Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ser. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ser. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 listopada 2015

Śniadanie do łóżka #206: Panini z wołowiną i karmelizowaną cebulą


Od jakiegoś czasu wykonujemy z Tosią straaaaaasznie ciężką pracę, mianowicie sprawdzamy wszystkie trójmiejskie knajpy w poszukiwaniu najlepszych śniadaniówek na wybrzeżu. Przetestowałyśmy już ich naprawdę wiele, a ja (za Tosię nie mogę się wypowiadać) wciąż stoję na stanowisku, że najlepszą śniadaniownią w Trójmieście jest Chwila Moment w Gdyni.

Jeśli marzysz o jajecznicy, jajkach po benedyktyńsku, czy wymyślnych kanapkach, znajdziesz je właśnie tam. A ja mam szczególną słabość do widniejącego w karcie panini z wołowiną. Jest przepyszne, łączy w sobie nie tylko idealnie doprawione mielone mięso, ale również topiony ser i karmelizowaną cebulę.

I właśnie tę pozycję postanowiłam dzisiaj powtórzyć w domu. Z tą różnicą, że zamiast serka topionego postawiłam na ser lazur, który idealnie wkomponował się w smak wołowiny i słodycz karmelizowanej cebuli. Po prostu pycha, spróbujcie!

Panini z wołowina i karmelizowaną cebulą(4 porcje)

- 2 długie bagietki
- 350 g mielonej wołowiny
- 1 lyżeczka mielonej ostrej papryki
- pół łyżeczki kuminu
- pół łyżeczki cynamonu
- 1 łyżka sosu sojowego
- sól
- 1 łyżka masła klarowanego

- pół cebuli
- 1 łyżka brązowego cukru
- 1 łyżka masła klarowanego

- 100 g sera lazur

  1. Przygotuj karmelizowaną cebulę. Pokrój cebulę w piórka, rozgrzej masło klarowane na patelni i dodaj pokrojoną cebulę. Podsmaż aż się zeszkli, dodaj brązowy cukier i zalej wodą do wysokości cebuli. Smaż aż woda wyparuje (powinno to zając ok. 7 minut). Odstaw na bok.
  2. Przygotuj wołowinę. Rozgrzej masło klarowane na patelni, dodaj wołowinę, ostrą paprykę, kumin, cynamon, sos sojowy i dosól. Poszatuj połowę sera lazur (50 g) i dodaj do mięsa, żeby się rozpuściło. Smaż aż mięso przestanie być czerwone. 
  3. Przekrój bagietki na pół wzdłuż, wyłóż na nie warstwę wołowiny, a następnie warstwę karmelizowanej cebuli. Na wierzchu wyłóż pokrojoną w plastry resztę sera lazur (50 g). 
  4. W opiekaczu, lub na patelni grillowej podgrzej kanapki z dwóch stron. 
Śliwka

czwartek, 29 października 2015

Obiad czwartkowy #23: Gnocchi w sosie carbonara + karmelizowany por + wolno pieczony boczek


Drodzy czytelnicy, wysłaliście mnie do Włoch to teraz macie! Pozwolicie, że trochę pospamuję włoską kuchnią? :) Podróż trwała zdecydowanie za krótko i mimo spróbowania kilku fantastycznych dań odczuwałam niedosyt kulinarny. W takich chwilach dziękuję sobie samej, że potrafię gotować i wchodzę po prostu do kuchni.

Stałym czytelnikom chyba nie muszę tłumaczyć, że kocham kluchy? Jest już ich trochę na blogu. Od jakiegoś czasu marzyła mi się specjalna deseczka do robienia gnocchi (segnagnocchI) i po cichu liczyłam, że może uda mi się ją dostać na ziemi włoskiej. Plan był mocno napięty i tak naprawdę był czas, aby pojawić się tylko w jednym sklepie z artykułami gospodarstwa domowego. Chodziłam smutna między półkami, że widzę tam tylko mydło i powidło, aż tu nagle Madzia z Dare to Cook oraz Ania z Everyday Falvours zawołały mnie, że znalazły. Z radości, aż podskakiwałam, zgarnęłam szybko deseczkę, dorzuciłam jeszcze przyrząd do wycinania ravioli i zadowolona poszłam do kasy.

Sprawą oczywistą wydało się przygotowanie gnocchi na kolejny obiad czwartkowy. Zdecydowałam się na modną od jakiegoś czasu dekonstrukcję. Nie przepadam za tym słowem, bo jest mało apetyczne, ale oddaje sens tego zabiegu. Dzisiejszy obiad to inaczej interpretacja znanego sosu carbonara, ale podanego w nowej formie, bo z ziemniaczanymi kluseczkami. Zamiast smażonego boczku wybrałam jego wolno pieczoną wersję. Dorzuciłam karmelizowany por, aby nie było zbyt słono i wiórki przywiezionego z Włoch parmezanu. Do tego delikatny i kremowy sos na bazie żółtka i można rozpłynąć się z tej kluseczkowej przyjemności.

Ps. Tak, carbonarę robimy bez śmietany, tłumaczyłam to już przy przepisie na klasyczne spaghetti carbonara oraz w wersji z pieczonym kalafiorem :)


Gnocchi carbonara z wolno pieczonym boczkiem i karmelizowanym porem / 4 porcje
Kluski:
  • kg ugotowanych ziemniaków
  • jajko
  • 250 g mąki pszennej typ 550 + do podsypania
  • łyżeczka soli
  • szczypta mielonej gałki muszkatołowej
 Wolno pieczony boczek
  • 800 g wędzonego boczku bez skóry
  • 2 łyżeczki soli
  • 3 łyżeczki cukru
  • łyżeczka wędzonej papryki (można zastąpić słodką lub ostrą papryką)
  • 2 ząbki czosnku
Carbonara:
  • jajko + 2 żółtka
  • biała część pora
  • łyżka miodu
  • łyżka octu balsamicznego
  • 50 g parmezanu
  • łyżka oliwy
  • łyżeczka masła 
Kluski:
  1.  Ugotowane ziemniaki rozgniatamy tłuczkiem. Dodajemy sól, jajko i gałkę muszkatołową. Stopniowo wsypujemy mąkę i wyrabiamy ciasto ręką do połączenia składników. Powinno być plastyczne i raczej nie lepić się do rąk.
  2. Ciasto przekładamy na blat kuchenny i w razie potrzeby podsypujemy mąką. Formujemy kuleczki wielkości orzecha włoskiego i przykładamy je do specjalnie wyrzeźbionej deseczki (segnagnocchi) tocząc ją, aby powstał wzorek lub odznaczamy widelcem tworząc paseczki.
  3. Uformowane gnocchi układamy na tacy posypanej mąką.
  4. Kluski gotujemy we wrzącej, osolonej wodzie przez ok. 3-4 minut lub do momentu ich wypłynięcia. 
  5. Ugotowane odsączamy z wody i wrzucamy na patelnię.
Boczek:
  1. Przeciśnięty przez praskę czosnek łączymy z przyprawami i nacieramy z każdej strony boczek.
  2. Owijamy go szczelnie folią aluminiową i wkładamy na noc do lodówki (lub minimum godzinę).
  3. Po tym czasie zlewamy sok, który mięso puściło w trakcie marynowania. Przekładamy boczek do głębokiego naczynia i przykrywamy folią aluminiową.
  4. Pieczemy przez 30 minut w 230 stopniach, następnie przez 2 godziny w 150. 
  5. Upieczony boczek studzimy, owijamy w folię i wkładamy do lodówki.
Carbonara:
  1.  Pora kroimy w półplastry lub piórka. Rozgrzewamy oliwę na patelni i podsmażamy przez kilka minut.
  2. Dodajemy pokrojony w paseczki boczek i podsmażamy jeszcze 2 minut. Całość przyprawiamy pieprzem (boczek będzie wystarczająco słony).
  3. Dodajemy miód oraz ocet balsamiczny, karmelizujemy przez minutę.
  4. W tym czasie wbijamy jajka do miski i rozbełtujemy.
  5. Wrzucamy ugotowane gnocchi, dodajemy chochlę wody, w której się gotowały i chwilę podsmażamy.
  6. Podsmażone kluski wrzucamy do miski z rozbełtanymi jajkami, mieszamy energicznie, aby utworzył się delikatny sos i wrzucamy tarty parmezan.
  7. Podajemy od razu.
* W wersji fast można zrezygnować z wolno pieczonego boczku i podsmażyć go przez porem krótko na patelni.
** Przepis na wolno pieczony boczek podpatrzyłam tutaj.
Tosia

niedziela, 25 października 2015

Śniadanie do łóżka #202: Parmezanowa jajecznica z posypką z salami


To był szalony i intensywny tydzień! Po powrocie z Włoch (w przyszłym tygodniu pojawi się dokładna relacja na blogu) nie miałam za bardzo czasu dla siebie, bo "musiałam" udzielać się towarzysko. Parapetówka znajomych, imieniny babci, impreza pożegnalna koleżanki i jeszcze kilka krótszych spotkań. Tym sposobem zdążyłam już rozdać kilka paczek z włoskimi rarytasami, a walizka wciąż leży w kącie nierozpakowana.

Czas jednak powrócić do kuchni i blogowania, dlatego znalazłam chwilę na opracowanie epickiego, a przy tym szybkiego śniadania. Z podróży przywiozłam między innymi kilogram fantastycznego parmezanu, który zakupiłam w serowym królestwie, czyli gospodarstwie, w którym powstaje. W mojej walizce upchnęłam też kawałek salami i właśnie te dwa przysmaki powędrowały do dzisiejszej jajecznicy.

Z jajecznicą mam jak z wołowymi stekami, najbardziej lubię wersję "medium". W przypadku jajówy chodzi oczywiście o stopień ścięcia jajek, nie mogą być zbyt glutowate, ale tym bardziej ścięte na wiór. Myślę, że sztuką przygotowywania jajecznicy jest odpowiednie wyczucie czasu. Wiele zależy też od indywidualnych upodobań, ale podstawa działań jest taka sama.

Jajecznicę wzbogaciłam o świeżo tarty parmezan. Na początku chciałam pokroić salami w kostkę i podsmażyć jak boczek, ale potem zrobiłam coś znacznie lepszego. Podsmażyłam drobno pokrojone salami na chrupko i zmiksowałam w młynku do kawy na mięsną posypkę. Wymieszałam ze szczypiorkiem i posypałam jajecznicę zaserwowaną w chrupiącym rogalu :)


Parmezanowa jajecznica z posypką z salami/ (2 porcje)*
  • 4 jajka
  • łyżka jogurtu naturalnego lub kwaśnej śmietany
  • 2 szalotki lub mała cebula
  • 4 łyżki tartego parmezanu
  • 50 g salami
  • posiekany szczypiorek
  • łyżka masła
  • sól, pieprz
  • 2 rogale
  1. Salami drobno kroimy i wrzucamy na suchą patelnię. Smażymy przez kilka minut, aż salami stanie się chrupkie. Odsączamy je z tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego i miksujemy malakserem na drobną posypkę.
  2. Na patelni, na której smażone było salami dodajemy łyżeczkę masła. Wrzucamy posiekane drobno szalotki i podsmażamy 2 minuty.
  3. Jajka wbijamy do misy, dodajemy jogurt i rozbełtujemy. Wlewamy masę jajeczną na patelnię.
  4. Mieszamy delikatnie drewnianą łopatką i smażymy. Gdy jajka zaczną się ścinać dodajemy szczyptę soli, pieprz i tarty parmezan.
  5. Smażymy do momentu, aż uzyskamy ulubioną konsystencję.
  6. Jajecznicę serwujemy w chrupiących rogalach, posypujemy parmezanem, posypką z salami i szczypiorkiem.
* Salami i parmezan są już z natury słone, dlatego jajka wystarczy posolić skromną szczyptą.
 Tosia

środa, 23 września 2015

Sałatka z grillowanym oscypkiem, figami i śliwkami w miodzie


Nie lubię pożegnań, dlatego koniec wakacji wciąż mnie jeszcze trochę smuci, ale trzeba szukać pozytywnych stron w każdej sytuacji. Wrzesień to wspaniały okres dla kulinarnych smakoszy, więc odwiedziny na straganach wciąż cieszą jak latem, a można z nich przynieść prawdziwe skarby.

Po przygodach w sadzie (przepis na pełnoziarniste brownie ze śliwkami) w końcu znalazłam chwilę na kolejny śliwkowy przepis - jesienną sałatkę.

Śliwki co prawda nie są tym razem w roli głównej, za to we wspaniałym towarzystwie świeżych fig, na które niedawno rozpoczął się sezon. Owoce skarmelizowałam krótko w miodzie pitnym z dodatkiem cynamonu. W tym czasie utworzył się apetyczny i słodko-kwaśny sos, który stał się przy okazji dressingiem sałatki.

Jednak rolę pierwszoplanową wcale nie grały fioletowe owoce, a grillowany oscypek. Jego chrupiąca skórka i rozpływający się środek sprawił, że przy każdym kęsie ma się ochotę powiedzieć "wow". Sałatka jest niezwykle prosta i kryje w sobie dosłownie kilka składników, a jednak dawno nie jadłam tak dobrej, dlatego z czystym sumieniem polecam przepis.

Ps. Dziękuję raz jeszcze wszystkim za wsparcie w głosowaniu konkursowym. Przypominam też, że jeszcze jutro możecie na mnie oddać głos tutaj. Będę wdzięczna, a jak się uda to będę mogła reprezentować Polskę na Expo w Mediolanie :)


Sałatka z grillowanym oscypkiem, figami i śliwkami w miodzie/ (2 porcje)
  • dowolna sałata (u mnie karbowana)
  • 2-3 figi
  • 6 śliwek
  • 2 grube plastry oscypka
  • 2 łyżki ziaren słonecznika
  • łyżeczka miodu
  • łyżka miodu
  • łyżka ostu balsamicznego
  • 4 łyżki miodu pitnego (u mnie dwójniak)
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • świeżo mielony pieprz
  • 2 łyżki oliwy z chilli
  • listki mięty
  1.  Do dwóch miseczek rwiemy umyte liście sałaty.
  2. Figi kroimy w ćwiartki, śliwki na pół. Owoce wrzucamy z łyżeczką masła na patelnię. Podsmażamy ok. 3 minuty.
  3. Dodajemy cynamon, pieprz, miód, ziarna słonecznika i smażymy kolejną minutę. Następnie wlewamy miód pitny, ocet balsamiczny, zwiększamy ogień i karmelizujemy owoce jeszcze 2-3 minuty.
  4. Patelnię do grillowania skrapiamy kilkoma kroplami oliwy. Kładziemy plastry oscypka na rozgrzany ruszt, grillujemy po ok. 2-3 minuty z każdej strony.
  5. Figi, śliwki i oscypki wykładamy na sałatę. Polewamy sosem utworzonym w trakcie karmelizowania owoców. Na koniec sałatkę skrapiamy dodatkowo oliwą z chilli.
Tosia

czwartek, 3 września 2015

Obiady czwartkowe #15: Muszle z mięsem i kurkami + sos śmietanowy z gorgonzolą



Mam w domu wielkiego amatora wielkiego makaronu. Najcieńszą, satysfakcjonującą wersją okazuje się być papardelle, a później jest już tylko lepiej. Muszle i cannelloni to po prostu spełnienie marzeń. Nie najłatwiej je nafaszerować, ale ten uśmiech, gdy bierze pierwszy kęs wynagradza wszystko.

Dręczył mnie tymi muszlami już od dawna. Nie żebym nie chciała ich robić, po prostu ostatnio z wózkiem poruszam się ograniczonymi trasami, które nie prowadzą do większych supermarketów, a w małych sklepach próżno szukać czegoś większego niż tagliatelle. Ale dzisiaj było inaczej, zajechałam, kupiłam i zabrałam się do roboty.


Z makaronem często popadam w banał. Wybieram sos pomidorowy, z różnymi co prawda dodatkami, ale jednak wciąż, gdy myślę o makaronie, zawsze towarzyszy mu ten przeklęty pomidorowy sos! Dzisiaj postawiłam na coś zupełnie innego. Nafaszerowałam muszle mięsem z kurkami i całość przykrył sos śmietanowy z gorgonzolą.


I choć nie przepadam za bardzo za smakiem serów pleśniowych, w tym sosie udało mi się przemycić go naprawdę delikatnie. Wzięliśmy gryza, otworzyliśmy szeroko oczy i nie mogliśmy uwierzyć, że wyszło z tego coś, nie bójmy się tego słowa, ZAJEBISTEGO.

Muszle z mięsem i kurkami (porcja dla 2 osób)

-200 g makaronu cochiglioni (muszle)
- 400 g mięlonego mięsa*
- 250 g kurek
- 1 cebula
- 50 ml białego wina
- 25 g startego parmezanu
- 5 łyżek śmietany kremówki
- 1 łyżka suszonego tymianku
- 2 łyżki masła
- 1 łyżka oleju
- sól
- pieprz

  1. Poszatkuj kurki i cebulę. Rozgrzej na patelni 1 łyżkę masła i zacznij smażyć kurki z cebulą. Gdy cebula się zeszli, dodaj wino i poczekaj aż wyparuje. Dodaj parmezan, dużo pieprzu, tymianek i sprawdź czy wymagają dosolenia. 
  2. Na drugiej patelni rozgrzej 1 łyżkę masła i 1 łyżkę oleju. Dodaj mięso i usmaż aż nabierze jasnej barwy. Mięso posól, popieprz i dodaj usmażone kurki z cebulą. Do całości dodaj śmietankę kremówkę i podsmaż kilka minut. Odstaw na bok. 
  3. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni.
  4. Zagotuj wodę w garnku i posól 1 łyżką soli. Wrzuć makaron i gotuj zgodnie z instrukcją na opakowaniu, aby uzyskać makaron al dente (u mnie 10 minut, zwykle wskazane jest ile gotować do al dente, jeśli nie ma, odejmij 2 minuty od normalnego, wskazanego czasu gotowania)
  5. Odcedź makaron i ułóż wnętrzem muszli do góry w żaroodpornym naczyniu. Każdą muszlę nafaszeruj mięsem z kurkami. 
  6. Przejdź do przygotowania sosu.


Sos śmietanowy z gorgonzolą

- 200 ml śmietanki kremówki
- 50 g gorgonzoli
- 1 łyżka tymianku
- pieprz
- ewentualnie sól

  1. Na patelni podgrzej kremówkę, gorgonzolę i tymianek. 
  2. Podgrzewaj aż połowa sosu wyparuje i sos zgęstnieje (ok. 2-3 minuty). 
  3. Dopraw dużą ilością pieprzu i sprawdź czy wymaga dosolenia (gorgonzola może być już wystarczająco słona.
Zalej muszle sosem, wstaw do piekarnika i piecz ok. 5 minut aby dobrze wszystko podgrzać. 


* ja użyłam cielęciny, ale można użyć każdego innego

Śliwka

środa, 22 lipca 2015

Zapiekanki z kurkami, porzeczkami i rukolą



Nie przyszła góra do Mahometa, to przyszedł Mahomet do góry, czy jakoś tak. Od kilku dni miałam ogromną ochotę na zapiekankę, ale nie było mi po drodze do żadnego miejsca serwującego te rarytasy. Nie bez powodu użyłam słowa miejsca, ponieważ kiedyś byłoby to oczywiste, że mam na myśli budkę. Od jakiegoś czasu zapiekanki mogą jeść też hipsterzy w foodtruckach lub małym lokalach ze ścianami z cegły. Polskie brushetty przeszły małą reinkarnację, chociaż wciąż królują w cebulowych kręgach.

Oczywiście wiadomo, że typowe zapiexy z pieczarkami z budki smakują tylko dobrze, gdy są chrupane w środku nocy, w imprezowym nastroju. Jedzenie ich z przymkniętymi oczami na przystanku autobusowym i kapanie sosu czosnkowego na chodnik ma swój urok. Dawno ich jednak nie jadłam (do kebaba w czerwcu się przyznaję) i koniecznie musiałam to nadrobić.

Niestety w ciągu dnia mrożone zapiekanki nie smakują już tak dobrze. Nagle okazuje się, że wcale nie są chrupiące, a z wierzchu to co wydaje się być sosem jest w rzeczywistości topionym wyrobem seropodobnym. Pewnie trochę przesadziłam, ale chciałam zakończyć pointą, że w domu można je zrobić lepiej :)

Przepis na klasyczne zapiekanki z pieczarkami jest już na blogu, dlatego dzisiaj postanowiłam trochę zaszaleć i je odpicować. Zamiast sosu pomidorowego wybrałam domową konfiturę porzeczkową (można zastąpić kupną) z dodatkiem różowego pieprzu i octu balsamicznego. Pieczarki zastąpiłam smażonymi kurkami, które przykryłam kulkami mini mozzarelli i wiórkami parmezanu. Bagietki najpierw podpiekłam, a dopiero później ozdobiłam je dodatkami. To dosyć istotna sprawa, która wpływa na ich chrupkość. Upieczone bagietki serwowałam z rukolą. Dobry zapieks nie jest zły!


Zapiekanki z kurkami, porzeczkami i rukolą/ 4 sztuki
  • 2 bagietki
  • 100 g kurek
  • mała cebula
  • ząbek czosnku
  • listki rozmarynu
  • łyżka oliwy
  • kulki mozzarelli
  • kawałek parmezanu
  • rukola
  • sól, pieprz
Sos:
  • 250 g konfitury porzeczkowej
  • łyżeczka octu balsamicznego
  • łyżeczka oliwy
  • łyżeczka posiekanego chilli
  • łyżeczka różowego pieprzu
  1.  Na patelni rozgrzewamy oliwę i podsmażam posiekaną drobno cebulę z czosnkiem i rozmarynem. Po kilku minutach dodajemy umyte i osuszone kurki. Smażymy przez kolejynch kilka minut. Grzyby przyprawiamy solą i pieprzem i studzimy.
  2. Różowy pieprz rozgniatamy w moździerzu i dodajemy do konfitury porzeczkowej razem z oliwą, octem i chilli.
  3. Bagietki przekrawamy wzdłuż na pół. Kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika. Podpiekamy 5 minut w 200 stopniach. 
  4. Podpieczone bagietki smarujemy konfiturą porzeczkową, wykładamy kurkowy farsz i przykrywamy kulkami mozzarelli oraz i wiórkami parmezanu.
  5. Tak przygotowane bagietki podpiekamy przez 6 minut w 200 stopniach.
  6. Podajemy na ciepło z rukolą.
Tosia

niedziela, 19 lipca 2015

Śniadanie do łóżka #191: Placuszki "cztery sery" z karmelizowanymi wiśniami


Od pierwszego wejrzenia można się zakochać, ale także mylnie ocenić. Patrząc na zdjęcie mojego dzisiejszego śniadania pewnie każdy pomyśli, że to  klasyczne pankejki z wiśniami. Jest w tym sporo racji, nie są one jednak przygotowane na słodko :)

Do ciasta na placuszki przemyciłam cztery sery, które uśmiechały się do mnie rano z lodówki: parmezan, mozzarellę, ser typu feta oraz brie. Ich dodatek sprawił, że sery apetycznie rozpuszczały się w trakcie smażenia. Skojarzyło mi się to z turystycznym rarytasem - grillowanym oscypkiem, który zazwyczaj podawany jest z żurawiną. W końcu nie od dziś wiadomo, że sery uwielbiają się z kwaśnymi owocami. I tym tropem myślenia sięgnęłam po wiśnie, które zostały mi po wczorajszym pieczeniu brioszki na piknik.

Wiśnie krótko podsmażyłam z rozmarynem oraz chilli i karmelizowałam w miodzie z octem balsamicznym. Słodko-kwaśno-pikantne owoce idealnie skomponowały się ze smakiem serowych placuszków. Myślę, że równie świetnie sprawdziłaby się tutaj porzeczka. Polecam takie połączenie, szczególnie w najlepszym okresie owocowym!


Placuszki "cztery sery" z karmelizowanymi wiśniami/ (ok. 15 sztuk)
Ciasto:
  • 350 g mąki pszennej typ 650
  • 450 ml mleka
  • 2 jajka
  • 200 g serów (mozzarella, parmezan, ser typu feta, brie)
  • 3 łyżki oliwy
  • 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej lub proszku do pieczenia
  • łyżeczka soli
 Wiśnie:
  • 300 g wiśni z pestkami
  • łyżeczka oliwy
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli
  • 3 łyżki miodu
  • łyżka octu balsamicznego
  • listki rozmarynu
  • sól, pieprz
Placuszki:
  1.  Mąkę wsypujemy do misy, dodajemy sodę i sól. Sery drobno kroimy lub ścieramy na tarce. Dodajemy do suchych składników.
  2. Jajka rozbełtujemy z mlekiem i oliwą, wlewamy do misy z mąką i mieszamy trzepaczką do połączenia składników.
  3. Rozgrzewamy patelnię i delikatnie skrapiamy oliwą. Wykładamy po 2 łyżki ciasta na placuszek i smażymy je po ok. 2-3 minuty z każdej strony.
  4. Placuszki podajemy na ciepło z wiśniami i rozmarynem.
Wiśnie:
  1. Wiśnie myjemy i drylujemy.
  2. W rondelku rozgrzewamy oliwę, smażymy posiekane chilli z listkami rozmarynu.
  3. Po minucie wrzucamy wiśnie i podgrzewamy przez kilka minut.
  4. Gdy owoce puszczą sok, zwiększamy ogień, dodajemy miód i ocet balsamiczny.
  5. Przyprawiamy solą i pieprzem, smażymy aż sos się zredukuje i zgęstnieje.
 Tosia

niedziela, 31 maja 2015

Śniadanie do łóżka #186: Mini croissanty ze szparagami

 
Od jakiegoś czasu, zaczęłam celowo zwalniać kulinarnie w weekendy. Oczywiście to się nie tyczy celebrowania śniadania, czy sytuacji kiedy spodziewam się gości lub wybieram do kogoś np. z deserem. Uznałam, że w ciągu tygodnia sporo czasu spędzam w kuchni, a także nad zdjęciami i przepisami. A nie od dziś wiadomo, że w nawet najlepszym związku potrzebna jest odrobina oddechu. Dlatego wolę stanąć nad kuchennym blatem w poniedziałek rano pełna nowych kulinarnych pomysłów, a w weekend odpocząć, jeśli czuję taką potrzebę.

Od lat moją super mocą jest przewidywanie bliskiej przyszłości. Jeśli wiem, że w weekend szykuje się impreza  z przyjaciółmi i prawdopodobnie jeden poranek może być dla mnie ciężki, ubezpieczam się wcześniej np. piekąc spory bochenek chleba na zakwasie lub wałkując ciasto francuskie. Dzięki temu wiem, że moje poranki są uratowane, a śniadanie będzie odpowiednio celebrowane.

Tak zrobiłam w tym tygodniu. Przed weekendem zabrałam się za przygotowywanie domowego ciasta francuskiego. Domyślam się, że niektórzy zrobią teraz wielkie oczy, ale wbrew pozorom nie jest to wcale taka trudna sprawa. Wymaga za to sporo cierpliwości i krążenia przez kilka godzin w okolicy kuchni, aby co 20-30 minut wałkować schłodzone ciasto.

Różnica w smaku między kupną rolką ciasta z dyskontu a ciastem własnoręcznie wałkowanym i składanym jest ogromna. A wychodzą z niego świetne croissanty, o maślanym smaku i przyzwoitym rozwarstwieniu listków.

Część ciasta owinęłam wokół ugotowanych szparagów i sera pleśniowego. Tak powstały mini croissanty serowe, które idealnie sprawdziłyby się na śniadaniu w plenerze. Jednak zjadane przy stole i maczane w rabarbarowym sosie chutney (przepis) smakowały również wzorowo :)

Ps. Myślę, że w stateczności można w tym przepisie wykorzystać także kupne ciasto ;) A po dokładny przepis na domowe ciasto francuskie zapraszam na drugiego bloga.



Mini serowe croissanty ze szparagami/ (12 sztuk)
  • 200 g ciasta francuskiego (u mnie domowe: przepis)
  • 12 ugotowanych szparagów (przedzielonych na pół)
  • 6 plastrów sera camembert
  • 4 łyżki świeżo tartego parmezanu
  • jajko + łyżeczka mleka
  1.  Ciasto francuskie cienko wałkujemy na koło o średnicy 25 cm. Dzielimy na 12 trójkątów.
  2. Wzdłuż podstawy każdego trójkąta kładziemy po szparagu i paseczku sera camembert. Zawijamy ciasto zaczynając od podstawy ku wierzchołkowi.
  3. Zawinięte mini croissanty kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem. Smarujemy z wierzchu rozbełtanym jajkiem i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika.
  4. Croissanty pieczemy przez 10 minut w 200 stopniach, następnie otwieramy piekarnik, posypujemy je świeżo tartym parmezanem i podpiekamy jeszcze 5 minut.
  5. Upieczone croissanty serwujemy na ciepło lub zimno. Polecam z dodatkiem rabarbarowego chutney.
* W wersji mięsnej, szparagi można dodatkowo owinąć w boczek lub szynkę parmeńską.

Tosia

poniedziałek, 28 lipca 2014

Letnia sałatka z serem halloumi




Sałatka to nie obiad- słyszę to dość często, szczególnie od facetów. Aż trudno mi określić jak bardzo się z tym nie zgadzam. Dla mnie sałatka to królowa prostoty i sezonu. Są mieszaniną wszystkiego co najlepsze, co w danym czasie daje nam natura. Uwielbiam eksperymentować z ich smakami, a większa porcja z powodzeniem może zastąpić obiad, szczególnie latem, gdy właściwie jeść się niespecjalnie chce. I o dziwo, moi panowie, potrafią usatysfakcjonować nawet mojego narzeczonego.

Tak się jakoś zdarzyło, że dzisiaj miałam wolny dzień. Zaszłam więc do ukochanego warzywniaka i zaopatrzyłam się w mój letni pakiet chłodnikowy. A przy okazji nie mogłam się powstrzymać od kupienia kilku innych drobiazgów. Zaprosiłam przyjaciółki i zrobiłyśmy sobie letnią ucztę, zaczynając od chłodnika, kończąc na pysznej sałatce z serem halloumi.

Dla tych, którzy z tym serem nie mieli jeszcze do czynienia powiem, że przypomina on nieco mozzarellę, ale bardziej "skrzypi" w zębach. Zgrillowany jest wręcz stworzony do sałatek. A do tego królowie lata: porzeczki, jeżyny, bób i pomidory. Doskonale.

Letnia sałatka z serem halloumi (4 porcje)

- 250 g sera halloumi
- 100 g roszponki
- 1 pomidor
- 500 g bobu
- 100 g czerwonych porzeczek
- 100 g jeżyn

Winegret:
- 30 g oliwy
- 15 g octu balsamicznego
- 1 łyżka musztardy gorczycowej
- 1 łyżka miodu
- sól, pieprz

  1. Ugotuj bób. Zalej go wodą, dodaj łyżeczkę soli, łyżeczkę cukru i od momentu zagotowania gotuj ok. 10 minut. Zalej zimną wodą i obierz ze skórki. 
  2. Pomieszaj ze sobą wszystkie składniki na sałatkę. 
  3. Ser halloumi pokrój w plastry i usmaż na oliwie z dwóch stron aż zbrązowieje. Ułóż na sałatce.
  4. Składniki na winegret pomieszaj w szklance i polewaj nim sałatkę. 
Śliwka

środa, 16 października 2013

Zupa serowa z klopsikami z indyka


Zupa serowa chodziła za mną już od jakiegoś czasu, prawie tak jakby miała naprawdę nogi. Na pewno nie jest to najlżejsza zupa (ale za to jaka smaczna!), dlatego potrzebowałam pretekstu do tego, by ją zrobić. Jesień, lekkie przeziębienie i potrzeba wewnętrznego rozgrzania przekonały mnie do tego.

Kiedyś już robiłam podobną, ale tamtą nazwałam serowo-cebulową. W tej również znalazła się cebula, ale w skromniejszej ilości. Delikatny smak i aksamitna konsystencja to zdecydowanie zasługa serów. A konkretnie serków topionych, sera pleśniowego brie, mozzarelli i świeżo startego parmezanu. Jakość serów wpływa tutaj bardzo na smak, ale można podejść do tematu z dystansem. Jeśli znajdziecie w lodówce inne sery i zapragniecie tej zupy, to też się uda!

Serową zupę podałam z delikatnymi klopsikami z mięsa indyka. W wersji wegetariańskiej proponuję chrupiące krakersy, które szykowałam przy poprzedniej wersji tej zupy. W obu przypadkach jest dosyć pożywna i może spokojnie spełniać funkcję obiadu.
Myślę, że smak zupy warto dodatkowo podrasować odrobiną piwa, czy białego wina. Akurat u mnie w barku znalazłam tylko wódkę weselną, więc zrezygnowałam z alkoholowej wkładki. 
Przygotowanie zupy, nawet z dodatkami jest dosyć proste i zajmie ok. 30-40 minut.


Zupa serowa z klopsikami
  • 700 ml bulionu drobiowego lub jarzynowego
  • cebula
  • ząbek czosnku
  • 200 g serka śmietankowego (8 trójkątów)
  • 60 g sera pleśniowego typu brie
  • 125 g mozzarelli
  • 50 g parmezanu
  • 125 g mascarpone
  • 250 ml mleka 
  • 3 łyżki masła
  • łyżka oliwy
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryki
  • liście świeżej kolendry
  • 1/2 łyżeczki soli
  • świeżo mielony pieprz
Klopsiki z indyka/ ok. 20 szt.
  • 500 g mielonego mięsa z indyka
  • 30 g tartego parmezanu
  • żółtko
  • 1/2 pszennej bułki
  • 150 ml mleka (do zalania bułki)
  • 1/2 małej cebuli
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryki
  • kilka listków świeżej kolendry lub innych ziół
  • 1/2 łyżeczki soli
  • świeżo mielony kolorowy pieprz
Zupa:
  1. Do miseczki wsypujemy świeżo starty parmezan, dodajemy serki topione, mascarpone, pokrojony drobno ser pleśniowy i mozzarellę. Sery zalewamy mlekiem i odstawiamy.
  2. Na łyżce masła i oliwy szklimy posiekaną w kostkę cebulę. Po dwóch minutach dorzucamy czosnek, całość przyprawiamy solą i pieprzem. Po kilku minutach dodajemy dwie łyżki masła i wsypujemy dwie łyżki mąki. Energicznie mieszamy tworząc zasmażkę.
  3. Wlewamy zimny bulion i jeszcze raz mieszamy. Podgrzewamy, aż się zagotuje.
  4. Następnie wlewamy zawartość miseczki z serami i mlekiem. Zmniejszamy ogień i gotujemy na małym ogniu przez ok. 15 minut, do rozpuszczenia serów. Od czasu do czasu zupę mieszamy.
  5. Na koniec przyprawiamy zupę solą, pieprzem i papryką do smaku.
  6. Podajemy na ciepło z klopsikami, startym parmezanem i świeżymi ziołami (u mnie liście kolendry).
Klopsiki:
  1. Pszenną bułkę zalewamy mlekiem i odstawiamy na kilka minut.
  2. Następnie odsączamy bułkę z mleka i drobno siekamy. Dodajemy do zmielonego mięsa, razem z tartym parmezanem, żółtkiem, startą na tarce o drobnych oczkach cebuli, posiekanymi ziołami i przyprawami.
  3. Masę wyrabiamy ręcznie do połączenia składników. Formujemy okrągłe klopsiki.
  4. Pulpeciki smażymy po kilka minut z każdej strony na rozgrzanej patelni z oliwą/olejem lub gotujemy we wrzącej posolonej wodzie przez ok. 10 minut.
Tosia

środa, 28 sierpnia 2013

Quesadillas z jagodami, twarogiem i czekoladą


Obudził mnie dzisiaj paraliżujący atak strachu. Przecież tego lata nie wyprodukowałam nic jagodowego! Pierogi odłożyłam na później, przy okazji obiecując dosłownie każdemu, że jak będę je robić odłożę kilka porcji. Zupa jagodowa wyparowała mi z pamięci, a inne eksperymenty też musiały ustąpić chrapce na bardziej wytrawne smakołyki. 

Dzisiaj zrozumiałam, że nie ma na co czekać i pełna nadziei ruszyłam na poszukiwania. Krążyłam między straganami jak szalona wypytując sprzedawców o ostatnie jagody. "Tam, u kolegi", "zobaczy Pani na zewnątrz", "w lewym rogu koleżanka miała". Gdy już traciłam nadzieję, udało się. Ostatni słoiczek był mój. 

Nie było ich na tyle dużo, żeby zrobić pierogi, w szczególności, że moje zobowiązania sięgają już kilku kilogramów. Potraktowałam je więc inaczej niż zwykle- umieściłam między dwiema tortillami. Choć quesadillas zwykle kojarzą się z wytrawnymi dodatkami, nie ma przecież przeszkód, żeby pójść w słodkim kierunku. Wypełniłam je więc kremowym twarogiem ("kremowość" poprawiłam mascarpone) i wspomnianymi owocami, które wcześniej rozpuściłam z gorzką czekoladą. Dzięki temu uzyskałam nie tylko czekoladowe jagody, ale również sos, którym polałam całość przed jedzeniem. Gotowe w 10-15 minut. 

Jagody, będę tęsknić!

Quesadillas z jagodami, twarogiem i czekoladą (8 kawałków)

- 2 tortille
- 400 g jagód
- 120 g półtłustego twarogu
- 120 g mascarpone
- 50 g gorzkiej czekolady
- 3 łyżki cukru
- liście świeżej bazylii

  1. Jagody wrzuć do garnuszka razem z 2 łyżkami cukru i połamaną czekoladą. 
  2. Mieszaj co jakiś czas. Jagody puszczą sok, a czekolada się rozpuści. Podgrzewaj ok. 5 minut i odstaw z ognia. 
  3. Odcedź jagody od powstałego sosu, zachowując i sos i jagody. 
  4. Pomieszaj z misce twaróg z mascarpone i 1 łyżką cukru.
  5. Tortille podgrzej na suchej patelni grillowej aż zrobią się na nich grillowej paski.
  6. Wewnętrzną stronę jednej z nich posmaruj twarogiem z mascarpone. 
  7. Na twarogu ułóż jagody. Przykryj drugą tortillą. 
  8. Tortille delikatnie przyciśnij, aby ich nie połamać. 
  9. Przed podaniem polej sosem jagodowo-czekoladowym powstałym z gotowania. Świetnie smakują z liśmi świeżej bazylii. 
Śliwka

wtorek, 23 lipca 2013

Sałatka z serowymi roladkami i malinami


W życiu staram się kierować zasadą złotego środka. Podobnie w kuchni, nie lubię popadać ze skrajności w skrajność, dlatego nie istnieją dla mnie dietetyczne desery, ale nie chciałabym też zjeść potrójnego burgera smażonego w smalcu. Wolę mniejszą porcję ciasta i burgera w domowej, orkiszowej bułce.
Uważam, że wszystko jest dla ludzi, pod warunkiem odpowiednich proporcji, dlatego nigdy nie odmawiam sobie kulinarnych przyjemności :)

Na obiad w słoneczny dzień lubię zjeść lekką sałatkę, ale przemycam zazwyczaj do niej jakiś kaloryczny dodatek. Tak jak w tej sałatce.
Na pierwszy rzut oka jest bardzo niewinna. Na talerzu znajdują się liście roszponki, tarta marchewka, drobno posiekana papryka, kapary, odrobina parmezanu i ziarna słonecznika. Całość dopełnia wakacyjny akcent w postaci malin oraz miodowy dressing. 
Małym grzeszkiem są tu dopiero pieczone roladki z tortilli z trzema serami: brie, mozzarellą i parmezanem. Z każdej roladki cudownie ciągnie się ser i to właśnie sprawia, że sałatka ta staje się jeszcze bardziej kusząca i smaczna :)

Sałatka z serowymi roladkami i malinami/ 2 porcje
  • roszponka
  • maliny
  • papryka
  • kapary
  • świeżo starty parmezan
  • mała marchewka
  • 1/2 papryki
  • garść ziaren słonecznika
  • Serowe roladki:
  • 2 tortille
  • 100 g sera (u mnie brie, mozzarella i parmezan)
  • Miodowy vinaigrette:
  • łyżeczka musztardy
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 3 łyżki miodu
  • łyżka octu balsamicznego
  • 4 łyżki oliwy
  • łyżka oleju lnianego
  • szczypta soli
  • świeżo mielony pieprz
  1. Serowe roladki: Na rozłożonej tortilli kładziemy kawałki sera i zawijamy jak roladę. Czynność powtarzamy z drugą tortillą. Obie roladki wkładamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy 10 minut w 200 stopniach.
  2. Upieczone tortille kroimy na małe roladki.
  3. Miodowy vinaigrette: Do słoiczka wlewamy sok z cytryny i dodajemy szczyptę soli, mieszamy. Następnie dodajemy musztardę, miód, oliwę, olej lniany, ocet balsamiczny oraz mielony pieprz. Słoik zamykamy i potrząsamy nim energicznie.
  4. Na talerzach rozkładamy roszponkę, dodajemy startą na drobnych oczkach marchewkę oraz parmezan. Do każdej porcji dodajemy pokrojoną w drobną kostkę paprykę, maliny, serowe roladki, kapary oraz ziarna słonecznika.
  5. Całość polewamy miodowym dressingiem i podajemy od razu.
Tosia

czwartek, 11 lipca 2013

Krem z pieczonych pomidorów z parmezanowymi grzankami i chipsami z szynki parmeńskiej



Mówi się, że nie znalazł się jeszcze taki, który wszystkich zadowolił. Całkowicie się z tym zgadzam, ale gdy dłużej się nad tym zastanawiam, stwierdzam, że są na świecie jednak takie rzeczy, które lubią prawie wszyscy :)
 Sprowadzając poszukiwania do kulinariów, myślę, że najbardziej znaną i lubianą potrawą jest zupa pomidorowa!

Czy znacie kogoś kto jej nie lubi? Jeśli tak, koniecznie proszę mnie oświecić w komentarzu, bo ja znałam jedynie kiedyś dziewczynę, która BAŁA się ketchupu.
Wracając do pomidorowej, trudno chyba o smaczniejszą zupę, którą lubi i często jada tak wiele osób. Ja też szaleję za pomidorową, szczególnie teraz, gdy można ją zrobić ze świeżych, pachnących latem pomidorów.
A smakuje jeszcze lepiej z pieczonych pomidorów z czosnkiem. Dzięki temu są słodkawe w smaku i jeszcze bardziej aromatyczne.

Kremową pomidorówkę podałam dzisiaj ze złocistymi grzankami, zapiekanymi z parmezanem. Kolejnym chrupiącym dodatkiem do zupy były słonawe chipsy z szynki parmeńskiej, które wspaniale kontrastowały smakiem i fakturą ze słodkawo-pikantną zupą.
A samą zupę robi się bardzo łatwo, nie potrzeba do niej nawet bulionu, chociaż nie ukrywam, że podniesie on dodatkowo walory smakowe :)

Krem z pieczonych pomidorów z parmezanowymi grzankami i chipsami z szynki parmeńskiej
  • Krem:
  • 1 kg pomidorów
  • papryka
  • 2 marchewki
  • 3 ząbki czosnku
  • 300-500 ml wody lub bulionu
  • 1/2 łyżeczki pieprzu cayenne
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryki
  • garść listków świeżej bazylii
  • łyżka oliwy
  • łyżeczka octu balsamicznego
  • sól, pieprz
  • Parmezanowe grzaneczki:
  • 4 kromki pszennego chleba
  • łyżka oliwy
  • 3 łyżki świeżo startego parmezanu (lub innego sera)
  • 1/2 łyżeczki soli
  • łyżeczka ziół prowansalskich
  • Chipsy z szynki:
  • 2 plasterki szynki parmeńskiej (lub innej dojrzewającej) na porcję
  1. Na blasze piekarnika kładziemy pergamin lub folię aluminiową.Na niej umieszczamy całe pomidory, paprykę, obrane marchewki i ząbki czosnku w łupinach. Warzywa polewamy obficie oliwą i zamykamy paczuszkę za pomocą papier do pieczenia lub folii. Wkładamy do rozgrzanego piekarnika do 190 stopni i pieczemy przez godzinę.
  2. Upieczone pomidory obieramy ze skórki i pozbywamy się zgrubiałych części. Czosnek obieramy z łupinek. Wrzucamy je do wysokiego naczynia razem z marchewką, listkami bazylii, pieprzem cayenne i słodką papryką. Wlewamy także oliwę, ocet balsamiczny oraz wodę lub bulion (od 300 do 500 ml, ilość w zależności od konsystencji jaką chcemy otrzymać) i miksujemy całość blenderem na gładki krem.
  3. Zupę przelewamy do rondelka, dodajemy pieprz, sól do smaku i podgrzewamy, aż się zagotuje.
  4. Chleb kroimy w drobną kostkę i wrzucamy do miseczki. Dodajemy starty parmezan, sól i oliwę. Składniki mieszamy i przekładamy na blachę wyłożoną pergaminem. Obok kładziemy plasterki szynki, tak aby nie dotykała grzanek. 
  5. Blachę wkładamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy przez 10-15 minut w 200 stopniach, aż grzanki i chipsy będą rumiane.
  6. Zupę podajemy na ciepło razem z kulkami mozzarelli, grzaneczkami z parmezanem, chipsami z szynki parmeńskiej i świeżymi ziołami.
Tosia

poniedziałek, 25 marca 2013

Jajka faszerowane pastą serowo-czosnkową





































Są pewne proste składniki, które łączą się ze sobą w taki sposób, że potrafią zachwycić bardziej niż niezwykle wyszukane produkty. Przekonałam się o tym wielokrotnie, obserwując chociażby gości na imprezach. Najczęściej, największym powodzeniem cieszą się proste pasty podane w formie mini kanapeczek. A królową wśród nich jest pasta serowo-czosnkowa, którą nazywamy wśród znajomych pastą Ady. 
Moja przyjaciółka upierała się wielokrotnie, że średnio lubi gotować, a do kuchni wchodzi od czasu do czasu. To wielka strata, bo jej pasta jest fantastyczna, a powstaje tylko z 3 składników : żółtego sera, majonezu oraz czosnku.
Pasta prawdopodobnie zagości u mnie w te święta w formie faszerowanych jajek. Postawię je na stole obok tych z nadzieniem z suszonymi pomidorami oraz z wędzonym łososiem. Ciekawe, które najszybciej zostaną zjedzone, bo coś czuję, że serowo-czosnkowe :)

Jajka faszerowane pastą serowo-czosnkową/12 szt.
  •  6 jajek
  • 70 g żółtego sera
  • 3-4 łyżki majonezu
  • 1-2 ząbki czosnku
  • szczypiorek
  • sól, pieprz
  1. Jajka wkładamy do rondelka, zalewamy zimną wodą i wstawiamy na gazie. Gdy woda zacznie się gotować, nastawiamy minutnik na 7 minut. Po tym czasie jajka przekładamy do miseczki i zalewamy zimną wodą. Po kilku minutach obieramy.
  2. Obrane jajka kroimy wzdłuż na pół. Wyjmujemy żółtka. 3 z nich wrzucamy do wysokiego naczynia, resztę odkładamy do innego dania.
  3. Żółtka ugniatamy widelcem, aby się rozpadły i dodajemy starty żółty ser, majonez oraz posiekany czosnek. Całość mieszamy i doprawiamy pieprzem i solą lub miksujemy za pomocą blendera.
  4. Gotową pastę przekładamy do szprycy, przy pomocy której dekorujemy białka. 
  5. Jajka podajemy posypane szczypiorkiem lub kiełkami.
Tosia

piątek, 15 marca 2013

Placki z buraków z fetą


Te placuszki chodziły za mną już od jakiegoś czasu. Prawdę mówiąc wpadłam na pomysł ich zrobienia już w wakacje i nie wiem co mnie cały czas powstrzymywało przed wypróbowaniem przepisu. 

Ostatnio wpadłam w prawdziwą buraczkową obsesję. Uwielbiam je pod każdą postacią (no poza sokiem, do niego wciąż się nie mogę przekonać). Pieczone dodaje do sałatek, czasem kładę na chlebie (koniecznie z dodatkiem koziego sera!), eksperymentuje z różnymi rodzajami barszczu, no i placuszkami. 

Te są naprawdę pyszne. Tyle o tym.

Placki z buraków z fetą (10 sztuk)
- 2 średnie buraki
- 3 ząbki czosnku
- 1 łyżka miodu
- 25 g mąki razowej
- 1 łyżka suszonego rozmarynu
- 1 łyżeczka suszonego majeranku
- 1 jajko + 1 białko
- 3 cm świeżego imbiru
- 1 łyżka octu balsamicznego
- 1 łyżka oliwy + porcja do smażenia
- sól, pieprz

- feta
- 2 łyżki orzeszków piniowych
  1. Orzeszki piniowe upraż na suchej patelni. Odstaw na później.
  2. Buraki obierz ze skórki i zetrzyj na tarce o grubych oczkach. 
  3. Czosnek wyciśnij, a imbir zetrzyj na tarce o drobnych oczkach. Dodaj do buraków. 
  4. Do startych buraków dodaj resztę składników na placki i wymieszaj.
  5. Rozgrzej oliwę na patelni, i nakładaj ok. 1, 5 łyżki buraczków, uklepując je łopatką, aby przybrały kształt placka. 
  6. Smaż z dwóch stron, delikatnie przekładając je łopatką. 
  7. Zdejmij placki z patelni i osusz ręcznikiem papierowym z nadmiaru tłuszczu.
  8. Posyp fetą i prażonymi orzeszkami. 
Śliwka


wtorek, 5 marca 2013

Pizza quattro fromaggi



































Wspomnienie smaku prawdziwej, dobrej pizzy jest jak bumerang, powraca w najmniej oczekiwanym momencie wywołując intensywną pracę ślinianek. Gdy świat zasypuje ogromna ilość marnej podróby, jeszcze mocniej się to wspomnienie pielęgnuje. 

O pizzy, którą upiekłam kilka dni temu zaczęłam opowiadać przyjaciółce. Jak zwykle, zbyt emocjonalnie, przesadnie gestykulując (bo tak reaguje podejmując temat jedzenia) opisywałam chrupiącą skórkę i robiące się w cieście górki. Rozmowa uruchomiła jej pizzowe wspomnienia.

- Ostatni raz jadłam podobną pizzę w jakiejś małej miejscowości obok Zakopanego. Taka góralka prowadzi tam pizzerię ze swoim mężem Włochem… 
- No co ty?! W Murzasichlu? 

I tak od słowa do słowa doszłyśmy do tego, że jedną z najlepszych pizzy w życiu jadłyśmy na wsi obok Zakopanego. Niezwykły zbieg okoliczności, ale też niezwykła pizza. Pamiętam jak dziś to cienkie, chrupiące ciasto, jakby wypełnione bąbelkami powietrza (czy nie zainspirowałam się za bardzo reklamą szamponu?). Ja wspominam dodatek borowików, ona to, że zwykła margherita smakowała nieziemsko.

Co jest sekretem takiej pizzy? Nie wiem:)

Mam jednak pewne podejrzenia. Użycie najlepszej jakości składników ma kluczowe znaczenie. Wiele jednak zależy też od pieca. Dokonując analizy faktów doszłam do wniosku, że skoro chleb pieczony w żeliwnym garnku dość zgrabnie imituje ten wyjęty prosto z chlebowego pieca, podobnie uda mi się oszukać pizzę. Wyjęłam więc żeliwną brytfankę, nagrzałam ją „do czerwoności” w piekarniku i zsunęłam na nią pizzę (nie jestem niestety szczęśliwą posiadaczką kamienia do pieczenia pizzy, a święta tuż tuż, tak tylko mówię…). Efekt przekroczył moje wyobrażenia. Na pizzy momentalnie zrobiła się chrupka warstwa, a po kilku minutach zaczęły rosnąć charakterystyczne powietrzne górki. Po dziesięciu minutach wyjęłam z piekarnika najlepszą pizzę jaką dotychczas udało mi się upiec. I nie jest w stanie zniechęcić mnie nawet to, że wyjmując ją uderzyłam tym żeliwnym, gorącym naczyniem w telefon, doszczętnie rozkruszając szybkę. 

Wiem, że cztery sery brzmią jak zbyt duże zło, ale skoro już jemy pizzę to zaszalejmy. Wgryzanie się w jeszcze ciepłe, chrupiące ciasto z roztopionymi kilkoma rodzajami sera, świeżą rukolą i pomidorkami oficjalnie awansuje na moje podium ulubionych czynności w życiu:)

Pizza quattro fromaggi

Uwagi wstępne:

  • Dzięki temu, że ciasto rośnie całą noc, ma niepowtarzalną konsystencję, jest bardzo luźne i miękkie (co przekłada się później na jakość upieczonego ciasta). Nie rezygnuj z odłożenia go na noc, bo naprawdę warto. Może przeleżeć od 8 do kilkunastu godzin i spokojnie poczekać aż nadejdzie czas formowania pizzy. Najlepiej zrobić je tuż przed położeniem się spać, a będzie w sam raz w okolicy obiadu (lub rano i wykorzystać wieczorem, gdy planujesz pizzę na kolację
  • Pizza ma specyficzne cechy dzięki użyciu żeliwnej brytfanki. Podobne efekty możesz uzyskać używając kamienia do pizzy, czy układając ją na dnie żeliwnego garnka. Podejrzewam (bo nie próbowałam), że użycie innego żaroodpornego naczynia może dać podobne efekty. Pamiętaj jednak, żeby rozgrzać naczynie razem z rozgrzewaniem piekarnika i zsunąć ciasto bezpośrednio na gorącą powierzchnię. 

Długo-wyrastające ciasto na pizzę- bez zagniatania (na 2 pizze)
- 300 g mąki pszennej
- 1 łyżeczka soli
- 2 łyżki oliwy
- 0,5 łyżeczki suszonych drożdży instant
- ok. 200 ml ciepłej wody

Dodatki quattro fromaggi (na 2 pizze)
- 1 kulka mozzarelli
- 50 g miękkiego sera koziego
- 75 g gorgonzoli
- kawałek parmezanu
- rukola
- pomidorki koktailowe

Ekspresowy sos pomidorowy
- 200 g przecieru pomidorowego
- 1 cm świeżego imbiru
- 2 ząbki czosnku
- garść bazylii
- 4 suszone pomidory (z zalewy)
- pół łyżeczki pieprzu cayenne
- pół łyżeczki cynamonu
- 1 łyżka miodu
- 2 łyżki octu balsamicznego
- sól, pieprz

  1. Wieczór wcześniej (co najmniej 8 godzin do kilkunastu godzin) połącz składniki na ciasto. Wymieszaj i uformuj rękami kulę. Wsadź do dużej miski (aby ciasto miało miejsce by rosnąć), owiń szczelnie folią do żywności i odstaw w temperaturze pokojowej.
  2. Przygotuj sos. Do blendera wrzuć wszystkie składniki (czosnek i imbir obrany ze skórki) i zmiksuj na gładką masę. Przełóż do miseczki i odstaw na bok. 
  3. Do piekarnika włóż odpowiednie naczynie i rozgrzej piekarnik do 250 stopni. Nagrzewaj naczynie w piekarniku co najmniej pół godziny
  4. Wyjmij wyrośnięte ciasto na solidnie obsypaną mąką stolnicę/blat. Uformuj rulon i podziel na dwie równe części.
  5. Z każdej części uformuj cienką pizzę w dowolnym kształcie.Obsyp placek mąką z dwóch stron, aby można było go łatwo zsunąć i przełóż go na deseczkę. 
  6. Posmaruj pizzę sosem pomidorowym, na wierzchu poukładaj pokrojoną w plastry mozzarellę i pokruszoną gorgonzolę i ser kozi. 
  7. Wyjmij nagrzane naczynie z piekarnika używając rękawic ochronnych i zsuń do niego ostrożnie pizzę. Wsadź naczynie z pizzą z powrotem do piekarnika i piecz 10 minut. Pizza powinna zbrązowieć i pokryć się bąblami, a ser stopić. 
  8. Po wyjęciu z piekarnika przełóż ją na talerz, posyp płatami parmezanu, rukolą i pomidorkami. 
Śliwka

wtorek, 29 stycznia 2013

Tydzień z 5 składnikami #2: Tartaletki z ricottą i karmelizowanym porem

Wpadłyśmy z Tosią na pomysł stworzenia kolejnego cyklu- "Tydzień z 5 składnikami" głównie po to, aby pokazać, że piękno (a w tym wypadku może lepiej powiedzieć smak) tkwi w prostocie. Czasami dosłownie z kilku składników można stworzyć coś naprawdę pysznego. Mniej zakupów, mniej roboty, mniej zmywania- same korzyści!

Problem nie jest mi obcy, bo nie należę do osób, których lodówka wypełniona jest po brzegi (choć przyjaciele śmieją się jak padają z moich ust takie deklaracje od czasu, gdy dowiedzieli się, że w stałym wyposażeniu mam sos hoisin). Gotowanie zawsze wiąże się z pójściem na zakupy, dzięki czemu nie boję się, że nabiorę ochoty na dziką ucztę w środku nocy:)
Zimą jednak otwieram drzwiczki lodówki i kombinuję, kombinuję i jeszcze raz kombinuję, co tu wyczarować, żeby nie wychodzić z domu. Czasami kończy się jajecznicą, a czasami czymś naprawdę zaskakującym. 

Takie tartaletki to bardzo szybka przekąska, którą możecie podać zarówno na ciepło jak i na zimno (choć jednogłośnie uznaliśmy, że na ciepło smakuje lepiej). Można również stworzyć wersję maxi- w sam raz na obiad. 

Tartaletki z ricottą i karmelizowanym porem (6 sztuk)
- 3 płaty ciasta francuskiego
- 1 por
- 250 g ricotty
- 2 łyżki miodu
- pęczek świeżej mięty
- 1 łyżka masła
- sól, pieprz

  1. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni.
  2. Foremki do tartaletek przewróć do góry nogami i wytnij nimi kółka w cieście francuskim. Kółka powinny akurat starczyć na oklejenie całego wnętrza foremki. Do środka wsyp coś co obciąży ciasto podczas pieczenia (na przykład fasolę). 
  3. Piecz ciasto francuskie ok. 20 minut. Jeśli ciasto w środku mimo wszystko się podnosi, przekuj je wykałaczką, lub lekko poprzyciskaj. 
  4. Odstaw do ostygnięcia.
  5. Por pokrój w piórka. Na patelni rozgrzej masło i wrzuć pokrojony por. Smaż przez kilka minut, następnie dodaj miód i zalej połową filiżanki wody.
  6. Smaż aż woda wyparuje.
  7. Ricottę pomieszaj z posiekaną miętą. Posól i popieprz. 
  8. Napelnij ciasto francuskie ricottą, na niej umieść trochę karmelizowanego pora i udekoruj listkiem mięty. Całość możesz dodatkowo wykończyć miodem. 
Śliwka

wtorek, 22 stycznia 2013

Ser Halloumi w panierce z nachos

Od dłuższego czasu mam w lodówce przyjaciela. To ser grecki ser Halloumi, który kupiłam niespełna dwa lata temu z zamiarem zgrillowania go i użycia do sałatki. Czas mijał, a ser leżał samotnie w kartoniku, na dobre wpisując się w pejzaż otwieranej lodówki. 

Wyrzuciłabym go już dawno temu (data przydatności do spożycia minęła w czerwcu zeszłego roku), ale jakoś nie mogłam się z nim rozstać:) Nie ryzykując zdrowiem, kupiłam dzisiaj nowe pudełeczko,  a stare niestety byłam zmuszona wyrzucić, aby nie wyszło z lodówki o własnych siłach. Trochę przeraża mnie to, że stara wersja, mimo wszystko nie wyglądała najgorzej (choć może dobrze, że nie zdjęłam z niej folii). 

Mogę się założyć, że wielu z Was uwielbia smażony oscypek z dodatkiem żurawiny.  A to dlatego, że sama dałabym się za niego pokroić i wiem, że większość osób, które znam również. Podobnie smakuje smażony ser Halloumi, który jak oscypek, ma sprężystą konsystencję w środku. No a panierka z nachosów idealnie się z nim komponuje. 

Miałam do niej spory uraz, gdyż jeszcze kilka lat temu, gdy nie miałam zielonego pojęcia o gotowaniu postanowiłam przygotować obiad-niespodziankę dla mojego chłopaka. W zaciszu jego kuchni zabrałam się za tworzenie kurczaków w panierce z nachos. Efekt był opłakany- surowe mięso otoczone zwęgloną panierką, mieszkanie pełne dymu i kuchnia niczym po wizycie huraganu. Mój chłopak do dziś wspomina jak znajdował resztki panierki jeszcze przez dwa tygodnie. Na szczęście nie powstrzymało mnie to od dalszych eksperymentów kulinarnych... no może tylko od obtaczania mięsa nachosami. 

Dzisiaj i mięso zrobiłabym inaczej, więc polecam wam tę panierkę również w takim wydaniu (wystarczy ostrożnie smażyć na małym ogniu, lub po prostu dać mięsu dojść w piekarniku). A jeśli nie macie akurat sera Halloumi możecie użyć też oscypka czy tofu. 

Ser Halloumi w panierce z nachos (2 porcje- 6 kawałków sera)

- 250 g sera Halloumi
- 100 g nachos 
- 3 łyżki mąki
- 1 jajko

- żurawina - do podania
  1. Pokrój ser na plasterki grubości 0,5 cm. 
  2. Przygotuj 3 głębokie talerze. Do jednego wsyp mąkę, do drugiego wbij jajko i roztrzep widelcem, a do trzeciego wsyp pokruszone wcześniej nachos.
  3. Na patelni rozgrzej oliwę. 
  4. Ser obtaczaj najpierw w mące, następnie w jajku, a na koniec w nachos. Połóż na rozgrzaną patelnię i smaż na średnim ogniu aż panierka z brązowieje, a następnie obróć na drugą stronę i usmaż z drugiej strony.
  5. Usmażone kawałki sera odłóż na papierowy ręcznik, aby odsączyć je z tłuszczu.
  6. Podawaj na ciepło z żurawiną. 
Śliwka

niedziela, 13 stycznia 2013

Włoski tydzień #7: Panini Caprese


































Przez cały tydzień próbowałyśmy udowodnić jak różnorodna potrafi być kuchnia włoska, co zaskakująco niewiele ma wspólnego z tradycyjnym włoskim śniadaniem. Włosi bowiem, przynajmniej w moim mniemaniu,  nie podchodzą kreatywnie do pierwszego posiłku dnia. 

Tradycyjnie, prawdziwy Włoch rozpocznie dzień śniadaniem (colazione) na słodko, przegryzając rogalika, biscotti lub ciastko, popijając je najlepszą włoską kawą z dodatkiem mleka. Postanowiłam więc, zamiast przygotowywać domowe śniadaniowe słodkości, podeprzeć się innym włoskim przepisem, który z definicji raczej nie pasuje do włoskich zwyczajów śniadaniowych, ale u nas sprawdzi się jak ulał. Mówię tu o pysznych ciepłych kanapkach Panini. 

Mam wrażenie, że na dobre zaprzyjaźniły się z polską gastronomią, bo widzę je w menu naprawdę wielu miejsc. Nic dziwnego. Są pyszne, różnorodne i niezwykle szybkie do przygotowania. Uwielbiam je, więc nie mam nic przeciwko:)

Panini tradycyjnie przygotowujemy z ciabatty, napełniamy ulubionymi składnikami i tostujemy nadając im charakterystycznych, przypieczonych pasków. Jeśli nie macie specjalnego tostera, możecie spokojnie wyczarować takie cuda na patelni grillowej. 

Żeby już na całość podkreślić włoski klimat moich Panini, jako dodatek wybrałam składniki jednej z najpopularniejszych włoskich sałatek- Caprese. Oprócz tradycyjnego połączenia mozzarelli z pomidorami, zamiast świeżych liści bazylii (które po obróbce termicznej tracą smak) ciabattę posmarowałam bazyliowym pesto. 

A na koniec "Włoskiego tygodnia", w ramach podsumowania, rzucę w eter pytanie: jaki jest sekret figury Włoszek? Słodkie śniadania, makarony, panini, pizza... a widzieliście kiedyś otyłą Włoszkę?:)

Panini Caprese (2 porcje)
- 1 długa ciabatta (lub 2 małe ciabatty-bułki)
- 1 kulka mozzarelli
- 1 pomidor
- pesto (gotowe lub z tego przepisu)

  1. Ciabattę przekrój na pół. Każdą połówkę rozkrój wzdłuż. 
  2. Posmaruj połówki od wewnętrznej strony masłem i pesto. Ułóż na dolnej części ok. 3 plastry mozzarelli i 3 plastry pomidora. Zamknij górną częścią bułki.
  3. Patelnię grillową (jeśli nie masz tostera) wysmaruj oliwą. Rozgrzej, ułóż bułkę. Najlepiej ją czymś obciążyć z góry (lub po prostu mocno przyciskać łopatką). Ja użyłam kamienia do ostrzenia noża. 
  4. Smaż kilka minut, aż na dolnej części zrobią się charakterystyczne przysmażone paski, odwróć bułkę i powtórz tę samą czynność z drugiej strony. 
  5. Przekrój, aby stworzyć dwa trójkąty. Smacznego
Śliwka

niedziela, 16 grudnia 2012

Śniadanie do łóżka #78: Jajka farmera




























Cudowna zimowa pogoda przynosi wiele przyjemnych niespodzianek. Dzięki niepohamowanej śnieżycy późnym wieczorem zakotwiczył w Warszawie mój dawno nie widziany przyjaciel, który opuścił mnie na prawie rok, w celu zjeżdżenia od góry do dołu całej Ameryki Południowej. Prosto z gwatemalskiego upału trafił, bez kurtki, do naszej śnieżnej krainy.

Przywitaniom, uściskom i pocałunkom nie było końca. Świętowaliśmy właśnie po raz pierwszy z okazji zbliżających się świąt, więc trafił prosto na polską ucztę- pyszny bigos, pierogi ruskie i barszcz z kołdunami. Poza ogromną ilością dań, pochłonęliśmy też zdecydowanie zbyt dużo alkoholu. 

Siedząc rozbici przed telewizorem, tak samo jak przed rozłąką, marnując kilka godzin na oglądanie wróżbity, który uwalnia na wizji nasze czakry zapragnęliśmy czegoś konkretnego. Czegoś co zabije nasz fizyczny i psychiczny ból po przeholowaniu z alkoholem. Na pierwszy ogień poszły wspominane przez przyjaciela jako jedno z najlepszych śniadań (obok desayuno chapin) huevos ranchero, czyli w wolnym tłumaczeniu jajka farmera. Niezwykle sycące i potrafiące czynić cuda jeśli chodzi o przywracanie do życia. 

Jajka ranchero (2 porcje)
- 4 jajka
- 2 tortille
- żółty ser do starcia i posypania
Sos:
- 400 g pomidorów z puszki
- 1 pomidor
- pół cebuli
- 2 ząbki czosnku
- 1 łyżka ciemnego sosu sojowego
- 1 łyżka sosu rybnego
- 1 łyżka ostrego sosu chilli
- 1 łyżka octu balsamicznego
- 1 łyżeczka ostrej papryki w proszku
- 1 łyżka cukru

  1. Przygotuj sos. Posiekaj cebulę i czosnek w drobną kostkę. 
  2. Rozgrzej na patelni oliwę i wrzuć cebulę z czosnkiem. Smaż przez kilka minut aż cebula się zeszkli.
  3. Dodaj pomidory z puszki i pokrojonego w kostkę pomidora. Smaż przez ok. 10-15 minut, żeby sos zgęstniał. 
  4. Dopraw sosem rybnym, sosem sojowym, sosem chilli, octem balsamicznym, papryką w proszku i cukrem. Utrzymuj ciepłe w trakcie smażenia jajek
  5. Usmaż jajka sadzone (po 2 na porcję).
  6. Na tortille nałóż porcję ciepłego sosu, następnie usmażone jajka sadzone i całość posyp startym serem.
Śliwka

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...