Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzodkiewka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzodkiewka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 czerwca 2016

Orzeźwiająca sałatka z makaronem ryżowym i makrelą




Trójmiasto zostało opanowane! Jest to spore wydarzenie, prawie tak jakby przez kosmitów. Chociaż tak naprawdę jedynie przez długo wyczekiwaną piękną pogodę. Złego słowa na skwar nie powiem, ale gdyby tak się do czegoś przyczepić to do tematu obiadów. Gdy jest tak gorąco to trudno stać godzinami nad patelnią i smażyć kotlety. Dlatego dzisiaj zaplanowałam chłodnik z surowym kalafiorem i szparagami. Czasem jednak tak bywa, że plany się zmieniają, akcję z chłodnikiem przełożyłam ostatecznie na przyszły tydzień.

O tym, że makrela idealnie nadaje się nie tylko do pasty śniadaniowej już wiecie. Wiosną Śliwka podzieliła się na blogu przepisem na sałatkę z makaronem orkiszowym, rzodkiewką, wędzoną rybą, serkiem philadelphia i czosnkiem. Bardzo fajne połączenie, przemawia do mojego podniebienia, ale gdy za oknem upał, pragnę jeszcze czegoś lżejszego. Sięgnęłam po makaron ryżowy!

W lodówce miałam rzodkiewkę, ogórki kiszone, kalafiora, chilli i szparagi. Do wizji orzeźwiającej sałatki brakowało mi już tylko orientalnego dressingu. Zrobiłam go na bazie oleju sezamowego, miodu i soku z cytryny, dla chrupkości i aromatu wybrałam czarny sezam.

Spontanicznie przygotowana sałatka wyszła znakomicie, więc uznałam, że warto spisać proporcje. Może ktoś z Was chętnie ją zrobi, a jeśli nie, to ja sama chętnie ją kiedyś powtórzę.

Orzeźwiająca sałatka z makaronem ryżowym i makrelą / 2 porcje lub 4 małe
  • 100 g makarony ryżowego
  • 4 zielone szparagi
  • 4 rzodkiewki
  • 2 ogórki kiszone
  • 4 różyczki surowego kalafiora
  • 4 łyżki posiekanego szczypiorku
  • 2 łyżki posiekanego koperku
  • 2 łyżki czarnego sezamu
  • 1/2 wędzonej makreli
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • łyżeczka masła klarowanego
  • Dressing:
  • 1,5 łyżki miodu
  • łyżka oleju sezamowego
  • sok z 1/2 cytryny
  • łyżka sosu mirin
  • łyżeczka sosu sojowego
  • 2 łyżki oliwy 
  1. Makaron ryżowy zalewamy wrzątkiem i zgodnie z instrukcją na opakowaniu zostawiamy na kilka minut. Następnie odsączamy na sicie, przelewamy zimną wodą i tniemy nożyczkami na krótsze nitki.
  2. Składniki dressingu umieszczamy w słoiku, zakręcamy i potrząsamy, aż uzyskamy gładki sos.
  3. Szparagi tniemy obieraczką na cienkie paseczki, główki odkrawamy i przecinamy na pół. Wrzucamy na rozgrzaną patelnię z masłem klarowanym i obsmażamy przez ok. 4 minuty. Przyprawiamy szczyptą soli i pieprzem.
  4. Ogórki kiszone i rzodkiewki kroimy w cienkie plasterki. Kalafiora dzielimy na małe różyczki.
  5. Do dużej misy przekładamy makaron, dodajemy przygotowane warzywa, wrzucamy koperek, posiekane chilli i wlewamy połowę dressingu.
  6. Makrelę obieramy z ości na średniej wielkości kawałki.
  7. Sałatkę nakładamy na półmiski, dekorujemy wędzoną makrelą, posypujemy czarnym sezamem, szczypiorkiem i skrapiamy resztą dressingu.
Tosia

niedziela, 10 kwietnia 2016

Śniadanie do łóżka #217: Kokosowy pudding chia z wędzonym łososiem


Ludzie często narzekają na swój los, a szczególnie na obowiązki dnia codziennego, a przy tym zapominają o prostym powiedzonku "Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz". Nie zawsze jest to łatwe do zrealizowania, ale krótkoterminowe przewidywanie przyszłości, zapobieganie katastrofom i umilanie sobie życia na zaś to naprawdę sprytna taktyka. Udaje mi się to zazwyczaj przy ważnych zadaniach, a ostatnio staram się to także wprowadzać stopniowo w sprawach błahych i codziennych np. odżywianiu. I od razu żyje mi się lepiej.

Oto prosty przykład: jeśli nie masz czasu gotować w ciągu dnia zdrowych i pełnowartościowych dań, to przygotuj je sobie dzień wcześniej, kiedy znajdziesz na to chwilę. Jeśli wiesz, że następnego dnia ominiesz leniwą celebrację śniadania, poświęć kilka minut wieczorem na zrobienie puddingu z nasion chia. Rano znajdziesz w lodówce niespodziankę w postaci pysznego śniadania.

Patent z puddingiem chia stosowałam często latem, ale wiadomo, że jesienią i zimą na śniadanie królują raczej rozgrzewające owsianki. Wiosną chętnie do tego nawyku wrócę. Wieczorami mieszałam nasionka z jogurtem i wkładałam je w filiżankach do lodówki. W ciągu kilku godzin nasionka pęczniały, żelowały i zamieniały się w kremowy mus, przypominający trochę galaretkę. Taki pudding fantastycznie smakuje z owocami, a do tego jest mega zdrowy, bo nasiona chia mają bardzo przyjemne właściwości.

Do tej pory robiłam ten pudding jedynie na słodko, takie wersje widywałam też na innych blogach, Instagramie i magazynach kulinarnych. Postanowiłam zmienić deserową passę puddingu i zrobić go na słono. Użyłam do tego mleka kokosowego i pastę curry. Do masy dodałam jeszcze posiekane zioła oraz drobno pokrojoną rzodkiewkę. Rano ozdobiłam filiżanki wędzonym łososiem i lekkie śniadanie gotowe.

Kokosowy pudding z chia z wędzonym łososiem/ 4 filiżanki
  • 50 g nasion chia (ok. 6 czubatych łyżek)
  • 350 ml mleka kokosowego
  • łyżka żółtej pasty curry
  • szczypta soli
  • 4 rzodkiewki
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku
  • 2 łyżki posiekanego koperku
  • kilka plastrów wędzonego łososia 
  1. Nasiona chia zalewamy kilkoma łyżkami zimnej wody (tak aby je zakryła), mieszamy i zostawiamy na kilka minut do napęcznienia.
  2. Do dużej misy wlewamy mleko kokosowe, dodajemy pastę curry, sól, posiekane zioła i pokrojoną drobno rzodkiewkę. 
  3. Do masy dodajemy nasiąknięte nasiona chia i dokładnie mieszamy do połączenia składników. Pilnujemy, aby z nasion nie utworzyły się grudki.
  4. Rozlewamy przyszły pudding do filiżanek i wstawiamy na kilka godzin (najlepiej na noc) do lodówki.
  5. Podajemy na zimno z wędzonym łososiem, rzodkiewką i ziołami.
 Tosia

poniedziałek, 7 marca 2016

Śniadanie do łóżka #214: Serniczki z patelni z wiosennym jogurtem


Nie było mnie tu przez chwilę, bo jak wspomniałam w ostatnim moim wpisie, żegnałam zimę ucząc się jeździć na nartach w słonecznych Dolomitach. Wróciłam do domu z siniakami, nowymi umiejętnościami i o rok starsza, bo na wyjeździe świętowałam urodziny. Oprócz włoskich rarytasów przywiozłam też ze sobą kilka pomysłów na lekkie dania, aby przywołać szybciej panią Wiosnę.

Co prawda rano zjadłam tylko banana i popędziłam na trening, ale na drugie śniadanie już zaszalałam, bo zaserwowałam serniczki z patelni. Robi się je bardzo łatwo, bo wystarczy wymieszać twaróg z żółtkiem, odrobiną mąki (u mnie orkiszową) i ubitym białkiem. W wersji na słodko dodajemy łyżkę cukru trzcinowego, w wersji wytrawnej ograniczamy się do soli i pieprzu, to w zupełności wystarczy. Słodkie serniczki pojawiły się na blogu już kilka lat temu, dzisiaj ich słona wersja i śmiem twierdzić, że lepsza!

Serniczki są pyszne same w sobie, ale stwierdziłam, że przydałby się do nich jakiś dodatek. Twaróg wiosną najlepiej komponuje się z rzodkiewką oraz ziołami  i właśnie w taki sposób podkręciłam smak jogurtu naturalnego. Oprócz rzodkiewek, dla świeżości wybrałam kolendrę, bazylię, koperek, szczypiorek, sok z cytryny i papryczkę chilli. Jogurt wyszedł lekki i wiosenny, idealnie komponował się z serniczkami. Ziołami nie musicie się aż tak przejmować, dodajcie takie, jakie macie pod ręką.

Przepis na pewno jeszcze powtórzę w mojej kuchni, bo podpił moje podniebienie, mam nadzieję, że rozpieści i wasze ;)


Serniczki z patelni z wiosennym jogurtem/ 6 sztuk
  • 500 g półtłustego twarogu
  • jajko
  • 50 g mąki orkiszowej jasnej
  • łyżeczka soli
  • świeżo mielony pieprz
  • 2-3 łyżki oleju rzepakowego
  • 4 łyżki kaszy manny
  • Wiosenny jogurt:
  • 200 g jogurtu naturalnego
  • łyżka soku z cytryny
  • 4 rzodkiewki
  • garść ziół (u mnie szczypiorek, koperek, kolendra,bazylia)
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • sól, pieprz
  1.  Białko ubijamy z solą na sztywną pianę. 
  2. Twaróg rozdrabniamy widelcem i łączymy z żółtkiem. Wsypujemy mąkę, dodajemy pieprz i dokładnie mieszamy.
  3. Na koniec dodajemy ubite białko i delikatnie całość mieszamy.
  4. Z utworzonej masy formujemy okrągłe placuszki, które obsypujemy z dwóch stron z wierzchy kaszą.
  5. Smażymy na rozgrzanym tłuszczu po ok. 2 minuty z każdej strony.
  6. Podsmażone serniczki przekładamy na blachę wyłożoną pergaminem i wstawiamy do piekarnika. Podpiekamy 5 minut w 190 stopniach.
  7. W tym czasie do jogurtu dodajemy pokrojone w słupki rzodkiewki, posiekane zioła, chilli, sok z cytryny, sól i pieprz.
  8. Ciepłe serniczki serwujemy z wiosennym jogurtem.
 Tosia

niedziela, 3 maja 2015

Śniadanie do łóżka #182: Grzanki z guacamole, szparagami i jajkiem


Nieszczęścia chodzą parami. Przeziębienie dorwało w majówkę nie tylko mnie, ale też Śliwkę. Teraz łączy nas nie tylko burczenie w brzuchu, ale także pociąganie nosem.

Majówkę planowałam powitać nad rusztem na zielonej trawie, marzenia ściętej głowy, spędzam ją pod kołdrą. Trudno o dobry humor, ale się nie poddaję, szukam małych radości gdzie się da. W mojej kuchni pojawiły się już pierwsze szparagi, na początku wylądowały w kremowym tagliatelle, a dziś na chrupiącej grzance z jajkiem i guacamole.

Aby przygotować udane guacamole potrzebne jest dojrzałe awokado, a z dostaniem takiego w sklepie bywają problemy. Do sprawy trzeba podejść cierpliwie, zawsze można kupić jeszcze twarde, owinąć je w gazetę i odłożyć do koszyczka. Po kilku dniach odwdzięczy się aksamitnym miąższem.

Nie bójcie się łączenia guacamole ze szparagami, to naprawdę dobrana para. Co prawda odpowiednio przygotowany dip powinien być charakterny w smaku, ale to wcale nie przyćmiewa delikatnych szparagów, wręcz przeciwnie - podkreśla ich smak. Przekonałam się o tym przygotowując kiedyś szparagowe guacamole. Tym razem ich kawałki również dodałam do pasty, a jędrne łodyżki z zielonymi główkami ozdobiły wierzch grzanek razem z jajkiem. U mnie ugotowanym na półtwardo, ale możecie wydłużyć czas gotowania o dwie minuty, jeśli wolicie bardziej ścięte żółtko.

Od razu humor trochę lepszy, może przy okazji wróci jeszcze zdrowie :)


Grzanki z guacamole i jajkiem/ 4 sztuki
  • 4 kromki chleba (u mnie żytni na zakwasie)
  • 8 szparagów
  • 2 jajka
  • rzodkiewka
  • kolendra
  • Guacamole:
  • awokado
  • sok z limonki lub 1/2 cytryny
  • ząbek czosnku
  • 1/2 małej czerwonej cebuli
  • 1/2 pomidora
  • garść kolendry (można zastąpić natką pietruszki lub miętą)
  • 1/2 łyżeczki kminu rzymskiego *
  • 1/2 posiekanej papryczki chilli **
  • sól, pieprz
  1.  Szparagi myjemy, odrywamy im delikatnie twarde końcówki (same się złamią w odpowiednim miejscu) i je wyrzucamy. Resztę szparagów kroimy od strony główki na długość przyszłej grzanki, pozostałe łodygi siekamy w drobne plasterki. Wrzucamy do wrzącej wody z łyżeczką soli i cukru, gotujemy przez ok. 5-7 minut, aż będą miękkie.
  2. Ugotowane szparagi wrzucamy na sito, przelewamy zimną wodą i studzimy.
  3. Jajka wkładamy do rondelka, zalewamy wodą i podgrzewamy. Od momentu, gdy woda będzie wrząca, gotujemy przez 5 minut, następnie przekładamy do miseczki z zimną wodą, po kilku minutach obieramy i kroimy na plastry.
  4. Awokado przekrawamy wzdłuż na pół, usuwamy pestkę, miąższ wyciągamy przy pomocy łyżki i przekładamy do miseczki. Skrapiamy sokiem z limonki lub cytryny (aby nie ściemniało) i zgniatamy widelcem.
  5. Do awokado dodajemy posiekaną w kosteczkę cebulę i pomidora, przeciśnięty przez praskę czosnek, posiekaną kolendrę, chilli, kmin rzymski, sól i pieprz. Dodajemy drobne kawałeczki szparagów (resztę zostawiamy do dekoracji), całość dokładnie mieszamy, w razie potrzeby doprawiamy do smaku.
  6. Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Kromki chleba kładziemy na blasze i podgrzewamy przez 4-5 minut.
  7. Chrupiące grzanki smarujemy guacamole, dekorujemy szparagami, plastrami jajka, rzodkiewką i kolendrą.
* Ziarenka kminu rzymskiego warto wcześniej podprażyć na suchej patelni i rozetrzeć w moździerzu.
** Chilli można pominąć.

Tosia

niedziela, 19 kwietnia 2015

Śniadanie do łóżka #180: Kokosowa jaglanka z karmelizowaną botwinką, rzodkiewką i jajkiem w koszulce



Zaspanym czytelnikom podpowiadam, że dziś wcale nie wtorek z kaszą, a niedzielne śniadanie do łóżka. W najbliższy wtorek wypada mi dyżur z przepisem z kaszą w roli głównej, ale ponieważ jutro wybieram się na małe zasłużone wakacje, to prawdopodobnie nie miałabym jak wrzucić przepisu. Postanowiłam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, opracować śniadaniowy przepis z kaszą w roli głównej.

Jakoś tak się przyjęło, że jeśli zaczyna się dzień od jaglanki to tylko na słodko. Tymczasem można przygotować w ciekawy sposób także śniadaniową kaszę jaglaną na słono np. gotując ją w mleku kokosowym. Dzięki temu nabiera nowego smaku i wychodzi niezwykle aksamitna. Do kaszy dodałam piękności z warzywniaka, krótko karmelizowaną botwinkę (już się pojawia powoli na straganach!), chrupiące rzodkiewki, szczypiorek i koperek. Wisienką na torcie śniadania jest jajko w koszulce, które po delikatnym przekrojeniu, zachwyca wypływającym żółtkiem.

Myślę, że danie jest tak uniwersalne, że można je zjeść na śniadanie, obiad i kolację. A jakby się uprzeć to nawet na deser, w końcu botwinka nabiera słodyczy dzięki karmelizowaniu jej w miodzie :)


Kokosowa jaglanka z karmelizowaną botwinką, rzodkiewką i jajkiem w koszulce/ (2 porcje)

Jaglanka:
  • szklanka suchej kaszy
  • szklanka mleka kokosowego
  • szklanka wody
  • łyżeczka soli
Karmelizowana botwinka:
  • pęczek botwinki
  • łyżka posiekanej papryczki chilli (można pominąć)
  • ząbek czosnku
  • garść pestek dyni
  • garść ziaren słonecznika
  • posiekany koperek
  • posiekany szczypiorek
  • kilka rzodkiewek
  • łyżka miodu
  • łyżka octu ryżowego lub octu balsamicznego
  • łyżeczka oleju roślinnego do smażenia
  • sól, świeżo mielony pieprz 
Jajka w koszulce:
  • 0,5 l wody
  • 2 jajka
  • łyżka octu jabłkowego lub winnego
  • łyżeczka soli
  1. Kaszę wsypujemy do rondelka*, dodajemy mleko kokosowe, wodę i sól. Gotujemy na średnim ogniu, aż kasza wchłonie płyn (ok. 10-15 minut). Rondel przykrywamy pokrywką i odstawiamy.
  2. Małe buraczki obieramy i kroimy w kosteczkę (lub zostawiamy do innego dania), resztę botwinki razem z listkami drobno siekamy. Przekładamy na sito i hartujemy, czyli zalewamy wrzącą wodą, odsączamy i przelewamy zimną wodą, jeszcze raz odsączamy.
  3. W woku lub głębokiej patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy botwinkę i podsmażamy 2 minuty.
  4. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, posiekane chilli, pestki dyni, nasiona słonecznika, sól i pieprz. Smażymy kolejne dwie minuty.
  5. Dodajemy miód oraz ocet, karmelizujemy, aż odparujemy połowę sosu. Chwilę studzimy.
  6. Do ostudzonej botwinki dodajemy plasterki rzodkiewek, posiekany koperek i szczypiorek.
  7. Do miseczek przekładamy kaszę, dekorujemy karmelizowaną botwinką.
  8. W rondlu podgrzewamy wodę z octem i solą. Wbijamy jajka do dwóch małych miseczek.
  9. W gotującej się wodzie robimy wirek za pomocą łyżki i przelewamy w środek pierwsze jajko.
  10. Gotujemy przez 3-4 minuty, odsączamy z wody i dekorujemy jaglankę jajkiem.
  11. Podajemy na ciepło.
* Aby pozbyć się specyficznej goryczki kaszy, przed gotowaniem można ją krótko podprażyć na suchej patelni lub przełożyć na sito i zalać wrzątkiem.

Tosia

sobota, 18 kwietnia 2015

Pyry z wędzonym gzikiem


Od kilku dni zachwycam się polską publikacją, jaka powstała specjalnie z myślą o Expo, które odbędzie się w tym roku w Mediolanie. Apetyt na Polskę, bo o nim mowa, stworzony przez mega zdolnych przedstawicieli naszego kraju, których pewnie dobrze znacie, jest prawdziwą perełką wśród kulinarnych publikacji. Pokazuje kuchnię polską w nieco przełamanym, choć tradycyjnym wydaniu. Taką, którą naprawdę możemy się chwalić i konkurować z innymi prezentującymi się państwami.

Apetyt na Polskę nie tylko podrzucił mi mnóstwo inspiracji (prawie zamówiłam bryndzę podhalańską, której cena przesyłki przekroczyła dwukrotnie jej wartość, tylko po to, żeby przerobić ją na raviolo), ale też zmusił do pewnych przemyśleń. Bo ta nasza polska kuchnia leży mi na sercu od dawna, szczególnie, gdy wchodzę w dyskusję na jej temat z większością nieco mniej nią zainteresowanych znajomych.

Nienawidzę, gdy w dyskusji o polskiej kuchni pojawia się jęczenie, że to właściwie tylko schabowy (serio?), mielony i bigos. A w ogóle to ta kuchnia taka tłusta i mało interesująca, nie to co francuska i włoska. I że nie mamy z czym wyjść do ludzi, bo co im zaprezentować?

Takie podejście do sprawy zniechęca mnie do dalszej rozmowy. Bo od czego tu właściwie zacząć? Od głębokiej tradycji jedzenia dziczyzny, czy pysznych, delikatnych owczych serów? Od soczystych jabłek i owoców leśnych, czy niezwykle szerokiego wyboru nie tylko pysznych, ale i zdrowych kasz? To tak jakby rozmowę o polskich filmach (co zdarza się nawet częściej niż w przypadku jedzenia) sprowadzić do beznadziejnych komedii z Cezarym Pazurą, przekreślając tym samym cały dorobek polskiego kina fabularnego (którego, prawie na równi z jedzeniem, jestem wielką fanką).



Na początku roku odwiedziłam Podlasie, konkretnie Białowieżę i sąsiadujące z nią rejony. Byłam zachwycona nie tylko przyrodą i małymi, uroczymi cerkwiami, ale przede wszystkim jedzeniem. W każdej restauracji, którą zaliczałam po drodze, menu wypełniały typowe dla regionu smaczki, przede wszystkim mięsiwa (również mięso z żubra), zupy (zakochałam się w soljance) i wszelkie pierogi i kluchy. Próżno było szukać carpaccio, pizzy, czy bruschetty (zwanej coraz kreatywniej przez kelnerów bruszet, lub bruścietą). I choć moja wizyta przypadła na początek ciąży, gdy mój żołądek skurczył się niemiłosiernie, to jak wróbelek dziobałam te pyszne, lokalne przysmaki. Nie mogłam uwierzyć, że gdzieś w Polsce lokalne smaki są aż tak kultywowane!

Jestem przekonana, że tradycyjnej polskiej kuchni brakuje tylko jednego- dobrego PRu (podobną sytuację mamy z polskim kinem, choć to ostatnio zaczyna się zmieniać). Nie oszukujmy się, nasza burzliwa historia zrobiła swoje i zanim w dostępności i różnorodności produktów zaczęliśmy zbliżać się do innych, bogatszych krajów europejskich, nabraliśmy wobec nich sporych kompleksów. I przez te nasze kompleksy łapiemy się wszystkiego co nowe, inne i zagraniczne a zapominamy o tym, co nasz kraj ma nam do zaoferowania. Zupełnie niesłusznie. Podnieśmy głowy wysoko i z dumą nośmy tradycję naszej polskiej kuchni.

Zostając w temacie, wiecie, że Ministerstwo Rolnictwa prowadzi stronę z listą produktów tradycyjnych? To naprawdę fajna kopalnia wiedzy, którą polecam w wolnym czasie.

Czytając Apetyt na Polskę przypomniało mi się o dawno nie goszczących w mojej kuchni pyrach z gzikiem, czyli wielkopolskim duecie ziemniaków i twarożku. Gdy powoli zaczyna się sezon na młode ziemniaki, nie trzeba mi nic więcej. Ich słodycz i konsystencja wpadają prosto w serce. Dlatego, jako ewentualny dodatek cenię sobie proste smaki- zsiadłe mleko, jogurt grecki, czy gzik. Tym razem potraktowany nieco inaczej, bo na polskim wędzonym twarogu.

Pyry z wędzonym gzikiem (4 porcje)

-ok. 1 kg młodych ziemniaków

Gzik:
- 250 g wędzonego twarogu
- 80 g jogurtu naturalnego
- pół pęczka rzodkiewek
- pół pęczka szczypiorku
- łyżeczka cukru
- sól, pieprz

  1. Ziemniaki umyj i wrzuć do garnka. W przypadku młodych nie ma konieczności obierania ich ze skórki. 
  2. Zalej ziemniaki wodą, posól ok. 1 łyżką soli i zagotuj. 
  3. Gotuj aż zmiękną. Postęp sprawdzaj wbijając w nie widelec. 
  4. Przygotuj gzik. Wędzony twaróg zmiksuj blenderem razem z jogurtem, aby powstała kremowa masa. 
  5. Poszatkuj rzodkiewki i szczypiorek. Dodaj do twarogu i wymieszaj. 
  6. Dopraw cukrem i pieprzem (sól nie powinna być potrzebna, jeśli wędzony twaróg jest dość słony). 
  7. Gorące ziemniaki rozgnieć, posól w środku i podawaj z gzikiem. 
Śliwka

niedziela, 29 marca 2015

Śniadanie do łóżka #178: Jajka po wiedeńsku


Zmiana czasu zdziwiła dzisiaj wiele osób, tak jak pierwszy śnieg zaskakuje kierowców. Koleżanka prawie spóźniła się do pracy, moja babcia wparowała do kościoła na "Amen", a ja wyjątkowo w tym roku byłam przygotowana na krótszy sen. I chociaż niedzielny poranek wydawał się krótszy niż zwykle, znalazł się czas na leniwe śniadanie.

Nie przepadam za generalizacją, gdy ktoś zbyt często używa słów: zawsze, nigdy, wszyscy, najlepszy, najbardziej . Tym razem jednak mogę śmiało napisać, że zawsze gdy pytam Pawła co chce zjeść na śniadanie, odpowiada to samo - JAAAJKAAA.

Zgadzam się z tym, że proste smaki czasem są najlepsze, ale nie lubię monotonii na talerzu, więc staram się urozmaicać te śniadania z jajami. Smażę sadzone, wbijam jajka w wirek, aby powstała koszulka, obieram ze skorupki, ubijam białka na omlet i zapiekam.

Dzisiaj przypomniał mi się jeszcze jeden patent - jajka gotowane w szklance, zwane też jajkami po wiedeńsku. Jajka wbijamy do szklanki i wkładamy do garnka z gotującą się wodą. Na spód można wyłożyć coś dla smaku np. łyżkę pesto lub zrobić to na koniec z wierzchu, gdy jajka się już zetną. Oprócz pesto posypałam danie jeszcze kremowym serem typu feta, dodałam listki bazylii i plasterki rzodkiewki. A zamiast łyżką, proponuję jajka zjeść chrupiącym słupkiem z grzanki. Polecam także przepis sprzed 3 lat na jajko po wiedeńsku ze szpinakiem w maśle orzechowym.


Jajka po wiedeńsku/ (2 porcje)
  • 2 jajka
  • 2 łyżki pesto z bazylii lub suszonych pomidorów
  • 2 łyżki sera typu feta (można zastąpić np. kozim serkiem)
  • rzodkiewka
  • listki bazylii
  • sól, pieprz
  • kromka chleba na zakwasie
  • łyżeczka oliwy
  1. W szklankach umieszczamy po łyżce pesto i wbijamy po jednym jajku. Przyprawiamy solą i pieprzem.
  2. Szklanki wkładamy do garnka z gotującą się wodą w taki sposób, aby sięgała do 3/4 wysokości. Gotujemy przez ok. 10 minut, aż białko i żółtko się zetną. W razie potrzeby wydłużamy czas gotowania o jeszcze kilka minut lub przyśpieszamy przykrywając na chwilę garnek pokrywką. Istnieje także możliwość, że jajko będzie już poprawnie ścięte po 7 minutach.
  3. W tym czasie kromkę chleba kroimy w paseczki i podsmażamy na rozgrzanej oliwie z dwóch stron.
  4. Gdy jajka się zetną, wyciągamy ostrożnie szklanki przy pomocy ściereczki. Wierzch posypujemy serem, dekorujemy plasterkami rzodkiewki i świeżą bazylią. Podajemy z grzankami.
 Tosia

piątek, 20 marca 2015

Wiosenna sałatka z makaronem soba



Muszę prosić was o wybaczenie. Nie było mnie tu strasznie, strasznie długo. Mam jednak coś na swoje usprawiedliwienie. Jak już cześć z was mogła zaobserwować w lutowym burczymifonie, jestem w ciąży i stan mój, choć wspaniały pod wieloma względami, zabrał mi coś, co bardzo w sobie ceniłam- pasję do jedzenia.

Zachowuję się teraz trochę jak kilkuletni niejadek. Przeglądając kartę w mojej ulubionej restauracji, moje oczy omijają najlepsze smaczki, żeby zatrzymać się na "fileciku drobiowym z marcheweczką" z karty dla małych rozrabiaków. Gdy jem mojego ukochanego pad thaia, smakuje mdło jak makaron bez dodatków wyjęty z rosołu, a dzień najchętniej rozpoczęłabym i zakończyła kanapką z masłem i nutellą (którą udaje mi się wynegocjować dopiero po zjedzeniu jogurtu z owocami).

Gotowanie automatycznie poszło w odstawkę. No bo jak tu gotować, gdy radości już nie sprawia ci smażenie cebuli na maśle i bulgotanie bulionu. Po co mam się starać, skoro wszystko i tak smakuje tak samo? Przecież ten czas mogę spędzić w toalecie wąchając Domestos, który ostatnio pachnie jak najlepsze perfumy. Uwierzcie mi, mam najczystszą toaletę na świecie:)

Jednak czasem, gdy patrzę na tego naszego bloga, nawet największy wstręt do jedzenia nie jest w stanie mnie powstrzymać. Walczę. Robię sobie zwiastującą wiosnę sałatkę z orientalnym posmakiem z makaronem soba. I liczę na to, że mój synek polubi ją na tyle, że pozwoli mi zajadać się nią całą wiosnę.

Wiosenna sałatka z makaronem soba (4 porcje)

- 150 g makaronu soba
- 2 ogórki
- pęczek rzodkiewek
- 50 g czarnego sezamu

Dressing:
- 5 łyżek oleju sezamowego
- sok z 1,5 limonki
- 1 łyżka sosu sojowego
- 1 łyżka miodu
- 1 łyżeczka cukru
- tabasco
- sól

  1. Ugotuj makaron w osolonej wodzie zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu. Makaron odcedź na sitku, przelej dokładnie zimną wodą i pozostaw na sitku do odsączenia. 
  2. Pokrój ogórka razem ze skórką w cienkie paski, najlepiej używając do tego obieraczki do warzyw. Pokrojonego ogórka wrzuć do miski.
  3. Pokrój rzodkiewki w cienkie plasterki i dorzuć do ogórka. 
  4. Do miski wrzuć również makaron i sezam. Wymieszaj je ręką. 
  5. Przygotuj dressing. Pomieszaj wszystkie składniki w miseczce (po spróbowaniu dodaj odpowiednią ilość soli i tabasco) i wlej do miski z makaronem. 
  6. Całość dobrze wymieszaj. 
Śliwka

wtorek, 19 sierpnia 2014

Wtorek z kaszą #21: Jaglane tabbouleh



Szybki pomysł na kaszę? W okresie letnim świetnie sprawdzi się tabbouleh. Tę sałatkę klasycznie przygotowuje się z użyciem kuskusu, lub kaszy bulgur, ale ja jak zwykle stawiam na moją ukochaną jaglankę. Świetnie smakuje w towarzystwie świeżych, letnich warzyw, a dodatkowe orzeźwienie zapewni jej świeża mięta.

To już kolejna odsłona naszego cyklu "wtorek z kaszą", a ja nie mogę już zliczyć osób, które w tak krótkim czasie rozkochałam w kaszy. Znajomi z pracy przynoszą ją na obiad, a ja bezczelnie ich z kaszy objadam. Inna koleżanka błaga kaszę o litość, bo od tygodni nie jest w stanie zjeść nic innego. Niezmiernie mnie to cieszy! Jeśli jeszcze nie dołączyliście do "okaszałych", nie wahajcie się dłużej!

A teraz wybaczcie, zmykam na koncert Justina. Jeśli nie zobaczycie więcej moich przepisów, wiedzcie, że dałam mu się porwać i będę gotować już na zawsze tylko jemu:)

Jaglane tabbouleh (4 porcje)

-150 g kaszy jaglanej (waga suchej kaszy)
- 400 ml wody
- 4 porządne szczypty soli

- 300 g pomidorków koktajlowych
- 1 ogórek szklarniowy
- 7 rzodkiewek
- 15 g posiekanej świeżej mięty
- 15 g posiekanej świeżej natki pietruszki
- 40 g posiekanego szczypiorku
- 1 ząbek czosnku
- sok z połówki cytryny
- 1 łyżka miodu
- pół ostrej chilli (na przykład habanero)
- 3 łyżki oliwy
- sól
- pieprz

  1. Ugotuj kaszę w wodze z solą. Gotuj aż pochłonie całą wodę, przemieszaj i odstaw do ostygnięcia. 
  2. Pokrój pomidorki w ćwiartki, ogórka obierz ze skórki i poszatkuj.Wrzuć do miski. 
  3. Poszatkuj rzodkiewki i dorzuć do miski. 
  4. Dodaj posiekane zioła, przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku i posiekane chilli.
  5. Dopraw sokiem z cytryny, miodem, oliwą, solą i pieprzem. 
  6. Dodaj wystudzoną kaszę i wszystko dobrze wymieszaj. 
  7. Podawaj na zimno. 
Śliwka

wtorek, 10 września 2013

Sałatka z kaszą jaglaną, granatem i miętą


Ostatnio zakochałam się po uszy! Moje życie uczuciowe nie zmieniło się wcale, ale do naszego mieszkania wprowadziła się nowa lokatorka - kasza jaglana. Przemycam ją do śniadaniowych puddingów, placuszków i sałatek.
To zdecydowana królowa wśród kasz, a oprócz tego, że jest niezwykle zdrowa, jest po prostu bardzo smaczna i stwarza wiele możliwości w kuchni.
Nie chcę nikogo zanudzać, tym bardziej, że nie jestem ekspertem, ale w wielkim skrócie chciałam wymienić jej walory zdrowotne.

Nigdy nie byłam na diecie, bo nie musiałam, ale staram się zdrowo odżywiać, dlatego słowo dieta kojarzy mi się ze stylem życia. Kiedy zapominam dbać o zróżnicowany jadłospis, najczęściej sięgam po pieczywo, mięsa, cukier i nabiał, czyli wszystko co kwasotwórcze, popijając to jeszcze dodatkowo kawą. To może prowadzić do kwasicy metabolicznej, co jest istotną przyczyną chorób nowotworowych.
Nie jestem w stanie zrezygnować z tych wszystkich rarytasów, dlatego w trosce o zdrowie, aby zachować harmonię spożywam kaszę jaglaną. Oprócz właściwości oczyszczających i odkwaszających, kasza ta zawiera szereg substancji mineralnych, witamin, a nawet lecytynę. Jest lekkostrawna, dostarcza sporo energii, do tego wszystkiego jeszcze zalecana jest w diecie bezglutenowej. Jednym słowem - samo zdrowie!

Najłatwiej przekonać się do jej jedzenia, robiąc pyszne danie. Dzisiejsza sałatka poza kaszą zawiera też sporo innych i wartościowych dla zdrowia składników. Najważniejsze przy tym, że jest przepyszna.
Na talerzu znajduje się także roszponka, pomidor, rzodkiewka, papryka, zamarynowana w soku z cytryny cebula, mięta, ziarenka granatu i ziarna prażonego słonecznika. Całość polana miodowo-limonkowym dressingiem. Mam nadzieję, że nie muszę Was dłużej namawiać do jej spróbowania.

A jeśli zachęciłam Was do jedzenia kaszy lub od dawna ją lubicie, koniecznie zajrzyjcie na blog Gotuj zdrowo!


Sałatka z kaszą jaglaną, granatem i miętą/2-3 porcje
  • 100 g suchej kaszy jaglanej (dwa razy tyle wody i plasterek imbiru)
  • garść roszponki
  • owoc granatu
  • pomidor
  • papryka (u mnie pół czerwonej i pół żółtej)
  • mała czerwone cebula
  • sok z 1/2 cytryny
  • kilka rzodkiewek
  • garść ziaren słonecznika
  • listki świeżej mięty
  • Dressing:
  • sok z 1/4 cytryny
  • sok z 1/2 limonki
  • łyżka startej skórki z limonki
  • 2 łyżki płynnego miodu
  • 4-5 łyżek oliwy
  • 2 łyżki soku z wyciśniętego granatu
  • szczypta suszonych płatków chilli
  • sól, pieprz
  1. Kaszę wsypujemy na sitko, przepłukujemy zimną woda, przekładamy do szklanki i sprawdzamy dokąd sięga. 
  2. Jaglankę przesypujemy do rondelka, a szklankę wypełniamy wodą zajmując płynem dwa razy tyle objętości co kasza (czyli gotujemy w proporcjach 1:2). 
  3. Do rondelka wlewamy wodę, dodajemy plaster imbiru i pół łyżeczki soli, podgrzewamy. 
  4. Gdy woda zacznie się gotować zmniejszamy ogień i gotujemy kaszę, aż wchłonie wodę, a na jej powierzchni zaczną pojawiać się bąbelki (w zależności od grubości kaszy będzie to trwało od 5 do 10 minut). Dalej zestawiamy ją z ognia, przykrywamy rondelek i zostawiamy jeszcze na kilka minut.
  5. Ugotowaną kaszę studzimy.
  6. Do małego słoika wyciskamy sok z cytryny i limonki. Dodajemy szczyptę soli i mieszamy do rozpuszczenia. Następnie dodajemy skórkę z limonki, miód, oliwę, sok z granatu, oraz płatki chilli. Słoik zamykamy i potrząsamy nim, aby składniki dressingu się dobrze wymieszały.
  7. Ostudzoną kaszę mieszamy z roszponką. 
  8. Pomidora i rzodkiewki kroimy w plastry, paprykę w kostkę. Dodajemy do sałatki. Czerwoną cebulę kroimy w plastry, skrapiamy sokiem z 1/2 cytryny i odstawiamy na kilka minut, następnie dodajemy do miski.
  9. Granat kroimy wzdłuż na pół, uderzamy owoc nad miseczką drewnianą łyżką w skórkę, aby uzyskać ziarenka. Dodajemy je do pozostałych składników.
  10. Na suchej patelni prażymy kilka minut ziarna słonecznika i wrzucamy je do sałatki razem z listkami mięty. Całość mieszamy i polewamy dressingiem. Podajemy od razu.
Tosia

wtorek, 9 lipca 2013

Naleśnikowe roladki


Lato sprzyja podróżom i spożywaniu posiłków na świeżym powietrzu. 
Z doświadczenia wiem, że najbardziej odważni pasażerowie pksów, czy pociągów pkp potrafią w zatłoczonym środku lokomocji bez większego skrępowania wyjąć z plecaka kiełbasę lub jajko (które zostało ugotowane na twardo pół doby wcześniej).
Aby nie niszczyć sobie i innym podróży intensywnym zapaszkiem warto wcześniej przemyśleć co spakujemy do torby.
Podobna zasada dotyczy jedzenia zabieranego ze sobą do szkoły, czy pracy. Temat ten już poruszałyśmy w trakcie cyklu "Tydzień z LunchBoxem". Przedstawiłyśmy wtedy 7 propozycji dań, które można śmiało zapakować do pudełka.
Jedzenie zabierane w trasę nazywa się "suchym prowiantem", ale na szczęście nie musi ono być całkowicie suche i może ładnie pachnieć.
I takie właśnie są naleśnikowe roladki!
Koperkowe naleśniki posłużyły mi tu za pszenne tortille i tym sposobem zawinęłam je jak wrapsy. Wypełniłam je ulubioną sałatą, czyli roszponką, a także szynką parmeńską, pomidorem, rzodkiewką i ugotowaną wcześniej fasolką szparagową. Smak roladek dopełnia delikatny sos cytrynowo-koperkowy, który oczywiście można jeszcze przyprawić czosnkiem, jeśli krzywe spojrzenia pasażerów nam nie przeszkadzają :)
Roladki, w odróżnieniu od suchej buły z serem, nawet po kilku godzinach są  w środku wilgotne, dzięki temu można je szybko zjeść bez zbędnego popijania. Naleśnik nie nasiąka farszem z zewnątrz, dlatego bez większych obaw schowacie je do pudełka na kilka godzin.
Myślę, że świetnie nadawałyby się także na piknik, czy po prostu na śniadanie :)

Naleśnikowe roladki
Naleśniki z koperkiem/10 szt.
  • 150 g mąki pszennej
  • 300 ml mleka 1,5%
  • 2 jajka
  • 50 ml półwytrawnego białego wina (lub wody mineralnej)
  • 3 łyżki roztopionego masła
  • łyżeczka cukru
  • łyżeczka soli
  • 3 łyżki posiekanego koperku
 Sos cytrynowo-koperkowy z groszkiem cukrowym:
  • 2 łyżki majonezu
  • 4-5 łyżek jogurtu naturalnego
  • sok z 1/2 cytryny
  • 3 łyżki posiekanego koperku
  • 4 łyżki groszku cukrowego
  • szczypta soli
  • szczypta cukru
Farsz:
  • plastry szynki parmeńskiej
  • roszponka
  • ugotowana fasolka szparagowa
  • pomidor
  • rzodkiewki
  1. Mąkę przesiewamy do misy, dodajemy sól i cukier. Zaczynamy wlewać mleko i mieszać trzepaczką składniki. Dodajemy jaka, wlewamy wino. Na koniec dodajemy roztopione masło i posiekany koperek, całość dokładnie jeszcze raz mieszamy.
  2. Ciasto naleśnikowe zostawiamy w misie, przykrywamy folią i wkładamy na godzinę do lodówki.
  3. Rozgrzewamy patelnię, smarujemy ją odrobiną tłuszczu (co kilka naleśników) i wylewamy chochlą ciasto. Naleśniki smażymy z dwóch stron, aż się zarumienią, czyli ok. 3 minuty na stronę. Czynność powtarzamy.
  4. Groszek cukrowy zalewamy wrzątkiem i zostawiamy w wodzie na kilka minut, następnie odsączamy. W miseczce mieszamy majonez z jogurtem naturalnym, groszkiem, sokiem z cytryny, solą, cukrem i koperkiem. 
  5. Sos rozprowadzamy na środku każdego naleśnika. Następnie kładziemy roszponkę, szynkę parmeńską, plasterki pomidora i rzodkiewek oraz wcześniej ugotowaną fasolkę szparagową.
  6. Zawijamy naleśniki ciasno jak roladki i kroimy na 2 lub 3 części. Podajemy od razu lub chłodzimy w lodówce.
Tosia

niedziela, 22 kwietnia 2012

Śniadanie do łóżka #45: Twarożek z rzodkiewką w roladkach z cukinii i bakłażana









































Jajka, grzanki, kanapki i placuszki - zapewne takie macie pierwsze skojarzenie, gdy pomyślicie o śniadaniu. Ja też takie mam.
 Dlatego w cyklu Śniadanie do łóżka zazwyczaj pojawiają się tego typu przepisy.
Dzisiaj chciałam Wam pokazać coś odrobinę innego. 
Roladki z grillowanej cukinii i bakłażana być może nie są największym odkryciem świata, a kojarzone są raczej z przystawką. Uważam jednak, że świetnie się sprawdzą jako propozycja śniadaniowa, jeśli jako farsz wykorzysta się twarożek. 
Zapraszam Was na wiosenny, lekki twarożek z rzodkiewką i miętą..w roladkach z grillowanych warzyw. 
Do tego chrupiące grzanki i lekkie śniadanie podane prosto do łóżka gotowe :)

Twarożek z rzodkiewką w roladkach z cukinii i bakłażana
  • 125 g chudego twarogu
  • 5 rzodkiewek
  • 5 łyżek jogurtu bałkańskiego
  • łyżka soku z cytryny
  • cukinia
  • bakłażan
  • garść świeżej mięty
  • garść świeżego koperku
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • łyżeczka ostrej papryki
  • świeżo mielony pieprz
  • sól
  1. Cukinię i bakłażana myjemy, osuszamy. Za pomocą obieraczki kroimy warzywa w długie, cienkie plastry. Jeśli nie mamy obieraczki używamy ostrego noża. Cukinię i bakłażana kładziemy na drewnianej desce i posypujemy każdy plaster szczyptą soli. Odstawiamy na 15 minut aż puszczą soki. Następnie bierzemy ręcznik papierowy i odsączamy plastry warzyw z soli i soku.
  2. Paski warzyw przyprawiamy pieprzem i ostrą papryką. Z dwóch stron smarujemy odrobiną oliwy. Rozgrzewamy patelnię do grillowania i kładziemy plastry na "ruszt". Grillujemy po ok. 1-2 minuty z każdej strony. Przekładamy na talerz, aby ostygły.
  3. Twarożek rozdrabniamy widelcem i łączymy z jogurtem bałkańskim. Rzodkiewki kroimy w drobną kosteczkę, siekamy zioła i dodajemy do twarożku. Przyprawiamy solą, pieprzem i sokiem z cytryny.
  4. Każdy plaster smarujemy odrobiną twarożku i zawijamy w roladkę. Przy wersji z cukinią możemy na każdą roladkę wykorzystać dwa plasterki. Roladki dekorujemy świeżą mięta i podajemy schłodzone.
Tosia

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Tacos z krewetkami, mango i rzodkiewką


Tacos to spełnienie marzeń każdego łasucha. A że ja należę do tej kategorii, to od czasu do czasu pozwalam sobie na wersję tradycyjną- mielone mięso doprawione (idealną) przyprawą taco, surową cebula, pomidorami, sałatą i papryczkami jalapenos. Mój chłopak ( i prawdopodobnie większość panów) jest oddanym fanem tego połączenia i to on mi je pierwszy przedstawił. Wypróbowaliśmy też wersję na cieście francuskim- polecam;)
Moja wersja znacznie różni się od oryginału. Nie ma tu typowo meksykańskich dodatków, jak mocno doprawione mięso czy guacamole, ale jest bardziej śródziemnomorskie i przede wszystkim, na zimno- idealne na męczący upał. Krewetki w mieszance koktajlowej są wyjątkowo lekkie, gdyż wymieniłam najczęściej używany majonez na jogurt naturalny. Nie brakuje im też ostrości, a słodką nutę tworzy dodatek mango.
Ostatnio natknęłam się na bardzo ciekawy artykuł dotyczący taco. Okazuje się, że w Kalifornii pojawiają się nielegalne "bary" serwujące ten przysmak z rozmaitymi dodatkami. Nielegalne, bo łamiące wszystkie reguły higieny, łącznie z przypadkami kichania prosto w zbiornik z mięsem (jak określił autor, to nie ma znaczenia, bo jedzenie jest tak ostre, że przyprawy zabijają wszystkie bakterie). "Bary" to jeżdżące przyczepy, które pojawiają się w coraz to innych miejscach, żeby uniknąć wizyty sanepidu, a o wyborze miejsca informowani są wyłącznie prawdziwi tacomaniacy. Zachęcam do wypróbowania przepisu- ostrzegam: grozi tacomanią!

Tacos z krewetkami, mango i rzodkiewką (8 placków)
- 8 placków pszennej tortilli
- 1 kg surowych krewetek
- 250g greckiego jogurtu naturalnego
- 2 mango
- 250g rzodkiewki
- 1 papryczka chilli
- 1 ząbek czosnku
- 1 łyżeczka cukru
- świeża kolendra
- sól

Poszatkuj rzodkiewki, mango obierz ze skórki i pokrój w kostki, odłóż na bok. Zagotuj wodę w dużym garnku i ugotuj krewetki przez ok. 7 minut aż się zaróżowią. Krewetki ochłódź, następnie odkrój głowy i obierz z pancerzyków. Poszatkuj mięso krewetek i wrzuć do dużej miski. Połącz z jogurtem naturalnym, poszatkowaną papryczką chilli, poszatkowanym czosnkiem, cukrem i solą. 
Na jednej połowie placka ułóż około 3 łyżek powstałej pasty krewetkowej. Posyp rzodkiewką, mango i świeżą kolendrą. 

Śliwka

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...