Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Goździki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Goździki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 grudnia 2015

Szybka nalewka pomarańczowo-goździkowa



Spostrzegawczy czytelnicy być może zwrócili uwagę, że w czwartek nie pojawił się przepis na obiad. Będą też zaskoczeni, że nie będzie dziś królowało śniadanie. Postanowiłyśmy ze Śliwką, że w grudniu zrezygnujemy z prowadzenia stałych cykli na rzecz świątecznych przepisów. W końcu dni w kalendarzu mijają jak szalone, a na pewno znajdzie się grono osób zainteresowanych nie tylko wigilijnymi przepisami, ale także tymi, które mogą zainspirować do przygotowania jadalnych prezentów.

Przypominam, że mamy na blogu dział "Boże Narodzenie", w którym uzbierało się już całkiem dużo świątecznych przepisów. Nie zabraknie ich także w tym roku!

Nie od dziś wiadomo, że świetnym prezentem dla każdego człowieka o duszy imprezowicza jest dobry alkohol. Wiedzą o tym lekarze, urzędnicy, nauczyciele i politycy. Przypominam sobie o tym zawsze kilka dni przed świętami, kiedy jest już za późno na stworzenie długo dojrzewającej owocowej nalewki. Dlatego kombinuję ze znacznie szybszymi metodami na przygotowywanie interesujących trunków.

Rok temu otworzyłam fabrykę czekoladowego likieru z miętą, a dwa lata temu produkowałam cytrynówkę, którą można zrobić nawet w jedną dobę. Opierając się na podobnej metodzie, opracowałam recepturę na ekspresową pomarańczówkę z goździkami. Trunek może być już gotowy w ciągu doby, chociaż ja polecam, aby odstał chociaż 48-72 h. Wszystko zależy od tego ile macie czasu i cierpliwości.

Pierwszą butelkę z pomarańczówką podarowałam w ramach "Świątecznej wymiany prezentów", czyli zabawy organizowanej przez Marysię - Żonę modną. Zachęcam do przyłączenia się do akcji w przyszłym roku :)




Szybka nalewka pomarańczowo-goździkowa
  • 0,5 l wódki (można wymieszać ze spirytusem)
  • 3 pomarańcze *
  • szklanka wody (250 ml)
  • szklanka cukru
  • 20 goździków
  • 1/2 łyżeczki mielonych goździków (można pominąć) 
  1. Do garnka wsypujemy cukier, dodajemy goździki i zalewamy wodą. Gotujemy na średnim ogniu przez 10-15 minut, aż syrop zgęstnieje, a cukier się rozpuści.
  2. Syrop studzimy, a w tym czasie obieramy cienko jedną pomarańczę ze skórki bez albedo (białej części, która nadałaby nalewce gorzkiego posmaku). Cytrusy można obierać obieraczką lub zetrzeć na tarce.
  3. Jedną pomarańczę kroimy na kilka plastrów. Z pozostałych wyciskamy sok. 
  4. Sok i skórki łączymy z ostudzonym syropem, dolewamy alkohol i dokładnie mieszamy. 
  5. Tak przygotowaną nalewkę zostawiamy w misie pod przykryciem lub w słoiku na minimum dobę.
  6. Po tym czasie wyciskamy z plasterków sok i przelewamy nalewkę przez sito. Zlewamy ją do wyparzonych butelek. 
  7. Pomarańczówkę przechowujemy w suchym miejscu nawet do kilku miesięcy. 
* Pomarańcze warto wcześniej sparzyć wrzątkiem.
Tosia

środa, 7 stycznia 2015

Napar z pomarańczy, imbiru i goździków


Rano usiadłam do postu pisząc, że mamy piękny "złoty polski" styczeń tego roku. Wróciłam do tekstu wieczorem, aby dokończyć pisać przepis, a tu niespodzianka - w Gdyni jest biało! Pogoda płata nam figle, jak zawsze. Nie pisałabym o złotym styczniu wcale ironicznie, wystarczyło pojechać za miasto, aby się o tym przekonać.

Wybraliśmy się kilka dni temu na małą wycieczkę. Początkowo planowaliśmy poszukiwać pierników w Toruniu, ale ostatecznie pojechaliśmy na Wyspę Sobieszewską. Kontakt z naturą uspokaja, a wiatr oczyszcza brudne myśli, dzięki temu łatwiej optymistycznie zaplanować nowy rok.

W trakcie lub po spacerze koniecznie trzeba ogrzać się ciepłym napojem. Niezależnie od kolorów zimowego pejzażu. Ostatnio gustuję w ziołowych i cytrusowych naparach, szczególnie pomarańczowych. Poniżej prosty przepis. Reszta opowieści w obrazkach.



Napar z pomarańczy, imbiru i goździków / 2 kubki
  • pomarańcza
  • 2 plastry imbiru
  • 2 goździki
  • 2 łyżki miodu/syropu z agawy/syropu z pędów sosny
  • woda
  • laska cynamonu (opcjonalnie)
  1. Pół pomarańczy kroimy na plasterki, a każdy plaster na 4 części. Wrzucamy je do szklanek, dodajemy po goździku, plastrze imbiru i lasce cynamonu (opcjonalnie).
  2. Z drugiej części pomarańczy wyciskamy sok, rozlewamy do szklanek i dodajemy po łyżce miodu.
  3. Składniki zalewamy wrzącą wodą, mieszamy i odstawiamy na kilka minut.
Ps. Pomarańczę najlepiej wybrać ekologiczną lub sparzyć skórkę wcześniej wrzątkiem.
Tosia

piątek, 12 września 2014

Korzenny bulion z makaronem soba i pieczoną dynią


Od kilku lat rozpoznaję zbliżającą się jesień w ten sam sposób. Oprócz wypatrywania gałązek koralowej jarzębiny i myślach o zmianie garderoby, przestawiam się na tryb wczesnojesienny w kuchni.
Zaczynam wtedy pić więcej herbaty, o której zapominam trochę latem i powracam do gotowania ukochanych zup, które w wakacje pyrkają na gazie o wiele rzadziej.

Od jakiegoś czasu nie kupuję kurczaków. W związku z tym zmienia się u mnie trochę forma przygotowywania bulionów. Nadal wykorzystuję do tego czasem wołowinę (szponder albo np. kości), ale zaczęłam również eksperymentować z samymi warzywami. Kilka dni temu postanowiłam zerknąć jak to robi Marta (Jadłonomia) i za sprawą jej wpisu na temat wege rosołu zabrałam się za swoją wersję. Wykorzystałam do tego masę przypraw korzennych, które również kojarzą mi się z otwarciem sezonu na jesienno-zimowe gotowanie.

Efekty przerósł moje oczekiwania! Gdy zabierałam się za gotowanie bulionu, nawet nie przyszło mi do głowy, że powstanie z tego wpis na blogu. Zupa tak mnie zaskoczyła swoim aromatem i głębokim smakiem, że postanowiłam podzielić się z Wami swoimi wskazówkami. 

Bulion podawałam z kostkami pieczonej dyni hokkaido, gryczanym makaronem soba i listkami świeżej mięty. Danie będę chętnie serwowała wszystkim znajomym mięsożercom, którzy twierdzą, że z samych warzyw i przypraw nie da się przygotować aromatycznego rosołu.



Korzenny bulion z makaronem soba i pieczoną dynią hokkaido

  • 4-5 l wody
  • 4 duże lub 5 małych marchewek
  • 3 pietruszki
  • korzeń selera
  • zielone liście selera
  • zielone liście pora
  • natka pietruszki lub garść świeżej kolendry z łodygami
  • 2 cebule
  • 4 cm korzenia imbiru
  • ząbek czosnku
  • Przyprawy w I etapie:
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki sosu teriyaki (można pominąć)
  • 2 liście laurowe
  • łyżeczka ziarenek ziela angielskiego
  • łyżeczka pieprzu syczuańskiego lub czarnego
  • 4 goździki
  • laska cynamonu
  • 2 ziarenka kardamonu
  • łyżeczka ziarenek kolendry
  • łyżeczka ziarenek kminu rzymskiego
  • gwiazda anyżu
  • łyżka oleju roślinnego
  • Przyprawy w II etapie:
  • szczypta pieprzu cayenne
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki octu ryżowego (lub soku z cytryny)
  • łyżka oleju sezamowego (lub roślinnego np. rzepakowego)
  • 3 łyżki cukru trzcinowego 
  • świeżo mielony pieprz
  • sól
  • Do podania:
  • 1/2 dyni hokkaido
  • makaron soba
  • sezam
  • listki mięty
  1. Cebule kroimy w ćwiartki (nie musimy obierać), kładziemy na blasze przecięciem ku górze, wrzucamy obok plastry imbiru, obrany ząbek czosnku przecięty na pół i przyprawy z pierwszego etapu. Całość polewamy olejem i wkładamy na górną półkę rozgrzanego piekarnika. Pieczemy w 200 stopniach przez 10-15 minut.
  2. W tym czasie szykujemy warzywa. Pietruszkę, seler i marchewkę obieramy lub dokładnie szorujemy pod wodą i wrzucamy do garnka. Dodajemy liście pora, selera, natkę pietruszki i liście kolendry. Do garnka dodajemy podpieczone cebule z przyprawami. Całość zalewamy zimną wodą. Przykrywamy pokrywką lekko ją uchylając, stawiamy na małym ogniu i gotujemy 3 godziny.
  3. W tym czasie dynię hokkaido myjemy i kroimy w kostkę. Wrzucamy na blachę, skrapiamy olejem i pieczemy przez 20-30 minut w 200 stopniach. Studzimy.
  4. Makaron soba przygotowujemy według instrukcji na opakowaniu, przelewamy zimną wodą i studzimy.
  5. Po 3 godzinach przecedzamy bulion z przypraw i warzyw. Dodajemy szczyptę pieprzu cayenne, sos sojowy, olej sezamowy, ocet ryżowy, cukier trzcinowy, świeżo mielony pieprz i sól. Bulion podgrzewamy kilka minut, następnie go próbujemy i w razie potrzeby dodajemy więcej cukru, soli lub pieprzy do smaku.
  6. Do miseczek wkładamy makaron soba i kawałki dyni, posypujemy je sezamem. Wlewamy gorący bulion i podajemy go z listkami świeżej mięty.
Tosia

wtorek, 10 grudnia 2013

Kalendarz adwentowy #10: Syrop korzenny


Dzisiaj chciałam powrócić do tematu świątecznych prezentów. Wspominałam już przy okazji przepisu na krem piernikowy, że nie ma cenniejszych podarunków od tych zrobionych od serca. Można oczywiście sprawić komuś ogromną przyjemność kupując kosztowny prezent, ale nie będzie on miał specjalnej wartości, jeśli nie będzie przemyślany. 
Sama już wysłałam list do św. Mikołaja z nadzieją, że sprawi mi kilka cudeniek np. w postaci kulinarnych książek, na które od dawna zacieram rączki. Równie mocno ucieszyłby mnie wszelkiego rodzaju "hendmejdy"i taką zasadą kieruję się szykując prezenty bliskim osobom.

Drugim jadalnym prezentem, który postanowiłam Wam zaproponować jest syrop korzenny. Jego przygotowanie nie wymaga specjalnych zdolności kulinarnych, wystarczy 20 minut spędzonych w kuchni i kilka składników. A właściwie przypraw, cukru oraz wody.
Syrop testowałam już dziś w kawie, swoim zapachem wspaniale oddaje magię świąt. Wyobrażam go też sobie jako dodatek do naleśników, herbaty i grzanego piwa. Wkrótce to sprawdzę!

Syrop korzenny
  • 300 ml wody
  • 300 g cukru trzcinowego (można zastąpić cukrem białym)
  • laska cynamonu lub łyżeczka mielonego cynamonu
  • 3 goździki
  • gwiazda anyżu
  • 3 ziela angielskie
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • laska wanilii lub łyżeczka ekstraktu z wanilii
  1. Wszystkie składniki umieszczamy w rondelku (laskę wanilii przecinamy i dodajemy ziarenka oraz skórkę).
  2. Całość gotujemy na małym ogniu przez 20 minut.
  3. Po tym czasie wyciągamy przyprawy i studzimy syrop.
  4. Szklanką butelkę sparzamy i przelewamy do niej syrop.
  5. Przechowujemy w lodówce do 2 tygodni.
Tosia

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Kalendarz adwentowy #2: Grzany cydr



Tegoroczny listopad nie należał do najgorszych, ale z ogromną radością powitałam nowy miesiąc. Grudzień to mój ulubiony okres w roku i wiele razy przyniósł mi szczęście. 
Od soboty pejzaż za oknem nie zmienił się wcale, jednak świat wydaje się być jakiś piękniejszy.

Coś czuję, że do ulubionego kubka będę teraz częściej nalewała gorącą czekoladę z pomarańczową nutą i grzane wino. Dom wypełnią  korzenne zapachy, które regularnie będą się unosiły z kuchni. Oprócz odliczania do świąt za sprawą naszego Kalendarza Adwentowego, oficjalnie otwieram także sezon na wszelkiego rodzaju grzańce.

Dziś serwuję cydr na ciepło, który zdążyłam już testować na gościach. Z każdym łykiem ich pozytywne zaskoczenie rosło. Trunek zyskał znakomite recenzje. Jest delikatniejszy od klasycznego grzanego wina, przez co znika wyjątkowo szybko. Rozgrzewa i poprawia humor już od pierwszego kieliszka!

Można go przygotować z przyprawami korzennymi, które akurat mamy w kuchni. W cydrze znalazł się także imbir, który moim zdaniem doskonale komponuje się z jego jabłkowym posmakiem.

Grzany cydr
  • litr cydru
  • 200 ml soku jabłkowego
  • sok z 1/2 cytryny
  • skórka z 1/2 cytryny*
  • kilka plastrów pomarańczy*
  • kilka plastrów jabłka
  • 3-4 goździki
  • 1-2 ziarenka ziela angielskiego
  • gwiazdka anyżu
  • kora cynamonowa/łyżeczka cynamonu
  • 2 plastry imbiru
  • 2-4 łyżki cukru 
  1. Wszystkie składniki umieszczamy w rondelku.
  2. Cydr podgrzewamy na małym ogniu i pilnujemy, aby nie doprowadzić do wrzenia.
  3. Grzany napój podajemy z plastrami jabłka/pomarańczy i przyprawami korzennymi.
* Cytrusy należy wcześniej sparzyć i osuszyć.
Tosia

piątek, 15 listopada 2013

Piernik staropolski - etap I


Mam marzenie, aby pod koniec listopada spadł śnieg. Może tak prószyć, aż do końca grudnia. A wraz z Nowym Rokiem powinna przyjść wiosna!

Uwielbiam grudzień i świąteczną atmosferę. Pomijając konsumpcyjny aspekt kupowania prezentów, nie przeszkadzają mi mieniące się na drzewach światełka, bombki w marketach i mikołaje w czekoladzie. Mimo, że co roku rozpoczynam przygotowania do Bożego Narodzenia całkiem wcześnie, to zawsze jakoś zapominam o pierniku staropolskim.

Ciasto na dojrzewający piernik staropolski należy przygotować ok. 5-6 tygodni przed pieczeniem. Tak się składa, że teraz jest na to idealny czas. Już od kilku lat się za niego zabieram i w końcu udało mi się zmobilizować w odpowiednim momencie.
Ufam tradycyjnym recepturom, ale lubię słuchać w kuchni kulinarnej intuicji i do każdego dania przemycać szczyptę siebie. Dlatego miałam w planach przejrzeć kilka tradycyjnych receptur i odrobinę je zmodyfikować pod swój smak. Zanim jednak się za to zabrałam, trafiłam na blog Around the kitchen table, na którym Ewelina zrobiła podobny zabieg. 
Przekształcony przepis bardzo mi odpowiadał, dlatego przygotowując swój piernik zaufałam jej i trochę go jeszcze zmieniłam (np. dlatego, że eksperymenty z ksylitolem jeszcze przed mną). 

Kilka dni przed świętami zabieram się za drugi etap - pieczenie. Jeszcze nie wiem czym przełożę mój piernik, bo pomysłów mam kilka. Mam nadzieję, że jego smak wynagrodzi tych kilka tygodni czekania!


Piernik staropolski - etap I
  • 500 g dobrej jakości miodu
  • 250 g cukru trzcinowego
  • 250 g masła
  • 700 g mąki pszennej
  • 300 g mąki pszennej razowej typ 2000
  • 3 jajka
  • 100 ml mleka
  • 3 łyżki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 60 g przyprawy korzennej (bez dodatku mąki/kakao/cukru, u mnie mieszanka: cynamonu, suszonego imbiru, anyżu, kardamonu, goździków, gałki muszkatołowej, kolorowego pieprzu, ziela angielskiego)
  • 3 cm korzenia świeżego imbiru
  • 3 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej (najlepiej domowej, smażonej w cukrze)
  • skórka starta z 1 pomarańczy
  • skórka starta z 1 cytryny
  • łyżeczka ekstraktu z wanilii
  1. W rondlu z grubym dnem umieszczamy masło, cukier oraz miód. Stawiamy na małym ogniu i podgrzewamy do rozpuszczenia. Dodajemy ekstrakt z wanilii, świeżo starty imbir, skórkę kandyzowaną oraz świeżo startą z cytrusów. Rondelek zestawiamy z ognia i studzimy.
  2. W tym czasie do zimnego mleka dodajemy sodę oczyszczoną, energicznie mieszamy.
  3. Do dużej misy przesiewamy mąkę pszenną i dodajemy mąkę razową. Wsypujemy również przyprawy korzenne i szczyptę soli.
  4. Ostudzoną masę miodowo-maślaną przelewamy do dużej miski. Masa powinna być letnia, lecz nie za zimna. Stopniowo dodajemy do niej mąkę, na przemian z mlekiem z sodą oraz jajkami. Cały czas wyrabiając ciasto mikserem lub drewnianą łyżką.
  5. Dobrze wyrobione ciasto będzie klejące, ale przy tym plastyczne. Przekładamy je do glinianego/kamionkowego naczynia (ja wybrałam do tego makutrę), przykrywamy ściereczką i stawiamy w chłodnym miejscu na 4-6 tygodni. W tym czasie ciasto będzie dojrzewało.
Tosia

niedziela, 29 września 2013

Śniadanie do łóżka #117: Herbaciana jaglanka ze śliwkami


Dzisiejsze śniadanie przebiegało w niecodziennej i trochę nerwowej atmosferze. Zamiast leniwego posiłku w łóżku, od 7 rano szalałam w kuchni, aby wyrobić się na Jesienne śniadanie z Trójmiejską solniczką, które było organizowane w ramach Kulinarnego Szlaku Gdyni. Jedzenie przygotowywane przez dwa dni zniknęło z prędkością światła, ale o tym napiszemy ze Śliwką wkrótce..

Za to w trochę mniej szalone poranki polecam śniadaniowy przepis na rozgrzewającą jaglankę. Kaszę ugotowałam w korzennej herbacie, ale oczywiście można ją także ugotować w mleku, czy wodzie. Przyprawiłam ją miodem, ponieważ nie potrafię sobie odmówić odrobiny słodyczy, a sama kasza jest bardzo zdrowa i warto ją jeść. Więcej zaletach kaszy jaglanej wspominałam już w tym wpisie.
Jaglanka utrzymana jest w jesiennym klimacie, bowiem jej najważniejszym dodatkiem są korzenne śliwki. Myślę, że z innymi owocami np. jabłkami, czy brzoskwiniami byłoby równie smacznie, więc przepis można śmiało modyfikować przez cały rok!

Herbaciana jaglanka ze śliwkami/1-2 porcje
  • szklanka kaszy jaglanej
  • 2 szklanki zaparzonej herbaty (zielonej/korzennej) lub wody
  • goździk
  • kawałek kory cynamonowej
  • strączek kardamonu
  • szczypta soli
  • łyżka miodu
  • Sos śliwkowy:
  • kilka śliwek (100-150 g)
  • łyżka zaparzonej herbaty lub wody
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 2 goździki
  1. Na patelnię wsypujemy kaszę jaglaną i przyprawy. Prażymy na małym ogniu kilka minut, aż przyprawy zaczną wydzielać zapach. Kaszę z goździkami, korą cynamonową i kardamonem przekładamy do rondelka, zalewamy 2 szklankami herbaty lub wody i stawiamy na małym ogniu.
  2. Kaszę gotujemy (według wskazówek na opakowaniu) aż wchłonie wodę, a na jej powierzchni pojawią się pęcherzyki. W zależności od jakości kaszy będzie to trwało od 5 do 15 minut.
  3. W tym czasie do drugiego rondelka wrzucamy przepołowione śliwki bez pestek. Dodajemy łyżkę herbaty lub wody, cukier trzcinowy, goździki i cynamon. Dusimy przez kilka minut, aż śliwki zmiękną.
  4. Ugotowaną kaszę mieszamy z miodem i nakładamy do miseczki lub przekładamy do wysokiego naczynia i miksujemy blenderem na "pudding".
  5. Kaszę podajemy z ciepłymi śliwkami i sosem, który powstał w trakcie gotowania owoców.
Tosia

niedziela, 23 grudnia 2012

Śniadanie do łóżka #79: Świąteczny pudding


Tegoroczne święta są dla mnie wyjątkowe, bo po raz pierwszy, od początku do końca spędzę je z ukochanym. Dokładnie rok temu, w świątecznej atmosferze, trwały przygotowania do wielkiej przeprowadzki i urządzania przyszłego mieszkania.
Spędziliśmy w nim już prawie cały rok, aż w końcu nadeszły święta. W tym roku nikt nie zmuszał nas do zimowych porządków, więc musieliśmy zaplanować je sami. Cudownie pachnącą choinkę kupioną po wytargowanej cenie mogliśmy w końcu ubrać według naszego gustu. Rezygnując ze święcących się na wszystkie strony bombek, łańcuchów, a stawiając na prostotę, tak jak lubimy.
 Aby podczas jutrzejszej wigilii być cały czas razem, musieliśmy to dobrze opracować strategicznie.
Popołudniu ugościmy jedną rodzinę, a wieczorem pojedziemy do drugiej. W związku z tym czeka nas dziś sporo przygotowań. Większość dnia spędzę w kuchni, nawet nie wychodząc z domu.
Z takimi pracowitymi planami, musieliśmy zacząć od dzień od pożywnego śniadania, które przyniesie nam sporo energii i wprowadzi w świąteczny nastrój. 
Wybrałam świąteczny pudding chlebowy. Czyli kromki chleba tostowego, przekładane powidłami śliwkowymi z dodatkiem żurawiny, przyprawy korzennej i orzechów. Pudding nabrał odpowiedniej konsystencji, dzięki zalaniu chleba masą mleczno-jajeczną i krótkim zapieczeniu go w piekarniku. Takie śniadanie robi się bardzo szybko, co jest dodatkowym atutem, bo dziś wystarczająco dużo czasu poświęcę na przygotowywanie wigilijnych potraw.

Świąteczny pudding chlebowy
  • 5 kromek chleba tostowego
  • jajko
  • żółtko
  • 120 ml śmietanki kremówki
  • 80 ml mleka
  • kilka łyżek powideł śliwkowych
  • łyżka cukru
  • łyżeczka przyprawy korzennej
  • garść: suszonej żurawiny, posiekanych orzechów laskowych, płatków migdałowych
  • kilka łyżek masła
  1. Kromki chleba kroimy pod skosem na pół, a otrzymane trójkąty jeszcze raz na pół. Każdy mały trójkącik z chleba smarujemy powidłami śliwkowymi i ze sobą łączymy, tworząc "mini kanapki". 
  2. Formę do zapiekania smarujemy masłem. Wykładamy kanapeczkami z powidłami. Posypujemy bakaliami, cukrem oraz przyprawą korzenną.
  3. Do miseczki wbijamy jajka, dodajemy śmietankę kremówkę oraz mleko. Całość dokładnie ze sobą mieszamy i wylewamy na chleb w formie.
  4. Pudding pieczemy w 200 stopniach przez 20-25 minut. Podajemy od razu lub studzimy i wkładamy do lodówki, aby potem odgrzać.
Tosia

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Zimowa zapiekanka


































Święta Bożego Narodzenia to nie tylko wigilia, o czym mam wrażenie czasem się zapomina, skupiając się na bezmięsnych daniach. Wypatrywanie pierwszej gwiazdki na niebie, dzielenie się opłatkiem i biesiada podczas postnej kolacji to dopiero początek spotkań z bliskimi. Trzeba przygotować także potrawy na resztę świątecznych dni.
 Już od kilku dni zacieram rączki na myśl o uczcie z kaczką w roli głównej w pierwszy dzień świąt. Wtedy też będę mogła trochę odpocząć od kuchni, jedynie pomagając trochę organizatorce obiadu. W drugi dzień świąt czekają mnie znowu goście, których mam zamiar uraczyć wyjątkową kolacją. Planując menu już teraz, doszłam do wniosku, że po dwóch dniach jedzenia tradycyjnych potraw, każdy zacznie nabierać ochoty na coś nowego. Dlatego zaserwuję intrygujące potrawy, które mimo wszystko będą utrzymane w świątecznym klimacie.
Jednym z dań będzie zimowa zapiekanka, nad której smakiem pracowałam już kilka dni temu. Jej sekretne składniki to między innymi pierś indyka, imbir, cynamon, goździki, piwo korzenne i żurawina. Całość ugotowana w melasie trzcinowej, a następnie przykryta purée z batatów i podpieczona w piekarniku. Zapiekanka jest sycąca i mocno rozgrzewająca, dlatego mam ją zamiar podać w małych kokilkach, obok innych dań. W wersji obiadowej wybrałam dużą formę.
Zapiekankę polecam nie tylko w święta :)


Zimowa zapiekanka
  • batat 
  • 350 g piersi indyka
  • cebula
  • marchewka
  • 1/2 papryki
  • biała część pora
  • 2 ząbki czosnku
  • 2-3 cm korzenia imbiru
  • 1/2 laski cynamonu
  • 3-4 goździki
  • 50 g melasy trzcinowej (można zastąpić miodem)
  • 50 ml piwa korzennego (u mnie Książęce)
  • garść suszonej żurawiny
  • żółtko
  • szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz
  1. Batat obieramy, kroimy na mniejsze części i gotujemy we wrzącej osolonej wodzie. 
  2. W tym czasie przygotowujemy farsz do zapiekanki. Pierś indyka kroimy w drobną kostkę, przyprawiamy pieprzem oraz solą i wrzucamy na rozgrzaną oliwę (łyżeczkę). Mięso smażymy przez kilka minut, aż zarumieni się z każdej strony. Odsączamy je z tłuszczu i przekładamy do miseczki.
  3. Patelnię wycieramy ręcznikiem papierowym, dodajemy oliwy i wrzucamy posiekaną drobno cebulę, czosnek oraz imbir. Chwilę szklimy i dodajemy pora, startą marchewkę na tarce o drobnych oczkach oraz posiekaną drobno paprykę. Warzywa mieszamy i chwilę dusimy.
  4. Gdy słodkie ziemniaki będą miękkie, odcedzamy z wody i robimy za pomocą praski purée. Mieszamy z żółtkiem, przyprawiamy gałką muszkatołową, solą i pieprzem. Odstawiamy.
  5. Do warzyw na patelni dodajemy wcześniej podsmażone mięso. Wlewamy melasę, dodajemy cynamon, goździki i żurawinę. Całość mieszamy i chwilę podgrzewamy. Następnie wlewamy piwo korzenne. Sos dusimy jeszcze kilka minut, aż płyn odparuje.
  6. Do żaroodpornej formy przekładamy przygotowany farsz. Na wierzch wykładamy purée ze słodkich ziemniaków.
  7. Zapiekankę pieczemy przez 25 minut w 180 stopniach. 
Tosia

czwartek, 29 listopada 2012

Gorąca czekolada z pomarańczą

































Kiedy spojrzysz na nią po raz pierwszy, zachwyci Cię swoim urokiem. Mało kto potrafi tak kusić. 
Gdy będziesz przyglądać jej się dłużej, na pewno to zauważy. Poczujesz na ciele lekki dreszcz. Zaczniesz nerwowo na nią zerkać i odwracać prędko wzrok. Wtedy będzie już po Tobie! Nie zapomnisz o niej, póki nie spróbujesz chociaż jednej, małej kosteczki.
Tak miałam ostatnio, kiedy po raz kolejny podziwiałam Juliette Binoche przygotowującą własnoręcznie wyrzeźbione w czekoladzie pralinki. Kto obejrzał "Czekoladę", ten na pewno zna to uczucie. Scena, w której Juliette nalewa gorącą czekoladę do filiżanki sprawiła, że i ja musiałam poczuć jej smak.

Czy jest coś, co potrafi Wam poprawić humor w deszczowy, listopadowy dzień? Kiedy jest wieczór, a wy jesteście już naprawdę zmęczeni całym dniem. A następny, spędzilibyście najchętniej nie wychodząc z łóżka?
Często wystarczy uśmiech ukochanej osoby, albo rozmowa z przyjacielem. Innym, w ramach terapii może pomóc już tylko czekolada.
Ja postanowiłam zmęczonej przyjaciółce zaserwować podwójną dawkę. Przygotowałam dla nas gorącą czekoladę z pomarańczą i nutą korzenną. 
Dobry nastrój wrócił od razu :)

Gorąca czekolada z pomarańczą i nutą korzenną/1 porcja
  • 50 g gorzkiej czekolady
  • 100 ml śmietanki kremówki
  • 150 ml mleka 3,2 %
  • 2 łyżeczki kakao
  • łyżeczka cukru
  • łyżka świeżo startej skórki pomarańczy
  • plaster pomarańczy
  • 2 goździki
  • laska cynamonu
  1. Do rondelka wlewamy kremówkę i mleko. Dodajemy połamaną na kawałki czekoladę, goździk i laskę cynamonu.
  2. Pomarańczę myjemy (warto dodatkowo sparzyć) i ścieramy z niej skórkę na tarce o małych oczkach. Dodajemy do reszty składników w rondelku.
  3. Napój podgrzewamy na małym ogniu.
  4. W tym czasie do wysokiej szklanki lub kubka wsypujemy kakao i łyżeczkę cukru. Dodajemy łyżkę zimnej wody i energicznie mieszamy utworzoną kakaową masę.
  5. Do szklanki dodajemy plaster pomarańczy, ukrojony na 4 części oraz goździk. Długą łyżeczką lekko zgniatamy miąższ pomarańczy, aby puściła sok.
  6. Sprawdzamy, czy czekolada rozpuściła się w mleku. Mieszamy ją trzepaczką, aby składniki się ze sobą połączyły. Gotującym się czekoladowym mlekiem, zalewamy masę kakaową z pomarańczą.
  7. Całość dokładnie mieszamy. Dodatkowo gorącą czekoladę można spienić przyrządem do spieniania mleka, aby utworzyła się pianka.
Tosia

sobota, 17 listopada 2012

Słodka sobota #80: Korzenne ciasteczka

































Wczoraj spacerując wieczorową porą, oglądałam instalacje wizualne w przestrzeni miejskiej Gdańska (więcej o Narracjach tu). Wieczór był naprawdę chłodny, dlatego rozgrzewałam się grzanym winem z termosu. Trzymałam go w torebce czekając na moment krytyczny, kiedy wszystkim będzie już naprawdę zimno. Wyjęty termos wywołał na twarzach zaskoczonych znajomych uśmiechy. Grzaniec nie tylko sprawił, że zrobiło się ciepło, ale także czarował swoim zapachem. 
Korzenne aromaty wprowadzają mnie w świąteczny nastrój, mimo że za nami dopiero pierwsza połowa listopada. 
Goździki, skórka pomarańczowa i laska cynamonowa utopione w czerwonym winie wywołały we mnie jeszcze większą ochotę na coś słodkiego o tym cudownym zapachu.
A marzenia są przecież od tego, aby je spełniać! 
Na piernik jest jeszcze dla mnie zdecydowanie za wcześnie. Upiekłam popękane ciasteczka z własnoręcznie przygotowaną przyprawą do piernika. Komponując ją, nie chciałam przesadzić z ilością przypraw, ponieważ ciasteczka mają być przyjemne w przygotowywaniu i nieskomplikowane. A nuta korzenna w ciastkach nie powinna za bardzo dominować. Połączyłam imbir z cynamonem, czarnym pieprzem, gałką muszkatołową oraz goździkami. To w zupełności wystarczyło i zaspokoiło moją ochotę na korzenne aromaty.
Ciasteczka miło chrupać popijając grzane wino albo mleko już teraz, ale oczami wyobraźni widzę je już obok puszki z pierniczkami na wigilijnym stole :)

Korzenne ciasteczka
  • 170 g masła
  • 260 g cukru trzcinowego
  • 450 g mąki pszennej
  • jajko
  • łyżeczka ekstraktu z wanilii (można pominąć)
  • łyżeczka sody oczyszczonej
  • łyżeczka suszonego imbiru
  • pół łyżeczki cynamonu
  • pół łyżeczki ziaren czarnego pieprzu
  • 1/4 startej gałki muszkatołowej
  • 5 goździków
  1.  Masło ucieramy mikserem z cukrem na puszystą masę. Dodajemy jajko oraz ekstrakt z wanilii i dalej miksujemy.
  2. Mieszamy imbir z cynamonem, ziarnami pieprzu, gałką muszkatołową oraz goździkami. Przyprawy ucieramy za pomocą moździerza aż wszystkie będą sypkie.
  3. 4 łyżeczki powstałej przyprawy mieszamy z przesianą mąką oraz sodą oczyszczoną.
  4. Miksując masę maślaną, wsypujemy powoli mąkę z przyprawą korzenną. Gdy wszystkie składniki się ze sobą połączą, lepimy z masy kulki wielkości orzecha włoskiego.
  5. Kulki z ciasta lekko spłaszczamy i kładziemy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia lub na silikonowej macie. 
  6. Ciasteczka pieczemy w 200 stopniach, przez 12 minut. Blachę z upieczonymi ciasteczkami wyciągamy z piekarnika. Ciasta spłaszczamy delikatnie łopatką, przekładamy na kuchenną kratkę i posypujemy cukrem pudrem.
Tosia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...