Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z warzywniaka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z warzywniaka. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 kwietnia 2018

Tabbouleh z botwiną, mango i halloumi


Nie gram z Wami w żadne gierki, ale mam info z pierwszej ręki, przyniosłam wczoraj z warzywniaka nowinę, zaczął się sezon na botwinę. Poszła ona dzisiaj w tango z mango, kaszą, pietruszką, chili, limonką i cebulą. Składniki posiekałam, nie była tu zatem potrzebna tarka, mimo że w tle leciał Tarkan. Nie jest to tematem tabu, że arabską sałatkę Tabbouleh robi się z kaszy bulgur, czyli ziaren pszenicy. Powiem Wam w tajemnicy, że w smaku nie zrobi to żadnej różnicy, jeśli użyjemy do tego starej odmiany pszenicy, czyli orkiszu. Rozkminiłam by do limonkowego dressingu dodać trochę kminu rzymskiego. Przepis spodoba się każdemu ziomkowi i niuni, jeśli lubią Halloumi.

Tabbouleh z botwiną, mango i halloumi
  • szklanka suchej kaszy orkiszowej
  • 2 szklanki wody
  • 2 pęczki botwiny + łyżeczka masła klarowanego
  • mango
  • mała czerwona cebula
  • natka pietruszki
  • 100 g halloumi
  • Dressing:
  • 5 łyżek oliwy
  • sok z limonki
  • łyżeczka syropu z agawy/klonowego/miodu
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • ząbek czosnku
  • 1/2 łyżeczki kminu rzymskiego
  • szczypta soli, świeżo mielony pieprz
  1. Kaszę wsypujemy do rondla, zalewamy wodą, dodajemy 1/2 łyżeczki soli. Gotujemy na małym ogniu, aż kasza wchłonie wodę  (ok. 12 minut). Odstawiamy do ostygnięcia.
  2. Młode buraczki obieramy lub dokładnie myjemy, zostawiamy kilka do ozdoby. Drobno kroimy botwinę i podsmażamy przez kilka minut na maśle klarowanym, przyprawiamy. Kroimy drobno mango (zostawiamy kilka kosteczek do ozdoby), czerwoną cebulę i natkę pietruszki.
  3. Kaszę łączymy z przygotowanymi składnikami. W miseczce łączymy oliwę z syropem z agawy, sokiem z limonki, chilli, posiekanym drobno czosnkiem i przyprawami.
  4. Dressing dodajemy do kaszy i dokładnie mieszamy.
  5. Na patelni smażymy plastry halloumi po ok. 2 minuty na stronę. Na maśle klarowanym podsmażamy botwinę do dekoracji..
  6. Sałatkę serwujemy z halloumi, podsmażoną botwiną, mango i limonką.

wtorek, 30 stycznia 2018

Coleslaw z czerwonej kapusty i buraków


Coleslaw to imprezowy hicior o czym przekonałam się już wielokrotnie. Dzisiaj założyłam różowe okulary i postanowiłam nadać mu trochę więcej koloru niż zwykle. W misie wylądował burak z czerwoną kapuchą, razem utaplali się w majonezie i mleku kokosowym. Wydaje mi się, że to już całkiem wybuchowa mieszanka, ale do prawdziwej eksplozji smaku potrzebny był jeszcze granat!
Przyjemnie czasem poczuć miętkę, więc dodałam jeszcze trochę zielonego. Różówy Kolosław wygląda i smakuje kapitalnie, więc od razu sugeruję nałożyć podwójną porcję!

Coleslaw z czerwonej kapusty i buraków
  • 400 g czerwonej kapusty
  • 300 g tartych buraków*
  • mała czerwona cebula
  • 4 łyżki majonezu
  • 4 łyżki mleka kokosowego lub jogurtu
  • soku z 1/2 pomarańczy (u mnie z czerwonej)
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • pestki granatu
  • świeża mięta
  • sól, pieprz
  1. Kapustę drobno siekamy, mieszamy z tartymi burakami. Dodajemy posiekaną w kosteczkę cebulę, chilli i przeciśnięty przez praskę czosnek.
  2. Dodajemy majonez, mleko kokosowe, sok z pomarańczy, sól, pieprz. Całość dokładnie mieszamy, w razie potrzeby doprawiamy.
  3. Tak przygotowaną surówkę odstawiamy na 20 minut, aby się "przegryzła".
  4. Serwujemy z pestkami granatu i miętą.
* Buraka owijamy w folię aluminiową i pieczemy 40 minut w 200 stopniach. Następnie obieramy i ścieramy na tarce. Mogą to być także ugotowane buraki, ewentualnie gotowe "ze słoika".

 Tosia

wtorek, 11 lipca 2017

Pieczone ravioli z kozim serem, bobem i suszonymi pomidorami


Łubudubu trwa sezon na bubu! Muszę się przyznać, że najbardziej mnie kręci połączenie bobu z boczkiem, co zresztą nie jest tajemnicą, bo ostatnio pojawiły się dwa takie wpisy (muszle z bobem i boczkiem oraz quichotto). Nie chciałabym być nudna i straszyć kogoś przepisami, które pójdą w boczki. Dziś połączyłam bób z kozim serem, sokiem z limonki i suszonymi pomidorami. Można zatem powiedzieć, że to kozie bóbki. Okazało się, że to równie zjawiskowa kombinacja, nawet jeśli nazwa odstrasza.

Farsz wykorzystałam do pieczonych pierogów. A właściwie do pieczonych ravioli, bowiem ulepiłam okrągłe pierożki, każdy z nich otrzymał swój własny daszek. Ciasto dla smaku i koloru zabarwiłam curry. Wyszły kruche i rumiane. W przepisie podałam proporcje na mniej więcej 20 sztuk (przy ponownym wałkowaniu powinno tyle wyjść). Możecie jednak śmiało skusić się na połowę porcji ciasta. Farszu zróbcie tyle samo! Jeśli zostanie Wam go trochę to żadna strata,  bo nadzienie smakuje wyśmienicie. Zapewniam, że przyjemnością podjecie je łyżką w trakcie lepienia. Będzie też świetnym dodatkiem do upieczonych pierożków.




Pieczone ravioli z kozim serem, bobem i suszonymi pomidorami/ 18-20 sztuk
Ciasto:
  • 500 g mąki pszennej typ 650
  • 2 jajka
  • 200 g zimnego masła
  • 2-3 łyżki zimnej wody
  • łyżeczka soli
  • łyżeczka curry
  • białko jajka (wierzch)
Farsz:
  • 270 g bobu
  • 200 g koziego kremowego serka
  • 10 suszonych pomidorów
  • ząbek czosnku
  • sok z 1/2 limonki
  • 50 g tartego parmezanu
  • sól, pieprz 
  1.  Mąkę wsypujemy do misy, dodajemy jaja, curry, sól i posiekane zimne masło. Dolewamy zimnej wody i wyrabiamy ciasto do połączenia składników w zgrabną kulę. Owijamy ją w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na godzinę.
  2. W tym czasie do wrzącej, posolonej wody wrzucamy bób. Gotujemy 10 minut. Studzimy i obieramy.
  3. Połowę bobu łączymy z kozim serem, posiekanym czosnkiem i limonką. Miksujemy blenderem na gładką masę. Dodajemy tarty parmezan, pokrojone drobno suszone pomidory i resztę bobu. Przyprawiamy do smaku solą i pieprzem.
  4. Schłodzone ciasto kładziemy na blacie oprószonym mąką, cienko wałkujemy. Wykrawamy szklanką (średnica ok. 8 cm) kółka. 
  5. Na środku kółek wykładamy po łyżce farszu i przykrywamy drugim kółkiem tworząc daszek. Pierożki delikatnie rozciągamy po bokach i robimy z każdej strony falbankę. Ostrym nożem wykrawamy z wierzchu 4 paseczki. Tak przygotowane ravioli układamy na blasze wyłożonej pergaminem.
  6. Pierogi z wierzchu smarujemy białkiem, wkładamy do rozgrzanego piekarnika, pieczemy przez 15 minut w 200 stopniach. 
  7. Ravioli podajemy na ciepło lub na zimno z pozostałym farszem.
Tosia

wtorek, 5 kwietnia 2016

Sezon na cebulkę dymkę : słodko-kwaśna dymka


Stali czytelnicy, którzy zaglądają do nas od kilku lat na pewno pamiętają kilka cyklów tematycznych, które prowadziłyśmy na blogu. Dla przypomnienia trochę ponudzę :) Najpierw była "Słodka sobota", w ramach której przez 131 tygodni zamieszczałyśmy co tydzień słodki przepis. Później pojawiła się mała rewolucja na naszych talerzach za sprawą "Wtorku z kaszą", który prowadziłyśmy przez 50 tygodni. Kolejnym z nich były "Obiady czwartkowe", czyli zbiór prawie 30 przepisów na dania główne. Były jeszcze inne serie tematyczne, które trwały tylko 7 dni jak np. "Tydzień włoski" czy "Tydzień filmowy". Niezmiennie trwa z nami za to nasze ulubione "Śniadanie do łóżka", z którym pożegnać się na pewno w najbliższym czasie nie zamierzamy. Zatęskniłyśmy jednak za kolejną serią i właściwie bez dłuższych dyskusji wiedziałyśmy jakim tematem się teraz najchętniej zajmiemy.

Powinnam się ubrać na galowo pisząc ten post, bo mam dziś zaszczyt ogłosić inaugurację nowego cyklu na blogu!



"Sezon na .." będzie miał co tydzień nowego bohatera. Rolę pierwszoplanową zazwyczaj będą grali nasi sezonowi przyjaciele z warzywniaka, ale być może będą to także inne własnoręcznie zebrane gwiazdy jak kwiaty czarnego bzu czy rokitnik. Przepisy będą różnorodne, znajdziecie tu przekąski, zupy, dania obiadowe, desery, przetwory, a może nawet napoje.

Kwiecień to idealny moment, aby rozpocząć, bo z tygodnia na tydzień wybór sezonowych produktów będzie coraz większy. Już zacieramy rączki na chrupiące rzodkiewki, botwinkę, kalarepkę, świeży szpinak, szparagi i rabarbar. Nie wspomnę już o truskawkach i innych wakacyjnych rarytasach! Ale tutaj potrzebna jest cierpliwość, dlatego zacznę od tego co dostępne na straganie.


Na początku kwietnia w warzywniakach, na ryneczkach, a nawet w marketach pojawiają się urocze cebulki dymki. Wiele osób kupuje je i wsadza w ziemię, aby otrzymać z nich dorodny szczypiorek. Ja co roku biorę garść cebulek, a potem ostatecznie i tak lądują w woku ze stif-fry, na patelni z mięsem, czy w garnku z curry. Dlatego przyszedł czas na ich ciekawsze wykorzystanie. Postanowiłam je zamarynować w słodko-kwaśnej zalewie z kurkumą, aby były świetnym i chrupiącym dodatkiem do orientalnych bulionów, kanapek i sałatek.

Marynatę gotuje się przez kilka minut, pasteryzacja trwa kwadrans w piekarniku, właściwie największym problemem jest obranie małych cebulek. Z odpowiednią ścieżką dźwiękową pójdzie Wam to szybko, a na pewno nie pożałujecie. Słodko-kwaśne dymki nadają się do chrupania już po 2 dniach, kiedy przejdą smakiem marynaty.

A za tydzień kolejna sezonowa propozycja :)
 
Słodko-kwaśna dymka / 2 średnie słoiki
  • 500 g cebulki dymki
  • 0,5 l wody
  • 125 ml octu spritusowego lub jabłkowego
  • 70 g cukru (można użyć trzcinowego)
  • 2 łyżeczki soli
  • płaska łyżeczka kurkumy
  • kilka ziarenek ziela angielskiego
  • kilka ziarenek pieprzu
  • 2 liście laurowe
  • kilka plasterków papryczki chilli
  1.  Cebulki obieramy z łupin.
  2. Słoiki sparzamy wrzącą wodą.
  3. Do rondla wlewamy wodę, ocet, dodajemy cukier, sól i kurkumę. Gotujemy na średnim ogniu przez niecałe 10 minut.
  4. Do słoików wrzucamy pierwszą warstwę cebulek, dodajemy palsterki chilli i przyprawy, przykrywamy kolejną warstwą cebulek.
  5. Tak przygotowane słoiki zalewamy marynatą. Dokładnie zakręcamy i wkładamy do rozgrzanego piekarnika.
  6. Słoiki pasteryzujemy w piekarniku w temperaturze 180 stopni przez 15 minut.
  7. Po tym czasie słoiki stawiamy dnem do góry, studzimy.
  8. Cebulki są gotowe do zjedzenia już po 2-3 dniach.
Tosia

niedziela, 24 stycznia 2016

Śniadanie do łóżka #208: Buraczano-kakaowe placuszki z rozmarynem


To miał być weekend idealny. Rozpoczął się w piątek, w samym środku lasu, gdy jeszcze było jasno. Na miejscu czekały już konie i sznur połączonych ze sobą sanek. Opatuleni od stóp do głów, zajęliśmy miejsca na drewnianych saniach, konie ruszyły z kopyta. Kulig pędził niczym błyskawica. A po śnieżnym szaleństwie, ogrzewaliśmy się z rumieńcami na twarzach przy płomieniach zimowego ogniska.

Wieczorem miałam świętować urodziny koleżanki, niestety dzień skończył się mniej radośnie, bo w szpitalu z ukochaną babcią. Nieźle mnie nastraszyła odbierając apetyt i ochotę na cokolwiek. Całe szczęście dziś już babcia czuje się o wiele lepiej i mam nadzieję, że galopem wróci do zdrowia. Dlatego po porannej kontroli wróciła mi też chęć do gotowania i dobry humor.

W lodówce znalazłam dużego buraka, z którego postanowiłam wyczarować coś słodkiego. Pewnie spotkaliście się już z połączeniem buraka z czekoladą, od jakiegoś czasu w Internecie krążą przepisy na buraczane brownie. A jakiś czas temu, na blogu dzieliłam się przepisem na tartę z tym słodko-gorzkim duetem. Tym razem przemyciłam ten smak do placuszków, wzbogacając je dodatkowo o aromatyczny rozmaryn.

Placuszki celowo posłodziłam bardzo skromnie, ponieważ serwowałam je z powidłami z własnoręcznie zebranych śliwek. Może pamiętacie post o sadzie w Piekle? Właśnie stamtąd pochodzą węgierki, które zamknęłam w wakacje w słoiczkach.

Jeśli nie macie ochoty na powidła, to możecie placuszki podawać po  prostu z cukrem pudrem, z syropem klonowym lub z syropem rozmarynowym z tego przepisu :)


Buraczano-kakaowe placuszki z rozmarynem/ 4 porcje
  • 150 g tartego buraka
  • 250 g mąki pszennej
  • 3 czubate łyżki kakao
  • 250 ml mleka
  • jajko
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • łyżka posiekanego świeżego rozmarynu
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3 łyżki oleju roślinnego np. rzepakowego lub kokosowego 
  • szczypta soli
  1. Białko jajka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę.
  2. Buraka obieramy i ścieramy na tarce o małych oczkach. Dodajemy żółtko, cukier, posiekany rozmaryn, wlewamy mleko i mieszamy.
  3. Wsypujemy mąkę z proszkiem do pieczenia, kakao i dokładnie łączymy.
  4. Na koniec dodajemy ubite białko i jeszcze raz delikatnie mieszamy.
  5. Do masy dodajemy 3 łyżki oleju i smażymy placuszki na suchej patelni lub smażymy je na patelni z odrobiną rozgrzanego tłuszczu.
  6. W obu przypadkach smażymy placki po ok. 1-2 minuty z każdej strony.
Tosia

wtorek, 19 stycznia 2016

Piwne podpłomyki z karmelizowanym porem, pieczarkami i orzechową brukselką


Zaraz po dzisiejszym śniadaniu, udałam się do lodówki po doskonale schłodzone piwo. Nie martwcie się jednak, nie wyznaję zasady "Piwko z rana jak śmietana", gdyby tak było, to na pewno bym się do tego nie przyznała! Piwo wykorzystałam do upieczenia rumianych precli, a że zostało trochę w puszce, to resztę postanowiłam użyć również do jakiegoś wypieku.

Początkowo planowałam upiec piwną pizzę, a raczej taki placek bez sera, bowiem zaplanowałam sobie, że odczaruję dzisiaj trochę brukselkę, ale o tym za chwilę. Uznałam jednak, że piekarnik pozostawię preclom, a zamiast placka zabiorę się za podpłomyki. W wersji ekspresowej można je zrobić z ciasta podobnego do tego na pierogi. Wystarczy mąka, letnia woda i sól. Tym razem jednak wodę zastąpiłam letnim piwem i dodałam dla elastyczności ciasta jeszcze trochę masła (może to być również jakiś roślinny olej). Uformowane podpłomyki potrzebują tylko dwóch minut na rozgrzanej patelni, to idealny przepis dla kulinarnych leniuchów!

Propozycji podania podpłomyków jest nieskończenie wiele. Ja postawiłam dziś chyba na całkiem odważną wersję, bo z brukselką. Z całym szacunkiem dla wszystkich starszych pań, ale rozgotowywanie tego warzywa na papkę przyniosło im niemiłą sławę. Tymczasem brukselka jest bardzo wdzięczna w kuchni, a krótkie jej duszenie w mleku kokosowym oraz maśle orzechowym nie tylko nadaje jej ciekawego i nowego smaku, ale także pozwala jej pozostać chrupką.

Każdy podpłomyk posmarowałam masłem orzechowym, ozdobiłam orzechowo-kokosową brukselką (z chilli i czosnkiem), karmelizowanym porem z pieczarkami, szczypiorkiem roszponką. Na koniec skropiłam ostrym sosem Sriracha. Wyszło jeszcze lepiej niż to sobie wyobrażałam!

Piwne podpłomyki/ 6 sztuk
  • 300 g mąki pszennej (typ 550 lub 650)
  • 160 ml jasnego piwa
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 3 łyżki topionego masła
  • Wierzch:
  • 3 łyżki topionego masła
  • Dodatki:
  • masło orzechowe
  • sos Sriracha lub słodko-kwaśny
  • roszponka
  • posiekany szczypiorek
 Karmelizowany por z pieczarkami 
  • 1/2 białej części pora
  • 6 pieczarek
  • łyżka miodu
  • łyżeczka sosu sojowego
  • łyżka octu balsamicznego
  • łyżeczka oleju kokosowego lub rzepakowego
  • szczypta soli, świeżo mielony pieprz 
Orzechowa brukselka 
  • 250 g brukselki
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • posiekany ząbek czosnku
  • 3 łyżki masła orzechowego
  • 3 łyżki gęstego mleka kokosowego
  • 100 ml soku pomarańczowego
  • łyżka octu ryżowego
  • łyżka sosu sojowego
  • łyżeczka oleju kokosowego lub oleju np. rzepakowego
  • pieprz 
Podpłomyki: 
  1. Mąkę wsypujemy do misy, łączymy z solą i topionym masłem. W rondlu podgrzewamy piwo, aby było letnie. Powoli wlewamy je do suchych składników i mieszamy krótko ręcznie lub mikserem.
  2. Elastyczne ciasto zostawiamy w misie na 15-20 minut.
  3. Następne dzielimy na 6 części i robimy kulki. Każdą z nich delikatnie podsypujemy mąką i wałkujemy na podłużny lub okrągły placek.
  4. Rozgrzewamy mocno patelnię (u mnie żeliwna). Smarujemy place z jednej strony topionym masłem i kładziemy go na patelni, smażymy ok. minutę. Następnie smażymy go z drugiej strony masłem i odwracamy, smażymy kolejną minutę.
  5. Tak upieczone podpłomyki odsączamy z tłuszczu na ręczniku papierowym. Odgrzewamy na sucho na patelni lub w piekarniku.
Karmelizowany por z pieczarkami:
  1.  Pieczarki obieramy i kroimy w plasterki, por siekamy w krążki.
  2. Na oleju podsmażamy pieczarki z porem.
  3. Po ok. 5 minutach przyprawiamy solą, pieprzem. Dodajemy sos sojowy, miód i ocet balsamiczny.
  4. Karmelizujemy jeszcze dwie minuty.
Orzechowa brukselka:
  1. Brukselki obieramy z zewnętrznych listków i kroimy w ćwiartki.
  2. W woku rozgrzewamy olej kokosowy, posiekany czosnek i chilli. Po 30 sekundach dodajemy brukselki i smażymy 2 minuty. 
  3. Dodajemy masło orzechowe i mleko kokosowe, dokładnie mieszamy i podgrzewamy 3 minuty.
  4. Następnie wlewamy sok pomarańczowy, sos sojowy i ocet ryżowy, zmniejszamy płomień, całość dusimy jeszcze ok. 7 minut.
 Podpłomyki z karmelizowanym porem, pieczarkami i orzechową brukselką:
  1. Ciepłe podpłomyki smarujemy masłem orzechowym, wykładamy orzechową brukselkę, pieczarki z porem. 
  2. Posypujemy listkami roszponki, szczypiorkiem i polewamy pikantnym sosem.
Tosia

wtorek, 8 grudnia 2015

Bananowy krem krówkowy



Mimo ogromnej tęsknoty za słońcem, mogę śmiało powiedzieć (w tym przypadku napisać), że moim ulubionym miesiącem jest grudzień! W tym roku mija mi jak szalony, co mnie trochę niepokoi, ale szkoda czasu na przemyślenia dotyczące upływającego czasu. Lepiej skupić się na przedświątecznych zadaniach do wykonania!

Ciasto na piernik staropolski już od dawna dojrzewa. Rozpisałam sobie kuchenne zadania na przyszły tydzień. Zamierzam np. ulepić wcześniej uszka oraz pierogi i je zamrozić, na pewno zabiorę się też za piernikowe śledzie, aby przed świętami mieć też chwilę oddechu i nie chodzić w wigilię jak zmęczone zombie. Powoli kończę też spisywać ostatnie pomysły na prezenty dla bliskich, te kupne, jak i własnoręcznie zrobione.

Uwielbiam robić innym prezenty, chociaż nie będę udawała świętej Antoniny z Nicei, mimo wszystko wolę je dostawać ;) A najprzyjemniej jeśli ja mogę coś komuś podarować i jednocześnie również cieszyć się niespodzianką. Dlatego od kilku lat biorę chętnie udział w akcji organizowanej przez Marysię, o której wspominałam na blogu już nie jeden raz. W skrócie zabawa polega na robieniu prezentu przypadkowo wylosowanej osobie, trochę jak za czasów podstawówki.

Osoba, którą wylosowałam podała 3 pomocnicze hasła, między innymi, że interesuje się architekturą i sztuką. Dlatego wybrałam dla niej książkę Marcina Wichy "Jak przestałem kochać design", ale nie byłabym sobą, gdybym nie przygotowała czegoś jadalnego. Do paczki dodałam butelkę z goździkową pomrańczówką oraz krem krówkowy, który miałam robić z tego przepisu.

W trakcie gotowania kremu okazało się, że mam za mało kremówki, aby masa zapełniła cały słoiczek. Zainspirowana owocową misą w jadalni i wspomnieniem tegorocznych mazurków sięgnęłam po banany i dodałam je do gotującego się karmelu. Następnie całość zmiksowałam i wyszło z tego coś moim zdaniem jeszcze lepszego niż klasyczny słony karmel - bananowy krem krówkowy z solą :) 



Bananowy krem krówkowy/ słoik 250 g
  • 70 g cukru (warto użyć trzcinowego)
  • 2 łyżki wody
  • 300 ml śmietanki kremówki
  • 100 g białej czekolady
  • płaska łyżeczka soli (lub 3/4 łyżeczki)
  • 3 banany
  1.  W rondelku podgrzewamy kremówkę z połamaną na kawałki białą czekoladą i solą. Mieszamy co jakiś czas, aby nie powstały grudki. Letni płyn zestawiamy z ognia.
  2. Do większego garnka z grubym dnem wsypujemy cukier, dodajemy 2 łyżki wody. Podgrzewamy, aż cukier się skarmelizuje i nabierze brązowego koloru. W tym czasie nie mieszamy cukru, czasem tylko potrząsamy garnkiem.
  3. Garnek z karmelem zestawiamy z ognia, wlewamy powoli połowę kremówki i mieszamy, pilnując, aby nie wykipiało. Stawiamy na kuchence, wlewamy pozostałą część kremówki. 
  4. Wrzucamy pokrojone na kawałki banany i gotujemy całość na małym ogniu przez ok. 10 minut, od czasu do czasu mieszając.
  5. Gęsty krem miksujemy blenderem na gładką konsystencję i przekładamy do wyparzonego słoika.
  6. Ostudzony krem przechowujemy w lodówce.
Tosia

piątek, 27 listopada 2015

Gravlax - łosoś marynowany w burakach


To trochę absurdalne, ale fakt mieszkania nad morzem Bałtyckim wcale nie oznacza dostępu do mnóstwa świeżych ryb. Zdecydowanie łatwiej kupić już gotowe produkty jak np. koreczki śledziowe czy wędzona makrelę, a nad morzem powinno być inaczej! Żeby zrobić jakieś wyjątkowe rybne danie trzeba się naprawdę napocić, aby je najpierw kupić. Można ze świecą szukać miejsc, w których faktycznie dostępne są świeże ryby. Kilka razy nacięłam się na trzeciej świeżości ryby i to nawet w kultowych miejscach, takich jak Hala rybna. Od jakiegoś czasu odwiedzam pobliskie delikatesy rybne Gadus i jeszcze ani razu się nie zawiodłam.

Na co dzień chyba najchętniej eksperymentuję w kuchni z dorszem, ale tym razem skusiłam się na łososia. Od kilku lat w okolicach świąt zabieram się za przygotowanie gravlaxu i w końcu udało mi się za to zabrać :)

Można powiedzieć, że proces przygotowywania tego dania to pogrzeb łososia. Dlaczego? Znalazłam gdzieś informację, że w językach skandynawskich grav oznacza grób, a lax to po prostu łosoś. Kiedyś marynowaną rybę obwiązywano w korę brzozową i zakopywano na kilka dni pod ziemią. Teraz robi się to w znacznie łatwiejszy i przyjemniejszy sposób.

Wystarczy zamarynować rybę w soli i cukrze, dodać zioła i szczelnie owinąć w folię spożywczą. Po dwóch dobach marynowany łosoś jest gotowy do jedzenia. Ja dodatkowo skusiłam się i do marynaty dodałam koperek, tartego buraka, różowy pieprz i skórkę z pomarańczy. Wyszło pysznie!

Łososia serwowałam z pestkami granatu i klasycznie, czyli z cytryną. Świetnie będzie tu też pasował musztardowy sos lub śmietana. Marynowana ryba na pewno zagości u mnie na świątecznym stole. A teraz coś czuję, że kawałek łososia wykorzystam do domowego sushi :)




Gravlax - łosoś marynowany w burakach
  • kilogram filetu ze świeżego łososia ze skórą (bez ości)
  • 160 g kamiennej lub gruboziarnistej soli
  • 60 g cukru
  • skórka z pomarańczy
  • burak
  • pęczek koperku
  • 50 ml wódki (u mnie chłopska pieprzówka)
  • 2 łyżki różowego pieprzu
  • pestki granatu
  1.  Sól łączymy z cukrem, posiekanym koperkiem, pieprzem i świeżo startą skórką z pomarańczy. Ścieramy buraka na tarce o małych oczkach i mieszamy z przyprawami. Odstawiamy na kilka minut.
  2. Dużą formę (długości ryby) wykładamy folią spożywczą. Dno wykładamy połową przygotowanej marynaty, kładziemy na niej łososia skórą do dołu i zakrywamy z wierzchu pozostałą marynatą. Rybę skrapiamy dodatkowo wódką i przykrywamy szczelnie folią spożywczą.
  3. Kładziemy na ofoliowanym łososiu obciążenie w postaci np. puszek lub słoików i wstawiamy na 24 godziny do lodówki.
  4. Po dobie zdejmujemy obciążenie, odlewamy płynną marynatę i ponownie wkładamy ofoliowaną rybę na kolejną dobę do lodówki.
  5. Po tym czasie przepłukujemy łososia zimną wodą (aby pozbyć się buraczanej marynaty) i wycieramy ręcznikami papierowymi.
  6. Łososia kładziemy skórą do dołu, posypujemy świeżo posiekanym koperkiem, pestkami granatu, pieprzem i kroimy ostrym nożem na cienkie plasterki. Podajemy z pieczywem, placuszkami lub ziemniakami.
  7. Rybę przechowujemy w pudełku w lodówce do 10 dni.
Tosia

wtorek, 17 listopada 2015

Krem z pieczonego czosnku z jabłkowymi grzankami i oliwą kolendrową



Pomijając różnego rodzaju losowe zdarzenia, zdecydowanie najtrudniejszym miesiącem w roku jest dla większości listopad. Planowałam, że w tym roku będzie inaczej, ale niestety się nie udało. Poprzedni tydzień był dla mnie wyjątkowo pechowy, na szczęście w tym jest już znacznie lepiej i wróciło pozytywne nastawienie. 

To nie zmienia jednak faktu, że warto sobie poprawiać humor na każdym kroku i sprawiać by ten listopad był sympatyczniejszy. A nic tak nie rozczula jesienią jak miska rozgrzewającej i pysznej zupy! 

Jeszcze chwilę ponarzekam. Niestety listopadowe odwiedziny w warzywniaku nie są tak ekscytujące jak w sezonie maj-październik. Trzeba sobie jednak radzić z tym co jest, a przecież z całorocznych warzyw i owoców też można zrobić fantastyczne danie. Wystarczy mieć czosnek, jabłko, zioła i ziemniaki!

Dzisiaj na obiad zaserwowałam zupę z pieczonego czosnku
. Jeśli do tej pory nie mieliście z nim do czynienia to zmieni on wasze nastawienie do tego warzywa. Upieczony jest tak delikatny, że wystarczy złapać za łupinę ząbka, aby wyskoczył z niego miękki czosnek. W smaku jest lekko słodkawy, a przy tym wciąż charakterny. 

Ugotowany i zmiksowany z ziemniakami stworzył krem o niepowtarzalnym smaku, który już wiele do szczęścia nie potrzebuje. Wzbogaciłam go jednak o jabłkowe "grzanki"podkreślające jego słodycz oraz kolendrową oliwę, która dodaje zupie wiosennej lekkości, za którą tak tęsknimy :)




Krem z pieczonego czosnku
  • główka czosnku
  • 400 g ziemniaków
  • biała część pora
  • litr dowolnego bulionu
  • 2 liście laurowe
  • gałązka rozmarynu
  • łyżeczka miodu
  • łyżka soku z cytryny
  • 2 łyżki oliwy
  • sól, pieprz
Oliwa kolendrowa:
  • pęczek świeżej kolendry
  • kilka łyżek oliwy
 Grzanki z jabłka:
  • jabłko
  • 2 łyżki oliwy
  • łyżka cukru trzcinowego
  • szczypta soli
Zupa:
  1. Czosnek przecinamy wzdłuż na pół, obie części umieszczamy na folii aluminiowej. Skrapiamy je oliwą, posypujemy listkami rozmarynu i zawijamy. Wkładamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy przez 45 minut w 200 stopniach. Studzimy.
  2. Na oliwie podsmażamy pokrojono drobno białą część pora. Po kilku minutach wrzucamy kawałki obranych ziemniaków oraz liście laurowe i smażymy przez 5 minut.
  3. W tym czasie obieramy upieczony czosnek z łupinek i drobno go siekamy. Wrzucamy go do podsmażonych warzyw i smażymy jeszcze 3 minuty.
  4. Całość zalewamy bulionem, zmniejszamy płomień i gotujemy przez ok. 15-20 minut, aż ziemniaki zmiękną. 
  5. Wyjmujemy liście laurowe, a zupę przelewamy do wysokiego naczynia i miksujemy blenderem na gładki krem. Przelewamy go ponownie do garnka, przyprawiamy solą, pieprzem, miodem i sokiem z cytryny. Podgrzewamy jeszcze minutę.
  6. Kremową zupę podajemy z jabłkowymi grzankami i oliwą kolendrową.
Oliwa:
  1.  Pęczek świeżej kolendry przekładamy do wysokiego naczynia, zalewamy oliwą i miksujemy blenderem na gładki olej.
Jabłko:
  1. Jabłko obieramy ze skórki i kroimy w kostkę. Wrzucamy na rozgrzaną oliwę i podsmażamy ok. 5 minut na chrupko. Dodajemy cukier oraz sól i jeszcze chwilę karmelizujemy. 
Tosia

środa, 4 listopada 2015

Tarta z musem czekoladowo-buraczanym


W zeszłym tygodniu otrzymałam zadanie, aby upiec na niedzielę sernik. Miałam ochotę na coś szalonego i po głowie chodził mi sernik czekoladowo-buraczany. Jednocześnie Paweł wzdychał i marudził, że chciałby bardzo, aby to był sernik nowojorski. Czyli pierwsze ciasto, które upiekłam mu jakieś 5-6 lat temu :) Od czasu do czasu bywam sentymentalna, dlatego uległam nowojorskiemu przysmakowi. Sernik zniknął z prędkością światła i została po nim jedynie pamiątka w postaci zdjęcia na instagramie (@tochabrocha).

Od tego czasu nie mogłam spać, budziłam się z krzykiem w nocy, bo prześladowało mnie czekoladowo-buraczanie przeznaczenie. Oczywiście żartuję, spałam spokojnie, ale wciąż miałam ochotę na to połączenie. Ostatecznie przeniosłam je do tarty!

Kakaowy kruchy spód wypełniłam delikatnym jak chmurka musem z pieczonego buraka i gorzkiej czekolady. Wzbogaciłam go dodatkowo o akcent pomarańczowy.

Tarta intryguje przy każdym kęsie, niby to znajomy smak, ale jednak zagadkowy. Ja tego nie powiedziałam, ale tarta smakuje podobno trochę jak początek mroźnej zimy i to miał być komplement. Mi przypomina trochę lodowe czekoladki Moritz, które dostawało się w czasach podstawówki w tubie na Mikołajki. Jedno jest pewne, pozostawia na końcu języka śnieżne i przyjemne wspomnienie.

Deser polecam serwować mocno schłodzony. Myślę, że idealnie komponowałby się z porzeczkówką;)

Tarta z musem czekoladowo-buraczanym / (średnica 23 cm)
Kruche kakaowe ciasto:
  • 220 g mąki pszennej typ 550 
  • 2 czubate łyżki kakao
  • 100 g zimnego masła
  • jajko
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżki wody
Mus czekoladowo-buraczany z pomarańczą:
  • 150 g gorzkiej czekolady
  • 100 g pieczonego buraka*
  • sok z 1 pomarańczy
  • łyżka skórki z pomarańczy
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 150 g śmietanki kremówki
  • 2 białka
  1. Zagniatamy kruche ciasto z podanych składników. W razie potrzeby podsypujemy ciasto mąką lub dodajemy łyżkę wody, aby uzyskać z zgrabną kulę. Owijamy ją w folię i wstawiamy na godzinę do lodówki.
  2. Schłodzone ciasto cienko wałkujemy i wykładamy nią formę do tarty. Nakłuwamy widelcem w kilku miejscach na spodzie i po bokach. Kładziemy pergamin, nasypujemy suchy ryż lub groch i wstawiamy do rozgrzanego pieca.
  3. Spód pieczemy przez 15 minut w 190 stopniach, następnie ściągamy obciążenie i dopiekamy ok. 17-20 minut. Upieczoną tartę studzimy.
  4. Nad rondel z gotującą się wodą umieszczamy miseczkę z połamaną czekoladą. Topimy czekoladę w kąpieli wodnej, następnie krótko studzimy.
  5. W tym czasie miksujemy upieczonego i obranego buraka z topioną czekoladą, pomarańczową skórką i sokiem wyciśniętym z pomarańczy.
  6. Schłodzoną kremówkę ubijamy mikserem na sztywną pianę.
  7. W osobnej misie ubijamy na sztywno białka.
  8. Do bitej śmietany dodajemy mus czekoladowo-buraczany i krótko miksujemy. Następnie dodajemy białko i delikatnie mieszamy.
  9. Mus wykładamy na upieczony spód, wierzch wyrównujemy i wstawiamy na 1,5 godziny do zamrażalnika. Następnie przechowujemy w lodówce.
  10. Tartę podajemy schłodzoną.
* Buraki owijamy w folię aluminiową i wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy przez ok. 40 minut, aż będą miękkie. Po ostudzeniu obieramy ze skórki.

Tosia

wtorek, 13 października 2015

Krem pieczarkowy z kozim serem



Kulinarne snoby wyśmiewają pieczarki twierdząc, że to nie grzyby. Nic mnie to nie obchodzi, ja uwielbiam pieczary i się tego nie wstydzę. Szczególnie szaleję za smażonymi plasterkami, które zdobią coś chrupiącego np. grzankę, albo wręcz przeciwnie, otulają delikatne i rozpływające się w ustach maślane puree z ziemniaków.

Jesień (a może to już zima?) zaskakuje ostatnio swoim brakiem życzliwości. Nagle zrobiło się szaro i zimno, dlatego warto się rozgrzewać na każdym kroku. Najlepiej sprawdza się w tym temacie oczywiście zupa!

Zainspirowana barwami za oknem oraz kolorem swoich paznokci ugotowałam szarą zupę. Nie jest to typowo apetyczny kolor, bo jeśli miałabym wskazać jakiś, który sprawia, że burczy w brzuchu to byłby to żółty (jak ser, ananas, banan, ziemniaki), brązowy (czekolada, kawa, wołowina) lub czerwony (truskawki, pomidory, papryka). Szary uważany jest za smutny i zupełnie niejadalny. A jednak można zrobić szarą i pyszną zupę pieczarkową!

Zupę zagęściłam ziemniakami, dodałam gałązki rozmarynu i kozi ser. Podawałam z chrupiącymi grzaneczkami. Chociaż równie dobrze sprawdziłoby się tutaj jajko w koszulce w rozpływającym się żółtkiem. Prosto, szybko i pysznie, czasem to wystarczy :)

Krem pieczarkowy z kozim serem/ (4-6 porcji)
  • 500 g pieczarek
  • 400 g ziemniaków
  • cebula
  • ząbek czosnku
  • gałązka rozmarynu
  • liść laurowy
  • 1200 ml bulionu
  • 100 ml śmietanki kremówki
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryki
  • 1/2 łyżeczki suszonego oregano
  • 100 g koziego sera
  • łyżka octu balsamicznego 
  • łyżeczka oliwy
  • łyżeczka masła
  • sól, pieprz

  1. Na maśle i oliwie podsmażamy posiekaną cebulę z czosnkiem i rozmarynem. Po chwili dorzucamy obrane i pokrojone pieczarki. Przyprawiamy pieprzem i smażymy 5 minut.
  2. Następnie dodajemy obrane i pokrojone drobno ziemniaki. Przyprawiamy solą, podsmażamy minutę i zalewamy bulionem.
  3. Dodajemy liść laurowy i gotujemy na średnim ogniu przez ok. 20 minut, aż ziemniaki zmiękną.
  4. Dodajemy kremówkę i całość miksujemy blenderem na gładki krem.
  5. Kremową zupę przyprawiamy solą, pieprze, gałką muszkatołową, oregano, papryką, octem balsamicznym. Dodajemy tarty kozi ser i podgrzewamy na średnim ogniu jeszcze ok. 5 minut.
  6. Zupę serwujemy z grzankami, kozim serem i rozmarynem.
Tosia

poniedziałek, 5 października 2015

Sernik szarlotkowy z owsianą kruszonką i karmelowymi lodami z solą


Nie miałam jakoś okazji wcześniej wspomnieć, że rozpoczęła się już trzecia runda konkursu organizowanego przez Magazyn Usta i Expo. Przyznam, że przy każdym etapie emocje są coraz mniejsze, może dlatego, że już udało się wygrać II turę, więc do sprawy mogę podejść na zupełnym luzie, a tak lubię najbardziej :)

IV temat jest niezwykle przyjemny, bo słodki! Przygotowałam jesienny deser, który miałam w planach już od jakiegoś czasu. "Serlotkę", czyli sernik szarlotkowy.

Ma owsiany spód, idealnie puszystą twarogową masę, karmelizowane w miodzie pitnym jabłka i owsianą, chrupiącą kruszonkę. Nie od dziś wiadomo, że dobrą szarlotkę serwuje się z lodami, nawet jeśli to szarlotka sernikowa lub sernik szarlotkowy (jak kto woli). Dlatego skusiłam się na ich własnoręcznie przygotowanie.

Zawsze jak robię lody i chwytam za aparat to żałuję, bo to niezwykle niewdzięczny temat do fotografowania. Z domowymi lodami jest tak, że najpierw są zbyt zmrożone, aby podać je od razu po wyjęciu z zamrażalnika, potem nagle niespodziewanie topią się zbyt szybko. Na szczęście udało się je w miarę uchwycić. W smaku są niesamowite!

Żeby danie nie było zbyt oczywiste, nie przygotowałam lodów waniliowych, a karmelowe z solą. Intuicja podpowiedziała mi, że będą się świetnie komponowały z jabłkowym sernikiem i miałam rację :)

Głosować na moje danie możecie tutaj: https://www.expo.gov.pl/ksiazka_kucharska/254_sernik-szarlotkowy-z-owsiana-kruszonka-i-karmelowymi-lodami-z-sola.html
Nie chcę Was jednak tym męczyć, już zrobiliście wystarczająco dużo w pierwszych dwóch rundach. Zerknijcie jednak do innych przepisów, może coś Wam wpadnie w oko ;) Mi szczególnie spodobał się tym razem tort pralinowy Ani i chętnie spotkam się z nią w Mediolanie!






Sernik szarlotkowy z owsianą kruszonką i karmelowymi lodami z solą / (średnica 23 cm)
Spód:

  • 60 g zimnego masła
  • 100 g płatków owsianych
  • 60 g trzcinowego cukru
Masa serowa:
  • kg twarogu dwukrotnie mielonego
  • 3 jajka
  • 2 żółtka
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 180 g trzcinowego cukru
  • 100 ml śmietanki kremówki
  • Laska wanilii
Karmelizowane jabłka:
  • 5 twardych i soczystych jabłek
  • 2 łyżki masła
  • 3 łyżki miodu
  • ½ łyżeczki cynamonu lub przyprawy korzennej
  • 3 łyżki dwójniaka (miodu pitnego)
  • 3 goździki
Kruszonka:

  • 60 g zimnego masła
  • 100 płatków owsianych górskich
  • 60 g trzcinowego cukru
Lody:
  • 140 g trzcinowego cukru
  • 2 łyżki wody
  • 800 g śmietanki kremówki
  • 250 ml mleka
  • łyżeczka soli
Sernik:

  1. Tortownicę (ok. 23 cm) wykładamy pergaminem, ścianki smarujemy masłem. Przygotowujemy za jednym razem kruszonkę i spód. Zimne masło siekamy i zagniatamy z płatkami owsianymi i cukrem. Połowę ciasta owijamy w folię i wkładamy do lodówki. Drugą częścią wylepiamy formę tortownicy, wierzch wyrównujemy.
  2. Wkładamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy 15 minut w 180 stopniach.
  3. Mikserem ucieramy twaróg z mąką ziemniaczaną i jajkami. Laskę wanilii nacinamy i czubkiem noża wyciągamy ziarenka. Do masy dodajemy stopniowo cukier z wanilią na przemian ze śmietanką kremówką i dalej ucieramy.
  4. Jabłka obieramy i kroimy w średniej grubości plastry. Wrzucamy je na rozgrzaną głęboką patelnię razem z masłem i przyprawami. Podsmażamy ok. 3-4 minuty, następnie dodajemy miód oraz miód pitny i karmelizujemy jeszcze chwilę. Pilnujemy, aby jabłka delikatnie zmiękły i były złociste, ale przy tym wciąż jędrne.
  5. Masę serową wylewamy na podpieczony wcześniej spód, wierzch wyrównujemy. Dekorujemy plastrami karmelizowanych jabłek (kilka plasterków zostawiamy do dekoracji) i wkładamy do piekarnika.
  6. Pieczemy przez 15 minut w 180 stopniach, następnie zmniejszamy temperaturę do 110 stopni i pieczemy przez 1,5 godziny.
  7. Po tym czasie wyjmujemy sernik z piekarnika i studzimy (zacząć studzenie można też w wyłączonym piekarniku z uchylonymi drzwiczkami).
  8. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Wyciągamy ciasto z lodówki, kruszymy je na blachę wyłożoną pergaminem i wstawiamy do pieca. Pieczemy przez 15 minut, kruszonkę studzimy.
  9. Sernik dekorujemy z wierzchu kruszonką i pozostałymi karmelizowanymi jabłkami. Podajemy z lodami.

Lody:
  1. W garnku podgrzewamy śmietankę kremówkę z mlekiem i solą. Letni płyn zestawiamy z ognia.
  2. Do dużego garnka wsypujemy cukier, dodajemy ok. 2 łyżki wody i podgrzewamy, aż cukier zacznie sie karmelizować i nabierze brązowego koloru. W tym czasie nie mieszamy cukru, ewentualnie potrząsamy delikatnie garnkiem.
  3. Garnek z karmelem zestawiamy z ognia, wlewamy połowę mlecznej mikstury i mieszamy, pilnując, aby nie wykipiało. Stawiamy ponownie na ogniu, wlewamy pozostałą część kremówki, od czasu do czasu mieszając gotujemy karmel na małym ogniu przez ok. 10 minut.
  4. Masę przelewamy do miski i schładzamy przez godzinę w lodówce.
  5. Masę lodową wyciągamy z lodówki, miksujemy blenderem aby dobrze "napuszyć" i wkładamy do zamrażalki na 2-3 godziny.
  6. Podczas chłodzenia lodów mieszamy je lub miksujemy mniej więcej co 30 minut, aby pozbyć sie kryształtków lodu i aby były gładkie.
Tosia

niedziela, 4 października 2015

Śniadanie do łóżka #200: Dyniowa shakshuka


Wow! Wchodząc w kokpit, aby przygotować nowy przepis zupełnie się nie spodziewałam, że przypada mi zaszczyt przygotowania 200 wpisu z cyklu "śniadanie do łóżka". To już poważna suma i myślę, że byłaby z tego potężna księga ze śniadaniowymi przepisami, może kiedyś uda się to spełnić. Na razie jednak zapraszam na śniadanie drogą online, czyli tak jak zwykle.

Przyznałam Wam się już na Snapchacie (@tochabrocha) w piątek, że dyniową shaksukę przygotowałam na lunch, a nie dzisiaj na śniadanie. Wszystko dlatego, że od jakiegoś czasu, weekendowe poranki spędzamy ze Śliwką i naszymi panami krążąc po trójmiejskich śniadaniówkach. Nie zdradzimy jeszcze dlaczego, ale mam nadzieję, że będziecie z niespodzianki zadowoleni :)

Tym sposobem przepis śniadaniowy musiałam przygotować wcześniej, ale to mu w niczym nie odejmuje smaku. Wręcz przeciwnie to świadczy o tym, że danie jest uniwersalne i można je zrobić o każdej porze dnia i nocy.

Moja propozycja o jesienna wariacja na temat Shakshuki, czyli w skrócie zapiekanych w sosie jajek. Tradycyjnie robi się to w pomidorach, ale ja postawiłam na dyniową wersję. Wyobraźcie sobie delikatnie zapieczone jajko w korzennym puree dyniowym, do tego posmak koziego sera i chrupkie listki szałwii. Jeszcze tylko croissant, albo kromka chrupiącej chałki, aby mieć co zanurzać w aromatycznym sosie :)


Dyniowa shakshuka / (2 porcje)
  • 400 g pieczonej dyni *
  • 2 jajka
  • szalotka/mała cebula
  • ząbek czosku
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • 1/2 łyżeczki kminu rzymskiego
  • łyżeczka octu balsamicznego
  • łyżeczka miodu
  • łyżeczka oliwy
  • listki smażonej szałwii **
  • pestki dni
  • kilka łyżek tartego serka koziego (można zastąpić np. parmezanem)
  • sól, pieprz
  1.  Pieczoną dynię miksujemy blenderem na gładkie puree.
  2. Na oliwię podsmażany posiekaną drobno szalotkę z czosnkiem i chilli. Dodajemy kmin rzymski i smażymy ok. 2 minuty.
  3. Dodajemy puree z dyni, sól, pieprz, miód i ocet balsamiczny, dusimy ok. 3 minuty.
  4. Na środku sosu robimy wgłębienia, skrapiamy olwią i wbijamy po jajku. Smażymy przez 2 minuty.
  5. Następnie posypujemy danie kozim serem i wkładamy patelnię do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy przez 4-5 minut w 200 stopniach, aż jajka będą odpowiednio ścięte.
  6. Shakshukę dekorujemy smażoną szałwią i pestkami dyni. Podajemy na ciepło. 
* Dynię hokkaido pokroiłam na kawałki, położyłam na blasze wyłożonej pergaminem, skropiłam oliwą i piekłam przez 30 minut w 200 stopniach.
** Listki szałwii smażyłam krótko na rozgrzanej oliwie, odsączyłam z tłuszczu na ręczniku papierowym.
*** Shaksukę przygotowałam na dwóch małych patelniach, ale można również zrobić to na większej patelni i wbić dodatkowo 3 jajko.

Tosia

wtorek, 29 września 2015

Dyniowe leniwe


Blogerzy często piszą, że jakieś danie zrobili zupełnie przez przypadek i spontanicznie. Domyślam się, że są czytelnicy, którzy przymrużają na takie słowa oko, ale tak naprawdę mogą w to nie wierzyć i traktować takie deklaracje jako kokieterię. To dlatego, że niektórzy świetnie radzą sobie w kuchni, ale jedynie kiedy mają pod nosem przepis. Nie są natomiast w stanie wyobrazić sobie procesu powstawania przepisu w głowie i wiem co piszę, bo dyskutowałam na ten temat już z niejedną osobą :) Natomiast miłośnicy improwizacji doskonale zdają sobie sprawę, że czasem najlepsze dania wychodzą instynktownie.

Liczę na to, że każdy mi tym razem uwierzy, że dzisiejsze leniwe to zdecydowanie spontaniczna akcja. Rano upiekłam plastry mojej ulubionej dyni hokkaido, z dodatkiem różowego pieprzu i rozmarynu. Co więcej, dynię skropiłam dodatkowo oliwą z chilli. W czasie gdy się piekła, rozważałam czy zrobić ze zmiksowanej i upieczonej dyni burgery, czy może kopytka. Swoimi wątpliwościami podzieliłam się z Wami na Instagramie, a zdania były (jak to w życiu bywa) podzielone :)

Nie miałam za dużo czasu, dlatego stwierdziłam, że podwójnie dyniowe burgery (bo jeszcze  z dyniowymi bułkami) zrobię następnym razem. A teraz zdecyduję się jednak na kopytka. Otworzyłam lodówkę i już sięgałam po kawałek oscypka, kiedy zobaczyłam twaróg. I wszystko stało się jasne. Gdzie dwóch się biję (burgery i kopytka), tam trzeci korzysta - dyniowe leniwe.

Świetnie się złożyło, bo od rana czułam się trochę leniwie, a dyniowo-twarogowe kluseczki robi się szybko i bezproblemowo. Nie przeszkadzało mi, że puree dyniowe było podkręcone pieprzem i rozmarynem, nadało to wręcz leniwym ciekawego smaku, ale oczywiście w wersji mniej odważnej możecie upiec dynię bez dodatków lub wzbogacić ciasto np. o cynamon.

Dyniowe leniwce podałam klasycznie, czyli z bułką tartą i cukrem :)


Dyniowe leniwe (2-3 porcje)
  • 200 g upieczonej dyni *
  • 150 g półtłustego twarogu
  • jajko
  • 250 g mąki pszennej + kilka łyżek do podsypania
  • łyżka cukru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • podsmażona bułka tarta
  • listki szałwii
  1. Dynię miksujemy blenderem na gładkie puree. Przekładamy do dużej misy i łączymy z twarogiem oraz żółtkiem.
  2. Białko ubijamy na puszystą pianę.  
  3. Do masy dodajemy cukier, sól i mąkę (zostawiamy ok. 50 g). Mieszamy do połączenia składników.
  4. Następnie dodajemy ubite białka i dosypujemy pozostałe 50 g mąki, delikatnie mieszamy raz jeszcze.
  5. Masę przekładamy na stolnicę uproszoną mąką, formujemy cienkie wałeczki i nożem wycinamy pod kątem kluseczki. Układamy je na tacy posypanej mąką.
  6. Kopytka wrzucamy do wrzącej i osolonej wody, gotujemy ok. 4 minuty lub do momentu wypłynięcia kluseczek na wierzch.
  7. Odsączamy z wody i podajemy z bułką tartą, cukrem i szałwią.
* Dynię piekłam z różowym pieprzem i rozmarynem, bo planowałam zrobić burgery. Dlatego zmiksowałam ją ze składnikami, które nadały kopytkom ciekawego smaku. Można jednak z nich zrezygnować i upiec dynię bez dodatków.

** Ciekawym dodatkiem smakowym może być tu jeszcze gałka muszkatołowa lub cynamon.

Tosia

środa, 23 września 2015

Sałatka z grillowanym oscypkiem, figami i śliwkami w miodzie


Nie lubię pożegnań, dlatego koniec wakacji wciąż mnie jeszcze trochę smuci, ale trzeba szukać pozytywnych stron w każdej sytuacji. Wrzesień to wspaniały okres dla kulinarnych smakoszy, więc odwiedziny na straganach wciąż cieszą jak latem, a można z nich przynieść prawdziwe skarby.

Po przygodach w sadzie (przepis na pełnoziarniste brownie ze śliwkami) w końcu znalazłam chwilę na kolejny śliwkowy przepis - jesienną sałatkę.

Śliwki co prawda nie są tym razem w roli głównej, za to we wspaniałym towarzystwie świeżych fig, na które niedawno rozpoczął się sezon. Owoce skarmelizowałam krótko w miodzie pitnym z dodatkiem cynamonu. W tym czasie utworzył się apetyczny i słodko-kwaśny sos, który stał się przy okazji dressingiem sałatki.

Jednak rolę pierwszoplanową wcale nie grały fioletowe owoce, a grillowany oscypek. Jego chrupiąca skórka i rozpływający się środek sprawił, że przy każdym kęsie ma się ochotę powiedzieć "wow". Sałatka jest niezwykle prosta i kryje w sobie dosłownie kilka składników, a jednak dawno nie jadłam tak dobrej, dlatego z czystym sumieniem polecam przepis.

Ps. Dziękuję raz jeszcze wszystkim za wsparcie w głosowaniu konkursowym. Przypominam też, że jeszcze jutro możecie na mnie oddać głos tutaj. Będę wdzięczna, a jak się uda to będę mogła reprezentować Polskę na Expo w Mediolanie :)


Sałatka z grillowanym oscypkiem, figami i śliwkami w miodzie/ (2 porcje)
  • dowolna sałata (u mnie karbowana)
  • 2-3 figi
  • 6 śliwek
  • 2 grube plastry oscypka
  • 2 łyżki ziaren słonecznika
  • łyżeczka miodu
  • łyżka miodu
  • łyżka ostu balsamicznego
  • 4 łyżki miodu pitnego (u mnie dwójniak)
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • świeżo mielony pieprz
  • 2 łyżki oliwy z chilli
  • listki mięty
  1.  Do dwóch miseczek rwiemy umyte liście sałaty.
  2. Figi kroimy w ćwiartki, śliwki na pół. Owoce wrzucamy z łyżeczką masła na patelnię. Podsmażamy ok. 3 minuty.
  3. Dodajemy cynamon, pieprz, miód, ziarna słonecznika i smażymy kolejną minutę. Następnie wlewamy miód pitny, ocet balsamiczny, zwiększamy ogień i karmelizujemy owoce jeszcze 2-3 minuty.
  4. Patelnię do grillowania skrapiamy kilkoma kroplami oliwy. Kładziemy plastry oscypka na rozgrzany ruszt, grillujemy po ok. 2-3 minuty z każdej strony.
  5. Figi, śliwki i oscypki wykładamy na sałatę. Polewamy sosem utworzonym w trakcie karmelizowania owoców. Na koniec sałatkę skrapiamy dodatkowo oliwą z chilli.
Tosia

poniedziałek, 21 września 2015

Buraczane bliny na zakwasie z wędzoną makrelą



W zeszłym tygodniu prosiłam kilka razy o głosy w konkursie organizowanym przez Expo Milano oraz Magazyn Usta. Mam nadzieję, że nie zmęczyłam Was tym, bo starałam się to robić dosyć dyskretnie. Sama nie przepadam za tego typu konkursami, gdzie trzeba intensywnie namawiać wszystkich do głosowania, ale w tym przypadku bardzo mi zależy i uważam, że "gra jest warta świeczki".

W pierwszym etapie zadaniem blogerów było przygotowanie przepisu na śniadanie z wykorzystaniem minimum 3 składników z magicznej paczki z polskimi produktami. Pisałam o tym już przy okazji mojej propozycji na ptysie śniadaniowe. Jury wyróżniło wtedy mój przepis jako najciekawszy, niestety w głosowaniu nie udało się przeskoczyć z II miejsca wyżej, w związku z tym walczę dalej :)

Tym razem tematem zadania była przystawka/zupa. Zdecydowałam, że wykorzystam moją wiedzę i zamiłowanie do wypieku domowego chleba i zrobię coś na bazie zakwasu żytniego. Wybór padł na bliny, które pokazywałam Wam już w grudniu, w okresie świątecznym. Teraz zrobiłam je jednak inaczej, bo z dodatkiem tartych buraczków.

Klasycznie bliny podaje się ze śledziami lub śmietaną, kawiorem i wędzonym łososiem. Moja propozycja to jednak mały przekręt, bo wybrałam zupełnie inną rybę, czyli wędzoną makrelę. Bliny serwowałam też z wielkopolskim serem smażonym, jabłkiem i czerwoną cebulą marynowanymi w cydrze (z kostkami lodu), ogórkiem kiszonym i koperkiem. To idealna zakąska do mocno schłodzonej orkiszowej wódki :)

Mam nadzieję, że moja propozycja przypadnie Wam do gustu i będziecie mieli ochotę oddać na mnie głos, o tutaj:
 http://www.expo.gov.pl/ksiazka_kucharska/179_buraczane-bliny-na-zakwasie-z-chrzanem-wielkopolskim-serem-smazonym-wedzona-makrela-ogorkiem-kiszonym-marynowanym-w-cydrze-jablkiem-i-czerwona-cebula-cebula-15-sztuk.html

Głosowanie trwa do czwartku, z jednego adresu IP można głosować raz dziennie. Oczywiście może to być z komputerów, laptopów, tabletów, telefonów i kalkulatorów, dlatego liczę na Wasze wsparcie. Jeśli się uda to będę miała okazję reprezentować Polskę podczas Expo w Mediolanie. A przy okazji nie będę Was już musiała męczyć w kolejnych rundach. Mimo wszystko zabieram się już za wymyślanie kolejnej potrawy - tym razem danie główne!

Ps. Z góry dziękuję za wsparcie, także w poprzednim etapie. Wiem, że można na Was liczyć ;)



Buraczane bliny na zakwasie z chrzanem, wielkopolskim serem smażonym, wędzoną makrelą, ogórkiem kiszonym, marynowanym w cydrze jabłkiem i czerwoną cebulą cebulą/ (15 sztuk)

Ciasto:
  • 150 g aktywnego zakwasu żytniego*
  • 220 g mąki pszennej typ 650
  • 130 g mąki gryczanej
  • łyżka miodu spadziowego
  • 2 jajka
  • 80 g topionego masła
  • 200 ml mleka
  • 150 g tartych buraków
  • 2 łyżki chrzanu
  • łyżeczka soli
  • łyżka oleju rzepakowego
  • łyżka masła
Dodatki:
  • wielkopolski ser smażony
  • wędzona makrela
  • jabłko
  • czerwona cebula
  • ogórek kiszony
  • koperek
  • kilka łyżek tartych buraków
  • łyżeczka tartego chrzanu
  • łyżeczka miodu spadziowego
  • różowy pieprz
  • 300 ml cydru
  • kilka kostek lodu
  • wódka orkiszowa
Bliny:
  1. Białka jajek ubijamy z solą na sztywną pianę.
  2. W drugiej misce łączymy mąki, miód, aktywny (dokarmiony wcześniej) zakwas, tarte buraczki, chrzan i żółtka.
  3. Powoli wlewając letnie mleko wyrabiamy ciasto mikserem przez 3 minuty. Następnie dodajemy powoli topione masło, wyrabiamy jeszcze minutę.
  4. Do ciasta dodajemy delikatnie ubite białka i mieszamy drewnianą łyżką. Misę z ciastem przykrywamy ściereczką i stawiamy w ciepłym miejscu bez przeciągów na 3 godziny.
  5. Patelnię skrapiamy odrobiną oleju z masłem i rozgrzewamy. Wykładamy po ok. 2 łyżki ciasta, bliny smażymy przez 3-4 minuty z każdej strony.
  6. Dodatkowo można pomóc sobie obręczą i wykładać ciasto do środka foremki, aby przyszłe bliny były bardziej okrągłe.
  7. Bliny serwujemy ze smażonym serem, wędzoną makrelą, chrzanowymi buraczkami, ogórkiem kiszonym, jabłkiem, cebulą, koperkiem i różowym pieprzem. Podajemy ze schłodzoną wódką orkiszową.
Dodatki:
  1. Do miski wlewamy cydr i wrzucamy kostki lodu. 
  2. Jabłko kroimy w cienkie półplastry i wrzucamy do cydru na kilka minut. 
  3. Ogórka kiszonego kroimy obieraczką do warzyw na cienkie wstążeczki. 
  4. Tarte buraczki mieszamy z chrzanem i miodem. 
  5. Cebulę kroimy w piórka i zalewamy wrzątkiem, po kilku sekundach odsączamy z wody na sicie i wrzucamy na kilka minut do jabłka w cydrze. Przed podaniem odsączamy z cydru.
* Aktywny zakwas, czyli dokarmiony 8-10 godzin wcześniej.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...