Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mleko kokosowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mleko kokosowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 października 2016

Śniadanie do łóżka #224: Pieczone kokosowe tosty francuskie


To był jeden z tych poranków, za którymi bardzo tęskniłam. Lato i początek jesieni były intensywne i bogate w atrakcje. Prawie każdy weekend wiązał się z jakimś mikro wyjazdem, wieczorem panieńskim, albo weselem. Było pięknie, ale w tym napiętym grafiku zabrakło ostatnimi czasy spokoju i leniwej celebracji poranków. W końcu w ten weekend udało się trochę zwolnić, pospać dłużej. A zamiast zjeść szybką owsiankę w pośpiechu, zrobić coś specjalnego.

W piątek upiekłam chałkę potrójnie kokosową. Zamiast masła użyłam oleju kokosowego, biały cukier zastąpiłam cukrem kokosowym, a mleko krowie oczywiście mlekiem kokosowym. Z wierzchu plecionkę posypałam dodatkowo wiórkami. Dużo tego kokoko, ale wyszła pyszna i złocista.

Nie od dziś wiadomo, że lekko czerstwa chałka idealnie nadaje się na tosty francuskie, ale w dobie domowego fit gotowania warto szukać swoich zdrowszych alternatyw. Stwierdziłam, że zamoczę kromki chałki w mleku kokosowym i rozbełtanych jajkach. Przełożyłam je na blachę i upiekłam, aż nabrały koloru spadających złotych liści. Oczywiście z tym fit pisałam z przymrużeniem oka, pierwszą kromkę zjadłam z grubą warstwą zimnego masła i z miodem! Ale przynajmniej tosty nie były nasiąknięte tłuszczem :)





Pieczone kokosowe tosty francuskie/ 8 sztuk
  • 8 kromek chałki
  • 100 g mleka koksowego
  • 2 jajka
  • łyżka kokosowego cukru
  • łyżka wiórków kokosowych
  • Do podania: zimne masło, miód
  1. Jajka roztrzepujemy z mlekiem kokosowym. Moczymy w miksturze z dwóch stron kromki chałek i przekładamy ją na blachę wyłożoną pergaminem.
  2. Tosty posypujemy z wierzchu cukrem kokosowym i wiórkami. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika, pieczemy 20 minut w 190 stopniach.
  3. Upieczone tosty podajemy z zimnym masłem i miodem. 
Tosia

środa, 18 maja 2016

Orzechowe gratin z kalarepy


Jeśli po odwiedzinach w warzywniaku słyszycie wewnętrzny krzyk "O rety! Cóż mam zrobić z kalarepy?" - to przychodzę z pomocą :)

Świeżą kalarepę oczywiście fantastycznie sobie pochrupać, ale można z niej wyczarować znacznie więcej. Rok temu robiłam z niej delikatny krem, przepisu teraz nie podam, ale myślę, że możecie ją pokroić i potraktować dokładnie tak samo jak Śliwka we wczorajszym przepisie na szparagowy krem. Kalarepa zastąpiła także świeżego ogórka, którego hejtuje Paweł i tym sposobem powstało tzatziki, które było świetnym dodatkiem do mielonych w chrupiącej panierce i parmezanowego puree ziemniaczanego (swoją drogą właśnie nabrałam ochoty na mielone!). Polecam także dodać ją do curry jak w tym przepisie w wersji z dorszem.

Kalarepkowych eksperymentów nie zabraknie i w tym roku. Co prawda "Sezon na" mamy we wtorek, ale teraz każda wizyta w warzywniaku jest tak ekscytująca, że sezonowe przepisy na blogu będą tak naprawdę pojawiały się w prawie każdym wpisie. Trzeba się nimi nacieszyć, póki są!

Postanowiłam potraktować plastry kalarepy jak ziemniaki, które sposobem francuskim zapieka się z kremówką, masłem, gałką muszkatołową. Pod  nazwą "gratin" i podobną metodą można także przygotować inne warzywa, kiedyś robiłam tak buraki z fetą i pestkami dyni.

Dziś sobie wymyśliłam kalarepę, jednak zamiast kremówki sięgnęłam po schłodzone mleko kokosowe (można powiedzieć, że "śmietankę"). Wymieszałam ją z masłem orzechowym, sokiem z cytryny, dodałam posiekany czosnek i masą zakryłam kalarepę. Piekłam 25 minut, aby plasterki zmiękły, ale pozostały wciąż jędrne. Aby danie nie było nudne, dodałam chrupiącej tekstury za sprawą prażonych orzeszków ziemnych, do tego listki mięty, posiekany koperek i uczta dla miłośników kalarepy gotowa!



Orzechowe gratin z kalarepy/ 2-4 porcje
  • 2 kalarepy
  • 2 łyżki masła *
  • 165 g schłodzonego mleka kokosowego
  • 2 łyżeczki masła orzechowego
  • 1/2 łyżeczki syropu klonowego
  • sok z 1/2 cytryny
  • posiekany ząbek czosnku
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • sól, pieprz
  • Dodatki:
  • 4 łyżki orzechów arachidowych
  • 2 łyżki posiekanego koperku
  • listki świeżej mięty 
  1. Kalarepę obieramy i kroimy w plastry (liście warto zachować!). 
  2. Żaroodporną formę smarujemy łyżką masła i układamy na około plastry kalarepy.
  3. Schłodzoną (gęstą) śmietankę kokosową mieszamy z masłem orzechowym, sokiem z cytryny, syropem klonowym, chilli i czosnkiem. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku. 
  4. Wykładamy masę na kalarepę zakrywając je dokładnie, zostawiamy w kilku miejscach maślane wiórki i wstawiamy formę do rozgrzanego piekarnika.
  5. Zapiekankę pieczemy w 200 stopniach przez 25 minut.
  6. W tym czasie na suchej patelni prażymy orzechy.
  7. Upieczone gratin z kalarepy posypujemy orzechami, koperkiem i listkami mięty. Serwujemy na ciepło lub na zimno.
* W wersji wegańskiej wystarczy masło zastąpić olejem kokosowym.
Tosia

wtorek, 17 maja 2016

Sezon na szparagi: Krem z białych szparagów na mleczku kokosowym


Lubię klasyczne połączenia smakowe, które smakują prawie każdemu. Wprost uwielbiam smak pierogów ruskich, truskawek zapiekanych w koglu moglu, czy schabowego z marchewką z groszkiem. Lubię kołduny prosto z barszczu i pyszną bruschettę na chrupiącej grzance. Czasem jednak uświadamiam sobie, że nie taka znowu ze mnie kulinarna nudziara. Głównie wtedy, jak komuś tłumaczę, że wytrawne dodatki najlepiej smakują na podpieczonej chałce i że zdecydowanie bardziej wolę szparagi białe od zielonych. Tutaj zaczynają się nieporozumienia.

Bo przecież zielonych nie trzeba obierać, można jeść właściwie na surowo, bo przecież lepiej smakują z tym, z tym i jeszcze z tamtym, no i są bardziej uniwersalne. Wszystko prawda, ale dla mnie nie ma nic piękniejszego i bardziej klasycznego niż smak białego szparaga z towarzystwie szynki i sosu (holenderskiego, masła, lub masła z bułką tartą). A gdy jeszcze występują w trójkącie z młodymi ziemniakami, to jestem w niebie. I żadna sałatka z zielonymi, żadne zielone z jajkiem, no po prostu nic tego dla mnie nie przebije.

Białe szparagi smakują jak pierwsze ciepłe dni w roku. Wtedy otwieramy sezon i cieszymy się nimi do wyczerpania zapasów. Zawsze w ten sam "nudny" sposób, bez zbędnych eksperymentów. No chyba, że coś mnie najdzie, jak dzisiaj i zamiast wrzucić je na parę z szynką, postanowię zrobić z nich zupę. Kremową, delikatną, z eksperymentalnym aromatem mleczka kokosowego i cytryny.

Krem z białych szparagów na mleczku kokosowym (ok. 4 porcje)

- 2 pęczki białych szparagów
- 2 łyżki masła
- pół litra wody
- 400 g mleczka kokosowego
- 100 g tartego parmezanu
- sok z połowy cytryny
- sól
- pieprz

  1. Szparagi obierz ze skórki (porządnie, bo skórka może dawać goryczkę!). Pokrój na mniejsze kawałki. 
  2. W dużym garnku rozgrzej masło, dodaj szparagi i obsmaż kilka minut aż lekko zbrązowieją. 
  3. Zalej wodą i mleczkiem kokosowym i gotuj około 25 minut aż szparagi zmiękną. 
  4. Zmiksuj na gładką masę, dopraw cytryną, solą i pieprzem i dodaj parmezan. 
Śliwka

niedziela, 10 kwietnia 2016

Śniadanie do łóżka #217: Kokosowy pudding chia z wędzonym łososiem


Ludzie często narzekają na swój los, a szczególnie na obowiązki dnia codziennego, a przy tym zapominają o prostym powiedzonku "Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz". Nie zawsze jest to łatwe do zrealizowania, ale krótkoterminowe przewidywanie przyszłości, zapobieganie katastrofom i umilanie sobie życia na zaś to naprawdę sprytna taktyka. Udaje mi się to zazwyczaj przy ważnych zadaniach, a ostatnio staram się to także wprowadzać stopniowo w sprawach błahych i codziennych np. odżywianiu. I od razu żyje mi się lepiej.

Oto prosty przykład: jeśli nie masz czasu gotować w ciągu dnia zdrowych i pełnowartościowych dań, to przygotuj je sobie dzień wcześniej, kiedy znajdziesz na to chwilę. Jeśli wiesz, że następnego dnia ominiesz leniwą celebrację śniadania, poświęć kilka minut wieczorem na zrobienie puddingu z nasion chia. Rano znajdziesz w lodówce niespodziankę w postaci pysznego śniadania.

Patent z puddingiem chia stosowałam często latem, ale wiadomo, że jesienią i zimą na śniadanie królują raczej rozgrzewające owsianki. Wiosną chętnie do tego nawyku wrócę. Wieczorami mieszałam nasionka z jogurtem i wkładałam je w filiżankach do lodówki. W ciągu kilku godzin nasionka pęczniały, żelowały i zamieniały się w kremowy mus, przypominający trochę galaretkę. Taki pudding fantastycznie smakuje z owocami, a do tego jest mega zdrowy, bo nasiona chia mają bardzo przyjemne właściwości.

Do tej pory robiłam ten pudding jedynie na słodko, takie wersje widywałam też na innych blogach, Instagramie i magazynach kulinarnych. Postanowiłam zmienić deserową passę puddingu i zrobić go na słono. Użyłam do tego mleka kokosowego i pastę curry. Do masy dodałam jeszcze posiekane zioła oraz drobno pokrojoną rzodkiewkę. Rano ozdobiłam filiżanki wędzonym łososiem i lekkie śniadanie gotowe.

Kokosowy pudding z chia z wędzonym łososiem/ 4 filiżanki
  • 50 g nasion chia (ok. 6 czubatych łyżek)
  • 350 ml mleka kokosowego
  • łyżka żółtej pasty curry
  • szczypta soli
  • 4 rzodkiewki
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku
  • 2 łyżki posiekanego koperku
  • kilka plastrów wędzonego łososia 
  1. Nasiona chia zalewamy kilkoma łyżkami zimnej wody (tak aby je zakryła), mieszamy i zostawiamy na kilka minut do napęcznienia.
  2. Do dużej misy wlewamy mleko kokosowe, dodajemy pastę curry, sól, posiekane zioła i pokrojoną drobno rzodkiewkę. 
  3. Do masy dodajemy nasiąknięte nasiona chia i dokładnie mieszamy do połączenia składników. Pilnujemy, aby z nasion nie utworzyły się grudki.
  4. Rozlewamy przyszły pudding do filiżanek i wstawiamy na kilka godzin (najlepiej na noc) do lodówki.
  5. Podajemy na zimno z wędzonym łososiem, rzodkiewką i ziołami.
 Tosia

poniedziałek, 22 lutego 2016

Śniadanie do łóżka #212: Czekoladowo-kokosowa owsianka z bananem i masłem orzechowym




Odkryłam dziś skandal w biały dzień! Gdyby istniał kulinarny Pudelek, który nazywałby się np. "Rondelek", to pewnie od rana można by przeczytać nagłówek newsa "Blogerki z burczymiwbrzuchu przestały publikować posty, czy to koniec bloga?" - tak, przyznaję, że od ponad tygodnia nie pojawił się żaden nowy przepis, ale już to nadrabiam :)

To pewnie jedna z ostatnich szans, aby podzielić się przepisem na owsiankę w tym sezonie. W marcu wszyscy już poczujemy wiosnę i zamiast rozgrzewać się ciepłymi miksturami, chętniej będziemy chrupać rzodkiewkę, blanszować młody szpinak i siekać zieloną dymkę.

Owsiankę prawie zawsze robię na oko, więc było to dla mnie spore wydarzenie, aby ważyć płatki owsiane i jaglane. Oprócz płatków do rondelka dodałam też nasiona chia (możecie je pominąć lub zastąpić siemieniem lnianym), kakao i gorzką czekoladę. Bazą było mleko kokosowe, ale oczywiście jeśli wolicie krowie, migdałowe, czy sojowe to droga wolna. Ważnym szczegółem udanej owsianki jest szczypta soli, nie zapominajcie o niej, bo zdecydowanie podnosi walory smakowe.

Wierzch czekoladowo-kokosowej owsianki udekorowałam krótko karmelizowanym bananem, prażoną gryką i dodałam też łyżkę masła orzechowego. Otworzyłam także jedną z tajemniczych paczuszek, które dostałam od koleżanki jako pamiątkę z jej podróży do Tajlandii. Przeczuwałam, że będzie to prażony kokos, ale jak zwykle tajlandzkie przekąski mnie zaskoczyły, bo okazało się, że to smażone nerkowce. Myślę, że można śmiało podprażyć wiórki kokosowe (najlepiej ze świeżego kokosa) lub posiekane orzechy na suchej patelni i efekt będzie podobny. A to fajny chrupiący kontrast do aksamitnej owsianki.

Czekoladowo-kokosowa owsianka z bananem i masłem orzechowym / 2 porcje
  • puszka mleka kokosowego (400 ml)
  • 30 g gorzkiej czekolady (kilka kostek)
  • łyżka gorzkiego kakao
  • 50 g płatków owsianych błyskawicznych
  • 50 g płatków jaglanych
  • 2 łyżki nasion chia (można pominąć)
  • łyżka cukru trzcinowego
  • czubata łyżka masła orzechowego
  • szczypta soli
Dodatki:
  • banan
  • łyżeczka oleju kokosowego lub masła
  • łyżeczka cukru trzcinowego
  • prażone nerkowce, kokos* lub posiekane orzechy
  • prażona gryka (np. taka)
  1. Mleko kokosowe wlewamy do rondelka, dodajemy szczyptę soli, połamaną czekoladę i kakao.
  2. Podgrzewamy, aż mleko się dobrze rozpuści, a składniki połączą.
  3. Wsypujemy płatki oraz nasiona chia, mieszamy i gotujemy na średnim ogniu przez ok. 5 minut.
  4. Gotową owsiankę posypujemy cukrem trzcinowym, dodajemy masło orzechowe i zostawiamy pod przykryciem.
  5. W tym czasie na oleju kokosowym podsmażamy pokrojone banany, posypujemy je cukrem trzcinowym i krótko karmelizujemy.
  6. Owsiankę przekładamy do miseczek, dekorujemy bananami, prażonymi nerkowcami i gryką.
* Wystarczy podprażyć przez kilka minut na suchej patelni wiórki kokosowe lub posiekany orzechy.

Tosia

środa, 10 lutego 2016

Orientalna zupa ogórkowa


Chodziła za mną porządna ogórkowa, ale jednocześnie miałam wymagania, aby była lekka i odświeżająca. Przy takich kulinarnych  kryteriach do spełnienia, często sprawdza się polsko-azjatycki romans. Czyli klasyczne obiadowe danie, w nowej, podkręconej wersji. Z takich intryg zazwyczaj wychodzi coś dobrego, przynajmniej moje podniebienie tak uważa!

Mam wrażenie, że słowo "orientalny" jest już mało modne, a wręcz źle się kojarzy. Orientalny może być tani sos ze słoika, odświeżacz do powietrza, albo podejrzany masaż. Mimo tego zdecydowałam się tym przymiotnikiem określić moją ogórkową, ponieważ nie mogłam jej nazwać np. tajską, gdyż za mało ma wspólnego z tą kuchnią. A określenie kokosowa zbyt bardzo kojarzy się z deserem. Zatem orientalna!

Wracając jednak do samej zupy, tłustą śmietanę zastąpiłam mleczkiem kokosowym. Zamiast ziemniaków, do gotującej się zupy wrzuciłam makaron sojowy. Jest w niej aromatyczny imbir, czosnek, chilli, sos sojowy, miód, a także koperek. Dodałam także grzyby shittake, aby wydobyć z zupy niezapomniany smak umami.

Miłośnicy ogórkowej i orientalnych smaczków nie będą rozczarowani :)


Orientalna zupa ogórkowa
  • udko kurczaka *
  • cebula
  • 2 cm korzenia imbiru
  • 2 ząbki czosnku
  • kilka plasterków papryczki chilli
  • 2 marchewki
  • pietruszka 
  • 400 g ogórków kiszonych
  • 200 ml soku z ogórków kiszonych
  • 5 suszonych grzybów shiitake
  • 100 g makaronu sojowego
  • 150 g mleka kokosowego
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki octu ryżowego lub soku z limonki
  • łyżeczka miodu
  • posiekany koperek, bazylia
  • sól, pieprz, 2 liście laurowe, łyżeczka ziaren kolendry, łyżeczka ziela angielskiego
  • łyżka oleju roślinnego
  1. W garnku rozgrzewamy olej, wrzucamy pokrojoną w kostkę cebulę, udko kurczaka (skórą do dołu), posiekany imbir oraz czosnek.
  2. Dodajemy ziarenka pieprzu (łyżeczkę), ziela angielskiego, liście laurowe i kolendrę. Całość podsmażamy 5 minut, następnie zalewamy wodą (ok. 2,5 l). Zmniejszamy płomień i gotujemy przez ok. 30 minut.
  3. Po tym czasie zdejmujemy pojawiające się z wierzchu szumowiny i dorzucamy posiekane w słupki lub starte na tarce marchewki i pietruszkę. Gotujemy przez 20 minut, od czasu do czasu ściągamy szumowiny.
  4. Następnie dodajemy starte na tarce o grubych oczkach ogórki kiszone, wlewamy również sok z ogórków. Gotujemy przez 15 minut.
  5. W tym czasie wyjmujemy z zupy udko kurczaka, obieramy je i wrzucamy ponownie do garnka.
  6. Do zupy dodajemy plasterki chilli, przekrojone suszone grzyby shittake, sos sojowy, ocet ryżowy i mleko kokosowe.
  7. Po 5 minutach wrzucamy połamany makaron sojowy, przyprawiamy zupę do smaku solą, pieprzem, miodem i gotujemy jeszcze 5 minut.
  8. Zupę serwujemy z koperkiem i bazylią/**
* W wersji wegetariańskiej skracamy czas gotowania o 30 minut i od razu podsmażamy z cebulą marchewkę i pietruszkę.
** Mile widziane także inne zioła np. kolendra lub mięta.

Tosia

wtorek, 19 stycznia 2016

Piwne podpłomyki z karmelizowanym porem, pieczarkami i orzechową brukselką


Zaraz po dzisiejszym śniadaniu, udałam się do lodówki po doskonale schłodzone piwo. Nie martwcie się jednak, nie wyznaję zasady "Piwko z rana jak śmietana", gdyby tak było, to na pewno bym się do tego nie przyznała! Piwo wykorzystałam do upieczenia rumianych precli, a że zostało trochę w puszce, to resztę postanowiłam użyć również do jakiegoś wypieku.

Początkowo planowałam upiec piwną pizzę, a raczej taki placek bez sera, bowiem zaplanowałam sobie, że odczaruję dzisiaj trochę brukselkę, ale o tym za chwilę. Uznałam jednak, że piekarnik pozostawię preclom, a zamiast placka zabiorę się za podpłomyki. W wersji ekspresowej można je zrobić z ciasta podobnego do tego na pierogi. Wystarczy mąka, letnia woda i sól. Tym razem jednak wodę zastąpiłam letnim piwem i dodałam dla elastyczności ciasta jeszcze trochę masła (może to być również jakiś roślinny olej). Uformowane podpłomyki potrzebują tylko dwóch minut na rozgrzanej patelni, to idealny przepis dla kulinarnych leniuchów!

Propozycji podania podpłomyków jest nieskończenie wiele. Ja postawiłam dziś chyba na całkiem odważną wersję, bo z brukselką. Z całym szacunkiem dla wszystkich starszych pań, ale rozgotowywanie tego warzywa na papkę przyniosło im niemiłą sławę. Tymczasem brukselka jest bardzo wdzięczna w kuchni, a krótkie jej duszenie w mleku kokosowym oraz maśle orzechowym nie tylko nadaje jej ciekawego i nowego smaku, ale także pozwala jej pozostać chrupką.

Każdy podpłomyk posmarowałam masłem orzechowym, ozdobiłam orzechowo-kokosową brukselką (z chilli i czosnkiem), karmelizowanym porem z pieczarkami, szczypiorkiem roszponką. Na koniec skropiłam ostrym sosem Sriracha. Wyszło jeszcze lepiej niż to sobie wyobrażałam!

Piwne podpłomyki/ 6 sztuk
  • 300 g mąki pszennej (typ 550 lub 650)
  • 160 ml jasnego piwa
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 3 łyżki topionego masła
  • Wierzch:
  • 3 łyżki topionego masła
  • Dodatki:
  • masło orzechowe
  • sos Sriracha lub słodko-kwaśny
  • roszponka
  • posiekany szczypiorek
 Karmelizowany por z pieczarkami 
  • 1/2 białej części pora
  • 6 pieczarek
  • łyżka miodu
  • łyżeczka sosu sojowego
  • łyżka octu balsamicznego
  • łyżeczka oleju kokosowego lub rzepakowego
  • szczypta soli, świeżo mielony pieprz 
Orzechowa brukselka 
  • 250 g brukselki
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • posiekany ząbek czosnku
  • 3 łyżki masła orzechowego
  • 3 łyżki gęstego mleka kokosowego
  • 100 ml soku pomarańczowego
  • łyżka octu ryżowego
  • łyżka sosu sojowego
  • łyżeczka oleju kokosowego lub oleju np. rzepakowego
  • pieprz 
Podpłomyki: 
  1. Mąkę wsypujemy do misy, łączymy z solą i topionym masłem. W rondlu podgrzewamy piwo, aby było letnie. Powoli wlewamy je do suchych składników i mieszamy krótko ręcznie lub mikserem.
  2. Elastyczne ciasto zostawiamy w misie na 15-20 minut.
  3. Następne dzielimy na 6 części i robimy kulki. Każdą z nich delikatnie podsypujemy mąką i wałkujemy na podłużny lub okrągły placek.
  4. Rozgrzewamy mocno patelnię (u mnie żeliwna). Smarujemy place z jednej strony topionym masłem i kładziemy go na patelni, smażymy ok. minutę. Następnie smażymy go z drugiej strony masłem i odwracamy, smażymy kolejną minutę.
  5. Tak upieczone podpłomyki odsączamy z tłuszczu na ręczniku papierowym. Odgrzewamy na sucho na patelni lub w piekarniku.
Karmelizowany por z pieczarkami:
  1.  Pieczarki obieramy i kroimy w plasterki, por siekamy w krążki.
  2. Na oleju podsmażamy pieczarki z porem.
  3. Po ok. 5 minutach przyprawiamy solą, pieprzem. Dodajemy sos sojowy, miód i ocet balsamiczny.
  4. Karmelizujemy jeszcze dwie minuty.
Orzechowa brukselka:
  1. Brukselki obieramy z zewnętrznych listków i kroimy w ćwiartki.
  2. W woku rozgrzewamy olej kokosowy, posiekany czosnek i chilli. Po 30 sekundach dodajemy brukselki i smażymy 2 minuty. 
  3. Dodajemy masło orzechowe i mleko kokosowe, dokładnie mieszamy i podgrzewamy 3 minuty.
  4. Następnie wlewamy sok pomarańczowy, sos sojowy i ocet ryżowy, zmniejszamy płomień, całość dusimy jeszcze ok. 7 minut.
 Podpłomyki z karmelizowanym porem, pieczarkami i orzechową brukselką:
  1. Ciepłe podpłomyki smarujemy masłem orzechowym, wykładamy orzechową brukselkę, pieczarki z porem. 
  2. Posypujemy listkami roszponki, szczypiorkiem i polewamy pikantnym sosem.
Tosia

poniedziałek, 12 października 2015

Mule w mleku kokosowym



Ahoj marynarze! Do mojej mesy (jadalni na statku) zawitało kilka głodnych wilków morskich, dlatego musiałam ich porządnie nakarmić. No dobra, tak naprawdę to szykowałam wczoraj obiad dla mnie i dla Pawła. Dopiero w trakcie gotowania stwierdziłam, że będzie to dobry materiał na notkę. 
Wiem, że poprzednie przepisy na mule przydały się kilku osobom, więc na pewno nie pogardzicie też kolejną recepturą :) 

Tym bardziej, że od jakiegoś czasu w znanych sieciówkach (szczególnie na L) można kupić niezłej jakości małże, do tego w dobrej cenie. Zauważyłam, że w związku z tym coraz więcej osób decyduje się na ich przyrządzanie w domu. I super, bo można z nich zrobić lekkie i szybkie danie!

Były już klasyczne mule po marynarsku (w pomidorach i winie), były także w cydrze z karmelizowanym jabłkiem, więc najwyższy czas na orientalne smaczki. Mogłabym kombinować łącząc ze sobą szalone składniki, ale tak jak na co dzień lubię eksperymentować i łączyć nie zawsze oczywiste produkty, tak w przypadku owoców morza czuję, że to trochę profanacja. Mule jednak smakują najlepiej, gdy mają mocny i wyrazisty sos, w którym na koniec można maczać bagietkę, ale poza tym nie potrzebują już do szczęścia wielu składników.

W garnku pojawiły się szalotki (spokojnie, można zastąpić cebulą), imbir, chilli, czosnek, do tego mleko kokosowe, sok z limonki i odrobina miodu, aby zbilansować smaki. Niby nic wyszukanego, a jednak wyszło bosko :)

Zazwyczaj po gotowaniu małży zostaje na dnie trochę sosu. Wczoraj na Snpachacie w poradniku "Pani domu" pokazałam Wam jak można gospodarnie taki sos wykorzystać. Wlałam do niego bulion, dodałam brokułowe różyczki, a pod koniec gotowania jeszcze makaron. Wyszła z tego całkiem niezła zupa!




Mule w mleku kokosowym (2 porcje)
  • kg muli
  • 5 szalotek lub 1 cebula
  • łyżka posiekanej papryczki chilli
  • 3 cm korzenia imbiru
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżeczka przyprawy curry
  • łyżeczka słodkiej papryki
  • puszka mleka kokosowego
  • łyżeczka miodu
  • sok z limonki
  • natka pietruszki lub kolendra
  • sól
  1. Mule sprawdzamy, pęknięte i uchylone wyrzucamy. Otwartymi małżami pukamy o blat, te, które się nie zamkną trzeba wyrzucić. Pozostałe mule szorujemy, odrywamy niteczki (bisiory) i przepłukujemy na sicie.
  2. W dużym garnku podsmażamy posiekane drobno szalotki z poszatkowanym czosnkiem, imbirem i chilli. Dodajemy przypraw i podsmażamy, aż się zarumienią.
  3. Następnie wlewamy mleko kokosowe ze świeżo wyciśniętym sokiem z limonki, dodajemy również miód i chwilę podgrzewamy, aby sos przeszedł smakiem pozostałych składników.
  4. Wrzucamy mule i gotujemy pod przykryciem na średnim ogniu przez ok. 4-5 minut. Od czasu do czasu potrząsamy garnkiem.
  5. Wyrzucamy mule, które się nie otworzyły. Resztę posypujemy kolendrą lub natką pietruszki i serwujemy z bagietką.
Tosia

czwartek, 7 maja 2015

Młoda kapusta w mleku kokosowym


Na straganach robi się coraz piękniej, a każda wyprawa do warzywniaka zamienia się w wycieczkę pełną atrakcji. Na większości kolorowych stoisk kuszą już pęczki przystojnych szparagów, rabarbarowe łodygi w kolorze malin i młode marchewki z dorodną natką. I chociaż cieszę się nimi wszystkimi, to jednak nie zapominam o pierwszej miłości z czasów dzieciństwa. Trochę obciachowej, ale prawdziwej.

Kapusta wpadła mi w oko jeszcze w przedszkolu. Piątki w podstawówce były podwójnie przyjemne, gdy w menu stołówkowych obiadów pojawiały się kopytka z zasmażaną kapustką. Uwielbiam ją pod każdą postacią, a szczególnie młodą, duszoną z koperkiem.

Niestety kapuścianego entuzjazmu nie podziela mój towarzysz, dlatego od kilku sezonów sprawa kończy się tak, że kroję całą główkę i zajadam się duszoną kapustą w samotności. Potem kapustę owszem kupuję, ale jemy ją wspólnie jedynie w formie surówek, Coleslaw lub z dressingiem musztardowo-miodowym.

Rok temu wpadła mi w oko wersja kapusty duszonej w mleku kokosowym, podpatrzyłam ją u Ani Truskawki. Byłam rozczarowana swoją kreatywnością, że sama nie wpadłam na tak genialny pomysł! Spróbowałam i była fantastyczna, chciałam się nawet podzielić recepturą na blogu, ale pamiętam, że zabrakło mi wtedy cierpliwości do sfotografowania niekoniecznie pięknego wizualnie dania.

Dzisiaj miała miejsce powtórka z rozrywki, znów nie namówiłam Pawła do kapuścianej uczty, mimo jego upodobania do azjatyckich smaków, powiedział, że świetnie doprawiona, ale daniem musiałam się rozkoszować samotnie. Nabrałam jednak więcej cierpliwości, bo udało mi się sfotografować danie. I chociaż w wersji duszonej nie wygląda zbyt przekonująco, musicie mi uwierzyć na słowo, że warto spróbować. Pod warunkiem, że jesteście "kapuściani":)


Młoda kapusta w mleku kokosowym/ 2-4 porcje
  • pół główki młodej kapusty
  • 250 g mleka kokosowego
  • mała cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 cm korzenia imbiru
  • 1/2 papryczki chilli
  • łyżeczka przyprawy curry lub kurkumy
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryki
  • łyżka cukru trzcinowego
  • sok z limonki
  • posiekany koperek
  • sól (ok. łyżeczki)
  • łyżka oleju roślinnego
  1. W woku lub głębokiej patelni rozgrzewamy olej i podsmażamy pokrojoną drobno cebulę, imbir i czosnek.
  2. Po kilku minutach dodajemy posiekaną drobno papryczkę chilli i pokrojoną w paseczki kapustę.
  3. Wlewamy mleko kokosowe, dodajemy cukier, sól, curry i słodką paprykę. Całość dusimy na średnim ogniu przez 10 minut.
  4. Po tym czasie sprawdzamy kapustę, powinna być miękka, ale przy tym wciąż jędrna. Dodajemy świeżo wyciśnięty sok z limonki i posiekany koperek. 
  5. Podgrzewamy jeszcze ok. 5 minut. Próbujemy kapustę i w razie potrzeby doprawiamy dodatkowo do smaku solą, sokiem z limonki lub cukrem.
  6. Serwujemy na ciepło z kawałkami limonki.
 Tosia

środa, 15 kwietnia 2015

Placuszki batatowe

Naszła mnie dziś przeogromna ochota na placki ziemniaczane. Takie klasyczne, lekko chrupiące, podawane obowiązkowo z kwaśną śmietaną i cukrem. Co prawda znam osoby, które placuchy wcinają z ketchupem na kromce chleba, ale u mnie jedynie w wytrawnych kombinacjach, w grę wchodzą dodatki np. w postaci wędzonego łososia.

Ziemniaki prawie zawsze można u mnie znaleźć w koszyczku, w pobliżu cebuli. Jak na złość, w momencie, w którym wymarzyłam sobie placki, akurat ich tam nie zastałam. Mam dziś sporo pracy przy klawiaturze, dlatego nie bardzo miałam czas na wyprawę do warzywniaka. Na szczęście znalazłam kuzyna ziemniaków - słodkiego i krągłego batata.

Czasem najlepsze rzeczy wychodzą przez przypadek, tak też było w tym wypadku. Słodkie ziemniaki znakomicie nadają się na chrupiące z brzegu placuszki, a ich smak można jeszcze podkręcić tartym imbirem. Zamiast śmietany poratował mnie gęsty krem z puszki mleka kokosowego, a całość posypałam cukrem trzcinowym.

Następnym razem zrobię je w wersji azjatyckiej, z czosnkiem, dymką, chilli i kolendrą!


Placuszki batatowe z imbirem, kremem kokosowym i cukrem trzcinowym/ (kilkanaście sztuk)
  • Ciasto:
  • batat (ok. 500 g)
  • 2-3 cm korzenia imbiru 
  • 2 jajka
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • płaska łyżeczka soli
  • olej roślinny do smażenia
  • Dodatki:
  • krem kokosowy (gęsta część mleka kokosowego z puszki)
  • cukier trzcinowy
  1. Batata obieramy i ścieramy na tarce (u mnie na małych i dużych oczkach). Dodajemy jajka, sól, mąkę ziemniaczaną i dokładnie mieszamy.
  2. Na patelni rozgrzewamy olej, wykładamy po łyżce masy, delikatnie spłaszczamy i smażymy po ok. 2-3 minuty z każdej strony.
  3. Usmażone placuszki odsączamy z tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego.
  4. Otwieramy schłodzoną puszkę z mlekiem kokosowym. Wyciągamy łyżką z wierzchu gęsty krem kokosowy i podajemy z nim placuszki, posypując je dodatkowo cukrem trzcinowym.
Tosia

wtorek, 10 lutego 2015

Wtorek z kaszą #40: Jaglane pączki


Ogłaszam dziś na blogu Tłusty wtorek z kaszą, w końcu wielkimi krokami zbliża się ulubione święto słodkich obżartuchów, a jednocześnie to dzień kaszomaniaków :)

Długo rozmyślałam jakie pączki chciałabym w tym roku zrobić. Rok temu były czekoladowe pączki na zaczynie poolish z kremem pistacjowym. Były pyszne, ale tym razem nabrałam ochoty na coś odrobinę zdrowszego, taki złoty środek, aby nie odmawiać sobie przyjemności z okazji Tłustego czwartku (lista przepisów z poprzednich lat), a jednocześnie zachować pozory umiaru. Wszelkiego rodzaju pieczone pączki do mnie nie przemawiają, na pewno są pyszne, ale bądźmy szczerzy - to po prostu lukrowane bułeczki.

Od czasu jaglanych kopytek dostawałam miłe wiadomości od kolejnych osób, o tym, że przepis sprawdził się w ich kuchni. To mnie bardzo uradowało i zachęciło do dalszego kombinowania, bo od jaglanych kopytek serwowanych na słodko po jaglane pączki wbrew pozorom jest już krótka droga. Narzuciłam sobie wyzwanie - w tym roku będą pączki jaglane!

Ciasto opiera się na tej samej bazie, czyli ugotowanej i zmiksowanej kaszy z jajkami. Przygotowałam dwie wersje pączków, na wypadek gdyby z jedną poszło coś nie tak.


Pierwsza z nich to klasyczne pączki pszenne. Do ciasta dodałam zmiksowaną kaszę, a ich środek wypełniłam jaglanym kremem czekoladowo-kokosowym. Nadzienie można śmiało zamienić na ulubioną konfiturę. Bałam się, że dodatek kaszy sprawi, że wyjdą zbyt ciężkie, zupełnie niepotrzebnie, bo wyszła na nich nawet specyficzna "obrączka" co oznacza, że ładnie wyrosły i były lekkie jak chmurka.

Pączki niezwykle mnie zaskoczyły, miały delikatny, puszysty miąższ i wyjątkowo chrupiącą skórkę. Gdyby ktoś mi je podał w ciemno to w życiu bym nie zgadła, że sekretem ich ciasta jest kasza jaglana.

W tym samym czasie wyrastało ciasto na pączki bezglutenowe. Wiedziałam, że zadanie nie będzie łatwe, wiadomo, że bez dodatku glutenu trudno o puszyste i pięknie wyrośnięte pączki. Oprócz ugotowanej kaszy i mąki ryżowej, dodam do ciasta ubite białka, aby nadały ciastu odrobiny lekkości. Z ciasta trudno było uformować duże pączki z nadzieniem, więc zdecydowałam się na małe pączusie. Wyszły przyjemnie chrupiące i naprawdę niczego sobie.


Obie wersję są godne polecenia, chociaż nie ukrywam, że w wersji pszennej skradły bardziej moje serce. A po konsumpcji tłustych pączków warto się wybrać na długi spacer :)


Jaglane pączki/ 12 sztuk
Ciasto:
  • 300 g ugotowanej kaszy jaglanej
  • 500 g mąki pszennej typ 550 + do podsypania
  • 7 g suszonych drożdży instant
  • 3 jajka
  • 300 ml mleka
  • 70 g cukru
  • 4 łyżki masła
  • litr oleju roślinnego do smażenia
  • cukier puder/lukier/topiona czekolada
Krem czekoladowo-jaglany:
  • 200 g ugotowanej kaszy jaglanej
  • 200 g mleka kokosowego
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • garść wiórków kokosowych
  • 2 łyżki miodu
Jaglane mini pączki bezglutenowe/ 30 sztuk
  • 200 g ugotowanej kaszy jaglanej
  • 2 białka
  • 2 żółtka
  • 300 g mąki ryżowej + 50 g do podsypania
  • 5 g suszonych drożdży instant
  • 50 g cukru
  • 200 ml mleka
  • szczypta soli
  • litr oleju roślinnego do smażenia
  • cukier puder

Ciasto jaglano-pszenne:
  1. Ugotowaną i ostudzoną kaszę miksujemy blenderem na gładką masę.
  2. Do misy wsypujemy mąkę, dodajemy zmiksowaną kaszę, drożdże, pozostałe jajko, cukier.
  3. W rondlu podgrzewamy mleko, aby było letnie. Wrzucamy masło, aby się rozpuściło.
  4. Do suchych składników wlewamy letni płyn i wyrabiamy ciasto mikserem przez 5 minut, aż będzie elastyczne, ale jednocześnie gęste. Zostawiamy je w misie w ciepłym miejscu na 1,5 h.
  5. Wyrośnięte ciasto przekładamy na oprószony mąką blat. Dzielimy na 12 części. Jeśli ciasto się lepi to podsypujemy je mąką i z każdej części formujemy okrągły placek. Na środku wykładamy 1-2 łyżki nadzienia, a boki ciasta zbieramy ku środkowi. 
  6. Uformowane pączki kładziemy złączeniem ku dołowi na tacy/blasze wyłożonej pergaminem. Przykrywamy ściereczką na 30 minut.
  7. W garnku lub woku rozgrzewamy olej. Wrzucamy pierwszego pączka, jeśli zacznie się  pienić, tłuszcz jest odpowiednio rozgrzany.
  8. Pączki smażymy po 3-4 minuty z jednej strony, odwracamy na drugą i smażymy jeszcze 3-4 minuty. Odsączamy z tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego.
  9. Posypujemy cukrem pudrem/ polewamy topioną czekoladą/ lukrem.
Krem czekoladowo-jaglany:
  1. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. 
  2. Ugotowaną i ostudzoną kaszę łączymy z wiórkami kokosowymi, mlekiem kokosowym miodem i płynną czekoladą.
  3. Całość miksujemy blenderem (najlepiej z ostrzem w kształcie litery S) na gładki krem.
Jaglane mini pączki bezglutenowe:
  1.  Białka miksujemy ze szczyptą soli na puszystą pianę.
  2. Ugotowaną i ostudzoną kaszę miksujemy z żółtkami na gładki krem.
  3. Do dużej misy wsypujemy mąkę, drożdże, cukier. Dodajemy masę z kaszy.
  4. W rondlu podgrzewamy mleko, aby było ciepłe, ale nie za gorące.
  5. Wlewamy powoli letnie mleko i wyrabiamy ciasto mikserem przez ok. 2 minuty. 
  6. Dodajemy pianę z białek i ostrożnie mieszamy jeszcze minutę. Ciasto zostawiamy w misie, przykrywamy ściereczką i stawiamy w ciepłym miejscu na godzinę.
  7. Blat oprószamy 50 g mąki ryżowej. Wykładamy na blat ciasto i zagniatamy je z mąką, aby się nie kleiło.
  8. Ciasto dzielimy na ok. 30 części, z każdej formujemy kulkę, które kładziemy na tacy wyłożonej pergaminem. Przykrywamy ściereczką na 30 minut.
  9. W garnku lub w woku rozgrzewamy olej. Wrzucamy pierwszego pączka, jeśli zacznie się pienić, tłuszcz jest odpowiednio rozgrzany.
  10. Pączki smażymy przez ok. 4-6 minut, aż będą rumiane. Odsączamy z tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego. Posypujemy cukrem pudrem.
Tosia

wtorek, 9 grudnia 2014

Wtorek z kaszą #34: Jaglany krem z buraków


Zimą zupa odgrywa dla mnie ogromną rolę, nie tylko codziennego rozgrzewacza, ale także na wigilijnym stole. U nas w tym roku szykują się dwie kolacje wigilijne jednego wieczoru. W trakcie pierwszej zaserwuję barszcz na zakwasie, do którego moja babcia jak co roku upiecze kruche rogaliki z pieczarkami, na drugiej będę gościem ciesząc się smakiem zupy grzybowej. Aż żałuję, że święta trwają tak krótko, bo nie będę już miała okazji ugotować zupy z poniższego przepisu, śmiało mogłaby pojawić się na odświętnym stole.

W ramach wtorku z kaszą wymyśliłam sobie jaglaną kremową zupę. Z pieczonych, a później karmelizowanych buraków, zmiksowana z ugotowaną kaszą, mlekiem kokosowym i sokiem z pomarańczy. Buraczany krem podawałam z pestkami granatu i kolendrą, świetnie pasowałaby tutaj także mięta. Wspaniale smakuje i rozgrzewa nie tylko w święta :)

Jaglany krem z buraków/ 6 porcji
  • 800 g buraków
  • cebula
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • 150 g suszonych śliwek
  • sok z 1/2 pomarańczy
  • sok z 1/2 cytryny
  • łyżka miodu
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • 400 g ugotowanej kaszy jaglanej
  • 800 ml bulionu z warzyw
  • 200 g mleka kokosowego
  • 2 łyżki oliwy/oleju roślinnego
  • sól, pieprz
  • pestki granatu
  1. Buraki owijamy w folię aluminiową, pieczemy przez 40-60 minut w 200 stopniach.
  2. Następnie obieramy i kroimy na kawałki.
  3. W dużym garnku rozgrzewamy oliwę/olej, wrzucamy posiekaną w kostkę cebulę, poszatkowany czosnek i papryczkę chilli. Smażymy 3 minuty.
  4. Wrzucamy pokrojone buraki i suszone śliwki. Po minucie dodajemy ocet balsamiczny i miód, warzywa przyprawiamy solą i pieprzem, karmelizujemy 3 minuty.
  5. Wlewamy bulion z mlekiem kokosowym, zmniejszamy ogień i gotujemy całość przez 10-15 minut. Pod koniec gotowania dodajemy sok z pomarańczy i cytryny.
  6. Zupę łączymy z ugotowaną kaszą jaglaną, przyprawiamy solą i pieprzem, miksujemy blenderem na gładki krem.
  7. Zupę podgrzewamy jeszcze chwilę przed podaniem, próbujemy i w razie potrzeby przyprawiamy do smaku. Podajemy z pestkami granatu.
Tosia

wtorek, 9 września 2014

Wtorek z kaszą #24: Dynia makaronowa faszerowana kaszą jaglaną i kokosowym szpinakiem


Z roku na rok poznaję dynię na nowo. Początkowo moje dyniowe przygody polegały na łączeniu jej z różnymi smakami, na słodko, a także w kombinacjach wytrawnych. A obecnie ogromną przyjemność sprawia mi odkrywanie jej przeróżnych gatunków.

Z rozmów ze znajomymi wynika, że dynia kojarzy im się z przytachaniem wielkiej pomarańczowej kuli do domu, krojeniem jej kilka godzin i przerabianiem przez kilka dni, aby się nie zmarnowała. Po tygodniu jedzenia kremowej zupy z dyni, słodkiej dyniowej tarty i smażeniu placuszków z dynią przychodzi moment, kiedy przestaje smakować, a potem przychodzi zima.

Wasza znajomość z dynią może wyglądać zupełnie inaczej! Wystarczy, że poszukacie jej mniejszych gatunków lub będziecie kupować ją na kawałki. Dynie mogą leżakować w domu nawet kilka miesięcy, pod warunkiem, że nie zostaną rozkrojone. Przez dwa poprzednie sezony najchętniej gotowałam przepięknie pomarańczową hokkaido, którą można jeść ze skórką.
Niedawno na stoisku Dyniowe Love zakupiłam dynię piżmową, która zachwyciła mnie swoim smakiem oraz dynię makaronową, która zaskoczyła interesującym miąższem.

Po jej upieczeniu otrzymujemy z miąższu niteczki przypominające makaron, dlatego fantastycznie sprawdziłaby się w diecie bezglutenowej jako dyniowe spaghetti. Dzisiaj jednak postąpiłam z nią inaczej, przecież jest wtorek.. z kaszą! 




Dyniowe nitki połączyłam z kaszą jaglaną i szpinakiem duszonym w mleku kokosowym. Farszem wypełniłam wydrążone dynie, posypałam odrobiną tartego sera i krótko zapiekłam. Wyszło z tego przepyszne i aromatyczne danie.

Dynia makaronowa faszerowana kaszą jaglaną i kokosowym szpinakiem/ 2-4 porcje
  • dynia makaronowa
  • szklanka suchej kaszy jaglanej
  • 2 szklanki wody
  • 450 g mrożonego szpinaku (można zastąpić listkami świeżego)
  • 2 cebule
  • 3 ząbki czosnku
  • 1/2 papryczki chilli
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki sosu teriyaki (można zastąpić łyżką sosu sojowego i łyżką miodu)
  • 1/2 łyżeczki pieprzy cayenne lub ostrej papryki
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • puszka mleka kokosowego
  • 6 łyżek tartego sera
  • 4 łyżki ziaren słonecznika
  • świeże listki kolendry
  • 2 łyżki oliwy
  • świeżo mielony pieprz
  • sól
  1. Dynię przekrawamy wzdłuż na pół. Łyżką wydrążamy środkiem, dynie kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem (przecięciem ku dołowi) i wstawiamy do rozgrzanego pieca. Pieczemy przez 40 minut w 200 stopniach.
  2. Do rondla wsypujemy szklankę suchej kaszy, zalewamy 2 szklankami wody, dodajemy 1/2 łyżeczki soli i stawiamy na ogniu. Gotujemy ok. 10-15 minut, do momenty wchłonięcia płynu przez kaszę.
  3. W tym czasie na oliwie podsmażamy posiekane w piórka cebule. Po 3 minutach wrzucamy mrożony szpinak, zmniejszamy ogień i podgrzewamy 10 minut.
  4. Po tym czasie, do rozmrożonego szpinaku wrzucamy drobno posiekany czosnek oraz papryczkę chilli.
  5. Z upieczonej dyni wydrążamy miąższ, połowę siekamy i wrzucamy na patelnię, resztę odkładamy do innego dania. Wydrążone dynie odstawiamy.
  6. Do szpinaku i dyni dodajemy sos sojowy, sos teriyaki, pieprz cayenne, gałkę muszkatołową, sól i świeżo mielony pieprz. Po kilku minutach wrzucamy ugotowaną kaszę i podsmażamy minutę.
  7. Następnie wlewamy mleko kokosowe, dodajemy ocet ryżowy i dusimy całość na małym ogniu kilka minut.
  8. Na koniec próbujemy farszu, w razie potrzeby przyprawiamy go solą i pieprzem do smaku.
  9. Wydrążone dynie faszerujemy szpinakiem z kaszą. Wierzch posypujemy tartym serem i zapiekamy w 200 stopniach przez 10 minut.
  10. Upieczone dynie posypujemy ziarnami słonecznika i listlami kolendry.
Tosia

niedziela, 10 sierpnia 2014

Śniadanie do łóżka #149: Kokosowe racuchy z jabłkami



To była chyba moja najdłuższa przerwa w blogowaniu. Trwała zaledwie 12 dni, ale dla mnie to całe wieki, bo od kilku lat piszę tutaj przynajmniej dwa razy w tygodniu. Urlopu od burczymiwbrzuchu nie planowałam i wydawało mi się, że go nie potrzebuję, ale wyszło tak przypadkiem. Najpierw dopadła mnie choroba, później obowiązki do nadrobienia, a przed chwilą wróciłam z krótkiego weekendowego wyjazdu, na którym mogłam się jeszcze zrelaksować. Wracam z uśmiechem na twarzy i nowymi pomysłami, bowiem sezon na wspaniałe produkty trwa, trzeba się nimi wszystkimi zdążyć nacieszyć, zanim odejdzie lato.

Ostatnio wszędzie głośno o polskich jabłkach. Nic dziwnego, są fantastyczne. Wszyscy jedzą jabłka, jem je i ja :)

A w sierpniu, jak co roku cieszę się smakiem kwaskowatych papierówek i podjadam ciepłe drożdżowe racuchy posypane cukrem pudrem.


Kokosowe racuchy z jabłkami/10-15 sztuk
  • 300 g mąki pszennej
  • 7 g suszonych drożdży instant
  • jajko
  • 150 g mleka kokosowego
  • 150 ml letniej wody
  • 3 łyżki cukru
  • szczypta soli
  • 4 łyżki płatków migdałowych
  • 2 jabłka (u mnie papierówki)
  • sok z 1/2 cytryny
  • szczypta cynamonu
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • cukier puder
  • kilka łyżek oleju roślinnego do smażenia
  1.  Mąkę wsypujemy do misy, dodajemy cukier, sól, drożdże, przyprawy i mleko kokosowe. Robimy wgłębienie i wbijamy roztrzepane jajko.
  2. Stopniowo wlewamy letnią, lecz nie gorącą wodę i wyrabiamy ciasto trzepaczką lub mikserem przez ok. 3 minuty. Po tym czasie ciasto powinno być gładkie i lśniące, a składniki dobrze połączone. 
  3. Ciasto zostawiamy w misie, przykrywamy ściereczką i stawiamy w ciepłym miejscu bez przeciągów na godzinę.
  4. Po tym czasie kroimy jabłka na cienkie plasterki (nie obierałam) i skrapiamy je sokiem z cytryny. Owoce dodajemy razem z płatkami migdałowymi do ciasta, mieszamy.
  5. Na patelni rozgrzewamy olej. Wykładamy po 2 łyżki ciasta na jeden racuszek i smażymy je z dwóch stron, aż będą rumiane. Gotowe racuchy posypujemy cukrem pudrem i płatkami migdałowymi, podajemy na ciepło.
 Tosia

poniedziałek, 21 lipca 2014

Ciasto kokosowe z jeżynami

W moje ręce trafił dziś koszyczek z jeżynami. Przyznam szczerze, że ledwo pamiętam jak te owoce smakowały. Nie miałam z nimi styczności kilka, jeśli nie kilkanaście lat! Moje ostatnie jeżynowe wspomnienie sięga dalekich czasów dzieciństwa. Zrywając owoce z krzaczka, zjadałam je szybko krzywiąc się z powodu kwaskowatego posmaku.
I chyba jak każde dziecko, miałam problemy z odróżnieniem słowa jeżyna od jarzyna. Tym sposobem nie jeden raz twierdziłam, że jem sałatkę jeżynową i kisiel jarzynowy.

Zjadając dziś jeżynę z koszyczka, przyjemnie się skrzywiłam jak za dawnych czasów i stwierdziłam, że te kwaśne owoce najlepiej będą smakowały w słodkim wypieku. Od kilku dni zamierzałam upiec ucierane ciasto z mlekiem kokosowym, skórką z limonki i jagodami, więc szybko zmieniłam plany i przygotowałam je w wersji jeżynowej . Ciasto chciałam zapakować na jutrzejszą wycieczkę na Kaszuby, ale połowa została już zjedzona przez niezapowiedzianych gości. Ważne, że ciasto zostało zjedzone ze smakiem, a wypiek zawsze można upiec jeszcze raz :)

Ciasto kokosowe z jeżynami/23 cm
  • 350 g mąki pszennej
  • 2 jajka
  • 150 g cukru
  • 60 g masła
  • 200 g mleka kokosowego
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • skórka starta z 1/2 limonki
  • 200 g jeżyn
  • cukier puder
  1. W rondlu umieszczamy masło i mleko kokosowe, podgrzewamy. Gdy masło się rozpuści, zestawiamy rondel z ognia i studzimy płyn, aby był letni.
  2. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i skórką z limonki.
  3. Jajka z cukrem ubijamy mikserem przez kilka minut na kogel mogel. Stopniowo dodajemy mleko kokosowe, na zmianę z mąką i wyrabiamy krótko ciasto, jedynie do połączenia składników.
  4. Tortownicę smarujemy masłem, wykładamy papierem do pieczenia. Przekładamy do formy ciasto, wyrównujemy wierzch łyżką. W ciasto wbijamy jeżyny i wkładamy tortownicę do rozgrzanego piekarnika.
  5. Ciasto pieczemy w 170 stopniach przez 35-40 minut. Po tym czasie wbijamy w ciasto patyczek, jeśli będzie suchy - ciasto jest upieczone, jeśli nie - dopiekamy jeszcze kilka minut.
  6. Upieczone ciasto studzimy i posypujemy cukrem pudrem.
Tosia

niedziela, 30 marca 2014

Śniadanie do łóżka #134: Wiosenny twarożek z mlekiem kokosowym


Nareszcie w powietrzu czuć wiosnę, a na straganach pojawiają się urodziwe nowalijki. Nawet rzodkiewki zaczynają smakować jak rzodkiewki, czyli są chrupiące i lekko ostre. Te zimowe zupełnie mi nie smakują, więc stęskniłam się za ich smakiem. To idealny moment, aby do śniadaniowego repertuaru przywrócić ulubiony wiosenny twarożek.

Pewnie każdy robi go w domu "na oko", dodając szczypiorek, koperek lub posiekaną natkę pietruszki. Większość osób twaróg miesza ze śmietaną lub jogurtem naturalnym i ja również zazwyczaj tak robiłam. Ostatnio wprowadziłam drobną zmianę, wymieszałam twaróg z mlekiem kokosowym. Nie był to efekt mojej fantazji, raczej braku nabiału (poza twarogiem) w lodówce.
Okazało się, że dzięki temu twarożek wychodzi aksamitny i lekki. Świetnie komponuje się ze świeżymi ziołami, szczególnie z miętą i melisą. Oczywiście obowiązkowym dodatkiem jest wcześniej wspomniana rzodkiewka, ale także skropione sokiem z cytryny awokado.
Do tego razowe pieczywo na zakwasie i leniwe śniadanie gotowe!

Wiosenny twarożek z mlekiem kokosowym, awokado i rzodkiewką
  • 200 g chudego twarogu
  • 4-5 łyżek mleka kokosowego
  • łyżeczka soku z cytryny
  • garść świeżych ziół np. mięta, lubczyk, natka pietruszki, koperek
  • kilka rzodkiewek 
  • plastry awokado
  • sól, pieprz
  1. Twaróg przekładamy do miseczki, rozdrabniamy widelcem, dodajemy mleko kokosowe, mieszamy.
  2. Zioła drobno siekamy (lub rwiemy), rzodkiewki kroimy w półplastry lub kostkę i dodajemy je do twarożku. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku.
  3. Twarożek podajemy z plastrami awokado (skropionymi sokiem z cytryny).
Tosia

wtorek, 12 listopada 2013

Krem z buraków z mlekiem kokosowym


Trudno lubić listopad. Aby ten miesiąc był bardziej znośny są dwa sposoby: można myślami wspominać wiosnę/gorące lato, albo wyczekiwać na świąteczną atmosferę. Wybrałam bramkę numer dwa, dlatego od kilku dni zapisuję na kartce pomysły na dania, które będę chciała przetestować przed świętami, aby podzielić się nimi z czytelnikami burczymiwbrzuchu.

Zanim jednak zasypię Was przepisami pachnącymi przyprawą korzenną, chciałam pokazać moje nowe, małe odkrycie w postaci zupy. Wymyśliłam ją sobie w trakcie zapisywania pomysłów na wykorzystanie buraków w świątecznych przepisach. 

Buraki kocham cały rok. Kiedy na straganach robi się mniej kolorowo, warto zaprzyjaźnić się z warzywami korzeniowymi jeszcze bardziej. Buraczki wystarczy owinąć w folię i upiec w piekarniku. Trwa to mniej więcej godzinę. Po tym czasie skórka będzie pięknie i łatwo schodzić. Z tak pieczonych buraków w 10 minut można przygotować zupę. 

Dzisiaj, oprócz bulionu dodałam do niej jeszcze mleko kokosowe, imbir i kolendrę. Często bawię się testując połączenia tradycyjnych produktów z tymi bardziej egzotycznymi. W tym przypadku uważam, że jest to połączenie niezwykle udane. A zupa porządnie rozgrzewa i jest warta polecenia!

Krem z buraków z mlekiem kokosowym/ 4 porcje
  • 800 g buraków
  • biała część pora
  • cebula
  • ząbek czosnku
  • 2 cm korzenia imbiru
  • łyżka miodu
  • łyżka octu ryżowego lub soku z limonki/cytryny
  • łyżeczka ziaren kolendry
  • łyżeczka słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczki pieprzu cayenne lub suszonych płatków chilli
  • 400 ml mleka kokosowego
  • 350-400 ml bulionu jarzynowego lub drobiowego
  • łyżka oliwy, łyżka masła
  • sól, pieprz kolorowy
  • pestki dyni
  • liście świeżej kolendry
  1. Buraki owijamy w folię aluminiową i wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy przez godzinę w 200 stopniach. Upieczone buraki studzimy i obieramy ze skórki.
  2. W dużym garnku z grubym dnem rozgrzewamy łyżkę oliwy i łyżkę masła. Wrzucamy posiekany drobno czosnek, imbir, por oraz pokrojoną w kostkę cebulę. Składniki przyprawiamy solą i pieprzem, smażymy kilka minut.
  3. W tym czasie kroimy obrane buraki w kostkę i dorzucamy do garnka. Dodajemy również łyżkę octu ryżowego, miód oraz przyprawy (słodką paprykę, płatki chilli, kolendrę). Mieszamy i karmelizujemy przez kilka minut.
  4. Wlewamy mleko kokosowe oraz bulion. Zmniejszamy ogień i gotujemy całość przez 10 minut.
  5. Po tym czasie przelewamy zawartość garnka do wysokiego naczynia i miksujemy za pomocą blendera na gładki krem. Przelewamy ponownie do garnka i jeszcze chwilę podgrzewamy.
  6. Krem z buraków podałam z kolendrą oraz pestkami dyni (które można dodatkowo uprażyć na patelni).
Tosia

sobota, 19 października 2013

Słodka sobota #122: Torcik czekoladowo-kokosowy


Wczoraj świętowałyśmy na Kaszubach urodziny dwójki naszych wspólnych znajomych. Nie od dziś wiadomo, że imprezy zakrapiane toastami sprawiają, że chętniej sięga się po słone przekąski, zapominając przy tym o deserach. Urodziny to jednak nie byle jaka okazja i uznałam, że tort ze świeczkami się należy.
Nasza przyjaciółka Choco znana jest z kokosowych upodobań. Ostatni raz szykowałam dla niej coś słodkiego w Tłusty Czwartek, przygotowując partię kokosowych pączków z białą czekoladą. Z okazji urodzin również tort musiał być przecież kokosowy! 
Żeby nie wystraszyć innych gości przesadną słodyczą, postanowiłam dodać akcent czekoladowy. Tym sposobem powstała beza kokosowa, przekładana kremem kokosowym i kakaowym biszkoptem. Całość dla kontrastu zdobiło ganache z gorzkiej czekolady.
Na początku obawiałam się, że nie zachęcę gości do słodkiej konsumpcji między drinkami, ale jednak udało się i torcik został zjedzony. Zadowolona mina solenizantki była dla mnie oczywiście najważniejsza.
  
A po hucznej imprezie, na śniadanie przygotowałam dziś dla przyjaciół jajecznicę z 20 jajek. Jakoś postawiła nas na nogi.

Torcik czekoladowo-kokosowy/średnica 23 cm
Warstwa bezy kokosowej:
  • 2 białka
  • 100 g cukru
  • 30 g wiórków kokosowych
  • 2 łyżki kakao
  • łyżeczka octu winnego
  • szczypta soli
 Krem kokosowy:
  • 125 ml śmietanki kremówki 30%
  • 50 g śmietanki kokosowej 
  • 150 g mascarpone
  • 50 g cukru pudru
Biszkopt kakaowy:
  • 3 jajka
  • 50 g cukru
  • 40 g mąki pszennej
  • 40 g skrobi ziemniaczanej
  • 2 łyżki kakao
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
Czekoladowy ganache:
  • 60 g gorzkiej czekolady
  • 60 g śmietanki kremówki 30%
  • 2 łyżki masła
  • wiórki kokosowe do posypania tortu
Do nasączenia:
  • 50 ml wódki
  • 50 ml wody kokosowej lub 100 ml likieru kokosowego
Beza:
  1. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną masę. Następnie dodajemy stopniowo po łyżce cukru i dalej ubijamy mikserem pianę do połączenia składników. Wlewamy ocet winny i miksujemy. Na koniec dodajemy wiórki kokosowe, przesiane kakao i delikatnie mieszamy.
  2. Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia. Przekładamy do formy bezę, wyrównujemy wierzch i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika. Spód bezowy pieczemy przez 40-45 minut w 140 stopniach.
  3. Upieczoną bezę wyciągamy z formy i studzimy na kuchennej kratce.
Kakaowy biszkopt:
  1. Białka ubijamy mikserem na sztywną pianę tak jak na bezę. Dalej dodajemy stopniowo cukier ubijając białka. Gdy składniki się połączą dodajemy żółtka i dalej miksujemy.
  2. Do drugiej misy przesiewamy mąkę, skrobię ziemniaczaną, proszek do pieczenia i kakao.
  3. Suche składniki dodajemy do masy i delikatnie mieszamy.
  4. Tortownicę wykładamy ponownie pergaminem. Przelewamy ciasto do formy, wyrównujemy wierzch i wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy przez 10 minut w 180 stopniach.
  5. Upieczony biszkopt studzimy na kuchennej kratce.
Krem:
  1. Kremówkę ubijamy na bitą śmietanę. Gdy masa będzie sztywna dodajemy mascarpone, śmietankę kokosową (gęstą część schłodzonego mleka kokosowego), wiórki kokosowe i cukier puder. Całość ucieramy chwilę mikserem do połączenia składników. Gotową masę wkładamy do lodówki na minimum 30 minut.
Czekoladowy ganache:
  1. W rondelku umieszczamy kremówkę, czekoladę oraz masło. Podgrzewamy na małym ogniu cały czas mieszając do rozpuszczenia czekolady. Masa jest gotowa, gdy zgęstnieje.
Torcik:
  1. Na bezę wykładamy połowę kremu. Wyrównujemy wierzch.
  2. Biszkopt nasączamy likierem kokosowym (lub wódką wymieszaną z wodą kokosową) i kładziemy na krem.
  3. Boki przyszłego tortu dekorujemy pozostałym kremem i posypujemy wiórkami kokosowymi.
  4. Wierzch tortu smarujemy czekoladowym ganache i posypujemy wiórkami.
  5. Tak przygotowany tort wkładamy do lodówki na minimum 2 godziny.
Tosia

niedziela, 15 września 2013

Śniadanie do łóżka #115: Masło bananowe


Ten tydzień minął mi wyjątkowo szybko. Każdą wolną chwilę spędzałam w kinie, ciesząc się, że Festiwal Polskich Filmów Fabularnych odbywa się tak blisko mego domu.

Dzisiejszego śniadania nie sfotografowałam, bo odbywało się w wyjątkowo leniwej atmosferze w trakcie wyjazdu z przyjaciółmi na Kaszuby. Za to sobotni poranek przywitałam śniadaniem, którym chyba nie pogardziłaby żadna małpa! 
 Zrobiłam bowiem bananowe masło, które wspaniale nadaje się jako krem kanapkowy. Wystarczy kilka bananów, cukier trzcinowy, sok z cytryny i 10 minut. Masło wzbogaciłam dodatkowo ziarenkami wanilii, chociaż czuję, że dodatek cynamonu, czy kakao byłby tutaj równie słuszny.

Po słodkim śniadaniu wybrałam się na Jesienną wymianę książek organizowaną przez Trójmiejskie blogi. Do domu wróciłam z trzema powieściami i przypinką "Nie oceniam książki po okładce", którą można było zrobić samodzielnie na miejscu. Naprawdę świetna inicjatywa, dlatego nie mogłam się powstrzymać, by o niej nie wspomnieć.

Pomysł na masło bananowe pojawił się zupełnie przypadkowo, gdy przeglądałam kiedyś przy kawie kopalnię inspiracji - Pinterest. Natrafiłam na zdjęcia Monkey butter sprzedawanych w uroczych słoiczkach. Tak mi się spodobały, że od razu zapisałam hasło "masło bananowe" w magicznym notatniku z pomysłami do zrealizowania w kuchni.

Masło bananowe/1 słoiczek
  • 5 bananów (ok. 0,5 kg)
  • 6-8 łyżek mleka kokosowego (u mnie gęsta śmietanka kokosowa, którą można zastąpić krowim mlekiem lub nawet wodą, ale w mniejszej ilości - ok. 5 łyżek)
  • 5-6 łyżek cukru trzcinowego
  • sok z 1/2 cytryny
  • pół laski wanilii (można pominąć lub zastąpić łyżeczką ekstraktu z wanilii)
  1. Banany obieramy ze skórki, skrapiamy sokiem z cytryny, aby nie ściemniały. Kroimy w kostkę.
  2. Kawałki bananów wrzucamy do rondelka, dodajemy cukier trzcinowy oraz mleko kokosowe, stawiamy na ogniu.
  3. Wanilię rozcinamy ostrym nożem, wyjmujemy ziarenka, dodajemy je do bananów razem z laską.
  4. Całość podgrzewamy na małym ogniu przez ok. 5 minut, aż banany się skarmelizują, a mleko wyparuje. Składniki przekładamy do wysokiego naczynia i miksujemy na gładkie i gęste masło za pomocą blendera.
  5. Gotowym masłem bananowym smarujemy pieczywo/gofry/naleśniki.
Tosia

sobota, 10 sierpnia 2013

Słodka sobota #113: Kokosowe lody z mango


Wszystko się dziś pomieszało. Zamówiłyśmy wczoraj piękną pogodę, aby celebrować w plenerze słoneczny dzień z blogerkami kulinarnymi z trójmiasta. Miał być cudowny piknik Trójmiejskiej solniczki na trawie, a od rana padał deszcz. 
Już myślałam, że wszystko odwołane, dlatego zrezygnowałam z porannego pieczenia bagietek do wietnamskich kanapek banh mi. Nagle okazało się, że spotkanie dojdzie do skutku, ale było już za późno, abym przygotowała wszystko co zaplanowałam wcześniej. Po drodze miałyśmy kilka przygód, więc na miejsce dojechałyśmy spóźnione godzinę. Najważniejsze, że dotarłyśmy, a relację z całego spotkania napiszemy wkrótce. Na razie tylko powiem, że było uroczo, apetycznie i kolorowo :)

Wczoraj przewidując upały (w końcu zamówiłam piękną pogodę) zrobiłam domowe lody, które miały dziś służyć dla ochłody. Na szczęście zawsze jest dobra pora lody, szczególnie kokosowe z dodatkiem mango. Ich przygotowanie jest dziecinnie proste i nie powinno nikomu sprawić problemu.

Kokosowe lody z mango
  • 200 ml mleka koksowego
  • 50 g cukru
  • 250 g obranego, dojrzałego mango
  • łyżka soku z limonki lub cytryny
  • 200 ml śmietanki kremówki
  1. Mango obieramy i drobno kroimy, wrzucamy do rondelka, dodajemy mleko kokosowe oraz cukier. Składniki podgrzewamy na małym ogniu przez 2-3 minuty.
  2. Następnie przelewamy je do wysokiego naczynia, dodajemy śmietankę kremówkę i krótko miksujemy blenderem do uzyskania gładkiej masy.
  3. Kokosowo-owocową masę przelewamy do formy (u mnie keksówka) i studzimy. Gdy masa ostygnie przekładamy formę do zamrażalnika.
  4. Lody chłodzimy 3 godziny. Po godzinie warto masę wymieszać widelcem i zrobić to za kolejną godzinę. Dzięki temu unikniemy grudek w lodach.
  5. Lody podajemy najwcześniej po 3 godzinach w wafelkach lub pucharkach. Dłużej zamrożone lody należy wyjąć z zamrażalnika ok. 20 minut przed podaniem.
Tosia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...