Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sezon na. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sezon na. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 sierpnia 2016

Sezon na kurki: Kotlety cielęce z sosem z kurek w mleczku kokosowym


Od kiedy urodził się Julek, mimo tysiąca cudownych zalet nowego życia, nie oszukujmy się, pojawiły się też pewne bariery, które uniemożliwiają mi podjęcie niektórych aktywności, jakie dotychczas były dla mnie naturalne. Na przykład takie narty. Mimo, że nie mogę ustawić się w rządku z osobami bardzo wysportowanymi, na wyjazd narciarski czekałam zawsze cały rok. Pech chciał, że trzy sezony temu mieliśmy mnóstwo pracy i podjęliśmy decyzję, że po raz pierwszy nie jedziemy. W końcu odrobimy sobie rok później. Rok później okazało się, że jestem w ciąży, więc narty musiałam przenieść na czas nieokreślony, a z małym dzieckiem, wiadomo, wyjechać w góry nie ma szans.

Tak samo z grzybobraniem, do którego byłam przyzwyczajona od dziecka w okresie wczesnojesiennym. Umówmy się, do lasu można iść zawsze, ale żeby znaleźć najlepsze okazy trzeba się naprawdę zagłębić. A tego z wózkiem nie zrobisz, ani z nosidełkiem, bo twoje roczne dziecko z jakiegoś powodu waży tyle ile kilkulatek (ach ta miłość do jedzenia!). W najbliższym czasie nie pójdę więc na moją ulubioną kaszubską skarpę, gdzie z dziadkiem, między stosem igieł z pobliskich drzew znajdowaliśmy morze kurek. Nie pójdę, ale w ostateczności pójdę na rynek, gdzie znajdę piękne, żółte maleństwa. I co z nimi zrobię? Sos zrobię!

Ostatnio przekonuję się, że mleczko kokosowe pasuje do wszystkiego. Po moim niedawnym odkryciu, że pieczarki z nim właśnie to czyste mistrzostwo, postawiłam na kurki. Zapomnijcie o śmietanie, mleczko kokosowe naprawdę komponuje się świetnie i tworzy na talerzu coś nieoczywistego.

Kotlety cielęce z sosem z kurek w mleczku kokosowym (4 porcje)

- 850 g cielęciny bez kości
- 200 g kurek
- 1 cebula
- 5 łyżek mleczka kokosowego
- 1,5 łyżki suszonego rozmarynu
- pół kieliszka białego wina
- 2 łyżki miodu
- 2 łyżki oleju kokosowego
- 3 łyżki sosu sojowego
- sól
- pieprz

  1. Pokrój mięso w 1centymetrowe kotlety. 
  2. Wrzuć kotlety do miski i dodaj 2 łyżki sosu sojowego, 1 łyżkę miodu, pół łyżki suszonego rozmarynu, mocno posól i popieprz. 
  3. Poszatkuj cebulę. Kurki dokładnie obmyj z piasku i trawy. 
  4. Rozgrzej łyżkę oleju kokosowego na patelni, wrzuć kurki i cebulę i smaż aż cebula się zeszkli. 
  5. Dodaj miód, rozmaryn wino i smaż aż płyn wyparuje. 
  6. Dodaj mleczko kokosowe, wymieszaj i odlej cały sos do miski. 
  7. Rozgrzej na patelni kolejną łyżkę oleju kokosowego i dodaj zamarynowane mięso. Smaż aż zbrązowieje z dwóch stron.
  8. Dodaj z powrotem sos kurkowy i duś jeszcze około 5 minut. 
  9. Podawaj od razu.
Śliwka

wtorek, 23 sierpnia 2016

Sezon na pomidory: Pomidorowe podpłomyki


Jestem wyjątkowo mączną dziewczyną, gluten to mój wieloletni przyjaciel, razem pieczemy chleby, smażymy naleśniki, kręcimy ciasta, smażymy pączki i zagniatamy kluchy. Ah, prawie bym zapomniała o pizzy, nie ma dobrej pizzy bez glutenu. A czy da się zrobić pizzę bez drożdży? Znalazłam na to sposób, gdy mam mało czasu w kuchni.

Upodobałam sobie wszelkiego rodzaju podpłomyki. Robi się je naprawdę szybko, ciasto przypomina to na pierogi. Można je także czymś pokolorować, tak jak ja dziś passatą pomidorową i przyprawami. Podpłomyki robiłam już w wersji pszennej, orkiszowej, żytniej, piwnej, a nawet owsianej. Zazwyczaj wrzucam je na rozgrzaną żeliwną patelnię, a gdy nabiorą rumieńców, traktuję je trochę jak tortille lub tego typu placki i zawijam z ulubionymi składnikami. Zimą wykorzystałam do tego brukselkę i masło orzechowe.

Dziś jednak postanowiłam podpłomyki upiec. Miałam w koszyku wielobarwne pomidory, które dostałam na rynku w Sopocie od pana Krzysia (z ulubionego stoiska Śliwki). A ponieważ moją inspiracją była pizza dla leniwych, musiałam zrobić szybko jakąś bazę, czyli sos. Zmiksowałam musztardę francuską z miodem, sosem sojowym, orzechami ziemnymi, kolendrą i kminem rzymskim. Sos przykryłam pięknymi pomidorami, posypałam piórkami cebuli, wiórkami cheddaru oraz chrupiącymi orzeszkami. Wstawiłam do pieca i była to naprawdę szybka akcja, bo po 25 minutach od wejścia do kuchni miałam już gotowe mini pizze :)



Pomidorowe podpłomyki/ 4 sztuki
Ciasto:
  • 250 g mąki orkiszowej jasnej typ 700 lub pszennej typ 650
  • 2 łyżki topionego masła lub oliwy
  • 150 ml letniej wody
  • 2-3 łyżki passaty pomidorowej lub koncentratu
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryki
  • łyżeczka soli
  • Sos:
  • 3 łyżki musztardy francuskiej
  • 2 łyżki miodu
  • 30  orzechów ziemnych
  • łyżeczka sosu sojowego
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • 1/2 łyżeczki ziaren kolendry
  • szczypta kminu rzymskiego
  • sól, pieprz
  • Wierzch:
  • 4 kolorowe pomidory
  • kilka plastrów sera cheddar
  • 1/2 małej cebuli
  • orzeszki ziemne
  • posiekana natka pietruszki
  1. Mąkę wsypujemy do misy, dodajemy sól, passatę, przyprawy, masło i letnią wodę. Wyrabiamy krótko całość jedynie do połączenia składników i osiągnięcia elastycznej kuli z ciasta.
  2. Przekładamy ją na oprószony mąką blat. Dzielimy na 4 części i każdą z nich delikatnie rozciągamy lub wałkujemy na dowolny kształt. Podpłomyki układamy na blasze wyłożonej pergaminem.
  3. Musztardę miksujemy z miodem, orzechami, sosem sojowym, posiekanym czosnkiem, chilli i przyprawami.
  4. Podpłomyki smarujemy sosem, dekorujemy plastrami pomidorów, piórkami cebuli, plasterkami sera i orzechami. Wkładamy na blasze do rozgrzanego piekarnika, pieczemy w 220 stopniach przez 15 minut.
  5. Upieczone podpłomyki serwujemy na ciepło posypane posiekaną natką pietruszki.
Tosia

wtorek, 9 sierpnia 2016

Sezon na śliwki: Leniwe knedle ze śliwkami


Jakbym miała wskazać ulubiony smak sierpnia z czasów dzieciństwa to bez żadnych wątpliwości byłyby to knedle. Jestem ich wielką miłośniczką, lecz muszę się przyznać, że jako mała Tosieńka czasem zostawiałam śliwki. Wiem, że to skandal, ale niektóre były dla mnie za kwaśne, a najbardziej wielbiłam ciasto! Im więcej ciasta, tym lepiej. Najsmaczniejsza była oczywiście część lekko już zaznaczona obecnością śliwki i cukru.

Niestety moi drodzy, ale nie ma dobrych knedli bez cukru, nie będzie tu miejsca na fit kompromisy. Może jedynie taki, że sięgnęłam po cukier trzcinowy, łyżeczka powędrowała do ciasta, do śliwek w środku, do bułki tartej i do śmietany. W sumie symboliczne 4 łyżeczki, a jak wiele zmieniają.

Wciąż się ślinię na wspomnienie ziemniaczanych knedli mojej mamy, nie jadłam już ich chyba z 10 lat! Sama ulepiłam ich leniwą wersję, czyli twarogową. Dostałam w prezencie od babci rewelacyjny twaróg śmietankowy, mogę nawet zdradzić, że pochodzi z mleczarni Śnieżka. Jeśli potraficie odróżnić porządny twaróg od byle jakiego to będziecie nim zachwyceni. Także twarogowymi knedlami :)




Leniwe knedle ze śliwkami/ 8-10 sztuk
  • 350 g półtłustego twarogu (u mnie śmietankowy)
  • 200 g mąki pszennej
  • jajko
  • łyżeczka cukru trzcinowego
  • szczypta soli
  • Farsz:
  • 4-5 śliwek
  • łyżeczka cukru trzcinowego
  • szczypta cynamonu
  • Bułka tarta:
  • 6 łyżek bułki tartej
  • 2 łyżki masła klarowanego
  • łyżeczka cukru trzcinowego
  • Śmietana:
  • 5 łyżek kwaśnej śmietany
  • łyżeczka cukru trzcinowego
  • szczypta cynamonu
  1. Białko ubijamy na sztywną piane. Twaróg zgniatamy widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków, dodajemy żółtko, mąkę, cukier, sól. 
  2. Dodajemy białko i dokładnie mieszamy do połączenia w zwartą kulę.
  3. Śliwki kroimy na połówki i posypujemy cukrem.
  4. Ciasto dzielimy na 8-10 części. Dłonie oprószamy mąką, każdą część delikatnie spłaszczamy, na środku umieszczamy połówkę śliwki, boki ciasta zbieramy ku środkowi i formujemy kulę.
  5. Tak uformowane knedle gotujemy w posolonej, wrzącej wodzie przez ok. 8 minut.
  6. Na patelni topimy masło, dodajemy bułkę tartą i cukier, podsmażamy aż się zarumieni.
  7. Śmietanę łączymy z cukrem i cynamonem.
  8. Odsączone z wody knedle serwujemy z bułką tartą i śmietaną.
Tosia

wtorek, 2 sierpnia 2016

Sezon na sowy: Chrupiące kanie


Mam to szczęście, że mieszkam blisko Hali Targowej w Gdyni. Staram się zaglądać tam przez cały rok, ale różnie to bywa z organizacją czasu w środku dnia i nie zawsze się udaje. W sezonie letnim można tam znaleźć prawdziwe cuda, więc staram się zrobić tam zakupy chociaż raz na tydzień.

Mam swoje ulubione stoiska na których kupuję określone produkty np. ryby, albo ogórki kiszone. Bywa jednak tak, że eksperymentuję i testuję nowe punkty. W sierpniu jest jeszcze ciekawiej, bo od strony ulicy siadają babuleńki i działkowicze sprzedający czasem prawdziwe perełki i to w postaci np. tylko kilku sztuk pomidorów. Pojawiają się też grzyby. W zeszłym tygodniu zwróciłam uwagę na sowy, nawet zrobiłam im zdjęcie i wrzuciłam na Instagram "tanie kanie na straganie". Podczas dzisiejszych zakupów skusiłam się na 3 sztuki, bo zdałam sobie sprawę, że nigdy ich nie jadłam!

Wiele razy słyszałam, że smażone kanie smakują jak schabowe, a szczególnie, jeśli są w panierce. Podchodziłam do tych opowiastek z przymrużeniem oka, ale okazało się, że to prawda. Usmażyłam je w panierce z kukurydzianych płatków i podawałam z czosnkowo-sezamowym sosem. Smakowały jak idealne schabowe - były mięciutkie, cieniutkie i chrupiące. Jeśli wpadną Wam w oko na grzybobraniu lub na straganie to koniecznie spróbujcie :)


Chrupiące kanie
  • 3 kanie
  • masło klarowane
  • Masa jajeczna:
  • 3 jajka
  • łyżeczka musztardy
  • sól, pieprz
  • Mąka:
  • 5 łyżek mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryki
  • Panierka:
  • 200 g pokruszonych płatków kukurydzianych
  • Sos:
  • 5 łyżek jogurtu naturalnego 
  • łyżka sezamowej pasty tahini
  • łyżka soku z cytryny
  • ząbek posiekanego czosnku
  • sól, pieprz
  1. Składniki sosu mieszamy.
  2. Grzybom odkrawamy nóżki. Kapelusze myjemy dokładnie pod ciepłą wodą i osuszamy.
  3. Mąkę mieszamy z przyprawami. Jajka rozbełtujemy z przyprawami i musztardą. Płatki kukurydziane kruszymy.
  4. Kapelusze obtaczamy najpierw mące, potem w jajku, na koniec w płatkach kukurydzianych.
  5. Smażymy w woku lub głębokiej patelni na maśle klarowanym, po ok. 2-3 minuty z każdej strony.
  6. Usmażone kanie odsączamy z tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego. Serwujemy z sosem.
Tosia

wtorek, 26 lipca 2016

Sezon na pomidory: Gazpacho z brzoskwiniami



Są takie dni, że wszystko idzie tak jak powinno. Twój syn akurat postanawia uciąć sobie długą drzemkę, gdy ty musisz popracować, a przez okno wlatuje przyjemna, chłodząca bryza. Ale wiecie co? Głęboko wierzę w równowagę w przyrodzie, więc czasem musi zdarzać się dzień zupełnie odwrotny. I taki jest właśnie dzisiejszy dzień.

Tysiące rzeczy do ogarnięcia, niezwykle aktywny syn i okrutny upał, który nie daje szans na chwilę odświeżenia. Zgrzana wracam z rynku z ciężkimi siatami, rzucam rzeczy gdzie popadnie, a gdy po paru godzinach wreszcie zabieram się za odświeżające gazpacho, kuchnia wygląda jak po przejściu tornado. No ale szklankę widzę jednak w połowie pełną, albo właściwie miskę. Bo mam moje wymarzone, pierwsze w tym roku gazpacho, które przypomina mi gorące dni spędzone w Hiszpanii.

Kocham połączenie gazpacho z owocami. Trzy lata temu (sic!) stworzyłam przepis na gazpacho truskawkowe, a jeszcze wcześniej (nie mogę uwierzyć, że tak długo prowadzimy tego bloga) klasyczną wersję z dodatkiem owoców na wierzchu. To prawdziwe smaki lata.

Wiem, że to może nieco kontrowersyjne połączenie smaków, ale spróbujcie i się zakochajcie. Już zawsze w klasycznej wersji będzie wam brakowało tej słodkiej, owocowej nuty. A dzisiaj z brzoskwiniami. Bo w końcu same się proszą pojawiając się na straganach w sezonie pomidorowym.

Gazpacho z brzoskwiniami (4 porcje)

- 3 średnie pomidory
- 2 brzoskwinie
- 1 mała cebula
- 1 mała czerwona papryka
- 1 ogórek gruntowy
- sól
- pieprz
- pół łyżeczki pieprzu cayenne
- pół cytryny

do podania
(po kawałku)
- cebula
- brzoskwinia
- ogórek
- papryka

  1. Ogórka obierz ze skórki. Brzoskwinie pozbaw pestki
  2. Wszystkie warzywa (i brzoskwinie) wrzuć do blendera i zmiksuj na gładką masę. Dopraw solą, pieprzem, pieprzem cayenne i cytryną.
  3. Poszatkuj po małym kawałku cebuli, brzoskwini, ogórka i papryki i wymieszaj. 
  4. Schłodź gazpacho przez kilka godzin w lodówce. Przed podaniem sprawdź jeszcze słoność i posyp poszatkowanymi składnikami.  

Śliwka

wtorek, 19 lipca 2016

Sezon na : Quiche z kurkami, kukurydzą i porzeczkami


Jak ten czas leci! Mam wrażenie, że wczoraj był marzec, a ja piekłam wielkanocny quiche ze szpinakiem, chrzanem i jajkami. Przy okazji tego przepisu pisałam, że lubię chociaż raz na porę roku upiec sezonową tartę. Wczesną wiosną była wspomniana już wersja szpinakowa, rok temu podzieliłam się przepisem na Quiche Lorraine w odsłonie ze szparagami i prażoną cebulką. A w wielkanocnym poście zapowiedziałam nawet, że "latem i wczesną jesienią z kurkami, cukinią i porzeczką".

Mamy lato, rozpoczął się sezon kurkowy i porzeczkowy, czas zatem na obiecaną tartę. Połączenie może wydawać się dziwne, ale ja uwielbiam delikatnie skarmelizowane kurki z czosnkiem i chilli, przełamane kwaskowatą  porzeczką. Sprawdziłam to już na wielu podniebieniach i zawsze wszyscy byli zachwyceni. Przy okazji polecam też z takimi składnikami zapieksy!

Quiche w tym roku trochę urozmaiciłam i dodałam jeszcze ziarenka świeżej kolby kukurydzy oraz białą paprykę. Kurki podsmażyłam z młodą cebulą, czosnkiem, chilli i rozmarynem. Wyjadałam je z patelni zachwycona, ale postanowiłam się powstrzymać, aby starczyło farszu :)

Polecam do masy jajeczno-śmietanowej dodać posiekany czosnek, musztardę, koperek (lub inne zioła) oraz parmezan. Ważną sprawą jest pilnowanie czasu i temperatury, nie chcemy przecież, aby quiche był/a brązowa/y, a jedynie apetycznie złocisty/a.

Ps. Podobno quiche to kobieta, ale jakoś używając tego słowa łatwiej mi mówić "on" ;)



Quiche z kurkami, kukurydzą i porzeczkami
Ciasto:
  • 200 g mąki pszennej
  • 100 g zimnego masła
  • jajko
  • 2-3 łyżki zimnej wody
  • łyżeczka soli
Masa jajeczna:
  • 2 jajka
  • 200 ml śmietanki kremówki 30%
  • ząbek czosnku
  • 2 łyżki posiekanego koperku
  • 2 łyżeczki musztardy
  • 3 łyżki tartego parmezanu
  • świeżo mielony pieprz
  • łyżeczka soli 
Nadzienie:
  • cebula
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • 150 g kurek
  • 1/2 białej papryki
  • kolba kukurydzy
  • gałązka rozmarynu
  • 4 łyżki czerwonej porzeczki
  • łyżka masła klarowanego 
  • sól, pieprz
  1.  Mąkę wsypujemy do misy, wbijamy jajko, dodajemy kawałki zimnego masła, wodę i sól. Zagniatamy ciasto krótko, jedynie do połączenia składników. Kulę z ciasta owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na godzinę.
  2. Kolbę kukurydzy stawiamy pionowo i ścinamy ostrym nożem ziarenka. Na patelni na rozgrzanym klarowanym maśle podsmażamy cebulę, posiekany czosnek, chilli i rozmaryn. Po kilku minutach dodajemy paseczki papryki, kurki i ziarenka kukurydzy. Całość przyprawiamy solą i pieprzem, smażymy 5 minut.
  3. Następnie dodajemy miód i karmelizujemy jeszcze 2-3 minuty.
  4. Rozbełtane jajka łączymy z kremówką, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, posiekanym koperkiem, musztardą, tartym parmezanem, solą i pieprzem.
  5. Schłodzone ciasto wałkujemy na placek i wykładamy nim karbowaną formę do tarty. Nakłuwamy w kilku miejscach widelcem, wykładamy i posypujemy suchą fasolą/kaszą jaglaną/suchym ryżem (jako obciążenie), wkładamy do rozgrzanego piekarnika.
  6. Spód tarty podpiekamy 20 minut w 190 stopniach, następnie ściągamy pergamin z obciążeniem i podpiekamy jeszcze przez 5 minut.
  7. Formę z podpieczonym spodem wyciągamy z piekarnika. Wykładamy składniki z patelni, całość zalewamy masą śmietanowo-jajeczną i posypujemy dodatkowo kilkoma kurkami i owocami porzeczki.
  8. Wkładamy do piekarnika i pieczemy przez 20 minut w 180 stopniach.
  9. Upieczoną tartę serwujemy na ciepło lub na zimno.
 Tosia

wtorek, 12 lipca 2016

Sezon na bób: Marynowany bób z kuminem


Kto by pomyślał, że smaki aż tak mogą się zmienić. Jeszcze rok temu, gdyby ktoś mi powiedział, że będę szukać najlepszego dla mnie bobu, wybuchłabym mu szyderczym śmiechem w twarz. Gdy ktoś mnie pyta, czy jest coś, czego szczerze jeść nie lubię, odpowiadam, że jest. Strączkowe. Tak bardzo nie lubię strączkowych. Z fasolki po bretońsku lubię sos, kiełbasę i bułkę, z chilli con carne, zasadniczo carne, sos i wszystko poza fasolą, a cała podnieta młodym bobem zupełnie mnie nie dotyczy. Tfu, nie dotyczyła. Nagle coś we mnie pękło, jakby ktoś włączył jakiś nigdy nie włączany przycisk i stało się. Strączkowe nie tylko polubiłam, ale pokochałam. Zrozumiałam to ostatnio, gdy właśnie z rzeczonego chilli con carne zaczęłam niepostrzeżenie wydłubywać całą fasolę.

Tego lata z wielką przyjemnością gotuję więc młody bób. Cieszę się jak dziecko, gdy udaje mi się go ugotować al dente, wydłubać w całości ze skórek i podsmażyć na maśle. Ale ostatnio zaczęłam poszukiwać jeszcze lepszych rozwiązań. I wtedy właśnie wpadłam na przepis z Krytyki Kulinarnej- bób sycylijski, który miał być absolutnie odlotowy. Postanowiłam spróbować, choć nie byłabym sobą, gdybym nie zmieniła smaków, na trochę bardziej moje.

I wiecie co? Jest naprawdę dobry. Taka pyszna prostota, do podjadania przed telewizorem. Najlepszym recenzentem okazał się mój mąż, który przechodząc przez kuchnie porwał jedno ziarenko i przyszedł zdziwiony - co jest z tym bobem, że jest taki dobry?!

Marynowany bób z kuminem*

- 1 kg bobu
- 1 łyżka soli
- 1 łyżka cukru

Marynata:
- 1 szklanka wody
- pól szklanki oliwy
- 3 ząbki czosnku
- 1 łyżka soli
- 1 łyżka kuminu
- 1 łyżka mielonej ostrej papryki

  1. Do garnka nalej wody i zagotuj. Dodaj sól i cukier. Wrzuć bób i gotuj aż nasionka napęcznieją i pękną, u mnie zajęło to około 8 minut. 
  2. Odcedź na sitku i zalej zimną wodą. 
  3. Natknij skórkę każdego nasionka, lub lekko przyciśnij, tak aby zrobiła się mała szparka. 
  4. W misce pomieszaj wszystkie składniki na marynatę (czosnek wyciśnij). Dodaj bób, dobrze wymieszaj i odstaw na 24 godziny do lodówki. 
  5. Wyjmij z marynaty i jedz.
* na podstawie przepisu Krytyki Kulinarnej

Śliwka

wtorek, 5 lipca 2016

Sezon na kurki: Placki ziemniaczano-cebulowe z kurkami


Czasem najlepiej wychodzi spontan i ta zasada sprawdza się także w kuchni. Co prawda przyjemnie godzinami tworzyć w głowie jakieś danie i rozmyślać o nim na przykład przed zaśnięciem. Następnego dnia rozpisuje się wtedy wstępne proporcje, a potem wiele się może jeszcze wydarzyć. Jednak to spontaniczne gotowanie "na winie", czyli z tym co się nawinie również może być przyjemne. A na pewno pobudza kreatywność.

Nie miałam dziś planu obiadowego, więc rozejrzałam się po kuchni, w koszyczku zobaczyłam ziemniaki, które powoli już upominały się o uwagę, a w lodówce były kurki. Sprawa była oczywista, zrobię placki ziemniaczane, których nie smażyłam całe wieki i podam je z kurkami.

Masę na placki wzbogaciłam o tartą cebulę, jabłko i majeranek. Kurki podsmażyłam z rozmarynem, cebulą i czosnkiem, a następnie karmelizowałam w miodzie i cydrze. Zrobiłam jeszcze szybki serek i obiad gotowy. Wyszło tak dobrze, że postanowiłam spisać proporcje, może będę kiedyś chciała to zaplanować i powtórzyć :)


Placki ziemniaczano-cebulowe z karmelizowanymi kurkami i czosnkowym serkiem

Placki :
  • 700 g ziemniaków
  • jabłko
  • duża cebula
  • 2 jajka
  • 3 łyżki mąki pszennej razowej
  • 2 łyżki kaszy manny
  • łyżeczka suszonego majeranku lub ziół prowansalskich
  • sól, pieprz
  • masło klarowane do smażenia (kilka łyżek)
Kurki:
  • 150 g kurek
  • 2 ząbki czosnku
  • mała cebula
  • gałązka rozmarynu
  • łyżka miodu
  • 2 łyżki cydru
  • łyżka masła klarowanego
  • sól, pieprz
Serek czosnkowy:
  • 60 g serka śmietankowego typu philadelphia
  • 3 łyżki jogurtu naturalnego
  • łyżka soku z cytryny
  • ząbek czosnku
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku
  • sól, pieprz
Placki:
  1. Ziemniaki obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach. Ścieramy również jabłko (nie trzeba obierać) oraz cebulę. Całość zostawiamy na 10 minut, następnie odsączamy z utworzonego soku.
  2. Do warzyw dodajemy jajka, przyprawy, kaszę i mąkę, mieszamy.
  3. Na patelni rozgrzewamy klarowane masło, wykładamy po 2 łyżki masy na placuszka i smażymy po 2-3 minuty z każdej strony. 
  4. Odsączamy na ręczniku papierowym, podajemy na ciepło z serkiem i kurkami.
 Kurki:

  1. Grzyby myjemy i osuszamy. Małe kurki zostawiamy w całości, mniejsze drobno kroimy.
  2. Na maśle podsmażamy posiekaną drobno cebulę z listkami rozmarynu.
  3. Po ok. 3 minutach wrzucamy grzyby i podsmażamy przez kilka minut na dużym ogniu, aż kurki puszczą wodę.
  4. Następnie dodajemy posiekany czosnek, miód, cydr, sól i pieprz. Karmelizujemy jeszcze 2-3 minuty.
Serek:
  1. Serek łączymy z jogurtem i mieszamy widelcem, aby nie było grudek.
  2. Dodajemy pozostałe składniki i mieszamy.
Tosia

wtorek, 28 czerwca 2016

Sezon na bób : Orzechowy hummus z bobu


Chociaż ceny bobu za worek nie spadły jeszcze poniżej 8 złotych (w Trójmieście). Myślę, że można śmiało powiedzieć, że sezon w pełni! Zdążyłam już upiec bułeczki z bobem i boczkiem, zajadać go z przyjaciółmi na rozgrzanym od słońca tarasie. Ugotować go al dente i podać z grecką fetą i pikantną oliwą chilli, a także wyciskać ze skórki rozgotowane strączki bobu, bo kolega go rozgotował. Ostatnio wrzuciłam bób do woka z kawałkami pieczonego kurczaka, dodałam masło orzechowe, trochę przypraw i makaron. Wyszło super.

Idąc orzechowym tropem pomyślałam, że w tym sezonie muszę jeszcze zrobić pastę, albo hummus! Postępując jak z ciecierzycą i sezamową pastą tahini, zmiksowałam bób z masłem orzechowym i odpowiednio go doprawiłam. To zaskakujące, ale faktycznie w smaku i konsystencji przypomina bardzo hummus. Myślę, że zasmakowałby nawet tym, którzy za bubu nie przepadają.

A jeśli chodzi o "bubu", słowo to weszło w tym sezonie już do naszego słownika. Wszystko za sprawą naszej koleżanki i jej anegdotki z czasów dzieciństwa. W wielkim skrócie tak bób stał się bubem. Łubudubu, zapraszam zatem na hummus z bubu ;)

Orzechowy hummus z bobu
  • 0,5 kg bobu
  • 3 ząbki czosnku
  • 3 czubate łyżki masła orzechowego
  • 1/2 łyżeczki miodu 
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • 5-6 łyżek oleju arachidowego (lub innego oleju roślinnego np. oliwy)
  • 4 łyżki zimnej wody 
  • sok z 1 cytryny
  • sól, pieprz
  • dekoracja: chilli w proszku, ugotowany bób, oregano
  1. Wrzucamy bób do wrzącej, posolonej wody i gotujemy przez 5 minut. Przelewamy na sicie i przerzucamy do miski z zimną wodą. Obieramy.
  2. Obrany bób przerzucamy do naczynia malaksera i krótki blendujemy.
  3. Dodajemy posiekany czosnek i chilli, połowę oleju, masło orzechowe, sok z cytryny. Miksujemy, aż pasta zacznie robić się gładka.
  4. Następnie dodajemy zimną wodę, resztę oleju oraz sól z pieprzem. Miksujemy raz jeszcze.
  5. Gładki hummus przekładamy do miseczki, skrapiamy olejem, dekorujemy ugotowanym bobem i posypujemy ziołami/przyprawami. Serwujemy z grzankami, chrupkimi warzywami, nachosami.
Tosia

wtorek, 21 czerwca 2016

Sezon na kurki: Zupa kurkowa z groszkiem


Chciałoby się powiedzieć, że latem nikt zup nie je. No może poza chłodnikami, bo przecież gdy słońce tak strasznie praży, jedyne czego człowiek potrzebuję to odrobiny ochłodzenia. No tak...latem. Choć astronomiczne lato powinno pojawić się już jutro, właściwie nic nie wskazuje na to, że nadejdzie w najbliższym czasie. Pogoda codziennie nas zwodzi. Jak świeci słońce wydaje się, że to już czas krótką sukienkę i japonki, a gdy tylko zajdzie nagle czujemy złowrogi powiew jesieni, strach wyjść na balkon bez bluzy, a z domu bez parasola.

Na obecną pogodę wylałabym jeszcze sporą porcję hejtu, bo dzięki niej skończyłam właśnie z zapaleniem oskrzeli. Wolę jednak pogodzić się  losem, zrobić ciepłą zupę i poczekać, aż wreszcie okaże nam litość.

Jedynym pocieszeniem w tym wszystkim jest to, że właśnie pojawiły się kurki. Pojawiły się dosłownie z dnia na dzień, a właściwie z piątku na wtorek, bo od czasu, gdy zaopatruje się na sopockim rynku, tylko w te dni zdarza mi się robić zakupy. I właśnie one stały się bohaterkami mojej dzisiejszej sezonowej zupy.

Zupa kurkowa z groszkiem (około 6 porcji)

- 1,5 l bulionu warzywnego*
- 2 białe cebule
- 250 g kurek
- 250 g zielonego groszku (waga samych ziarenek, część łupinek zachowaj do bulionu)
- pół pęczka szczypiorku
- kieliszek białego, wytrawnego wina
- 2 łyżki masła
- pieprz
- sól

-parmezan/ewentualnie pół szklanki śmietanki kremówki


  1. Kurki dokładnie umyj, cebule obierz ze skórki i pokrój w piórka, szczypiorek poszatkuj. 
  2. Podgrzej bulion w garnku i utrzymuj ciepły. 
  3. W innym, dużym garnku rozgrzej masło. Dodaj pokrojoną cebulę i kurki. Dodaj dużo pieprzu. Smaż aż cebula się zeszkli. Dodaj groszek i szczypiorek, smaż jeszcze kilka minut a następnie dodaj wino. Gotuj kilka minut, a następnie całość zalej bulionem. 
  4. Dobrze dosól i gotuj jeszcze około 5 minut. 
  5. Przed podaniem zetrzyj do każdej miski trochę parmezanu. Jeśli chcesz zupę zabielić, do połowy szklanki kremówki dodawaj powoli po łyżce zupy i mieszaj. Tak zahartowaną śmietanę możesz dodać bezpośrednio do garnka.

*Jak przygotować bulion warzywny? Do dużego garnka wrzuć pęczek młodej włoszczyzny (ja użyłam marchewek, pietruszek, selera, natki pietruszki, natki marchewki, por, natkę selera), dwie garście łupinek po zielonym groszku z łyżką ziaren pieprzu, łyżką ziela angielskiego, 2 liśćmi laurowymi i płaską łyżką soli. Zalej wodą i zagotuj. Gotuj około pół godziny, odcedź zostawiając sam płyn i pozbywając się wygotowanych warzyw.

Śliwka

wtorek, 14 czerwca 2016

Sezon na czarny bez: Imbirowy syrop z czarnego bzu


Co prawda czerwiec smakuje truskawkami, ale pachnie dzikim bzem. To ciekawe, bo kiedyś nie przepadałam za aromatem czarnego bzu, z roku na rok doceniam go coraz bardziej. Nie tylko pod względem zapachowym, ale także smakowym.

Jeśli pociąga Was sezonowe zbieractwo, ale nie wiecie jak się do tego zabrać, to myślę, że dziki bez będzie do tego idealny. Rośnie jak szalony w parkach, na łąkach, działkach, a nawet przy nadmorskim bulwarze, dlatego prawdopodobnie nie będziecie mieli problemu, aby go odnaleźć.

Kilka baldachów kiatów polecam zanurzyć w cieście i usmażyć na patelni (przepis), z reszty warto zrobić syrop, aby zachować kwiatowy aromat na dłużej. Syrop robi się łatwo i przyjemnie, a bez zamknięty w butelce będzie świetną bazą do orzeźwiających lemoniad na wakacyjne pikniki, imprezowych drinków z rumem i limonką, a także polewą do śniadaniowych naleśników.

Syrop robię na bazie cukru trzcinowego, ale tak naprawdę możecie sięgnąć po biały, zmniejszyłabym w takim wypadku jego ilość, powiedzmy o 80 g. Do pierwszej partii tegorocznego syropu dodałam imbiru, ponieważ uznałam, że świetnie komponuje się z aromatem bzu i cytryną. Jeśli jednak rozpoczynacie kwiatową przygodę w kuchni to możecie z imbirowego dodatku zrezygnować. Gwarantuję, że w obu przypadkach będziecie zadowoleni z efektów :)




Imbirowy syrop z czarnego bzu / 1 l
  • 1 l wody
  • 400 g cukru trzcinowego
  • 4 cm korzenia imbiru
  • 4 szklanki baldachów czarnego bzu
  • 1 cytryna
  1. Wlewamy do garnka wodę, dodajemy cukier i plastry imbiru. Gotujemy na średnim ogniu mniej więcej 20 minut, aż syrop zgęstnieje.
  2. Zebrane kwiaty czarnego bzu kładziemy na gazecie i zostawiamy na godzinę, aż lokatorzy opuszczą baldachy. Odcinamy grube łodygi, zostawiamy tylko delikatne gałązki i kwiaty.
  3. Kwiaty przekładamy do misy, dodajemy plastry cytryny. Zalewamy gorącym syropem z imbirem. Misę przykrywamy ściereczką i zostawiamy na dobę lub dwie (u mnie ok. 36 godzin).
  4. Po upływie tego czasu odcedzamy i dokładnie wyciskamy płatki na sicie.
  5. Syrop przelewamy do garnka i podgrzewamy kilka minut lub od razu przelewamy do wyparzonych szklanych butelek. Syrop można dodatkowo pasteryzować i przechowywać nawet rok.
  6. Otwarte butelki trzymamy w lodówce do dwóch tygodni.
Tosia

wtorek, 24 maja 2016

Sezon na pokrzywę: Spaghetti carbonara z pokrzywą i boczkiem


W dzieciństwie pokrzywę wyzywało się od głupich, za każdym razem, gdy wpadało się w jej sidła biegając gdzieś po krzakach.

Pokrzywa pojawiała się także na działce babci Uli, która robiła z niej nawóz na swoje magiczne truskawki. Smród niesamowity, ale coś w tym eliksirze było, bo nigdzie nie jadłam tak znakomitych truskawek. Oczywiście wiadomo, że to również siła mojego przyjemnego wspomnienia, ale za truskawkami babci wzdycha sporo osób, chociaż od czasów działki minęło już prawie 20 lat.

Z opowieści wiem też, że pokrzywy chętnie wykorzystywała w kuchni moja druga Babcia. Ninka parzyła pokrzywowe napary, listki również zbierała na swojej działce.

Przyszedł czas i na mnie, chociaż jeszcze nie dorobiłam się swojej działki. Miałam za to okazję nazbierać trochę młodych pokrzyw na wsi u znajomych. Po powrocie do domu szybko je blanszowałam, aby następnego dnia móc wrzucić listki na patelnię i zrobić szybki makaron z pokrzywą. Blanszowanie pozwoliło pozbyć się efektu parzenia listków, zachować ich świeżość i kolor na następny dzień. Pokrzywa zawiera cenne właściwości lecznicze, a do tego można ją ciekawie wykorzystywać w kuchni.

Wymarzyła mi się ulubiona Carbonara. Kremowa, z rumianym boczkiem, parmezanem, czosnkiem, nutą ostrości za sprawą papryczki peperoncio, chrupiącymi prażonymi orzeszkami i przełamującą świeżością pokrzywy. Wyszło lepiej niż idealnie.

A jak smakuje pokrzywa? Trudno określić, dla mnie to coś pomiędzy rukolą, miętą i szpinakiem :)





Spaghetti carbonara z pokrzywą i boczkiem/2 porcje

  • 300 g makaronu spaghetti
  • 100 g wędzonego boczku
  • 80 g listków młodej pokrzywy
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli lub 1/2 płatków peperoncini
  • 50 g parmezanu
  • jajko
  • 2 żółtka
  • łyżeczka masła klarowanego
  • 3 łyżki orzeszków arachidowych
  • sól, pieprz 
  1. Pokrzywę przebieramy, zostawiamy młode listki, zalewamy wrzącą wodą i zostawiamy na minutę. Następnie przekładamy do drugiej misy z zimną wodą, znów zostawiamy na minutę. Odcedzamy.
  2. Makaron gotujemy według instrukcji na opakowaniu tak, aby był al dente.
  3. Na zimną patelnię wrzucamy plastry wędzonego boczku (może być ewentualnie pokrojony w kostkę), wytapiamy z niego tłuszcz.
  4. Po kilku minutach, gdy boczek będzie rumiany, dodajemy masło klarowane, posiekany drobno czosnek i chilli. Podsmażamy niecałą minutę.
  5. Wrzucamy wcześniej przygotowaną pokrzywę, zmniejszamy płomień i smażymy całość przez ok. 4 minuty.
  6. W tym czasie do dużej misy wbijamy jajko z żółtkami, dodajemy połowę świeżo tartego parmezanu, sól, pieprz.
  7. Na suchej patelni prażymy orzechy, aby były rumiane.
  8. Ugotowany makaron odsączamy na sicie i zostawiamy mniej więcej chochlę wody, w której się gotował. Dodajemy spaghetti razem z wodą na patelnię z boczkiem. Przyprawiamy solą i pieprzem, podsmażamy niecałą minutę.
  9. Zawartość patelni energicznie przekładamy do misy z jajkami i dynamicznie mieszamy. W razie potrzeby dodajemy kolejne 2 łyżki wody z gotującego się makaronu. Spaghetti powinno osiągnąć kremowy sos.
  10. Przekładamy na talerze, posypujemy świeżo tartym parmezanem i prażonymi orzeszkami.
 Tosia

wtorek, 17 maja 2016

Sezon na szparagi: Krem z białych szparagów na mleczku kokosowym


Lubię klasyczne połączenia smakowe, które smakują prawie każdemu. Wprost uwielbiam smak pierogów ruskich, truskawek zapiekanych w koglu moglu, czy schabowego z marchewką z groszkiem. Lubię kołduny prosto z barszczu i pyszną bruschettę na chrupiącej grzance. Czasem jednak uświadamiam sobie, że nie taka znowu ze mnie kulinarna nudziara. Głównie wtedy, jak komuś tłumaczę, że wytrawne dodatki najlepiej smakują na podpieczonej chałce i że zdecydowanie bardziej wolę szparagi białe od zielonych. Tutaj zaczynają się nieporozumienia.

Bo przecież zielonych nie trzeba obierać, można jeść właściwie na surowo, bo przecież lepiej smakują z tym, z tym i jeszcze z tamtym, no i są bardziej uniwersalne. Wszystko prawda, ale dla mnie nie ma nic piękniejszego i bardziej klasycznego niż smak białego szparaga z towarzystwie szynki i sosu (holenderskiego, masła, lub masła z bułką tartą). A gdy jeszcze występują w trójkącie z młodymi ziemniakami, to jestem w niebie. I żadna sałatka z zielonymi, żadne zielone z jajkiem, no po prostu nic tego dla mnie nie przebije.

Białe szparagi smakują jak pierwsze ciepłe dni w roku. Wtedy otwieramy sezon i cieszymy się nimi do wyczerpania zapasów. Zawsze w ten sam "nudny" sposób, bez zbędnych eksperymentów. No chyba, że coś mnie najdzie, jak dzisiaj i zamiast wrzucić je na parę z szynką, postanowię zrobić z nich zupę. Kremową, delikatną, z eksperymentalnym aromatem mleczka kokosowego i cytryny.

Krem z białych szparagów na mleczku kokosowym (ok. 4 porcje)

- 2 pęczki białych szparagów
- 2 łyżki masła
- pół litra wody
- 400 g mleczka kokosowego
- 100 g tartego parmezanu
- sok z połowy cytryny
- sól
- pieprz

  1. Szparagi obierz ze skórki (porządnie, bo skórka może dawać goryczkę!). Pokrój na mniejsze kawałki. 
  2. W dużym garnku rozgrzej masło, dodaj szparagi i obsmaż kilka minut aż lekko zbrązowieją. 
  3. Zalej wodą i mleczkiem kokosowym i gotuj około 25 minut aż szparagi zmiękną. 
  4. Zmiksuj na gładką masę, dopraw cytryną, solą i pieprzem i dodaj parmezan. 
Śliwka

środa, 4 maja 2016

Sezon na czosnek niedźwiedzi: Pierogi z czosnkiem niedźwiedzim i żurawiną


Dosłownie przed chwilą, choć tak naprawdę minął już ponad tydzień (kiedy, pytam się kiedy?!), wróciłam z Podlasia. Opowiem wam o tym w następnym poście, bo jestem w trakcie pisania nieprzyzwoicie długiego przewodnika pokazującego zainteresowanym co robić, gdzie mieszkać i co zjeść w tamtym regionie Polski. Ale teraz pozwólcie mi opowiedzieć tylko jedną historię, której głównym bohaterem stał się czosnek niedźwiedzi. 



Pierwszego dnia zdecydowanie przegięliśmy ze spacerem, do tego stopnia, że końcowy licznik pokazał 25 kilometrów (pokonane z dziecięcymi wózkami!). Już mieliśmy wracać, gdy zobaczyliśmy intrygujący szlak "Żebro żubra". W rzeczywistości okazał się niedługi (wtedy tego tak nie postrzegaliśmy, po tylu kilometrach), ale najbardziej malowniczy z wszystkich, na które trafiliśmy. Trasa prowadziła pięknymi mostkami nad puszczańskimi bagnami i rozlewiskami. Nagle przed nami pojawiło się pole czegoś, co mylnie wzięliśmy za niezakwitnięte konwalie. Ale zaraz, zaraz? Czy ten zapach może kłamać? To żadne konwalie, to przecież czosnek niedźwiedzi! To było jak nagłe, niespodziewane wtargnięcie do skarbca ze złotem...którego nie możesz zebrać. Bo w tym rejonie niestety czosnek niedźwiedzi jest pod ochroną. 



Muszę szczerze przyznać, że wcześniej miałam niewielkie doświadczenie z tą rośliną. Jednak to niespodziewanie odnalezione pole tak mnie zainspirowało, że zaopatrzyłam się w mój pęczek i zaczęłam tworzyć. I choć pierogi nie były moim pierwszym eksperymentem, były zdecydowanie najbardziej udanym. Toteż właśnie je postanowiłam pokazać wam w naszym sezonowym cyklu. 

Pierogi z czosnkiem niedźwiedzim i żurawiną (około 45 pierogów)

ciasto. 
- 2 szklanki mąki 
- 4 łyżki oliwy
- 1 łyżeczka soli
- ciepła woda (około pół szklanki) 

1. do miski wsyp mąkę, dodaj sól i oliwę. 
2. powoli dolewaj ciepłą wodę, cały czas zagniatając ciasto. gdy ciasto osiągnie elastyczną konsystencję, posmaruj jeszcze dodatkowo rękę oliwą i zagnieć ciasto przez chwilę. 
3. rozwałkuj ciasto bardzo cienkie i wycinaj z niego kółka za pomocą obróconej do góry nogami szklanki. 
4. na każdym kółku umieść łyżeczkę farszu i sklej w formę pieroga. układaj gotowe pierogi na materiałowej szmatce i przykrywaj szmatką w trakcie lepienia kolejnych, aby nie wyschły. 

farsz. 
- pęczek czosnku niedźwiedziego
- 4 łyżki oliwy 
- 180 g twarogu półtłustego 
- 250 g ziemniaków (waga bez skórki) 
- 100 g suszonej żurawiny
- sól
- pieprz
- 1 łyżka sosu sojowego

1. wrzuć czosnek do blendera z oliwą i zmiksuj. 
2. obierz ziemniaki ze skórki, pokrój na małe kawałki i ugotuj do miękkości w osolonej wodzie. odcedź i rozgnieć na puree. 
3. ostudzone puree ziemniaczane wymieszaj z twarogiem, zmiksowanym czosnkiem niedźwiedzim i żurawiną. dodaj sól, pieprz i sos sojowy. 
4. faszeruj pierogi. 

-masło

roztop masło w rondelku i utrzymuj na małym ogniu (po 2 łyżki na porcję)
ulepione pierogi gotuj w osolonej wodzie aż wypłyną na wierzch + dodatkowe 2 minuty
każdą porcję polej masłem. 

Śliwka

wtorek, 19 kwietnia 2016

Sezon na rabarbar: Strir fry z rabarbarem, wołowiną i granatem


Ah, właśnie dla takich chwil warto było rozpocząć nowy cykl na blogu. Wiosna coraz bardziej się rozkręca, a dzięki temu na straganach i na naszych talerzach robi się piękniej. W tym tygodniu już w niektórych warzywniakach można natrafić na różowo-zielonkawe łodygi, ale także botwinkę i szparagi!

Wróciłam z całą trójką do domu i miałam problem, które warzywo ma dziś zostać bohaterem. Zapytałam nawet Was na Instagramie (@tochabrcoha) czy zrobić botwinkową lemoniadę, stir fry z rabarbarem, czy pieczone szparagi z jajkiem w koszulce i cytrynowym aioli lub kolendrowym sosem holenderskim. Zdania były podzielone, pewnie prędzej czy później zrobię wszystko, ale o dziwo w tym rozdaniu wygrał niespodziewanie rabarbar!

Rabarbar najczęściej występuje pod maślaną kruszonką, na kruchych spodach i w domowych kompotach. To świetnie połączenia, ale gdy pierwsze łodygi trafiły do mojej torby, jakoś nie miałam ochoty na deser. Wymarzyłam sobie za to orientalny chutney o słodko-kwaśnym posmaku.

Chutney fantastycznie komponuje się np. z wołowym burgerem, serami, czy krewetkami. Idąc dalej tym tropem, pomyślałam, że można by wykorzystać rabarbar do stri fry z woka, więc ciesze się, że pomysł się spodobał!

Patrząc na danie może i nie widać głównego bohatera, ale jest nim jak najbardziej rabarbar, który w połączeniu z syropem klonowym i limonką tworzą smak przewodni dania. Przygotowanie potrawy zajmie sprinterom może nawet kwadrans, ale żeby nie skłamać powiem, że 20 minut.

Wystarczy podsmażyć szalotkę, czosnek, imbir, chilli, dodać rabarbar pokrojony w słupki, potem syrop klonowy (miód też się nada), limonkę, sos rybny (można zastąpić syropem klonowym). Potem już tylko cieniutko pokrojona wołowina (rostbef, antrykot lub polędwica) i makaron ryżowy. Na koniec danie posypujemy pestkami granatu oraz świeżą miętą i możemy rozkoszować się lekkim, wiosennym obiadem :) To tak naprawdę kilka prostych składników, a danie jest kompletne i już nic więcej do szczęścia mu nie potrzeba.

Ps. W wersji wege proponuję tofu lub ser halloumi.



Strir fry z rabarbarem, wołowiną i granatem/ 2 porcje
  • 2 ząbki młodego czosnku
  • łyżka posiekanej papryczki chilli
  • 2 cm korzenia imbiru
  • 2 szalotki lub mała cebula
  • 150 g rabarbaru (1,5 łodygi)
  • 250 g rostbefu lub innej wołowiny (np. polędwicy lub antrykotu)
  • łyżeczka świeżo startej skórki z limonki
  • sok z limonki
  • łyżka sosu rybnego (można zastąpić sosem sojowym)
  • 50 ml syropu klonowego (czyli kilka łyżek, można zastąpić miodem)
  • 1/2 owocu granatu
  • świeża mięta
  • łyżka oleju kokosowego/masła klarowanego/oleju roślinnego
  • 100-150 g makarony ryżowego
  1. Makaron ryżowy przygotowujemy według instrukcji na opakowaniu, gotowy zostawiamy na sicie.
  2. W woku rozgrzewamy olej kokosowy, wrzucamy posiekane chilli, czosnek, imbir, szalotkę. Podsmażamy niecałą minutę.
  3. Wrzucamy rabarbar pocięty na słupki, zwiększamy ogień i podsmażamy 2 minuty.
  4. Dodajemy skórkę z limonki, sok z limonki, sos rybny i syrop klonowy. Całość karmelizujemy ok. 3 minuty.
  5. Wołowinę kroimy w drobne plasterki i wrzucamy do woka. Przyprawiamy solą i pieprzem, smażymy ok. 5 minut, aż mięso się zetnie.
  6. Na koniec próbujemy dania, w razie potrzeby przyprawiamy dodatkowo sokiem z limonki, syropem klonowym lub solą.
  7. Wrzucamy przygotowany makaron ryżowy i krótko podsmażamy jedynie do połączenia składników.
  8. Połowę granatu trzymamy nad miseczką i stukamy drewnianą łyżką, aby wyleciały pestki.
  9. Danie podajemy z cząstkami limonki, pestkami granatu i świeżą miętą.
 Tosia

wtorek, 5 kwietnia 2016

Sezon na cebulkę dymkę : słodko-kwaśna dymka


Stali czytelnicy, którzy zaglądają do nas od kilku lat na pewno pamiętają kilka cyklów tematycznych, które prowadziłyśmy na blogu. Dla przypomnienia trochę ponudzę :) Najpierw była "Słodka sobota", w ramach której przez 131 tygodni zamieszczałyśmy co tydzień słodki przepis. Później pojawiła się mała rewolucja na naszych talerzach za sprawą "Wtorku z kaszą", który prowadziłyśmy przez 50 tygodni. Kolejnym z nich były "Obiady czwartkowe", czyli zbiór prawie 30 przepisów na dania główne. Były jeszcze inne serie tematyczne, które trwały tylko 7 dni jak np. "Tydzień włoski" czy "Tydzień filmowy". Niezmiennie trwa z nami za to nasze ulubione "Śniadanie do łóżka", z którym pożegnać się na pewno w najbliższym czasie nie zamierzamy. Zatęskniłyśmy jednak za kolejną serią i właściwie bez dłuższych dyskusji wiedziałyśmy jakim tematem się teraz najchętniej zajmiemy.

Powinnam się ubrać na galowo pisząc ten post, bo mam dziś zaszczyt ogłosić inaugurację nowego cyklu na blogu!



"Sezon na .." będzie miał co tydzień nowego bohatera. Rolę pierwszoplanową zazwyczaj będą grali nasi sezonowi przyjaciele z warzywniaka, ale być może będą to także inne własnoręcznie zebrane gwiazdy jak kwiaty czarnego bzu czy rokitnik. Przepisy będą różnorodne, znajdziecie tu przekąski, zupy, dania obiadowe, desery, przetwory, a może nawet napoje.

Kwiecień to idealny moment, aby rozpocząć, bo z tygodnia na tydzień wybór sezonowych produktów będzie coraz większy. Już zacieramy rączki na chrupiące rzodkiewki, botwinkę, kalarepkę, świeży szpinak, szparagi i rabarbar. Nie wspomnę już o truskawkach i innych wakacyjnych rarytasach! Ale tutaj potrzebna jest cierpliwość, dlatego zacznę od tego co dostępne na straganie.


Na początku kwietnia w warzywniakach, na ryneczkach, a nawet w marketach pojawiają się urocze cebulki dymki. Wiele osób kupuje je i wsadza w ziemię, aby otrzymać z nich dorodny szczypiorek. Ja co roku biorę garść cebulek, a potem ostatecznie i tak lądują w woku ze stif-fry, na patelni z mięsem, czy w garnku z curry. Dlatego przyszedł czas na ich ciekawsze wykorzystanie. Postanowiłam je zamarynować w słodko-kwaśnej zalewie z kurkumą, aby były świetnym i chrupiącym dodatkiem do orientalnych bulionów, kanapek i sałatek.

Marynatę gotuje się przez kilka minut, pasteryzacja trwa kwadrans w piekarniku, właściwie największym problemem jest obranie małych cebulek. Z odpowiednią ścieżką dźwiękową pójdzie Wam to szybko, a na pewno nie pożałujecie. Słodko-kwaśne dymki nadają się do chrupania już po 2 dniach, kiedy przejdą smakiem marynaty.

A za tydzień kolejna sezonowa propozycja :)
 
Słodko-kwaśna dymka / 2 średnie słoiki
  • 500 g cebulki dymki
  • 0,5 l wody
  • 125 ml octu spritusowego lub jabłkowego
  • 70 g cukru (można użyć trzcinowego)
  • 2 łyżeczki soli
  • płaska łyżeczka kurkumy
  • kilka ziarenek ziela angielskiego
  • kilka ziarenek pieprzu
  • 2 liście laurowe
  • kilka plasterków papryczki chilli
  1.  Cebulki obieramy z łupin.
  2. Słoiki sparzamy wrzącą wodą.
  3. Do rondla wlewamy wodę, ocet, dodajemy cukier, sól i kurkumę. Gotujemy na średnim ogniu przez niecałe 10 minut.
  4. Do słoików wrzucamy pierwszą warstwę cebulek, dodajemy palsterki chilli i przyprawy, przykrywamy kolejną warstwą cebulek.
  5. Tak przygotowane słoiki zalewamy marynatą. Dokładnie zakręcamy i wkładamy do rozgrzanego piekarnika.
  6. Słoiki pasteryzujemy w piekarniku w temperaturze 180 stopni przez 15 minut.
  7. Po tym czasie słoiki stawiamy dnem do góry, studzimy.
  8. Cebulki są gotowe do zjedzenia już po 2-3 dniach.
Tosia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...