Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tydzień z LunchBoxem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tydzień z LunchBoxem. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 października 2013

Tydzień z LunchBoxem #7: Ryżowy pudding z jabłkiem i cynamonem


To już ostatni przepis w ramach Tygodnia z LunchBoxem. Przez tych 7 dni udało nam się zamieścić przepisy na sałatki, kanapki, naleśnikowe wrapsy, empanadas z ciasta francuskiego oraz owsiane ciasteczka. Mamy nadzieję, że wśród tych propozycji każdy znajdzie coś dla siebie. 
Pod tym linkiem znajdziecie wszystkie przepisy, także 7 propozycji lunchowych z zeszłego roku. Być może stanie się to naszą tradycją i za rok ogłosimy na blogu kolejną edycję!

Dzisiejszą propozycją jest ryżowy pudding, który świetnie nadaję się do słoika. Taki pudding można przygotować w 20 minut wieczorem, zjeść połowę na ciepło na kolację, a drugą porcję zapakować do słoiczka i schować do lodówki. Rano w pośpiechu wystarczy wyciągnąć słoik i schować do torby!
Pudding podałam z cząstkami cynamonowych jabłek, ale mogą to być równie dobrze gruszki, czy śliwki (w jesiennych klimacie) lub prażone orzechy, czy wiórki czekoladowe.
Dodatków do ryżowego puddingu może być wiele. Zresztą zobaczcie przepis, to niezwykle proste!



Ryżowy pudding z jabłkiem i cynamonem/2 słoiczki
  • 250 g ryżu (u mnie ryż do sushi, ale może być inny biały np. arborio/jaśminowy/parboiled)
  • 600 ml mleka
  • 40 g cukru + łyżka
  • laska cynamonu
  • łyżeczka mielonego cynamonu
  • jabłko
  • łyżka masła
  1. Ryż wsypujemy do rondla, zalewamy mlekiem, dodajemy cukier oraz laskę cynamonu. Ryż gotujemy na małym ogniu przez 15-20 minut, aż wchłonie mleko i będzie ugotowany al dente.
  2. W tym czasie obrane i pokrojone w cząstki jabłko wrzucamy do rondelka z masłem, łyżeczką cynamonu i łyżką cukru. Dusimy kilka minut, aż jabłko zmięknie i nabierze cynamonowego smaku.
  3. Ugotowany pudding podajemy na ciepło z jabłkiem lub przekładamy do słoiczka i podajemy na zimno.
Tosia

sobota, 12 października 2013

Tydzień z LunchBoxem #6: Owsiane ciasteczka z bananami i czekoladą


To już szósty przepis w ramach Tygodnia z LunchBoxem. Czas najwyższy, by w naszym pudełku znalazło się coś słodkiego!
Idealnie nadają się do tego kruche ciasteczka, które możemy przechowywać w blaszanej puszce ponad tydzień. Dzięki temu każdego dnia do pudełka można przemycić kilka ciasteczek, które przyjemnie chrupie się między posiłkami i w biegu.

Jakiś czas temu dostałam od koleżanki prezent z podróży w postaci ekstraktu bananowego. Zapach unoszący się z odkręconej buteleczki zainspirował mnie do przygotowania ciasteczek z suszonymi bananami. Każde porządne ciasteczka muszą mieć też w sobie czekoladę, a żeby było zdrowiej dorzuciłam do niech jeszcze płatki owsiane i starałam się, aby nie miały za dużo cukru.

Przygotowanie owsianych ciasteczek naprawdę nie zajmuje dużo czasu. A ich smakiem w porze lunchu można się cieszyć nawet tydzień!

Owsiane ciasteczka z bananami i czekoladą/ ok. 25 sztuk
  • 150 g płatków owsianych
  • 250 g mąki pszennej
  • jajko
  • 200 g miękkiego masła
  • 80 g cukru trzcinowego
  • 50 g cukru kryształ
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • łyżeczka ekstraktu bananowego lub z wanilii (można pominąć)
  • 50 g suszonych bananów
  • 50 g czekolady (u mnie gorzka i biała)
  1. Masło z cukrem i ekstraktem bananowym ucieramy mikserem na puszystą masę. W tym czasie do drugiej miski przesiewamy mąkę, wsypujemy płatki owsiane, sodę i proszek do pieczenia.
  2. Do masła wbijamy jajko i dokładnie mieszamy. Dodajemy suche składniki i jeszcze chwilę ucieramy.
  3. Na koniec dorzucamy do masy pokruszone suszone banany i posiekaną w drobną kostkę czekoladę.
  4. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni.
  5. Z przygotowanej masy formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego. Spłaszczamy je w ręce i kładziemy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Między przyszłymi ciastkami zachowujemy odstępy.
  6. Ciasteczka owsiane pieczemy przez 10-12 minut, aż się lekko zarumienią. Upieczone przekładamy na kuchenną kratkę i studzimy.
Tosia

piątek, 11 października 2013

Tydzień z Lunchboxem #5: Cytrynowy kuskus z kurczakiem


Wczoraj Tosia przedstawiła Wam pomysł na lunchboxa z komosą ryżową, a dzisiaj ja idę w podobne klimaty. Czemu? Bo kasze pomieszane z ulubionymi produktami to chyba najbardziej naturalna, dodająca energii przekąska. A kuskus, to jeden z moich ulubieńców.

Nigdy nie zapomnę, gdy głodna, po 30-godzinnej podróży na narty dopadłam w pierwszym otwartym sklepie podobną sałatkę z kuskusu. Prezentowałam go nawet na blogu na samym początku, nazywając go kolorowym.  Tak strasznie nam smakował, że wspomniałyśmy go jeszcze przez kilka miesięcy po wyjeździe. Może dlatego, że wtedy byłyśmy takie głodne? Choć myślę, że raczej dlatego, że był po prostu pyszny.

Mój chłopak czasem prosi mnie o przygotowanie mu czegoś do pracy. Tak powstał jakiś czas temu cytrynowy kuskus. Musiałam wtedy działać szybko i sprawnie. Wkroiłam więc do kuskusu przeznaczonego na obiad kurczaka, dodałam warzywa i kiełki, a całość za mocno zalałam cytryną. Okazało się, że ten błąd okazał się błogosławieństwem! "Sałatka" idealnie smakowała z taką ilością soku z cytryny. Spróbujcie i Wy, tym razem świadomie. 

Cytrynowy kuskus z kurczakiem (4 porcje)
- 150 g suchego kuskusu
- 1 pierś z kurczaka
- sok z 2 cytryn
- 1 granat
- pół kopru włoskiego
- 2 czubate łyżki kukurydzy z puszki
- 100 g zielonego groszku
- 2 marchewki
- pęczek świeżej melisy
- garść ulubionych kiełków
- 1 łyżka posiekanych jalapenos z zalewy
- 2 duże ząbki czosnku
- 2-centymetrowy kawałek imbiru

Marynata do mięsa:
- 2 łyżki sosu sojowego
- tabasco
- 1 łyżka syropu klonowego (lub miodu)
- sól

  1. Przygotuj 4 miski. Jedna będzie przeznaczona na rzeczy niewymagające obróbki termicznej (największa, bo tam wymieszasz wszystkie składniki), jedna na kuskus, kolejna na warzywa do podsmażenia, a ostatnia do kurczaka.
  2. Pokrój pierś w małe kawałki, wrzuć do miski i wlej do niej składniki na marynatę. Wymieszaj.
  3. Do drugiej miski wrzuć groszek, pokrojoną w kostkę marchewkę, pokrojony w piórka koper włoski i poszatkowany czosnek.
  4. Do największej miski wrzuć kiełki, starty imbir, poszatkowaną melisę, jalapenos, kukurydzę i pestki granata (razem z sokiem, który wypłynie, gdy będziesz je wyciskać). 
  5. Do oddzielnej miski wrzuć kuskus i kilka porządnych szczypt soli. Zalej wrzątkiem zgodnie z instrukcją na opakowaniu.
  6. Na patelni rozgrzej oliwę. Dodaj kurczaka razem z marynatą, smaż aż nabierze białego koloru z każdej strony. Dodaj miskę z warzywami przeznaczonymi do obróbki termicznej (groszek, koper, marchewkę, czosnek) i smaż jeszcze kilka minut.
  7. Podsmażone na patelni składniki dodaj do surowych, wrzuć kuskus do tej samej miski i dodaj sok z cytryny, ewentualnie sól do doprawienia. 
Śliwka

czwartek, 10 października 2013

Tydzień z Lunchboxem #4: Sałatka w słoiku z komosą ryżową


Kolejna propozycja lunchowa powstała z myślą o osobach, dla których smaczne jedzenie idzie w parze z troską o zdrowie. Spożywanie dań, które są dla nas jednocześnie pokarmem dla ciała i duszy może być naprawdę przyjemne. Oczywiście pod warunkiem, że zostały przygotowane ze smakiem, a jest to możliwe.

Czwarty dzień cyklu Tydzień z LunchBoxem to idealny moment, by poruszyć temat sałatek. Na pewno znajdą się takie osoby, które od razu pomyślą sobie, że nie da się najeść sałatką, która nawet nie zawiera mięsa. Wszystko zależy od przyzwyczajeń żywieniowych i planu dnia, ale uwierzcie mi na słowo, że komosa ryżowa potrafi dodać skrzydeł!

Quinoa, czyli komosa ryżowa zwana jest też złotem Inków i Azteków, ponieważ była podstawowym pokarmem prastarego ludu. Obecnie przechodzi odrodzenie, bowiem zaczyna się robić popularna i być doceniana. Nic dziwnego, jest prawdziwym superpokarmem.
Wzmacnia i rozgrzewa organizm, wspomaga eliminację tkanki tłuszczowej, działa przeciwalergicznie, przeciwzapalnie i przeciwgrzybiczno.
Komosa zawiera też bardzo dużo białka (dlatego jest wskazana w diecie bezmięsnej), magnezu, żelaza (myślę, że jadł ją Popeye) oraz witaminy z grupy B. Do tego wszystkiego jest jeszcze bezglutenowa i zawiera więcej wapnia niż mleko!
Niestety nikt nie jest idealny, wadą komosy ryżowej jest dosyć wysoka cena, ale i tak staje na podium moich ulubionych superpokarmów razem z kaszą jaglaną.

Z quinoa można przygotowywać przeróżne dania, gotować z mlekiem kokosowym na śniadanie, podawać do mięsa na obiad, ale najbardziej kojarzy mi się z lekkimi sałatkami. Sałatki te można robić w podobny sposób jak te z kaszą jaglaną. , czy kuskusem. Wystarczy kilka ulubionych składników i pyszny dressing.


Sałatka z komosą ryżową/1-2 porcje
  • 150 g quinoa (komosy ryżowej) (ok. 3/4 szklanki)
  • woda (2 razy więcej niż komosy)
  • plaster imbiru
  • pomidor
  • 1/2 papryki
  • 1/2 owocu granatu
  • garść natki pietruszki
  • liście świeżej mięty (można pominąć lub zastąpić szczypiorkiem)
  • łyżka sezamu
  • łyżka nasion babki płesznik (można pominąć lub zastąpić siemieniem lnianym)
  • łyżka nasion słonecznika
  • sól
  • Dressing:
  • sok z 1/2 pomarańczy (50 ml)
  • łyżeczka skórki startej z pomarańczy
  • łyżeczka płynnego miodu
  • łyżka soku z cytryny
  • 50 ml oliwy 
  • łyżeczka słodkiej papryki
  • kilka kropel tabasco (wersja pikantniejsza)
  • sól, kolorowy pieprz
Komosa ryżowa:
  1. Komosę ryżową wsypujemy do szklanki i przesypujemy do rondelka. Szklankę wypełniamy wodą podwajając jej ilość w stosunku do kaszy (na 150 g będzie to mniej więcej 1,5 szklanki płynu).
  2. Dodajemy 1/2 łyżeczkę soli oraz plaster imbiru. Gotujemy według wskazówek na opakowaniu, mniej więcej 7-15 minut. Następnie garnek przykrywamy pokrywką i odstawiamy jeszcze na kilka minut.
Sałatka i dressing:
  1. Pomidor i paprykę kroimy w drobną kostkę. Granat trzymamy nad miseczki i uderzając drewnianą łyżką wydobywamy ze środka pestki.
  2. W słoiczku lub miseczce mieszamy wyciśnięty sok z pomarańczy, sok z cytryny, miód, oliwę, słodką paprykę i tabasco (w wersji pikantniejszej). Słoik potrząsamy lub składniki dressingu mieszamy energicznie trzepaczką w miseczce. Całość przyprawiamy solą i pieprzem do smaku.
  3. Ugotowaną i ostudzoną komosę ryżową mieszamy z pomidorem, papryką, pestkami granatu, posiekaną natką pietruszki, listkami mięty i nasionami. Wlewamy dressing, wszystko dokładnie mieszamy i przekładamy do pudełka lub słoika.
  4. *Składniki sałatki można też ułożyć w słoiku warstwami i zalać dressingiem.
Tosia

środa, 9 października 2013

Tydzień z LunchBoxem #3: Kanapki z pieczonym indykiem



Na pewno miło czasem zapakować do swojego pudełka naleśnikowe wrapsy empanadas z wędzonym kurczakiem, czy inne cuda. Nie oszukujmy się jednak, że nie ma to jak solidna kanapka w porze lunchu!
Kanapka przygotowana samodzielnie od postaw może być naprawdę wyjątkowa. 

Trudno, by każdy miał czas i ochotę codziennie piec samodzielnie chleb, jednak od czasu do czasu gorąco Was do tego namawiam. Jeśli zaczniecie sami piec w domu, prawdopodobnie kupne pieczywo w pierwszym lepszym sklepie przestanie Wam smakować.
Na szczęście są jeszcze piekarnie, w których da się zaopatrzyć w smaczny chleb, czy bułki. W końcu dobre pieczywo to podstawa udanej kanapki.

Dość o chlebie, bo tym razem chciałam skupić się na alternatywie dla sklepowej wędliny w kolorach tęczy i pokazać jak upiec pierś z indyka. 
W kolejnym etapie może nam posłużyć jako baza do wielu kanapek, czy sałatek na cały tydzień. Przygotowanie takiego indyka zajmuje mniej więcej dwie godziny (chyba, że mięso zostawimy na noc w lodówce), w tym większość czasu spędza w marynacie i w piekarniku. Z upieczonego mięsa można stworzyć przeróżne kanapki, każdą z innymi dodatkami.

Dziś przygotowałam trzy kanapkowe propozycje z indykiem w roli głównej:
  1. Z majonezem żurawinowym, serem pleśniowym, szpinakiem i orzechami.
  2. Z mozzarellą, rukolą i suszonymi pomidorami (tutaj wspaniale sprawdzi się również bazyliowe pesto).
  3. Z azjatyckimi piklami, słodko-kwaśnym majonezem i ziołami (podobna do wietnamskiej kanapki banh mi).
 A może macie zupełnie inny pomysł na kanapkę z pieczonym indykiem? Chętnie poczytam wasze propozycje w komentarzach.

Ps. Z pieczonych mięs polecam też przepis na schab ze śliwkami oraz pierś indyka "po tajsku".
Pieczona pierś z indyka
  • pierś z indyka (u mnie ok. 900 g)
  • 2 łyżki miodu
  • łyżka sosu sojowego
  • łyżka oliwy
  • 2 łyżki dżemu brzoskwiniowego lub powideł śliwkowych
  • łyżka ostrej lub słodkiej papryki
  • łyżka majeranku
  • łyżka świeżo mielonego kolorowego pieprzu
  • 3 łyżeczki soli
Kanapka z indykiem, szpinakiem, żurawinowym majonezem, serem pleśniowym i orzechami
  • 2 kromki chleba razowego (u mnie pszenny razowy z cydrem na zakwasie pszennym)
  • plastry pieczonej piersi z indyka
  • liście świeżego szpinaku
  • plastry sera pleśniowego typu brie
  • kilka włoskich orzechów
  • 2 łyżki majonezu
  • 2 łyżki soku z granatu (lub żurawiny ze słoika)
  • łyżka pestek granatu
  • łyżka suszonej żurawiny
  • sól, pieprz
Kanapka z indykiem, mozzarellą, suszonym pomidorem i rukolą
  • pszenna bułka/ciabatta
  • plastry pieczonej piersi z indyka
  • 2-3 suszone pomidory
  • 2-3 plastry mozzarelli
  • liście rukoli
  • łyżka oliwy z suszonych pomidorów
  • kilka orzechów np. włoskich lub piniowych
 Wietnamska kanapka "Banh mi" z indykiem
  • pszenna bagietka (polecam specjalną bagietkę do banh mi)
  • plastry pieczonego indyka
  • 1/2 marchewki
  • 1/2 ogórka
  • 3 łyżki octu ryżowego (lub sok z 1/2 limonki)
  • szczypta cukru trzcinowego
  • szczypta suszonych płatków chilli (lub pieprzy cayenne)
  • szczypta soli
  • ząbek czosnku * (opcjonalnie)
  • 2 łyżki majonezu
  • 1,5 łyżki sosu słodko-kwaśnego
  • liście świeżej mięty lub kolendry
Pieczona pierś indyka:
  1. Mięso oczyszczamy z błonek, wkładamy do miski, dodajemy 3 łyżeczki soli i zalewamy zimną wodą. Indyka zostawiamy w słonej wodzie na 20 minut.
  2. W tym czasie w rondelku podgrzewamy dżem z sosem sojowym, oliwą i miodem. Gdy miód i dżem się rozpuszczą, zdejmujemy rondel z ognia i studzimy marynatę.
  3. Pierś indyka odsączamy z wody, posypujemy z dwóch stron świeżo mielonym pieprzem, słodką lub ostrą papryką i nacieramy majerankiem. Przekładamy do rękawa do pieczenia, wlewamy marynatę i przez folię nacieramy, aby pokryła mięso. Rękaw zamykamy i wkładamy do lodówki na minimum 30 minut (lub na całą noc).
  4. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. W rękawie robimy kilka dziurek i wkładamy do piekarnika. Mięso o wadze 900 g piekłam przez godzinę i 10 minut. W przypadku piersi o wadze 800 g wystarczy godzina, a przy większym kawałku wydłużamy czas na każde 100 g o 10 minut.
  5. Upieczone mięso wyciągamy z rękawa i studzimy.
 Kanapka z indykiem, szpinakiem, żurawinowym majonezem, serem pleśniowym i orzechami:
  1. Majonez mieszamy z sokiem z granatu, pestkami i suszoną żurawiną. Przyprawiamy solą i pieprzem, mieszamy.
  2. Kromkę chleba smarujemy majonezem, kładziemy liście szpinaku, plastry indyka, plastry serwa wędzonego i posypujemy orzechami. 
  3. Całość przykrywamy drugą kromką chleba, wkładamy do pudełka lub papierowej torebki.
 Kanapka z indykiem, mozzarellą, suszonym pomidorem i rukolą:
  1. Spód bułki polewamy zalewą (olejem) z suszonych pomidorów. Kładziemy plastry indyka, plastry mozzarelli, rukolę i suszone pomidory. Całość przykrywamy drugą częścią bułki i pakujemy do pudełka!
 Wietnamska kanapka "Banh mi" z indykiem:
  1. Ogórka i marchewkę kroimy w cienkie słupki. Dodajemy płatki chilli, cukier trzcinowy i zalewamy octem ryżowym. Opcjonalnie dodajemy także czosnek przeciśnięty przez praskę. Odstawiamy na kilka minut, aby smaki się przegryzły.
  2. Majonez mieszamy z sosem słodko-kwaśnym. Sosem smarujemy spód bułki, następnie kładziemy plastry indyka i odsączone z octu pikle. Całość posypujemy świeżą miętą lub kolendrą i przykrywamy drugą częścią bułki.
Tosia

wtorek, 8 października 2013

Tydzień z Lunchboxem #2: Empanadas z wędzonym kurczakiem


Od jakiegoś czasu stałam się prawdziwym pracownikiem. Pracuję od 8-16, narzekam, że pięć dni w tygodniu muszę wstawać ZA wcześnie i nie mam czasu na cokolwiek. Całe światło dzienne przesiaduję w pracy, a po powrocie nie mam zbyt wiele czasu na gotowanie i eksperymentowanie, właściwie marzę tylko o pójściu spać. A co czeka mnie po pójściu spać? Kolejny dzień pracy. Weekendy stają się prawdziwą perełką w skali tygodnia.

Zrozumiałam też ważną rzecz. Siedzenie na krześle przed komputerem przez większość dnia nie sprzyja zdrowemu trybowi życia, a ja nie robię się młodsza. Prawidłowe odżywianie się i sport nie staje się już tylko fanaberią z wieloma (naprawdę wieloma) wyjątkami, ale prawdziwym obowiązkiem. Staram się patrzeć na zegarek i jeść co trzy godziny (żadnego podjadania!), a do pracy jeżdżę rowerem póki pogoda na to pozwala. Gdzieś po pracy próbuję wcisnąć jeszcze krótki jogging i szybkie spacery. Bez takich inicjatyw moje życie może naprawdę szybko zmienić się w bardzo nieprzyjemnym kierunku. 

Nie mam problemu ze zdrowym odżywianiem, ani pomysłami do "lunchboxa". Mam za to wielki problem z wykonaniem. Nie potrafię zmusić się do przygotowania czegoś w przeddzień, a rano... no cóż. Naprawdę wolę chwilę dłużej pospać, choćbym starała się to mojemu organizmowi wyperswadować. Kończy się zwykle na śniadaniu w biegu, szybkiej kanapce do pracy, chwyceniu jabłka czy jogurtu. A tak strasznie chciałabym, żeby objęło to czasem coś więcej.

Tydzień z lunchboxem jest więc nie tylko dla czytelników, ale też dla mnie. Chęć pokazania czegoś na blogu zwykle kończy się przygotowaniem notki pod wieczór, tym sposobem mam gotową przekąskę na następny dzień. Gdyby tylko mógł trwać dłużej!

Przygotowałam dzisiaj empanadas z ciasta francuskiego. Farsz jest naprawdę przepyszny, wyjadałam go zanim wpakowałam go do pierożków. Wędzony kurczak, dużo świeżej kolendry i kukurydza. Całość zalana ostrym sosem pomidorowym. A co najważniejsze, miało być (i jest) mega proste. Bo mimo, że każdy z nas chce zjeść coś dobrego w pracy, to przecież przygotowywanie tych smakołyków nie może nam zabrać zbyt wiele z tej i tak niewielkiej ilości wolnego czasu. 

Empanadas z wędzonym kurczakiem (ok. 20 porcji)
- 2 rolki ciasta francuskiego
- 2 jajka
- 1 łyżeczka gęstej śmietany (opcjonalnie)

Farsz:
- 2 udka wędzonego kurczaka
- 100 g zielonych oliwek
- 100 g kukurydzy z puszki
- 1 pęczek kolendry (cała "doniczka)
- pół cebuli
- 2 ząbki czosnku
- 2 łyżki oliwy
- 150 g przecieru pomidorowego
- 1 łyżka miodu
- 1 łyżka sosu sojowego
- 1 łyżka octu balsamicznego
- tabasco
- sól

  1. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni.
  2. Przygotuj sos. Poszatkuj cebulę i czosnek. Na patelni rozgrzej oliwę i wrzuć cebulę i czosnek. Smaż aż cebula się zeszkli.
  3. Na patelnię wlej przecier pomidorowy i smaż kilka minut aż lekko zgęstnieje. Dopraw octem balsamicznym, miodem, sosem sojowym i tabasco. Posól ale nie zbyt wiele, gdyż kurczak i oliwki będą słone. Odstaw sos z ognia.
  4. Do miski wrzuć poszatkowane oliwki, kukurydzę, poszatkowaną kolendrę i pokrojonego w drobną kostkę wędzonego kurczaka (wcześniej okrój go z kości). Zalej całość sosem pomidorowym wymieszaj.
  5. Oddziel żółtka od białek i podziel je na dwie oddzielne miseczki. Do żółtek dodaj łyżeczkę śmietany (możesz też użyć samych żółtek lub dodać odrobinę mleka). "Rozbełtaj" żółtka. 
  6. Ciasto francuskie rozwiń i wytnij w nim kółka używając odwróconej szklanki. Będziesz tworzyć pierożki poprzez sklejenie ze sobą dwóch kółek. 
  7. Umieść odrobinę farszu na środku jednego kółka, tak aby obwód pozostał czysty. Obwód posmaruj białkiem, które będzie działało jak klej, najlepiej zrobić to palcem. Przykryj drugim kółkiem ciasta, sklej palcami i zrób ząbki widelcem dookoła. Powtórz tę czynność w stosunku do każdego pierożka.
  8. Ułóż pierożki na wyłożonej papierem do pieczenia blasze, posmaruj rozbełtanym żółtkiem używając pędzelka i zrób na środku pierożków kilka dziurek wykałaczką.
  9. Wstaw do piekarnika i piecz ok. 20 minut.
  10. Możesz w pracy spożywać je na zimno lub podgrzać jeśli masz taką możliwość.
Śliwka


poniedziałek, 7 października 2013

Tydzień z LunchBoxem #1: Wrapsy z pełnoziarnistych naleśników z wędzonym łososiem


Uwielbiam tematyczne cykle na burczymiwbrzuchu. 
Zawsze wybieramy takie tematy, że pod koniec danego tygodnia jest mi smutno, że to już koniec. Wtedy też pomysły wcale się nie kończą, wręcz przeciwnie, zazwyczaj jest ich za wiele, by zrealizować je w 7 dni. 
Tak było rok temu, gdy w listopadzie przez tydzień zamieszczałyśmy przepisy na przekąski, które można zapakować do pudełka i zabrać ze sobą do pracy, czy szkoły. Tutaj możecie zobaczyć co wtedy przygotowałyśmy.
Początek października to idealny czas, aby powrócić do Tygodnia z LunchBoxem i ogłosić drugą edycję!

Dania, które planujemy zaprezentować są na tyle zróżnicowane, że liczę na to iż każdy znajdzie coś dla siebie. 
Pierwsza propozycja nawiązuje do wrapsów. 
Nie ukrywam, że mam słabość do tortillowych zawijańców, na blogu był już chociażby przepis na wrapsy z awokado i jajkiem oraz z tuńczykiem. Nie ma się jednak co oszukiwać, ich przyrządzenie w domu od podstaw jest trochę kłopotliwe (ale kiedyś przygotuję taki przepis). Z kolei na opakowaniu pszennych tortilli ze sklepu znajduje się aż 8 magicznych dodatków na literę E.
Zdecydowanie zdrowszą i szybszą alternatywą są pełnoziarniste naleśniki. Jeśli jednak koniecznie muszą być pszenne to odsyłam Was do tego przepisu na naleśnikowe wrapsy z szynką parmeńską.

Z podanych proporcji wychodzi ok. 10 naleśników. Oczywiście każdy ma inne zapotrzebowanie i apetyt, ale myślę, że powinny starczyć chociaż na 2 lunche.
Nie chcę się narzucać za bardzo z propozycją farszu, bo takie naleśniki można przygotować z tym co macie pod ręką. U mnie na farsz składa się wędzony łosoś, chrzanowy serek z jabłkiem i limonką, liście szpinaku, ogórek i orzechy włoskie. Chrzan możecie zastąpić musztardą lub w ogóle pójść inną drogą i zamiast ryby wybrać mięso, czy ser pleśniowy.
Przygotowanie takiego lunchu wieczorem, czy rano (jeśli nie wychodzimy z domu za wcześnie) nie powinno zająć więcej czasu niż 20-30 minut. Z resztą przekonajcie się o tym sami.

A już jutro kolejna, zupełnie inna propozycja!

Wrapsy z pełnoziarnistych naleśników z wędzonym łososiem
Pełnoziarniste naleśniki/ 10 szt.
  • 150 g mąki pszennej pełnoziarnistej/pszennej razowej typ 2000
  • 300 ml mleka
  • 100 ml wody mineralnej
  • 3 łyżki topionego masła/oliwy
  • 2 jajka
  • łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki cukru
Serek z jabłkiem i chrzanem:
  • 200-250 g śmietankowego serka "kanapkowego"
  • 1-2 łyżki soku z limonki lub cytryny
  • łyżka startej skórki z limonki lub cytryny
  • 2 cm świeżo startego chrzanu lub łyżka chrzanu ze słoiczka
  • 1/2 jabłka
  • sól, kolorowy pieprz
 Dodatki:
  • liście świeżego szpinaku (można zastąpić rukolą, roszponką lub sałatą lodową)
  • 150 g wędzonego łososia (u mnie "polędwica" wędzona na zimno)
  • garść orzechów włoskich
  • świeży ogórek
  1.  Mąkę wsypujemy do misy, mieszamy z solą i cukrem. Dodajemy mleko oraz wodę i mieszamy trzepaczką. Następnie dodajemy dwa rozbełtane jajka i roztopione wcześniej, a następnie ostudzone masło (lub oliwę). 
  2. Na małym ogniu rozgrzewamy suchą patelnię (tłuszcz nie jest potrzebny dzięki dodatkowi masła do ciasta). Wylewamy chochlę ciasta, rozprowadzamy je na patelni i smażymy przez ok. 2-3 minuty z każdej strony. Czynność powtarzamy. W razie potrzeby odsączamy naleśniki z tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego (raczej nie będzie to potrzebne).
  3. W trakcie smażenia naleśników mieszamy serek śmietankowy z tartym chrzanem, solą i pieprzem. Jabłko obieramy i ścieramy na tarce o drobnych oczkach, skrapiamy sokiem z limonki lub cytryny i dodajemy razem ze skórką do serka. 
  4. Na środku każdego naleśnika smarujemy łyżkę serka, kładziemy plastry łososia, orzechy włoskie, listki szpinaku i plastry ogórka (ja kroiłam je pionowo przy pomocy obieraczki uzyskując "ogórkowe wstążki"). Naleśniki zawijamy w rulon i kroimy na dwie lub trzy części. Wkładamy do pudełka i wychodzimy z domu!
Tosia

niedziela, 4 listopada 2012

Tydzień z LunchBoxem #7: Wiśniowo-korzenna owsianka na zimno





























Dzisiaj mi przypadł zaszczyt zakończenia naszego cyklu "Tydzień z LunchBoxem" i połączenia go z tradycyjnie pojawiającym się w niedzielę "Śniadaniem do łóżka". 

Jestem przeciwniczką wychodzenia z domu bez śniadania, a jeśli już musi się to czasem zdarzyć, staram się zjeść jak najszybciej się da. Problem pakowania śniadania ze sobą jest mi więc obcy, ale spokojnie mogę wyobrazić sobie jakie miałabym oczekiwania, gdybym miała inne przyzwyczajenia. Opracowałam przepis na śniadanie (według mnie) idealne, które bardzo łatwo zabrać ze sobą i może być (a nawet musi!) przygotowane poprzedniego wieczoru. 

Nie jestem wielką fanką owsianki, ani niczego co wymaga gotowania w mleku. Stąd też jeśli decyduje się na płatki, zawsze wybiorę wersję na zimno z ulubionym jogurtem. Ta owsianka jednak przemawia również do mnie, jest po prostu pyszna. Pomysł rzucił mi się w oczy jakiś czas temu na blogu Co dziś zjem na śniadanie i w kuchennym zaciszu opracowywałam najlepsze dla mnie połączenie smakowe. Korzenne wiśnie i mleczko kokosowe pasują do siebie wyjątkowo dobrze. 

Mamy nadzieję, że dzięki naszemu cyklowi udało się przekonać Was, że jedzenie, które zabieramy ze sobą na drogę nie musi być nudne i monotonne. Zachęcamy do dalszych eksperymentów:)

Wiśniowo-korzenna owsianka na zimno (2 porcje)
- 200 g. płatków owsianych
- 200 g. mrożonych wiśni
- 2 łyżki cukru
- 1,5 łyżeczki przyprawy korzennej
- 100 ml mleczka kokosowego
- 150 g. jogurtu naturalnego

  1. Wiśnie wrzuć do garnka, posyp cukrem i zagotuj na dużym ogniu. Powinny od razu puścić sok. Po kilku minutach zdejmij z ognia.
  2. Do lekko wystudzonych wiśni dodaj mleczko kokosowe, wymieszaj i dodaj jogurt naturalny.
  3. Do słoiczka lub innego naczynia nasyp płatki owsiane. Wymieszaj płatki z masą i wsadź do lodówki na co najmniej 3 godziny.
Śliwka

sobota, 3 listopada 2012

Tydzień z Lunchboxem #6: Ciasto marchewkowe z mango

































Słodka sobota została dziś połącza z cyklem Tydzień z LunchBoxem. Dlatego propozycja kolejnej przekąski, którą można zapakować do pudełka jest na słodko.
 Myślę, że większości z Was ciasta marchewkowego przedstawiać nie muszę :) Jeśli jakimś cudem go jeszcze nie próbowaliście to gorąco Was do tego zachęcam. Kto spróbuje ciasta marchewkowego raz, temu trudno będzie się uwolnić od tego smaku.
 Kojarzy mi się z okresem jesienno-zimowym, dlatego myślę, że wybrałam dobry moment na publikację mojej ulubionej wersji tego ciasta. Ja dodaję do niego mango, ananasa, migdały i wiórki kokosowe. 
To takie ciasto, które bez problemu można spakować do pudełka. Mimo iż ma polewę z serka śmietankowego i mascarpone, to nie jest ona lejąca, dlatego podróżując z ciastem w torbie nie powinno mu się nic wielkiego stać. Jeśli jednak obawiacie się, że nie dojedziecie do miejsca pracy, czy szkoły z ciastem w kawałku to możecie po prostu zrezygnować z polewy. Zapewne będzie równie pyszne. Inną metodą jest przekrojenie ciasta wzdłuż na pół i przełożenie go kremem, zamiast dekorując jego wierzch.
Ale nie musicie piec ciasta marchewkowego z myślą o zapakowaniu do pudełka. W końcu dziś słodka sobota, weekend to przecież świetna okazja, aby upiec ciasto :)


Ciasto marchewkowe z mango i ananasem/blaszka 35x25cm
  •  400 g mąki pszennej
  • 4 jajka
  • 370 g cukru trzcinowego
  • 400 g marchewki startej na drobnych oczkach
  • 300 ml oleju słonecznikowego lub oleju rzepakowego
  • 100 g posiekanych drobno migdałów
  • 80 g wiórków kokosowych
  • pół mango
  • 3 plastry ananasa
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • łyżeczka imbiru
  • łyżeczka sody
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • łyżeczka soli
Polewa
  • 125 g serka śmietankowego typu philadelphia
  • 100 g mascarpone
  • 50 g miękkiego masła
  • 100 g cukru pudru
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (można pominąć)
  • garść płatków migdałowych
  1. Jajka ubijamy mikserem, stopniowo wsypujemy cukier i dalej ubijamy, aż masa podwoi objętość i będzie puszysta. Dalej ubijając wlewamy cienkim strumieniem olej roślinny.
  2. Gdy składniki się ze sobą połączą do masy dodajemy startą marchewkę, posiekane migdały i wiórki kokosowe. Mango oraz ananasa kroimy w drobną kostkę i również dodajemy do ciasta, delikatnie mieszając drewnianą łyżką.
  3. Na koniec dodajemy suche składniki : przesianą mąkę, cynamon, imbir, sodę oczyszczoną, proszek do pieczenia oraz sól. Ostrożnie mieszamy ze sobą składniki.
  4. Formę do pieczenia wykładamy papierem do pieczenia i przelewamy do niej przygotowane ciasto. Wyrównujemy łyżką wierzch.
  5. Ciasto pieczemy w piekarniku nagrzanym do 150 stopni przez godzinę. Po tym czasie wbijamy w ciasto wykałaczkę i sprawdzamy, czy jest sucha. Jeśli tak - wyciągamy ciasto z piekarnika, jeśli nie- jeszcze chwilę pieczemy.
  6. Ciasto marchewkowe studzimy, a w tym czasie zajmujemy się polewą.
  7. Serek śmietankowy, mascarpone, masło, cukier puder i ekstrakt z wanilii miksujemy na puszystą masę. Smarujemy nią wierzch ciasta, posypujemy płatkami migdałowymi i wkładamy na godzinę ciasto do lodówki.
Tosia

piątek, 2 listopada 2012

Tydzień z LunchBoxem #5: Kanapka z pity z hummusem

































Nigdy nie byłam klasycznym niejadkiem, chociaż moja figura może sprawiać odwrotne wrażenie. Jako mała Tosieńka byłam trochę wybredna, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że od zawsze smak jedzenia, które spożywam był dla mnie bardzo ważny. 
Nudziły mnie zwykłe kanapki z szynką i serem, a żeby zachęcić mnie do zjedzenia takiej kanapki, wystarczyło położyć na niej pomidora, czy posmarować sosem. Dlatego w czasach kiedy miałam jeszcze mleczaki, nie przepadałam za pakowaniem mi nudnych kanapek do szkoły.
Z wiekiem nauczyłam się szacunku do jedzenia, kiedy dostaję od kogoś coś do zjedzenia to nie wybrzydzam. W domu pozwalam sobie na kulinarne szaleństwa, bo smaczne jedzenie sprawia mi radość.
Alternatywą dla suchych kanapek z wczorajszego pieczywa , owiniętych w folię spożywczą mogą być chlebki pita. 
Rano wystarczy wrzucić chlebek na suchą i rozgrzaną patelnię, podgrzać z dwóch stron (zajmie to minutę). Przeciąć wzdłuż na pół, tworząc w ten sposób kieszonkę. Włożyć do kieszonki ulubione składniki i schować pity do pudełka.

Ja wybrałam własnoręcznie upieczone czosnkowo-ziołowe chlebki pita (przepis na drugim blogu). Domowe chlebki nie są oczywiście koniecznością, równie dobrze można wybrać kupne. 
"Kieszonki" wypełniłam dipem z ciecierzycy, papryką, marchewką i świeżą kolendrą. Przeczuwam, że w wersji mięsnej świetnie w takim towarzystwie sprawdziłby się także wędzony kurczak.
O hummusie już kiedyś pisałam, ale wtedy skupiłam się na jego walorach zdrowotnych i kuchni z której się wywodzi. Wtedy też przygotowałam go, zalewając na noc ciecierzycę wodą, a następnie ją gotując. Dziś wzięłam pod uwagę wersję szybszą i do wykonania wieczorem - z ciecierzycą z puszki.
Swoje pity wypełnijcie używając ulubionych składników. Hummus możecie zastąpić np. pesto z suszonych pomidorów albo guacamole.

Kanapki z pity z hummusem
  • chlebki pita
  • 1/2 marchewki
  • 1/4 papryki
  • kilka oliwek
  • świeża kolendra 
  • kilka łyżek hummusu
  1. Rozgrzej suchą patelnię. Wrzuć chlebek i podgrzej chwilę z dwóch stron.
  2. Chlebek przekrój wzdłuż na pół, tworząc "kieszonkę". Chlebek posmaruj od środka hummusem i wypełnił ulubionymi składnikami.
  3. Schowaj do pudełka.
Hummus
  • 240 g cieciorki (może być z puszki)
  • 3 łyżki sezamu (lub 2 łyżki pasty tahini)
  • łyżeczka kminu rzymskiego (można pominąć)
  • 2 łyżki oleju sezamowego
  • 2 łyżki oliwy
  • 4 łyżki wody ml wody
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • ząbek czosnku
  • sól i pieprz do smaku
  1. Zaczynamy od zrobienia pasty tahini. Jeśli ją posiadamy, to omijamy ten etap.
  2. Na suchej patelni prażymy sezam i kumin (można pominąć), zostawiamy na kilka minut, aż się zarumienią. Od czasu do czasu potrząsając patelnią, aby sezam się nie przypalił.
  3. Zarumieniony sezam i kumin wrzucamy do wysokiego naczynia, dodajemy olej sezamowy i miksujemy blenderem. Powoli misując pastę tahini, dokładamy cieciorkę i wlewamy wodę.
  4. Wrzucamy drobno posiekany czosnek,  dodajemy sok z cytryny, przyprawiamy solą i pieprzem do smaku i jeszcze raz miksujemy.
  5. Gotową pastę polewamy pozostałą oliwą z oliwek i podajemy w pitach.
 Tosia

czwartek, 1 listopada 2012

Tydzień z LunchBoxem #4: Jesienny kus kus
































Kolejna propozycja "do pudełka" w ramach naszego tygodniowego cyklu to obok melona z fetą i miętą również jeden z moich faworytów. Mówię tu o kus kusie na zimno z ulubionymi dodatkami.
Zwykle przygotowując sobie kus kus korzystam z przepisu, który prezentowałam Wam już kiedyś (kolorowy kus kus) z rodzynkami i wyraźną nutką mięty. Skoro jednak jesteśmy w środku jesieni, zobowiązuje mnie to do dokonania pewnych eksperymentów z moimi kus kusowymi dodatkami. 

Dzisiaj na szczęście pewnie każdy z was odpoczywa i rano porzuciliście zastanawianie się nad tym co wziąć ze sobą na przekąskę do pracy na rzecz przeturlania się na drugi bok. 
Wolne dni świąteczne zawsze kojarzą mi się z czymś wyjątkowym na obiad, wspaniałymi zapachami i długimi rozmowami przy stole. Dlatego dzisiaj stworzyłam dla rodziny coś wyjątkowego- polędwicę z dzika z sosie winno-jagodowym. Ale miało być nie o tym...:)

Jutro niestety większość z nas nie będzie się cieszyć wolnym długim weekendem i dylemat powróci. Proponuję więc postawić na jesienne dodatki i rozgrzewające przyprawy, które umilą nam dzień na samą myśl, że zapakowaliśmy je ze sobą.

Jesienny kus kus (4 porcje)
-150 g kus kusu
- 350 g dyni obranej ze skórki
- 30 g suszonych grzybów shitake
- 150 g suszonych śliwek
- 1 l wody
- 2 gwiazdki anyżu
- 1 kora cynamonowa
- 3 cm kawałek świeżego imbiru
- sól
  1. Grzyby shitake namocz w gorącej wodzie.
  2. Dynię pokrój w małą kostkę, rozgrzej tłuszcz na patelni i smaż aż dynia będzie brązowawa i miękka.
  3. W garnku zagotuj wodę, wrzuć anyż, cynamon, imbir (może być ze skórką) i namoczone wcześniej, pokrojone w cienkie plasterki grzyby shitake. Gotuj przez ok. 10 minut.
  4. Suszone śliwki poszatkuj.
  5. Kus kus wsyp do miski razem ze śliwkami i podsmażoną dynią. Na misce ułóż sitko i wlej zawartość z gotującą się wodą. Woda naleje się do kus kusu, a grzyby shitake z przyprawami zostaną w sitku. Wyjmij przyprawy, a grzyby shitake podsmaż jeszcze na patelni przez ok. 5 minut aby bardziej zmiękły.
  6. Odczekaj ok. 5 minut aż kus kus pochłonie wodę. Posól i dodaj podsmażone grzyby. Całość wymieszaj.
Śliwka

środa, 31 października 2012

Tydzień z LunchBoxem #3: Wrapsy






































Czas na trzecią przekąskę do pudełka z serii Tydzień z LunchBoxem. Do tej pory zdążyłyśmy już pokazać Wam dwa przepisy i omówić kilka ważnych kwestii dotyczących przemyślanego przygotowania przekąsek na uczelnię i do pracy.
W poniedziałek skupiłam się na sałatce azjatyckiej, czyli makaronie ryżowym na zimo, który po wymieszaniu z dressingiem można przechowywać w lodówce dwa dni. Makaron taki jest szerokim polem do popisu, dla osób, które lubią eksperymentować ze swoimi smakami. Dobierając różne składniki można za każdym razem uzyskać praktycznie nową sałatkę.
Podobnie jest z wrapsami, czyli apetycznie wypełnionymi tortillami. Zawijając w placek ulubione składniki można zmieniać ich smak każdego dnia :)
Wczoraj, Śliwka przedstawiła Wam kilka prostych zasad dotyczących planowania posiłku do pudełka. Jednym z punktów była zasada - Szanuj innych. Chodzi w niej mniej więcej o to, aby szanować swoich znajomych z grupy, czy współpracowników, z którymi przebywa się w jednym pomieszczeniu. Łatwo narobić sobie wrogów wyciągając pastę z makreli na czosnkowym pieczywie.
Wypełnienie dzisiejszych wrapsów, które znajdują się na zdjęciu należą akurat do tych o specyficznym zapachu i ryzykownych. Nadzienie inspirowane jest Sałatką Nicejską, ale w tym wypadku zostało przekształcone na potrzeby zawinięcia jej w tortilli. Musiałam zrezygnować z vinaigrette, który jest zbyt płynny i zastąpić gęstym sosem na bazie majonezu, serka śmietankowego i musztardy.
  Jeśli możecie zjeść na uboczu tortillę z jajkiem i tuńczykiem, a potem umyć zęby lub w kieszeni czeka na Was guma do żucia to polecam taką kompozycję smakową i zapachową :)
Jeśli brakuje Wam w tej kwestii odwagi to mam rozwiązanie w postaci innych dodatków. 

Oto kilka sposobów jak przygotować wrapsy:
  1.  Sos - nie może być płynny, dlatego powinien być na bazie majonezu/serka śmietankowego/mascarpone/ketchupu lub pesto.
  2. Warzywa - najlepiej, aby były chrupkie i się nie rozpadały jak np. marchewka, papryka
  3. Dodatki z zalewy/oliwy - wszelkiego rodzaju dodatki typu suszone pomidory, oliwki, kapary należy przed włożeniem do torilii odsączyć
Co w takim razie można wykorzystać komponując swoje wrapsy?
  • wędlinę /grillowane/pieczone/gotowane mięso : kurczaka, indyka, wieprzowinę, wołowinę
  • tuńczyka z puszki/jajko na twardo/wędzonego łososia/paluszki surimi/ grillowane krewetki
  • marchewkę/paprykę/ogórka kiszonego/ogórka surowego/selera naciowego
  • ulubioną sałatę np. rzymską, lodową, masłową, rukolę, roszponkę
  • kiełki np. lucerny, rzodkiewki, brokuła
  • papryczkę chilli/suszone pomidory/marynowane pieczarki/korniszony/oliwki/kapary/marynowaną paprykę
  • ulubiony gęsty sos/pesto








































Wrapsy z sałatką nicejską/4 sztuki
  • 2 tortille
  • tuńczyk w sosie własnym w puszcze
  • puszka anchois
  • 1/2 papryki
  • kilka oliwek
  • łyżeczka kaparów 
  • 2 jajka ugotowane na twardo
  • sałata rzymska lub lodowa
  • 2 łyżki majonezu
  • łyżka serka śmietankowego typu philadelphia
  • 2 łyżeczki musztardy
  • szczypta soli, świeżo mielony pieprz
  1. Zaczynamy od sosu. Majonez mieszamy z serkiem i musztardą za pomocą trzepaczki. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku.
  2. Na talerzu kładziemy tortillę. Brzeg placka smarujemy sosem, kładziemy porwane liście sałaty, dwie ćwiartki jajka, dwie łyżki odsączonego tuńczyka z zalewy, trzy fileciki anchois, kilka oliwek i kilka kaparów oraz paprykę pokrojoną w słupki.
  3. Zginamy tortillę od dołu i góry i zawijamy placek jak roladę, od strony, gdzie znajduje się nadzienie.
  4. Roladkę z tortilli kroimy na środku na pół i owijamy od doły w folię lub pergamin.
  5. Wrapsy pakujemy do pudełka.
Tosia

wtorek, 30 października 2012

Tydzień z LunchBoxem #2: Melon z fetą i miętą

































Wczoraj zainicjowałyśmy nasz "Tydzień z LunchBoxem", żeby pokazać wam kilka praktycznych, pysznych i zdrowych przepisów na posiłek, który możecie zabrać ze sobą do szkoły lub pracy.
Przyznam, że ostatnio temat przestał mi być obcy, gdyż co raz mniej czasu spędzam w domu, a co raz więcej w pracy i na uczelni. 
W tej pierwszej zapomnienie posiłku równa się kilkugodzinnemu umieraniu z głodu, bo zupełnie nie mam gdzie zaopatrzyć się w cokolwiek, a w drugiej niby lepiej, a właściwie gorzej.

Zawsze zastanawiałam się czy ktoś, kto profesjonalnie zajmuje się sprzedawaniem jedzenia wygłodniałym studentom chociaż na chwile zatrzymał się i przemyślał sprawę. Z własnego doświadczenia i po długich rozmowach ze znajomymi dochodzę do wniosku, że chyba nie. 
Na moim wydziale jest mnóstwo kanapek, trzeba przyznać, ale to marna opcja dla kogoś, kto nie chce obżerać się wielką porcją chleba, a raczej wybrać coś zdrowszego. Mamy też sałatki, konkretnie jedną, ze starym kurczakiem, zalaną od góry do dołu majonezem. No i obiady, do wyboru do koloru- kotlet schabowy, dominikański, szwajcar, de volaille i panierowana pierś z kurczaka. Szkoda, że wszystko to jeden i ten sam kawałek oblepiony tłustą panierką. 

Konieczność zabierania jedzenia ze sobą przyszła więc sama. Nie jest to jednak proste, bo nie jestem osobą, która planuje z wyprzedzeniem swoje działania. Budzę się zwykle rano, na wstępie niezwykle spóźniona i przypominam sobie, że znooooowuuuu nie przygotowałam sobie wieczorem jedzenia. Pozostaje szybka kanapka czy owoc. Ostatnio staram się jednak zmieniać przyzwyczajenia.

Jedzenie na wynos to wcale nie taka prosta sprawa. Musimy pamiętać o kilku sprawach, które należy koniecznie uwzględnić już na etapie planowania. 

  1. Składniki mokre. Pewne rzeczy, które jemy na co dzień w domu nie będą smakować już tak dobrze po kilku godzinach. Na przykład plaster pysznego pomidora na kanapce, po kilku godzinach rozmoczy chleb i uczyni ten przysmak niemożliwym do zjedzenia. To samo tyczy się dressingów do sałatki. Najlepiej więc mokre składniki (jeżeli nie chcemy ich wyeliminować) pakować oddzielnie.
  2. Planowanie. Najlepiej na spokojnie, w czasie wolnym pomyśleć o tym, na co akurat mamy ochotę i spróbować przenieść tę wizję "do pudełeczka". Są dania, które przetrwają kilka dni, a ty będziesz mieć możliwość każdego dnia dodać inne składniki. To już wczoraj udowodniła Wam Tosia
  3. Szanuj innych. W szczególności, gdy jesteś na co dzień zmuszony/a do obcowania z ludźmi w jednym pokoju. Może nie zdajecie sobie sprawy, ale gdy przynosicie do pracy pastę z makreli i zajadacie się nią w najlepsze, pozostali w najlepszym wypadku cierpią w zaciszu swoich biurek, a w najgorszym już przyszykowali ci ksywkę, która nie opuści cię do końca życia (tak, poznałam kiedyś Panią Rybkę).
  4. Mikrofalówka. To subiektywna opinia, ale uważam, że mikrofalówka zabija większość dobrego, co oferuje posiłek. Nigdy nie miałam, nigdy nie używam (no dobra, popcorn serowy podczas imprez  i ewentualnie na śniadanie po imprezie się nie liczy), a w pracy tylko stoi i straszy. Postarajcie się postawić na pożywny posiłek na zimno, a zaplanować coś ciepłego po powrocie do domu.
  5. Kilka mniejszych posiłków co 3 godziny. Staram się trzymać tej zasady, bo umówmy się, spędzanie 8 godzin przed komputerem wyzwala w nas naturalną chęć zrobienia przerwy (najlepiej co 10 minut) na zjedzenie czegoś pysznego. A od siedzenia nie będziemy lżejsi.
No i tak się składa, że posiłek, który chce Wam dzisiaj zaproponować jest zgodny z powyższymi zasadami, straaaasznie prosty do wykonania i po prostu pyszny. Odkryłam to połączenie jakiś czas temu (latem melona świetnie zastąpi arbuz), zapakowałam kilka razy do pracy i się uzależniłam. Trzy składniki, a niezwykle cieszą. Mam tylko lekki problem z ostatnim punktem- gdy wiem, że mam go w torbie, trudno mi się powstrzymać przed zjedzeniem go od razu. 

Melon z fetą i miętą (2 porcje)
- pół melona*
- 100 g fety
- garść świeżej mięty
  1. Melona obierz ze skórki, wyjmij łyżką pestki ze środka i pokrój w kostkę.
  2. Pokrusz fetę, pomieszaj z melonem.
  3. Dodaj świeżą, poszatkowaną miętę. 
  4. Zapakuj w pudełeczko i ciesz się swoim posiłkiem w pracy czy w szkole.

*używałam różnych, tutaj widzicie cantaloupe, ale każdy inny też świetnie się sprawdzi

Śliwka

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...