Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śniadanie do łóżka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śniadanie do łóżka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 stycznia 2018

Śniadanie do łóżka #230: Placuszki ziemniaczano-twarogowe


Tak, tak, dobrze przeczytaliście- śniadanie do łóżka! Notka z tego cyklu, jak policzyłam, nie pojawiła się na blogu od kwietnia zeszłego roku! Może dlatego, że mniej więcej w tym samym czasie zaczęłyśmy z Tosią pracować nad naszą książką o śniadaniach właśnie i nie chciałyśmy zdradzać naszych nowych pomysłów. Ale o tym planujemy opowiedzieć (tym, którzy jeszcze wszystkiego nie wiedzą) innym razem.

Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o moim nowym kulinarnym znalezisku, które zelektryzowało naszą domową scenę śniadaniową, mianowicie o ziemniaczano-twarogowych placuszkach. Stworzyłam je inspirując się saksońskimi quarkkeulchen, jednak okazało się, że decydując się na inny kształt placuszków i nie smażąc ich na głębokim tłuszczu, stworzyłam coś prawie zupełnie
nowego.



Zanim je usmażyłam, wydawało mi się, że coś, czego bazą jest puree ziemniaczane, będzie raczej ciężkie. Okazało się, że nic bardziej mylnego, placuszki są faktycznie mocno sycące, ale w smaku niezwykle delikatne i rozpływają się w ustach.

Ja podałam je z jabłkami na gorąco i jogurtem naturalnym, ale świetnie będą smakować nawet z samym cukrem pudrem i dodatkiem świeżych owoców. Jeśli chcecie rano oszczędzić czas, przygotujcie ciasto wieczorem, wsadźcie do lodówki i usmażcie placuszki rano.



Placuszki ziemniaczano-twarogowe (około 15 sztuk)

- 650 g ziemniaków
- 3 płaskie łyżeczki soli

- 325 g tłustego twarogu
- 1 łyżka masła
- 2 jajka
- 100 g cukru
- 175 g mąki
- 75 g rodzynek sułtańskich
- skórka z 1 cytryny
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (można zastąpić ziarenkami z laski wanilii, lub pominąć)
- szczypta soli
- 1 łyżeczka cynamonu

- olej kokosowy, masło klarowane lub olej rzepakowy- do smażenia

dodatki
gorące jabłka:
- 2 jabłka
- 1 łyżka masła
- 1 łyżeczka cynamonu

- cukier puder
/
- świeże owoce

1. Ziemniaki obierz ze skórki, pokrój na małe kawałki i wrzuć do garnka. Zalej wodą nieco ponad ich wysokość, posól dwiema łyżkami soli i zagotuj. Gotuj aż zmiękną (sprawdź czy są gotowe za pomocą widelca). Powinno to potrwać około 15-20 min. Odcedź.
2. W czasie, gdy gotują się ziemniaki, zacznij szykować gorące jabłka (jeśli decydujesz się na tę opcję). Pokrój jabłka na małe kawałki i rozgrzej masło w małym garnku. Dodaj jabłka i cynamon, lekko obsmaż, a następnie wlej pół szklanki wody. Daj im się gotować powoli aż się rozpadną. Jeśli wolisz mus, możesz zmiksować je blenderem.
3. Rodzynki zalej wrzątkiem do ich wysokości i odstaw na chwilę, aby zmiękły.
4. Ziemniaki ostudź i rozgnieć tłuczkiem. Dodaj twaróg, masło, jajka, cukier, ekstrakt waniliowy, skórkę otartą z jednej cytryny, szczyptę soli i cynamon. Rozgnieć wszystko tłuczkiem aż stworzysz jednolitą masę. Dodaj mąkę i wmieszaj ją dokładnie łyżką.
5. Odcedź rodzynki i dodaj je do ciasta. Wymieszaj łyżką.
6. Na patelni rozgrzej łyżkę oleju ( ja użyłam kokosowego) i usmaż próbnego małego placuszka z dwóch stron. Jeśli smakuje dobrze, rozpocznij smażenie reszty.
7. Wykładaj na patelnie po łyżce ciasta, lekko je przygniatając łyżką. Smaż z dwóch stron, aż zbrązowieją. Przerzucaj ostrożnie, gdyż są bardzo delikatne.
8. Wyjmij placuszki na ręcznik papierowy i przykryj kolejnym, aby odsączyć je z tłuszczu. Powtarzaj czynności, aż skończy się ciasto.
9. Podawaj z wybranymi dodatkami.

Śliwka

niedziela, 23 kwietnia 2017

Śniadanie do łóżka #229: Wiśniowo-bananowy budyń jaglany


Zazwyczaj dzień zaczynam od owsianki, ale tak się złożyło, że słoik z płatkami owsianymi niespodziewanie opustoszał. W lodówce miałam jeszcze trochę ugotowanej kaszy jaglanej, więc mój śniadaniowy wybór padł na budyń. I to wcale nie budyń waniliowy, czy czekoladowy, a budyń jaglany.

Zazwyczaj przygotowuje go w ten sposób, że kaszę miksuję z bananem, mlekiem i kakao lub gorzką czekoladą. Ale tym razem sięgnęłam po mrożone wiśnie, które skarmelizowałam w miodzie, a na koniec podkręciłam limonką.

Wyszła z tego pożywna, różowa jaglanka, którą można serwować zarówno na śniadanie, jak i na deser. Już nie mogę doczekać się lata, kiedy będzie można ją zrobić ze świeżymi owocami!


Wiśniowo-bananowy budyń jaglany
  • 200 g ugotowanej kaszy jaglanej
  • 150 g mrożonych wiśni
  • 3 łyżki miodu
  • sok z 1/2 limonki
  • banan
  1. Wiśnię wrzucamy do rondla, dodajemy miód i podgrzewamy ok. 5 minut, aż owoce się rozmrożą i skarmelizują. Odkładamy 2 łyżki wiśni do ozdoby.
  2. W pojemniku malaksera łączymy ugotowaną kaszę jaglaną, wiśnie (razem z sokiem), sok z limonki i banana. Całość miksujemy na gładką masę.
  3. Budyń dekorujemy wiśniami i bananem.
Tosia

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Śniadanie do łóżka 228: Pełnoziarniste podpłomyki z awokado, jajkiem i rzeżuchą


Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej! A ponieważ burczymiwbrzuchu to mój wirtualny dom, mogę śmiało krzyknąć "Honey, I'm home!". Tyle mnie tu nie było, że aż nie wiem od czego zacząć. Na opowieści o mojej podróży po Indonezji jeszcze przyjdzie czas, ponieważ planuję wkrótce serię wpisów na ten temat. Zatem powiem po prostu, że się stęskniłam i na powitanie przychodzę z szybkim przepisem w wiosennym klimacie.

Rzadko kiedy kupuję pieczywo, a jeśli nie mam czasu upiec domowego chleba, zazwyczaj robię proste podpłomyki. Nie trzeba czekać na ich wyrastanie, ani rozgrzewać piekarnika. Ciasto wałkujemy, formujemy w dowolny kształt i wrzucamy na patelnię.

Tym razem zaserwowałam je z pastą z awokado, ogórkiem, rzeżuchą, miętą i jajkami ugotowanymi na półtwardo, bo potrzebowałam zielonej mocy. Polecam na śniadanie, lunch i kolację! :)

Pełnoziarniste podpłomyki z awokado, jajkiem i rzeżuchą
Podpłomyki:
  • 100 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 100 g mąki pszennej typ 550 lub 650
  • 70-80 ml letniej wody
  • łyżka oliwy lub oleju roślinnego
  • łyżeczka soli
Dodatki:
  • awokado
  • świeży ogórek
  • sok z 1/2 limonki
  • ząbek czosnku (opcjonalnie)
  • rzeżucha, mięta
  • 2 jajka
  • sól, pieprz
  • suszone płatki chilli
  • płatki drożdżowe nieaktywne (opcjonalnie)
  1. Mąki wsypujemy od misy, dodajemy sól. Wlewamy letnią wodę na przemian z oliwą i wyrabiamy krótko ciasto do połączenia składników w elastyczną kulę. W razie potrzeby podsypujemy ciasto mąką lub dodajemy więcej wody.
  2. Ciasto wykładamy na oprószony mąką blat, dzielimy na dwie części i cienko wałkujemy na krągłe podpłomyki.
  3. Podpłomyki wrzucamy na rozgrzaną, suchą patelnię. Smażymy po ok. 2-3 minuty z każdej strony.
  4. W tym czasie gotujemy jajka na pół twardo. Wkładamy je do rondelka z wrzącą wodą i gotujemy 4,5-5 minut. Następnie obstukujemy i wrzucamy do miseczki z zimną wodą. Po kilku minutach obieramy i kroimy wzdłuż na połówki.
  5. Awokado przekrawamy na pół, jedną część kroimy w cienkie plasterki. Obieraczką do warzyw tniemy ogórka na cienkie plasterki, które zawijamy w ruloniki.
  6. Drugą część awokado zgniatamy widelcem, przyprawiamy sokiem z limonki, posiekanym czosnek, płatkami chilli, płatkami drożdżowymi, solą i pieprzem.
  7. Gotowe podpłomyki smarujemy pastą z awokado, dekorujemy plastrami awokado, ogórkiem, ziołami i jajkiem przekrojonym na pół.
Tosia

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Śniadanie do łóżka #227: Ziemniaczane placuszki z kawiorem



Raz, da, trzy - próba mikrofonu. Tak mnie tu dawno nie było, że odzwyczaiłam się od pisania postów! Po świątecznej przerwie i małej ucieczce od codzienności (do słonecznej Andaluzji), wracam wypoczęta i stęskniona za blogowaniem :)

Powroty powinny odbywać się w dobrym stylu, dlatego otworzyłam słoik z kawiorem, który przywiozłam z podróży ze Sztokholmu w listopadzie (przewodnik po mieście tutaj). Kawior zaserwowałam na ziemniaczanych placuszkach, które niewiele mają wspólnego z klasycznymi plackami ziemniaczanymi. Przygotowałam je na bazie puree ziemniaczanego, jest to zatem idealna receptura, jeśli zostały po obiedzie ziemniaki. Chociaż nie wiem jak to możliwe, u mnie puree ziemniaczanego jest zawsze za mało! Do ciasta planowałam również dodać ubite białko, ale okazało się, że skończyły się jajka.

W niczym to nie przeszkodziło, ponieważ puree sprawiło, że placuszki wyszły  puszyste, nawet bez jajek. Jeśli jednak chcecie uzyskać jeszcze delikatniejsze placuszki, to wystarczy, że do masy dodacie żółtko, a na koniec ubite białko.

Placuszki świetnie sprawdzą się na śniadanie, obiad i kolację. Smakują znakomicie zarówno na ciepło, jak i na zimno, więc mogą być także świetnym imprezowym finger foodem. Jeśli kawior to Waszym zdaniem przesada, zaserwujcie je z twarożkiem ze szczypiorkiem, albo wędzonym łososiem. Chociaż nawet z guacamole i salsą pomidorową byłby udane!


Ziemniaczane placuszki z kawiorem
  • 400 g puree ziemniaczanego
  • 300 g mąki pszennej
  • 400 ml mleka
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • sól, świeżo mielony pieprz
  • 2 łyżki topionego klarowanego masła
  • kwaśna śmietana
  • kawior
  • koperek
  • cytryna
  1. Puree ziemniaczane przekładamy do dużej misy. Wsypujemy mąkę, sól, świeżo mielony pieprz i sodę oczyszczoną. 
  2. Wlewamy mleko i mieszamy ciasto do dokładnego połączenia składników. Na koniec wlewamy topione masło i mieszamy raz jeszcze.
  3. Rozgrzewamy patelnię i smarujemy ją odrobiną masła klarowanego. Wykładam po 1-2 łyżki gęstego ciasta na placuszek. Smażymy po 2-3 minuty z każdej strony.
  4. Usmażone placuszki odsączamy na ręczniku papierowym. Serwujemy ze śmietaną, kawiorem, różowym pieprzem, koperkiem i cytryną.
 Tosia

poniedziałek, 28 listopada 2016

Śniadanie do łóżka #226: Owsiane ciasteczka z żurawiną



Dzisiaj o śniadaniu, ale bardziej o drugim, tym które zwykle zabieramy gdzieś ze sobą, do skubnięcia, gdy dopadnie nas mały głód. Ciasteczka owsiane. Zdrowa przekąska, która pozwala nam się cieszyć słodyczami z mniejszymi wyrzutami sumienia. Zjadłam już wiele kupnych wersji, ale każda wydawała mi się zbyt "zdrowa" a za mało smaczna. Moi drodzy, nie tym razem. Te ciasteczka są po prostu obłędne!

No ale zacznijmy od początku. Ostatnio napisała do mnie jedna z czytelniczek, której dziecko jest strasznym niejadkiem. Próbowała wszystkiego, starała się do tematu podejść z każdej strony, a on nic, ani kaszki, ani zupy, ani chleba. Zdradziła mi, że jedną z niewielu rzeczy, którą zjadałby w każdej ilości są ciasteczka, ale przecież ciasteczek podawać mu nie będzie. Wtedy wpadłam na pomysł na opracowanie takich ciasteczek, które wprawdzie nie będą pozbawione cukru i masła, ale będą zapewniały zdrowy start.



W moich ciasteczkach dla małych niejadków ( i nie tylko!) znajdziecie pełne wartości odżywczych płatki owsiane, biała pszenna mąka zastąpiona została mąką jaglaną (można też użyć na przykład mąki owsianej) a biały cukier cukrem kokosowym. Wyszłam z założenia, że dla smaku muszę przemycić trochę masła, ale nie ma go tu znowu tak wiele.

Chyba nie muszę wam przypominać, że wielkimi krokami zbliżają się Mikołajki. Myślę że śniadaniowe ciasteczka sprawdzą się idealnie jako wkład do mikołajkowych butów.
A propos świąt, widzicie te pięknie, ręcznie haftowane pościele? Pochodzą ze sklepu nuki.pl i też nieźle sprawdzą się jako prezent.



Szara haftowana pościel- klik
Pościel granatowa- klik
Haftowana poszewka na poduszkę- klik

Owsiane ciasteczka z żurawiną ( około 12 ciastek)

- 200 g płatków owsianych zwykłych
- 100 g mąki jaglanej
- 100 g cukru kokosowego (można użyć trzcinowego)
- 50 g suszonej żurawiny
- pół łyżeczki soli
- 50 g masła
- 1 łyżka masła orzechowego
- 2 jajka
- pół łyżeczki cynamonu
- pół łyżeczki proszku do pieczenia

  1. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni.
  2. Mieszamy ze sobą suche składniki: płatki, mąkę, cukier, żurawinę, sól, cynamon i proszek do pieczenia. 
  3. Topimy masło i studzimy. 
  4. Do składników suchych dodajemy jajka, masło orzechowe i stopione masło. Dokładnie mieszamy. 
  5. Wykładamy porcje ciasta łyżką na blachę wyłożoną papierem do pieczenia (jedną czubatą łyżkę na porcję). Uklepujemy łyżką formując kształt ciasteczka. 
  6. Wkładamy do piekarnika i pieczemy 20 minut. 
  7. Wyjmujemy i studzimy. 
Śliwka

poniedziałek, 31 października 2016

Śniadanie do łóżka #225: Dyniowe placuszki z kaki i syropem grejpfrutowo-miodowym



Moje kulinarne pragnienia zazwyczaj są powiązane mocno z sezonowością. Dlatego to dla mnie zupełnie naturalne, że mam obecnie dyniową fazę. Pewnie pod koniec listopada mi przejdzie, bo poczuję już magię świąt, ale póki jesień trwa - piekę banię** kilka razy w tygodniu.

Muszę jednak uprzedzić wszystkie dyniowe dziewice, że to jaki gatunek wybieracie ma ogromne znacznie. Przyznam, że nie przepadam za najtańszą, sklepową dynią. Tą kupowaną do wycinania jej wstrętnej facjaty w Halloween. Nawet nie wiem jak jej gatunek jest określany, niech to będzie zatem dynia zwyczajna. Ma dużo wody, po przekrojeniu i w obróbce termicznej traci kolor i właściwie nie ma smaku. Jeśli chcecie zaprzyjaźnić się dynią, wybierajcie ją świadomie!

Ja zazwyczaj sięgam po ulubioną dynię hokkaido, którą można jeść ze skórką, ma piękny pomarańczowy kolor i dużo smaku. Świetna jest też dynia piżmowa (widoczna na zdjęciu). Gdy wpadła w piątek w moje ręce, podzieliłam ją na dwie połówki, jedną z nich po upieczeniu wypełniłam sosem pleśniowym, podsmażonymi pieczarkami, posypałam cheddarem i krótko zapiekłam. Resztę potraktowałam tak jak zazwyczaj, zmiksowałam z wodą i oliwą na gęsty mus.

Puree dyniowe jest fantastyczną bazą wielu dań, można je podać ze stekiem zamiast puree ziemniaczanego. Zrobić sos do makaronu, ulepić kopytka, zabarwić ciasto na brioszki, albo wykorzystać do placuszków.

Tak też zrobiłam w niedzielny poranek. Miałam ochotę na rumiane, dyniowe, a przy tym puszyste placki, więc dodatkowo oprócz musu dyniowego, dodałam do ciasta pianę z ubitego białka. Placuszki na patelni udekorowałam plasterkami kaki/persymony, bo ostatnio zaprzyjaźniam się z tym egzotycznym owocem. Jeśli jednak nie jest Wam pod drodze taka znajomość to nic straconego. Możecie śmiało wybrać mango, albo plasterki jabłka. Tak naprawdę nawet bez owoców w cieście będzie pysznie, bo placki dodatkowo serwowałam ze złocistym syropem na bazie miodu i soku z grejpfruta.

Ps. Polecam też dyniowe racuchy.




Dyniowe placuszki z kaki i syropem grejpfrutowo-miodowym/ ok. 15 szutk

Ciasto:
  • 150 g mąki pszennej jasnej
  • 150 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 200 g musu z pieczonej dyni*
  • jajko
  • 180 ml mleka
  • łyżka cukru trzcinowego
  • szczypta sody oczyszczonej (można pominąć) 
  • kaki
  • kilka łyżek oleju kokosowego (do smażenia)
Syrop:
  • 3 łyżki miodu
  • 3 łyżki cukru trzcinowego
  • sok z 1/2 grejpfruta
  1.  Mąki wsypujemy do misy, dodajemy żółtko, mus z dyni, cukier, sodę.
  2. Dodajemy mleko i mieszamy krótko ciasto, aby uniknąć grudek. Ciasto powinno być gęste, w razie potrzeby dodajemy więcej mleka lub mąki.
  3. Białko jajka ubijamy na sztywną pianę. Dodajemy do ciasta i delikatnie mieszamy.
  4. Kaki kroimy w cienkie plasterki i obkrawamy je na około, aby usunąć skórkę.
  5. Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy, wykładamy po 2 łyżki ciasta na placuszek. Każdy z nich dekorujemy plaster kaki.
  6. Smażymy po ok. 2-3 minuty na stronę, następnie odsączamy z tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego.
  7. W rondlu podgrzewamy cukier z miodem i sokiem grejpfrutowym. Gotujemy na małym ogniu przez niecałe 10 minut, aż zgęstnieje.
  8. Syropem polewamy ciepłe placuszki.
 * Dynię (zależnie od gatunku) kroimy na pół i nacinamy lub w plasterki i pieczemy przez 30-40 minut w 200 stopniach. Następnie miksujemy z wodą lub oliwą na gęsty mus.

** W trakcie ostatniej podróży po Kulinarnym Szlaku Opolskim nauczyłam się nazywać dynię - banią. Relacja z opolskich smaków wkrótce na blogu!

Tosia

poniedziałek, 24 października 2016

Śniadanie do łóżka #224: Pieczone kokosowe tosty francuskie


To był jeden z tych poranków, za którymi bardzo tęskniłam. Lato i początek jesieni były intensywne i bogate w atrakcje. Prawie każdy weekend wiązał się z jakimś mikro wyjazdem, wieczorem panieńskim, albo weselem. Było pięknie, ale w tym napiętym grafiku zabrakło ostatnimi czasy spokoju i leniwej celebracji poranków. W końcu w ten weekend udało się trochę zwolnić, pospać dłużej. A zamiast zjeść szybką owsiankę w pośpiechu, zrobić coś specjalnego.

W piątek upiekłam chałkę potrójnie kokosową. Zamiast masła użyłam oleju kokosowego, biały cukier zastąpiłam cukrem kokosowym, a mleko krowie oczywiście mlekiem kokosowym. Z wierzchu plecionkę posypałam dodatkowo wiórkami. Dużo tego kokoko, ale wyszła pyszna i złocista.

Nie od dziś wiadomo, że lekko czerstwa chałka idealnie nadaje się na tosty francuskie, ale w dobie domowego fit gotowania warto szukać swoich zdrowszych alternatyw. Stwierdziłam, że zamoczę kromki chałki w mleku kokosowym i rozbełtanych jajkach. Przełożyłam je na blachę i upiekłam, aż nabrały koloru spadających złotych liści. Oczywiście z tym fit pisałam z przymrużeniem oka, pierwszą kromkę zjadłam z grubą warstwą zimnego masła i z miodem! Ale przynajmniej tosty nie były nasiąknięte tłuszczem :)





Pieczone kokosowe tosty francuskie/ 8 sztuk
  • 8 kromek chałki
  • 100 g mleka koksowego
  • 2 jajka
  • łyżka kokosowego cukru
  • łyżka wiórków kokosowych
  • Do podania: zimne masło, miód
  1. Jajka roztrzepujemy z mlekiem kokosowym. Moczymy w miksturze z dwóch stron kromki chałek i przekładamy ją na blachę wyłożoną pergaminem.
  2. Tosty posypujemy z wierzchu cukrem kokosowym i wiórkami. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika, pieczemy 20 minut w 190 stopniach.
  3. Upieczone tosty podajemy z zimnym masłem i miodem. 
Tosia

poniedziałek, 17 października 2016

Śniadanie do łóżka #223: Pudding chia z karmelizowanymi jabłkami


Aż trudno uwierzyć, że niedawno wróciłam z Hiszpanii, gdzie w najlepsze latałam na bosaka po piasku i eksploatowałam, ostatni raz w tym roku, moje zwiewne, letnie sukienki. Powrót był jak strzał w twarz otwartą dłonią, 8 stopni, deszcz i wichura. Mimo, że mogłam się tego spodziewać, wyjście z tego szoku zajęło mi kilka dni. A jeszcze kilka dni później przypomniałam sobie to, że ja właściwie kocham jesień. Może nie za te ulewy, nie za budzenie się w nocy z zimna, ani tym bardziej za konieczność ubierania dziecka w sto warstw zanim wreszcie wyjdziemy z domu. Za piękne kolory, za te promienie słoneczne, za spokój, za śliwki i grzyby. I za wiele innych, bo każda pora roku ma w sobie coś magicznego.

Jak każdego foodie (czytaj: żarłoka) najbardziej cieszy mnie zmiana smaków. Nagle nabieram ochoty na rozgrzewające zupy, herbaty (z prądem!) i mocne, intensywne zioła. W mojej kuchni panuje dziwny spokój, którego nie umiem określić słowami. To chyba dlatego, że nie pędzę już, aby wyjść z domu, wykorzystać upał (lub się przed nim schować w mniej nagrzewającym się mieszkaniu). Cieszę się naszym domowym ogniskiem i pokazuję Julkowi, jak fajnie skwierczą karmelizujące się jabłka.



No i właśnie o nie się dzisiaj rozchodzi. I o małe ziarenka, które bez dodatkowych starań, zmieniają się w pyszną galaretkę. Jeśli nigdy nie mieliście do czynienia z chia, to powiem wam, że dość mocno przypomina "nasze" siemię lniane, ale jest przyjemniejsze w smaku. Nasiona można zalać dowolnym płynem (ja wybrałam mleko), a płyn ten wchłoną i zmienią w żel. Warto spróbować, bo takie śniadanie to niezły kopniak energetyczny na cały dzień.

Pudding chia z karmelizowanymi jabłkami (1 porcja)

- 1 łyżka nasion chia
- 9 łyżek mleka
- 1 łyżeczka miodu
- szczypta cynamonu

- pół jabłka
- pół łyżeczki cynamonu
- 1 łyżka miodu
- 1 łyżka masła
- 10 listków rozmarynu
- 1/4 szklanki wody

  1. Mleko rozgrzej w małym garnuszku, dodaj miód i cynamon i podgrzewaj aż miód się rozpuści. 
  2. Zdejmij z ognia i wystudź. 
  3. Nasiona chia zalej wystudzonym mlekiem i wsadź do lodówki. Możesz przygotować je wieczorem i wstawić na noc, lub w innym momencie na minimum 2 godziny. 
  4. Wstawione do lodówki nasiona co jakiś czas przemieszaj. 
  5. Gdy z nasion powstanie galaretka, przygotuj jabłka. 
  6. Pokrój jabłko na średniej wielkości kawałki. 
  7. Na patelni rozgrzej masło i dodaj jabłka, miód, rozmaryn i cynamon. Smaż chwilę aż lekko zbrązowieją i zalej wodą. Smaż aż woda w pełni wyparuje. 
  8. Ciepłe jabłka ułóż w szklance na puddingu chia. 
Śliwka

niedziela, 2 października 2016

Śniadanie do łóżka #222: Omlet francuski z pomidorem, musztardą, kaparami i cheddarem


Mam słabość do porannych rytuałów, do stałego repertuaru naszych śniadań weszła szanowna owsianka. Romans trwa już kilka miesięcy i czuję się znacznie lepiej gdy zaczynam dzień od owsianej przyjemności niż gdy zapycham się od świtu chlebem. Oczywiście owsianka każdego dnia może smakować inaczej, czasem serwuję ją z aronią w gęstym soku, czasem z kakao, albo z masłem orzechowym. I wcale się nam nie nudzi, w końcu zawsze można szaleć przy drugim śniadaniu. Jednak niedziela rządzi się innymi prawami, musi być leniwa i wtedy jeśli jemy w domu, zazwyczaj serwuję coś innego.

Dzisiaj padło na omlet francuski. Z omletami to jest tak, że lubię je pod każdą postacią, zarówno puszysty grzybek z masłem orzechowym i bananem, pieczoną wersję w formie mini suflecików, cienkie frittaty wypełnione masą składników. Ale chyba w tym pojedynku wygrywa jednak klasyczny omlet francuski, delikatny, a przy tym rumiany z wytrawnym farszem. Najchętniej smażę go z musztardą, pomidorem i dobieram jeszcze jakiś składnik, dziś doszły do tego kapary i tarty cheddar, ale równie dobrze to może być szynka, feta lub cebula posiekana w piórka. Uwierzcie mi na słowo, wasze kubki smakowe oszaleją i poczujecie piąty smak umami.



Omlet francuski z pomidorem, musztardą, kaparami i cheddarem
  • 3 jajka
  • 1/2 łyżeczki masła klarowanego
  • sól, pieprz
  • Nadzienie:
  • pomidor
  • łyżka kaparów
  • łyżeczka musztardy
  • 3 łyżki tartego sera (u mnie cheddar)
  1. Jajka rozbijamy do miseczki, przyprawiamy solą, pieprzem, roztrzepujemy delikatnie widelcem. 
  2. Na patelni rozgrzewamy masło klarowane, wlewamy masę jajeczną i smażymy niecałą minutę.
  3. Brzegiem widelca zbieramy ściętą masę z brzegów ku środkowi. Omlet smażymy mniej więcej minutę, po czym częściowo go zawijamy z jednej z strony. Środek smarujemy musztardą, wykładamy plasterki pomidora (bez miąższu), kapary i posypujemy cheddarem. 
  4. Smażymy 30 sekund po czym go składamy z drugiej strony. Omlet przekładamy na talerz, nacinamy go przez całą długość, aby wyeksponować nadzienie i szybko serwujemy.
 Tosia

poniedziałek, 19 września 2016

Śniadanie do łóżka #221: Dyniowe brioszki


Koniec lata przemówił do mnie w niebiesko-pomarańczowym kolorze. Barwach, których pewnie nigdy sama bym nie połączyła. Akceptuję ten przekaz, idzie nowa pora roku, początek jesieni jest zawsze piękny, a tym co będzie dalej nie ma sensu się teraz martwić.

Zakupiłam na Hali Targowej ulubioną dynię Hokkaido i postąpiłam z nią tak jak zazwyczaj. Pokroiłam w nierówne paski, skropiłam oliwą i upiekłam na blasze. Część podjadałam jako frytki, resztę zmiksowałam na puree. Pojawiło się pytanie co z nim dalej zrobić.

Patent z dodawaniem musu z dyni do ciasta drożdżowego, jak i tego na zakwasie stosowałam już wiele razy. Były formowane kajzerki, chałka, bagietka, dyniowy chleb tostowy na zakwasie i słodkie brioszki. Tym razem również postawiłam na brioszki, ale w słonej odsłonie.

Wiedziałam, że nasza niedziela będzie bardzo leniwa i nie będzie czasu na gotowanie. Dlatego postanowiłam, że upiekę dyniowe brioszki już w sobotę. Będą na niedzielne śniadanie do odgrzania w piekarniku, dzięki czemu staną się chrupiące. I przydadzą się jako przekąska w trakcie wycieczki na Półwysep.


Część puree wylądowało w cieście, resztę potraktowałam jako farsz, dodałam curry, imbir, chilli, ziarna słonecznika i posypałam tartym serem. Ser był wyjątkowy, bo karmelowy, dostałam go w prezencie od przyjaciela, który przywiózł go z wyprawy ze Spitsbergenu. Fajnie smakowo zagrał z dynią, ale możecie śmiało sięgnąć po inny ser. Myślę, że ciekawie się tu sprawdzi cheddar.


Na Półwysep wybraliśmy się uzbrojeni w termos z kawą i brioszki. Gdy Paweł igrał z wiatrem na kajcie, ja relaksowałam się na plaży czytając książkę. Wrzesień bawił się ze mną wyraźnie w kotka i myszkę, w chwilach kiedy pojawiało się słońce było mi przyjemnie, jak to bywa latem. Gdy słońce znikało robiło się smutno i jesiennie. Na koniec siedziałam już przemarznięta pod kocem i właśnie wtedy doczekałam się nagrody. W postaci najpiękniejszego zachodu słońca, jakie mnie spotkało w tym sezonie. Teraz już wiem, że błękit pięknie gra z pomarańczowym.


 Dyniowe brioszki/ 20 sztuk
Ciasto:
  • 500 g mąki pszennej typ 650
  • 7 g suszonych drożdży intant
  • 200 g puree z pieczonej dyni *
  • jajko
  • 230 ml letniego mleka lub wody
  • łyżeczka cukru trzcinowego
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 80 g zimnego masła
Masa dyniowa:
  • 200 g puree z pieczonej dyni *
  • mała cebula
  • ząbek czosnku
  • 2 cm korzenia imbiru
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • garść ziaren słonecznika lub dowolnych orzechów
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryki
  • 1/2 mielonego curry
  • łyżeczka miodu
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • sól, pieprz
  • łyżeczka masła klarowanego
  • 100 g tartego sera (u mnie karmelowy, ale może być np. cheddar)
 Wierzch:
  • białko
  • 4 łyżki tartego sera
  1.  Mąkę wsypujemy do misy, dodajemy drożdże, puree z dyni, jajko, przyprawy. Podgrzewamy mleko lub wodę, aby płyn był letni, ale nie gorący. Wlewamy go stopniowo do suchych składników i zagniatamy ciasto ok. 3-4 minut, aż stanie się elastyczne.
  2. Następnie dodajemy po kawałeczku zimnego masła i przy pomocy miksera z hakiem. Wyrabiamy ciasto jeszcze ok. 2 minuty, aż wchłonie masło. Ciasto zostawiamy w misie, przykrywamy i stawiamy w ciepłym miejscu bez przeciągów na godzinę.
  3. Na patelnię wrzucamy masło klarowane i podsmażamy posiekaną drobno cebulę z czosnkiem, chilli, imbirem i ziarnami słonecznika. Dodajemy puree dyniowe oraz przyprawy, podsmażamy kilka minut. Na koniec dodajemy do smaku miód i sok z cytryny. Farsz studzimy.
  4. Wyrośnięte ciasto przekładamy na oprószony mąką blat i wałkujemy na prostokąt o długości 0,5 cm. Smarujemy go masą dyniową, posypujemy serem i pozostawiamy brzegi wolne. Ciasto zawijamy jak roladę zaczynając od dłuższego boku i kroimy na paseczki.
  5. Utworzone brioszki kładziemy w odstępach na blasze wyłożonej pergaminem i przykrywamy ściereczką na 30 minut.
  6. Piekarnik rozgrzewamy do 190 stopni. Wierzch brioszek smarujemy białkiem i posypujemy tartym serem.
  7. Brioszki pieczemy 15 minut, następnie studzimy na kuchennej kratce.
* Dynię hokkaido kroimy na kawałki, układamy na blasze wyłożonej pergaminem i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy ze skórką przez 30 minut w 200 stopniach, po tym czasie miksujemy z wodą lub oliwą na gładkie puree.

Tosia

niedziela, 4 września 2016

Śniadanie do łóżka #220: Pankejki z rokitnikiem i gorzką czekoladą



Sierpień minął zdecydowanie za szybko! Trochę mi smutno, bo zabrakło czasu i pięknej pogody, aby zrobić wszystko to co powinno się robić latem. Nie ma jednak co sapać i narzekać, wrzesień też ma swoje piękne strony. Od jakiegoś czasu marzy mi się wielkie grzybobranie i poczułam ogromną chęć na zbieractwo, bo czuję, że nie wykorzystałam sezonu w pełni i wielkie wekowanie jeszcze przede mną.

Wczoraj wybraliśmy się na Półwysep. Co prawda w celach rekreacyjno-sportowych, ale gdy ujrzałam dorodne krzaki z pomarańczowymi koralikami musiałam zagonić znajomych do zbierania! W końcu rokitnik jest największym źródłem witaminy C wśród europejskich roślin jadalnych i traci jej niewiele w trakcie obróbki termicznej. Mówi się, że najlepiej go zbierać gdy jest zmrożony, ale to tylko dlatego, że nie pęka w wtedy w rękach. Niektórzy twierdzą, że przed jego gotowaniem warto go krótko zamrozić, aby stracił posmak goryczy (podobnie robimy z aronią). Mi jednak smak rokitnika bardzo odpowiada i porównałabym go do multiwitaminy.

Z rokitnika zazwyczaj tłoczy się soki, gotuje syropy, ewentualnie smaży konfitury. Można go jeść nawet na surowo, dlatego zdecydowałam, że potraktuję go jak inne jagodopodobne owoce i wrzucę do ciasta na pankejki. Do tej pory robiłam tak już z jagodami i porzeczkami, więc wiedziałam, że placuszki będą udane. Uznałam, że słodko-kwaśny rokitnik będzie idealnie komponował się z kawałkami gorzkiej czekolady i miałam rację. Całość polaliśmy jeszcze odrobiną syropu klonowego, możecie do tego wybrać także miód.

Planuję z rokitnika usmażyć jeszcze konfiturę z imbirem lub coś w rodzaju chutney. Być może podzielę się wkrótce przepisem na blogu.




Pankejki z rokitnikiem i gorzką czekoladą
  • 300 g mąki pszennej
  • 2 jajka
  • 200 ml mleka
  • 150 ml wody gazowanej
  • szczypta proszku do pieczenia
  • 3 łyżki cukru trzcinowego
  • 3 łyżki topionego masła
  • 100 g owoców rokitnika
  • 70 g gorzkiej czekolady
  • do podania: syrop klonowy lub miód
  1. Mąkę wsypujemy do misy, dodajemy żółtka jaj, proszek do pieczenia, cukier. Dorzucamy umyte i obrane owoce rokitnika, posiekaną w kostkę czekoladę. Dolewamy mleko z wodą gazowaną i dokładnie mieszamy ciasto.
  2. Białka jajek ubijamy na sztywną pianę. Do ciasta dodajemy topione masło i pianę z jajek, jeszcze raz delikatnie mieszamy.
  3. Na suchej patelni wykładamy po dwie łyżki ciasta na placuszek, smażymy po 2-3 minuty z każdej strony.
  4. Pankejki serwujemy z syropem klonowym lub miodem.
Tosia

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Śniadanie do łóżka #219: Jabłkowy budyń jaglany z owocami


Ah, co to był za szalony tydzień! Długi weekend spędziłam z Pawłem w Berlinie (mogliście śledzić na snapchacie i instagramie @tochabrocha), jeszcze w poniedziałek rano zjedliśmy owsiankowe śniadanie z Martą. We wtorek trudno było wrócić do rzeczywistości, a dzień zakończył się na grillowaniu z Ulą, której bloga czytam od 7, albo nawet 8 lat. Niesamowicie miłe spotkanie! W środę i czwartek wypadało w końcu wrócić do obowiązków dnia codziennego, taki plan był też na piątek, bo wiedziałam, że weekend znów będzie pełen emocji. Czekało nas wesele przyjaciółki. Jednak spontanicznie wylądowałam na śniadaniu ze Śliwką i Mintą w Sopocie. Dostałyśmy wtedy ze Śliwką cynk od przyjaciółki, że osoba, która miała piec ciasta na wesele nagle się rozchorowała.

Postanowiłyśmy wziąć sprawy w swoje ręce, chwile później wybierałyśmy już owoce na ryneczku, aby upiec 5 blach ciast. Nasze słodkie weselne menu to: cytrynowe serniki na spodzie kokosowym, brownie ze śliwkami (podobny przepis tu) i szarlotki z porzeczkami i kruszonką. Wyszły naprawdę nieźle, więc byłyśmy z naszego pogotowia cukierniczego burczymiwbrzuchu bardzo dumne.

Weekend upłynął na świętowaniu i w weselnym klimacie, było pięknie. A dziś rano znów czekało nas jeszcze jedno apetyczne spotkanie z Pauliną i Zosią. Był to zatem niezwykle udany tydzień, do tego bogaty w świetne spotkania z koleżankami blogerkami, które do tej pory znałyśmy tylko wirtualnie. Oby częściej przyjeżdżały do Trójmiasta :)

Wracam jednak do właściwego rytmu i z nowym przepisem na jabłkowy budyń jaglany. To pyszne śniadanie, które może także być waszym lunchem lub deserem. Wystarczy ugotować kaszę jaglaną w soku jabłkowym, zmiksować ją na w miarę gładki mus, ozdobić owocami i gotowe. Pyszne i zdrowe!


Jabłkowy budyń jaglany z owocami/ 2-3 porcje
  • szklanka suchej kaszy jaglanej
  • 3 szklanki soku jabłkowego
  • szczypta soli
  • figi, śliwki, jabłka, mięta, cynamon
  1. Kaszę wsypujemy do suchego garnka i krótko prażymy.
  2. Wlewamy 2 szklanki soku jabłkowego, dodajemy szczyptę soli i gotujemy na średnim ogniu, aż kasza wchłonie płyn (ok. 10-15 minut). Studzimy.
  3. Ostudzoną kaszę miksujemy z sokiem jabłkowym na nie do końca gładki mus.
  4. Budyń jaglany serwujemy z owocami, miętą i cynamonem.
 Tosia

niedziela, 31 lipca 2016

Śniadanie do łóżka #218: Pieczone jajka sadzone z cukinią, pomidorami i fetą



Spontaniczność jest w życiu potrzebna, ale zdecydowanie ważniejsze jest odnalezienie swojego rytmu i złotego środka. Oczywiście to się tyczy także kwestii jedzenia.

Od jakiegoś czasu udało mi się wpaść w przyjemny tryb udanych poranków, dzięki którym lepiej się czuję, lepiej funkcjonuję, a być może wpływają pozytywnie także na resztę dnia. Dzień zaczynam od gorącej wody z siemieniem lnianym i sokiem z cytryny. Później zjadam małą porcję owsianki, którą gotuje nam Paweł. Następnie mogę zacząć pracować lub iść na trening. Po godzinie lub dwóch zjadam drugie śniadanie, które zazwyczaj składa się z jajek. Tutaj oczywiście znajdzie się miejsce na drobną spontaniczność, bo przecież z jajek można wyczarować naprawdę wiele i chętnie w tym temacie eksperymentuję. Ah, zapomniałam dodać, że piszę ciągle o pierwszych 5 dni tygodnia, weekendy są zazwyczaj u mnie przesadnie wyluzowane i wywrócone do góry nogami. Dlatego dzisiejsze śniadanie do łóżka przygotowałam tak naprawdę pod wieczór, co możecie zobaczyć na snapie (@tochabrocha).

Wróćmy jednak do jaj, bo dziś akurat dostaliśmy od rodziców Pawła koszyk wiejskich jajek. Jakiś czas temu odkryłam sadzone na wodzie i kiedyś na pewno przygotuję taki przepis na blogu. Dzisiaj jednak postawiłam na wersję pieczoną. Chwyciłam za swoją ulubioną formę żaroodporną, która niestety ma pewną wadę - jest trochę za duża. Chciałam do niej wbić jajka i zapiec, ale musiałam czymś wypełnić miejsce. Na szczęście mamy lato i wspaniałe produkty sezonowe. W zapiekance wylądowały pomidory lima, cukinia, feta (polecam prawdziwą, a nie kostkę "fetopodobną") i świeżo ścięte z kolby ziarenka kukurydzy.

Po upieczeniu serwowałam je z orzeźwiającym jogurtem z chilli i dymką, w końcu mamy lato, więc musi być lekko. Możecie także przemycić tutaj czosnek lub posypać czymś chrupiącym np. prażonym słonecznikiem.




Pieczone jajka sadzone z cukinią, pomidorami i fetą/ duża żaroodporna forma
  • 6 jajek
  • 3 pomidory (u mnie "lima)
  • 1/2 cukinii
  • 50 g fety
  • 1/2 kolby kukurydzy
  • sól, pieprz
  • łyżka oliwy z chilli
  • Jogurt:
  • 5 łyżek jogortu naturalnego
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • sól, pieprz
  1. Formę skrapiamy oliwą. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni.
  2. Cukinię i pomidory kroimy w plastry i przekładamy na przemian tworząc "ramkę" formy.
  3. Na środek wbijamy jajka i przyprawiamy je do smaku  solą i  pieprzem.
  4. Kolbę kukurydzy stawiamy pionowo i ścinamy ziarenka. 
  5. Wierzch pomidorów i cukinii dekorujemy kostkami pokrojonej fety i ziarenkami kukurydzy. Skrapiamy oliwą. 
  6. Formę wstawiamy do piekarnika i pieczemy aż jajka się odpowiednio zetną przez 12-15 minut w 180 stopniach.
  7. W tym czasie jogurt łączymy z pozostałymi składnikami.
  8. Danie podajemy na ciepło z jogurtem.
Tosia

niedziela, 17 lipca 2016

Śniadanie do łóżka #217: Pieczona jaglanka z owocami


Dopadło mnie znienacka uczucie tęsknoty. To nie zabrzmi poważnie, ale nie zatęskniłam wcale za kimś kogo dawno nie widziałam. Moja nostalgia dotyczyła kaszy, a konkretnie jaglanej. Kiedyś jadłam jej bardzo dużo i chętnie z nią eksperymentowałam. Prowadziłyśmy nawet cotygodniowy cykl na blogu "Wtorek z kaszą", gdzie co tydzień prezentowałyśmy zdrowe przepisy z kaszą w roli głównej (tutaj pełna lista). Serię zakończyłyśmy, a kasza zaczęła pojawiać się w mojej kuchni coraz rzadziej.

Oczywiście wciąż czasem gotuję kaszę np. jęczmienną lub orkiszową do obiadu, to jednak o jaglanej na chwilę trochę zapomniałam. Czas powrócić do dobrych nawyków, przesypać kaszę do dużego słoika i znów dać jej błyszczeć.

Poszliśmy dziś spać, gdy wstawało słońce, więc poranek przed południem był dziś wyjątkowo leniwy. Zebrałam się w porze drugiego śniadania i postanowiłam upiec coś pomiędzy jaglanym ciastem, omletem, a puddingiem.

Sprawa jest niezwykle prosta, wystarczy ubić białka na puszystą masę, wymieszać z suchą kaszą, dodać żółtko i ewentualny cukier, posypać sezonowymi owocami i zapiec. Po 20 minutach możemy cieszyć się pysznym śniadaniem, który może być także dla nas deserem. A żeby nie było tak przerażająco zdrowo - pieczoną jaglankę podałam z serkiem homogenizowanym :)


Pieczona jaglanka z owocami/ forma o średnicy 24 cm
  • 250 g suchej kaszy jaglanej
  • 2 jajka
  • łyżka cukru trzcinowego
  • serek homogenizowany
  • garść świeżych owoców (u mnie jagody i porzeczki)
  • łyżka masła lub oleju kokosowego 
  1. Białka jajek ubijamy na sztywną pianę.
  2. W misce łączymy suchą kaszę jaglaną, żółtko i cukier. Dodajemy ubite białka i delikatnie łączymy.
  3. Żaroodporną formę smarujemy masłem, przekładamy masę, wierzch wyrównujemy i dekorujemy ulubionymi owocami.
  4. Jaglankę pieczemy w 180 stopniach przez 20 minut.
  5. Kroimy na kawałki i podajemy z serkiem homogenizowanym i owocami.
Tosia

poniedziałek, 11 lipca 2016

Śniadanie do łóżka #216: Gofry z kajmakiem i prażonymi orzechami


Lubię ten moment, gdy otwieram jedno oko, rozglądam się i badam sytuację, a następnie uświadamiam sobie, że mamy weekend, nigdzie się nie śpieszymy i cały dzień będziemy wszyscy razem. Później niebezpiecznie długo przyglądam się leżącemu między nami małemu potworkowi, a gdy się obudzi zaczynamy dzień od solidnej porcji przytulania i wyjątkowego śniadania.

Lubię śniadania prosto do łóżka, celebrowane z ukochanymi, małymi stópkami, których wszędzie pełno. Poranki są pełne miłości i dobrego jedzenia. Bo to właśnie rano mam najwięcej energii do tworzenia, ale też wielką odpowiedzialność. Bo jakoś tak już jest, że niedobre śniadanie przekształca się zwykle w niedobry dzień. Trzeba uważać.


Nie ukrywam, że jesteśmy weekendowymi nudziarzami, zwykle każdy dzień wygląda podobnie.
Ale czasami weekend potrafi zaskoczyć. Na przykład wtedy, gdy znajoma znienacka zagaduje, czy zechcielibyśmy zapozować do sesji, której głównym motywem ma być śniadanie w łóżku, w towarzystwie pięknych rzeczy prosto od polskich projektantów (i to z mojego ulubionego lumanna!). Tak!Tak!Tak!



Uwielbiam zaskakiwać Kazika takimi pomysłami. Ej chcesz być w sobotę modelem? Włożyłbyś na tę okazję piżamę w kratę? Te otwierające się coraz szerzej oczy- żadnych sesji, żadnych piżam. Udało mi się go przekonać (do sesji, pomysłu z piżamą nie czułam od samego początku) chyba tylko zbitką słów- gofry, kajmak, orzeszki. Polecam to połączenie przy innych rodzinnych nieporozumieniach, uwierzcie mi, zawsze działa.

Gofry z kajmakiem i prażonymi orzechami (około 12 sztuk)

Gofry:
- 200 g mąki
- 2 jajka
- 300 ml mleka
- 75 ml oleju rzepakowego
- 3 łyżki cukru
- 2 szczypty soli

- kajmak
- orzeszki ziemne (słone)

  1. Upraż orzeszki na suchej patelni (możesz również użyć niesłonych, ale moim zdaniem sól świetnie komponuje się z kajmakiem) aż zbrązowieją. Odstaw na później.
  2. Pomieszaj wszystkie składniki na gofry w misce za pomocą trzepaczki aż stworzą jednolitą masę. 
  3. Rozgrzej gofrownicę i wylewaj masę chochlą bezpośrednio na gorące wkłady. Wlewaj tyle masy tak, żeby nie pokryła wszystkich kwadratów, aby otrzymać kształty bardziej podobne do gwiazdy niż prostokąta.
  4. Gotowe gofry smaruj kajmakiem i posypuj orzeszkami. 



POLSCY PROJEKTANCI NA ŚLUB: słodki poranek <3
viabirdie.com x LUMANNdesign.com x Burczymiwbrzuchu.pl

fot. Kamila Gołębiewska / viabirdie.com

Wykorzystane w sesji produkty od polskich projektantów dostępne na LUMANNdesign.com oraz stacjonarnie w LUMANN przy al. Grunwaldzkiej 14 w Gdańsku <3

talerz mikrostruktura, biały i tricolor / MLY Studio
doniczka betonowa XS / Grow Raw
bieżnik lniany, powder pink / Lumio
kubek „Tak, jestem z Ceramiki ”, zdobiony srebrem / Agaf Design
poduszki kubu, szare / projekt Grynasz Studio dla MEESH
haypad podkładki dekoracyjne, siano / DIZENO
podkładka filcowa, szary melanż / NIE/BO design
poszewka hayka, siano / DIZENO
narzuta ryżowa, grafit / KOC
podstawka szades / Witamina D

pościel satynowa, naturalny / Evencki
kajmak, krem mleczny / Polder


Śliwka

poniedziałek, 4 lipca 2016

Śniadanie do łóżka #215: Racuchy z agrestem i kruszonką



To był dla mnie wyjątkowo szalony tydzień, w środę rano obudziłam się z myślą, że będę cały dzień pracować. Tymczasem spotkała nas niespodzianka i podjęliśmy spontaniczną decyzję, że wybieramy się na Openera! Codzienne koncerty, wracanie do domu o świcie i jechanie na teren festiwalu w godzinach popołudniowych nie sprzyja w ogóle gotowaniu. To może dziwnie brzmieć, bo przecież to powinna być czysta przyjemność, ale takie festiwalowe życie potrafi naprawdę zmęczyć. Dlatego po 4 dniach wymęczona, ale zadowolona wróciłam do mojej kuchni :)

W lodówce miałam koszyczek agrestu i pomyślałam o drożdżówkach z dużą ilością kruszonki. Postawiłam jednak na szybszą i bardziej leniwą wersję, czyli racuchy. Ciasto zrobiłam na bazie semoliny przez co smakują trochę inaczej niż zwykle. Wyobraźcie sobie drożdżowe złociste placuszki z kwaskowatym agrestem i słodką chrupiącą kruszonką. Brzmi dobrze, prawda? To do dzieła!


Racuchy z semoliny z agrestem i kruszonką
  • 300 g semoliny
  • 50 g mąki pszennej
  • 7 g suszonych drożdży instant*
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 220 ml letniego mleka
  • jajko
  • łyżka startej skórki z cytryny
  • szczypta soli
  • masło klarowane lub olej kokosowy do smażenia
  • 100 g agrestu
  • Kruszonka:
  • 50 g semoliny
  • 40 g mąki pszennej
  • 3 łyżki zimnego masła
  • 2 łyżeczki cukru trzcinowego
  1. Semolinę i mąkę wsypujemy do misy, dodajemy drożdże, cukier, skórkę z cytryny i sól. Wbijamy jajko i wlewamy stopniowo letnie (lecz nie gorące) mleko. 
  2. Wyrabiamy ciasto ręcznie lub mikserem ok. 3 minuty, aż będzie gładkie.
  3. Zostawiamy w misie pod przykryciem na godzinę w ciepłym miejscu.
  4. W tym czasie mieszamy składniki kruszonki. Przekładamy okruchy na blachę wyłożoną pergaminem i pieczemy przez 15 minut w 200 stopniach. Studzimy.
  5. Na patelni rozgrzewamy 2-3 łyżki masła klarowanego Wykładamy po ok. 2 łyżki ciasta na racuchy, dekorujemy z wierzchu połówkami agrestu i smażymy po 3 minuty z każdej strony.
  6. Rumiane racuchy odsączamy z tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego.
  7. Podajemy posypane kruszonką.
Tosia

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Śniadanie do łóżka #214: Jajecznica z cukinią i parmezanem


Są takie dni, gdy lubię poeksperymentować. Nawet jeśli nie mam na to zbyt wiele czasu, jak zwykle spóźniłam się z notką śniadaniową i liczę na to, że nie zauważycie, że znowu pojawia się w poniedziałek i niedzielę. Nawet lodówka żałośnie świeci pustkami. Nawet, gdy mój syn daje mi tylko chwilę spokoju, bo właśnie leci jego ulubiona piosenka. Nawet wtedy.

Wyjmuję więc płatki owsiane i mimo, że mam miskę pięknego, podświetlonego właśnie przez promienie słoneczne agrestu, z jakiegoś powodu sięgam po fasolkę szparagową i cukinię. Przecież owsianka na słono to będzie hit! No cóż. Nie był. Miękkość delikatnych, ugotowanych płatków owsianych nijak nie pasuje do sosu pomidorowego. Sprawdzone info.

Na szczęście nie zdążyłam dodać cukinii, w związku z tym wykorzystuję ją jak zwykle, robiąc pyszną jajecznicę z dodatkiem parmezanu. I wtedy uświadamiam sobie, że może tak proste, ale sprawdzone smaki też warto czasem pokazać na blogu.

p.s. Jeśli chcecie dodać tej wersji wyjątkowości, dodajcie pół łyżeczki kuminu.

Jajecznica z cukinią i parmezanem (2 porcje, lub jedna duża)

-4 jajka
- pół cukinii
- 2 szalotki lub pół białej cebuli
- sól
- pieprz
- 1 łyżka masła
- kawałek parmezanu

  1. Szalotki lub cebulę obierz ze skórki i poszatkuj. Cukinię pokrój w kostkę. 
  2. Rozgrzej masło na patelni, wrzuć szalotki i smaż aż się zeszklą. Dodaj cukinie i smaż około 5 minut. 
  3. Na patelnię wrzuć jajka, posól, popieprz i intensywnie mieszaj aż się zetną. 
  4. Wykończ świeżo startym parmezanem. 

Śliwka

niedziela, 19 czerwca 2016

Śniadanie do łóżka #213: Pieczone mini omlety z salsą truskawkową


Ostatnio zaniedbałyśmy trochę serię "Śniadanie do łóżka", ale jak sami wiecie, latem czas płynie jak rwąca rzeka.

Ten przepis przygotowałam dwa tygodnie temu, w dniu ślubu Śliwki, o którym pewnie panna młoda opowie Wam sama :) Świętowanie odbyło się w szampańskiej atmosferze, dlatego następnego dnia zabrakło mi sił na spisanie przepisu. Dzisiaj odkryłam, że w kolejce przepisów czeka na mnie nie tylko truskawkowe śniadanie, ale także Pavlova z truskawkami i czarnym bzem oraz opowieści pachnące kawą prosto z Triestu.

Nadrabiam zatem zaległości i po cichu liczę na to, że jeszcze zdążycie wypróbować w sezonie truskawkowym ten szybki przepis, a zapewniam, że warto. Zdaję sobie sprawę, że nasi czytelnicy są inteligentni, więc szepnę tylko słowo, że w wersji jagodowej czy malinowej byłoby równie smacznie, będziecie wiedzieli co z tym zrobić.

Ale wróćmy do truskawek, póki sezon trwa. Bardzo lubię patent z mini omletami, ale do tej pory robiłam je tylko na patelni. Sięgnęłam nieśmiało po trochę przeze mnie zapomnianą formę na muffiny i przełożyłam do niej masę puszystą masę na biszkoptowe omleciki. W czasie gdy się piekły, zrobiłam z truskawek szybką i orzeźwiająca salsę, a także zmiksowałam je z kefirem na koktajl. Wszystko się ze sobą ładnie skomponowało i to był genialny początek tego pięknego dnia!

 Pieczone mini omlety z salsą truskawkową/ 6 sztuk
  • 3 jajka
  • 3 łyżki błyskawicznych płatków owsianych
  • łyżeczka cukru trzcinowego
  • szczypta soli
  • Salsa:
  • 150 g truskawek
  • łyżeczka płynnego miodu
  • łyżka soku z limonki lub cytryny 
  • listki świeżej mięty
  • Dodatki: 
  • koktajl z truskawek i kefiru
  1. Białka ubijamy z solą i cukrem na sztywną pianę. Dodajemy żółtka i płatki owsiane, delikatnie mieszamy.
  2. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni.
  3. Formę na muffiny smarujemy olejem kokosowym lub masłem. Wykładamy do każdego wgłębienia po 2-3 łyżki puszystej masy, wierzch wyrównujemy.
  4. Całość pieczemy przez 12 minut w 180 stopniach.
  5. W tym czasie szykujemy salsę truskawkową, krojąc owoce w cząstki i mieszając z pozostałymi składnikami.
  6. Upieczone omleciki przekładamy na talerz, polewamy koktajlem i serwujemy z salsą truskawkową.
Tosia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...