Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiaty. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 czerwca 2017

Nalewka z czarnego bzu


Uwielbiam maj za to, że pachnie dzikim bzem, to jeden z moich ulubionych zapachów! Ale czerwiec też ma wiele do zaoferowania w temacie "bzowym", bowiem zaczyna się sezon na czarny bez, z którego można sporo wyczarować w kuchni.

Zawsze gdy ktoś chce rozpocząć swoją przygodę z sezonowym zbieractwem polecam, aby zabrał się za czarny bez. Rośnie jak szalony w parkach, na łąkach i działkach. Ja zbieram go spacerując wzdłuż nadmorskiego bulwaru. Trudno sobie wyobrazić piękniejszą scenerię!

Od kilku lat mój czerwcowy romans z bzem przebiegał podobnie, najpierw smażę z nim placuszki (przepis), a następnie szykuję  syrop, który jest bazą do lemoniad, drinków, albo dodatkiem do naleśników. W tym roku było podobnie, sezonowy flirt zaczęłam od racuchów, następnie przygotowałam wielki słój z syropem. I wtedy mnie natchnęło, aby dwa dni później dolać do niego wódkę i zostawić na tydzień, albo dwa. Wyszła z tego świetna naleweczka, która rozkręci każdego. A jeśli marzy Wam się coś naprawdę mocnego - sięgnijcie po spirytus. A teraz czas na shocika ;)


Nalewka z czarnego bzu
  • 5 szklanek baldachów czarnego bzu
  • 1,5 l wody
  • 600 g cukru trzcinowego (można zastąpić białym)
  • 5 plastrów imbiru
  • cytryna
  • 0,5 - 0,7 l wódki lub spirytusu *
  1. Do garnka wlewamy wodę, wsypujemy cukier, gotujemy przez 15 minut na średnim ogniu, aż syrop zgęstnieje.
  2. Kwiaty czarnego bzu kładziemy np. na gazecie i zostawiamy na chwilę, aby "lokatorzy" opuścili baldachy. Odcinamy grube łodygi, zostawiamy tylko delikatne gałązki i kwiaty.
  3. Kwiaty przekładamy do dużego słoja, dodajemy plastry cytryny i imbiru. Zalewamy ciepłym syropem. Słój przykrywamy gazą/ściereczką i zostawiamy na dobę lub dwie).
  4. Po tym czasie dolewamy do syropu alkohol, mieszamy, przykrywamy ponownie i zostawiamy na minimum tydzień (polecam na 2 tygodnie).
  5. Gotową nalewkę przelewamy przez sito i zlewamy do wyparzonych butelek. Przechowujemy w suchym miejscu do kilku miesięcy.
* W zależności od mocy jaką chcemy uzyskać wybieramy 0,5 lub 0,7 l. Przy lżejszej nalewce proponuję wódkę, można także wymieszać wódkę ze spirytusem pół  na pół.

Tosia

czwartek, 8 czerwca 2017

Kompot z rabarbaru z bzem


Niebezpiecznie jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie - tak śpiewał Sidney Polak, albo brzdąkał Pezet otwierając wino ze swoją dziewczyną. Mieli chłopaki sporo racji, co dopiero zakwitł bez i oczarował nas swoim zapachem, a już powoli trzeba się z nim żegnać. Na szczęście bez powraca co roku jak bumerang i oby ten cykl trwał wiecznie. A zanim zniknie proponuję przemycić ostatnie jego kwiaty do rabarbarowego kompotu.


Kompot zawsze kojarzył mi się z ciepłem rodzinnego domu. Ostatnio odwiedziła mnie mama i babcia, a ja przywitałam je wiosennym kompotem. Kiedyś one gotowały go dla mnie, teraz role się odwracają. Kompot powraca zatem jak bumernag, chociaż w trochę nowej formie. Spróbujcie go wzbogacić o kwiatowe aromaty :)


Kompot z rabarbaru z bzem
  • 0,5 kg rabarbaru
  • 1,2 l wody
  • 80 g cukru trzcinowego
  • sok z 1/2 cytryny
  • łyżka wody różanej
  • gałązka bzu
  • truskawki (do podania)
  1. Rabarbar kroimy w kostkę, wrzucamy do garnka, zasypujemy cukrem i karmelizujemy 5 minut. 
  2. Kwiatki bzu odrywamy z gałązki. Rabarbar zalewamy wodą, dodajemy wodę różaną i kwiaty. 
  3. Całość gotujemy ok. 10 minut. Kompot doprawiamy sokiem z cytryny i próbujemy. W razie potrzeby dosładzamy i jeszcze krotko gotujemy.
  4. Kompot studzimy, serwujemy z truskawkami i świeżymi kwiatami bzu. Można go również rozcieńczyć lub dodać kostki lodu.
Tosia

środa, 29 czerwca 2016

Makaron z kurkami i smażonymi kwiatami cukinii


Ostatnio pomyślałam, że chyba całkowicie zdziadziałam. Wszystko przez mały, balkonowy ogródek, który marzył mi się od jakiegoś czasu, ale nigdy jakoś nie dochodził do skutku. Od kiedy zasadziłam na nim cukinie, pomidorki i papryki, jedną z pierwszych rzeczy jakie robię po przebudzeniu jest sprawdzenie, jak rozwija się mój mały balkonowy świat. Nie przypuszczałam, że tyle radości mogą sprawić dojrzewające kwiaty cukinii! Jeśli chcecie na co dzień obserwować postępy ze mną, zapraszam na mojego snapchata @sliwkamarta.

Nadszedł dzień, kiedy wreszcie nadawały się do ścięcia. Trochę mi ich było szkoda, ale chrapka na coś pysznego zwyciężyła. Wiecie jak to jest, macie coś wyjątkowego i boicie się zrobić cokolwiek, żeby nie zepsuć tego skarbu. No, ale jednak udało mi się wymyślić coś, co wiedziałam, że mnie zadowoli.


A stworzyłam coś, co może być potraktowane jako jedna potrawa, lub podzielone na części. Bo każdy element smakuje niesamowicie zarówno oddzielnie jak i jako duet. Wyjęłam z szafki mój najlepszy makaron, który przyjaciółka przywiozła mi z Włoch, ruszyłam na rynek po kurki i zaczęłam działać. I wiecie co wam powiem? Nie wiem czy to bezapelacyjna miłość do kurek, czy urok tych pięknych kwiatów, ale z ręką na sercu, to chyba jedna z lepszych potraw jakie udało mi się stworzyć kiedykolwiek w całej mojej kulinarnej historii. A jeśli nie macie kwiatów cukinii, zaszalejcie z najprostszym na świecie makaronem z kurkami, bo warto.



Makaron z kurkami (2 porcje)

- 150 g dowolnego makaronu
- 200 g małych kurek
- 1 cebula
- 3 łyżki masła
- 2 łyżki mascarpone
- kieliszek białego wina
- sól
- pieprz
- parmezan

  1. W dużym garnku nastaw wodę na makaron soląc go 1 łyżką soli. 
  2. Poszatkuj cebulę, kurki umyj. Na patelni rozgrzej masło i dodaj cebulę i kurki. Smaż około 5 minut. Dodaj mascarpone, smaż aż się rozpuści. Dodaj wino i duś do momentu kiedy większa część wyparuje i całość stanie się gęsta. Dopraw solą i sporą porcją pieprzu. Odstaw na bok. 
  3. Ugotuj makaron zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu. 
  4. Przed końcem gotowania makaronu podgrzej ponownie sos. 
  5. Odcedź makaron na sitku i wrzuć na patelnię z sosem, dobrze wymieszaj. 
  6. Poukładaj na nim usmażone kwiaty cukinii (lub nie, jeśli nie decydujesz się na wersję z kwiatami) i posyp świeżo startym parmezanem. 


Smażone kwiaty cukinii z kozim serem ( 2 porcje)

- 12 kwiatów cukinii
- 150 g miękkiego koziego sera
- 3 łyżki poszatkowanych suszonych pomidorów
- 30 g migdałów w słupkach
- tabasco lub pieprz cayenne
- sól

- 1 jajko
- pół szklanki bułki tartej

- olej rzepakowy- do smażenia

  1. Podpraż migdały na suchej patelni aż zbrązowieją. Poszatkuj je drobno. 
  2. Przygotuj kozi ser. Dodaj do niego poszatkowane migdały i suszone pomidory. Dopraw tabasco (lub pieprzem cayenne) i dosól. 
  3. Każdy kwiat weź do ręki, rozchyl delikatnie płatki i nafaszeruj serem. Możesz użyć do tego worków z odpowiednią końcówką, ale ja skończyłam na upychaniu kremu palcami i również wyszło nie najgorzej.
  4. Nafaszerowane kwiaty ułóż na talerzu i posyp solą. 
  5. W jednej misce rozstrzep widelcem jajko, do drugiej wsyp bułkę tartą. Maczaj kwiaty najpierw w jajku, a później obtaczaj je w bułce. Ułóż z powrotem na talerzu. 
  6. W głębokiej patelni rozgrzej około 2-3 cm oleju. Poczekaj aż będzie odpowiednio gorący i kładź na niego delikatnie kwiaty cukinii. Smaż aż zbrązowieją, obracając je co jakiś czas. 
  7. Wyłów i ułóż na ręczniku papierowym aby usunąć nadmiar tłuszczu. 
Śliwka

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Torcik Pavlova z truskawkami i czarnym bzem



Tak bardzo cieszy mnie początek lata i wszystkie sezonowe cudowności, że aż nie wiem jak te wszystkie dary po równo wykorzystać. Wprowadzam zatem stopniowo do kuchni coraz to nowe smaki nadchodzących wakacji, chociaż nie ukrywam, że do tej pory królowały u mnie najbardziej truskawki. Zjadłam ich już wystarczającą ilość, więc jestem gotowa na przyjaźń z morelami, czereśniami i malinami. A i wkrótce chętnie przytulę jagody.

Zanim to jednak nastąpi, musiałam zrobić jeszcze jeden deser z truskawkami, który pozwoli im być prawdziwą wisienką na torcie. Czym byłaby krucha i delikatna beza bez odpowiedniego towarzystwa? Suchą i słodką postacią, piękną, ale bez wyrazu. To krem i dodatki sprawiają, że staje się czymś wyjątkowym, dla oczu i podniebienia.

Krem mojej czerwcowej bezy tworzy mascarpone, kasza manna i syrop z czarnego bzu. Wierzch ozdobiłam słodko-kwaśnymi kaszubskimi truskawkami, które wspaniale kontrastują fakturą i smakiem z bezą i kremem. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy pokusi się o przygotowanie syropu z bzu, dlatego podpowiem, że w przepisie zamiast 70 ml syropu, możecie dać do kremu 70 g jakiejś kwaskowatej konfitury. Będzie równie pysznie :)

W recepturze starałam się opisać dokładnie istotne szczegóły, które pozwolą wam osiągnąć wymarzoną bezę. Podążajcie za wskazówkami, a będziecie zadowoleni!


Torcik Pavlova z truskawkami i czarnym bzem
  • 4 białka
  • 270 g białego cukru
  • szczypta soli
  • łyżeczka octu winnego
  • łyżeczka mąki ziemniaczanej
  Krem:
  • 250 g mascarpone
  • 70 ml syropu z czarnego bzu
  • 100 ml mleka
  • 4 łyżki błyskawicznej kaszy manny
  • 50 g cukru pudru
Dodatki:
  • truskawki
  • kwiaty czarnego bzu
 Beza:
  1. W metalowej lub szklanej misce ubijamy białka ze szczyptą soli. Gdy masa się spieni (ale nie będzie jeszcze sztywna), dodajemy po łyżce cukru i dalej miksujemy masę.
  2. Gdy cukier wymiesza się odpowiednio z białkami i utworzy sztywną masę, dodajemy ocet oraz mąkę ziemniaczaną, mieszamy delikatnie szpatułką lub robimy dwa obroty mikserem.
  3. Piekarnik rozgrzewamy do 150 stopni. 
  4. Blachę wykładamy pergaminem. Przekładamy masę na środek blachy i formujemy koło (można wcześniej narysować ołówkiem zarys o średnicy mniej więcej 20 cm). Staramy się, aby beza była wysoka, a w środku miała wgłębienie. Robimy przy pomocy łyżki charakterystyczne wierzchołki.
  5. Bezę wstawiamy do piekarnika, pieczemy 5 minut, następnie zmniejszamy temperaturę do 100 stopni i pieczemy przez 2 godziny.
  6. Upieczoną bezę studzimy, następnie dekorujemy kremem, owocami i kwiatami. Torcik przechowujemy w lodówce lub serwujemy od razu.
 Krem:
  1. W rondlu podgrzewamy mleko, gdy zacznie bulgotać, wsypujemy kaszę. 
  2. Energicznie mieszamy, aby uniknąć grudek i gotujemy przez kilka minut, czekając, aż kasza zgęstnieje. Studzimy.
  3. Mascarpone ubijamy mikserem z cukrem pudrem, dodajemy po łyżce kaszy i czekamy, aż składniki się dokładnie połączą. Na koniec wlewamy cienką strużką syrop i jeszcze krótko miksujemy masę.
  4. Chłodzimy krem w lodówce, następnie dekorujemy nim bezę.
Tosia

wtorek, 14 czerwca 2016

Sezon na czarny bez: Imbirowy syrop z czarnego bzu


Co prawda czerwiec smakuje truskawkami, ale pachnie dzikim bzem. To ciekawe, bo kiedyś nie przepadałam za aromatem czarnego bzu, z roku na rok doceniam go coraz bardziej. Nie tylko pod względem zapachowym, ale także smakowym.

Jeśli pociąga Was sezonowe zbieractwo, ale nie wiecie jak się do tego zabrać, to myślę, że dziki bez będzie do tego idealny. Rośnie jak szalony w parkach, na łąkach, działkach, a nawet przy nadmorskim bulwarze, dlatego prawdopodobnie nie będziecie mieli problemu, aby go odnaleźć.

Kilka baldachów kiatów polecam zanurzyć w cieście i usmażyć na patelni (przepis), z reszty warto zrobić syrop, aby zachować kwiatowy aromat na dłużej. Syrop robi się łatwo i przyjemnie, a bez zamknięty w butelce będzie świetną bazą do orzeźwiających lemoniad na wakacyjne pikniki, imprezowych drinków z rumem i limonką, a także polewą do śniadaniowych naleśników.

Syrop robię na bazie cukru trzcinowego, ale tak naprawdę możecie sięgnąć po biały, zmniejszyłabym w takim wypadku jego ilość, powiedzmy o 80 g. Do pierwszej partii tegorocznego syropu dodałam imbiru, ponieważ uznałam, że świetnie komponuje się z aromatem bzu i cytryną. Jeśli jednak rozpoczynacie kwiatową przygodę w kuchni to możecie z imbirowego dodatku zrezygnować. Gwarantuję, że w obu przypadkach będziecie zadowoleni z efektów :)




Imbirowy syrop z czarnego bzu / 1 l
  • 1 l wody
  • 400 g cukru trzcinowego
  • 4 cm korzenia imbiru
  • 4 szklanki baldachów czarnego bzu
  • 1 cytryna
  1. Wlewamy do garnka wodę, dodajemy cukier i plastry imbiru. Gotujemy na średnim ogniu mniej więcej 20 minut, aż syrop zgęstnieje.
  2. Zebrane kwiaty czarnego bzu kładziemy na gazecie i zostawiamy na godzinę, aż lokatorzy opuszczą baldachy. Odcinamy grube łodygi, zostawiamy tylko delikatne gałązki i kwiaty.
  3. Kwiaty przekładamy do misy, dodajemy plastry cytryny. Zalewamy gorącym syropem z imbirem. Misę przykrywamy ściereczką i zostawiamy na dobę lub dwie (u mnie ok. 36 godzin).
  4. Po upływie tego czasu odcedzamy i dokładnie wyciskamy płatki na sicie.
  5. Syrop przelewamy do garnka i podgrzewamy kilka minut lub od razu przelewamy do wyparzonych szklanych butelek. Syrop można dodatkowo pasteryzować i przechowywać nawet rok.
  6. Otwarte butelki trzymamy w lodówce do dwóch tygodni.
Tosia

czwartek, 21 kwietnia 2016

Napar z forscycji i imbiru


Jeśli masz wrażenie, że czujesz się niewyraźnie - nie sięgaj po Rutinoscorbin! Wybierz się w teren i nazbieraj kwiaty forsycji. Na pewno kojarzysz krzewy z kwitnącymi żółtymi kwiatami, otóż są one jadalne i można je ciekawie wykorzystać w kuchni. Zawierają sporo rutyny organicznej, która jest zdecydowanie bardziej wydajna niż ta z tabletek. Kwiaty można dodawać do smoothie, omletów, zrobić z nich syrop lub nalewkę.

Podobno jeszcze łatwiej wyciągnąć z forsycji cenną rutynę, jeśli namoczy się płatki w spirytusie. Świetnie komponuje się także ze wszystkimi składnikami zawierającymi witaminę C. Dlatego planuję ją jutro zmiksować z owocami na śniadaniowy koktajl.

Dziś jednak postanowiłam wypróbować kwiatowej herbaty. Wystarczy zalać świeże płatki wodą o temperaturze 80 stopni i odczekać kilka minut. Dodatkowo dodałam jeszcze plasterki imbiru, a gdy napój stał się letni, dodałam do niego dosłownie pół łyżeczki syropu klonowego. Podobnie można postąpić z miodem, ważne jednak, aby zrobić to na koniec, wtedy nie straci cennych właściwości. Słodzić jednak nie trzeba, to tylko luźna propozycja.

Napar z kwiatów jest naprawdę niezły, smakiem i aromatem przypomina zieloną herbatę jaśminową. Część kwiatów zamierzam zasuszyć, ale na pewno jeszcze trochę z nimi poeksperymentuję :)

Ps. Pamiętajcie, aby kwiaty rosły z daleka od drogi. Warto także zbierać po trochu z kilku krzaczków, aby nie atakować tylko jednego.


Napar z forsycji i imbiru/ 2 szklanki
  • 5 łyżek kwiatów forsycji*
  • 500 ml letniej wody o temperaturze 80 stopni 
  • 4 plasterki imbiru
  • łyżeczka syropu klonowego lub miodu (opcjonalnie)
  1. Zebrane kwiatki kładziemy na 30 minut na gazecie, aby ewentualni "loaktorzy" mogli je opuścić.
  2. Wrzucamy do 2 szklanek, dodajemy plasterki imbiru.
  3. Zalewamy wodą o temperaturze 80 stopni, zostawiamy na ok. 8 minut.
  4. Po tym czasie napar odcedzamy i ewentualnie dosładzamy syropem klonowym lub miodem.
* Można także wykorzystać wysuszone kwiaty lub namoczone wcześniej w spirytusie.
** Moją forsycjową inspiracją był wpis Klaudyny Hebdy.

Tosia

poniedziałek, 28 września 2015

Jaglane knedle z kaczką w sosie z czarnego bzu


Jeszcze to do mnie nie do końca dotarło, ale miło mi ogłosić, że dzięki Waszym głosom udało mi się wygrać drugi etap konkursu organizowanego przez Expo i Magazyn Usta. Jesteście najlepsi, naprawdę brak mi słów! Dzięki Wam pod koniec października polecę do Mediolanu. Oczywiście możecie się spodziewać relacji na blogu, Instagramie i Snapchacie :)


Przy okazji chciałam opowiedzieć, że rozpoczęła się już trzecia runda konkursu, tym razem tematem było danie główne. Co prawda od jakiegoś czasu prowadzimy na burczymiwbrzuchu cykl "Obiady czwartkowe", ale muszę przyznać, że zadanie to było dla mnie najtrudniejsze. Ciężko zrobić lekkie i pomysłowe danie obiadowe w kreatywny sposób, a jeszcze trudniej je wdzięcznie sfotografować.

Długo główkowałam co przygotować, a moje myśli krążyły głównie wokół kaczki. Na początku chciałam zrobić podwędzaną w woku pierś kaczki, podobną techniką jak przygotowywałam kiedyś łososia. Bałam się jednak, że polegnę na etapie dodatków, dobierając ich zbyt dużo oraz na prezentacji, nieudolnie parodiując profesjonalnych szefów kuchni.

Wtedy stwierdziłam, że zrobię coś co po prostu z przyjemnością zrobiłabym poza konkursem. Danie, które mogłoby się pojawić na blogu w ramach "Obiadów czwartkowych", albo "Wtorku z kaszą" (trochę tęsknię). Moje myśli zaczęły krążyć wokół udanych przepisów, które chętnie bym odtworzyła w nowej formie. Po sukcesie z jaglanymi kopytkami i jaglanymi knedlami z rabarbarem, wybór padł na właśnie na jaglane knedle. Pozostałam przy pomyśle z kaczką i przygotowałam farsz podobny do tego, który pojawił się przy pierogach z kaczką w pomarańczowym maśle. Knedle podałam na sosie, a właściwie musie z gruszki oraz czarnego bzu. Ten słodko-kwaśny dodatek idealnie skomponował się z delikatnymi kluchami z mięsnym farszem.

Danie przypadło do gustu jury, ale ja już nie muszę Was prosić o głosy, ponieważ udało się wygrać w poprzednim zadaniu. Jeśli jednak macie ochotę to na mój przepis można głosować tutaj: 

http://expo.gov.pl/ksiazka_kucharska/215_jaglane-knedle-z-kaczka-w-sosie-z-czarnego-bzu-10-sztuk.html

Ja jednak zachęcam Was do przejrzenia propozycji innych blogerów, ponieważ teraz to im przyda się wsparcie :) A jest w czym wybierać, mi wpadło w oko kilka przepisów.

Ps. Czekam jeszcze na obiecane książki, mam nadzieję, że w tym tygodniu ruszymy na blogu z konkursem!





Jaglane knedle z kaczką w sosie z czarnego bzu / (10 sztuk)
Ciasto:
  • szklanka suchej kaszy jaglanej z jabłkiem (ok. 330 g ugotowanej)*
  • 2 szklanki wody
  • jajko
  • 100 g twarogu półtłustego
  • 150 g mąki orkiszowej jasnej (+ 50 g do podsypania)
  • łyżeczka soli
  • łyżeczka oleju rzepakowego
  • łyżeczka masła
Farsz:
  • 2 piersi kaczki ze skórą
  • cebula
  • ząbek czosnku
  • gałązka rozmarynu
  • żółtko
  • 3 łyżki bułki tartej
  • łyżka oleju rzepakowego
  • łyżeczka octu balsamicznego
  • łyżeczka miodu
  • świeżo mielony pieprz
  • sól
Sos:
  • gruszka
  • czerwona cebula
  • ząbek czosnku
  • 5 łyżek konfitury z czarnego bzu
  • 2 baldachy owoców czarnego bzu
  • gałązka rozmarynu
  • 2 goździki
  • 150 ml miodu pitnego „dwójniak”
  • łyżka octu balsamicznego
  • łyżeczka masła
  • łyżeczka oleju rzepakowego
  • sól, świeżo mielony pieprz
Ciasto:
  1. Szklankę kaszy wsypujemy do rondla, zalewamy 2 szklankami wody, dodajemy pół łyżeczki soli, gotujemy na małym ogniu. Po ok. 15 minutach kasza wchłonie płyn, zestawiamy ją z ognia i studzimy.
  2. Następnie kaszę miksujemy z jajkiem i twarogiem przy pomocy blendera. Do gładkiej masy dodajemy sól i mąkę orkiszową. Całość wyrabiamy ręką lub mikserem do połączenia składników.
  3. Ciasto dzielimy na 10 podobnej wielkości części. Każdą z nich podsypujemy mąką i robimy kulkę, którą rozpłaszczamy.
  4. Na środku kładziemy po łyżce nadzienia, zlepiamy boki ku środkowi tworząc zgrabną kulę. Odkładamy na tacy oprószonej mąką.
  5. Ulepione knedle wrzucamy do wrzącej, osolonej wody i gotujemy przez ok. 6 minut. Odsączamy z wody.
  6. Knedle chwilę studzimy, następnie odsmażamy na oliwie i maśle, podajemy na ciepło z sosem z czarnego bzu.
 Farsz:
  1. Piersi kaczki wrzucamy ze skórą do naczynia malaksera, miksujemy na mielone mięso.
  2. Na patelni podsmażamy posiekaną w kostkę cebulę. Po kilku minutach dodajemy posiekany drobno czosnek oraz porwane listki rozmarynu, smażymy kolejną minutę.
  3. Zwiększamy płomień, dodajemy łyżkę oleju i wrzucamy mięso. Smażymy ok. 3-4 minut, aż zmieni kolor.
  4. Następnie dodajemy ocet balsamiczny, miód, sól i pieprz. Całość podsmażamy jeszcze 3 minuty.
  5. Farsz studzimy, następnie dodajemy żółtko i bułkę tartą, mieszamy, aby masa była zwarta.
Sos:
  1. Na maśle i oleju podsmażamy posiekaną drobno cebulę i plasterki czosnku. Wrzucamy gałązkę rozmarynu i goździki, przyprawiamy solą oraz pieprzem, smażymy, aż będzie szklista.
  2. Następnie wrzucamy obraną i pokrojoną w kostkę gruszkę oraz obrane z baldachimów owce czarnego bzu. Całość podsmażamy 5 minut.
  3. Po tym czasie dodajemy konfiturę i podgrzewamy ok. 3 minuty.
  4. Na patelnię wlewamy miód pitny z octem balsamicznym, zwiększamy płomień i redukujemy sos przez kilka minut.
  5. Wyciągamy goździki, a resztę składników przelewamy do wysokiego naczynia. Miksujemy blenderem na gładki mus.
  6. Przecieramy go przez sito i wlewamy ponownie na patelnię. Przyprawiamy w razie potrzeby do smaku solą i pieprzem, podgrzewamy jeszcze minutę.
*Można użyć zwykłej kaszy jaglanej

Tosia

piątek, 3 lipca 2015

Herbaciana granita z syropem z czarnego bzu i porzeczką




Nareszcie do Trójmiasta zawitała prawdziwie wakacyjna pogoda. Tak to jest, że w ciągu roku ubolewamy z powodu niskich temperatur, a kiedy w końcu robi się ciepło, pojawia się pretekst do narzekania na upały. Ja nie stękam i nie sapię, po prostu znajduję szybkie rozwiązanie i radzę sobie sprytnie ze skwarem.

Nie od dziś wiadomo, że dla ochłody najlepsze są lody, ale można sobie także osładzać życie innymi mrożonymi deserami np. granitą. Wystarczy zaparzoną i ostudzoną herbatę połączyć z syropem i sokiem z cytryny i taką mieszankę wstawić na minimum 3-4 godziny do zamrażalnika.

Po tym czasie otrzymujemy coś pomiędzy kruszonym lodem, a sorbetem! Świetnie smakuje z owocami, w trakcie jedzenia szybko się topi, dlatego na koniec można wypić z dna szklanki smaczny mrożony napój :)

Do granity użyłam syropu z kwiatów czarnego bzu, który ostatnio zrobiłam wykorzystując czerwcowo-lipcowe dary natury. Oczywiście można także użyć syropu kupnego lub o zupełnie innym smaku. Na blogu mamy np. przepis na syrop truskawkowy, rozmarynowy, z pędów sosny  albo korzenny. W połączeniu z zieloną mrożoną herbatą prawie każdy smak się świetnie sprawdzi.

Polecam także przepisy Śliwki z poprzednich sezonów na alkoholowe granity. W wersji gin&tonic lub arbuzowej z szampanem.


Herbaciana granita
  • 300 ml zaparzonej zielonej herbaty
  • 300 ml syropu z czarnego buz
  • 150 ml wody
  • sok z cytryny
  • czerwona porzeczka
Syrop z czarnego bzu z limonką
  • 4 szklanki kwiatostanów czarnego bzu
  • 1 litr wody
  • 500 g cukru
  • limonka
Granita:
  1. Zaparzoną i ostudzoną herbatę mieszamy z wodą, syropem z bzu i sokiem z cytryny.
  2. Przekładamy do lodówki i wkładamy do zamrażalnika na minimum 3-4 godziny.
  3. W między czasie, co 30-60 minut warto granitę pomieszać szybko widelcem.
  4. Przed podaniem zeskrobujemy granitę widelcem lub blendujemy ją krótko przy pomocy malaksera. Podajemy z owocami czerwonej porzeczki.
 Syrop:
  1. Po zebraniu kwiatów kładziemy je na tacy na godzinę, aby "lokatorzy" mogli je opuścić.
  2. Następnie odcinamy nożyczkami łodygi, a kwiaty przekładamy do dużej miski. Dodajemy plastry limonki.
  3. Do rondla wsypujemy cukier, zalewamy wodą i gotujemy ok. 10 minut, aż syrop zacznie gęstnieć.
  4. Syropem zalewamy kwiaty, przykrywamy ściereczką i zostawiamy na dobę lub dwie.
  5. Po tym czasie odsączamy syrop z kwiatów na sicie. Przelewamy go do rondla i podgrzewamy.
  6. Ciepły syrop wlewamy do szklanych butelek lub słoików. Tak przygotowany syrop można dodatkowo pasteryzować.
Tosia

niedziela, 14 czerwca 2015

Śniadanie do łóżka #187: Placuszki z kwiatami czarnego bzu


Podobno ciekawość to pierwszy stopień do piekła, mam nadzieję, że drugim stopniem nie jest gastrociekawość. Zjawisko to dotyka miłośników kulinariów, tych stojących nad kuchennym blatem i tych, których zainteresowanie jedzeniem kończy się na pieszczeniu swojego podniebienia. W obu przypadkach objawia się w podobny sposób. Zaglądaniem w talerze innych, starannym analizowaniem menu w restauracjach, szukaniem rarytasów na targach śniadaniowych i rozglądaniem się wszędzie za czymś do jedzenia.

Już od poprzedniego sezonu, swoją gastrociekawość poszerzyłam o tworzenie w głowie mapy dzikich roślin jadalnych, czasem zapomnianych i niedocenianych jak np. mirabelki. Na początku czerwca są to głównie kwiaty dzikiego bzu, kwiaty akacji, ostatnie pędy sosny i dzika róża. Zaczynam widzieć je wszędzie i w miarę możliwości wybierać się na łowy, aby kreatywnie je przerabiać.

Ostatnio w trakcie porannego joggingu wzdłuż nadmorskiego bulwaru, dopatrzyłam krzewy czarnego bzu. Uznałam, że są wystarczająco daleko od ulicy, aby uznać je za możliwe do jedzenia. Zatrzymałam pędzące sekundy w Endomondo i nazrywałam trochę kwiatów, pamiętając o tym, aby nie naruszyć tylko jednego krzaczka.

Kwiaty otuliłam w jogurtowym cieście i usmażyłam z nich lekkie placuszki, które do szczęścia potrzebowały już tylko odrobiny cukru pudru. Palce lizać!


 Placuszki z w kiatami czarnego bzu/ ok. 30 sztuk
  • 30 kwiatostanów (baldachów) czarnego bzu
  • 250 g mąki pszennej 
  • 150 g jogurtu naturalnego
  • 200 ml wody gazowanej
  • 2 jajka
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 4 łyżki cukru
  • łyżeczka świeżo startej skórki z cytryny
  • szczypta soli 
  • kilka łyżek oleju roślinnego do smażenia
  • cukier puder
  1. Zerwane kwiaty czarnego bzu układamy na tacy i zostawiamy na minimum godzinę, aby pozbyć się ewentualnych  lokatorów.
  2. Nożyczkami skracamy zielone łodygi kwiatów delikatnie je przycinając.
  3. W misce łączymy jajka z jogurtem, cukrem, solą i skórką z cytryny.
  4. Wsypujemy mąkę z proszkiem do pieczenia i stopniowo wlewając gazowaną wodę, mieszamy ciasto trzepaczką, aż osiągniemy gładkie i delikatnie lejące ciasto.
  5.  Na patelni rozgrzewamy olej.
  6. Kwiaty łapiemy za łodygi i zanurzamy w cieście, kładziemy na rozgrzanym tłuszczu i smażymy przez 2-3 minuty z każdej strony.
  7. Rumiane placuszki odsączamy z tłuszczu na ręczniku papierowym, posypujemy cukrem pudrem, podjemy na ciepło lub na zimno.
  8. W trakcie jedzenia pamiętamy, aby nie jeść zielonych łodyg wystających z placuszków.
Tosia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...