadzie przez tydzień zamieszczałyśmy przepisy na przekąski, które można zapakować do pudełka i zabrać ze sobą do pracy, czy szkoły. Tutaj możecie zobaczyć co wtedy przygotowałyśmy.
Początek października to idealny czas, aby powrócić do Tygodnia z LunchBoxem i ogłosić drugą edycję!

Dania, które planujemy zaprezentować są na tyle zróżnicowane, że liczę na to iż każdy znajdzie coś dla siebie. 
Pierwsza propozycja nawiązuje do wrapsów. 
Nie ukrywam, że mam słabość do tortillowych zawijańców, na blogu był już chociażby przepis na wrapsy z awokado i jajkiem oraz z tuńczykiem. Nie ma się jednak co oszukiwać, ich przyrządzenie w domu od podstaw jest trochę kłopotliwe (ale kiedyś przygotuję taki przepis). Z kolei na opakowaniu pszennych tortilli ze sklepu znajduje się aż 8 magicznych dodatków na literę E.
Zdecydowanie zdrowszą i szybszą alternatywą są pełnoziarniste naleśniki. Jeśli jednak koniecznie muszą być pszenne to odsyłam Was do tego przepisu na naleśnikowe wrapsy z szynką parmeńską.

Z podanych proporcji wychodzi ok. 10 naleśników. Oczywiście każdy ma inne zapotrzebowanie i apetyt, ale myślę, że powinny starczyć chociaż na 2 lunche.
Nie chcę się narzucać za bardzo z propozycją farszu, bo takie naleśniki można przygotować z tym co macie pod ręką. U mnie na farsz składa się wędzony łosoś, chrzanowy serek z jabłkiem i limonką, liście szpinaku, ogórek i orzechy włoskie. Chrzan możecie zastąpić musztardą lub w ogóle pójść inną drogą i zamiast ryby wybrać mięso, czy ser pleśniowy.
Przygotowanie takiego lunchu wieczorem, czy rano (jeśli nie wychodzimy z domu za wcześnie) nie powinno zająć więcej czasu niż 20-30 minut. Z resztą przekonajcie się o tym sami.

A już jutro kolejna, zupełnie inna propozycja!

Wrapsy z pełnoziarnistych naleśników z wędzonym łososiem
Pełnoziarniste naleśniki/ 10 szt.
  • 150 g mąki pszennej pełnoziarnistej/pszennej razowej typ 2000
  • 300 ml mleka
  • 100 ml wody mineralnej
  • 3 łyżki topionego masła/oliwy
  • 2 jajka
  • łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki cukru
Serek z jabłkiem i chrzanem:
  • 200-250 g śmietankowego serka "kanapkowego"
  • 1-2 łyżki soku z limonki lub cytryny
  • łyżka startej skórki z limonki lub cytryny
  • 2 cm świeżo startego chrzanu lub łyżka chrzanu ze słoiczka
  • 1/2 jabłka
  • sól, kolorowy pieprz
 Dodatki:
  • liście świeżego szpinaku (można zastąpić rukolą, roszponką lub sałatą lodową)
  • 150 g wędzonego łososia (u mnie "polędwica" wędzona na zimno)
  • garść orzechów włoskich
  • świeży ogórek
  1.  Mąkę wsypujemy do misy, mieszamy z solą i cukrem. Dodajemy mleko oraz wodę i mieszamy trzepaczką. Następnie dodajemy dwa rozbełtane jajka i roztopione wcześniej, a następnie ostudzone masło (lub oliwę). 
  2. Na małym ogniu rozgrzewamy suchą patelnię (tłuszcz nie jest potrzebny dzięki dodatkowi masła do ciasta). Wylewamy chochlę ciasta, rozprowadzamy je na patelni i smażymy przez ok. 2-3 minuty z każdej strony. Czynność powtarzamy. W razie potrzeby odsączamy naleśniki z tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego (raczej nie będzie to potrzebne).
  3. W trakcie smażenia naleśników mieszamy serek śmietankowy z tartym chrzanem, solą i pieprzem. Jabłko obieramy i ścieramy na tarce o drobnych oczkach, skrapiamy sokiem z limonki lub cytryny i dodajemy razem ze skórką do serka. 
  4. Na środku każdego naleśnika smarujemy łyżkę serka, kładziemy plastry łososia, orzechy włoskie, listki szpinaku i plastry ogórka (ja kroiłam je pionowo przy pomocy obieraczki uzyskując "ogórkowe wstążki"). Naleśniki zawijamy w rulon i kroimy na dwie lub trzy części. Wkładamy do pudełka i wychodzimy z domu!
Tosia

czwartek, 19 września 2013

Butter chicken


Już kilka razy wspominałam na burczymiwbrzuchu, że nasi przyjaciele prowadzą blog podróżniczy Live a Life. Rok temu mieli nawet u nas gościnny wpis o trochę kontrowersyjnym temacie "Kulinarna podróż do Wietnamu, czyli jak smakuje mysz" - zainteresowanych smakiem myszy, węża i krokodyla zachęcam do lektury!

Niedawno wrócili z kolejnej wyprawy do Azji. Po raz drugi podróżowali po Indiach, przeżywając przygody i odkrywając hinduskie smaki na nowo. Zawsze, gdy wracają przepytuję ich ze szczegółami o popularne lub intrygujące dania i mogę liczyć na prezent w postaci przypraw. 
Po pierwszej wyprawie do północnych Indii i Nepalu nie byli zbyt oczarowani jedzeniem. Tym razem jednak zwiedzili południe, rozkoszując się na każdym kroku aromatycznymi, świeżymi owocami morza i chrupiącymi chlebkami naan prosto z pieca tandoor. W ich kulinarnych wspomnieniach nie zabrakło też popularnego dania - butter chicken.

Kilka minut po przywitaniu, usłyszałam pytanie kolegi o przepis na to danie. Obiecałam przygotować swoją wersję i tak też zrobiłam. 
Nie oszukujmy się, dania hinduskie nigdy nie będą smakowały tak jak w Azji, nawet mimo cudownych przypraw z tamtego świata. Dlatego nie będę twierdzić, że tak smakuje naprawdę, to po prostu moja interpretacja znanego dania, przystosowana do polskich warunków. 
Butter chicken podałam z domowymi chlebkami naan. Może nie smakują tak samo jak oryginalne z pieca tandoor, ale upieczenie ich domowej wersji w piekarniku jest naprawdę możliwe! 
Danie można również podać z ryżem.

Ps. Gdyby ktoś miał ochotę się skusić na ten przepis, ale przeraża go ilość przypraw, to służę pomocą w komentarach z czego można zrezygnować lub co, czym zastąpić.

Butter chicken/ 2-3 porcje
  • 0,5 kg mięsa z kurczaka (np. pierś, u mnie udka bez skóry i kości)
  • Marynata:
  • garść orzechów nerkowca
  • łyżeczka kuminu
  • łyżeczka ziaren kolendry
  • łyżeczka płatków chilli (lub pieprzy cayenne)
  • łyżeczka mieszanki garam masala (tutaj podawałam przepis na domową przyprawę)
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 cm korzenia imbiru
  • łyżka soku octu ryżowego (można zastąpić sokiem z cytryny)
  • 80-100 ml jogurtu naturalnego
  • 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • sól, pieprz
  • Sos:
  • 2 łyżki masła klarownego (lub zwykłego)
  • 2 małe cebule (u mnie biała i czerwona)
  • ząbek czosnku
  • 2 cm korzenia imbiru
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • 2 strąki kardamonu
  • kora cynamonowa (lub 1/2 łyżeczki cynamonu)
  • łyżeczka kolendry
  • łyżeczka mieszanki tandoori masala (lub garam masala)
  • 2 pomidory
  • 80 ml śmietany 12% lub śmietanki kremówki 30%
  • sól, pieprz
  • limonka
  • garść orzechów nerkowca
  • chlebki naan (polecam domowe)
  • świeża mięta lub liście kolendry
 Marynata:
  1. Na suchej patelni prażymy orzechy nerkowca, kumin, kolendrę, płatki chilli, garam masalę. Po kilku minutach, gdy przyprawy zaczną wytwarzać intensywny zapach, przekładamy je do wysokiego moździerza. Dodajemy posiekany czosnek, imbir, ocet ryżowy, koncentrat pomidorowy i jogurt naturalny. Całość miksujemy blenderem na gładką pastę.
  2. Umyte i osuszone mięso kroimy w kostkę, przyprawiamy solą i pieprzem, zalewamy marynata i dokładnie mieszamy. Zamarynowane mięso wkładamy na noc do lodówki lub zostawiamy na minimum 30 minut.
Butter chicken:
  1. Rozgrzewamy patlnię z grubym dnem. Na maśle podsmażamy posiekaną w piórka cebulę. Po 3 minutach dodajemy posiekany czosnek, chilli i imbir. 
  2. Następnie płaską stroną noża miażdżymy strąki kardamonu i wrzucamy je na patelnię. Dodajemy korę cynamonową, kurkumę, kolendrę i tandoori masala. Składniki smażymy 2 minuty.
  3. Mięso odsączamy z marynaty i wrzucamy na patelnię, smażymy 5 minut, w połowie czasu przerzucając kawałki kurczaka na drugą stronę.
  4. Do wysokiego naczynia przekładamy pozostałą marynatę. Dodajemy pokrojone dwa pomidory i miksujemy blenderem na gładką masę.
  5. Marynatę dodajemy do mięsa, mieszamy i dusimy na średnim ogniu przez kolejne 5 minut. 
  6. Do miseczki ze śmietaną dodajemy kilka łyżek gorącego sosu pomidorowego. Dokładnie mieszamy i przelewamy na patelnię. Sos dusimy jeszcze chwilę.
  7. Gotowe butter chicken podajemy z ryżem lub chlebkami naan. Danie podałam dodatkowo z prażonymi orzechami nerkowca, limonką do skropienia oraz świeżą miętą (nie miałam kolendry).

Tosia

wtorek, 10 września 2013

Sałatka z kaszą jaglaną, granatem i miętą


Ostatnio zakochałam się po uszy! Moje życie uczuciowe nie zmieniło się wcale, ale do naszego mieszkania wprowadziła się nowa lokatorka - kasza jaglana. Przemycam ją do śniadaniowych puddingów, placuszków i sałatek.
To zdecydowana królowa wśród kasz, a oprócz tego, że jest niezwykle zdrowa, jest po prostu bardzo smaczna i stwarza wiele możliwości w kuchni.
Nie chcę nikogo zanudzać, tym bardziej, że nie jestem ekspertem, ale w wielkim skrócie chciałam wymienić jej walory zdrowotne.

Nigdy nie byłam na diecie, bo nie musiałam, ale staram się zdrowo odżywiać, dlatego słowo dieta kojarzy mi się ze stylem życia. Kiedy zapominam dbać o zróżnicowany jadłospis, najczęściej sięgam po pieczywo, mięsa, cukier i nabiał, czyli wszystko co kwasotwórcze, popijając to jeszcze dodatkowo kawą. To może prowadzić do kwasicy metabolicznej, co jest istotną przyczyną chorób nowotworowych.
Nie jestem w stanie zrezygnować z tych wszystkich rarytasów, dlatego w trosce o zdrowie, aby zachować harmonię spożywam kaszę jaglaną. Oprócz właściwości oczyszczających i odkwaszających, kasza ta zawiera szereg substancji mineralnych, witamin, a nawet lecytynę. Jest lekkostrawna, dostarcza sporo energii, do tego wszystkiego jeszcze zalecana jest w diecie bezglutenowej. Jednym słowem - samo zdrowie!

Najłatwiej przekonać się do jej jedzenia, robiąc pyszne danie. Dzisiejsza sałatka poza kaszą zawiera też sporo innych i wartościowych dla zdrowia składników. Najważniejsze przy tym, że jest przepyszna.
Na talerzu znajduje się także roszponka, pomidor, rzodkiewka, papryka, zamarynowana w soku z cytryny cebula, mięta, ziarenka granatu i ziarna prażonego słonecznika. Całość polana miodowo-limonkowym dressingiem. Mam nadzieję, że nie muszę Was dłużej namawiać do jej spróbowania.

A jeśli zachęciłam Was do jedzenia kaszy lub od dawna ją lubicie, koniecznie zajrzyjcie na blog Gotuj zdrowo!


Sałatka z kaszą jaglaną, granatem i miętą/2-3 porcje
  • 100 g suchej kaszy jaglanej (dwa razy tyle wody i plasterek imbiru)
  • garść roszponki
  • owoc granatu
  • pomidor
  • papryka (u mnie pół czerwonej i pół żółtej)
  • mała czerwone cebula
  • sok z 1/2 cytryny
  • kilka rzodkiewek
  • garść ziaren słonecznika
  • listki świeżej mięty
  • Dressing:
  • sok z 1/4 cytryny
  • sok z 1/2 limonki
  • łyżka startej skórki z limonki
  • 2 łyżki płynnego miodu
  • 4-5 łyżek oliwy
  • 2 łyżki soku z wyciśniętego granatu
  • szczypta suszonych płatków chilli
  • sól, pieprz
  1. Kaszę wsypujemy na sitko, przepłukujemy zimną woda, przekładamy do szklanki i sprawdzamy dokąd sięga. 
  2. Jaglankę przesypujemy do rondelka, a szklankę wypełniamy wodą zajmując płynem dwa razy tyle objętości co kasza (czyli gotujemy w proporcjach 1:2). 
  3. Do rondelka wlewamy wodę, dodajemy plaster imbiru i pół łyżeczki soli, podgrzewamy. 
  4. Gdy woda zacznie się gotować zmniejszamy ogień i gotujemy kaszę, aż wchłonie wodę, a na jej powierzchni zaczną pojawiać się bąbelki (w zależności od grubości kaszy będzie to trwało od 5 do 10 minut). Dalej zestawiamy ją z ognia, przykrywamy rondelek i zostawiamy jeszcze na kilka minut.
  5. Ugotowaną kaszę studzimy.
  6. Do małego słoika wyciskamy sok z cytryny i limonki. Dodajemy szczyptę soli i mieszamy do rozpuszczenia. Następnie dodajemy skórkę z limonki, miód, oliwę, sok z granatu, oraz płatki chilli. Słoik zamykamy i potrząsamy nim, aby składniki dressingu się dobrze wymieszały.
  7. Ostudzoną kaszę mieszamy z roszponką. 
  8. Pomidora i rzodkiewki kroimy w plastry, paprykę w kostkę. Dodajemy do sałatki. Czerwoną cebulę kroimy w plastry, skrapiamy sokiem z 1/2 cytryny i odstawiamy na kilka minut, następnie dodajemy do miski.
  9. Granat kroimy wzdłuż na pół, uderzamy owoc nad miseczką drewnianą łyżką w skórkę, aby uzyskać ziarenka. Dodajemy je do pozostałych składników.
  10. Na suchej patelni prażymy kilka minut ziarna słonecznika i wrzucamy je do sałatki razem z listkami mięty. Całość mieszamy i polewamy dressingiem. Podajemy od razu.
Tosia

niedziela, 18 sierpnia 2013

Śniadanie do łóżka #111: Bajgle z wędzonym łososiem i twarożkiem z suszonymi pomidorami


Można powiedzieć, że bajgle to bułeczki idealne. Na tle wszystkich innych wypieków wyróżniają się nie tylko charakterystyczną dziurką, ale także nietypową konsystencją i smakiem. To dlatego, że przygotowywane są w specyficzny sposób, inny niż tradycyjne pieczywo. 
 Mianowicie, przed włożeniem bajgli do piekarnika, gotuje się je krótko w posłodzonej wodzie. Dzięki temu są takie cudowne!

Według Wikipedii, pierwsze bajgle powstały w Krakowie już w XVII wieku. A następnie żydowscy emigranci przenieśli je ze sobą do Nowego Jorku. Dlatego te dwa piękne miasta są z nimi najbardziej kojarzone.
Często bajgle są mylone z krakowskimi obwarzankami, ale tak naprawdę niewiele je łączy oprócz dziurki.
Bajgle raczej trudno dostać w naszych piekarniach (przynajmniej na Pomorzu). Na szczęście przy odrobinie piekarskich umiejętności można je upiec samodzielnie :) 

Mam swoją sprawdzoną recepturę, z której wychodzą pyszne bajgle, zarówno z mąki pełnoziarnistej, jak i z mąki pszennej chlebowej (link do przepisu niżej). I właśnie w wersji pszennej zrobiłam je do dzisiejszego śniadania.

Przyjęło się, że do bajgli najlepiej pasuje wędzony łosoś. Całkowicie się zgadzam z tym połączeniem! W moich śniadaniowych kanapkach z dziurką pojawił się dodatkowo jeszcze twarożek z suszonymi pomidorami i kiełki.
Niebo dla podniebienia :)

Bajgle z wędzonym łososiem i twarożkiem z suszonymi pomidorami
  • 4 bajgle (polecam domowe z naszego drugiego bloga)
  • 100 g wędzonego łososia
  • 250 g chudego twarogu
  • 2-3 łyżki jogurtu naturalnego
  • 5 suszonym pomidorów
  • 1/4 papryki
  • 3 łyżki posiekanego szczypiorku
  • kiełki np. lucerny, brokuła
  • limonka do skropienia łososia
  • ząbek czosnku (opcjonalnie do twarożku)
  • sól, pieprz
  1. Twaróg przekładamy do wysokiej miseczki. Rozdrabniamy go przy pomocy widelca. Dodajemy jogurt naturalny, pokrojone drobno suszone pomidory, szczypiorek i paprykę. 
  2. Opcjonalnie do twarożku dodajemy także posiekany drobno czosnek. Całość przyprawiamy solą i pieprzem do smaku, dokładnie mieszamy.
  3. Przekrojone bajgle smarujemy twarożek, na to kładziemy wędzonego łososia i skrapiamy go sokiem z limonki. 
  4. Na łososia opcjonalnie kładziemy dodatkowo suszone pomidory i przykrywamy je kiełkami oraz górną częścią bajgla.
Tosia

środa, 7 sierpnia 2013

Pieczona kukurydza z wędzonym czosnkiem i limonką


Jestem prawdziwą maniaczką kukurydzy w kolbach. Nie było jej w sklepach już tak długo, że zdążyłam o tym zupełnie zapomnieć. Pamięć wróciła mi ze zdwojoną mocą, gdy podczas weekendowego grillowania postanowiliśmy przygotować kilka kolb. 

Nie wiem czy to głód, czy ona we własnej osobie sprawiła, że oszalałam. Biegałam wokół grilla jak nawiedzona, pytając kiedy wreszcie będę mogła ją zjeść. Na złość nie chciała zmięknąć, a uczestnicy imprezy zwodzili mnie, że za chwilę będzie gotowa. Gdy w końcu ją dopadłam, ledwo udało mi się posmarować ją pysznym masłem z suszonymi pomidorami (autorstwa Tosi) i posolić, a już jej nie było. Wgryzałam się jak szalona w tę ociekającą pół roztopionym masłem kolbę. Była perfekcyjna. 

Następne nie wyszły już tak dobrze, ale to nic. Dosłownie obgryzałam je po moich przyjaciołach, którzy nieopatrznie zostawili na kolbie jeszcze kilka ziarenek. Mimo, że od weekendu minęło tylko kilka dni, już wczoraj przygotowywałam sobie kolejne porcje w domu. 

Rzadko gotuję kukurydzę i jakoś nigdy nie miałam na nią dobrego sposobu. Niektórzy gotują ją krótko, inni nieprzyzwoicie długo. Jedni dodają sól, inni twierdzą, że sól sprawia, że ziarenka twardnieją. I faktycznie, gdy wczoraj ugotowałam ją w osolonej wodzie nie dała mi zbyt dużej satysfakcji. Dopiero dzisiaj, gdy wypróbowałam metodę krótkiego pieczenia jej w folii jestem w pełni zadowolona. Dzięki temu nie uciekło z niej ani trochę aromatu wędzonego czosnku, który wpadł mi ostatnio w ręce w sklepie. Jeśli go jednak nie znajdziecie, ta metoda sprawdzi się równie dobrze ze zwykłym czosnkiem, choć brak mu tej charakterystycznej wędzonki. 

Pieczona kukurydza z wędzonym czosnkiem i limonką (6 porcji)

-3 kolby kukurydzy
- 3 ząbki wędzonego czosnku (wraz ze skórką z główki czosnku)
- 50 g masła
- pół łyżeczki pieprzu cayenne
- sól
- 3 limonki

  1. Rozgrzej piekarnik do 250 stopni.
  2. Kolby kukurydzy pozbaw liści i nitek. Przekrój je na pół.
  3. Obierz skórkę z wędzonego czosnku i wyjmij 3 ząbki czosnku. Poszatkuj ząbki.
  4. W rondelku rozgrzej masło, dodaj poszatkowany czosnek i pieprz cayenne. Smaż przez kilka minut, zdejmij z ognia.
  5. Każdy kawałek kukurydzy połóż na płachcie folii aluminiowej. Ułóż na nich skórkę  z wędzonego czosnku. Polej każdą porcją masła z czosnkiem i dobrze zawiń.
  6. Wsadź zawinięte kukurydze na blasze do rozgrzanego piekarnika. Piecz ok. 20 minut, a następnie wyjmij i daj im chwilę "odpocząć w folii".
  7. Podawaj posypane solą i skropione limonką. 
Śliwka

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Arbuzada z imbirem


Na początku był ten filmik opublikowany przez Kukbuka na facebooku. Opis radośnie zachęcał "Spragnieni? A może kilka łyków orzeźwiającego arbuza?". Weszłam, obejrzałam a moja wyobraźnia zaczęła intensywnie pracować. Potem, gdy zobaczyłam przepis na bardzo podobną "arbuzadę" zakochałam się w nazwie i przepadłam. Dosłownie godzinę później miksowałam arbuza z imbirem i limonką. 

Podczas feralnej kolacji, podczas której miałam wątpliwą przyjemność gotować bez prądu udało mi się zmiksować arbuzadę dosłownie na kilka minut przed awarią. Powitałam więc pierwszego gościa jedynie napojem, który zasmakował mu tak bardzo, że zgodziłam się, żeby wypił wszystko nie zostawiając nic dla reszty. Faktycznie, robię ją kolejny raz i jakoś ciągle jej za mało. 

Bo uwierzcie mi, jeśli doskwiera upał, chyba nie ma lepszego ukojenia. 

Arbuzada z imbirem 

- 1 kg miąższu z arbuza
- 3 centymetrowy kawałek imbiru
- sok z 3 limonek
- sok z 1 cytryny
- 30 g cukru

  1. Imbir obierz ze skórki.
  2. Wszystkie składniki umieść w blenderze i miksuj kilka minut.
  3. Przelej powstały sok przez miękkie sitko, aby została tylko arbuzowa woda.
  4. Podawaj schłodzoną.
Śliwka

piątek, 21 czerwca 2013

Biała Sangria



Dzisiaj na blogu miał się ukazać pewien przepis. Upał jednak zdecydowanie nie sprzyja gotowaniu, dlatego zmieniłam plany. 
Wolałam skorzystać z pięknej pogody, spędzając czas na świeżym powietrzu. Zabrałam ze sobą truskawki, zestaw do gry w "kometkę" i towarzysza. Nie zapomniałam też o napojach. A chyba nic tak nie orzeźwia w trakcie słonecznego pikniku jak owocowa Sangria!

Trudno jej nie lubić, w końcu łączy ze sobą wino i owoce. Trzeba jednak z Sangrią uważać, bo potrafi być zdradliwa, o czym przekonałam się kiedyś w samo w południe smakując tapas w jednej z barcelońskich knajp.
Ten hiszpański napój przygotowywany jest klasycznie na bazie czerwonego półsłodkiego wina.
Receptur zapewne jest wiele, ale ja już przyzwyczaiłam się do pewnego patentu, który przywiozła ze sobą Śliwka z wakacji w Hiszpanii. Może się to wydawać dziwne, ale dodatek gazowanej Fanty do wina to naprawdę słuszne połączenie. Wychodzi z tego przepyszna Sangria!
Od kiedy spróbowałam tej wersji kiedyś u Śliwki, przygotowuje ją właśnie w ten sposób. Tym razem wykorzystałam jednak białe, musujące wino.
Sangrię przelałam do słoików, aby łatwo je było przetransportować na piknik. Na dnie naczynek znalazły się kostki lodu, brzoskwinia, truskawki, plastry limonki, mandarynki oraz liście świeżej mięty.
Pycha!

Biała Sangria
  • 700-800 ml białego półwytrawnego wina (może być musujące)
  • 400 ml Fanty
  • 50-100 ml wody gazowanej
  • 2 limonki
  • mandarynka lub 1/2 pomarańczy
  • liście świeżej mięty
  • brzoskwinia
  • garść truskawek
  • kostki lodu
  1. Do dużego dzbanka lub słoika wrzucamy umyte i pozbawione szypułek truskawki. Brzoskwinię kroimy w drobną kostkę i dodajemy do dzbanka.
  2. Jedną limonkę i mandarynkę (lub pomarańczę) kroimy w cienkie plastry. Dodajemy do owoców razem z listkami świeżej mięty. 
  3. Do dzbanka wlewamy wino, Fantę, sok z 1 limonki oraz wodę gazowaną. Całość dopełniamy kostkami lody i dokładnie mieszamy. Napój serwujemy od razu lub chłodzimy go w lodówce.
Tosia

czwartek, 6 czerwca 2013

Tagliatelle w sosie z masła orzechowego

W pewnych kwestiach nie mogę sobie ufać. Muszę więc podejmować ostre środki zapobiegawcze, aby nie zrobić czegoś, czego później będę żałować. I tak jest od zawsze z masłem orzechowym. 

Uwielbiam ten słony, zaklejający krem, który najlepiej smakuje w połączeniu z czymś słodkim. Gdy pojawia się w mojej szafce, krążę po domu jak zahipnotyzowana, myśląc tylko o tej szafce i tylko o wsadzeniu palca do słoiczka. Oblizuje palce, uciekam, ale za moment wracam i powtarzam cały proces. Tak do wylizania słoiczka. Podejmuje więc wspomniane środki ostrożności i nie kupuję masła orzechowego, bo wiem jak to się skończy. 

Ale czym by było życie bez takich drobnych przyjemności? Rozmarzyłam się na myśl o makaronie w sosie z masła orzechowego i uznałam, że raz na jakiś czas coś mi się jednak należy. I wcale nie mam wyrzutów sumienia, że wyjadłam prawie pół słoiczka przed rozpoczęciem tworzenia sosu. I nie mam ich też teraz, gdy kończę notkę tylko po to, aby pobiec zanurzyć w nim palce po raz kolejny. 

Tagliatelle w sosie z masła orzechowego (2 duże porcje)
- 200 g makaronu tagliatelle
- 150 g fasolki szparagowej
- 150 g brokułów
- 150 g zielonych szparagów
- 75 g orzeszków ziemnych (niesolonych)
- świeża kolendra
- 100 g kiełków fasoli mung
- garść kiełków brokułu
- 1 limonka
- sól

Sos
- 200 ml mleczka kokosowego
- 2 czubate łyżki masła orzechowego (o obniżonej zawartości tłuszczu)
- 3-centymetrowy kawałek świeżego imbiru
- 3 ząbki czosnku
- 2 łyżki sosu sojowego
- pół łyżeczki pieprzu cayenne
- 2 łyżki oliwy

  1. Przygotuj 3 średniej wielkości garnki. W jednym z nich będzie gotować się makaron, w drugim warzywa na parze, a trzecim sos. 
  2. Od szparagów odkrój końcówkę (gładką, nie główkę!) i pokrój je na średniej wielkości kawałki. Fasolkę szparagową pozbaw twardych końcówek i przekrój na pół, jeśli jest długa. Brokuł podziel na różyczki. Odłóż na sitko i odstaw na później. 
  3. Imbir i czosnek obierz ze skórki. Poszatkuj. Poszatkuj również orzeszki ziemne i odstaw na później
  4. Do jednego z garnków nalej ok. 3/4 wody. Dodaj ok. 1,5 łyżki soli. Dodaj też do wody łyżkę oliwy. Zagotuj i utrzymuj gotującą się na palniku, gdy będziesz przygotowywać resztę składników.
  5. W drugim garnku zagotuj odrobinę wody (ok. 1/5 garnka), a gdy woda się zagotuje, ułóż na garnku sitko z warzywami. Jeśli posiadasz specjalne urządzenie do gotowania na parze, możesz go użyć zamiast sitka. Gotuj ok. 10 minut, w tym czasie zdążysz przygotować sos i makaron.
  6. Do trzeciego garnka wlej oliwę i wsyp imbir i czosnek. Smaż chwilę, a następnie dodaj masło orzechowe. Gdy masło orzechowe się rozpuści, wlej mleczko kokosowe, pomieszaj trzepaczką, aby składniki się dokładnie połączyły. Zmniejsz ogień, dopraw sokiem z 1 limonki i sosem sojowym do smaku (możesz dodać więcej niż przewidziane w przepisie). 
  7. Po upływie 5 minut od rozpoczęcia gotowania warzyw, wrzuć makaron do wrzątku. Gotuj 1 minutę krócej niż przewiduje opakowanie (u mnie trwało to 4 minuty). Po upływie tego czasu odcedź makaron na sitku, a następnie wrzuć go do garnka z sosem. Dorzuć również warzywa i całość wymieszaj. 
  8. Podawaj posypane poszatkowanymi orzeszkami ziemnymi, skropione dodatkową porcją limonki, posypane kiełkami i kolendrą. 
Śliwka

sobota, 27 kwietnia 2013

Słodka sobota #101: Biszkoptowa rolada Mojito



Na imprezach i spotkaniach przy alkoholu, desery, nieważne jak pyszne, zawsze cieszą się mniejszym powodzeniem niż wytrawne przekąski. Wszystko też zależy od trunku, który sączymy, ale coś w tym jest, że napoje alkoholowe średnio łączą się ze słodkościami. To całkiem naturalne, bo pijąc piwo, od razu ma się ochotę na coś słonego. Oprócz tego, deser zostawia się zawsze na koniec, do którego nie wszyscy są w stanie czasem dotrwać :)
Jest jednak pewien wyjątek od tej reguły. Alkohol wspaniale smakuje w deserach, jeśli odgrywa w nim rolę drugoplanową. Przykładem tego może być znane wszystkim Tiramisu z dodatkiem Amaretto, czy Crêpes suzette z odrobiną Cointreau.
Alkoholową inspiracją dzisiejszego deseru jest mój ulubiony drink - Mojito. Drinkiem na bazie rumu, limonek i mięty, upiłam już niejedną osobę! Mnie również niejednokrotnie wprowadził w dobry nastrój, mimo, że mam raczej "twardą głowę".
Kulinarny przekręt polega na tym, że smak Mijito postanowiłam przenieść w roladzie biszkoptowej, a konkretnie w postaci kremu. Przygotowałam go na bazie mascarpone, soku z limonki, mięty, cukru trzcinowego i cytrynówki. Wybrałam cytrynówkę, ponieważ miałam ją pod ręką, ale jestem pewna, że z rumem masa wyszłaby równie dobra.
Zawijanie samej rolady i przygotowanie kremu jest naprawdę łatwe. Przy odrobinie wprawy, upieczenie biszkoptu również nie powinno stanowić problemu. Można zatem powiedzieć, że wykonanie takiej rolady to czysta przyjemność :)

Biszkoptowa rolada Mojito
  • Biszkopt:
  • 3 jajka
  • 60 g cukru
  • 40 g mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • garść płatków migdałowych
  • szczypta soli
  • Do nasączenia:
  • 25 ml wódki cytrynówki lub rumu
  • 25 ml wody
  • Krem:
  • 250 g mascarpone
  • sok z 1 limonki
  • skórka z 1 limonki
  • 2 łyżki wódki cytrynówki lub rumu
  • 5 łyżek cukru trzcinowego
  • garść liści świeżej mięty
  1. Białka jajek ubijamy zaczynamy ubijać ze szczyptą soli. Gdy zacznie się robić gęsta piana, stopniowo dodajemy po łyżce cukier i dalej ubijamy. Po kilku minutach, białka będą ubite na sztywną pianę. Dodajemy wtedy stopniowo żółtka jajek i dalej ubijamy masę. Następnie dodajemy przesianą przez sito mąkę pszenną, mąkę ziemniaczaną i proszek do pieczenia. Masę delikatnie mieszamy łopatką lub łyżką.
  2. Formę o wymiarach 40x30 cm wykładamy papierem do pieczenia. Ostrożnie przekładamy ciasto biszkoptowe na blaszkę, wyrównując wierzch ciasta, który posypujemy płatkami migdałowymi. Biszkopt wkładamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy w 190 stopniach przez 12 minut.
  3. Upieczony biszkopt przekładamy na czystą ściereczkę, stroną z płatkami migdałowymi ku dołowi. Przy pomocy ściereczki zawijamy biszkopt na roladę od strony dłuższego boku. Tak zrolowany biszkopt zostawiamy, aby wystygł.
  4. W tym czasie przygotowujemy krem. W moździerzu umieszczamy skórkę i sok z limonki, cytrynówkę/rum, cukier trzcinowy oraz liście świeżej mięty. Ucieramy składniki i dodajemy je do mascarpone. Krem chwilę ubijamy mikserem lub mieszamy trzepaczką. Gotowy krem wkładamy do lodówki.
  5. Ostudzony biszkopt rozwijamy, uzyskując prostokąt. Wierzch ciasta nasączamy alkoholem wymieszanym z wodą. Na nasączony biszkopt nakładamy krem. Posypujemy go cukrem trzcinowym i dodatkowo listkami mięty. Roladę zawijamy ponownie, pomagając sobie ściereczką. Gotową roladę wkładamy do lodówki na minimum 2 godziny. Schłodzoną można kroić na plastry.
  6. Roladę posypałam cukrem pudrem i udekorowałam resztkami kremu.
Tosia

piątek, 12 kwietnia 2013

Wietnamska zupa rybna




































W tym tygodniu miałam mieć bolesne dla moich zębów spotkanie u ortodonty. Z doświadczenia wiem, że po takich wizytach, zazwyczaj nie mogę spożywać twardych pokarmów. Dlatego zaplanowałam sobie wcześniej menu na kilka dni z pożywnymi zupami w roli głównej. Wizyta ostatecznie została przełożona na przyszły tydzień, a dowiedziałam się o tym akurat, kiedy wracałam właśnie z Hali rybnej w Gdyni. Z zakupów wróciłam z torbą wypełnioną kręgosłupami ryb i jedną głową. Mimo zmiany planów, uznałam, że zupa powstanie.
Zupa rybna marzyła mi się już od jakiegoś czasu, ale nie potrafiłam się zdecydować, czy chcę, aby była bardziej tradycyjna, podana jako gulasz rybny, a może w formie klarownego bulionu z szafranem.
Wątpliwości zostały rozchwiane, gdy pojawiłam się u kolegi z ekipy Live a Life . Koledzy ze swoich podróży, przywożą co roku przyprawy prosto z Azji, ale moje zapasy zaczynają się powoli niebezpiecznie kończyć. Buszując w jego kuchennej szufladzie (za zgodą), usłyszałam, że mogę sobie wybrać przyprawy, jeśli chcę. Szybko złapałam suszone listki limonki kaffir oraz listki curry, bo brakowało mi ich w kuchni. Myśląc o przyprawach, które pozostał w mojej kolekcji, od razu wiedziałam, że powstanie z tego rybna zupa, inspirowana wietnamską zupą Pho.
Tradycyjna Pho, gotowana jest na kościach wołowych. W połączeniu z przyprawami tworzy niezwykle esencjonalny bulion, o którym trudno zapomnieć. Przepis na mięsną Pho w wykonaniu Śliwki znajdziecie tutaj.
Mój dzisiejszy przekręt polega na tym, że zupę rybną przygotowałam inspirując się smakami Wietnamu, wspominając lepsze i gorsze wersje tej kultowej Pho.
Podstawą bulionu są "resztki", które wiele osób po wypatroszeniu i filetowaniu ryby, wyrzuciłoby do kosza. Ja, po kręgosłupy, płetwy i głowę ryby, wybrałam się specjalnie na halę rybną.
Bulion rybny ma to do siebie, że jest dosyć delikatny i mdławy. Dzięki azjatyckim przyprawom, udało mi się przygotować niezwykle aromatyczną zupę rybą. Podałam ją z paseczkami cienkiego omletu, cebulką dymką, miętą, kolendrą, papryczką chilli i limonką.
Przepis polecam miłośnikom wietnamskich smaków.

Wietnamska zupa rybna
  • 1-1,5 kg kręgosłupów/ości/płetw/głów ryb
  • 4 l zimnej wody
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 2-3 marchewki
  • 2 pietruszki
  • 1/4 korzenia selera
  • łyżeczka ziarenek pieprzu
  • 2 liście limonki kaffir
  • 2 liście curry
  • 3 cm korzenia imbiru
  • 1/3 papryczki chilli
  • łyżeczka ziaren kolendry
  • gwiazdka anyżu
  • 2 goździki
  • 3 cm kory cynamonowej
  • 4 ziarenka kardamonu
  • liście i korzonki świeżej kolendry
  • 50 ml sosu sojowego
  • 50 ml sosu rybnego
  • sok z limonki
  • 2-3 łyżki cukru trzcinowego 
  • sól
Omlet:
  • jajko
  • łyżeczka sosu rybnego
  • łyżeczka zimnej wody
  • łyżeczka pokrojonego cebulki dymki
  • kilka plasterków papryczki chilli
Do podania:
  • cebulka dymka
  • liście świeżej kolendry
  • liście świeżej mięty
  • plastry chilli
  • plaster limonki
  • sos słodko-kwaśny
  • sos sojowy
  • omlet pokrojony w paseczki
  1. Resztki ryby (u mnie kręgosłupy oraz oczyszczona głowa ze szkrzeli) myjemy i osuszamy. Wrzucamy do garnka. Dodajemy cebule pokrojone w ćwiartki oraz łodygi selera naciowego. Składniki zalewamy zimną wodą i gotujemy na małym ogniu przez 30 minut. W tym czasie zdejmujemy łyżką lub sitkiem, pojawiające się szumowiny.
  2. Po tym czasie do garnka dodajemy umyte i obrane marchewki, pietruszkę, oraz selera. Dodajemy także liście limonki oraz curry, kawałki obranego imbiru, chilli bez pestek, 2 ząbki czosnku.
  3. Na suchej patelni prażymy ziarna kolendry, anyż, goździki, korę cynamonową oraz kardamon. Po kilku minutach, uprażone przyprawy dodajemy do garnka.
  4. Bulion gotujemy na małym ogniu przez 20 minut. Po tym czasie, odcedzamy bulion, aby był klarowny. I umieszczamy go ponownie w garnku na ogniu, który zwiększamy. Do bulionu dodajemy sos sojowy, sos rybny, sok z limonki i cukier trzcinowy. Zupę próbujemy, przyprawiamy do smaku solą i ewentualnie dodatkowo sokiem z limonki/sosem sojowym/cukrem trzcinowym.
  5. Odcedzone z bulionu kawałki ryb, oddzielamy od ości i wrzucamy do miseczek.
  6. Przygotowujemy omlet. Do miseczki wbijamy jajko, dodajemy sos rybny oraz wodę. Wok lub patelnię smarujemy odrobiną tłuszczu (np. olejem arachidowym lub oliwą). Na rozgrzaną patelnię wlewamy rozbełtane jajko, rozprowadzamy je równo po powierzchni i smażymy 3 minuty.
  7. Gotowy omlet przekładamy na deskę i kroimy w cienkie paseczki, które umieszczamy w miseczce z rybą.
  8. Do miseczki wlewamy gorący bulion. Dodajemy kolendrę, dymkę, miętę, sos chilli, sos sojowy i plaster limonki.
Tosia

czwartek, 7 marca 2013

Sałatka cytrusowa




































Podobno kiedy moja mama była w ciąży i mnie wyczekiwała, zjadała bardzo dużo pomarańczy. Nie wiem, czy szczegółowa historia o liczbie zjadanych cytrusów jest prawdziwa, więc nie będę jej ujawniać. Może być w tym sporo prawdy, skoro zachcianki ciężarnych kobiet nie są chyba dla nikogo niespodzianką. Dla przykładu, mama mojej przyjaciółki, będąc w ciąży wąchała w wolnych chwilach worek z trampkami :)
Nie wspominam o tym, dlatego, że jestem w ciąży. Trochę Was zmyliłam. Chciałam jedynie nawiązać do tego, że mam słabość do słodko-kwaśnych smaków. Uwielbiam pomarańcze, ale być może to tylko zbieg okoliczności. Nie twierdzę, że istnieje naukowe wytłumaczenie tego powiązania :) Połączenie historii jest za to takie, że czekając na wiosnę zajadam się pomarańczami.

Obecnie jesteśmy w momencie, w którym rozmowy o pogodzie mogą się wydać nieco ciekawsze niż jeszcze miesiąc temu. Wyglądając za okno można mieć wrażenie, że nadeszła wiosna, ale po krótkim spacerze okazuje się, że trzyma nas okrutna zima. W tym oczekiwaniu na prawdziwą wiosnę, zaczynam wprowadzać coraz więcej kolorów do swojego życia. 
Kolory tęczy pojawiają się nie tylko w szafie, ale także w kuchni. Akurat dziś wybrałam pomarańczowy, zielony i różowy.
Rozgrzewające zupy i gulasze zastępuję grillowanym (na patelni) mięsem, rybami i oczywiście sałatkami. To one pozwalają mi się poczuć lekko, a przy tym jeszcze orzeźwiają. Tak jak ta sałatka cytrusowa, która zatrzymała się gdzieś między zimą, a wiosną - zupełnie jak pogoda.


Sałatka cytrusowa
  • garść liści świeżego szpinaku
  • liście świeżej mięty
  • pomarańcza
  • czerwona pomarańcza
  • pół grejpfruta
  • 3 łyżki ziaren słonecznika
  • 3 łyżki suszonej żurawiny
  • Dressing:
  • 3 łyżki soku z czerwonej pomarańczy
  • 2 łyżki soku z limonki
  • łyżeczka miodu
  • łyżeczka oliwy
  • 2 cm korzenia imbiru
  • szczypta soli
  • świeżo mielony pieprz
  1. Pomarańcze oraz grejpfruta obieramy i kroimy w grubsze plastry.
  2. Liście szpinaku myjemy i suszymy. Na talerzu mieszamy szpinak z plastrami cytrusów, dodajemy miętę i suszoną żurawinę.
  3. Na suchej patelni prażymy ziarna słonecznika. Po kilku minutach, gdy zaczną się rumienić, przekładamy je na talerz z sałatką.
  4. Do miseczki wyciskamy sok z limonki. Dodajemy szczyptę soli i mieszamy. Następnie dodajemy miód, świeżo starty imbir, sok z pomarańczy, oliwę i pieprz. Mieszamy i wylewamy na półmisek z sałatką.
 Tosia

wtorek, 27 listopada 2012

Sałatka meksykańska "taco"

































Są takie dni, że nawet najwięksi pasjonaci kulinarni nie mają ochoty wchodzić do kuchni. U mnie zdarza się to naprawdę rzadko, ale czasem potrzebuję małego urlopu, w postaci jednego dnia bez gotowania. Tak miałam właśnie dziś.
Zawsze bawią mnie pytania i komentarze czytelników bloga lub znajomych, dotyczące przygotowanych potraw. Kiedy znowu słyszę "kto to wszystko zjada?", "jesteś za chuda, by to wszystko w brzuchu pomieścić", zadaję danej osobie pytanie dotyczące spożywania jej posiłków w ciągu dnia. Większość ludzi chyba je minimum 3 posiłki dziennie, w postaci śniadania, obiadu i kolacji, a ktoś je przygotować przecież musi :) 
To, że na blogu pojawia się np. przepis na serowe ptysie, nie oznacza, że upiekłam ich sto, a jedynie kilka lub kilkanaście.

Dzisiaj dla burczymiwbrzuchu był dosyć nerwowy dzień. Po raz pierwszy w historii pisania bloga, mieliście okazję usłyszeć nasze głosy podczas audycji Radia Gdańsk. Stres związany z emisją wywiadu i inne obowiązki dnia codziennego sprawiły, że nie miałam czasu i ochoty gotować. Nie chciałam jednak w takiej sytuacji decydować się na fast food, a tym bardziej zabierać się za dania typu instant, czy mrożonki. Dlatego mimo okoliczności poświęciłam 15 minut na przygotowanie szybkiej sałatki. 
Moją inspiracją było tutaj meksykańskie danie tacos, czyli kukurydziana tortilla z dodatkami w postaci mięsa, sałaty, awokado, kwaśnej śmietany i sera cheddar. W sałatce wykorzystałam wędzonego kurczaka, ale możecie śmiało go zastąpić jego grillowaną, gotowaną, czy pieczoną wersją.
Może nie jest to najlżejsza sałatka na świecie. Za to jest pyszna, szybka w przygotowaniu i pożywna. 
Zdecydowanie polecam jako szybką przekąskę. Kiedy nie macie czasu lub ochoty na gotowanie, a chcecie coś prędko zrobić do jedzenia :)

Sałatka meksykańska taco
  • sałatka rzymska
  • wędzony kurczak
  • awokado
  • czerwona fasola z puszki
  • czerwona cebula
  • czerwona papryka
  • ser cheddar
  • papryczka chilli
  • nachosy serowe
  • łyżka gęstej śmietany
  • Dressing:
  • sok z 1 limonki
  • 3 łyżki oliwy
  • szczypta soli
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • świeżo mielony pieprz
  • łyżeczka miodu lub cukru trzcinowego
  1. Wyciskamy sok z limonki do małego słoika. Dodajemy szczyptę soli, chilli i mieszamy. Dolewamy oliwę z oliwek oraz miód (lub cukier trzcinowy). Zamykamy słoik i nim wstrząsamy, aż wszystkie składniki się ze sobą dobrze połączą.
  2. Na półmisek wykładamy porwane liście sałaty rzymskiej. Awokado obieramy, skrapiamy sokiem z limonki, aby miąższ nie ściemniał i kroimy w półplastry. Cebulę siekamy w piórka, a paprykę w słupki. Fasolę odsączamy z zalewy. Wędzonego kurczaka drobno kroimy. Ser cienko kroimy lub ścieramy na tarce o drobnych oczkach.
  3. Wszystkie składniki ze sobą mieszamy. Całość polewamy dressingiem, dekorujemy łyżką kwaśnej śmietany, startym cheddarem i nachosami.
Tosia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...