Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kukurydza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kukurydza. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 sierpnia 2017

Makaron ryżowy z pistacjowym pesto, kurkami i awokado


Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, że cofamy się do słodkich lat 90. Moja dzisiejsza sałatka bierze właśnie udział w "Randce w ciemno" i walczy o egzotyczną wycieczkę do Egiptu. Głos Edytki przedstawiłby ją tak: Kandydatka numer trzy to prawdziwa kokietka, jej delikatne ryżowe nitki otula pistacjowe pesto. Podsmażone kurki, świeżo ścięte z kolby ziarenka kukurydzy, tajska bazylia i chilli gwarantują, że ta dziewczyna nie boi się przygód. Awokado zawsze skrapia limonką, aby uniknąć mdłego smaku, a pomidory wybiera soczyste i kolorowe. Ale wybór należy do Ciebie!


Makaron ryżowy z pistacjowym pesto, kurkami i awokado
  • 100 g makaronu ryżowego 
  • 100 g kurek
  • kolba kukurydzy
  • awokado
  • pomidorki koktajlowe
  • tajska bazylia
  • łyżeczka chilli
  • łyżeczka posiekanego czosnku
  • łyżeczka masła klarowanego
  • ząbek czosnku
  • szczypta soli, suszone płatki chilli
  • limonka
Pesto:
  • 150 g pistacji
  • 3 łyżki tartego parmezanu
  • doniczka tajskiej bazyli
  • ząbek czosnku 
  • łyżka soku z limonki
  • 3-4 łyżki oleju rzepakowego
  • sól, pieprz
  1. Makaron ryżowy zalewamy wrzątkiem i zostawiamy na 5 minut. Następnie odsączamy z wody i tniemy nożyczkami.
  2. Pistacje łączymy z bazylią, olejem, posiekanym czosnkiem, parmezanem, solą i pieprzem. Miksujemy na pesto.
  3. Kukurydzę stawiamy pionowo, ścinamy ziarenka ostrym nożem. Wrzucamy na rozgrzane masło klarowane razem z kurkami. Podsmażamy 5 minut, dodajemy posiekany drobno czosnek, chilli, przyprawiamy solą. Smażymy jeszcze 3-4 minuty.
  4. Makaron łączymy z pesto. Przekładamy do miski, dodajemy przekrojone pomidorki koktajlowe, podsmażone kurki, plastry awokado, bazylię. Całość skrapiamy limonką, podajemy na zimno.
Tosia

niedziela, 31 lipca 2016

Śniadanie do łóżka #218: Pieczone jajka sadzone z cukinią, pomidorami i fetą



Spontaniczność jest w życiu potrzebna, ale zdecydowanie ważniejsze jest odnalezienie swojego rytmu i złotego środka. Oczywiście to się tyczy także kwestii jedzenia.

Od jakiegoś czasu udało mi się wpaść w przyjemny tryb udanych poranków, dzięki którym lepiej się czuję, lepiej funkcjonuję, a być może wpływają pozytywnie także na resztę dnia. Dzień zaczynam od gorącej wody z siemieniem lnianym i sokiem z cytryny. Później zjadam małą porcję owsianki, którą gotuje nam Paweł. Następnie mogę zacząć pracować lub iść na trening. Po godzinie lub dwóch zjadam drugie śniadanie, które zazwyczaj składa się z jajek. Tutaj oczywiście znajdzie się miejsce na drobną spontaniczność, bo przecież z jajek można wyczarować naprawdę wiele i chętnie w tym temacie eksperymentuję. Ah, zapomniałam dodać, że piszę ciągle o pierwszych 5 dni tygodnia, weekendy są zazwyczaj u mnie przesadnie wyluzowane i wywrócone do góry nogami. Dlatego dzisiejsze śniadanie do łóżka przygotowałam tak naprawdę pod wieczór, co możecie zobaczyć na snapie (@tochabrocha).

Wróćmy jednak do jaj, bo dziś akurat dostaliśmy od rodziców Pawła koszyk wiejskich jajek. Jakiś czas temu odkryłam sadzone na wodzie i kiedyś na pewno przygotuję taki przepis na blogu. Dzisiaj jednak postawiłam na wersję pieczoną. Chwyciłam za swoją ulubioną formę żaroodporną, która niestety ma pewną wadę - jest trochę za duża. Chciałam do niej wbić jajka i zapiec, ale musiałam czymś wypełnić miejsce. Na szczęście mamy lato i wspaniałe produkty sezonowe. W zapiekance wylądowały pomidory lima, cukinia, feta (polecam prawdziwą, a nie kostkę "fetopodobną") i świeżo ścięte z kolby ziarenka kukurydzy.

Po upieczeniu serwowałam je z orzeźwiającym jogurtem z chilli i dymką, w końcu mamy lato, więc musi być lekko. Możecie także przemycić tutaj czosnek lub posypać czymś chrupiącym np. prażonym słonecznikiem.




Pieczone jajka sadzone z cukinią, pomidorami i fetą/ duża żaroodporna forma
  • 6 jajek
  • 3 pomidory (u mnie "lima)
  • 1/2 cukinii
  • 50 g fety
  • 1/2 kolby kukurydzy
  • sól, pieprz
  • łyżka oliwy z chilli
  • Jogurt:
  • 5 łyżek jogortu naturalnego
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • sól, pieprz
  1. Formę skrapiamy oliwą. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni.
  2. Cukinię i pomidory kroimy w plastry i przekładamy na przemian tworząc "ramkę" formy.
  3. Na środek wbijamy jajka i przyprawiamy je do smaku  solą i  pieprzem.
  4. Kolbę kukurydzy stawiamy pionowo i ścinamy ziarenka. 
  5. Wierzch pomidorów i cukinii dekorujemy kostkami pokrojonej fety i ziarenkami kukurydzy. Skrapiamy oliwą. 
  6. Formę wstawiamy do piekarnika i pieczemy aż jajka się odpowiednio zetną przez 12-15 minut w 180 stopniach.
  7. W tym czasie jogurt łączymy z pozostałymi składnikami.
  8. Danie podajemy na ciepło z jogurtem.
Tosia

poniedziałek, 7 września 2015

Śniadanie do łóżka #197: Placuszki dyniowe z kukurydzą, wędzonym łososiem i jajkiem


Przyznam się do małej wpadki, po raz pierwszy śniadanie do łóżka wrzucam w poniedziałek, zamiast w niedzielę. Na swoje usprawiedliwienie wytłumaczę się, że miałam ciężki weekend. W piątek urodzinowa impreza niespodzianka kolegi, w niedzielę impreza weselna Marysi (Żony modnej). Skutkiem tego wczoraj zjadłam śniadanie na obiad i chodziłam jak zombie! Wracam jednak do siebie i przy okazji mam nadzieję, że we wrześniu będę już miała więcej czasu na gotowanie i blogowanie niż latem :)

Przepis, którym postanowiłam się podzielić przetestowałam chyba w czwartek na śniadanie. W powietrzu powoli czuć już zbliżającą się jesień, dlatego do mojej kuchni powoli wkracza już dynia. W środę dorwałam ulubioną dynię hokkaido, upiekłam ją i zmiksowałam na gładkie puree. Część dodałam do ciasta chlebowego, a to co zostało schowałam. Następnego dnia rano, po otwarciu lodówki ucieszył mnie widok dyniowego musu, więc spontanicznie postanowiłam wykorzystać go do placuszków.

Do masy dodałam też ziarenka z cukrowej kukurydzy i to był świetny pomysł, bo dzięki temu struktura placuszków była ciekawa. Każdy kęs mógł się zakończyć niespodzianką w postaci słodkiego, złocistego ziarenka. Placuszki podawałam z wędzonym łososiem i jajkiem ugotowanym na półtwardo. W wersji mniej fit można sobie też pozwolić na dodatek majonezu.

Żałowałam tylko, że zabrakło mi pod ręką koperku lub szałwii, ale dodam je następnym razem, bo na pewno będzie jeszcze powtórka :)

Placuszki dyniowe z kukurydzą, wędzonym łososiem i jajkiem/ ok. 20 sztuk
  • 300 g puree z pieczonej dyni*
  • kolba kukurydzy
  • 2 jajka
  • 150  ml mleka
  • 150 g mąki pszennej
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki wędzonej papryki (można pominąć)
  • sól
  • olej do smażenia (kilka łyżek)
  • wędzony łosoś
  • jajka ugotowane na twardo
  1. Puree z dyni łączymy z jajkami, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, przyprawami. 
  2. Stawiamy pionowo kolbę kukurydzy i ścinamy nożem ziarenka, przekładamy je do misy.
  3. Wlewamy mleko i mieszamy. Następnie wsypujemy stopniowo mąkę z proszkiem do pieczenia i jeszcze raz mieszamy całość do połączenia składników.
  4. Na patelni rozgrzewamy olej i kładziemy po 2 łyżki masy na jednego placuszka. Smażymy przez ok. 3 minuty z każdej strony. Odsączamy z tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego.
  5. Placuszki podajemy z plastrami jajka ugotowanego na twardo oraz wędzonym łososiem.
 * Dynię kroimy w plastry i układamy na blasze wyłożonej pergaminem. Skrapiamy oliwą i wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy przez 30 minut w 200 stopniach, następnie obieramy ze skórki (chyba, że jest jadalna np. jak u dyni hokkaido) i miksujemy blenderem na gładkie puree.

Tosia

wtorek, 18 sierpnia 2015

Krem z kukurydzy z malinową salsą




Ostatnio mam trochę mniej czasu dla samej siebie i na kreatywne gotowanie. Nie chcę narzekać, bo lubię swoją pracę i możliwości jakie niesie aktywne lato w mieście. Staram się korzystać też z pięknej pogody, bo powoli w powietrzu czuć już nadchodzący wrzesień. W codziennym grafiku brakuje mi zazwyczaj dodatkowych 2-3 godzin, aby poszaleć w kuchni, popróbować nowych technik i przerobić sezonowe produkty na chociaż kilkanaście sposobów.

Przed chwilą przeglądając bloga zjechałam myszką do lipcowego burczymifonu i początku miesiąca. Okazało się, że w ciągu 18 dni sierpnia wrzuciłam tylko 4 notki, co na moją dotychczasową regularność to naprawdę mało. Liczę na to, że babie lato będzie dla mnie bardziej owocne w kuchni i jeszcze zdążę nacieszyć się wszystkimi rarytasami z końca lata.

To oczywiście nie oznacza, że w ogóle nie gotuję, robię to prawie codziennie, ale stawiam raczej na szybkie potrawy. Więcej skrawków mojej codzienności możecie podejrzeć na Snapchacie (@tochabrocha), gdzie prezentuje bardziej spontaniczne gotowanie oraz na Instagramie.

Na przykład kilka dni temu odtworzyłam smak zupy, którą jadłam kilka miesięcy temu w pewnej meksykańskiej knajpie. Zupa kukurydziana podawana była z malinową salsą i popcornem co bardzo przypadło mi do gustu. Już wtedy zaplanowałam, że zrobię taką zupę latem ze świeżej kukurydzy. Nie lubię rzucać słów na wiatr, nawet jeśli obiecałam to sama sobie.

Krem ze świeżej kukurydzy robi się naprawdę szybko, pod warunkiem, że mamy już pod ręką domowy bulion. Myślę, że można go ewentualnie zastąpić wodą, lepsze to niż kostki rosołowe. Zupę wzbogaciłam o dodatek mleka kokosowego, które złagodziło lekko pikantny smak kremu. Zrezygnowałam z dodatku popcornu, bo uznałam, że jest to głównie wizualny "bajer". Za to element w postaci salsy malinowej z imbirem i miętą jest tu bardzo ważny, bo w połączeniu z kukurydzą intryguje smakiem przy każdej kolejnej łyżce. Naprawdę warto spróbować! :)

Krem z kukurydzy
  • 2 kolby kukurydzy
  • cebula
  • ząbek czosnku
  • 2 cm korzenia imbiru
  • 1/4 papryczki chilli
  • 500 ml bulionu
  • 100 ml mleka kokosowego
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryki
  • 1/2 łyżeczki kminu rzymskiego
  • 1/2 łyżeczki kolendry
  • łyżka octu ryżowego/soku z cytryny
  • łyżka oliwy 
  • łyżka masła
  • sól, pieprz
Salsa malinowa:
  • 100 g malin
  • miód 
  • 2 cm korzenia imbiru
  • kilka listków mięty 
  1. Kolby kukurydzy stawiamy pionowo i przy pomocy noża ścinamy ziarenka.
  2. Na oliwie i maśle podsmażamy posiekaną drobno cebulę, czosnek, imbir i chilli. Po 3 minutach dodajemy ziarenka kukurydzy i przyprawy. Podsmażamy przez 5 minut.
  3. Następnie wlewamy bulion i mleko kokosowe, zmniejszamy ogień i dusimy przez 10-15 minut.
  4. W tym czasie do rondla wrzucamy maliny, listki mięty i posiekany imbir. Dodajemy miód i dusimy przez 5 minut.
  5. Maliny miksujemy blenderem na gładki sos, następnie przecieramy przez sitko, aby pozbyć się pesteczek.
  6. Po 15 minutach miksujemy zupę blenderem na gładki krem. Podajemy z salsą malinową.
Tosia

poniedziałek, 27 lipca 2015

Pieczona kukurydza z masłem czosnkowo-pistacjowym


Tegoroczne lato w Trójmieście jest wyjątkowo złośliwe. Budzę się  wcześnie rano, świeci słońce, zadowolona przebiegam kilka kilometrów w morskiej scenerii i liczę na piękny dzień. Kilka godzin później obserwuję szarugę przez okno, a wychodząc z domu znów nie mogę zapomnieć o parasolu. To nie tak miało być!

Rozpoczął się sezon kukurydziany i przypominam sobie, że rok temu pierwsze kolby zjadłam prosto z grilla, w trakcie wypadu pod namiot na Kaszuby. W tym roku na takie wyprawy trochę nie ma czasu, ale też pogoda do planowania biwaków nie zachęca.

Na poprawę humoru sięgam po kukurydziane kolby wierząc, że jeszcze zjem je tego lata w pełnym słońcu nad grillem.

Na szczęście w wersji domowej mam dwa sprawdzone patenty na kukurydzę: gotuję ją w wodzie z solą i cukrem lub marynuję np. w maśle czosnkowym i opiekam krótko w piekarniku. Dzisiaj wybrałam drugą metodę, a masło czosnkowe wzbogaciłam o miętę oraz pokruszone kawałki solonych pistacji, które przyjemnie podkręcają smak słodkawej kolby :)

Pieczona kukurydza z masłem czosnkowo-pistacjowym/ (3 szt.)
  • 3 kolby kukurydzy
  • 100 g miękkiego masła
  • 50 g obranych pistacji
  • łyżeczka miodu lub syropu z agawy
  • ząbek czosnku
  • garść świeżych listków mięty
  • szczypta soli, świeżo mielony pieprz
  1. Kukurydze obieramy z niteczek, a zewnętrzne liście zostawiamy i odwracamy je na drugą stronę kolby.
  2. W pojemniku malaksera umieszczamy masło, pistacje, miód, posiekany czosnek, zioła i przyprawy. Miksujemy krótko do połączenia składników, pilnując, aby kawałki pistacji nie zostały w pełni rozdrobnione.
  3. Masłem smarujemy kukurydze i kładziemy je na blasze. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika.
  4. Pieczemy przez 20 minut w 190 stopniach. 
  5. Po upieczeniu kładziemy na każdej kolbie jeszcze po łyżeczce kukurydzy i dekorujemy listkami mięty. Serwujemy na ciepło.
Tosia

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Pieczona kukurydza w boczku z czosnkowym masłem z chilli

Mówi się, że najbardziej doceniamy coś, gdy to tracimy. Dlatego co roku w sierpniu powtarza się podobny scenariusz. Objadam się świeżą kukurydzą, bo wiem, że zimą będę za nią stęskniona, a żółte ziarenka z puszki niestety nie są w stanie dorównać krewnej w kolbie.

Przypuszczam, że w ciągu kilku tygodni żółte kolby w warzywniaku zastąpi rumiana dynia, więc staram się z niej korzystać, póki jest. Kukurydza wiele do szczęścia nie potrzebuje, ale to nie znaczy, że nie można z nią eksperymentować.

Moim tegorocznym odkryciem jest zawijanie jej w plastry wędzonego boczku. Słodka kolba owinięta w chrupiący i słonawy boczek, posmarowana pikantnym masłem czosnkowym z papryczką chilli i skropiona kwaskowatym sokiem z limonki smakuje cudownie. I zdecydowanie zaspokaja kukurydziane pragnienia. Poniżej przedstawiam przepis na wersję pieczoną, chociaż próbowałam też ją robić na grillu i wyszła równie smaczna.

Pieczona kukurydza w boczku z czosnkowym masłem z chilli/ 3 kolby
  • 3 kolby kukurydzy
  • 12 plastrów wędzonego boczku
  • 50 g masła
  • 1-2 ząbki czosnku
  • 1/2 papryczki chilli
  • łyżeczka soli
  • świeżo mielony pieprz
  • limonka
  1.  Kolby obieramy z niteczek i liści. Wewnętrzne listki zostawiamy, odwracając je na drugą stronę kolby.
  2. Na patelni topimy masło, gdy będzie już rozpuszczone dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, posiekane chilli, sól i pieprz. Mieszamy.
  3. Kukurydze smarujemy masłem i owijamy w dwóch miejscach podwójnymi plastrami boczku.
  4. Tak przygotowane kolby kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem i wstawiamy do rozgrzanego pieca.
  5. Pieczemy przez 25 minut w 200 stopniach. Kolby podajemy na ciepło, skropione sokiem z limonki.
Tosia

niedziela, 27 lipca 2014

Śniadanie do łóżka #147: Omlet z kukurydzą, boczkiem i serem




W leniwe poranki po imprezie potrzeba do szczęścia sycącego śniadania, które postawi szybko na nogi. Oczywiście niezbędna jest też osoba, która je zrobi, jeśli nam zabraknie siły. Nie od dziś wiadomo, że w takiej sytuacji świetnie sprawdza się jajecznica, ale także jajka pod inną postacią np. omletu. Do tego owocowe smoothie i mimo bólu głowy, życie wydaje się być już łatwiejsze :)

Do mojego omletu trafiły dziś trochę przypadkowe składniki, które miałam w lodówce, ale zgrały się ze sobą wzorowo tworząc apetyczne połączenie. Chrupiący i słony boczek wspaniale smakuje z ziarenkami słodkiej kukurydzy, a ostrości nadają paseczki papryczki chilli. Do masy jajecznej trafiła też przyprawa curry, a omlet posypałam dodatkowo tartym serem. Szybko, pysznie i konkretnie!

Omlet z kukurydzą, boczkiem i serem/1-2 porcje
  • 60 g wędzonego boczku
  • mała cebula
  • kolba kukurydzy
  • 4 jajka
  • 1/2 łyżeczki curry lub kurkumy
  • 1/2 papryczki chilli (można pominąć)
  • 5 łyżek tartego sera (u mnie radamer)
  • sól, świeżo mielony pieprz
  1. Boczek kroimy w paseczki, cebulę w drobną kosteczkę.
  2. Na suchą patelnię wrzucamy boczek, stawiamy na ogniu i podsmażamy go przez kilka minut.
  3. Gdy boczek się zarumieni i wytopi się z niego tłuszcz, wrzucamy na patelnię cebulę i posiekane w plasterki chilli. Podsmażamy ok. 3-4 minuty.
  4. W tym czasie stawiamy kolbę pionowo i ostrym nożem ścinamy ziarenka kukurydzy. Dodajemy je do pozostałych składników na patelni. Całość podsmażamy ok. 3 minuty.
  5. Do miski wbijamy jajka, dodajemy curry, świeżo mielony pieprz i sól. Masę jajeczną wylewamy na patelnię, zmniejszamy ogień.
  6. Omlet smażymy przez ok. 4 minuty pod przykryciem. Pod koniec posypujemy tartym serem i jeszcze chwilę dosmażamy. Serwujemy na ciepło.
Tosia

piątek, 11 października 2013

Tydzień z Lunchboxem #5: Cytrynowy kuskus z kurczakiem


Wczoraj Tosia przedstawiła Wam pomysł na lunchboxa z komosą ryżową, a dzisiaj ja idę w podobne klimaty. Czemu? Bo kasze pomieszane z ulubionymi produktami to chyba najbardziej naturalna, dodająca energii przekąska. A kuskus, to jeden z moich ulubieńców.

Nigdy nie zapomnę, gdy głodna, po 30-godzinnej podróży na narty dopadłam w pierwszym otwartym sklepie podobną sałatkę z kuskusu. Prezentowałam go nawet na blogu na samym początku, nazywając go kolorowym.  Tak strasznie nam smakował, że wspomniałyśmy go jeszcze przez kilka miesięcy po wyjeździe. Może dlatego, że wtedy byłyśmy takie głodne? Choć myślę, że raczej dlatego, że był po prostu pyszny.

Mój chłopak czasem prosi mnie o przygotowanie mu czegoś do pracy. Tak powstał jakiś czas temu cytrynowy kuskus. Musiałam wtedy działać szybko i sprawnie. Wkroiłam więc do kuskusu przeznaczonego na obiad kurczaka, dodałam warzywa i kiełki, a całość za mocno zalałam cytryną. Okazało się, że ten błąd okazał się błogosławieństwem! "Sałatka" idealnie smakowała z taką ilością soku z cytryny. Spróbujcie i Wy, tym razem świadomie. 

Cytrynowy kuskus z kurczakiem (4 porcje)
- 150 g suchego kuskusu
- 1 pierś z kurczaka
- sok z 2 cytryn
- 1 granat
- pół kopru włoskiego
- 2 czubate łyżki kukurydzy z puszki
- 100 g zielonego groszku
- 2 marchewki
- pęczek świeżej melisy
- garść ulubionych kiełków
- 1 łyżka posiekanych jalapenos z zalewy
- 2 duże ząbki czosnku
- 2-centymetrowy kawałek imbiru

Marynata do mięsa:
- 2 łyżki sosu sojowego
- tabasco
- 1 łyżka syropu klonowego (lub miodu)
- sól

  1. Przygotuj 4 miski. Jedna będzie przeznaczona na rzeczy niewymagające obróbki termicznej (największa, bo tam wymieszasz wszystkie składniki), jedna na kuskus, kolejna na warzywa do podsmażenia, a ostatnia do kurczaka.
  2. Pokrój pierś w małe kawałki, wrzuć do miski i wlej do niej składniki na marynatę. Wymieszaj.
  3. Do drugiej miski wrzuć groszek, pokrojoną w kostkę marchewkę, pokrojony w piórka koper włoski i poszatkowany czosnek.
  4. Do największej miski wrzuć kiełki, starty imbir, poszatkowaną melisę, jalapenos, kukurydzę i pestki granata (razem z sokiem, który wypłynie, gdy będziesz je wyciskać). 
  5. Do oddzielnej miski wrzuć kuskus i kilka porządnych szczypt soli. Zalej wrzątkiem zgodnie z instrukcją na opakowaniu.
  6. Na patelni rozgrzej oliwę. Dodaj kurczaka razem z marynatą, smaż aż nabierze białego koloru z każdej strony. Dodaj miskę z warzywami przeznaczonymi do obróbki termicznej (groszek, koper, marchewkę, czosnek) i smaż jeszcze kilka minut.
  7. Podsmażone na patelni składniki dodaj do surowych, wrzuć kuskus do tej samej miski i dodaj sok z cytryny, ewentualnie sól do doprawienia. 
Śliwka

wtorek, 8 października 2013

Tydzień z Lunchboxem #2: Empanadas z wędzonym kurczakiem


Od jakiegoś czasu stałam się prawdziwym pracownikiem. Pracuję od 8-16, narzekam, że pięć dni w tygodniu muszę wstawać ZA wcześnie i nie mam czasu na cokolwiek. Całe światło dzienne przesiaduję w pracy, a po powrocie nie mam zbyt wiele czasu na gotowanie i eksperymentowanie, właściwie marzę tylko o pójściu spać. A co czeka mnie po pójściu spać? Kolejny dzień pracy. Weekendy stają się prawdziwą perełką w skali tygodnia.

Zrozumiałam też ważną rzecz. Siedzenie na krześle przed komputerem przez większość dnia nie sprzyja zdrowemu trybowi życia, a ja nie robię się młodsza. Prawidłowe odżywianie się i sport nie staje się już tylko fanaberią z wieloma (naprawdę wieloma) wyjątkami, ale prawdziwym obowiązkiem. Staram się patrzeć na zegarek i jeść co trzy godziny (żadnego podjadania!), a do pracy jeżdżę rowerem póki pogoda na to pozwala. Gdzieś po pracy próbuję wcisnąć jeszcze krótki jogging i szybkie spacery. Bez takich inicjatyw moje życie może naprawdę szybko zmienić się w bardzo nieprzyjemnym kierunku. 

Nie mam problemu ze zdrowym odżywianiem, ani pomysłami do "lunchboxa". Mam za to wielki problem z wykonaniem. Nie potrafię zmusić się do przygotowania czegoś w przeddzień, a rano... no cóż. Naprawdę wolę chwilę dłużej pospać, choćbym starała się to mojemu organizmowi wyperswadować. Kończy się zwykle na śniadaniu w biegu, szybkiej kanapce do pracy, chwyceniu jabłka czy jogurtu. A tak strasznie chciałabym, żeby objęło to czasem coś więcej.

Tydzień z lunchboxem jest więc nie tylko dla czytelników, ale też dla mnie. Chęć pokazania czegoś na blogu zwykle kończy się przygotowaniem notki pod wieczór, tym sposobem mam gotową przekąskę na następny dzień. Gdyby tylko mógł trwać dłużej!

Przygotowałam dzisiaj empanadas z ciasta francuskiego. Farsz jest naprawdę przepyszny, wyjadałam go zanim wpakowałam go do pierożków. Wędzony kurczak, dużo świeżej kolendry i kukurydza. Całość zalana ostrym sosem pomidorowym. A co najważniejsze, miało być (i jest) mega proste. Bo mimo, że każdy z nas chce zjeść coś dobrego w pracy, to przecież przygotowywanie tych smakołyków nie może nam zabrać zbyt wiele z tej i tak niewielkiej ilości wolnego czasu. 

Empanadas z wędzonym kurczakiem (ok. 20 porcji)
- 2 rolki ciasta francuskiego
- 2 jajka
- 1 łyżeczka gęstej śmietany (opcjonalnie)

Farsz:
- 2 udka wędzonego kurczaka
- 100 g zielonych oliwek
- 100 g kukurydzy z puszki
- 1 pęczek kolendry (cała "doniczka)
- pół cebuli
- 2 ząbki czosnku
- 2 łyżki oliwy
- 150 g przecieru pomidorowego
- 1 łyżka miodu
- 1 łyżka sosu sojowego
- 1 łyżka octu balsamicznego
- tabasco
- sól

  1. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni.
  2. Przygotuj sos. Poszatkuj cebulę i czosnek. Na patelni rozgrzej oliwę i wrzuć cebulę i czosnek. Smaż aż cebula się zeszkli.
  3. Na patelnię wlej przecier pomidorowy i smaż kilka minut aż lekko zgęstnieje. Dopraw octem balsamicznym, miodem, sosem sojowym i tabasco. Posól ale nie zbyt wiele, gdyż kurczak i oliwki będą słone. Odstaw sos z ognia.
  4. Do miski wrzuć poszatkowane oliwki, kukurydzę, poszatkowaną kolendrę i pokrojonego w drobną kostkę wędzonego kurczaka (wcześniej okrój go z kości). Zalej całość sosem pomidorowym wymieszaj.
  5. Oddziel żółtka od białek i podziel je na dwie oddzielne miseczki. Do żółtek dodaj łyżeczkę śmietany (możesz też użyć samych żółtek lub dodać odrobinę mleka). "Rozbełtaj" żółtka. 
  6. Ciasto francuskie rozwiń i wytnij w nim kółka używając odwróconej szklanki. Będziesz tworzyć pierożki poprzez sklejenie ze sobą dwóch kółek. 
  7. Umieść odrobinę farszu na środku jednego kółka, tak aby obwód pozostał czysty. Obwód posmaruj białkiem, które będzie działało jak klej, najlepiej zrobić to palcem. Przykryj drugim kółkiem ciasta, sklej palcami i zrób ząbki widelcem dookoła. Powtórz tę czynność w stosunku do każdego pierożka.
  8. Ułóż pierożki na wyłożonej papierem do pieczenia blasze, posmaruj rozbełtanym żółtkiem używając pędzelka i zrób na środku pierożków kilka dziurek wykałaczką.
  9. Wstaw do piekarnika i piecz ok. 20 minut.
  10. Możesz w pracy spożywać je na zimno lub podgrzać jeśli masz taką możliwość.
Śliwka


wtorek, 20 sierpnia 2013

Tydzień filmowy #2: Pieczone krewetki (Forrest Gump)



 Moje życie już jest na tyle zdominowane kulinarnie, że nawet oglądając filmy, czy dobre seriale, wyszukuję smacznych inspiracji. Jeśli nie znajduję w nich motywów jedzenia, prawdopodobnie chrupię wtedy ulubiony domowy popcorn.
Filmowy tydzień na blogu marzył mi się od jakiegoś czasu. Dlatego kiedy podzieliłyśmy się na dni, odczułam ogromny smutek, ponieważ przypadły mi jedynie trzy wpisy w ramach cyklu. To jedynie trzy kulinarne inspiracje wyjęte z ulubionych lub charakterystycznych filmów. Czyli zdecydowanie za mało!


Rozmyślając o filmach, które wybiorę, szybko zdecydowałam się na dwa. Z trzecim miałam problem, bo w głowie pojawiła się zbyt długa lista kandydatów. W końcu kulinarnych motywów można się doszukiwać nie tylko w filmach, w których jedzenie odgrywa najważniejszą rolę. Wyobraźnia i ślinianki potrafią mocno pracować także w trakcie seansu, kiedy trzeba się domyślać jakby wyglądała dana potrawa.

Tak było w przypadku filmu "Forrest Gump". 
Domyślam się, że nikomu nie trzeba go przedstawiać. Uroczy bohater zdobył sobie sympatię widzów na całym świecie i udowodnił, że niesprawny fizycznie chłopiec, uznany za miejscowego głupka może coś w życiu osiągnąć. 
Z filmu pochodzi jedno z moich ulubionych powiedzonek, ukazujące nieprzewidywalność ludzkiej egzystencji "Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz co ci się trafi".

Forrest nie tylko przebiegł Amerykę w 3 lata, zdobył medal za zasługi w wojnie w Wietnamie, ale także został miliarderem i poławiaczem krewetek. A wszystko zaczęło się od poznania w wojsku Bubby :


Rodzina Bubby miała wiedzę o krewetkach w małym palcu. Jak twierdził sam Bubba: "Krewetki to owoce morza, można je smażyć, gotować, dusić, piec. Są szaszłyki z krewetek (...), hamburger z krewetkami, kanapka z krewetkami..i to chyba wszystko".
Forrest obiecał przyjacielowi, że zostanie jego partnerem biznesowym i zakupią wspólnie kuter. Niestety Bubba ginie w trakcie wojny, ale Gump jak obiecał tak zrobił.

W filmie nie jest dokładnie pokazany sposób przyrządzania krewetek. Zainspirowana wskazówkami Bubby i polem kukurydzianym przy którym wychowywała się ukochana Forresta, przygotowałam pieczone krewetki z kukurydzą. Jestem pewna, że tak upieczone krewetki najlepiej smakowałyby prosto z kutra "Jenny", ale te też były pyszne :)

Pieczone krewetki z kukurydzą i parmezanem
  • 150 g krewetek tygrysich
  • Marynata:
  • sok z 1/2 limonki
  • łyżka skórki z limonki
  • łyżka startego imbiru
  • łyżka oleju arachidowego/oliwy
  • łyżeczka suszonych płatków chilli
  • sól, pieprz kolorowy
  • Dodatki:
  • 150 g ziarenek kukurydzy (1 świeża kolba)
  • łyżka oleju kokosowego
  • łyżka masła
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • 4 łyżki startego parmezanu
  1. Krewetki myjemy i osuszamy. Ewentualne pancerze zostawiamy lub je obieramy (kwestia do wyboru). Wrzucamy je do miseczki i dodajemy sok i skórkę z limonki, starty imbir, suszone płatki chilli i olej arachidowy. Krewetki przyprawiamy dodatkowo solą i kolorowym, świeżo mielonym pieprzem.
  2. Owoce morza marynujemy przez minimum 30 minut.
  3. Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy (lub oliwę), wrzucamy ziarenka kukurydzy oraz posiekaną papryczkę chilli. Po ok. 2 minutach dorzucamy posiekany ząbek czosnku. Potrząsamy patelnią i smażymy jeszcze 3 minuty.
  4. Kukurydzę przekładamy do naczynia do zapiekania. Na to wykładamy krewetki odsączone z marynaty.
  5. Łyżkę miękkiego masła mieszamy z posiekanym czosnkiem. Masło czosnkowe wykładamy na krewetki. Całość posypujemy tartym parmezanem (najlepiej świeżo startym) i wkładamy do rozgrzanego piekarnika.
  6. Krewetki pieczemy przez ok. 5-7 minut w temperaturze 200 stopni.
  7. Podajemy od razu z chrupiącą bagietką.
Tosia

środa, 7 sierpnia 2013

Pieczona kukurydza z wędzonym czosnkiem i limonką


Jestem prawdziwą maniaczką kukurydzy w kolbach. Nie było jej w sklepach już tak długo, że zdążyłam o tym zupełnie zapomnieć. Pamięć wróciła mi ze zdwojoną mocą, gdy podczas weekendowego grillowania postanowiliśmy przygotować kilka kolb. 

Nie wiem czy to głód, czy ona we własnej osobie sprawiła, że oszalałam. Biegałam wokół grilla jak nawiedzona, pytając kiedy wreszcie będę mogła ją zjeść. Na złość nie chciała zmięknąć, a uczestnicy imprezy zwodzili mnie, że za chwilę będzie gotowa. Gdy w końcu ją dopadłam, ledwo udało mi się posmarować ją pysznym masłem z suszonymi pomidorami (autorstwa Tosi) i posolić, a już jej nie było. Wgryzałam się jak szalona w tę ociekającą pół roztopionym masłem kolbę. Była perfekcyjna. 

Następne nie wyszły już tak dobrze, ale to nic. Dosłownie obgryzałam je po moich przyjaciołach, którzy nieopatrznie zostawili na kolbie jeszcze kilka ziarenek. Mimo, że od weekendu minęło tylko kilka dni, już wczoraj przygotowywałam sobie kolejne porcje w domu. 

Rzadko gotuję kukurydzę i jakoś nigdy nie miałam na nią dobrego sposobu. Niektórzy gotują ją krótko, inni nieprzyzwoicie długo. Jedni dodają sól, inni twierdzą, że sól sprawia, że ziarenka twardnieją. I faktycznie, gdy wczoraj ugotowałam ją w osolonej wodzie nie dała mi zbyt dużej satysfakcji. Dopiero dzisiaj, gdy wypróbowałam metodę krótkiego pieczenia jej w folii jestem w pełni zadowolona. Dzięki temu nie uciekło z niej ani trochę aromatu wędzonego czosnku, który wpadł mi ostatnio w ręce w sklepie. Jeśli go jednak nie znajdziecie, ta metoda sprawdzi się równie dobrze ze zwykłym czosnkiem, choć brak mu tej charakterystycznej wędzonki. 

Pieczona kukurydza z wędzonym czosnkiem i limonką (6 porcji)

-3 kolby kukurydzy
- 3 ząbki wędzonego czosnku (wraz ze skórką z główki czosnku)
- 50 g masła
- pół łyżeczki pieprzu cayenne
- sól
- 3 limonki

  1. Rozgrzej piekarnik do 250 stopni.
  2. Kolby kukurydzy pozbaw liści i nitek. Przekrój je na pół.
  3. Obierz skórkę z wędzonego czosnku i wyjmij 3 ząbki czosnku. Poszatkuj ząbki.
  4. W rondelku rozgrzej masło, dodaj poszatkowany czosnek i pieprz cayenne. Smaż przez kilka minut, zdejmij z ognia.
  5. Każdy kawałek kukurydzy połóż na płachcie folii aluminiowej. Ułóż na nich skórkę  z wędzonego czosnku. Polej każdą porcją masła z czosnkiem i dobrze zawiń.
  6. Wsadź zawinięte kukurydze na blasze do rozgrzanego piekarnika. Piecz ok. 20 minut, a następnie wyjmij i daj im chwilę "odpocząć w folii".
  7. Podawaj posypane solą i skropione limonką. 
Śliwka

wtorek, 30 lipca 2013

Żółte curry z kukurydzą


Mówi się, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale czym byłoby życie bez chęci jego odkrywania? Zgłębianie sztuki kulinarnej nie miałoby sensu bez radości w poszukiwaniu nowych technik i smaków :) Mnie najbardziej interesują cudze garnki, więc przyznaję się publicznie, że ciekawi mnie co ludzie jedzą i gotują w swoich domach, gdy nikt nie patrzy.
Jeszcze 10 lat temu oglądaliśmy razem z Wielkim Bratem Frytkę i Kena jedzących śniadanie na ekranach telewizorów, teraz podgląda się blogi kulinarne.
Obserwując innych z ukrycia można się sporo nauczyć (także na ich błędach).

Poruszam ten temat nie bez powodu. Dziś ucierając składniki w moździerzu na żółtą pastę curry, podskoczyłam ze strachu, bo w oknie zobaczyłam, że ktoś mnie obserwuje. Przypuszczam, że osobnik ten chciał wykraść mój sekretny przepis na szybkie curry z kukurydzą lub zobaczyć jak dokładnie powstaje krok po kroku :)
Wiele razy słyszałam już uwagę znajomych i czytelników, że na blogu brakuje zdjęć krok po kroku. Zdaję sobie z tego sprawę, w końcu o wiele łatwiej jest zrozumieć przepis wiedząc jak dokładnie powstawało danie. Czasem końcowe zdjęcie potrawy nie wystarczy, by zachęcić początkującego kucharza do kulinarnego wyzwania. Dlatego obiecuję sobie od jakiegoś czasu nauczyć się robić dodatkowe zdjęcia. Chociaż przyznaję, że lubię mieć chwilę tylko dla siebie, gdy gotuję, a aparat może mi w tym przeszkadzać.

Na razie zostawiam Was z przepisem na żółte curry ze świeżą kukurydzą i mlekiem kokosowym. Możecie do niego wykorzystać wybrane przez siebie mięso lub tofu.
A jak dokładnie powstało możecie spytać tajemniczego podglądacza:


Żółte curry z kukurydzą/2-4 porcje
  • pierś kurczaka lub polędwica wieprzowa (u mnie pół na pół)
  • kolba kukurydzy (ok. 150 g ziarenek)
  • papryka (u mnie zielona)
  • cebula
  • 200 g śmietanki kokosowej (gęsta porcja z puszki mleka kokosowego)
  • 1/2 papryczki chilli
  • sok i skórka z 1 limonki
  • łyżka miodu
  • świeża kolendra
  • 2-3 łyżki żółtej pasty curry*
  • łyżka oleju arachidowego (lub oliwy)
  • sól, pieprz
  • 200-400 g ugotowanego ryżu np. jaśminowego lub długoziarnistego
  • Żółta pasta curry:*
  • 2 ząbki czosnku
  • 2-3 cm korzenia imbiru
  • 1/2 łyżeczki płatków chilli lub pieprzy cayenne
  • 1/2 słodkiej papryki
  • 2 łyżeczki kurkumy (lub mieszanki curry)
  • 1/4 łyżeczki ziaren kolendry
  • 1/4 łyżeczki kminu rzymskiego
  • łyżka oleju arachidowego (lub oliwy)
  • Marynata do mięsa:
  • łyżka sosu sojowego
  • łyżka miodu
  • łyżka oleju arachidowego lub oliwy
  • 1/2 łyżeczki płatków chilli lub posiekanej świeżej papryczki chilli
  • sól, pieprz
  1. Mięso myjemy, osuszamy, oczyszczamy z błon i kroimy w cienkie paseczki. Przyprawiamy solą i pieprzem z każdej strony i wrzucamy do foliowej torebki lub miseczki. Dodajemy miód, sos sojowy, olej arachidowy i chilli. Całość dokładnie mieszamy i marynujemy przez minimum 30 minut.
  2. W tym czasie gotujemy ryż  i przygotowujemy domową pastę curry. W moździerzu lub wysokim naczyniu umieszczamy posiekany drobno czosnek oraz starty na tarce o drobnych oczkach imbir. Dodajemy pozostałe przyprawy i olej arachidowy. Wszystkie składniki ucieramy w moździerzu na pastę lub miksujemy blenderem.
  3. Cebulę siekamy w piórka lub kostkę. Paprykę kroimy w paseczki, a papryczkę chilli  drobno siekamy. Stawiamy pionowo kolbę kukurydzy i za pomocą noża ścinamy ziarenka od góry do dołu.
  4. W woku rozgrzewamy olej, wrzucamy cebulę z chilli i smażymy minutę. Dodajemy mięso z marynatą i smażymy minutę. Następnie dodajemy paseczki papryki oraz ziarenka świeżej kukurydzy. 
  5. Po minucie dodajemy pastę curry, całość dokładnie mieszamy, a po minucie wlewamy gęstą śmietankę kokosową (jeśli korzystamy z mleka w puszcze, wodę kokosową zostawiamy).
  6. Zmniejszamy ogień, curry dusimy ok. 10-15 minut. Pod koniec gotowania dodajemy sok i skórkę z limonki oraz miód i jeszcze chwilę podgrzewamy.
  7. Curry podajemy z ryżem i listkami świeżej kolendry.
Tosia

wtorek, 28 maja 2013

Meksykańska zupa paprykowa



Kojarzycie z dziecięcych lat cykl powieści Małgorzaty Musierowicz? Z Jeżycjady najbardziej w pamięć zapadła mi książka "Opium w rosole". Ten przewrotny tytuł podobał mi się "od zawsze". Czytając lekturę w szkole podstawowej po cichu marzyłam o tym, aby kiedyś gotować dla bliskich zupy pełne miłości. Już w tamtych czasach jedzenie ogrywało dla mnie ważną rolę. W 5-6 klasie piekłam pierwsze ciasta, zazwyczaj z jakiejś okazji, więc musiałam już wtedy podświadomie wiedzieć, że za pomocą jedzenia można wyrażać emocje. Ale nie o ciastach chciałam dziś pisać, a o zupach.
Mają one w moim sercu specjalne miejsce. Kiedy jest mi smutno, raczej nie piekę czekoladowego ciasta. Gotuję wtedy zupę. Miseczka dobrej zupy może naprawdę przywrócić do równowagi, a w zimne dni rozgrzać. 
Zupa potrafi być pokarmem dla ciała i duszy w czasie przeziębienia, a szczególnie jeśli jest przygotowana dla kogoś od serca.
Rosół gotuję mniej więcej raz na tydzień. Zwykle drobiowo-wołowy, ale zdarzało się, że w mojej lodówce goście znajdywali głowę ryby, czy kości wołowe na ulubioną zupę Pho.
Niestety cierpię na brak dużego garnka, dlatego bulion muszę przygotowywać w dwóch garnkach. Następnie gotowy bulion przelewam do słoików jako bazę do innych dań np. risotto lub przygotowuję zupę. Czasem bulion przerabiam na klasyczne zupy, wybierając klasyczne smaki, ale częściej eksperymentuję z nowymi daniami. Niektóre zupy powstają trochę przez przypadek, tak jak dzisiejsza paprykowa.
Miałam w kuchni cztery papryki i kilka innych składników, które pozwoliły mi zainspirować się meksykańskimi smakami. Kremową zupę z pieczoną papryką przyprawiłam kminem rzymskim, cynamonem i sokiem z limonki, tak jak popularne danie chilli con carne
W miseczce z rozgrzewającą zawartością pojawiła się też pasta kukurydziana, które przełamuje swoją słodyczą pikantny smak zupy oraz moje ulubione zioła - liście świeżej kolendry. Zupę podałam z chrupiącą tortillą, chociaż jestem przekonana, że równie smacznie sprawdziłaby się tutaj Quesadilla z pastą kukurydzianą :)


Meksykańska zupa paprykową z kukurydzianą pastą/4-6 porcji
Zupa:
  • 4 czerwone papryki
  • 2 cebule
  • 3 ząbki czosnku
  • 200 g passaty pomidorowej
  • 600 ml bulionu warzywnego lub z kurczaka
  • sok z 1 limonki
  • łyżeczka kminu rzymskiego
  • łyżeczka ziaren kolendry
  • 1/3 papryczki chilli
  • szczypta pieprzu cayenne
  • liść laurowy 
  • łyżeczka słodkiej papryki
  • łyżeczka cukru
  • sól, pieprz
  • łyżka masła, łyżka oliwy
  • liście świeżej kolendry
  • placki tortilli
Pasta kukurydziana:
  • 250 g kukurydzy z puszki/mrożonej/świeżej
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka posiekanego chilli
  • łyżka soku z limonki
  • garść natki pietruszki
  • sól, pieprz

  1. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Papryki myjemy, osuszamy, kładziemy na blasze razem z ząbkami czosnku w łupinach, polewamy oliwą i wkładamy do piekarnika na 30-40 minut. 
  2. Upieczone papryki z ciemną i pomarszczoną skórką wkładamy do foliowej torebki, zamykamy szczelnie i zostawiamy na ok. 15 minut. W tym czasie papryki się "spocą" i będzie łatwiej zdjąć z nich skórkę. Po kwadransie przekładamy papryki do miski z zimną wodą i ściągamy skórkę.
  3. Rozgrzewamy garnek z grubym dnem. Wrzucamy ziarna kolendry oraz kmin rzymski i prażymy przyprawy, aż zaczną się rumienić i wydzielać zapach. Dodajemy masło i oliwę. Wrzucamy pokrojoną cebulę, upieczone wcześniej ząbki czosnku i posiekane chilli. Składniki przyprawiamy odrobiną pieprzu i soli, smażymy kilka minut.
  4. Następnie dodajemy obrane ze skórki kawałki pieczonej papryki, passatę pomidorową, liść laurowy i bulion. Dodajemy pieprz cayenne, słodką paprykę, cukier. Zmniejszamy ogień o dusimy składniki na małym ogniu przez 15 minut.
  5. W tym czasie miksujemy blenderem kukurydzę z natką pietruszki, odrobiną chilli, czosnkiem, sokiem z limonki, solą i pieprzem. Pastę odstawiamy do przegryzienia.
  6. Po 15 minutach wyjmujemy z zupy liść laurowy i miksujemy ja blenderem na krem. Gotową zupę przyprawiamy solą, pieprzem i sokiem z limonki, podgrzewamy jeszcze 2 minuty.
  7. Meksykańską zupę paprykową podajemy z pastą kukurydzianą, kolendrą i chrupiącą tortillą.
Tosia

poniedziałek, 9 lipca 2012

Szaszłyki z kurczaka i kukurydzy z brzoskwiniowym sosem BBQ






































Zdarza mi się słyszeć od znajomych, którzy miewają okazję kosztować moje specjały, że zadziwia ich to jak potrafię łączyć ze sobą smaki tak, że sami by na to nie wpadli. Czasem ktoś się mnie pyta skąd czerpię inspiracje, że potrafię przygotować w ciągu miesiąca kilkanaście nowych przepisów, a jeszcze próbować nowych kombinacji w kuchni (nie wszystko co gotuję publikuję na blogu). 
Odpowiedź jest bardzo prosta (pomijając, że to moja pasja i kocham gotować). Ja po prostu się nie boję eksperymentować w kuchni i bawię się smakami. Artyści potrafią łączyć ze sobą przeróżne barwy farb i techniki plastyczne. A ja mieszam ze sobą składniki i techniki kulinarne :)
Rok temu przygotowałam  śliwkowy sos BBQ z pikantnymi żeberkami.  Skoro śliwkowo-pomidorowy sos wyszedł wtedy znakomicie i dobrze komponował się z mięsem to na chłopski rozum można stwierdzić, że z innych owoców też sos powinien się udać. 
Zdecydowałam się na brzoskwinie, a że uwielbiam duety w postaci owoców i mięsa to przez chwilę rozważałam z czym podać pomidorowo-brzoskwiniowy sos BBQ. Wybrałam orientalnie przyprawione szaszłyki z kurczaka, których intensywny smak cudownie przełamuje się ze słodko-pikantnym sosem brzoskwiniowym. To był strzał w dziesiątke i na pewno jeszcze kiedyś to powtórzę :)



































Szaszłyki z kurczaka i kukurydzy
  • pierś kurczaka lub 300 g polędwiczek z kurczaka
  • małe kolby kukurydzy
  • łyżeczka kuminu
  • łyżeczka ziaren kolendry
  • 3 goździki
  • kora cynamonowa (lub szczypta mielonego cynamonu)
  • łyżka świeżo mielonej soli
  • łyżka pieprzu cayenne
  • łyżka słodkiej papryki
  • 2 łyżki oliwy
  • łyżeczka soku z cytryny
  1. Patyczki do szaszłyków kładziemy na półmisku zalewamy wodą i odstawiamy na minimum pół godziny (dzięki temu nie będą się paliły podczas pieczenia).
  2. Mięso myjemy, oszyszczamy z błon, suszymy i kroimy w grube paski (lub pozosawiamy polędwiczki w swoim kształcie).
  3. Na suchej patelni prażymy kumin, kolendrę, korę cynamonową (jeśli używamy sporszkowanego cynamonu - pomijamy) oraz goździki. Po kilku minutach gdy przyprawy zaczną wydzielać zapach i się zarumienią przekładamy je do moździerza.
  4. Ucieramy je chwilę i łączymy z pozostałymi przyprawami, oliwą i sokiem z cytryny.
  5. Tak przygotowaną marynatę umieszczamy w foliowej torebce lub misce i mieszamy w niej mięso oraz kolby kukurydzy. Wkładamy do lodówki na minimum godzinę.
  6. Zamarynowane mięso i kukurydze nabijamy na patyczki do szaszłyków i grillujemy na rozgrzanej patelni lub ruszcie, po kilka-kilkanaście minut z dwóch stron.
  7. Jeśli użwamy patelni w warunkach domowych, możemy zarumienić szaszłyki z dwóch stron, a następnie przełożyć je do piekarnika i podgrzewać przez kilka minut.
  8. Szaszłyki podajemy z brzoskwiniowym sosem BBQ.

Pomidorowo-brzoskwiniowy sos BBQ
  • dojrzały pomidor
  • 3 brzoskwinie
  • łyżka masła
  • łyżeczka oliwy
  • 1/2 papryczki chilli
  • mały ząbek czosnku
  • 2 łyżki miodu
  • łyżeczka octu balsamicznego jabłkowego
  • 3 łyżki passaty pomidorowej (lub koncentratu)
  • łyżeczka octu ryżowego
  • 2 łyżki wody
  • szczypta soli, świeżo mielony pieprz
  • 1/2 słodkiej papryki w proszku
  • gałązka tymianku
  1. Pomidora i brzoskwinie kroimy w kostkę. Chilli i czosnek drobno siekamy.
  2. W rondelku rozpuszczamy masło i oliwę. Wrzucamy pomidora, brzoskwinie, chilli i czosnek. Dusimy przez kilka minut.
  3. Następnie doajemy miód, ocet, passatę pomidorową, wodę, tymianek i przyprawy. Całość dokładnie mieszamy, zmniejszamy ogień i dusimy pod przykryciem przez 20-30 minut.
  4. Po tym czasie miksujemy sos na gładką pastę za pomoca blendera i chłodzimy w lodówce.
Tosia

środa, 5 października 2011

Krem z dyni i kukurydzy, podany z nachosami






































Ciekawa jestem czy spodoba wam się moja szybka i kremowa zupa. 
Od dawna planowałam zrobić słodki krem z kukurydzy, natchnęła mnie jednak jesień, a wraz z nią dynia, którą trzeba się cieszyć póki jest!
Po kulinarnych eksperymentach okazało się, że dynia bardzo lubi się z kukurydzą i świetnie komponują się w kremowym duecie. 
Słodkawy smak zupy przełamałam dodatkowo pieprzem kajeńskim i pikantnymi nachosami, aby dodać jej charakteru.
Kolor zupy wyszedł niezwykle optymistyczny. Myślę, że jeśli krem nie poprawi nikomu humoru swoim kolorem to chociaż rozgrzeje w chłodny, jesienny wieczór :)

Krem z dyni i kukurydzy, podany z nachosami
300 g dyni
2 puszki kukurydzy
500 ml bulionu (z warzyw lub kurczaka)
łyżeczka curry
łyżeczka pieprzu cayenne
garść nachosów
3 łyżki startego żółtego sera
pieprz i sól

Dynię kroimy na mniejsze kawałki i pieczemy w temperaturze 180 stopni przez 25 minut. Po tym czasie obieramy dynię ze skórki i wrzucamy do garnka. Do garnka dorzucamy kukurydzę, wlewamy bulion i podgrzewamy. Za pomocą blendera miksujemy warzywa z bulionem na gładki krem. Przyprawiamy zupę curry, solą, pieprzem oraz pieprzem kajeńskim i gotujemy przez 10 minut.
W tym czasie wykładamy nachosy na blachę, posypujemy żółtym serem i zapiekamy w piekarniku kilka minut. Gotowy krem podajemy z nachosami.

Tosia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...