Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W misce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W misce. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 września 2017

Krem z pieczonych bakłażanów z kurkami i chipsami z szałwii


"Dziewczyny lubią brąz, a słońce o tym wie" - jeśli Rysiu miał rację to nasze słońce jest dziś wyjątkowo złośliwe, bo zabrało nam resztkę nadziei na piękną końcówkę lata. Nie ma jednak co płakać razem z deszczem, trzeba szukać własnych sposobów na rozgrzewanie.

Ryszard śpiewał, że słońce czule pieści skórę dziewcząt, a mnie dziś połaskotał krem z pieczonych bakłażanów. Bakłażany znane są z tego, że trzeba je najpierw mocno posolić, a następnie odsączyć z soku, które puszczą. Dzięki temu nie chłoną na patelni tłuszczu jak gąbka. Jest jednak na to też inny sposób, można je po prostu upiec, wtedy zostanie w nich więcej smaku.

Kawałki upieczonych bakłażanów popluskały się w bulionie razem z masłem orzechowym i sosem sojowym. A w tym czasie zabrałam się za smażenie kurek, bo kurka jasna niestety już powoli kończy się sezon. Na drugiej patelni usmażyłam chipsy szał(wi)owe, które po kilku minutach na patelni stają się szałowo chrupiące i delikatne niczym liść laurowy.

Krem trafił do miseczek, z wierzchu szałwiowe chrupki, prażone orzeszki i złociste kurki. Lubię takie brązy, w końcu jestem dziewczyną!




Krem z pieczonych bakłażanów z kurkami i chipsami z szałwii 
  • 2 bakłażany
  • 2 czerwone cebule
  • 10 listków szałwii
  • 800 ml dowolnego bulionu
  • sok z 1/2 limonki
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 3 łyżki masła orzechowego
  • łyżka oliwy
  • sól, pieprz, suszone płatki chilli
Dodatki:
  • 100 g kurek
  • listki szałwii
  • orzeszki ziemne
  • 2 łyżki masła klarowanego
  1. Bakłażany przekrawamy na pół i nacinamy w kratkę. Kładziemy na blasze skórką do dołu, dorzucamy pokrojone w piórka cebule oraz listki szałwii. Skrapiamy oliwą, przyprawiamy solą, pieprzem, suszonymi płatkami chilli. Pieczemy 30 minut w 200 stopniach.
  2. Upieczone warzywa z ziołami wrzucamy do garnka, zalewamy bulionem, dodajemy masło orzechowe, sos sojowy, sól, pieprz. Gotujemy ok. 10 minut. Następnie dodajemy sok z limonki i miksujemy na gładki krem.
  3. Na patelni podsmażamy kurki, aż będą rumiane, przyprawiamy solą i pieprzem.
  4. Następnie na rozgrzane masło klarowane wrzucamy listki szałwii i smażymy, aż staną się chrupiące.
  5. Ciepłą zupę serwujemy z kurkami, orzeszkami i chipsami z szałwii.
Tosia

wtorek, 22 sierpnia 2017

Makaron ryżowy z pistacjowym pesto, kurkami i awokado


Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, że cofamy się do słodkich lat 90. Moja dzisiejsza sałatka bierze właśnie udział w "Randce w ciemno" i walczy o egzotyczną wycieczkę do Egiptu. Głos Edytki przedstawiłby ją tak: Kandydatka numer trzy to prawdziwa kokietka, jej delikatne ryżowe nitki otula pistacjowe pesto. Podsmażone kurki, świeżo ścięte z kolby ziarenka kukurydzy, tajska bazylia i chilli gwarantują, że ta dziewczyna nie boi się przygód. Awokado zawsze skrapia limonką, aby uniknąć mdłego smaku, a pomidory wybiera soczyste i kolorowe. Ale wybór należy do Ciebie!


Makaron ryżowy z pistacjowym pesto, kurkami i awokado
  • 100 g makaronu ryżowego 
  • 100 g kurek
  • kolba kukurydzy
  • awokado
  • pomidorki koktajlowe
  • tajska bazylia
  • łyżeczka chilli
  • łyżeczka posiekanego czosnku
  • łyżeczka masła klarowanego
  • ząbek czosnku
  • szczypta soli, suszone płatki chilli
  • limonka
Pesto:
  • 150 g pistacji
  • 3 łyżki tartego parmezanu
  • doniczka tajskiej bazyli
  • ząbek czosnku 
  • łyżka soku z limonki
  • 3-4 łyżki oleju rzepakowego
  • sól, pieprz
  1. Makaron ryżowy zalewamy wrzątkiem i zostawiamy na 5 minut. Następnie odsączamy z wody i tniemy nożyczkami.
  2. Pistacje łączymy z bazylią, olejem, posiekanym czosnkiem, parmezanem, solą i pieprzem. Miksujemy na pesto.
  3. Kukurydzę stawiamy pionowo, ścinamy ziarenka ostrym nożem. Wrzucamy na rozgrzane masło klarowane razem z kurkami. Podsmażamy 5 minut, dodajemy posiekany drobno czosnek, chilli, przyprawiamy solą. Smażymy jeszcze 3-4 minuty.
  4. Makaron łączymy z pesto. Przekładamy do miski, dodajemy przekrojone pomidorki koktajlowe, podsmażone kurki, plastry awokado, bazylię. Całość skrapiamy limonką, podajemy na zimno.
Tosia

środa, 7 czerwca 2017

Poke bowl


Wczoraj dostałam piękny kawałek tuńczyka i przed snem rozmyślałam co z niego wyczarować. Rozmarzyłam się na wspomnienie steku ze świeżo złowionego tuńczyka, który był chyba jednym z najlepszych dań zjedzonych w Indonezji. Nie chciałam teraz w domu usmażyć steka, bo łatwo go przeciągnąć, aby wyszedł jak podeszwa i na pewno nie będzie smakował jak ten z wyspy Gili.

Nie jestem zwolenniczką ślepego podążania za kulinarnymi trendami, ale niektóre wpuszczam do swojej kuchni. Podoba mi się moda na wszelkiego rodzaju kolorowe miseczki np. smoothie bowl (przepis). Cieszą oczy, zazwyczaj są zdrowe i apetycznie skomponowane. Przypomniało mi się, że czytałam gdzieś niedawno o Poke bowl, którego głównym składnikiem jest świeży tuńczyk. Bingo!



Poke bowl pochodzi z Hawajów, w wielkim skrócie to hybryda na temat kuchni hawajskiej i japońskiej. Hipsterzy i żartownisie nazywają kolorowe miseczki Pokemonami, a samo poke po hawajsku oznacza "dzielić". Podstawą dania jest ciepły ryż i marynowana ryba. Zazwyczaj jest to marynowany w sosie sojowym i oleju sezamowym tuńczyk. Widzę tutaj lekkie podobieństwo do ceviche, gdyż ryba serwowana jest na surowo, wcześniej jest jedynie krótko zamarynowana. W modnych knajpach dodatki dobiera się do woli stawiając na wszelkiego rodzaju super foods. Na Hawajach oczywiście wybierają do miseczek głównie składniki lokalne.


W moich pokemonach znalazły się podsmażone krótko szparagi (przyprawione japońskim pieprzem - dzięki Śliwka za prezent!), cukinia, marchewka, awokado, marynowany imbir, chilli, sezam i kolendra. Wszystko zobaczycie w przepisie poniżej. Koniecznie spróbujcie, bo danie jest nie tylko ponętne, ale też niesamowicie smaczne.


Tuna Poke Bowl
Ryż:
  • szklanka ryżu do sushi
  • 2 szklanki wody
  • 5 łyżek octu ryżowego
  • 1,5 łyżki cukru
  • 3/4 łyżeczki soli
Tuńczyk:
  • 350 g świeżego tuńczyka
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki sosu teriyaki
  • 2 łyżki octu ryżowego
  • łyżka syropu klonowego
  • łyżka posiekanego marynowanego imbiru
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • sezam
Dodatki:
  • szparagi 
  • cukinia
  • marchewka
  • papryka
  • awokado
  • marynowany imbir
  • kolendra
  • chilli 
  • sezam
  1. Sos sojowy łączymy z teriyaki, sosem sojowym, syropem klonowym, octem ryżowym, imbirem i chilli. Tuńczyka kroimy w kostkę i wkładamy do przygotowanej marynaty. 
  2. Mieszamy i wkładamy do lodówki na minimum minutę. Zamarynowaną rybę posypujemy sezamem.
  3.  Ryż opłukujemy na sicie, wrzucamy do rondla, zalewamy wodą i podgrzewamy. Gdy woda zacznie bulgotać zmniejszamy ogień i gotujemy pod przykryciem przez 10 minut. 
  4. Studzimy przez 15 minut, następnie dodajemy ocet ryżowy, cukier, sól, dokładnie mieszamy.
  5. Szparagi przekrawamy na pół, cukinię obieramy w wiórki (przy pomocy temperówki), warzywa podsmażamy przez kilka minut na klarowanym maśle i doprawiamy pieprzem (ja wybrałam pieprz japoński, można zastąpić cytrynowym). Marchewkę i paprykę kroimy w słupki, awokado w plastry.
  6. Jeszcze letni ryż przekładamy do miseczek, dekorujemy wcześniej przygotowanymi warzywami, zamarynowanym tuńczykiem, kolendrą, imbirem. Z wierzchu posypujemy sezamem i od razu serwujemy.
Tosia

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Zupa chrzanowa z wędzonym łososiem i jajkiem



W tym roku wszystko wywróciło mi się w kalendarzu do góry nogami, ale powoli już łapię równowagę po urlopie i oswajam się z wizją zbliżających się świąt. Muszę przyznać, że lubię wielkanocne menu i co roku oprócz stałych punktów programu testuję nowe dania.

Nie wyobrażam sobie Wielkanocy bez kwaskowatej zupy. Kiedyś nastawiałam specjalnie tydzień wcześniej zakwas na żur, obecnie przygotowuję go na bazie zakwasu chlebowego (tutaj przepis). Tak jest szybciej, a zupa nabiera ciekawego charakteru. Zdaję sobie jednak sprawę, że zakwas może niektórych odstraszać skomplikowaną naturą, wymaga od nas czasu i cierpliwości. Jeśli zatem nie macie w tym roku do tego zupełnie głowy, przychodzę z pomocą.

Proponuję ugotować szybką zupę chrzanową! Podstawą zupy może być wędzony bulion, albo klasyczny jarzynowy. Tak naprawdę to zupa ziemniaczano-jabłkowa, bowiem to najważniejsze składniki, które po zmiksowaniu tworzą kremową konsystencję. Do zupy dodałam tarty chrzan, który wcześniej lekko przymroziłam. Dzięki temu w trakcie tarcia nie łzawiły mnie oczy, polecam wypróbować ten patent. Jeśli jednak macie problem z dostaniem świeżego korzenia, istnieje możliwość dodania chrzanu ze słoiczka (przepis na domową wersję).

Aby zupa nie była zbyt ostra i nie kręciła w nosie, przełamałam ją słodyczą jabłka, miodu, śmietaną i podkręciłam sokiem z cytryny. Oczywiście nie wyobrażam sobie wielkanocnej zupy bez majeranku.

Chrzanowy krem serwowałam z wędzonym łososiem i jajkiem ugotowanym na półtwardo, ale klasyczna biała kiełbasa też tutaj się sprawdzi znakomicie.

Ps. Polecam trochę poeksperymentować z formą podania i zamiast zastawy stołowej sięgnąć po wydrążony chleb.


Zupa chrzanowa z wędzonym łososiem i jajkiem
  • 1,2 l dowolnego bulionu *
  • 800 g ziemniaków
  • 100 g świeżego lub zamrożonego chrzanu **
  • cebula
  • jabłko
  • łyżka miodu lub syropu klonowego
  • sok z 1/2 cytryny 
  • 100 g śmietany 12 %
  • łyżka masła klarowanego
  • majeranek otarty Kotanyi
  • gałązka majeranku lub tymianku
  • świeżo mielony pieprz, sól
  • Do podania:
  • Jajka ugotowane na półtwardo ***
  • Wędzony łosoś
  1.  Na maśle podsmażamy pokrojoną w kostkę cebulę. Po kilku minutach dodajemy obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki oraz jabłko. Dorzucamy tymianek, przyprawiamy solą i pieprzem. Smażymy przez 5 minut.
  2. Następnie zalewamy całość bulionem, zmniejszamy ogień o gotujemy zupę 25 minut. 
  3. Po tym czasie dodajemy świeżo starty chrzan. Do śmietany dodajemy chochlę ciepłej zupy, mieszamy i dodajemy do gotującej się zupy. Zupę gotujemy jeszcze 5 minut.
  4. Zupę miksujemy blenderem na gładki krem.
  5. Przyprawiamy do smaku sokiem z cytryny, miodem, majeranek, solą i pieprzem. Całość gotujemy jeszcze ok. 5 minut, aż zaupa się przegryzie.
  6. Krem serwujemy z jajkami ugotowanymi na półtwardo oraz wędzonym łososiem.
* Wędzony bulion (przepis), klasyczny bulion (przepis).
** Świeży chrzan można zastąpić jego wersją ze słoika. Proponuję wtedy 4-5 łyżek.
** Jajka ugotowane na półtwardo jak w tym przepisie.

Tosia

środa, 11 stycznia 2017

Zupa porowo-ziemniaczana z chipsami z jarmużu i parmezanem


Niewiele jest gorszych rzeczy od przeziębionego mężczyzny. Zatem, jeśli zdarzy się tak, że w Waszym domu jakiś koleś zawinie się w koc i będzie udawał buritto - nie dajcie się wciągnąć w tę grę. Zachowujcie się normalnie.

Oczywiście o chorego trzeba trochę zadbać, więc warto przygotować rozgrzewającą zupę. Na początek proponuję bulion (przepis w ramach Akademii burczymiwbrzuchu tutaj), serwowany z jajecznym makaronem, marchewką i natką pietruszki (lub koperkiem). Następnego dnia można z niego przygotować inną zupę i to wcale nie pomidorową, a sycący krem.

Miałam ochotę na krem z porów. Aby zupa była bardziej aksamitna, dodałam też ziemniaki i kremówkę, a dla słodyczy jabłko. Kremowe zupy same w sobie szybko się nudzą, dlatego potrzebują ciekawych dodatków, które podniosą ich walory estetyczne i sprawią, że będzie się je jadło z przyjemnością do ostatniej łyżki. Upiekłam w tym celu chipsy z jarmużu, za którymi ostatnio szaleję, podprażyłam na patelni słonecznik i starłam wiórki parmezanu. Wyszło znakomicie, chociaż można by tu śmiało dodać jeszcze chrupiącą grzankę z czosnkowym masłem :)



Zupa porowo-ziemniaczana z chipsami z jarmużu i parmezanem
  • 2 pory
  • 3 ziemniaki (ok. 600 g)
  • ząbek czosnku
  • jabłko
  • 1 l dowolnego bulionu
  • 200 g śmietanki kremówki *
  • sok z 1/2 cytryny
  • świeżo mielony różowy pieprz
  • szczypta pieprzu cayenne
  • 1/2 łyżeczki świeżo zmielonej gałki muszkatołowej
  • sól
  • 2 łyżki masła klarowanego
Chipsy:
  • 50 g umytych listków jarmużu
  • łyżka ulubionych przypraw (u mnie pieprz cayenne, sól i gałka muszkatołowa)
  • łyżka oliwy lub oleju z pestek dyni
Dodatki:
  • nasiona słonecznika
  • świeżo tarty parmezan
  1.  Rozgrzewamy masło w dużym garnku, wrzucamy obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki. Podsmażamy ok. 3 minuty.
  2. Dodajemy umyty i posiekany drobno por, oraz posiekany czosnek i pokrojone w kostkę jabłko. Przyprawiamy solą i pieprzem, podsmażamy 6 minut.
  3. Wlewamy bulion, dodajemy liść laurowy, ziele angielskie, zmniejszamy płomień i gotujemy zupę ok. 20 minut, aż ziemniaki i reszta składników odpowiednio zmiękną.
  4. Wlewamy śmietankę kremówkę, sok z cytryny, dodajemy gałkę muszkatołową, sól, pieprz. Gotujemy 2-3 minuty, wyciągamy ziele angielskie i liść laurowy, następnie miksujemy blenderem na gładki krem.
  5. Próbujemy zupę, w razie potrzeby jeszcze doprawiamy i krótko podgrzewamy.
  6. Gorący krem serwujemy z chipsami z jarmużu, prażonymi pestkami słonecznika i wiórkami parmezanu.
Dodatki:
  1. Na suchej patelni prażymy słonecznik, aż będzie rumiany.
  2. Listki jarmużu mieszamy z przyprawami, skrapiamy oliwą, przekładamy na blachę wyłożoną pergaminem. Pieczemy przez 7-10 minut w 200 stopniach, aż stanie się chrupki.
*Kremówkę można zastąpić mlekiem kokosowym.
 Tosia

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Śniadanie do łóżka #219: Jabłkowy budyń jaglany z owocami


Ah, co to był za szalony tydzień! Długi weekend spędziłam z Pawłem w Berlinie (mogliście śledzić na snapchacie i instagramie @tochabrocha), jeszcze w poniedziałek rano zjedliśmy owsiankowe śniadanie z Martą. We wtorek trudno było wrócić do rzeczywistości, a dzień zakończył się na grillowaniu z Ulą, której bloga czytam od 7, albo nawet 8 lat. Niesamowicie miłe spotkanie! W środę i czwartek wypadało w końcu wrócić do obowiązków dnia codziennego, taki plan był też na piątek, bo wiedziałam, że weekend znów będzie pełen emocji. Czekało nas wesele przyjaciółki. Jednak spontanicznie wylądowałam na śniadaniu ze Śliwką i Mintą w Sopocie. Dostałyśmy wtedy ze Śliwką cynk od przyjaciółki, że osoba, która miała piec ciasta na wesele nagle się rozchorowała.

Postanowiłyśmy wziąć sprawy w swoje ręce, chwile później wybierałyśmy już owoce na ryneczku, aby upiec 5 blach ciast. Nasze słodkie weselne menu to: cytrynowe serniki na spodzie kokosowym, brownie ze śliwkami (podobny przepis tu) i szarlotki z porzeczkami i kruszonką. Wyszły naprawdę nieźle, więc byłyśmy z naszego pogotowia cukierniczego burczymiwbrzuchu bardzo dumne.

Weekend upłynął na świętowaniu i w weselnym klimacie, było pięknie. A dziś rano znów czekało nas jeszcze jedno apetyczne spotkanie z Pauliną i Zosią. Był to zatem niezwykle udany tydzień, do tego bogaty w świetne spotkania z koleżankami blogerkami, które do tej pory znałyśmy tylko wirtualnie. Oby częściej przyjeżdżały do Trójmiasta :)

Wracam jednak do właściwego rytmu i z nowym przepisem na jabłkowy budyń jaglany. To pyszne śniadanie, które może także być waszym lunchem lub deserem. Wystarczy ugotować kaszę jaglaną w soku jabłkowym, zmiksować ją na w miarę gładki mus, ozdobić owocami i gotowe. Pyszne i zdrowe!


Jabłkowy budyń jaglany z owocami/ 2-3 porcje
  • szklanka suchej kaszy jaglanej
  • 3 szklanki soku jabłkowego
  • szczypta soli
  • figi, śliwki, jabłka, mięta, cynamon
  1. Kaszę wsypujemy do suchego garnka i krótko prażymy.
  2. Wlewamy 2 szklanki soku jabłkowego, dodajemy szczyptę soli i gotujemy na średnim ogniu, aż kasza wchłonie płyn (ok. 10-15 minut). Studzimy.
  3. Ostudzoną kaszę miksujemy z sokiem jabłkowym na nie do końca gładki mus.
  4. Budyń jaglany serwujemy z owocami, miętą i cynamonem.
 Tosia

piątek, 3 czerwca 2016

Orzeźwiająca sałatka z makaronem ryżowym i makrelą




Trójmiasto zostało opanowane! Jest to spore wydarzenie, prawie tak jakby przez kosmitów. Chociaż tak naprawdę jedynie przez długo wyczekiwaną piękną pogodę. Złego słowa na skwar nie powiem, ale gdyby tak się do czegoś przyczepić to do tematu obiadów. Gdy jest tak gorąco to trudno stać godzinami nad patelnią i smażyć kotlety. Dlatego dzisiaj zaplanowałam chłodnik z surowym kalafiorem i szparagami. Czasem jednak tak bywa, że plany się zmieniają, akcję z chłodnikiem przełożyłam ostatecznie na przyszły tydzień.

O tym, że makrela idealnie nadaje się nie tylko do pasty śniadaniowej już wiecie. Wiosną Śliwka podzieliła się na blogu przepisem na sałatkę z makaronem orkiszowym, rzodkiewką, wędzoną rybą, serkiem philadelphia i czosnkiem. Bardzo fajne połączenie, przemawia do mojego podniebienia, ale gdy za oknem upał, pragnę jeszcze czegoś lżejszego. Sięgnęłam po makaron ryżowy!

W lodówce miałam rzodkiewkę, ogórki kiszone, kalafiora, chilli i szparagi. Do wizji orzeźwiającej sałatki brakowało mi już tylko orientalnego dressingu. Zrobiłam go na bazie oleju sezamowego, miodu i soku z cytryny, dla chrupkości i aromatu wybrałam czarny sezam.

Spontanicznie przygotowana sałatka wyszła znakomicie, więc uznałam, że warto spisać proporcje. Może ktoś z Was chętnie ją zrobi, a jeśli nie, to ja sama chętnie ją kiedyś powtórzę.

Orzeźwiająca sałatka z makaronem ryżowym i makrelą / 2 porcje lub 4 małe
  • 100 g makarony ryżowego
  • 4 zielone szparagi
  • 4 rzodkiewki
  • 2 ogórki kiszone
  • 4 różyczki surowego kalafiora
  • 4 łyżki posiekanego szczypiorku
  • 2 łyżki posiekanego koperku
  • 2 łyżki czarnego sezamu
  • 1/2 wędzonej makreli
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • łyżeczka masła klarowanego
  • Dressing:
  • 1,5 łyżki miodu
  • łyżka oleju sezamowego
  • sok z 1/2 cytryny
  • łyżka sosu mirin
  • łyżeczka sosu sojowego
  • 2 łyżki oliwy 
  1. Makaron ryżowy zalewamy wrzątkiem i zgodnie z instrukcją na opakowaniu zostawiamy na kilka minut. Następnie odsączamy na sicie, przelewamy zimną wodą i tniemy nożyczkami na krótsze nitki.
  2. Składniki dressingu umieszczamy w słoiku, zakręcamy i potrząsamy, aż uzyskamy gładki sos.
  3. Szparagi tniemy obieraczką na cienkie paseczki, główki odkrawamy i przecinamy na pół. Wrzucamy na rozgrzaną patelnię z masłem klarowanym i obsmażamy przez ok. 4 minuty. Przyprawiamy szczyptą soli i pieprzem.
  4. Ogórki kiszone i rzodkiewki kroimy w cienkie plasterki. Kalafiora dzielimy na małe różyczki.
  5. Do dużej misy przekładamy makaron, dodajemy przygotowane warzywa, wrzucamy koperek, posiekane chilli i wlewamy połowę dressingu.
  6. Makrelę obieramy z ości na średniej wielkości kawałki.
  7. Sałatkę nakładamy na półmiski, dekorujemy wędzoną makrelą, posypujemy czarnym sezamem, szczypiorkiem i skrapiamy resztą dressingu.
Tosia

środa, 10 lutego 2016

Orientalna zupa ogórkowa


Chodziła za mną porządna ogórkowa, ale jednocześnie miałam wymagania, aby była lekka i odświeżająca. Przy takich kulinarnych  kryteriach do spełnienia, często sprawdza się polsko-azjatycki romans. Czyli klasyczne obiadowe danie, w nowej, podkręconej wersji. Z takich intryg zazwyczaj wychodzi coś dobrego, przynajmniej moje podniebienie tak uważa!

Mam wrażenie, że słowo "orientalny" jest już mało modne, a wręcz źle się kojarzy. Orientalny może być tani sos ze słoika, odświeżacz do powietrza, albo podejrzany masaż. Mimo tego zdecydowałam się tym przymiotnikiem określić moją ogórkową, ponieważ nie mogłam jej nazwać np. tajską, gdyż za mało ma wspólnego z tą kuchnią. A określenie kokosowa zbyt bardzo kojarzy się z deserem. Zatem orientalna!

Wracając jednak do samej zupy, tłustą śmietanę zastąpiłam mleczkiem kokosowym. Zamiast ziemniaków, do gotującej się zupy wrzuciłam makaron sojowy. Jest w niej aromatyczny imbir, czosnek, chilli, sos sojowy, miód, a także koperek. Dodałam także grzyby shittake, aby wydobyć z zupy niezapomniany smak umami.

Miłośnicy ogórkowej i orientalnych smaczków nie będą rozczarowani :)


Orientalna zupa ogórkowa
  • udko kurczaka *
  • cebula
  • 2 cm korzenia imbiru
  • 2 ząbki czosnku
  • kilka plasterków papryczki chilli
  • 2 marchewki
  • pietruszka 
  • 400 g ogórków kiszonych
  • 200 ml soku z ogórków kiszonych
  • 5 suszonych grzybów shiitake
  • 100 g makaronu sojowego
  • 150 g mleka kokosowego
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki octu ryżowego lub soku z limonki
  • łyżeczka miodu
  • posiekany koperek, bazylia
  • sól, pieprz, 2 liście laurowe, łyżeczka ziaren kolendry, łyżeczka ziela angielskiego
  • łyżka oleju roślinnego
  1. W garnku rozgrzewamy olej, wrzucamy pokrojoną w kostkę cebulę, udko kurczaka (skórą do dołu), posiekany imbir oraz czosnek.
  2. Dodajemy ziarenka pieprzu (łyżeczkę), ziela angielskiego, liście laurowe i kolendrę. Całość podsmażamy 5 minut, następnie zalewamy wodą (ok. 2,5 l). Zmniejszamy płomień i gotujemy przez ok. 30 minut.
  3. Po tym czasie zdejmujemy pojawiające się z wierzchu szumowiny i dorzucamy posiekane w słupki lub starte na tarce marchewki i pietruszkę. Gotujemy przez 20 minut, od czasu do czasu ściągamy szumowiny.
  4. Następnie dodajemy starte na tarce o grubych oczkach ogórki kiszone, wlewamy również sok z ogórków. Gotujemy przez 15 minut.
  5. W tym czasie wyjmujemy z zupy udko kurczaka, obieramy je i wrzucamy ponownie do garnka.
  6. Do zupy dodajemy plasterki chilli, przekrojone suszone grzyby shittake, sos sojowy, ocet ryżowy i mleko kokosowe.
  7. Po 5 minutach wrzucamy połamany makaron sojowy, przyprawiamy zupę do smaku solą, pieprzem, miodem i gotujemy jeszcze 5 minut.
  8. Zupę serwujemy z koperkiem i bazylią/**
* W wersji wegetariańskiej skracamy czas gotowania o 30 minut i od razu podsmażamy z cebulą marchewkę i pietruszkę.
** Mile widziane także inne zioła np. kolendra lub mięta.

Tosia

czwartek, 26 listopada 2015

Czwartkowy obiad #27: Grochówka z wędzonymi śliwkami + wątróbka z żurawiną w sosie z czerwonego wina


Postanowiłam w tym tygodniu zabrać się za dania, które są wyjątkowo niemodne! W programach telewizyjnych, w książkach kucharskich, czasopismach, na blogach, instagramach i w hipsterskich knajpach otaczają nas burgery na drewnianych deskach, puddingi chia, chipsy z jarmużu i fondanty czekoladowe. Nawet w barach mlecznych stawiają bardziej na kluseczki, schaboszczaki, pierogi i naleśniki. Już nikt nie pamięta jak fantastyczna i rozgrzewająca może być treściwa grochówka. Nie wspomnę już o niefotogenicznej i nielubianej wątróbce.

Zatem dziś przedstawiam obciachowy obiad, prawie tak jak piosenki Ich Troje i skarpety noszone do sandałów.

Na pierwsze danie musi być oczywiście zupa! Zdecydowałam, że trochę odczaruję jednak tę grochówkę i przygotuję ją w taki sposób, aby każda modna knajpa chciała ją mieć w menu. Zamiast mięsnej wersji postawiłam na wegańską (no dobra, dałam miód, a nie każdy go uznaje - można zastąpić syropem z agawy). Charakterystycznego posmaku oddaje zupie regionalna suska sechlońska, czyli wędzona śliwka. I radzi sobie w zupie znakomicie, bo jak zaserwowałam zupę Pawłowi to był pewien, że jest w niej mięso! A to nie koniec niespodzianek, bo ciekawej słodyczy nadaje zupie także jabłko, wcześniej wspomniany miód i masło orzechowe.

Na drugie danie nieszczęsna wątróbka. Kto sobie z nią nie daje rady jeszcze od czasów dzieciństwa, niech lepiej zamknie oczy. Chociaż może właśnie nie, bo przygotowana na słodko-kwaśno w żurawinowym sosie z korzenną nutą i czerwonym winem smakuje tak dobrze, że mogłaby w końcu kogoś przekonać. A podawałam ją z puree jabłkowo-ziemniaczanym.

To kto się skusi na niemodny obiad? :)


Grochówka z wędzonymi śliwkami i masłem orzechowym
  • cebula
  • marchewka
  • pietruszka
  • 1/2 korzenia selera
  • 1/2 jabłka
  • 10 wędzonych śliwek
  • 150 g grochu (połówki grochu łuskanego) *
  • liść laurowy
  • ziele angielskie
  • 2 l wody
  • łyżka sosu sojowego
  • łyżka miodu
  • 2 łyżki masła orzechowego
  • sól, pieprz
  • suszony majeranek
  • łyżka oliwy
 Wątróbka z żurawiną w sosie z czerwonego wina
  • 500 g kurzej wątróbki
  • biała część pora
  • 150 g świeżej żurawiny
  • 150 ml czerwonego półwytrawnego wina
  • 2 łyżeczki suszonego rozmarynu
  • kora cynamonowa lub 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 2 ziarenka ziela angielskiego
  • 2 goździki
  • gwiazdka anyżu
  • skórka z 1 pomarańczy
  • sok z 1 pomarańczy
  • 5 łyżek cukru trzcinowego
  • łyżka octu balsamicznego
  • mąka pszenna do obtoczenia mięsa (ok. 50 g)
  • olej roślinny do smażenia (kilka łyżek)
  • sól, pieprz **
Puree jabłkowo-ziemniaczane
  • 700 g ziemniaków
  • jabłko
  • łyżeczka suszonego rozmarynu
  • 2 łyżki masła
  • 5 łyżek mleka
  • sól, pieprz
 Grochówka:
  1. Cebulę drobno siekamy, obraną marchewkę, pietruszkę, jabłko i seler kroimy w kostkę podbnej wielkości.
  2. Na oliwie podsmażamy cebulę, dodajemy pokrojone drobno wędzone śliwki i podsmażamy 5 minut. Dodajemy warzywa oraz jabłko i smażymy przez kilka kolejnych kilka minut.
  3. Dodajemy groch, zalewamy wodą, dorzucamy liść laurowy, ziele angielskie. Gotujące się warzywa przyprawiamy pieprzem i solą. Zmniejszamy płomień i gotujemy przez 40 minut.
  4. Po tym czasie zupę doprawiamy miodem, sosem sojowym, masłem orzechowym i majerankiem, gotujemy jeszcze chwilę. Próbujemy zupę i w razie potrzeby przyprawiamy jeszcze pieprzem i solą.
Wątróbka: 
  1. Żurawinę wsypujemy do rondla, zalewamy 100 ml wina, dodajemy ocet balsamiczny, przyprawy korzenne, cukier, skórkę i świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy.
  2. Gotujemy na dużym ogniu przez 5 minut, gdy alkohol trochę odparuje, zmniejszamy ogień i dusimy całość przez ok. 15-20 minut. Od czasu do czasu mieszamy.
  3. Po tym czasie uzyskamy gęsty sos. Wyjmujemy z niego przyprawy i studzimy.
  4. Wątróbkę oczyszczamy z błonek i obtaczamy w mące.
  5. Na rozgrzanej patelni podsmażamy na łyżce oleju posiekany por. Po kilku minutach ściągamy go z patelni, dodajemy łyżkę oleju i wykładamy połowę wątróbki. Smażymy ją po ok. 2-3 minuty z jednej strony, następnie 2 minuty z drugiej. Pod koniec smażenia. doprawiamy ją solą, pieprzem i rozmarynem.**
  6. Podsmażoną wątróbkę ściągamy z patelni. Dodajemy łyżkę oleju i wykładamy pozostałą część wątróbki. Znów obsmażamy z dwóch stron i doprawiamy pod koniec. 
  7. Następnie dajemy podsmażoną wcześniej wątróbkę z porem. Dodajemy przygotowany wcześniej sos żurawinowy.
  8. Zwiększamy ogień i wlewamy pozostałe wino. Całość dusimy ok. 5 minut.
  9. Wątróbkę podajemy z puree jabłkowo-ziemniaczanym oraz smażonym jabłkiem.***
Puree jabłkowo-ziemniaczane:  
  1. Obrane ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie przed 20 minut.
  2. Następnie dodajemy obrane i pokrojone na kilka kawałków jabłko. Gotujemy jeszcze 5 minut.
  3. Ziemniaki z jabłkiem odsączamy z wody, dodajemy masło, mleko, sól, pieprz i rozmaryn.
  4. Ugniatamy tłuczkiem do ziemniaków na puszyste puree.
* Połówki łuskanego grochu nie wymagają wcześniejszego namaczania.
** Wątróbkę przyprawiamy solą pod koniec smażenia, aby nie pryskała.
*** Plaster jabłka podsmażyłam na oliwie z chilli.
Tosia

środa, 25 listopada 2015

Near & Far + Zupa z pora na mleczku kokosowym


Wszystko zaczęło się od fasoli. Pięknej, błyszczącej, uśmiechającej się do mnie prosto ze straganu. Chwyciłam ją zuchwale, zapominając na te kilka minut, że fasoli tak nie znoszę, że po prostu nie mogę jej przełknąć. Może podświadomie uznałam, że czas się z nią pogodzić. A może po prostu mam słabość do mojego ulubionego Pana z rynku, który za pomocą swojego uroku osobistego i technik manipulacyjnych potrafi sprzedać mi dosłownie wszystko. 

Latem, gdy nakładałam do siatki kilogramy ulubionych pomidorów (samoobsługa!) dorzucał za darmoszkę dwie główki czosnku i zawieszał mi na uszach czereśnie. Innym razem dostałam garść marchwi "dla dzidzi", pęczek koperku i bawole serca, na spróbowanie. I choć nadeszła zima i pomidory nie smakują już jak zawsze, ten jeden, który wcisnął mi niepostrzeżenie do wózka, gdy nakładałam marchewkę smakował jakby lepiej. Uznałam więc, że i fasolka przejdzie. 


Nie mam z nią żadnego doświadczenia, bo nie umiem gotować rzeczy, których nie lubię. Nie jestem z tych, które potrafią kulinarnie zadowolić innych omijając siebie. Taka już ze mnie gastroegoistka. Aby oswoić fasolkę sięgnęłam więc do stosunkowo nowej pozycji na mojej półce- Near & Far Heidi Swanson, którą możecie znać z bardzo lubianego przeze mnie bloga 101 cookbooks.

Miałam już jej wcześniejszą książkę "Super natural every day", lecz tamta zupełnie mnie nie zainteresowała. Miękka okładka, nieciekawe, mało apetyczne zdjęcia, kompletnie różniła się od tego, co Heidi prezentuje na swoim blogu. Choć niektórzy przekonywali, że lepiej nie oceniać jej po (miękkiej) okładce, ja jednak nic nie poradzę na to, że książki kulinarne najpierw przeglądam, a dopiero po pozytywnym zdaniu tego pierwszego egzaminu, zabieram się za zgłębianie warstwy merytorycznej.

Nie chciałam kupować Near & Far, przyznaje się bez bicia. Właśnie z powyższych powodów. Jednak, gdy usłyszałam, że jest zupełnie inna, zaryzykowałam. I dobrze, bo dziś nie wyobrażam sobie mojej półki bez tej pozycji. Pięknie wydana, od okładki zaczynając, po zapach kartek i zdjęcia w środku. Bardzo w stylu bloga Heidi. A warstwa merytoryczna? Rzadko mam tak, że z książki mam ochotę ugotować dosłownie wszystko, a tu dodatkowym atutem jest podzielenie jej na części świata- San Francisco (Near), Maroko, Japonię, Włochy, Francję i Indie (Far).  


Korzystając więc z okazji chciałabym wam tę książkę polecić z całego serca. Szczególnie teraz, gdy zbliżają się święta, a może część z was nie ma jeszcze pomysłu jak tu obdarować waszych kulinarnie ukierunkowanych znajomych. To prawdziwy must- have na półce każdego prawdziwego smakosza i osoby zakochanej w tak pięknej estetyce. A żeby trochę wam przybliżyć z czym mamy do czynienia postanowiłam właśnie z tej książki przygotować moją ucztę z fasolką.

Przepisów z nią w roli głównej było kilka, ja wybrałam zupę z pora. Choć jestem zaprzyjaźniona z mleczkiem kokosowym nie pomyślałabym chyba o połączeniu z nim pora. Całość pływa w cytrynowo-koperkowym aromacie. Prawdziwą wisienką na torcie są chrupiące, podprażone orzechy laskowe. Pyszne, rozgrzewające danie na jesień. U mnie spokojnie pełni rolę pożywnego obiadu.


Zupa z pora na mleczku kokosowym wg Heidi Swanson* (4 porcje)

- 2 pory (biała część)
- 200 g ugotowanej białej fasoli (lub tyle samo białej fasoli z puszki, po odsączeniu)
- 2 łyżki masła klarowanego
- skórka z 1 cytryny
- 1 litr wody
- 1,5 łyżeczki soli
- 150 ml mleczka kokosowego
- 210 g kalafiora (podzielonego na różyczki)
- 140 g makaronu jajecznego (gotowego lub z przepisu poniżej)
- 30 g orzechów laskowych
- mała porcja szczypiorku i koperku**

Makaron jajeczny***:
- 2 jajka
- 50 ml mleka
- 2 szczypty soli
- pieprz

Makaron jajeczny: pomieszaj trzepaczką składniki, rozgrzej olej na patelni i usmaż z dwóch stron kilka naleśników. Wystudzone i wytarte ręcznikiem papierowym z tłuszczu naleśniki ułóż jeden na drugim i pokrój w paski jak makaron. Odstaw na później do zupy.

Zupa:

  1. Najpierw przygotuj orzechy. Pokrój je na pół i podpraż na suchej patelni aż lekko zbrązowieją. Odstaw na później.
  2. Pokrój pora w piórka i usmaż przez około 7 minut na maśle klarowanym. Po upływie tego czasu zetrzyj do garnka również skórkę z cytryny (wcześniej ją wyszoruj i wyparz). Smaż jeszcze minutę. 
  3. Dodaj wodę i sól i zagotuj. Gdy zacznie się gotować, dodaj ugotowaną fasolkę, mleczko kokosowe i sok z cytryny i ponownie zagotuj. 
  4. Gdy ponownie się zagotuje dodaj kalafior i makaron jajeczny i gotuj jeszcze minutę. 
  5. Wykończ każdy talerz orzechami, odrobiną szczypiorku i koperku. 


* z moimi drobnymi zmianami
** w przepisie znajdował się jeszcze brązowy ryż, ale ja z niego zrezygnowałam, gdyż obecność fasoli i makaronu jajecznego wydawała mi się już wystarczająca
**przepis mój

Śliwka

czwartek, 19 listopada 2015

Obiad czwartkowy #26: Dyniowa kasza z imbirem


Jest pewien schemat, który powtarza się w miarę regularnie, średnio co drugi czwartek.

- Mam nadzieję, że wiesz, że dzisiaj jest czwartek, twoja kolej robienia obiadu. Jeśli oczywiście w tej chwili tworzysz coś w kuchni, to przepraszam, że w ogóle pytam, ale piszę na wszelki wypadek. 

Aaaaaaaaaaaaaaaaa! To dzisiaj czwartek?

W okresie jesienno-zimowym zapominanie o obiedzie nie tylko zdarza się zasadniczo częściej niż w okresie letnim, ale również jest nieco bardziej uciążliwe, jako że nadchodzi 15:30 i mamy po świetle do zdjęć. A ja od lat obiecuję sobie, że wreszcie zacznę być blogowym kujonem, wpisy przygotowywać na kilka dni wcześniej, a nie w ostatniej chwili. 

Dzisiaj po takiej wiadomości postanowiłam się jednak spiąć i zabrałam się za szybkie czyszczenie lodówki. Co mamy? Pół dyni, która została z wielokrotnie już przygotowywanej tej jesieni zupy- krem na mleczku kokosowym. Cebula. Pół opakowania fety i coś co w lodówce mam zawsze- suszone pomidory. Coś z tego wymyślę, bez wątpienia.

Postawiłam na kaszę, której już dawno na blogu nie było. Kiedyś prezentowana co tydzień w ramach naszego cyklu "Wtorek z kaszą" (wtedy schemat smsowy powtarzał się we wtorki), dzisiaj została nieco zapomniana. Czas przywrócić o niej pamięć!


Jesienią, jesienią, jesienią... mogłabym opowiadać o jesiennych smakach godzinami. Bo tyle jest wspaniałych rozgrzewaczy- zupy, korzenne przyprawy, pieczone warzywa. A gdy na dworze ziąb i pada, najlepiej zamknąć się kuchni i z tymi wszystkimi smakami bezczelnie eksperymentować, ogrzewając się przy okazji przy piekarniku. I nie dajcie sobie w kaszę dmuchać! Lepiej ją ugotujcie z pysznym dyniowym puree i doprawcie dużym kawałkiem imbiru.

Taki obiad idealnie sprawdzi się też w lunchboxie, zarówno na zimno jak i na ciepło.

Dyniowa kasza z imbirem (2 porcje)

- 100 g kaszy jęczmiennej mazurskiej*
- pół małej dyni hokkaido
- 3-centymetrowy kawałek świeżego imbiru
- 1 cebula
- 6 suszonych pomidorów
- 2 plastry sera feta
- 2 łyżki sosu sojowego
- 1 łyżka octu balsamicznego
- tabasco
- 2 łyżki oliwy
- 1 łyżka masła klarowanego
- sól

  1. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni. Pokrój dynię, na mniejsze kawałki (razem ze skórką), wydrąż pestki ze środka i ułóż w naczyniu żaroodpornym. Polej oliwą i wstaw do piekarnika. Piecz ok. 30 minut. 
  2. Ugotuj kaszę zgodnie z instrukcją na opakowaniu w osolonej wodzie. 
  3. Cebulę poszatkuj. Rozgrzej masło klarowane na dużej patelni i usmaż cebulę aż się zeszkli, odstaw na bok.
  4. Gdy dynia się upiecze, zmiksuj ją blenderem na gładką masę (dynię hokkaido można zmiksować razem ze skórką). 
  5. Na patelnię z cebulą dodaj kaszę i puree z dyni. Dobrze wymieszaj i dopraw sosem sojowym, octem balsamicznym i porządnym chlustem tabasco. Dosól.
  6. Poszatkuj suszone pomidory i ułóż je na wierzchu razem z pokruszoną fetą.

* możecie użyć też innej kaszy, ale raczej nie polecam w tym wypadku gryczanej, bo smak może być zbyt dominujący

środa, 18 listopada 2015

Piernik dojrzewający - etap 1


Od razu uprzedzę przestraszonych - spokojnie, nie zamierzam jeszcze spamować na blogu bożonarodzeniowymi przepisami. Uwielbiam przedświąteczny nastój i odliczanie do świąt, ale nawet ja uważam, że połowa listopada to zdecydowanie za wcześnie na karpia i makowiec.

Wszystko w naturze ma swoją porę i podobnie dzieje się w kuchni. To już ostatni moment na przygotowanie ciasta na dojrzewający piernik, a musicie mi uwierzyć na słowo, że chcecie go zrobić. Nie ma lepszej (słodkiej) rzeczy, jaka może wam się przytrafić w święta. Ten piernik jest absolutnie genialny i mogę bez wyrzutów sumienia tak pisać, bo nie tylko ja tak uważam. Klasyczny przepis na długodojrzewające ciasto przekazywane dalej jest od lat i kto upiekł raz nie będzie sobie wyobrażał innego piernika na świątecznym stole.

Ja jednak jednak jestem kotem, który zawsze chodzi swoimi szlakami, dlatego postanowiłam sobie trochę zmodyfikować przepis na piernik już dwa lata temu. Teraz wprowadziłam jeszcze kilka poprawek i jestem przekonana, że wyjdzie genialnie. Już nie mogę się go doczekać!

Szykując ciasto musicie pamiętać o kilku sprawach. Warto zainwestować w dobry miód, ale na tańszym też się uda. Zwróciłabym uwagę na przyprawę do piernika, często te sklepowe mają w sobie mąkę, cukier lub jeszcze gorsze świństwa. Oczywiście najlepiej zrobić ją samemu, ale z braku czasu można kupić, tylko warto zerknąć na opakowanie.

Piernik ucieram w glinianej makutrze i w niej też przechowuję ciasto przez kilka tygodni. Ciasto musi być przykryte i przechowywanie w chłodnym miejscu (parapet okna wystarczy), może to być ewentualnie w lodówce. Ucieranie można też zlecić mikserowi, a zamiast makutry można wybrać ceramiczną/szklaną misę.

Kilka dni przed świętami przyjdzie czas na kolejny etap pracy nad piernikiem. W odpowiednim czasie na pewno wam o tym przypomnę, ale w razie czego możecie o tym poczytać już teraz, ponieważ dwa lata temu wszystko dokładnie opisałam tutaj :)


Piernik dojrzewający - etap I

  • 500 g naturalnego miodu
  • 300 g cukru trzcinowego
  • 250 g masła
  • 850 g mąki pszennej
  • 150 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 3 jajka
  • 100 ml mleka
  • 50 ml soku z pomarańczy
  • 3 łyżki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 50 g przyprawy korzennej (bez dodatku mąki/kakao/cukru, mieszanka: cynamonu, suszonego imbiru, anyżu, kardamonu, goździków, gałki muszkatołowej, ziela angielskiego)
  • 3 cm korzenia świeżego imbiru
  • skórka starta z 1 pomarańczy
  • laska wanilii
  1. W garnku topimy masło z cukrem i miodem. Dodajemy ziarenka z przeciętej laski wanilii, świeżo tarty imbir oraz skórkę z pomarańczy. Roztopioną masę krótko studzimy
  2. W tym czasie do zimnego mleka dodajemy sok wyciśnięty z pomarańczy oraz sodę oczyszczoną, wbijamy jajka i energicznie mieszamy.
  3. Do misy wsypujemy mąki, dodajemy przyprawy korzenne i szczyptę soli.
  4. Ostudzoną masę miodowo-maślaną przelewamy do dużej miski. Masa powinna być letnia, lecz nie za zimna. Stopniowo dodajemy do niej mąkę, na przemian z mlekiem z sodą oraz jajkami. Cały czas ucieramy ciasto drewnianą łyżką lub mikserem.
  5. Dobrze wyrobione ciasto będzie odrobinę klejące, ale przy tym plastyczne. Przekładamy je do glinianego/kamionkowego/szklanego naczynia), przykrywamy ściereczką i stawiamy w chłodnym miejscu (może być w lodówce) na 4-6 tygodni. W tym czasie ciasto będzie dojrzewało.
Tosia

wtorek, 17 listopada 2015

Krem z pieczonego czosnku z jabłkowymi grzankami i oliwą kolendrową



Pomijając różnego rodzaju losowe zdarzenia, zdecydowanie najtrudniejszym miesiącem w roku jest dla większości listopad. Planowałam, że w tym roku będzie inaczej, ale niestety się nie udało. Poprzedni tydzień był dla mnie wyjątkowo pechowy, na szczęście w tym jest już znacznie lepiej i wróciło pozytywne nastawienie. 

To nie zmienia jednak faktu, że warto sobie poprawiać humor na każdym kroku i sprawiać by ten listopad był sympatyczniejszy. A nic tak nie rozczula jesienią jak miska rozgrzewającej i pysznej zupy! 

Jeszcze chwilę ponarzekam. Niestety listopadowe odwiedziny w warzywniaku nie są tak ekscytujące jak w sezonie maj-październik. Trzeba sobie jednak radzić z tym co jest, a przecież z całorocznych warzyw i owoców też można zrobić fantastyczne danie. Wystarczy mieć czosnek, jabłko, zioła i ziemniaki!

Dzisiaj na obiad zaserwowałam zupę z pieczonego czosnku
. Jeśli do tej pory nie mieliście z nim do czynienia to zmieni on wasze nastawienie do tego warzywa. Upieczony jest tak delikatny, że wystarczy złapać za łupinę ząbka, aby wyskoczył z niego miękki czosnek. W smaku jest lekko słodkawy, a przy tym wciąż charakterny. 

Ugotowany i zmiksowany z ziemniakami stworzył krem o niepowtarzalnym smaku, który już wiele do szczęścia nie potrzebuje. Wzbogaciłam go jednak o jabłkowe "grzanki"podkreślające jego słodycz oraz kolendrową oliwę, która dodaje zupie wiosennej lekkości, za którą tak tęsknimy :)




Krem z pieczonego czosnku
  • główka czosnku
  • 400 g ziemniaków
  • biała część pora
  • litr dowolnego bulionu
  • 2 liście laurowe
  • gałązka rozmarynu
  • łyżeczka miodu
  • łyżka soku z cytryny
  • 2 łyżki oliwy
  • sól, pieprz
Oliwa kolendrowa:
  • pęczek świeżej kolendry
  • kilka łyżek oliwy
 Grzanki z jabłka:
  • jabłko
  • 2 łyżki oliwy
  • łyżka cukru trzcinowego
  • szczypta soli
Zupa:
  1. Czosnek przecinamy wzdłuż na pół, obie części umieszczamy na folii aluminiowej. Skrapiamy je oliwą, posypujemy listkami rozmarynu i zawijamy. Wkładamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy przez 45 minut w 200 stopniach. Studzimy.
  2. Na oliwie podsmażamy pokrojono drobno białą część pora. Po kilku minutach wrzucamy kawałki obranych ziemniaków oraz liście laurowe i smażymy przez 5 minut.
  3. W tym czasie obieramy upieczony czosnek z łupinek i drobno go siekamy. Wrzucamy go do podsmażonych warzyw i smażymy jeszcze 3 minuty.
  4. Całość zalewamy bulionem, zmniejszamy płomień i gotujemy przez ok. 15-20 minut, aż ziemniaki zmiękną. 
  5. Wyjmujemy liście laurowe, a zupę przelewamy do wysokiego naczynia i miksujemy blenderem na gładki krem. Przelewamy go ponownie do garnka, przyprawiamy solą, pieprzem, miodem i sokiem z cytryny. Podgrzewamy jeszcze minutę.
  6. Kremową zupę podajemy z jabłkowymi grzankami i oliwą kolendrową.
Oliwa:
  1.  Pęczek świeżej kolendry przekładamy do wysokiego naczynia, zalewamy oliwą i miksujemy blenderem na gładki olej.
Jabłko:
  1. Jabłko obieramy ze skórki i kroimy w kostkę. Wrzucamy na rozgrzaną oliwę i podsmażamy ok. 5 minut na chrupko. Dodajemy cukier oraz sól i jeszcze chwilę karmelizujemy. 
Tosia

niedziela, 8 listopada 2015

Śniadanie do łóżka #204: Korzenna granola z czekoladą



 
Od nocy w Trójmieście wieje jak w kieleckim! Na szczęście pogoda nam nie straszna, mamy w domu zapas świeżo upieczonej granoli, więc nie musimy nigdzie wychodzić :)

Uważni obserwatorzy mojego Snapchata (@tochabrocha) pewnie zauważyli, że dosyć często piekę granolę. Wszystko dlatego, że każda sprytna kobieta wie, że czasem warto rozpieszczać swojego ukochanego. Paweł ma rytuał, że codziennie rano zjada granolę z jogurtem i owocami, idzie na trening, a dopiero to co przygotujemy później (zazwyczaj jajka) jest już dla niego drugim śniadaniem. Tym sposobem słój pełen granoli to moja karta przetargowa w wielu sprawach, a dla niego produkt na miarę złota.

Zazwyczaj piekę granolę na oko, z tego co znajdę pod ręką. Zawsze są to jakieś płatki np. owsiane wymieszane z jaglanymi. Do tego jakieś ziarna np. nasiona chia i słonecznik oraz bakalie. Wczoraj wybrałam akurat daktyle, migdały i suszoną żurawinę.

Dalej sprawa jest niezwykle prosta, potrzebna jest jakaś mokra masa oraz odrobina tłuszczu. To może być olej rzepakowy, topione masło, albo zdrowiej - olej kokosowy. Zazwyczaj wybieram dla słodyczy miód, syrop z agawy, albo jakąś konfiturę/powidła.

Tym razem do mokrej masy wybrałam olej kokosowy i miód. Wzbogaciłam je o przyprawę korzenną, kawę i kakao. Do upieczonej granoli dodałam jeszcze kawałki gorzkiej czekolady (90%) oraz łaciatej z Milki, którą dostaliśmy wczoraj w prezencie za pomoc przy przeprowadzce przyjaciół. Czekolada lekko się rozpuściła w jeszcze ciepłej granoli. Wyszła znakomicie :)


Korzenna granola z czekoladą/ słoik 2l
  • 250 g płatków owsianych błyskawicznych
  • 200 g płatków jaglanych
  • 50 g nasion chia
  • 50 g ziaren słonecznika
  • 100 g suszonej żurawiny
  • 100 g suszonych daktyli
  • 50 g migdałów
  • 100 g oleju kokosowego
  • 100 g miodu
  • 2-3 łyżki kakao
  • łyżka kawy mielonej
  • łyżka przyprawy korzennej
  • szczypta soli
  • 150 g mlecznej lub gorzkiej czekolady
  1. W rondlu podgrzewamy do rozpuszczenia olej kokosowy, z miodem, dodatkiem kakao, kawą, przyprawą korzenną i solą. 
  2. W dużej misie mieszamy płatki jaglane, płatki owsiane, nasiona chia, ziarna słonecznika, żurawinę, pokrojone daktyle i posiekane migdały.
  3. Wlewamy płynną masę i mieszamy całość do dokładnego połączenia składników.
  4. Wykładamy na blachę wyłożoną pergaminem i wstawiamy do rozgrzanego pieca.
  5. Granolę pieczemy w 160 stopniach, po 15 minutach otwieramy piekarnik i mieszamy. Następnie pieczemy przez kolejnych 15 minut, po czym mieszamy i dopiekamy przez ostatnie 15 minut. W sumie granolę pieczemy przez 45 minut, w dwoma przerwami na mieszanie.
  6. Do upieczonej i jeszcze ciepłej granoli dodajemy posiekaną drobno czekoladę. Mieszamy i studzimy.
  7. Granolę przechowujemy w słoiku.
Tosia

wtorek, 13 października 2015

Krem pieczarkowy z kozim serem



Kulinarne snoby wyśmiewają pieczarki twierdząc, że to nie grzyby. Nic mnie to nie obchodzi, ja uwielbiam pieczary i się tego nie wstydzę. Szczególnie szaleję za smażonymi plasterkami, które zdobią coś chrupiącego np. grzankę, albo wręcz przeciwnie, otulają delikatne i rozpływające się w ustach maślane puree z ziemniaków.

Jesień (a może to już zima?) zaskakuje ostatnio swoim brakiem życzliwości. Nagle zrobiło się szaro i zimno, dlatego warto się rozgrzewać na każdym kroku. Najlepiej sprawdza się w tym temacie oczywiście zupa!

Zainspirowana barwami za oknem oraz kolorem swoich paznokci ugotowałam szarą zupę. Nie jest to typowo apetyczny kolor, bo jeśli miałabym wskazać jakiś, który sprawia, że burczy w brzuchu to byłby to żółty (jak ser, ananas, banan, ziemniaki), brązowy (czekolada, kawa, wołowina) lub czerwony (truskawki, pomidory, papryka). Szary uważany jest za smutny i zupełnie niejadalny. A jednak można zrobić szarą i pyszną zupę pieczarkową!

Zupę zagęściłam ziemniakami, dodałam gałązki rozmarynu i kozi ser. Podawałam z chrupiącymi grzaneczkami. Chociaż równie dobrze sprawdziłoby się tutaj jajko w koszulce w rozpływającym się żółtkiem. Prosto, szybko i pysznie, czasem to wystarczy :)

Krem pieczarkowy z kozim serem/ (4-6 porcji)
  • 500 g pieczarek
  • 400 g ziemniaków
  • cebula
  • ząbek czosnku
  • gałązka rozmarynu
  • liść laurowy
  • 1200 ml bulionu
  • 100 ml śmietanki kremówki
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryki
  • 1/2 łyżeczki suszonego oregano
  • 100 g koziego sera
  • łyżka octu balsamicznego 
  • łyżeczka oliwy
  • łyżeczka masła
  • sól, pieprz

  1. Na maśle i oliwie podsmażamy posiekaną cebulę z czosnkiem i rozmarynem. Po chwili dorzucamy obrane i pokrojone pieczarki. Przyprawiamy pieprzem i smażymy 5 minut.
  2. Następnie dodajemy obrane i pokrojone drobno ziemniaki. Przyprawiamy solą, podsmażamy minutę i zalewamy bulionem.
  3. Dodajemy liść laurowy i gotujemy na średnim ogniu przez ok. 20 minut, aż ziemniaki zmiękną.
  4. Dodajemy kremówkę i całość miksujemy blenderem na gładki krem.
  5. Kremową zupę przyprawiamy solą, pieprze, gałką muszkatołową, oregano, papryką, octem balsamicznym. Dodajemy tarty kozi ser i podgrzewamy na średnim ogniu jeszcze ok. 5 minut.
  6. Zupę serwujemy z grzankami, kozim serem i rozmarynem.
Tosia

poniedziałek, 12 października 2015

Mule w mleku kokosowym



Ahoj marynarze! Do mojej mesy (jadalni na statku) zawitało kilka głodnych wilków morskich, dlatego musiałam ich porządnie nakarmić. No dobra, tak naprawdę to szykowałam wczoraj obiad dla mnie i dla Pawła. Dopiero w trakcie gotowania stwierdziłam, że będzie to dobry materiał na notkę. 
Wiem, że poprzednie przepisy na mule przydały się kilku osobom, więc na pewno nie pogardzicie też kolejną recepturą :) 

Tym bardziej, że od jakiegoś czasu w znanych sieciówkach (szczególnie na L) można kupić niezłej jakości małże, do tego w dobrej cenie. Zauważyłam, że w związku z tym coraz więcej osób decyduje się na ich przyrządzanie w domu. I super, bo można z nich zrobić lekkie i szybkie danie!

Były już klasyczne mule po marynarsku (w pomidorach i winie), były także w cydrze z karmelizowanym jabłkiem, więc najwyższy czas na orientalne smaczki. Mogłabym kombinować łącząc ze sobą szalone składniki, ale tak jak na co dzień lubię eksperymentować i łączyć nie zawsze oczywiste produkty, tak w przypadku owoców morza czuję, że to trochę profanacja. Mule jednak smakują najlepiej, gdy mają mocny i wyrazisty sos, w którym na koniec można maczać bagietkę, ale poza tym nie potrzebują już do szczęścia wielu składników.

W garnku pojawiły się szalotki (spokojnie, można zastąpić cebulą), imbir, chilli, czosnek, do tego mleko kokosowe, sok z limonki i odrobina miodu, aby zbilansować smaki. Niby nic wyszukanego, a jednak wyszło bosko :)

Zazwyczaj po gotowaniu małży zostaje na dnie trochę sosu. Wczoraj na Snpachacie w poradniku "Pani domu" pokazałam Wam jak można gospodarnie taki sos wykorzystać. Wlałam do niego bulion, dodałam brokułowe różyczki, a pod koniec gotowania jeszcze makaron. Wyszła z tego całkiem niezła zupa!




Mule w mleku kokosowym (2 porcje)
  • kg muli
  • 5 szalotek lub 1 cebula
  • łyżka posiekanej papryczki chilli
  • 3 cm korzenia imbiru
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżeczka przyprawy curry
  • łyżeczka słodkiej papryki
  • puszka mleka kokosowego
  • łyżeczka miodu
  • sok z limonki
  • natka pietruszki lub kolendra
  • sól
  1. Mule sprawdzamy, pęknięte i uchylone wyrzucamy. Otwartymi małżami pukamy o blat, te, które się nie zamkną trzeba wyrzucić. Pozostałe mule szorujemy, odrywamy niteczki (bisiory) i przepłukujemy na sicie.
  2. W dużym garnku podsmażamy posiekane drobno szalotki z poszatkowanym czosnkiem, imbirem i chilli. Dodajemy przypraw i podsmażamy, aż się zarumienią.
  3. Następnie wlewamy mleko kokosowe ze świeżo wyciśniętym sokiem z limonki, dodajemy również miód i chwilę podgrzewamy, aby sos przeszedł smakiem pozostałych składników.
  4. Wrzucamy mule i gotujemy pod przykryciem na średnim ogniu przez ok. 4-5 minut. Od czasu do czasu potrząsamy garnkiem.
  5. Wyrzucamy mule, które się nie otworzyły. Resztę posypujemy kolendrą lub natką pietruszki i serwujemy z bagietką.
Tosia

niedziela, 11 października 2015

Śniadanie do łóżka #201: Amarantusanka jesienna z cynamonowym karmelem


Choć to już 201 tydzień prowadzenia u nas na blogu cyklu "śniadanie do łóżka" muszę wam się do czegoś przyznać. Moje śniadanie jest zwykle monotonne i niezmienne, zawsze rano pochłaniam kanapki. Wielokrotnie eksperymentowałam z innymi daniami, ale jestem wielką fanką glutenu i bez względu na okoliczności moje śniadanie zawsze skończy się jedną kromką na słono, jedną kromką na słodko.

Fakt, dodatki zmieniają się z dnia na dzień. Czasem na słono postawię na wędlinę, ostry chutney i pomidory, czasem na kozi ser i paprykę. Druga kromka to zwykle masło i z domowej hodowli spadziowy miód, albo twarożek z tymże miodem. Wyjątki dopuszczam tylko jesienią i zimą- owsiankę.

Gdy z niecierpliwością czekamy aż w naszym budynku zaczną wreszcie grzać, owsianka to prawdziwy must-have. Rozgrzewa od środka i trzyma. Kuuurdeee trzyma:) I zwykle stawiam na nudne połączenia, jabłko-cynamon, banan- żurawina, ot takie klasyki. Ale dzisiaj było inaczej.

Jesień kojarzy mi się z gruszkami, jabłkami, śliwkami i orzechami. Jesień pachnie korzennymi przyprawami, cynamonem, kardamonem i świeżo startym imbirem. Część z tych smaków wykorzystałam dzisiaj w mojej amarantusance, czyli czymś, co jest szybką "owsianką" z amarantusa. Sama w sobie wyszła kwaskowata, dzięki jeszcze nie tak słodkim śliwkom, ale całość zalałam małym grzeszkiem, cynamonowym karmelem. I świat stał się piękny.

Amarantusanka jesienna z cynamonowym karmelem ( 2 porcje)

- 40 g ekspandowanego amarantusa
- 250 ml mleka
- 2 duże szczypty soli

- 250 g gruszek
- 250 g śliwek
- 1 łyżka masła
- 50 g migdałów

- 65 g brązowego cukru
- 80 ml wody
- pół łyżeczki cynamonu
- 25 ml śmietanki kremówki

  1. Pokrój w kostkę gruszki (bez gniazd nasiennych) i śliwki (bez pestek).
  2. Rozpuść w rondelku masło i dodaj pokrojone śliwki i gruszki. 
  3. Smaż ok. 10 minut na średnim ogniu, aż zmiękną. Odstaw na później. 
  4. W innym rondelku rozgrzej mleko. Gdy się zagotuje dodaj amarantus i sól. Mieszaj przez pół minuty i odstaw na bok. Amarantus powinien pochłonąć mleko, a z całości powinna zrobić się papka. 
  5. Na suchej patelni podpraż przez kilka minut migdały aż się zrumienią (powinno to potrwać ok. 5 minut). Odstaw na bok. 
  6. Na patelni rozgrzej na dużym ogniu cukier i wodę. Gotuj ok. 1,5 minuty (nie mieszając), wsadź łyżeczkę i sprawdź czy karmel jest gęsty. Jeśli jest, dodaj śmietankę i wymieszaj. 
  7. Pomieszaj amarantus z owocami. Posyp migdałami i polej karmelem. 
Śliwka

czwartek, 24 września 2015

Obiady czwartkowe #18: Kurczak w sosie słodko-kwaśnym z ananasem i cynamonem


 To nie tak miało być! Dzisiaj na "burczy" miały debiutować pierogi z kaszanką, masłem jabłkowym i sałatką miętową, niestety zabrakło mi czasu. Danie na pewno jeszcze przygotuję, może za 2 tygodnie, bo za tydzień czwartkowy dyżur Śliwki :)

Nic jednak straconego, na blogu nie będzie pustki, ponieważ dwa dni temu sfotografowałam w razie czego swój szybki obiad. Chętnie podzielę się przepisem, ponieważ jest niczego sobie!

Wstyd się przyznać, ale kurczak w sosie słodko-kwaśnym to jedno z moich ulubionych dań, mniej więcej sprzed 10-15 lat. Właściwie to nic wstydliwego, to niezwykle smaczne danie, ale w tamtych czasach przygotowywałam je zazwyczaj ze słoika, czyli korzystałam z gotowego sosu. Korzystanie z tego typu gotowców to zdecydowanie siara, bo o wiele smaczniej i zdrowiej można je przygotować samodzielnie. Na szczęście z czasem gdy pięłam się w nabywaniu nowych umiejętności kulinarnych, zaczęłam go robić sama i to szybko zrozumiałam :)

Do dania podchodzę z lekkim sentymentem i od czasu do czasu nabieram ochoty na słodko-kwaśne smaczki. Kiedyś wykorzystywałam do tego ananasa z puszki, a cały sos zagęszczałam zupełnie niepotrzebnie mąką ziemniaczaną (przepis z 2011 roku). Teraz już nie robię takich rzeczy, sięgam po świeży owoc i eksperymentuję ze smakiem np. dodając do dania jeszcze szczyptę cynamonu. Wyszło super! Kurczaka serwowałam z podpłomykami na zakwasie, ale śmiało można do tego wykorzystać ryż/makaron ryżowy lub tortille.

Ps. Tak, będę monotematyczna i ostatni raz przypomnę o głosowaniu, które trwa do północy. Będę wdzięczna jeśli ten ostatni raz kliknięcie tutaj i na mnie zagłosujecie. Z góry dziękuję :)

Kurczak w sosie słodko-kwaśnym z ananasem i cynamonem/  (3-4 porcje)
  • 3 pojedyncze piersi kurczaka
  • cebula
  • ząbek czosnku
  • 2 cm korzenia imbiru
  • 1/2 papryczki chilli
  • papryka
  • marchewka
  • 1/3 świeżego ananasa
  • puszka pomidorów
  • 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • pomidor (opcjonalnie)
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • łyżeczka sosu ostrygowego
  • łyżeczka sosu rybnego
  • 2 łyżki octu ryżowego lub sok z limonki lub sok z 1/2 cytryny
  • 2 łyżki miodu
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • łyżeczka ostrej papryki
  • łyżeczka słodkiej papryki
  • sól, pieprz
  • mięta, kolendra
  • podpłomyki/ryż/makaron ryżowy
  • 2-3 łyżki oleju roślinnego
  1.  W woku rozgrzewamy łyżkę oleju. Wrzucamy posiekaną w piórka cebulę, przeciśnięty przez praskę czosnek, posiekany imbir i chilli. Chwilę smażymy.
  2. Dodajemy posiekaną w kostkę paprykę oraz pokrojoną w pół-plastry marchewkę. Smażymy kolejne 3 minuty, po czym wrzucamy pokrojonego w kostkę ananasa oraz pomidora (opcjonalnie).
  3. W tym czasie mięso myjemy, osuszamy, oczyszczamy z błonek i kroimy w kostkę.
  4. Po ok. 2 minutach odgarniamy na bok warzywa i owoce, dodajemy dodatkową łyżkę oleju i wrzucamy mięso. Przyprawiamy solą, pieprzem, ostrą i słodką papryką, cynamonem. Podsmażamy chwilę.
  5. Następnie dodajemy sos sojowy, sos ostrygowy, sos rybny, ocet ryżowy i miód. Krótko karmelizujemy.
  6. Dodajemy puszkę pomidorów z koncentratem pomidorowym, zmniejszamy ogień i całość dusimy jeszcze ok. 7 minut.
  7. Na koniec próbujemy dania i w razie potrzeby przyprawiamy solą, ostrą papryką, octem ryżowym lub miodem. Podajemy z podpłomykami/ryżem/makaronem ryżowym.
Tosia

środa, 23 września 2015

Sałatka z grillowanym oscypkiem, figami i śliwkami w miodzie


Nie lubię pożegnań, dlatego koniec wakacji wciąż mnie jeszcze trochę smuci, ale trzeba szukać pozytywnych stron w każdej sytuacji. Wrzesień to wspaniały okres dla kulinarnych smakoszy, więc odwiedziny na straganach wciąż cieszą jak latem, a można z nich przynieść prawdziwe skarby.

Po przygodach w sadzie (przepis na pełnoziarniste brownie ze śliwkami) w końcu znalazłam chwilę na kolejny śliwkowy przepis - jesienną sałatkę.

Śliwki co prawda nie są tym razem w roli głównej, za to we wspaniałym towarzystwie świeżych fig, na które niedawno rozpoczął się sezon. Owoce skarmelizowałam krótko w miodzie pitnym z dodatkiem cynamonu. W tym czasie utworzył się apetyczny i słodko-kwaśny sos, który stał się przy okazji dressingiem sałatki.

Jednak rolę pierwszoplanową wcale nie grały fioletowe owoce, a grillowany oscypek. Jego chrupiąca skórka i rozpływający się środek sprawił, że przy każdym kęsie ma się ochotę powiedzieć "wow". Sałatka jest niezwykle prosta i kryje w sobie dosłownie kilka składników, a jednak dawno nie jadłam tak dobrej, dlatego z czystym sumieniem polecam przepis.

Ps. Dziękuję raz jeszcze wszystkim za wsparcie w głosowaniu konkursowym. Przypominam też, że jeszcze jutro możecie na mnie oddać głos tutaj. Będę wdzięczna, a jak się uda to będę mogła reprezentować Polskę na Expo w Mediolanie :)


Sałatka z grillowanym oscypkiem, figami i śliwkami w miodzie/ (2 porcje)
  • dowolna sałata (u mnie karbowana)
  • 2-3 figi
  • 6 śliwek
  • 2 grube plastry oscypka
  • 2 łyżki ziaren słonecznika
  • łyżeczka miodu
  • łyżka miodu
  • łyżka ostu balsamicznego
  • 4 łyżki miodu pitnego (u mnie dwójniak)
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • świeżo mielony pieprz
  • 2 łyżki oliwy z chilli
  • listki mięty
  1.  Do dwóch miseczek rwiemy umyte liście sałaty.
  2. Figi kroimy w ćwiartki, śliwki na pół. Owoce wrzucamy z łyżeczką masła na patelnię. Podsmażamy ok. 3 minuty.
  3. Dodajemy cynamon, pieprz, miód, ziarna słonecznika i smażymy kolejną minutę. Następnie wlewamy miód pitny, ocet balsamiczny, zwiększamy ogień i karmelizujemy owoce jeszcze 2-3 minuty.
  4. Patelnię do grillowania skrapiamy kilkoma kroplami oliwy. Kładziemy plastry oscypka na rozgrzany ruszt, grillujemy po ok. 2-3 minuty z każdej strony.
  5. Figi, śliwki i oscypki wykładamy na sałatę. Polewamy sosem utworzonym w trakcie karmelizowania owoców. Na koniec sałatkę skrapiamy dodatkowo oliwą z chilli.
Tosia

czwartek, 10 września 2015

Obiady czwartkowe #16: Risotto z boczkiem, pieczoną dynią i oscypkiem + karmelizowane kurki + smażona szałwia


Gdzieś w tle powinna już lecieć piosenka puszczana jako ostatnia na kolonijnych dyskotekach "To już jest koniec, nie ma już nic".

Poranki i wieczory nie są  tak ciepłe jak dwa tygodnie temu, turyści pożegnali w tym sezonie trójmiejskie plaże i gofry z dżemorem, młodzież spakowała tornistry do szkoły. Mamy schyłek lata, ale czeka nas znacznie więcej niż w piosence - polska złota jesień!

W powietrzu czuć już zbliżającą się nową porę roku, a ja mam coraz większą ochotę na rozgrzewające, typowo jesienne dania.

Na straganach powoli królują dynie, mój ulubiony gatunek to zdecydowanie hokkaido, którą można piec ze skórką. I to właśnie pieczone, pomarańczowe kosteczki ozdobiły moje jesienne risotto.

W misce pełnej smaków znajdziecie też podsmażony boczek, karmelizowane kurki z suszonymi pomidorami, chrupiące listki smażonej szałwii i świeżo tarty oscypek. Wszystkie smaki doskonale się przenikają, tworząc kompletne danie, które niczego do szczęścia już nie potrzebuje. Chyba, że jeszcze jajka w koszulce z rozlewającym się na kremowy ryż żółtkiem :)

Risotto z boczkiem, pieczoną dynią i oscypkiem, z karmelizowanymi kurkami i smażoną szałwią/ (4 porcje)

Ryż:
  • 400 g ryżu arborio
  • 1 l bulionu (u mnie z kurczaka)
  • 150 ml miodu pitnego lub białego wina
  • cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • listki świeżej szałwii
  • 50 g wędzonego boczku
  • 30 g masła + 50 g
  • 100 g oscypka/wędzonego sera
  • szczypta świeżo mielonej gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz
Pieczona dynia:
  • 1/2 dyni hokkaido
  • łyżka oliwy
  • sól, pieprz
Karmelizowane kurki z suszonymi pomidorami:
  • 100 g kurek
  • 4 suszone pomidory
  • łyżka miodu
  • łyżka octu balsamicznego
  • łyżeczka oliwy
  • sól, pieprz
Smażona szałwia:
  • 3 łyżki oleju roślinnego
  • listki świeżej szałwii
Risotto:
  1.  Cebulę kroimy w kostkę, czosnek przeciskamy przez praskę, boczek siekamy w drobną kosteczkę. W garnku podgrzewamy bulion i pilnujemy, aby cały czas był letni.
  2. Do garnka z grubym dniem wrzucamy boczek i wytapiamy z niego przez kilka minut tłuszcz, dodajemy masło. Wrzucamy cebulę z czosnkiem i porwanymi listkami szałwii, smażymy przez ok. 5 minut.
  3. Kiedy cebula będzie szklista, wsypujemy ryż, zwiększamy ogień. Ryż przez cały czas mieszamy i podsmażamy kilka minut.
  4. Wlewamy alkohol i dalej mieszamy czekając, aż odparuje.
  5. Zmniejszamy ogień, aby ryż bulgotał i dodajemy pierwszą chochlę letniego bulionu, od tego momentu odliczamy ok. 15-17 minut (tyle będzie trwał dalszy proces).
  6. Dodajemy kolejną chochlę i mieszamy, czynność powtarzamy regularnie, aż skończy się bulion, ryż będzie wtedy odpowiednio miękki.
  7. Zestawiamy garnek, dodajemy dodatkową porcję masła i świeżo tarty oscypek. Przyprawiamy solą, pieprzem i świeżo tartą gałką muszkatołową. Garnek przykrywamy na 3 minuty, następnie jeszcze raz mieszamy i wykładamy na talerze.
  8. Każda porcję risotto dekorujemy karmelizowanymi kurkami, kostkami pieczonej dyni, świeżo tartym oscypkiem i listkami smażonej szałwii.
Pieczona dynia:
  1. Dynię (najlepiej hokkaido - można jeść skórkę) kroimy w kostkę, kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem. 
  2. Przyprawiamy i skrapiamy oliwą. Wkładamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy 30 minut w 200 stopniach.
 Karmelizowane kurki:
  1. Oczyszczone i osuszone kurki drobno siekamy (mniejsze zostawiamy w całości) i wrzucamy na rozgrzaną oliwę.
  2. Dodajemy kawałki suszonych pomidorów i smażymy na dużym ogniu przez ok. 8 minut.
  3. Następnie dodajemy ocet i miód, przyprawiamy solą i pieprzem, krótko karmelizujemy.
Smażona szałwia:
  1. Na patelni rozgrzewamy tłuszcz.
  2. Wrzucamy listki szałwii i krótko smażmy (ok. 2 minut), aż staną się chrupiące.
Tosia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...