Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imbir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imbir. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 marca 2017

6 prostych ciast na weekend

Nadchodzi weekend, czas gdy możemy trochę zwolnić i... poszaleć z piekarnikiem. Ponieważ na blogu przez lata przepisów zebrało się mnóstwo, postanowiłyśmy stworzyć dla was zestawienie kilku prostych ciast, które na pewno sprawią wam wiele przyjemności i niewiele trudu.
Więcej przepisów na ciasta i nie tylko możecie znaleźć w naszym nowym zestawieniu przepisów, które pojawiły się na blogu od początku jego istnienia.


Tarta z kremem cytrynowo-imbirowym

Ta tarta jest dla miłośników kremu cytrynowego, których coraz to bardziej przybywa (jak wynika z naszych wnikliwych obserwacji). W tym wypadku, do klasycznego kremu dołączył imbir, co sprawia, że całość jest idealna na zimę. Bo wiecie, witamina C i imbir to super uodparniające połączenie. A co tam, że w cieście, chcieliśmy dobrze;)

Przepis na tartę cytrynowo- imbirową 


Ciasto czekoladowe z pijanymi gruszkami

Pijane gruszki? Brzmi dobrze, prawda? Gdy wiosna jeszcze przed nami, a wieczory wciąż wieją chłodem, dobrze rozgrzać się procentami i czekoladą. Dla wielbicieli mocnych smaków, intensywnej czekolady i aromatycznych grzańców.

Przepis na ciasto czekoladowe z pijanymi gruszkami


Szarlotka z jabłkami w calvadosie

Jabłka i calvados, połączenie idealne, choć przecież jedno jest wynikiem drugiego. Ten jabłkowy alkohol idealnie wzbogaca smak szarlotki na kruchym cieście. Niestety, nie zawsze znajdziemy calvados na sklepowych półkach, wtedy wystarczy jabłka podlać koniakiem, a efekt będzie równie dobry. Mówiłam coś wcześniej o rozgrzewaniu się w ostatnie, zimowe wieczory? Postawcie na procenty!

Przepis na szarlotkę z jabłkami w calvadosie


Korzenne tiramisu

Czy są tu wyznawcy tiramisu? Z pewnością tak. Choć klasycznej wersji niczego nie brakuje, czasem warto z klasyką zaszaleć, chociażby przez jeden drobny zabieg- dodanie przyprawy korzennej. Jak spróbujecie, może okazać się, że już zawsze będziecie chcieli jeść tylko taką, zimową wersję.

Przepis na korzenne tiramisu


Baklava bananowa z syropem lawendowym

Baklava brzmi jak coś niezwykle czasochłonnego. Tymczasem, gdy nie bawimy się tworzenie od podstaw ciasta filo, wszystko robi się jakby samo. Jeśli jesteś fanem bardzo słodkich rozwiązań, namoczonych syropem greckich deserów, to zdecydowanie pozycja dla ciebie.

Przepis na baklavę bananową z syropem lawendowym



Tarta tatin z jabłkami w różanym karmelu

Jak już zdążyliście pewnie zauważyć, nawet czytając ten krótki zbiór przepisów, klasykę kochamy, ale jeszcze bardziej kochamy nią się bawić. Kupcie więc dobre jabłka i wyczarujcie tartę "do góry nogami" czyli francuską tartę tatin z nietypowym dodatkiem różanego karmelu. Dla wyjątkowo leniwych, tfu, doceniających swój cenny czas wolny, ciasto możecie zastąpić gotowym ciastem francuskim

Przepis na tartę tatin z jabłkami w różanym karmelu. 

Jeśli zdecydujecie się w weekend na którąś z powyższych propozycji, koniecznie pochwalcie się wynikami na naszym facebooku, lub oznaczcie wasze zdjęcia na instagramie hashtagiem #burczywbrzuchu.

Śliwka i Tosia

środa, 13 lipca 2016

Green smoothie sorbet



Trochę mi przykro, bo w trakcie wakacyjnej wędrówki gdzieś po drodze zgubiło się lato. Rozglądam się gdzie mogę i chociaż z daleka pozdrawiają mnie kolorowe stragany i pierwsze mirabelki na drzewach, to jednak prawdziwego lata dostrzec nie mogę. Mawiają "Jak kocha to wróci", więc czekam.

Nie znacz to jednak, że nie można łapać promyków słońca i cieszyć się drobnostkami. Nie od dziś wiadomo, że środa to dzień loda! Chociaż niektórzy świętują też w poniedziałki, piątki, soboty i niedziele. Tak czy siak, na pewno miło od czasu do czasu skusić się na słodką gałkę w wafelku. Ale jak świętować, jeśli chcemy być fit? ;)

Proponuję bezcukrowy sorbet. Wymyśliłam go miksując rano owocowy koktajl. Myślę, że każde smoothie przy odpowiedniej konsystencji nadawałoby się do zamrożenia. Ja jednak postawiłam na wersję green. W moim zielonym sorbecie znajdziecie banana, dojrzałe mango, sok z limonki, sok z cytryny, imbir i listki świeżego szpinaku. Takie lody można jeść codziennie, nie tylko w środy!
 



Green smoothie sorbet
  • dojrzałe mango
  • banan
  • 80 g świeżego szpinaku
  • 2 cm korzenia imbiru
  • sok z 1/2 limonki
  • sok z 1/2 cytryny
  • listki mięty
  1. Składniki umieszczamy w wysoki naczyniu i miksujemy na gładką masę. Przekładamy ją do niskiego pojemnika i wstawiamy do zamrażalnika na 4 godziny.
  2. Mniej więcej co 30-45 minut mieszamy krótko lekko zmrożony sorbet, aby nie tworzyły się kryształki lodu.
  3. Sorbet serwujemy z listkami mięty. 
Tosia

wtorek, 14 czerwca 2016

Sezon na czarny bez: Imbirowy syrop z czarnego bzu


Co prawda czerwiec smakuje truskawkami, ale pachnie dzikim bzem. To ciekawe, bo kiedyś nie przepadałam za aromatem czarnego bzu, z roku na rok doceniam go coraz bardziej. Nie tylko pod względem zapachowym, ale także smakowym.

Jeśli pociąga Was sezonowe zbieractwo, ale nie wiecie jak się do tego zabrać, to myślę, że dziki bez będzie do tego idealny. Rośnie jak szalony w parkach, na łąkach, działkach, a nawet przy nadmorskim bulwarze, dlatego prawdopodobnie nie będziecie mieli problemu, aby go odnaleźć.

Kilka baldachów kiatów polecam zanurzyć w cieście i usmażyć na patelni (przepis), z reszty warto zrobić syrop, aby zachować kwiatowy aromat na dłużej. Syrop robi się łatwo i przyjemnie, a bez zamknięty w butelce będzie świetną bazą do orzeźwiających lemoniad na wakacyjne pikniki, imprezowych drinków z rumem i limonką, a także polewą do śniadaniowych naleśników.

Syrop robię na bazie cukru trzcinowego, ale tak naprawdę możecie sięgnąć po biały, zmniejszyłabym w takim wypadku jego ilość, powiedzmy o 80 g. Do pierwszej partii tegorocznego syropu dodałam imbiru, ponieważ uznałam, że świetnie komponuje się z aromatem bzu i cytryną. Jeśli jednak rozpoczynacie kwiatową przygodę w kuchni to możecie z imbirowego dodatku zrezygnować. Gwarantuję, że w obu przypadkach będziecie zadowoleni z efektów :)




Imbirowy syrop z czarnego bzu / 1 l
  • 1 l wody
  • 400 g cukru trzcinowego
  • 4 cm korzenia imbiru
  • 4 szklanki baldachów czarnego bzu
  • 1 cytryna
  1. Wlewamy do garnka wodę, dodajemy cukier i plastry imbiru. Gotujemy na średnim ogniu mniej więcej 20 minut, aż syrop zgęstnieje.
  2. Zebrane kwiaty czarnego bzu kładziemy na gazecie i zostawiamy na godzinę, aż lokatorzy opuszczą baldachy. Odcinamy grube łodygi, zostawiamy tylko delikatne gałązki i kwiaty.
  3. Kwiaty przekładamy do misy, dodajemy plastry cytryny. Zalewamy gorącym syropem z imbirem. Misę przykrywamy ściereczką i zostawiamy na dobę lub dwie (u mnie ok. 36 godzin).
  4. Po upływie tego czasu odcedzamy i dokładnie wyciskamy płatki na sicie.
  5. Syrop przelewamy do garnka i podgrzewamy kilka minut lub od razu przelewamy do wyparzonych szklanych butelek. Syrop można dodatkowo pasteryzować i przechowywać nawet rok.
  6. Otwarte butelki trzymamy w lodówce do dwóch tygodni.
Tosia

czwartek, 19 listopada 2015

Obiad czwartkowy #26: Dyniowa kasza z imbirem


Jest pewien schemat, który powtarza się w miarę regularnie, średnio co drugi czwartek.

- Mam nadzieję, że wiesz, że dzisiaj jest czwartek, twoja kolej robienia obiadu. Jeśli oczywiście w tej chwili tworzysz coś w kuchni, to przepraszam, że w ogóle pytam, ale piszę na wszelki wypadek. 

Aaaaaaaaaaaaaaaaa! To dzisiaj czwartek?

W okresie jesienno-zimowym zapominanie o obiedzie nie tylko zdarza się zasadniczo częściej niż w okresie letnim, ale również jest nieco bardziej uciążliwe, jako że nadchodzi 15:30 i mamy po świetle do zdjęć. A ja od lat obiecuję sobie, że wreszcie zacznę być blogowym kujonem, wpisy przygotowywać na kilka dni wcześniej, a nie w ostatniej chwili. 

Dzisiaj po takiej wiadomości postanowiłam się jednak spiąć i zabrałam się za szybkie czyszczenie lodówki. Co mamy? Pół dyni, która została z wielokrotnie już przygotowywanej tej jesieni zupy- krem na mleczku kokosowym. Cebula. Pół opakowania fety i coś co w lodówce mam zawsze- suszone pomidory. Coś z tego wymyślę, bez wątpienia.

Postawiłam na kaszę, której już dawno na blogu nie było. Kiedyś prezentowana co tydzień w ramach naszego cyklu "Wtorek z kaszą" (wtedy schemat smsowy powtarzał się we wtorki), dzisiaj została nieco zapomniana. Czas przywrócić o niej pamięć!


Jesienią, jesienią, jesienią... mogłabym opowiadać o jesiennych smakach godzinami. Bo tyle jest wspaniałych rozgrzewaczy- zupy, korzenne przyprawy, pieczone warzywa. A gdy na dworze ziąb i pada, najlepiej zamknąć się kuchni i z tymi wszystkimi smakami bezczelnie eksperymentować, ogrzewając się przy okazji przy piekarniku. I nie dajcie sobie w kaszę dmuchać! Lepiej ją ugotujcie z pysznym dyniowym puree i doprawcie dużym kawałkiem imbiru.

Taki obiad idealnie sprawdzi się też w lunchboxie, zarówno na zimno jak i na ciepło.

Dyniowa kasza z imbirem (2 porcje)

- 100 g kaszy jęczmiennej mazurskiej*
- pół małej dyni hokkaido
- 3-centymetrowy kawałek świeżego imbiru
- 1 cebula
- 6 suszonych pomidorów
- 2 plastry sera feta
- 2 łyżki sosu sojowego
- 1 łyżka octu balsamicznego
- tabasco
- 2 łyżki oliwy
- 1 łyżka masła klarowanego
- sól

  1. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni. Pokrój dynię, na mniejsze kawałki (razem ze skórką), wydrąż pestki ze środka i ułóż w naczyniu żaroodpornym. Polej oliwą i wstaw do piekarnika. Piecz ok. 30 minut. 
  2. Ugotuj kaszę zgodnie z instrukcją na opakowaniu w osolonej wodzie. 
  3. Cebulę poszatkuj. Rozgrzej masło klarowane na dużej patelni i usmaż cebulę aż się zeszkli, odstaw na bok.
  4. Gdy dynia się upiecze, zmiksuj ją blenderem na gładką masę (dynię hokkaido można zmiksować razem ze skórką). 
  5. Na patelnię z cebulą dodaj kaszę i puree z dyni. Dobrze wymieszaj i dopraw sosem sojowym, octem balsamicznym i porządnym chlustem tabasco. Dosól.
  6. Poszatkuj suszone pomidory i ułóż je na wierzchu razem z pokruszoną fetą.

* możecie użyć też innej kaszy, ale raczej nie polecam w tym wypadku gryczanej, bo smak może być zbyt dominujący

czwartek, 12 listopada 2015

Obiad czwartkowy #25: Odwrócone orietnalne gołąbki + jabłkowy ryż + imbirowe ogórki


Co prawda dopiero czwartek, ale mogę już śmiało napisać, że to nie był szczęśliwy tydzień.

Wyobraźcie sobie, że kilka miesięcy temu postawiliście sobie na tamtą chwilę jakiś ambitny cel. Taki, który może nie jest najważniejszą sprawą w waszym życiu, ale systematycznie pracujecie nad tym, aby był możliwy do zrealizowania. Wszystko małymi krokami idzie do przodu, aż tu nagle dzień przed "godziną zero" dopada Was obrzydliwy wirus i lądujecie chorzy w łóżku. Można się wkurzyć, prawda?

W środę miałam przebiec 10 km w Biegu Niepodległości. Ktoś powie, że to mało, ktoś, że dużo, tak szczerze to średnio mnie to obchodzi. Jeszcze poprzedniej zimy jak słyszałam, że miałabym tyle przebiec ulicami miasta uważałam, że to niemożliwe i musi być nieprzyjemne. Prawda jest taka, że byłam trochę kluchą i może sportu się nie bałam, ale raczej go unikałam, bo wymaga wychodzenia poza strefę swojego komfortu. Przeszłam w tym roku sporą metamorfozę, przede wszystkim w podejściu do sportu, może przy okazji też do innych spraw. Jestem z siebie dumna, a ten bieg miał być dla mnie wisienką na torcie. I co? Leżałam w tym czasie z gorączką w łóżku.

Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem. Będą jeszcze inne okazje, aby sprawić sobie przyjemność i się ze sobą zmierzyć. Na szczęście powoli wracają mi siły i chętnie weszłam dziś do kuchni.

Po chorobie wrócił też apetyt, ale nie mogłam się zdecydować czy mam ochotę na klasyczne gołąbki, czy na orientalną kuchnię. Połączyłam zatem oba pomysły i tym sposobem wyszedł idealny kompromis dla każdej pani domu. Jak zadowolić męża Janusza, który na obiad chciał gołąbki i syna Mariusza, który wciąż marzy o azjatyckiej kuchni? Zrobić orientalne odwrócone gołąbki :)

To mini kotlety mielone z kapustą, podane na jabłkowym ryżu, z sosem pomidorowym i imbirowymi piklami z ogórka. To może brzmi jak szalony plan, ale jakby się tak nad tym dłużej zastanowić to wszystkie główne składniki obiadu się ze sobą lubią: wołowina, ryż, jabłko, imbir, kapusta, koperek, pomidor.

Odwrócone orientalne gołąbki/ 12 sztuk
  • 500 g mielonej wołowiny
  • 150 g kapusty
  • cebula
  • ząbek czosnku
  • 2 łyżki posiekanego koperku
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • 3 łyżki bułki tartej
  • żółtko
  • sól, pieprz
  • bułka tarta do obtoczenia
  • olej do smażenia (u mnie kokosowy)
Jabłkowy ryż
  • szklanka suchego ryżu jaśminowego
  • 2 szklanki soku jabłkowego
  • łyżeczka soli
Imbirowe ogórki
  • ogórek szklarniowy
  • łyżka posiekanego imbiru
  • łyżka posiekanego koperku
  • łyżeczka cukru trzcinowego
  • szczypta soli
  • 2-3 łyżki octu ryżowego
Sos pomidorowy
  • cebula
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • łyżeczka posiekanego imbiru
  • jabłko
  • puszka pomidorów
  • łyżka koncentratu pomidorowego
  • łyżeczka cukru trzcinowego
  • łyżka octu ryżowego
  • łyżka sosu sojowego
  • sól, pieprz
Gołąbki:
  1. Kapustę drobno siekamy i zalewamy wrzątkiem, zostawiamy na minutę, następnie odsączamy na sicie.
  2. Na patelni podsmażamy posiekaną w kostkę cebulę, dodajemy kapustę, imbir i czosnek. Przyprawiamy solą i pieprzem, podsmażamy 5 minut, studzimy.
  3. Mielone mięso mieszamy z wcześniej przygotowaną kapustą z cebulą, dodajemy koperek, przyprawy, żółtko i bułkę tartą. 
  4. Wyrabiamy krótko masę i formujemy12 małych kotlecików. Każdy z nich obtaczamy w bułce tartej.
  5. Kotlety podsmażamy na rozgrzanym tłuszczu przez ok. 3 minuty z każdej strony. Przekładamy je na blachę wyłożoną pergaminem i dopiekamy przez ok. 8 minut w 160 stopniach. 
  6. Odwrócone gołąbki podajemy z jabłkowym ryżem, sosem pomidorowym i z imbirowymi ogórkami.
Jabłkowy ryż:
  1. Suchy ryż wsypujemy do rondla, zalewamy sokiem jabłkowym, dodajemy sól i gotujemy na średnim ogniu przez ok. 15 minut.
  2. Po tym czasie ryż powinien wchłonąć płyn. Przykrywamy rondel i zostawiamy jeszcze na 10 minut.
Imbirowe ogórki:
  1. Ogórka obieramy co drugie pasmo i kroimy na 3 części. Każdą z nich przekrawamy w pionie, pozbywamy się łyżeczką miękkiego miąższu i kroimy pozostałą, jędrną część ogórka ze skórką w paseczki.
  2. Do ogórkowych paseczków dodajemy posiekany imbir z koperkiem, cukier, sól i ocet ryżowy, mieszamy i zostawiamy na 30 minut do przegryzienia. 
Sos pomidorowy:
  1. Na patelni podsmażamy posiekaną cebulę z imbirem, czosnkiem i jabłkiem. Po kilku minutach wlewamy puszkę pomidorów, dodajemy koncentrat, sos sojowy, ocet ryżowy, sól, pieprz i cukier. 
  2. Całość dusimy na średnim ogniu przez ok. 15 minut. Następnie przelewamy do wysokiego naczynia i miksujemy blenderem na gładki sos.
Tosia

piątek, 1 maja 2015

Tarta z kremem cytrynowo-imbirowym


Za mną ostatni dzień w pracy. Łez nie było, bo teraz już na zawsze będę panią swojego losu. No przynajmniej taki jest plan. Choć ciężko mi już stać w kuchni, uparłam się, że na pożegnanie przyniosę klasyczną, cytrynową tartę, znaną również z tego, że smakuje wszystkim.

Wróciłam do domu, siadłam dosłownie na chwilkę na sofie i obudziłam się kilka godzin później. No i tyle było z ciasta. Musiałam schować mój honor do kieszeni i pojechać po najlepsze sopockie drożdżówki z kruszonką. Zostałam więc z dużą porcją cytryn, a jak wiadomo, gdy życie daje ci cytryny to szkoda z nich nie skorzystać.

Obudził mnie katar i ból gardła, ale zmotywowało mnie to jeszcze bardziej i zainspirowało do wzbogacenia przepisu imbirem. W końcu cytryna i imbir to znane od tysięcy lat metody radzenia sobie z przeziębieniem. Tak to sobie przynajmniej tłumaczę zajadając się kolejnym kawałkiem.

Tarta z kremem cytrynowo-imbirowym (średnica 30 cm)

Kruchy spód:
- 300 g mąki
- 200 g zimnego masła (pokrojonego w kostkę)
- 100 g cukru
- laska wanilii (ziarenka)/łyżeczka ekstraktu z wanilii
- porządna szczypta soli
- 1 jajko

Krem cytrynowo imbirowy:
- 5 cytryn (skórka i sok)
- 30 g świeżego imbiru
- 4 żółtka
- 2 całe jajka
- 120 g cukru
- 100 g masła
- 2 łyżki mąki
- szczypta soli

Wykończenie:
- plastry cytryny
- cukier puder
- listki mięty

  1. Przygotuj ciasto. Pomieszaj ze sobą wszystkie składniki i zagnieć rękami aż uzyskasz jednolitą masę. Zawiń ją w folię spożywczą i wsadź do lodówki na ok. 30 minut. 
  2. Cytryny dokładnie umyj, zalej wrzątkiem i osusz. Zetrzyj z nich skórkę (żółtą, wierzchnią część) do miski (szklanej, lub metalowej, przyda się od razu do kąpieli wodnej) i wyciśnij sok. Usuń ewentualne pestki. 
  3. Do miski zetrzyj też imbir (bez skórki). Dodaj cukier, masło i szczyptę soli. 
  4. W drugiej misce pomieszaj jajka, żółtka i mąkę. Dobrze roztrzep za pomocą trzepaczki, aby nie zrobiły się grudki. 
  5. W garnku zagotuj ok. 1/5 wysokości wody. Umieść na garnku miskę z cytrynami, tak aby jej dno nie dotykało wody (jeśli dotyka, wylej trochę wody z garnka). 
  6. Rozgrzej masę cytrynową tak, aby masło stopniało i rozpuścił się cukier. Gdy masa będzie gorąca, weź chochlę i przelej kilka porcji cytrynowej masy do masy jajecznej. Pomieszaj trzepaczką. W ten sposób ogrzejesz masę jajeczną i w kremie nie zrobią się grudki. 
  7. Po ogrzaniu masy jajecznej wlej ją całą do miski z masą cytrynową. Mieszaj cały czas trzepaczką, aż masa zgęstnieje. Zdejmij miskę z garnka i odstaw do wystygnięcia, co jakiś czas jeszcze mieszając masę. 
  8. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni. 
  9. Wyjmij ciasto kruche z lodówki. Możesz je rozwałkować na cienki placek i przełożyć do foremki, lub wykleić foremkę po kawałku za pomocą rąk (ja wybieram zwykle tę drugą opcję). W cieście zrób dziurki widelcem, aby nie podnosiło się podczas pieczenia i wsadź do piekarnika. Piecz aż zbrązowieje (powinno to zająć ok. 25-30 minut). 
  10. Wyjmij i odstaw do ostygnięcia. 
  11. Krem nałóż na zupełnie wystudzone ciasto. 
  12. Ułóż na cieście plastry cytryn, listki mięty i posyp cukrem pudrem (opcjonalnie). 
Śliwka

czwartek, 19 marca 2015

Wołowina z pomarańczą, imbirem i szczyptą cynamonu


Podobno człowiek jest szczęśliwy, wtedy kiedy nie czuje, że pracuje. A ja mam właśnie to szczęście, że wszystkim czym się zajmuję jest albo powiązane z kulinariami, albo czasem z fotografią. Rzadko czuję przemęczenie tym co robię, ale czasem się zdarza, że mam jednocześnie za dużo obowiązków, a wtedy brakuje mi czasu dla siebie i odczuwam lekkie zmęczenie. Tak mam ostatnio, a na tym cierpi trochę moje szalone gotowanie, bo od tygodnia opiera się na bardzo szybkich posiłkach.

Szybkie nie oznacza jednak nudne lub niesmaczne! Dostałam w prezencie dobrej jakości wołowinę, którą cenię sobie znacznie bardziej niż przeciętny drób. Wolę zjeść rzadziej porządne mięso, niż faszerować się codziennie nafaszerowanymi hormonami kurczakami z marketu. Prezent przyjęłam z radością i nawet nie przeszkadzało mi to, że wołowina została już rozklepana z myślą o zrazach.

Na zawijańce i długie duszenie nie miałam czasu, więc skroiłam mięso w cienkie paseczki i usmażyłam w woku z pomarańczami, chilli i imbirem. Dla podkręcenia smaku szczypta cynamonu. Miseczki zostały wylizane, to dla ekspresowej kolacji najlepsza recenzja :)

Wołowina z pomarańczą, imbirem i cynamonem/ (2 porcje)
  • 250 g wołowiny (np. polędwicy, "zrazowej", rostbefu, antrykotu)
  • mała czerwona cebula
  • ząbek czosnku
  • 2 cm korzenia imbiru
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli*
  • pomarańcza
  • łyżeczka skórki startej z pomarańczy
  • sok z 1/2 pomarańczy (ok. 50-70 ml)
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki sosu ostrygowego (można pominąć)**
  • łyżka miodu
  • 1/2 łyżeczki słodkiej lub ostrej papryki
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 2 łyżki oleju roślinnego
  • sól, pieprz
Do podania:
  • ryż lub makaron np. soba lub ryżowy
  • mięta lub kolendra
  • szczypta czarnego sezamu lub czarnuszki
  1. Pomarańczę obieramy ze skórki i wycinamy fileciki (bez białej skorki "albedo").
  2. Wołowinę kroimy w cieniutkie paseczki, w przypadku np. części zrazowej, wcześniej rozklepujemy delikatnie mięso tłuczkiem.
  3. W woku rozgrzewamy łyżkę oleju, wrzucamy posiekaną w piórka cebulę, posiekany drobno imbir i papryczkę chilli.
  4. Po minucie wrzucamy paseczki wołowiny, zwiększamy płomień. Mięso przyprawiamy solą, pieprzem i smażymy minutę.
  5. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, sos sojowy i sos ostrygowy. Smażymy 2 minuty.
  6. Następnie dodajemy miód, paprykę i cynamon, podsmażamy kolejne 2 minuty.
  7. Wrzucamy fileciki z pomarańczy (można pokroić w kostkę) i wlewamy sok z pomarańczy. Całość dusimy kilka minut, aż sos się zredukuje i zagęści od miąższu pomarańczowego.
  8. Sos próbujemy i w razie potrzeby przyprawiamy jeszcze solą, pieprzem, miodem lub chilli.
  9. Danie serwujemy z ryżem lub ulubionym azjatyckim makaronem. Dodatkowo można udekorować kawałkami pomarańczy, ziołami i sezamem lub czarnuszką.
* Przed gotowaniem sprawdź ostrość papryczki i dostosuj ilość do swoich upodobań. Jeśli nie przepadasz za pikantnymi daniami to pozbądź się pesteczek.

** Jeśli nie masz sosu ostrygowego, dodaj dodatkową łyżkę miodu oraz łyżkę sosu sojowego.
Tosia

środa, 7 stycznia 2015

Napar z pomarańczy, imbiru i goździków


Rano usiadłam do postu pisząc, że mamy piękny "złoty polski" styczeń tego roku. Wróciłam do tekstu wieczorem, aby dokończyć pisać przepis, a tu niespodzianka - w Gdyni jest biało! Pogoda płata nam figle, jak zawsze. Nie pisałabym o złotym styczniu wcale ironicznie, wystarczyło pojechać za miasto, aby się o tym przekonać.

Wybraliśmy się kilka dni temu na małą wycieczkę. Początkowo planowaliśmy poszukiwać pierników w Toruniu, ale ostatecznie pojechaliśmy na Wyspę Sobieszewską. Kontakt z naturą uspokaja, a wiatr oczyszcza brudne myśli, dzięki temu łatwiej optymistycznie zaplanować nowy rok.

W trakcie lub po spacerze koniecznie trzeba ogrzać się ciepłym napojem. Niezależnie od kolorów zimowego pejzażu. Ostatnio gustuję w ziołowych i cytrusowych naparach, szczególnie pomarańczowych. Poniżej prosty przepis. Reszta opowieści w obrazkach.



Napar z pomarańczy, imbiru i goździków / 2 kubki
  • pomarańcza
  • 2 plastry imbiru
  • 2 goździki
  • 2 łyżki miodu/syropu z agawy/syropu z pędów sosny
  • woda
  • laska cynamonu (opcjonalnie)
  1. Pół pomarańczy kroimy na plasterki, a każdy plaster na 4 części. Wrzucamy je do szklanek, dodajemy po goździku, plastrze imbiru i lasce cynamonu (opcjonalnie).
  2. Z drugiej części pomarańczy wyciskamy sok, rozlewamy do szklanek i dodajemy po łyżce miodu.
  3. Składniki zalewamy wrzącą wodą, mieszamy i odstawiamy na kilka minut.
Ps. Pomarańczę najlepiej wybrać ekologiczną lub sparzyć skórkę wcześniej wrzątkiem.
Tosia

wtorek, 2 września 2014

Wtorek z kaszą #23: Jaglane lody gruszkowo-imbirowe


Moje związki z blenderami należą do trudnych. Bardzo trudnych. Lata mijają a ja wciąż liczę na to, że poznam wreszcie jakiegoś dżentelmena, który zmiksuje na gładką masę coś, co odbiega nieco od konsystencji wody. Pakuje do co raz to kolejnego owoce, kaszę, czy lód z nadzieją, że tym razem będzie inaczej, a tu znów przykra niespodzianka. Krzyk, łzy, huk i smród spalenizny. Wykończyłam już niejednego próbując trząść nim na wszystkie strony, aby pomóc maszynie. Czy ja proszę o wiele?

Do czego zmierzam? Miksowanie tych lodów to była przygoda. W końcu mój narzeczony przejął pałeczkę, pieczołowicie miksując małe porcje. Niestety taką cenę trzeba płacić za nieposiadanie maszyny do lodów, której używałabym pewnie raz w roku. Oczywiście nie mówię tego, żeby was zrazić, bo może wasze blendery dadzą radę nieco gęstszej od wody masie. Na pewno dadzą radę. To tylko z moimi jest jakiś problem:)

Eksperymentom z kaszą nie ma końca. Ostatnio naprawdę zaszalałam- wymyśliłam sobie jaglane lody. Ponieważ ten rodzaj kaszy jest dość uniwersalny w smaku i tworzy subtelną kremową konsystencję (na przykład koktajli) uznałam, że warto wypróbować go w takiej konfiguracji. Dzięki temu nie dodajemy śmietany, ani jajek, choć ja pozwoliłam sobie moją kaszę ugotować na mleku.

Udało mi się znaleźć tak słodkie gruszki, że jakiekolwiek dosładzanie nie miało sensu. Połączyłam je z rozgrzewającym imbirem i trochę się bałam, bo dałam go wyjątkowo dużo.

Efekt? Przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Nam niesamowicie smakowały, spróbujcie i wy.

Jaglane lody gruszkowo-imbirowe

- 700 g słodkich, miękkich gruszek (ok. 3 sztuki)
- 1 łyżka masła
- 35 g obranego ze skórki imbiru
- sok z połówki cytryny
- szczypta soli
- 70 g kaszy jaglanej (waga suchej)
- 200 ml mleka
- szczypta soli

  1. Ugotuj kaszę jaglaną na mleku ze szczyptą soli. Gotuj na małym ogniu i odstaw, gdy pochłonie całe mleko.
  2. Gruszki pokrój na małe kawałki.
  3. Na patelni rozgrzej masło i dodaj gruszki, smaż ok. 10 minut aż zmiękną.
  4. Imbir poszatkuj i dodaj do smażących się gruszek. 
  5. Gruszkową masę wymieszaj z ugotowaną na mleku kaszą jaglaną. 
  6. Zmiksuj blenderem na gładką masę i wsadź do szklanego/plastikowego pojemnika  z przykrywką.
  7. Umieść pojemnik w zamrażarce. Po dwóch godzinach przełóż całość z powrotem do blendera i zmiksuj. 
  8. Przed podaniem wyjmij lody na ok. 15 minut z zamrażarki, żeby nieco stopniały. Możesz również ponownie zmiksować, aby były bardziej kremowe. 


Śliwka

środa, 16 kwietnia 2014

Chrzan z imbirem


Chrzan na co dzień jest raczej niedocenianym korzeniem. Na szczęście przeżywa swoje 5 minut w okolicach Wielkanocy. Wtedy też ma okazję królować na świątecznym stole jako dodatek do pieczonych mięs, pasztetów i jajek.
Rok temu przerobiłam ok. 2 kg korzenia chrzanu obierając go i ścierając ręcznie. Zajęło mi to bardzo dużo czasu, a przy tym uroniłam niejedną łzę. Uwielbiam ostry chrzan i chrzanię ten kupny pełen konserwantów. 
Domowy jest zdecydowanie najlepszy! Tylko jego przygotowanie wymaga od nas poświęcenia, ale uważam, że przynajmniej raz na rok warto to zrobić.

Przyznam się szczerze, że w tym roku poszłam na łatwiznę. Zaczęłam płakać już przy obieraniu pierwszego korzenia, więc zdecydowałam się wyciągnąć malakser. Jeśli jednak jesteście odważni i nie straszne Wam łzy - polecam ścierać go na tarce ręcznie.


Trochę pochrzaniłam i ponarzekałam, a przecież chrzan, oprócz smaku ma jeszcze tyle wspaniałych właściwości! 
W trakcie przeziębienia rozgrzewa i oczyszcza organizm z toksyn, działa przeciwwirusowo i bakteriobójczo. Dodatkowo spełnia podobne właściwości do kaszy jaglanej - odkwasza organizm. Dlatego jest idealnym dodatkiem na wielkanocnym stole, bo być może uchroni nas przed skutkami ubocznymi przejedzenia.

Chrzan z imbirem / 2 duże słoiki
  • 600 g obranego chrzanu (u mnie 2 korzenie)
  • 50 g obranego korzenia imbiru
  • 3 obrane jabłka
  • 450 g śmietany 18%
  • 2 łyżki majonezu
  • sok z 1 cytryny
  • 4 łyżki miodu
  • sól, pieprz
  1. Obrany chrzan, imbir i jabłka ścieramy na tarce o drobnych oczkach lub wrzucamy do naczynia malaksera i miksujemy.
  2. Do chrzanu i jabłek dodajemy sok z cytryny, śmietanę, majonez, miód oraz sól i pieprz do smaku. Całość dokładnie mieszamy i próbujemy. W razie potrzeby dodajemy więcej miodu lub przypraw.
  3. Chrzan przekładamy do słoików i przechowujemy w lodówce. Najlepiej smakuje dopiero po kilku godzinach, gdy się "przegryzie".
Tosia

czwartek, 9 stycznia 2014

Sałatka z czerwoną komosą ryżową, pieczonymi burakami, pomarańczą i granatem



Usiadłam przy oknie z kubkiem jaśminowej herbaty. Świat wydaje się być dzisiaj tak szary i smutny, że nie zachęca do dalekich spacerów. Najchętniej owinęłabym się w koc i została człowiekiem burrito. 
Nawet morze przybrało odcień szarości, a jego pas zlewa się z siwym niebem. Czuję, że od pejzażu i ja robię się blada, wkrótce zostaną po mnie tylko czerwone paznokcie. 
Ratunek odnalazłam w miseczce energetycznej sałatki, od której bije ciepłym kolorem i zdrowiem.
Znajdziecie w niej czerwone ziarenka komosy ryżowej (więcej o niej tu i tu), kawałki pieczonych buraków, cząstki pomarańczy, ziarenka granatu, prażone płatki migdałowe i dressing z imbirową pastą tahini. Dzięki niej, mój mały świat znów nabrał koloru!


Sałatka z czerwoną komosą ryżową, pieczonymi burakami, granatem, pomarańczą i imbirową pastą tahini/2-3 porcje
  • szklanka czerwonej komosy ryżowej
  • 2 szklanki wody
  • plaster imbiru
  • 3 pieczone buraki
  • pomarańcza
  • pestki granatu
  • płatki migdałowe
  • Dressing z imbirową pastą tahini:
  • 80 g sezamu
  • kilka łyżek oleju sezamowego lub innego oleju roślinnego
  • kilka łyżek oliwy
  • sok z 1/2 cytryny
  • sok z 1/2 pomarańczy
  • 2-3 cm korzenia imbiru
  • sok z granatu
  • sól, pieprz
  1. Komosę ryżową wsypujemy do rondla, dodajemy plaster imbiru, odrobinę soli i zalewamy 2 szklankami wody. Gotujemy według wskazówek na opakowaniu, przez ok. 7-15 minut, aż quinoa wchłonie wodę. Ugotowaną studzimy.
  2. Na suchej patelni prażymy płatki migdałowe. Przesypujemy do miseczki i prażymy sezam. Po kilku minutach uprażony sezam przerzucamy do naczynia malaksera, dodajemy świeżo starty imbir oraz olej sezamowy/roślinny. Miksujemy krótką chwilę na gęstą pastę.
  3. Do tahini dodajemy teraz sok z cytryny i pomarańczy, kilka łyżek oliwy, sól i pieprz. Miksujemy raz jeszcze do uzyskania płynnego dressingu. Jego konsystencję kontrolujemy dodając sok z granatu lub kolejną łyżkę oliwy.
  4. Upieczone i obrane buraki kroimy w słupki lub kosteczkę. Filety pomarańczy dzielimy na mniejsze kawałki.
  5. Do miseczek przekładamy ostudzoną komosę ryżową, dodajemy pieczone kawałki buraka, pomarańczy, ziarenka granatu i prażone płatki migdałowe. Całość podajemy z dressingiem.
Jak upiec buraki?
  • Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Buraki owijamy w folię aluminiową i pieczemy przez 45-60 minut, aż będą miękkie. Upieczone studzimy, następnie swobodnie obieramy ze skórki.
Jak filetować pomarańczę?
  • Nożem odcinamy końcówki pomarańczy i stawiamy ją na blacie. Odcinamy na około skórkę razem z białą częścią owocu (albedo). Nacinamy pomiędzy błonkami segmenty pomarańczy, uzyskując zgrabne filety bez skórki.

* Połączenie pieczonego buraka i granatu podpatrzyłam u Ani.

Tosia

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Kalendarz adwentowy #2: Grzany cydr



Tegoroczny listopad nie należał do najgorszych, ale z ogromną radością powitałam nowy miesiąc. Grudzień to mój ulubiony okres w roku i wiele razy przyniósł mi szczęście. 
Od soboty pejzaż za oknem nie zmienił się wcale, jednak świat wydaje się być jakiś piękniejszy.

Coś czuję, że do ulubionego kubka będę teraz częściej nalewała gorącą czekoladę z pomarańczową nutą i grzane wino. Dom wypełnią  korzenne zapachy, które regularnie będą się unosiły z kuchni. Oprócz odliczania do świąt za sprawą naszego Kalendarza Adwentowego, oficjalnie otwieram także sezon na wszelkiego rodzaju grzańce.

Dziś serwuję cydr na ciepło, który zdążyłam już testować na gościach. Z każdym łykiem ich pozytywne zaskoczenie rosło. Trunek zyskał znakomite recenzje. Jest delikatniejszy od klasycznego grzanego wina, przez co znika wyjątkowo szybko. Rozgrzewa i poprawia humor już od pierwszego kieliszka!

Można go przygotować z przyprawami korzennymi, które akurat mamy w kuchni. W cydrze znalazł się także imbir, który moim zdaniem doskonale komponuje się z jego jabłkowym posmakiem.

Grzany cydr
  • litr cydru
  • 200 ml soku jabłkowego
  • sok z 1/2 cytryny
  • skórka z 1/2 cytryny*
  • kilka plastrów pomarańczy*
  • kilka plastrów jabłka
  • 3-4 goździki
  • 1-2 ziarenka ziela angielskiego
  • gwiazdka anyżu
  • kora cynamonowa/łyżeczka cynamonu
  • 2 plastry imbiru
  • 2-4 łyżki cukru 
  1. Wszystkie składniki umieszczamy w rondelku.
  2. Cydr podgrzewamy na małym ogniu i pilnujemy, aby nie doprowadzić do wrzenia.
  3. Grzany napój podajemy z plastrami jabłka/pomarańczy i przyprawami korzennymi.
* Cytrusy należy wcześniej sparzyć i osuszyć.
Tosia

wtorek, 19 listopada 2013

Oriental Masterchef: Bulion z pierożkami wonton



Pewnej październikowej niedzieli wybrałam się do Oriental Market w Sopocie. Plan na wieczór wydawał się idealny - warsztaty kuchni azjatyckiej w sklepie wypełnionym po brzegi fantastycznymi produktami. Azjatyckie smaki są mi bardzo bliskie, co widać chociażby po etykiecie Kuchnia Dalekiego Wschodu, w której znajduje się już 50 przepisów. Dlatego niezwykle ucieszyło mnie zaproszenie na warsztaty.

Trójmiejska solniczka - Asia i Kasia :)

Na miejscu okazało się, że Trójmiejska Solniczka (która zajmowała się organizacją spotkania) zrobiła nam psikusa. Czekało nas kulinarne wyzwanie pod hasłem Oriental Masterchef! Kąciki ust trochę opadły, ale po wyjaśnieniu zasad zabawy wszyscy się uspokoili. Część uczestników tworzyły trójmiejskie blogerki, resztę przyjaciele Oriental Market. Drogą losowania dobraliśmy się w mieszane pary. Tym sposobem przy stanowisku stałam z Jackiem, którego chwilę wcześniej poznałam. Współpracowało nam się dobrze, ale o efektach naszego wspólnego gotowania za chwilę.

Wylosowaliśmy przepis na Chińską zupę Wonton. Mieliśmy 30 minut na zrobienie dania. Zadanie było o tyle ułatwione, że mieliśmy już płaty ciasta na pierożki (które można kupić w sklepie) oraz klasyczny bulion.
Pierożki wonton znam i lubię, przyznam szczerze, że gdyby wybór należał do mnie, pewnie przygotowałabym inne danie. Do zabawy podeszłam z dystansem, chociaż nie ukrywam, nie chciałam "oddać fartucha". Szczególnie, że w grę wchodził przecież fartuch orientalny!



 W trakcie gotowanie uznałam, że do odważnych świat należy, dlatego słuchając kulinarnej intuicji i konsultując smaki z Jackiem, zaczęliśmy doprawiać bulion po swojemu. Gdy usłyszeliśmy odliczanie ledwo zdążyliśmy wlać zupę do miseczki. Nie byłam zadowolona z tego co zrobiłam, ale przyszedł czas na werdykt.



Konkurencja była wyrównana, wszystkie dania były smaczne. Martyna (Śliwkowska w kuchni) zrobiła pierożki Gyoza, Ania (Moja w tym głowa) gotowała tajską zupę Tom Yum, Kasia (Razowe ciasteczka dla Twojego Dziecka) przygotowała koreańską zupę kimchi z tofu, a Asieja (ugotujmy.blogspot.com) i Magda (Eat this blog) zrobiły wietnamskie spring rollsy.

Tego wieczoru szczęście mi dopisało - główną nagrodę zdobyła zupa z pierożkami wonton. Jury w postaci właścicieli Oriental Market docenili naszą inwencję twórczą i smaki ukryte w miseczce zupy. To było dla mnie niezwykle sympatyczne uczucie, a przy tym trochę krepujące. 
Szczęśliwa wróciłam do domu z koszyczkiem do gotowania na parze oraz śliwkowym winem. 

Dziękuję wszystkim za świetną zabawę, blogerkom, uczestnikom zabawy, właścicielom sklepu oraz oczywiście Asi i Kasi z Trójmiejskiej solniczki.

Kilka dni później przygotowałam danie jeszcze raz, udoskonalając trochę recepturę:
Chiński bulion z pierożkami wonton
Płaty ciasta na pierożki wonton lub:
  • 150 g mąki pszennej
  • 120 ml leniej wody
  • szczypta soli
Nadzienie:
  • 300 g mielonego mięsa (wieprzowego, wołowego lub z indyka)
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • łyżka sosu rybnego
  • 2 łyżeczki octu ryżowego
  • łyżeczka oleju sezamowego
  • łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki startego imbiru
  • ząbek czosnku
  • szczypta soli
  • świeżo mielony pieprz
Chiński bulion:
  • 1 litr bulionu drobiowego lub jarzynowego
  • ząbek czosnku
  • 4 cm korzenia imbiru
  • 1/2 papryczki chilli
  • 2 łyżki suszonej lub posiekanej świeżej trawy cytrynowej
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • łyżka sosu rybnego
  • łyżka oleju sezamowego
  • sok z 1/2 limonki
  • łyżeczka cukru trzcinowego
  • sól, świeżo mielony pieprz
  • liście pietruszki lub kolendry

Pierożki wonton:
  1. Mąkę przesiewamy do misy, dodajemy sól. Stopniowo wlewając letnią wodę zaczynamy wyrabiać ciasto (ręcznie lub mikserem). Po ok. 5 minutach ciasto powinno być elastyczne, jeśli się lepi - podsypujemy je dodatkowo mąką. Ciasto przykrywamy ściereczką i wstawiamy do lodówki na 30 minut.
  2. W tym czasie wszystkie mielone mięso łączymy z sosem sojowym, sosem rybny, olejem sezamowym, mąką ziemniaczaną, imbirem, posiekanym drobno czosnkiem, solą i pieprzem. 
  3. Po 30 minutach przekładamy ciasto na oprószoną mąką blat. Cienko wałkujemy ciasto i wycinamy kółka o średnicy ok. 8 cm. W przypadku użycia gotowych arkuszy ciasta, kładziemy je również na blacie.
  4. Na środku każdego krążka kładziemy czubatą łyżeczką farszu i lepimy jak uszka lub zbieramy boki ciasta do środka, tworząc sakiewki.
  5. Koszyczek do gotowania na parze wykładamy pergaminem, w którym robimy dziurki. Kładziemy w środku ulepione pierożki i stawiamy koszyczek nad garnkiem z gotującą się wodą. Całość przykrywamy i gotujemy na parze przez 8 minut.
  6. Innym sposobem na przygotowanie pierożków jest ugotowanie ich we wrzącej, osolonej wodzie. Czas gotowania również będzie trwał ok. 8 minut.
Szybki chiński bulion:
  1.  Do bulionu dodajemy trawę cytrynową, liście kolendry lub pietruszki oraz plasterki: imbiru, chilli i czosnku. Podgrzewamy przez kilka minut. 
  2. Następnie dodajemy sos sojowy, sos rybny, olej sezamowy, sok z limonki, cukier trzcinowy. Bulion gotujemy przez ok 10 minut, aż nabierze smaku.
  3. Na koniec próbujemy zupy i przyprawiamy je solą oraz pieprzem do smaku i w zależności od potrzeby sokiem z limonki, sosem sojowym lub płatkami chilli.
  4. Zupę podajemy z pierożkami wonton.
*Pierwsze zdjęcie jest mojego autorstwa, pozostałe Made by Gigi.
Tosia

piątek, 15 listopada 2013

Piernik staropolski - etap I


Mam marzenie, aby pod koniec listopada spadł śnieg. Może tak prószyć, aż do końca grudnia. A wraz z Nowym Rokiem powinna przyjść wiosna!

Uwielbiam grudzień i świąteczną atmosferę. Pomijając konsumpcyjny aspekt kupowania prezentów, nie przeszkadzają mi mieniące się na drzewach światełka, bombki w marketach i mikołaje w czekoladzie. Mimo, że co roku rozpoczynam przygotowania do Bożego Narodzenia całkiem wcześnie, to zawsze jakoś zapominam o pierniku staropolskim.

Ciasto na dojrzewający piernik staropolski należy przygotować ok. 5-6 tygodni przed pieczeniem. Tak się składa, że teraz jest na to idealny czas. Już od kilku lat się za niego zabieram i w końcu udało mi się zmobilizować w odpowiednim momencie.
Ufam tradycyjnym recepturom, ale lubię słuchać w kuchni kulinarnej intuicji i do każdego dania przemycać szczyptę siebie. Dlatego miałam w planach przejrzeć kilka tradycyjnych receptur i odrobinę je zmodyfikować pod swój smak. Zanim jednak się za to zabrałam, trafiłam na blog Around the kitchen table, na którym Ewelina zrobiła podobny zabieg. 
Przekształcony przepis bardzo mi odpowiadał, dlatego przygotowując swój piernik zaufałam jej i trochę go jeszcze zmieniłam (np. dlatego, że eksperymenty z ksylitolem jeszcze przed mną). 

Kilka dni przed świętami zabieram się za drugi etap - pieczenie. Jeszcze nie wiem czym przełożę mój piernik, bo pomysłów mam kilka. Mam nadzieję, że jego smak wynagrodzi tych kilka tygodni czekania!


Piernik staropolski - etap I
  • 500 g dobrej jakości miodu
  • 250 g cukru trzcinowego
  • 250 g masła
  • 700 g mąki pszennej
  • 300 g mąki pszennej razowej typ 2000
  • 3 jajka
  • 100 ml mleka
  • 3 łyżki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 60 g przyprawy korzennej (bez dodatku mąki/kakao/cukru, u mnie mieszanka: cynamonu, suszonego imbiru, anyżu, kardamonu, goździków, gałki muszkatołowej, kolorowego pieprzu, ziela angielskiego)
  • 3 cm korzenia świeżego imbiru
  • 3 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej (najlepiej domowej, smażonej w cukrze)
  • skórka starta z 1 pomarańczy
  • skórka starta z 1 cytryny
  • łyżeczka ekstraktu z wanilii
  1. W rondlu z grubym dnem umieszczamy masło, cukier oraz miód. Stawiamy na małym ogniu i podgrzewamy do rozpuszczenia. Dodajemy ekstrakt z wanilii, świeżo starty imbir, skórkę kandyzowaną oraz świeżo startą z cytrusów. Rondelek zestawiamy z ognia i studzimy.
  2. W tym czasie do zimnego mleka dodajemy sodę oczyszczoną, energicznie mieszamy.
  3. Do dużej misy przesiewamy mąkę pszenną i dodajemy mąkę razową. Wsypujemy również przyprawy korzenne i szczyptę soli.
  4. Ostudzoną masę miodowo-maślaną przelewamy do dużej miski. Masa powinna być letnia, lecz nie za zimna. Stopniowo dodajemy do niej mąkę, na przemian z mlekiem z sodą oraz jajkami. Cały czas wyrabiając ciasto mikserem lub drewnianą łyżką.
  5. Dobrze wyrobione ciasto będzie klejące, ale przy tym plastyczne. Przekładamy je do glinianego/kamionkowego naczynia (ja wybrałam do tego makutrę), przykrywamy ściereczką i stawiamy w chłodnym miejscu na 4-6 tygodni. W tym czasie ciasto będzie dojrzewało.
Tosia

niedziela, 6 października 2013

Śniadanie do łóżka #118: Dyniowa granola


Kupiłam dwie duże dynie. Kwintesencja jesieni, pomyślałam. Zabrałam się za krojenie, wyciąganie miąższu i pestek, pieczenie i przecieranie przez sitko aby pozbawić dynie skórki (wersja hokkaido, bez konieczności okrajania skórki). Całość zabrała mi mnóstwo czasu, a szorowanie rąk z nieprzyjemnych, żółtych zabarwień dodatkowe tyle. Byłam wykończona i przeklinałam ją z całych sił. Pomyślałam jednak, że przecież smak zaraz wynagrodzi mi moje cierpienia, gdy tylko skosztuje kremu dyniowo-gruszkowego, który sobie wymyśliłam. A tu kolejne rozczarowanie.

Dopada mnie to co roku. Co roku cieszę się, że wreszcie zrobię krem z dyni (na który powinnam była czekać cały rok) i co roku uświadamiam sobie, że właściwie nie przepadam za dynią, a w szczególności w formie kremu. Dziwna sprawa, ale może dzięki napisaniu tej notki nie popełnię za rok tego samego błędu. Choć wątpię, to taka jesienna tradycja. 

Na szczęście nie cały trud poszedł na marne. Zostało mi do spożytkowania jeszcze trochę dyniowego puree, więc dodałam je do granoli. Wiedziałam, że smak dyni nie będzie się zbyt przebijał, a jedynie doda słodyczy. Tak też się stało. Dodałam do granoli również odrobinę musu jabłkowego i korzennych przypraw, które sprawiły że stworzyłam idealny, jesienno-zimowy dodatek do jogurtów. Choć zimowy będzie jedynie w teorii, bo wystarczył jeden dzień, aby zniknął. 

Dyniowa granola

- 150 g płatków owsianych (górskich)
- 50 g pestek dyni
- 50 g pestek słonecznika
- 25 g siemienia lnianego
- 25 g sezamu
- 75 g suszonej żurawiny
- 75 poszatkowanych suszonych fig
- 75 g poszatkowanych orzechów włoskich
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
- 1 łyżeczka kakao
- 1 łyżeczka cynamonu
- pół łyżeczki mielonego kardamonu
- pół łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
- 2 centymetrowy kawałek imbiru
- 25 g oleju
- 25 g syropu klonowego
- 25 g brązowego cukru
- 75 g musu jabłkowego
- 120 g puree z dyni
- szczypta soli


  1. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni.
  2. W dużej misce połącz ze sobą wszystkie składniki i dokładnie wymieszaj.
  3. Na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (lub nieprzywierającej) rozsyp składniki rozprowadzając je równomiernie.
  4. Wstaw do piekarnika i piecz ok. 30 minut. Co 5 minut przemieszaj je łopatką, aby spiekły się równo z każdej strony.
  5. Odstaw do wystudzenia, a następnie przerzuć je do zamykanego pojemnika. 
Śliwka



wtorek, 24 września 2013

Barszcz nieczysty


No i jak zwykle jestem niekonsekwentna. Dopiero co zapowiadałam moją dłuższą przerwę i zarzekałam się, że nie zobaczycie mnie tu do przyszłego tygodnia, a znowu jestem i to z nowym przepisem. 

W sumie nie jest on już taki nowy. Za jego początki odpowiada Pani Agnieszka, która kiedyś układała mi niskokaloryczny jadłospis, ale od tamtego momentu przepis mocno ewoluował. Przysięgam jednak, że nie w bardziej kaloryczną stronę! No właśnie, a w jaką stronę? 

Lekkie posiłki nie muszą oznaczać minimalizmu w doborze składników. Wręcz przeciwnie, świat ma nam do zaoferowania tak wiele fantastycznych dodatków, które świetnie działają na nasz organizm, nie są naładowane "chemią" i nie tuczą, że grzech z nich nie korzystać. Trzeba tylko szeroko otworzyć oczy. 

Tak więc zaczęło się od zwykłego barszczu, zwanego "ukraińskim" z niewielką ilością ziemniaków, bez fasoli. Trochę pływającej włoszczyzny, małe udko z kurczaka, trochę przypraw, sok z cytryny, koncentrat pomidorowy. Z czasem zaczęłam przepis wzbogacać o świeży imbir i większą ilość przypraw. Przyprawy nie tuczą, więc nie bójmy się, że nasze dania będą zbyt aromatyczne. 

Później przyszły świeże zioła. Co raz więcej. Tnę wszystkie, która mam pod ręką i układam porządny kopczyk na wierzchu talerza. No i z czasem barszcz stawał się co raz ostrzejszy. Uwielbiam czasem przegiąć z ostrością, w szczególności, gdy na zewnątrz robi się zimno. Nic nie rozpali tak organizmu jak solidna porcja tabasco. 

Jak więc go nazwać? Barszczem ukraińskim już dawno nie jest. Daleko mu też do czystego, bo pływa w nim wszystko co możliwe. Diabelska ostrość wskazuje raczej na "nieczysty". Niech więc zostanie, przedstawiam Wam mój ulubiony barszcz nieczysty!

Barszcz nieczysty (4 porcje)

- 1,5 litra wody
- 2 udka z kurczaka
- 1 średni burak (250 g)
- włoszczyzna: 2 małe marchewki, 1 mała pietruszka, 1 mały seler, zielona pietruszka, biała cześć pora)
- 2 duże ząbki czosnku
- 2 centymetrowy kawałek świeżego imbiru
- pół łyżeczki ziaren ziela angielskiego
- pół łyżeczki ziaren pieprzu
- 2 liście laurowe
- 1 łyżeczka suszonego majeranku
- tabasco (obchodź się ostrożnie)
- łyżeczka pieprzu cayenne
- 1 łyżka koncentratu pomidorowego
- sok z 1,5 cytryny
- 1 łyżka octu winnego
- 1 łyżka octu balsamicznego
- 1 łyżka miodu
- 2 łyżki sosu sojowego
- sól
- 2 łyżki oliwy


- garść świeżej kolendry
- garść świeżej bazylii
- ewentualnie: kulka mozzarelli

  1. W garnku rozgrzej oliwę. Wrzuć na nią poszatkowany czosnek i starty na grubej tarce imbir. 
  2. Dodaj kurczaki, skórką do dołu i smaż aż skórka lekko zbrązowieje. 
  3. Dodaj ziarna pieprzu, liście laurowe i ziele angielskie, podsmaż je razem z kurczakami przez chwilę a następnie całość zalej wodą. 
  4. Włoszczyznę obierz ze skórki (seler, pietruszkę i marchew) i pokrój w kostkę. Dodaj do gotującej się zupy. Gotuj ok. 25 minut.
  5. \Zaraz po warzywach do zupy dodaj majeranek, koncentrat pomidorowy, ok. 1 łyżkę soli i pieprz cayenne.
  6. W czasie gotowania się zupy obierz buraka ze skórki i zetrzyj na grubej tarce. 
  7. Po upływie wspomnianych 25 minut dodaj startego buraka, dwa rodzaje octu i sok z cytryny. Gotuj jeszcze ok. 15-20 minut.
  8. Dopraw sosem sojowym, miodem, solą i tabasco. 
  9. Postaraj się w miarę możliwości wyłowić ziele angielskie, ziarna pieprzu i liście laurowe. 
  10. Wyjmij z zupy kurczaka, poszarp go i wsadź do miseczek. Zalej miseczki zupą a na czubku ułóż kupkę świeżych ziół. 
  11. Możesz też podać zupę z kawałkami mozzarelli (na przykład zamiast kurczaka, lub łącznie z nim). Przyjemnie rozpuści się w misce.
Śliwka

czwartek, 12 września 2013

Chińskie naleśniki z kaczką z sosem hoisin



Bardzo lubię mięso kaczki, ale dosyć rzadko ją przyrządzam. Może dlatego, że pieczona w całości najbardziej kojarzy mi się ze świętami i ważnymi okazjami. Postanowiłam to zmienić, więc zakupiłam kaczkę.

Dla odmiany, zamiast piec ją z jabłkami, czy pomarańczami, podzieliłam mięso na udka, piersi i skrzydełka. Z korpusu i szyjki zrobiłam rosół, ale resztę upiekłam z anyżem, śliwkami i orzechami.
Z powstałego na bazie marynaty i w takcie pieczenia płynu, przygotowałam popularny sos chiński o nazwie hoisin. Oryginalny kantoński hoisn robi się ze sfermentowanej soi i śliwek. W dzisiejszej wersji to wariacja na temat z powodu autorskiego wykonania, ale w smaku jest bardzo podobny. Więcej o sosie pisałam już przy okazji tego wpisu.

Kawałki kaczki nie bez powodu zostały upieczone w takiej marynacie. Posiekane mięso podałam w chińskich naleśnikach z dymką, które robi się z ciasta podobnego jak przy pierożkach dim sum.
Z całej kombinacji smaków wyszedł z tego fantastyczny, domowy fast food w stylu chińskim.
 Gdybym miała food truck'a z szybkimi przekąskami z Dalekiego Wschodu, na pewno serwowałabym te naleśniki, próbując przekonać klientów do nowego spojrzenia na kaczkę.

Ps. Jeśli zainteresował Was przepis, ale zniechęciło samodzielne przygotowanie naleśników - możecie spróbować kupić gotowe lub zastąpić je np. tortillą, czy papierem ryżowym.


Chińskie naleśniki z kaczką z sosem hoisin/6 szt.
  • Mięso: 
  • 1 kg kaczki (u mnie 2 udka, 2 skrzydełka i 2 piersi - kaczka bez korpusu)
  • 6 śliwek
  • garść orzechów arachidowych
  • sól, pieprz
  • Marynata (z której powstanie sos hoisin):
  • 6 łyżek melasy trzcinowej
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki octu ryżowego
  • łyża sosu rybnego
  • 2 ząbki czosnku
  • 6 cm korzenia imbiru
  • łyżeczka suszonych płatków chilli
  • 2 gwiazdki anyżu
  • 2-3 cm korzenia kurkumy (można pominąć)
  • 4 goździki
  • 3 cm kory cynamonowej
  • łyżka oleju kokosowego
  • Chińskie naleśniki:
  • 500 g mąki pszennej
  • 250-300 ml wrzącej wody
  • łyżeczka soli
  • cebulka dymka/szczypiorek
  • łyżka oleju kokosowego
  • Dodatki:
  • papryka
  • marchewka
  • mięta
  • ziarenka owocu granatu
  • cebulka dymka
  • orzechy arachidowe
Mięso:
  1. Osuszone i oczyszczone kawałki kaczki przyprawiamy odrobiną soli i pieprzu (będą jeszcze doprawiane marynatą).
  2. W rondelku podgrzewamy olej kokosowy, wrzucamy posiekany drobno czosnek, imbir oraz płatki chilli. Smażymy 2 minuty, następnie wlewamy melasę, sos sojowy, ocet ryżowy i sos rybny. Wrzucamy pozostałe przyprawy. Całość dusimy przez kilka minut.
  3. Do naczynia żaroodpornego/glinianego garnka wlewamy połowę marynaty. Układamy ciasno kawałki kaczki skórą ku górze i zalewamy pozostałą częścią marynaty.
  4. Do garnka wrzucamy również pokrojone śliwki oraz orzechy arachidowe. Całość przykrywamy i wkładamy do rozgrzanego piekarnika.
  5. Mięso pieczemy przez godzinę w 160 stopni. Następnie zdejmujemy pokrywkę i pieczemy jeszcze 15-30 minut, aż będzie miękkie.
Sos hoisin:
  1. Odlewamy 1 chochlę sosu z upieczonej kaczki. Sos przelewamy do wysokiego naczynia, dodajemy orzechy oraz upieczone śliwki. Całość miksujemy blenderem na gładki sos. Doprawiamy ewentualnie solą i pieprzem do smaku.
Chińskie naleśniki:
  1. Na stolnicę lub do dużej miski przesiewamy mąkę. Dodajemy sól.
  2. Wlewamy powoli wrzącą wodę i za pomocą miksera lub drewnianej miski wyrabiamy ciasto. Gdy składniki się połączą, krótko je zagniatamy, aż utworzy się elastyczna kula z ciasta.Owijamy ją folią spożywczą i wkładamy na 30 minut do lodówki.
  3. Po tym czasie, wyciągamy ciasto z lodówki i dzielimy na 6 części. Z każdej z nich lepimy kulkę, którą cienko wałkujemy na okrągły placek. Następnie posypujemy cebulką dymką, zawijamy w rulon i formujemy "ślimak" (zdjęcie). Tak zawinięte ciasto wałkujemy cienko jeszcze raz. Czynność powtarzamy z pozostałymi częściami ciasta.
  4. Na patelni lub w woku rozgrzewamy olej kokosowy. Na rozgrzany tłuszcz kładziemy naleśnik i smażymy po 2 minuty z każdej strony.
  5. Gotowe naleśniki odsączamy z tłuszczu.
Gotowa danie:
  1. Każdy naleśnik smarujemy sosem hoisin. 
  2. Na to kładziemy pokrojone drobno i upieczone mięso kaczki. Posiekaną w słupki paprykę oraz marchewkę, ziarenka granatu, orzechy arachidowe i listki mięto.
  3. Naleśniki zawijamy i zjadamy od razu!
Tosia

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Arbuzada z imbirem


Na początku był ten filmik opublikowany przez Kukbuka na facebooku. Opis radośnie zachęcał "Spragnieni? A może kilka łyków orzeźwiającego arbuza?". Weszłam, obejrzałam a moja wyobraźnia zaczęła intensywnie pracować. Potem, gdy zobaczyłam przepis na bardzo podobną "arbuzadę" zakochałam się w nazwie i przepadłam. Dosłownie godzinę później miksowałam arbuza z imbirem i limonką. 

Podczas feralnej kolacji, podczas której miałam wątpliwą przyjemność gotować bez prądu udało mi się zmiksować arbuzadę dosłownie na kilka minut przed awarią. Powitałam więc pierwszego gościa jedynie napojem, który zasmakował mu tak bardzo, że zgodziłam się, żeby wypił wszystko nie zostawiając nic dla reszty. Faktycznie, robię ją kolejny raz i jakoś ciągle jej za mało. 

Bo uwierzcie mi, jeśli doskwiera upał, chyba nie ma lepszego ukojenia. 

Arbuzada z imbirem 

- 1 kg miąższu z arbuza
- 3 centymetrowy kawałek imbiru
- sok z 3 limonek
- sok z 1 cytryny
- 30 g cukru

  1. Imbir obierz ze skórki.
  2. Wszystkie składniki umieść w blenderze i miksuj kilka minut.
  3. Przelej powstały sok przez miękkie sitko, aby została tylko arbuzowa woda.
  4. Podawaj schłodzoną.
Śliwka

czwartek, 6 czerwca 2013

Tagliatelle w sosie z masła orzechowego

W pewnych kwestiach nie mogę sobie ufać. Muszę więc podejmować ostre środki zapobiegawcze, aby nie zrobić czegoś, czego później będę żałować. I tak jest od zawsze z masłem orzechowym. 

Uwielbiam ten słony, zaklejający krem, który najlepiej smakuje w połączeniu z czymś słodkim. Gdy pojawia się w mojej szafce, krążę po domu jak zahipnotyzowana, myśląc tylko o tej szafce i tylko o wsadzeniu palca do słoiczka. Oblizuje palce, uciekam, ale za moment wracam i powtarzam cały proces. Tak do wylizania słoiczka. Podejmuje więc wspomniane środki ostrożności i nie kupuję masła orzechowego, bo wiem jak to się skończy. 

Ale czym by było życie bez takich drobnych przyjemności? Rozmarzyłam się na myśl o makaronie w sosie z masła orzechowego i uznałam, że raz na jakiś czas coś mi się jednak należy. I wcale nie mam wyrzutów sumienia, że wyjadłam prawie pół słoiczka przed rozpoczęciem tworzenia sosu. I nie mam ich też teraz, gdy kończę notkę tylko po to, aby pobiec zanurzyć w nim palce po raz kolejny. 

Tagliatelle w sosie z masła orzechowego (2 duże porcje)
- 200 g makaronu tagliatelle
- 150 g fasolki szparagowej
- 150 g brokułów
- 150 g zielonych szparagów
- 75 g orzeszków ziemnych (niesolonych)
- świeża kolendra
- 100 g kiełków fasoli mung
- garść kiełków brokułu
- 1 limonka
- sól

Sos
- 200 ml mleczka kokosowego
- 2 czubate łyżki masła orzechowego (o obniżonej zawartości tłuszczu)
- 3-centymetrowy kawałek świeżego imbiru
- 3 ząbki czosnku
- 2 łyżki sosu sojowego
- pół łyżeczki pieprzu cayenne
- 2 łyżki oliwy

  1. Przygotuj 3 średniej wielkości garnki. W jednym z nich będzie gotować się makaron, w drugim warzywa na parze, a trzecim sos. 
  2. Od szparagów odkrój końcówkę (gładką, nie główkę!) i pokrój je na średniej wielkości kawałki. Fasolkę szparagową pozbaw twardych końcówek i przekrój na pół, jeśli jest długa. Brokuł podziel na różyczki. Odłóż na sitko i odstaw na później. 
  3. Imbir i czosnek obierz ze skórki. Poszatkuj. Poszatkuj również orzeszki ziemne i odstaw na później
  4. Do jednego z garnków nalej ok. 3/4 wody. Dodaj ok. 1,5 łyżki soli. Dodaj też do wody łyżkę oliwy. Zagotuj i utrzymuj gotującą się na palniku, gdy będziesz przygotowywać resztę składników.
  5. W drugim garnku zagotuj odrobinę wody (ok. 1/5 garnka), a gdy woda się zagotuje, ułóż na garnku sitko z warzywami. Jeśli posiadasz specjalne urządzenie do gotowania na parze, możesz go użyć zamiast sitka. Gotuj ok. 10 minut, w tym czasie zdążysz przygotować sos i makaron.
  6. Do trzeciego garnka wlej oliwę i wsyp imbir i czosnek. Smaż chwilę, a następnie dodaj masło orzechowe. Gdy masło orzechowe się rozpuści, wlej mleczko kokosowe, pomieszaj trzepaczką, aby składniki się dokładnie połączyły. Zmniejsz ogień, dopraw sokiem z 1 limonki i sosem sojowym do smaku (możesz dodać więcej niż przewidziane w przepisie). 
  7. Po upływie 5 minut od rozpoczęcia gotowania warzyw, wrzuć makaron do wrzątku. Gotuj 1 minutę krócej niż przewiduje opakowanie (u mnie trwało to 4 minuty). Po upływie tego czasu odcedź makaron na sitku, a następnie wrzuć go do garnka z sosem. Dorzuć również warzywa i całość wymieszaj. 
  8. Podawaj posypane poszatkowanymi orzeszkami ziemnymi, skropione dodatkową porcją limonki, posypane kiełkami i kolendrą. 
Śliwka

środa, 10 kwietnia 2013

Tataki z tuńczyka z majonezem wasabi


































Ludzie, którzy dobrze mnie znają wiedzą, że prędzej czy później moje upokarzające, skrywane od lat sekrety wyjdą na jaw. To tylko kwestia czasu aż napomknę, że nigdy nie nagrywałam plików na płytę CD (no pięknie, a teraz przyznaję się do tego publicznie), czy przeraża mnie osadzający się u wylotu zlewu mokry chleb. Może liczę na to, że ktoś podziela moje fobie? Albo po prostu plotę wszystko co mi ślina na język przyniesie. 

Jedną z takich tajemnic planowałam zatrzymać dla siebie. Jednak i tym razem, podzielę się nią ze światem, lecz wyjątkowo zrobię to całkiem świadomie. Niezmiernie przeraża mnie (a raczej przerażało, ale o tym zaraz) flambirowanie. 

Nie wiem czy to, że jestem z natury histeryczką, czy głębokie wpojenie mi w dzieciństwie jak źle mogą skończyć się zabawy z ogniem powstrzymywało mnie przed umyślnym jego rozniecaniem w kuchni. Wiem jednak, że czasem moje potrawy mogły z tego powodu ucierpieć smakowo, co dla mnie, pragnącej rozwijać swoje kulinarne zainteresowania i smakową świadomość było niedopuszczalne. W pewnym momencie zaczęła ciążyć mi świadomość, że nie podpalając moich ukochanych crepes suzette  (jak możecie się domyślić użyte w przepisie zdanie "zdecydowałam się na mniejszą ilość alkoholu, więc naleśniki nie będą typowo płonące" jest najlepszym przykładem ucieczki od tematu) brutalnie pozbawiam ich większości aromatu. A to przecież tylko jeden z wielu przykładów.





































 
Powoli dojrzewałam do myśli, że TO musi się w końcu stać. Postanowiłam podzielić moją przygodę z kawałkiem tuńczyka. 
Po wybraniu pięknego, różowego kawałka zamarynowałam go i odstawiłam na całą noc, aby móc jeszcze spokojnie przemyśleć sprawę. Ta czynność przyniosła korzyść i mi i jemu, przekonując mnie, że dam sobie radę, a tuńczykowi dodając imbirowego smaku.

Gdy tuńczyk już lekko obsmażał się na patelni złapałam prawdziwego cykora. Stałam nad nim dzierżąc  w dłoni butelkę whisky, a przez myśl przechodziło mi tylko, żeby pociągnąć najpierw kilka łyków dla kurażu. Wtedy ni stąd ni zowąd w kuchni zjawiła się dzielna Pani M. 
- Pijesz o tej porze?!
- Będę podpalać tuńczyka, chce Pani popatrzeć? (ewidentnie liczyłam na to, że zapewnienie sobie publiczności doda mi pewności siebie)

W głowie krążyły niepokojące myśli. A co jeśli płomień będzie za wysoki? Albo wbrew zasadom chemii NIGDY nie zgaśnie? 

-Pani M. zrobi to Pani za mnie?

Tak. Stchórzyłam. Przegrałam z kretesem. 
Po przedstawieniu wykutej teorii przeszłyśmy do części praktycznej. I udało się, płomień nie uniósł się zbyt wysoko, a patelnia (o dziwo!) po krótkim czasie przestała się palić. I choć nie zrobiłam tego własnoręcznie, nadzorowanie czynności przekonało mnie, że nie ma się czego bać. Jutro crepes suzette na śniadanie. 

Tataki z tuńczyka z majonezem wasabi (ok. 10 plastrów)
- 300-gramowy kawałek świeżego tuńczyka
- 2 łyżki sosu sojowego
- 2-centymetrowy kawałek świeżego imbiru

- 3 łyżki majonezu
- 1 łyżka pasty wasabi

- kiełki
- kawior
- listki świeżej kolendry

Sos do maczania:
- sos powstały po flambirowaniu
- 1 łyżka sosu sojowego
- 1 łyżka octu ryżowego
- 1 łyżeczka cukru

  1. Imbir obierz ze skórki, pokrój na małe kawałki i umieść w moździerzu. Rozgnieć go na gładką masę. 
  2. Posmaruj tuńczyka z dwóch stron sosem sojowym i rozgniecionym imbirem. Zawiń w folię i odłóż na noc do lodówki.
  3. Wyjmij tuńczyka i daj mu osiągnąć temperaturę pokojową.
  4. Na patelni rozgrzej olej, a gdy będzie gorący umieść na nim tuńczyka. Smaż ok. 1 minutę z każdej strony, zdejmij patelnię z ognia. 
  5. Jednym ruchem wlej do patelni whisky i połóż z powrotem na gazie lekko przechylając patelnię na ukos w stronę gazu, aby whisky się zapaliło. Możesz też ostrożnie podpalić patelnię długą wykałaczką. 
  6. Poczekaj aż alkohol się wypali i płomień zgaśnie. 
  7. Zdejmij patelnię z ognia, wyjmij tuńczyka na folię aluminiową i zawiń. Daj mu ostygnąć.
  8. Powstały na patelni sos zlej do miseczki. Dodaj do niego sos sojowy, ocet ryżowy i cukier. Dobrze wymieszaj do rozpuszczenia się cukru. 
  9. W innej miseczce pomieszaj majonez z wasabi.
  10. Podawaj tuńczyka na małej górce majonezu i kiełków, udekorowanego kawiorem i świeżą kolendrą. Obok umieść sos do maczania. 
Śliwka

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...