Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Letnie orzeźwienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Letnie orzeźwienie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 lipca 2017

Burczydomówka #5: Randka



I znów piąteczek, rozpoczynamy burczydomówkę! W tym tygodniu ekipa zawęziła się do pary, czyli zapraszam na randkę. Czasem gdy dwoje ludzi się spotyka i patrzy sobie w oczy tworzy się taka magia, że czas staje w miejscu. Nie można jednak patrzeć się na siebie w nieskończoność. A nie od dziś wiadomo, że sprawdzonym pomysłem na randkę jest kolacja.




Niezależnie od tego kto gotuje, jest kilka klasycznych dań, które zawsze przejdą test i zasmakują każdemu. Pizza, makaron, sałatka? Raczej każdy będzie zadowolony. Jeśli jednak chcemy kogoś naprawdę oczarować, warto wykazać się kreatywnością i przygotować coś niebanalnego. Przy odpowiednim planie wszystko powinno się udać.

A co jeśli randkowicze dopiero się poznali i są trochę spięci? Dla odwagi najlepiej byłoby polać coś mocniejszego, ale głupio na dzień dobry proponować shota. Znalazłam na to rozwiązanie w postaci sorbetu z prądem!




Robi się go bardzo prosto, wystarczy gotować przez kwadrans syrop cukrowy, schłodzić go, połączyć z sokiem z grejpfruta i na koniec dodać Grejpfrutówkę Lubelską. Nie musicie czekać z sorbetem do deseru, możecie zaserwować go już na przystawkę na przełamanie lodów.

Znakomita gra wstępna, a to dopiero początek wieczoru ;)


Sorbet grejpfrutowy
Sorbet:
  • szklanka cukru
  • szklanka wody
  • szklanka soku z grejpfruta
  • 100 ml grejpfrutowej Lubelskiej
  1. Do rondla wlewamy wodę, dodajemy cukier, gotujemy na małym ogniu przez 15 minut aż powstanie gęsty syrop. Studzimy.
  2. Do syropu dodajemy sok z cytryny i wódkę, mieszamy dokładnie, przekładamy do pudełka i wstawiamy do zamrażalnika na minimum 5 godzin.
  3. W między czasie mieszamy masę mniej więcej raz na godzinę, aby pozbyć się ewentualnych kryształków w sorbecie.
  4. Serwujemy w rożkach.
*Wpis powstał w ramach współpracy z marką Lubelską.
 Tosia

czwartek, 29 czerwca 2017

Nalewka z czarnego bzu


Uwielbiam maj za to, że pachnie dzikim bzem, to jeden z moich ulubionych zapachów! Ale czerwiec też ma wiele do zaoferowania w temacie "bzowym", bowiem zaczyna się sezon na czarny bez, z którego można sporo wyczarować w kuchni.

Zawsze gdy ktoś chce rozpocząć swoją przygodę z sezonowym zbieractwem polecam, aby zabrał się za czarny bez. Rośnie jak szalony w parkach, na łąkach i działkach. Ja zbieram go spacerując wzdłuż nadmorskiego bulwaru. Trudno sobie wyobrazić piękniejszą scenerię!

Od kilku lat mój czerwcowy romans z bzem przebiegał podobnie, najpierw smażę z nim placuszki (przepis), a następnie szykuję  syrop, który jest bazą do lemoniad, drinków, albo dodatkiem do naleśników. W tym roku było podobnie, sezonowy flirt zaczęłam od racuchów, następnie przygotowałam wielki słój z syropem. I wtedy mnie natchnęło, aby dwa dni później dolać do niego wódkę i zostawić na tydzień, albo dwa. Wyszła z tego świetna naleweczka, która rozkręci każdego. A jeśli marzy Wam się coś naprawdę mocnego - sięgnijcie po spirytus. A teraz czas na shocika ;)


Nalewka z czarnego bzu
  • 5 szklanek baldachów czarnego bzu
  • 1,5 l wody
  • 600 g cukru trzcinowego (można zastąpić białym)
  • 5 plastrów imbiru
  • cytryna
  • 0,5 - 0,7 l wódki lub spirytusu *
  1. Do garnka wlewamy wodę, wsypujemy cukier, gotujemy przez 15 minut na średnim ogniu, aż syrop zgęstnieje.
  2. Kwiaty czarnego bzu kładziemy np. na gazecie i zostawiamy na chwilę, aby "lokatorzy" opuścili baldachy. Odcinamy grube łodygi, zostawiamy tylko delikatne gałązki i kwiaty.
  3. Kwiaty przekładamy do dużego słoja, dodajemy plastry cytryny i imbiru. Zalewamy ciepłym syropem. Słój przykrywamy gazą/ściereczką i zostawiamy na dobę lub dwie).
  4. Po tym czasie dolewamy do syropu alkohol, mieszamy, przykrywamy ponownie i zostawiamy na minimum tydzień (polecam na 2 tygodnie).
  5. Gotową nalewkę przelewamy przez sito i zlewamy do wyparzonych butelek. Przechowujemy w suchym miejscu do kilku miesięcy.
* W zależności od mocy jaką chcemy uzyskać wybieramy 0,5 lub 0,7 l. Przy lżejszej nalewce proponuję wódkę, można także wymieszać wódkę ze spirytusem pół  na pół.

Tosia

piątek, 16 czerwca 2017

Burczydomówka #2: Grill


Przed nami kolejny piąteczek, a co to oznacza? Burczydomówkę, czyli nasz nowy cykl na blogu, w którym dzielimy się z Wami przepisami na imprezowe przekąski, które idealnie łączą się z alkoholem.

Pory roku wpływają nie tylko na to co jemy, ubieramy i jak się czujemy, ale także na sposób w jaki imprezujemy. Wieczór filmowy z mini burgerami (przepis) można śmiało zorganizować przez cały rok. Jednak gdy wychodzi słońce, a dni się stają coraz dłuższe to znakomity moment, aby zebrać przyjaciół i rozpalić grilla!



Zgrana ekipa poradzi sobie na pewno i bez alkoholu, ale nie oszukujmy się, miło do grillowanych potraw wypić coś mocniejszego. Idealnie sprawdzą się tu kolorowe trunki. Cytrynówka Lubelska świetnie nadaje się do zamarynowania krewetek, musicie koniecznie spróbować! Ostatnio przygotowałam je w formie szaszłyków, a część z nich zaserwowałam z gazpacho.


 Ten pomidorowo-paprykowy chłodnik wywodzący się z Andaluzji to idealny pomysł na orzeźwiającą przystawkę. Inspirując się znanym drinkiem Bloody Mary postanowiłam, że moje gazpacho będzie zakrapiane cytrynówką i serwowane w formie shotów.

Przyjaciele byli zaskoczeni, ale bardzo im spodobał się ten pomysł, bo prosili o dolewkę kolejnych shotów. A świeżo zgrillowana cytrusowa krewetka zaskakująco dobrze komponowała się z pikantnym chłodnikiem.

Poniżej dzielę się dwoma przepisami :)

Wpis powstał w ramach współpracy z marką Lubelska.



Gazpacho shots z grillowanymi krewetkami
Krewetki:
  • 250 g surowych krewetek
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżka miodu 
  • 2 łyżki cytrynówki Lubelskiej
  • 2 łyżki oliwy
  • 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
  • 2 łyżki suszonej mięty (lub posiekana świeża natka pietruszki)
  • sól, pieprz
Gazpacho:
  • 4 pomidory
  • papryka
  • ogórek
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • garść świeżej mięty
  • pół kajzerki
  • 100 ml cytrynówki Lubelskiej 
  • szczypta pieprzu cayenne
  • sól, pieprz
Krewetki:
  1. Miód łączymy z cytrynówką Lubelską, oliwą, przyprawami, ziołami i posiekanym czosnkiem. Wrzucamy rozmrożone krewetki, mieszamy i wstawiamy do lodówki na minimum godzinę.
  2. Następnie krewetki nabijamy na patyczki do szaszłyków (po ok. 5 sztuk). 
  3. Kładziemy na rozgrzanym ruszcie, grillujemy po ok. 4 minuty z każdej strony, aż krewetki będą odpowiednio rumiane. 
  4. Krewetki serwujemy z gazpacho shots.
 Gazpacho:
  1. Kajzerkę namaczamy w zimnej wodzie.
  2. Warzywa kroimy na duże kawałki, wrzucamy do wysokiego naczynia. Dodajemy chilli, posiekany czosnek, świeże zioła, namoczoną i odsączoną z wody kajzerkę. 
  3. Wlewamy cytrynówkę i miksujemy całość na gładki płyn. Gazpacho przyprawiamy solą, pieprzem i ewentualnie pieprzem cayenne do smaku. Wstawiamy do lodówki na minimum godzinę.
  4. Gazpacho podajemy w formie shotów razem z krewtkami.
Tosia

czwartek, 8 czerwca 2017

Kompot z rabarbaru z bzem


Niebezpiecznie jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie - tak śpiewał Sidney Polak, albo brzdąkał Pezet otwierając wino ze swoją dziewczyną. Mieli chłopaki sporo racji, co dopiero zakwitł bez i oczarował nas swoim zapachem, a już powoli trzeba się z nim żegnać. Na szczęście bez powraca co roku jak bumerang i oby ten cykl trwał wiecznie. A zanim zniknie proponuję przemycić ostatnie jego kwiaty do rabarbarowego kompotu.


Kompot zawsze kojarzył mi się z ciepłem rodzinnego domu. Ostatnio odwiedziła mnie mama i babcia, a ja przywitałam je wiosennym kompotem. Kiedyś one gotowały go dla mnie, teraz role się odwracają. Kompot powraca zatem jak bumernag, chociaż w trochę nowej formie. Spróbujcie go wzbogacić o kwiatowe aromaty :)


Kompot z rabarbaru z bzem
  • 0,5 kg rabarbaru
  • 1,2 l wody
  • 80 g cukru trzcinowego
  • sok z 1/2 cytryny
  • łyżka wody różanej
  • gałązka bzu
  • truskawki (do podania)
  1. Rabarbar kroimy w kostkę, wrzucamy do garnka, zasypujemy cukrem i karmelizujemy 5 minut. 
  2. Kwiatki bzu odrywamy z gałązki. Rabarbar zalewamy wodą, dodajemy wodę różaną i kwiaty. 
  3. Całość gotujemy ok. 10 minut. Kompot doprawiamy sokiem z cytryny i próbujemy. W razie potrzeby dosładzamy i jeszcze krotko gotujemy.
  4. Kompot studzimy, serwujemy z truskawkami i świeżymi kwiatami bzu. Można go również rozcieńczyć lub dodać kostki lodu.
Tosia

środa, 13 lipca 2016

Green smoothie sorbet



Trochę mi przykro, bo w trakcie wakacyjnej wędrówki gdzieś po drodze zgubiło się lato. Rozglądam się gdzie mogę i chociaż z daleka pozdrawiają mnie kolorowe stragany i pierwsze mirabelki na drzewach, to jednak prawdziwego lata dostrzec nie mogę. Mawiają "Jak kocha to wróci", więc czekam.

Nie znacz to jednak, że nie można łapać promyków słońca i cieszyć się drobnostkami. Nie od dziś wiadomo, że środa to dzień loda! Chociaż niektórzy świętują też w poniedziałki, piątki, soboty i niedziele. Tak czy siak, na pewno miło od czasu do czasu skusić się na słodką gałkę w wafelku. Ale jak świętować, jeśli chcemy być fit? ;)

Proponuję bezcukrowy sorbet. Wymyśliłam go miksując rano owocowy koktajl. Myślę, że każde smoothie przy odpowiedniej konsystencji nadawałoby się do zamrożenia. Ja jednak postawiłam na wersję green. W moim zielonym sorbecie znajdziecie banana, dojrzałe mango, sok z limonki, sok z cytryny, imbir i listki świeżego szpinaku. Takie lody można jeść codziennie, nie tylko w środy!
 



Green smoothie sorbet
  • dojrzałe mango
  • banan
  • 80 g świeżego szpinaku
  • 2 cm korzenia imbiru
  • sok z 1/2 limonki
  • sok z 1/2 cytryny
  • listki mięty
  1. Składniki umieszczamy w wysoki naczyniu i miksujemy na gładką masę. Przekładamy ją do niskiego pojemnika i wstawiamy do zamrażalnika na 4 godziny.
  2. Mniej więcej co 30-45 minut mieszamy krótko lekko zmrożony sorbet, aby nie tworzyły się kryształki lodu.
  3. Sorbet serwujemy z listkami mięty. 
Tosia

wtorek, 14 czerwca 2016

Sezon na czarny bez: Imbirowy syrop z czarnego bzu


Co prawda czerwiec smakuje truskawkami, ale pachnie dzikim bzem. To ciekawe, bo kiedyś nie przepadałam za aromatem czarnego bzu, z roku na rok doceniam go coraz bardziej. Nie tylko pod względem zapachowym, ale także smakowym.

Jeśli pociąga Was sezonowe zbieractwo, ale nie wiecie jak się do tego zabrać, to myślę, że dziki bez będzie do tego idealny. Rośnie jak szalony w parkach, na łąkach, działkach, a nawet przy nadmorskim bulwarze, dlatego prawdopodobnie nie będziecie mieli problemu, aby go odnaleźć.

Kilka baldachów kiatów polecam zanurzyć w cieście i usmażyć na patelni (przepis), z reszty warto zrobić syrop, aby zachować kwiatowy aromat na dłużej. Syrop robi się łatwo i przyjemnie, a bez zamknięty w butelce będzie świetną bazą do orzeźwiających lemoniad na wakacyjne pikniki, imprezowych drinków z rumem i limonką, a także polewą do śniadaniowych naleśników.

Syrop robię na bazie cukru trzcinowego, ale tak naprawdę możecie sięgnąć po biały, zmniejszyłabym w takim wypadku jego ilość, powiedzmy o 80 g. Do pierwszej partii tegorocznego syropu dodałam imbiru, ponieważ uznałam, że świetnie komponuje się z aromatem bzu i cytryną. Jeśli jednak rozpoczynacie kwiatową przygodę w kuchni to możecie z imbirowego dodatku zrezygnować. Gwarantuję, że w obu przypadkach będziecie zadowoleni z efektów :)




Imbirowy syrop z czarnego bzu / 1 l
  • 1 l wody
  • 400 g cukru trzcinowego
  • 4 cm korzenia imbiru
  • 4 szklanki baldachów czarnego bzu
  • 1 cytryna
  1. Wlewamy do garnka wodę, dodajemy cukier i plastry imbiru. Gotujemy na średnim ogniu mniej więcej 20 minut, aż syrop zgęstnieje.
  2. Zebrane kwiaty czarnego bzu kładziemy na gazecie i zostawiamy na godzinę, aż lokatorzy opuszczą baldachy. Odcinamy grube łodygi, zostawiamy tylko delikatne gałązki i kwiaty.
  3. Kwiaty przekładamy do misy, dodajemy plastry cytryny. Zalewamy gorącym syropem z imbirem. Misę przykrywamy ściereczką i zostawiamy na dobę lub dwie (u mnie ok. 36 godzin).
  4. Po upływie tego czasu odcedzamy i dokładnie wyciskamy płatki na sicie.
  5. Syrop przelewamy do garnka i podgrzewamy kilka minut lub od razu przelewamy do wyparzonych szklanych butelek. Syrop można dodatkowo pasteryzować i przechowywać nawet rok.
  6. Otwarte butelki trzymamy w lodówce do dwóch tygodni.
Tosia

wtorek, 26 kwietnia 2016

Sezon na botwinę: Botwinkowa lemoniada



Nic nigdy nie jest tylko czarne i białe, nawet kolorowe stragany uginające się od sezonowych owoców i warzyw. Jaką mogą mieć wadę? Nie wiadomo które wybrać i jak je przerobić. Jednak nie dlatego, że nie są inspirujące w kuchni, wręcz przeciwnie, piękne z nich muzy, dlatego trudno wybrać najlepszy pomysł.

Botwina, nazywana pieszczotliwie też botwinką kojarzona jest głównie z orzeźwiającym chłodnikiem i lekką zupą na ciepło. Według słownika nazwa ta jest przypisana tylko do zupy, ale to taki szczegół, kto by się nim przejmował.

Pierwsze spotkanie z botwinowym pióropuszem skończyło się na podsmażeniu w woku z młodym czosnkiem, szałwią i posypaniu grecką fetą. Na chłodnik jeszcze przyjdzie czas, a tym razem postanowiłam przywitać botwinę bardziej słodko i ugotować syrop.

Podgotowałam młode buraczki z cukrem trzcinowym i goździkami. Syrop rozcieńczyłam wodą, dodałam wodę różaną i sok z cytrusów. Lemoniadę serwowałam z kruszonym lodem i rozmarynem. Teraz żałuję, że rozmaryn nie trafił do syropu. Będzie jednak w tym sezonie jeszcze czas na powtórkę, bo lemoniada wyszła pozytywnie intrygująca.

Jest słodko-kwaśna o dodatkowym głębszym jakby ziemistym smaku, nie jestem pewna, czy każdy odgadłby, że to botwina. Wspaniale orzeźwia i ma piękny kolor, zdecydowanie ma spore szanse podbić wiosenne pikniki :)




Botwinkowa lemoniada
  • pęczek botwinki
  • 80 g cukru trzcinowego
  • 1 litr wody
  • 3 goździki
  • sok z 1 cytryny
  • sok z 2 limonek
  • 700 l zimnej wody (może być gazowana)
  • łyżka różanej wody
Do podania (opcjonalnie):
  • kruszony lód
  • plastry limonki, pomarańczy lub cytryny
  • mięta lub rozmaryn
  1. Botwinkę myjemy i drobno siekamy, wrzucamy do garnka, dodajemy cukier, goździki, zalewamy litrem wody. Gotujemy na średnim ogniu przez 20 minut.
  2. Następnie utworzony sok odcedzamy i studzimy.
  3. Do botwinkowego soku dodajemy wyciśnięty sok z cytrusów, wodę różaną i uzupełniamy 0,5 l zimnego wody.
  4. Lemoniadę chłodzimy w lodówce. Podajemy z kruszonym lodem, plasterkami cytrusów i ziołami.
 Tosia

wtorek, 4 sierpnia 2015

Wiśniolada z rozmarynem



Bycie freelancerem ma swoje plusy i minusy, chociaż nie będę udawała skromnej - to zdecydowanie więcej zalet. W poprzednich wakacyjnych wpisach kilka razy narzekałam na kiepską pogodę na Pomorzu, dlatego gdy w końcu temperatura sięgnęła 30 stopni, postanowiłam wszystko odłożyć na bok i zrobić sobie w ciągu dnia małe wagary.

Chwyciłam za koszyk z wiśniami, które dostałam poprzedniego dnia w prezencie. Zasypałam je trzcinowym cukrem, dodałam ulubiony rozmaryn i zalałam wodą. W czasie gdy syrop się gotował, ja już pakowałam aparat, koc, krem z filtrem do opalania i czereśnie. Ostudzony syrop połączyłam z wodą gazowaną, sokiem z cytryny i rozdrobnionymi kostkami lodu. Przelałam do butelek i ruszyliśmy na spontaniczną wycieczkę.

Co zatem piją brodaci hipsterzy nad jeziorem? Wiśnioladę z rozmarynem!




Wiśniolada z rozmarynem
  • 250 g wiśni
  • 3 łyżki listków rozmarynu
  • 80 g cukru trzcinowego
  • 500 ml wody
  • sok z 1/2 cytryny
  • 300 g wody gazowanej
  • kostki lodu
  1. Wiśnie drylujemy, wrzucamy bez pestek do garnka. Dodajemy cukier, porwane listki rozmarynu. 
  2. Zalewamy wodą (500 ml) i gotujemy na średnim ogniu przez 10 minut.
  3. Ostudzony syrop łączymy ze świeżo wyciśniętym sokiem z cytryny, wodą gazowaną i kostkami lodu. 
  4. Dodatkowo wiśnioladę można podawać z gałązkami rozmarynu. 
Tosia

środa, 11 czerwca 2014

Mrożona herbata z syropem truskawkowym


W tak piękne i upalne dni jak dziś potrzebne jest coś dla ochłody. Nie zawsze w takim sytuacjach sprawdzają się lody, dlatego przygotowałam przepis na herbatę mrożoną z syropem truskawkowym.

Syrop ten wzbogaciłam dodatkiem laski i ziarenek wanilii oraz sokiem cytrynowym. Na pewno znakomicie sprawdzi się do polewania np. śniadaniowych placuszków, ale na początek postanowiłam wykorzystać go w połączeniu z mrożoną zieloną herbatą. Wyszło pysznie i orzeźwiająco, koniecznie spróbujcie, najlepiej z kostkami lodu i świeżą mięta lub bazylią.

Syrop truskawkowy z wanilią
  • 400 g truskawek
  • 400 ml wody
  • 300 g cukru
  • laska wanilii
  • sok z 1/2 cytryny
Herbata mrożona
  • 2 łyżki sypanej zielonej herbaty
  • 600 ml wody
  • sok z 1/2 cytryny
  • 250 ml syropu truskawkowego z wanilią
  • kostki lodu
  • listki mięty 
  1. Do dużego garnka wlewamy wodę i wsypujemy cukier. Syrop podgrzewamy, aż rozpuści się cukier.
  2. Truskawki myjemy, obieramy z szypułek i drobno kroimy. Laskę wanilii przecinamy wzdłuż na pół, czubkiem ostrego noża wyjmujemy ziarenka. 
  3. Owoce, razem z laską i ziarenkami wanilii dodajemy do gotującego się syropu cukrowego. Zmniejszamy ogień i gotujemy przez 20 minut.
  4. Po tym czasie odcedzamy syrop na sicie, wykorzystując ugotowane truskawki do innego dania.
  5. Do powstałego syropu dodajemy sok z cytryny, studzimy go i przelewamy do szklanej butelki/słoika. Syrop chłodzimy w lodówce.
  6. W tym czasie zieloną herbatę wsypujemy do dzbanka i zalewamy wrzątkiem lub wodą o temperaturze 80 stopni. Herbatę parzymy przez 3 minuty, następnie studzimy i chłodzimy w lodówce.
  7. Schłodzoną herbatę łączymy ze schłodzonym syropem truskawkowym. Dodajemy sok z cytryny, listki świeżej mięty i kostki lodu. Serwujemy od razu!
Tosia

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Arbuzada z imbirem


Na początku był ten filmik opublikowany przez Kukbuka na facebooku. Opis radośnie zachęcał "Spragnieni? A może kilka łyków orzeźwiającego arbuza?". Weszłam, obejrzałam a moja wyobraźnia zaczęła intensywnie pracować. Potem, gdy zobaczyłam przepis na bardzo podobną "arbuzadę" zakochałam się w nazwie i przepadłam. Dosłownie godzinę później miksowałam arbuza z imbirem i limonką. 

Podczas feralnej kolacji, podczas której miałam wątpliwą przyjemność gotować bez prądu udało mi się zmiksować arbuzadę dosłownie na kilka minut przed awarią. Powitałam więc pierwszego gościa jedynie napojem, który zasmakował mu tak bardzo, że zgodziłam się, żeby wypił wszystko nie zostawiając nic dla reszty. Faktycznie, robię ją kolejny raz i jakoś ciągle jej za mało. 

Bo uwierzcie mi, jeśli doskwiera upał, chyba nie ma lepszego ukojenia. 

Arbuzada z imbirem 

- 1 kg miąższu z arbuza
- 3 centymetrowy kawałek imbiru
- sok z 3 limonek
- sok z 1 cytryny
- 30 g cukru

  1. Imbir obierz ze skórki.
  2. Wszystkie składniki umieść w blenderze i miksuj kilka minut.
  3. Przelej powstały sok przez miękkie sitko, aby została tylko arbuzowa woda.
  4. Podawaj schłodzoną.
Śliwka

poniedziałek, 15 lipca 2013

Granita gin & tonic



Każdy kto poznał mnie bliżej wie, jak bliski jest mi gin z tonikiem. Zaryzykowałabym, że bliższy niż nie jeden człowiek, bo jest dla mnie niczym prawdziwy przyjaciel. W smutniejszych chwilach, w wesołych momentach, sprzyjających i niesprzyjających okolicznościach pomaga mi się zrelaksować i niektóre kwestie głębiej przemyśleć. Gdy niekiedy sprawy mnie przerastają, wystarczy łyk i wszystko wydaje się proste, czarne chmury znikają i pojawia się światełko w tunelu. Więc jak tu go nie lubić?

Kiedy w barze znajdzie się przede mną karta drinków na szczęście nie muszę jej wertować, od razu wiem co chcę. Znajomi pieczołowicie przeglądają składniki kolejnych, wymyślnie nazwanych drinków, a mi odpada ten problem. Mam swój ideał, to gin z tonikiem. 

Robię go po swojemu, zawsze w ten sam sposób. Mam swój ulubiony tonik i ulubiony gin, który niestety do najtańszych nie należy, ale zawsze na niego wyskrobię ostatnie pieniądze. Bo w ginie z tonikiem nie liczy się ilość, a jakość. Wystarczy jedna perfekcyjnie skrojona szklaneczka. 

Ostatnio mój mały przyjaciel staje się bardzo modny. Zagranicą widziałam już kilka gin & tonic barów, które oferują kilkadziesiąt rodzajów ginów, toników i różnorodne sposoby ich spożycia. Nigdy takich nie odwiedziłam, bo po pierwsze chyba oszalałabym z niemożliwości zdecydowania się na jeden (moi znajomi wreszcie zemściliby się za lata pewności w wyborze drinka), po drugie jakby już się udało, pewnie prędzej bym wyczołgała się stamtąd niż wyszła o własnych siłach. 

A wiecie co robię, żeby gin z tonikiem cieszył mnie jeszcze bardziej? Mrożę mojego ulubionego drinka i robię z niego odświeżającą, idealną na lato granitę. I poza zwykłą przyjemnością z picia, mam też niezły, chłodzący "deser". 

Granita gin & tonic (4 porcje)

- 150 ml ginu
- 500 ml toniku
- sok z 1 cytryny
- skórka z połowy cytryny
  1. Umyj cytrynę i wyparz wrzątkiem. Wytrzyj i zetrzyj skórkę z połowy. Wyciśnij sok. 
  2. W głębokim naczyniu lub małym garnku wymieszaj wszystkie składniki. 
  3. Wstaw naczynie do zamrażarki i mroź przez kilka godzin (najlepiej całą noc). 
  4. Wyjmij z zamrażarki, "rozdrap" granitę widelcem, aby miała konsystencję "śniegu" i odstaw do zamrażarki na kolejne kilka godzin. Po ich upływie będzie gotowa.
  5. Nałóż porcje do szklanki i spożywaj od razu, gdyż dość szybko się rozpuszcza.
Śliwka

piątek, 21 czerwca 2013

Biała Sangria



Dzisiaj na blogu miał się ukazać pewien przepis. Upał jednak zdecydowanie nie sprzyja gotowaniu, dlatego zmieniłam plany. 
Wolałam skorzystać z pięknej pogody, spędzając czas na świeżym powietrzu. Zabrałam ze sobą truskawki, zestaw do gry w "kometkę" i towarzysza. Nie zapomniałam też o napojach. A chyba nic tak nie orzeźwia w trakcie słonecznego pikniku jak owocowa Sangria!

Trudno jej nie lubić, w końcu łączy ze sobą wino i owoce. Trzeba jednak z Sangrią uważać, bo potrafi być zdradliwa, o czym przekonałam się kiedyś w samo w południe smakując tapas w jednej z barcelońskich knajp.
Ten hiszpański napój przygotowywany jest klasycznie na bazie czerwonego półsłodkiego wina.
Receptur zapewne jest wiele, ale ja już przyzwyczaiłam się do pewnego patentu, który przywiozła ze sobą Śliwka z wakacji w Hiszpanii. Może się to wydawać dziwne, ale dodatek gazowanej Fanty do wina to naprawdę słuszne połączenie. Wychodzi z tego przepyszna Sangria!
Od kiedy spróbowałam tej wersji kiedyś u Śliwki, przygotowuje ją właśnie w ten sposób. Tym razem wykorzystałam jednak białe, musujące wino.
Sangrię przelałam do słoików, aby łatwo je było przetransportować na piknik. Na dnie naczynek znalazły się kostki lodu, brzoskwinia, truskawki, plastry limonki, mandarynki oraz liście świeżej mięty.
Pycha!

Biała Sangria
  • 700-800 ml białego półwytrawnego wina (może być musujące)
  • 400 ml Fanty
  • 50-100 ml wody gazowanej
  • 2 limonki
  • mandarynka lub 1/2 pomarańczy
  • liście świeżej mięty
  • brzoskwinia
  • garść truskawek
  • kostki lodu
  1. Do dużego dzbanka lub słoika wrzucamy umyte i pozbawione szypułek truskawki. Brzoskwinię kroimy w drobną kostkę i dodajemy do dzbanka.
  2. Jedną limonkę i mandarynkę (lub pomarańczę) kroimy w cienkie plastry. Dodajemy do owoców razem z listkami świeżej mięty. 
  3. Do dzbanka wlewamy wino, Fantę, sok z 1 limonki oraz wodę gazowaną. Całość dopełniamy kostkami lody i dokładnie mieszamy. Napój serwujemy od razu lub chłodzimy go w lodówce.
Tosia

sobota, 15 czerwca 2013

Słodka sobota #107: Czekoladowe semifreddo z malinami


Wczoraj pisałam o szukaniu sposobu na letnie orzeźwienie. W słoneczne, duszne dni pomagają chłodne napoje i oczywiście lody. Latem mam ochotę na mrożone desery nawet w deszczową pogodę. Szkoda tylko, że w poszukiwaniu dobrych lodów trzeba czasem przejechać pół miasta.
Na szczęście bez trudu można je zrobić w warunkach domowych!

Nie potrzeba do tego specjalnej maszynki, chociaż nie ukrywam, że ułatwia ona bardzo pracę. Milsze w przygotowaniu są owocowe sorbety, chociaż podobnie jak z lodami, bez posiadania maszynki, trzeba je miksować w trakcie mrożenia, aby nie były zbite w jedną bryłę.
Znam jednak rozwiązanie tego problemu. Wystarczy zamiast lodów zrobić włoskie semifreddo, a wszystko stanie się jeszcze łatwiejsze!

Już sama nazwa semifreddo sugeruje, że deser ten przypomina prawie zmrożone lody. Jest trochę jak schłodzony mus lodowy, ale przy tym lżejszy i bardziej puszysty. Semifreddo nie trzeba mieszać i już po dwóch godzinach można uzyskać konsystencję idealną do zaserwowania w słodkim rożku waflowym. Masę chłodzimy w formie keksówce, dlatego jeśli zdecydujemy się zmrozić ją trochę dłużej, już po 3 godzinach semifreddo będzie można pokroić na plastry i podać jak terrinę. Ja wybrałam pierwszą wersję.

Zdecydowanie najbardziej lubię lody czekoladowe, dlatego taki też smak wybrałam dla mrożonego deseru. Dla przełamania smaku dodałam kwaskowate maliny, pierwsze w tym roku, jakie udało mi się kupić :)

Czekoladowe semifreddo z malinami/keksówka o wymiarach 12x22cm
  • 300 ml śmietanki kremówki 30%
  • 3 białka
  • 3 żółtka
  • 70 g cukru
  • 3 łyżki kakao
  • 130 g gorzkiej czekolady
  • garść malin
  1. Śmietankę kremówkę ubijamy na sztywną bitą śmietanę.
  2. Białka ubijamy mikserem na sztywną pianę.
  3. Do rondelka wlewamy wodę. Stawiamy nad rondelkiem miseczkę, w której umieszczamy 100 g czekolady. Wodę podgrzewamy i rozpuszczamy czekoladę nad parą wodną.
  4. Resztę czekolady siekamy w drobną kosteczkę.
  5. Żółtka ucieramy z cukrem na kogel mogel, następnie dosypujemy kakao i dalej ucierając wlewamy roztopioną czekoladę. Masę czekoladową łączymy z ubitą wcześniej kremówką i białkami. Delikatnie mieszamy, uważając by piana nie opadła. Na koniec dorzucamy do masy maliny oraz posiekaną czekoladę.
  6. Formę keksówkę lub miskę wykładamy folią spożywczą. Przekładamy do środka masę. Keksówkę wkładamy do zamrażalnika.
  7. Po ok. 2 godzinach semifreddo jest gotowe do podania na gałki. Po 3-4 godzinach można je kroić w plastry i podawać jak lodowa terrinę.
Tosia

piątek, 14 czerwca 2013

Mrożona kawa bananowa

Trawnik sąsiada jest zawsze bardziej zielony. Tak już jest, że ludzie skrycie myślą, że to czego nie mają jest lepsze. Zasada ta może dotyczyć sfer życia prywatnego, czy zawodowego, ale również pogody. 
Zimą marzymy o upałach, a kiedy już przyjdą piękne i słoneczne dni, narzekamy, że jest duszno i gorąco. W takich chwilach trzeba sobie jakoś radzić, albo ciesząc się pięknym dniem, albo uciekając przed słońcem. Pomagają w tym orzeźwiające lody i zimne napoje. 
Ostatnio w trójmieście utrzymywała się piękna pogoda, akurat dzisiaj nie była idealna, ale temat jest aktualny, w końcu jeszcze całe lato przed nami :)

Rześki napój nie musi wcale oznaczać gazowanego płynu w czerwonej puszce, czy lemoniady. Może być także mleczny. Przekonałam się o tym eksperymentując z mrożoną kawą, która potrafi nie tylko orzeźwić, ale także dodaje energii, gdy jest potrzebna.
Mrożoną kawę można łatwo zrobić, jeśli posiadamy zamrożone kostki lodu z wody, czy mleka. Efekt można też uzyskać dzięki mrożonym owocom, a do kawy najbardziej pasują mi banany. 
Wystarczy zamrozić banana, a następnie zmiksować go ze świeżo zaparzoną kawą (najlepiej z ekspresu lub kawiarki) i mlekiem. Napój dodatkowo można ozdobić bitą śmietaną. 
A gdyby dodać jeszcze syrop czekoladowy? Niee, to już za zbytnia deserowa fanaberia, kawa i tak jest pyszna :)

Mrożona kawa bananowa/2 porcje
  • 150 ml świeżo zaparzonej kawy (u mnie z kawiarki)
  • 150 ml mleka 1,5%
  • banan
  • kilka kostek lodu
  • 2 łyżki trzcinowego cukru
  • 50 ml śmietanki kremówki
  1. Wkładamy banana do zamrażalnika na minimum 40 minut. Po tym czasie obieramy go ze skórki i wrzucamy do wysokiego naczynia. Do lodówki wkładamy 2 wysokie szklanki.
  2. Dolewamy świeżo zaparzoną kawę oraz mleko. Dodajemy także kostki lodu oraz cukier trzcinowy. Całość miksujemy za pomocą blendera ręcznego lub stojącego.
  3. Śmietankę kremówkę ubijamy na sztywną pianę.
  4. Zmiksowaną kawę bananową przelewamy do schłodzonych wcześniej szklanek. Kawy dekorujemy bitą śmietaną. Podajemy od razu z kostkami lodu.
Tosia

wtorek, 17 lipca 2012

Letnie orzeźwienie: Ice tea o smaku nektarynki

































Potrzeba matką wynalazków. Gdy jest mi okrutnie gorąco, wpadają mi do głowy niezliczone pomysły na orzeźwiające napoje i te z dodatkiem alkoholu i bezalkoholowe. Latem uwielbiam napełnić szklankę  lodem i zalać pyszną, owocową mieszanką. W najbliższych dniach podzielę się z wami kilkoma przepisami. 
Nie chcę zapeszać, ale z tym latem coś w tym roku cienko. Mając jednak nadzieję, że lepsza pogoda nadejdzie w końcu w najbliższych dniach, przygotowałam coś co najlepiej orzeźwia- ice tea. Zawsze lubiłam ten napój, jednak gotowe mieszanki są dla mnie zbyt słodkie i nie spełniają swojej roli. Moja wersja, poza własnoręcznie zrobionym sokiem z nektarynek, nie ma ani grama dodatkowego cukru, a smakuje po prostu wspaniale. Lepsze jest chyba tylko białe wino z lodem i truskawkami:) 

Ice tea o smaku nektarynki (ok. 4 szklanki)
- 3 nektarynki
- herbata
- woda
- sok z połowy cytryny
- lód

Dwie nektarynki pozbaw pestek i pokrój na małe kawałki. Wrzuć do garnuszka, zalej wodą (300 mililitrami) i zagotuj. Gotuj na małym ogniu przez ok. 20 minut. Odcedź sok od owoców używając sitka. Odłóż sok do wystudzenia.
Zaparz herbatę (300 ml) w dzbanuszku. Odstaw do ostygnięcia.
Wystudzone 300 ml soku z nektarynki pomieszaj z wystudzonymi 300 ml herbaty. Dodaj sok z połowy cytryny.
Ostatnią nektarynkę pokrój w cząsteczki i wrzuć do szklanek. Dodaj sporą ilość lodu i zalej mrożoną herbatą.

Śliwka

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...