Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała czekolada. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 maja 2017

Blondies z rabarbarem i migdałami


Podobno mężczyźni wolą blondynki. Chyba nigdy tego nie rozstrzygniemy, ale pewne jest to, że w temacie deserów królują czekoladowe mulatki. Jeśli jednak postawimy obok gorzkiej brunetki słodko-kwaśną blondyneczkę to może się okazać, że depcze jej mocno po piętach.

Zainspirowana rabarbarem postanowiłam przygotować przepis, z którym powinna sobie poradzić każda blondynka. Żeby nie było, że głupie żarty o blondynkach opowiadam (sama za takimi nie przepadam), muszę się wytłumaczyć - sama jestem blondie. A właśnie o przepisie na blondies mowa, czyli brownie z białej czekolady.

Musicie mi uwierzyć na słowo, słodkie ciasto z białej czeko idealnie komponuję się z kwaskowatym rabarbarem i skórką pomarańczową. Z wierzchu wyszło chrupiące, w środku wilgotne. Upieczcie mamom w ich święto, albo sobie. Nie pożałujecie :)




Blondies z rabarbarem i migdałami
  • 150 g białej czekolady
  • 100 g masła
  • 2 jajka
  • 80 g trzcinowego cukru lub 100 g białego
  • 250 g mąki pszennej
  • płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • łyżka skórki z pomarańczy
  • 50 g płatków migdałowych + do posypania z wierzchu
  • 3 łodygi rabarbaru
  1. W rondlu topimy masło. Następnie zestawiamy rondel z ognia i dodajemy połamaną białą czekoladę, energicznie mieszamy przez ok. minutę, aż masa się dobrze połączy.
  2. Jajka ubijamy mikserem lub ucieramy ręcznie z cukrem na kogel mogel.
  3. Dodajemy jeszcze ciepłą masę maślano-czekoladową, mieszamy.
  4. Następnie wsypujemy mąkę, dodajemy proszek do pieczenia, płatki migdałowe i świeżo startą skórkę z pomarańczy. Całość dokładnie mieszamy.
  5. Formę keksówkę (12x24cm) wykładamy pergaminem, przekładamy do środka ciasto, wierzch wyrównujemy. Ciasto dekorujemy paskami rabarbaru (nie obieramy) i posypujemy płatkami migdałowymi.
  6. Blondies pieczemy w rozgrzanym piekarniku do temperatury 180 stopni przez 30 minut. Najlepiej smakuje po schłodzeniu w lodówce.
 Tosia

wtorek, 8 grudnia 2015

Bananowy krem krówkowy



Mimo ogromnej tęsknoty za słońcem, mogę śmiało powiedzieć (w tym przypadku napisać), że moim ulubionym miesiącem jest grudzień! W tym roku mija mi jak szalony, co mnie trochę niepokoi, ale szkoda czasu na przemyślenia dotyczące upływającego czasu. Lepiej skupić się na przedświątecznych zadaniach do wykonania!

Ciasto na piernik staropolski już od dawna dojrzewa. Rozpisałam sobie kuchenne zadania na przyszły tydzień. Zamierzam np. ulepić wcześniej uszka oraz pierogi i je zamrozić, na pewno zabiorę się też za piernikowe śledzie, aby przed świętami mieć też chwilę oddechu i nie chodzić w wigilię jak zmęczone zombie. Powoli kończę też spisywać ostatnie pomysły na prezenty dla bliskich, te kupne, jak i własnoręcznie zrobione.

Uwielbiam robić innym prezenty, chociaż nie będę udawała świętej Antoniny z Nicei, mimo wszystko wolę je dostawać ;) A najprzyjemniej jeśli ja mogę coś komuś podarować i jednocześnie również cieszyć się niespodzianką. Dlatego od kilku lat biorę chętnie udział w akcji organizowanej przez Marysię, o której wspominałam na blogu już nie jeden raz. W skrócie zabawa polega na robieniu prezentu przypadkowo wylosowanej osobie, trochę jak za czasów podstawówki.

Osoba, którą wylosowałam podała 3 pomocnicze hasła, między innymi, że interesuje się architekturą i sztuką. Dlatego wybrałam dla niej książkę Marcina Wichy "Jak przestałem kochać design", ale nie byłabym sobą, gdybym nie przygotowała czegoś jadalnego. Do paczki dodałam butelkę z goździkową pomrańczówką oraz krem krówkowy, który miałam robić z tego przepisu.

W trakcie gotowania kremu okazało się, że mam za mało kremówki, aby masa zapełniła cały słoiczek. Zainspirowana owocową misą w jadalni i wspomnieniem tegorocznych mazurków sięgnęłam po banany i dodałam je do gotującego się karmelu. Następnie całość zmiksowałam i wyszło z tego coś moim zdaniem jeszcze lepszego niż klasyczny słony karmel - bananowy krem krówkowy z solą :) 



Bananowy krem krówkowy/ słoik 250 g
  • 70 g cukru (warto użyć trzcinowego)
  • 2 łyżki wody
  • 300 ml śmietanki kremówki
  • 100 g białej czekolady
  • płaska łyżeczka soli (lub 3/4 łyżeczki)
  • 3 banany
  1.  W rondelku podgrzewamy kremówkę z połamaną na kawałki białą czekoladą i solą. Mieszamy co jakiś czas, aby nie powstały grudki. Letni płyn zestawiamy z ognia.
  2. Do większego garnka z grubym dnem wsypujemy cukier, dodajemy 2 łyżki wody. Podgrzewamy, aż cukier się skarmelizuje i nabierze brązowego koloru. W tym czasie nie mieszamy cukru, czasem tylko potrząsamy garnkiem.
  3. Garnek z karmelem zestawiamy z ognia, wlewamy powoli połowę kremówki i mieszamy, pilnując, aby nie wykipiało. Stawiamy na kuchence, wlewamy pozostałą część kremówki. 
  4. Wrzucamy pokrojone na kawałki banany i gotujemy całość na małym ogniu przez ok. 10 minut, od czasu do czasu mieszając.
  5. Gęsty krem miksujemy blenderem na gładką konsystencję i przekładamy do wyparzonego słoika.
  6. Ostudzony krem przechowujemy w lodówce.
Tosia

wtorek, 28 kwietnia 2015

Wtorek z kaszą #48: Ciasto jaglane z białą czekoladą i rabarbarem


Pewnie słyszeliście kiedyś z ust niejednej babci powiedzonko "Jak kocha to wróci". Babcie często mają rację, a szczególnie przekazując mądrości w formie aforyzmów i oczywiście w temacie ubierania się adekwatnie do pogody. A rabarbar chyba faktycznie kochał, bo powrócił, jędrny i rumiany, świetny z niego chłopak :)

Z rabarbarem romansuję dopiero od kilku lat. Jako dziecko czasem zjadałam go w formie drożdżówki z kruszonką lub wypijałam w zbyt kwaśnym wtedy dla mnie kompocie, zrobionym przez ciotkę hodującą go w ogrodzie. Wciąż zdumiewa mnie tym, że jest warzywem, co sezon poznajemy się na nowo, a powitałam go niezwykle słodko!

Inspiracją dzisiejszego przepisu było jaglane brownie, które piekłam już w dwóch wersjach: klasycznej i z batatem. Tym razem zamiast gorzkiej czekolady, do masy na ciasto przemyciłam białą czekoladę, w ten sposób wyszło coś w rodzaju jaglanego blondies.
W cieście nie ma grama mąki, zamiast cukru pojawiła się wcześniej wspomniana biała czekolada. Wierzch ozdobiły paseczki rabarbaru, posypane cukrem trzcinowym.

Po wyjęciu z piekarnika miałam obawy czy ciasto nie będzie za mało słodkie, ale się pomyliłam, dodatkowo posypane z wierzchu cukrem pudrem smakowało idealnie :) A do tego nie było suche, jak niektóre sezonowe ciasta z owocami. Myślę, że takie ciacho można śmiało zapakować w pudełko i zabrać na majówkowy piknik. Pod warunkiem, że będzie pogoda! Ciekawe co na to babcia?


Ciasto jaglane z białą czekoladą i rabarbarem/ (średnica 16 cm)

  • 2 szklanki suchej kaszy jaglanej
  • 4 szklanki mleka lub wody (u mnie pół na pół)
  • 50 g masła
  • 100 g białej czekolady
  • 2 jajka
  • szczypta soli
  • 3-4 łodygi rabarbaru
  • 3 łyżki cukru trzcinowego
  • cukier puder
  1. Kaszę zalewamy mlekiem lub wodą, dodajemy białą czekoladę, masło i sól. Gotujemy na małym ogniu przez ok. 15 minut, aż kasza wchłonie płyn. Studzimy.
  2. Ostudzoną kaszę mieszamy z jajkami (można sobie pomóc przy pomocy miksera).
  3. Formę wykładamy pergaminem, boki smarujemy masłem.
  4. Wykładamy do formy ciasto, wierzch wyrównujemy łyżką.
  5. Rabarbar delikatnie obieramy i kroimy w paseczki, obtaczamy w cukrze trzcinowym i dekorujemy wierzch przyszłego ciasta.
  6. Wkładamy formę do rozgrzanego piekarnika i pieczemy ciasto przez 30 minut w 180 stopniach.
  7. Po tym czasie wbijamy patyczek, jeśli będzie suchy - ciasto jest poprawnie upieczone. Wyciągamy je z formy i studzimy. Podajemy posypane cukrem pudrem.
 Tosia

niedziela, 1 marca 2015

Śniadanie do łóżka #175: Krem krówkowy


Niedawno w moje ręce trafiła smakowicie wypełniona paczka "Sielski box". W środku znalazłam kilka świetnych produktów, a moje podniebienie podbił szczególnie solony kajmak z białą czekoladą i prażynkami od MeryBarbery Chocolate. Kajmak szybko się skończył, a ja nabrałam ochoty na więcej. Na opakowaniu słoiczka znalazłam wskazówkę w postaci składników z jakich krem został przygotowany i postanowiłam zrobić swoją wersję.

Najpierw przygotowałam intensywny karmel, a następnie wlałam do niego posoloną kremówkę z roztopioną białą czekoladą. Nie byłam pewna czy proporcje są dobre i czy wyjdzie smacznie, a karmel był zbyt gorący i nie chciałam poparzyć ust. Gotowałam go tak długo, aż zaczął gęstnieć, przelałam go do słoiczka i wstawiłam na noc do lodówki.

Rano szybko wyskoczyłam z łóżka i podsmażyłam na patelni kromki domowej chałki. Po pierwszym kęsie chrupiącej grzanki z kremową krówką posypaną płatkami kukurydzianymi, Paweł ogłosił, że z wrażenia ma ciarki. Ja czułam się podobnie, a do tego przypomniał mi się smak podróży do Francji, gdzie w czasach "gimbazy" byłam na wymianie szkolnej. Kuchnia rodziny u której mieszkałam mocno rozczarowała moje wyobrażenie o francuskich smakach, ale po 10 latach nadal pamiętam, że śniadania były fantastyczne. Prawie każdy poranek zaczynałam od grzanki z kremem krówkowym od Bonne Maman i filiżanką mocno zaparzonej herbaty.

Po kilku kolejnych kęsach doszliśmy do wniosku, że krem dodatkowo smakuje identycznie jak cukierki Werther's Original, czyli bosko. Musicie koniecznie kiedyś przekonać się o tym sami! A żeby krem nie kusił mnie przez kilka kolejnych poranków, reszta wyląduje w orzechowej tarcie lub w serniku :)

Kanapkowa krówka/ (słoiczek)
  • 70 g cukru
  • 2 łyżki wody
  • 200 ml śmietanki kremówki
  • 50 ml mleka
  • 100 g białej czekolady
  • 1/2 łyżeczki soli (można dać 3/4)
  • kilka łyżek płatków kukurydzianych
  1. W rondlu podgrzewamy śmietankę kremówkę z połamaną białą czekoladą i solą. Od czasu do czasu mieszamy, aby nie powstały grudki. Letni płyn zestawiamy na blat.
  2. Do dużego garnka wsypujemy cukier, dodajemy 2 łyżki wody i podgrzewamy, aż cukier się skarmelizuje i nabierze brązowego koloru. W tym czasie nie mieszamy cukru, ewentualnie potrząsamy garnkiem.
  3. Garnek z karmelem zestawiamy z ognia, wlewamy połowę kremówki i mieszamy, pilnując, aby nie wykipiało. Stawiamy na ogniu, wlewamy pozostałą część kremówki, od czasu do czasu mieszamy i gotujemy karmel na małym ogniu przez 10 minut.
  4. Gęstniejący krem przelewamy do słoiczka i studzimy. Następnie wkładamy na noc do lodówki.
  5. Następnego dnia podajemy z grzankami z chałki i posypujemy płatkami kukurydzianymi lub np. naleśnikami.
Tosia

czwartek, 17 kwietnia 2014

Mazurek z mango curd i bezą


Potrawy świąteczne mają to do siebie, że smakują znakomicie tylko raz w roku. Barszcz na zakwasie z uszkami z grzybami nie smakowałby już tak magicznie latem. I jakoś nie wyobrażam sobie widoku babki na paterze, gdy za oknem prószy śnieg.

Z roku na rok niektóre rzeczy się zmieniają, np. liczba osób przy świątecznym stole, czy wybrane potrawy.  Jednak pewna rzecz nie zmienia się u mnie od dzieciństwa. Zawsze w Wielkanoc objadam się mazurkiem z domowym kajmakiem
Od kilku lat, na stole pojawia się także drugi mazurek o eksperymentalnym smaku. Rok temu był to mazurek różany. Tym razem po żywych dyskusjach będzie to mazurek o smaku mango. A zrobiłam go tak:


Najpierw podpiekłam kruche ciasto. Na podpieczony spód wyłożyłam mango curd (wzbogacone o dodatek cytryny), całość ozdobiłam masą na bęzę i wstawiłam ponownie do piekarnika. Sprawa niezwykle prosta, a wyszedł z tego mazurek idealny.
Na szczęście upiekłam go na próbę w zmniejszonej ilości, bo wstyd się przyznać, po kilku godzinach nie został po nim już nawet okruszek.
Polecam przepis nie tylko w święta. Na co dzień można go wykorzystać jako okrągłą tartę :)

Mazurek z mango curd i bezą/ 20x20 cm
  • Ciasto:
  • 150 g mąki pszennej
  • 35 g cukru pudru
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 100 g zimnego masła
  • żółtko
  • 1-2 łyżki wody
  • Mango curd:
  • 1 mango (u mnie ok. 200 g miąższu)
  • sok z 1 cytryny
  • łyżeczka skórki z cytryny
  • 50 g cukru
  • jajko
  • żółtko
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • Beza:
  • białko
  • 50 g cukru
  • łyżeczka octu jabłkowego/soku z cytryny
  • szczypta mąki ziemniaczanej
  • Dodatki:
  • Kilka kostek białej czekolady lub płatki migdałowe
  1. Składniki na ciasto umieszczamy w misie lub na stolnicy. Zagniatamy ciasto jedynie do połączenia składników. Utworzoną kulę z ciasta owijamy w folię spożywczą i wkładamy na godzinę do lodówki.
  2. W tym czasie przygotowujemy krem. Mango obieramy ze skórki i kroimy w kostkę, wrzucamy do wysokiego naczynia, dodajemy skórkę i sok z cytryny. Całość miksujemy na gładki sos.
  3. Sos z mango przelewamy do rondelka, dodajemy cukier i podgrzewamy na małym ogniu. Po ok. 3 minutach dodajemy jajko z żółtkiem i mieszamy energicznie trzepaczką.
  4. 2 łyżki mąki ziemniaczanej mieszamy z łyżką wody i dodajemy do owocowego musu, cały czas przy tym mieszając go trzepaczką. Sos podgrzewamy przez kilka minut, aż zgęstnieje, pilnując, aby nie powstały grudki. Gotowy mango curd studzimy.
  5. Schłodzone ciasto przekładam na oprószoną mąką stolnicę. Wałkujemy je cienko na kwadrat o wymiarach 20x20 cm. Pozostałe resztki ciasta dzielimy na 8 kulek. Z każdej z nich robimy po dwa wałeczki, które zaplatamy ozdabiając boki przyszłego mazurka. Kruche ciasto nacinam widelcem i wkładamy na blasze do rozgrzanego piekarnika.
  6. Ciasto podpiekamy przez 15 minut w 170 stopniach.
  7. W tym czasie ubijamy białko na sztywną pianę. Dodajemy po łyżce cukru i dalej ubijamy. Na koniec dodajemy do sztywnej masy ocet oraz szczyptę mąki migdałowej. Jeszcze raz mieszamy.
  8. Na podpieczony spód wykładamy przygotowane wcześniej mango curd. Wierzch mazurka dekorujemy pianą na bezę, wyciskając ją ze szprycy. Mazurek z bezą ponownie wkładamy do piekarnika na jeszcze 15 minut.
  9. Upieczony mazurek studzimy przed podaniem. Można go dodatkowo udekorować płatkami migdałowymi lub wiórkami z białej czekolady.
Tosia

    sobota, 4 stycznia 2014

    Słodka sobota #126: Cytrynowe magdalenki z białą czekoladą


    W 2013 roku (szczególnie w grudniu) spędziłam tyle czasu w kuchni, że po świętach postanowiłam odpocząć i zrobić sobie "urlop kulinarny". Nie było to łatwe zadanie, ale przez kilka dni trochę odpoczęłam. Nie ukrywam, że do kuchni czasem zaglądałam i nie zapomniałam o gotowaniu nawet na chwilę. 

    Wręcz przeciwnie, w leniwych chwilach towarzyszyły mi książki, które znalazłam pod choinką. Jedną z nich była "Mała paryska kuchnia" Rachel Khoo, którą już od dawna chciałam mieć w domowej kolekcji.
    Przeglądając książkę natrafiłam na przepis na magdalenki. Pomyślałam, że chciałabym je kiedyś upiec, ale potrzebuję do tego odpowiedniej formy w postaci charakterystycznych muszelkowych wgłębień, dlatego sprawę odłożyłam "na potem".

    Nowy Rok jest dla mnie dosyć szczęśliwy, dlatego nie zdziwiłam się, gdy wczoraj przez przypadek trafiła w moje ręce właśnie taka forma! Uznałam, że to przeznaczenie i już kilka godzin później w mojej lodówce chłodziło się ciasto na magdalenki.
    Puszyste, biszkoptowe ciasteczka najlepiej smakują świeżo po upieczeniu. Z ich szybkich zjedzeniem nie powinien nikt mieć problemu, bo rozpływają się w ustach.

    W przepisie Rachel, magdalenki są pieczone z malinami i podawane z kremem cytrynowym, podobnym do lemon curd. W mojej zmodyfikowanej wersji, biszkoptowe ciasteczka również smakują cytrynowo, ale kryją w sobie inną niespodziankę - wtopione kawałki białej czekolady.

    Cytrynowe magdalenki z białą czekoladą/ 19 sztuk
    • 3 jajka
    • 110 g cukru
    • 200 g mąki
    • 10 g proszku do pieczenia
    • skórka starta z 1 cytryny
    • sok z 1 cytryny
    • 20 g miodu
    • 50 ml mleka
    • 200 g masła
    • 50 g białej czekolady
    • cukier puder do posypania
    1. Cytrynę sparzamy, wysuszamy. Mąkę przesiewamy do misy razem z proszkiem do pieczenia. Dodajemy świeżo startą skórkę z cytryny.
    2. W rondelku topimy masło, następnie studzimy.
    3. Łączymy miód z mlekiem, sokiem z cytryny, miodem i ostudzonym masłem.
    4. Jajka ubijamy z cukrem na puszystą masę. Dodajemy do niej mleko z miodem, masłem i sokiem z cytryny, mieszamy.
    5. Do misy z mąką wlewamy mokre składniki w dwóch partiach, delikatnie mieszamy.
    6. Ciasto przykrywamy i wstawiamy do lodówki na kilka godzin lub na noc do lodówki.
    7. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Formę na magdalenki smarujemy masłem i oprószamy mąką (jest to etap konieczny, nawet przy silikonowej formie).
    8. Białą czekoladę siekamy w drobną kosteczkę/wiórki.
    9. Do każdego wgłębienia w formie przekładamy po łyżce ciasta, posypujemy wiórkami białej czekolady. Wierzch delikatnie wyrównujemy. 
    10. Formę wkładamy do piekarnika, pieczemy przez 5 minut w 190 stopniach. Następnie wyłączamy piekarnik na minutę (magdalenki uzyskają w ten sposób charakterystyczne wgłębienia). Po minucie ustawiamy temperaturę 160 stopni i dopiekamy ciasteczka jeszcze 5 minut.
    11. Upieczone magdalenki wyciągamy z formy, przekładamy na kuchenną kratkę i oprószamy cukrem pudrem.
    * Zmodyfikowałam przepis pochodzący z książki "Mała paryska kuchnia" Rachel Khoo. W oryginale jest to przepis na magdalenki z kremem cytrynowym i malinami.

    Tosia

    piątek, 20 grudnia 2013

    Kalendarz adwentowy #20: Pralinki z masą makową i żurawiną



    Zaczynam się poważnie o siebie martwić. Nie wiem czy to ogólne zabieganie, czy zupełnie niezimowa pogoda, ale w ogólę nie czuję świątecznej atmosfery. Codziennie myślę, że może warto powoli wybrać się po prezenty, ale gdy zaczynam chodzić po sklepach, szybko sobie odpuszczam. Przecież mam jeszcze czas. 

    Barszcz? Pierogi? Gravlax (planowany na te święta)- eeee tam! Przecież mam jeszcze mnóstwo czasu. 

    Ktoś dzisiaj uświadomił mnie, że wcale nie mam, a gdy życzyłam dzisiaj wesołych świąt pierwszym urlopowiczom, zaczęłam wpadać w lekką histerię. 

    Jednak przecież nie o to chodzi w świętach. Mamy odpocząć, nie panikować, że czegoś nie zrobimy. Mamy spędzić czas z rodziną i przyjaciółmi, a nie kłócić się z nimi o szczegóły organizacyjne. Staram się to sobie powtarzać, a w między czasie odstresowuję się nieco lepiąc małe kuleczki z masy makowej, obtaczając je w cukrze pudrze. 

    Trufle z masa makowa i żurawiną (ok 100 sztuk)

    - 250 g masy makowej
    - 250 g mascarpone
    - 50 g suszonej żurawiny
    - 200 g bialej czekolady
    - cukier puder do obtoczenia

    1. Rozpuść białą czekoladę w kąpieli wodnej.
    2. Pomieszaj mase makowa, mascarpone i żurawinę. Dodaj białą czekoladę, dobrze wymieszaj i odstaw do lodówki na ok. 2h, a najlepiej na noc, aby masa zgęstniała.
    3. Formuj kulki dowolnej wielkości i obtaczaj w cukrze pudrze. 
    4. Przechowuj w lodówce. 

    Śliwka

    sobota, 2 listopada 2013

    Słodka sobota #124: Brownie potrójnie czekoladowe


    Nie wiem, czy to dewiza życiowa ludzi leniwych, czy tych, którzy wiecznie dążą do perfekcji. Nie czuję się w pełni członkiem żadnej z tych grup. 
    Coś w tym jednak jest i często tę zasadę przemycam do własnego życia, bo uważam, że jak coś robić to porządnie, albo wcale. Dlatego, gdy tylko zdecydowałam się na jakiś czekoladowy wypiek, od razu stwierdziłam, że:

    Jak kochać - to księcia. Jak kraść- to miliony. A jak piec brownie - to tylko potrójnie czekoladowe!

    Tym sposobem upiekłam brownie na bazie gorzkiej czekolady z zawartością kakao 70%, w środku znalazły się kostki mlecznej czekolady z orzechami oraz białej. Gdy zjadłam kawałek, przeniosłam się do czekoladowego raju! 

    Przepis możecie dostosować do własnych upodobań. Jeśli wolicie bardziej wilgotne brownie - wystarczy 15 minut w piekarniku, przy bardziej zwartym, ale nadal wilgotnym cieście będzie to ok. 18 minut.

    Ps. Podzielcie się chociaż kawałkiem z kimś kogo lubicie, na pewno to doceni! 

    Brownie potrójnie czekoladowe/ forma 18x22cm
    • 150 g gorzkiej czekolady (u mnie zawartość kakao 70%)
    • 150 g masła
    • 120 g cukru
    • 150 g mąki pszennej
    • 2 jajka
    • szczypta soli
    • 50 g  mlecznej czekolady (u mnie z orzechami)
    • 100 g białej czekolady
    • 1-2 łyżki kakao
    1. Do rondla wlewamy wodę sięgającą 1/4 wysokości. Nad rondlem umieszczamy miseczkę z masłem oraz czekoladą, które rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Po kilku minutach mieszamy dokładnie rozpuszczoną masę, która powinna być lejąca i studzimy.
    2. Jajka ubijamy z cukrem na puszystą masę. Dalej ubijając mikserem, wlewamy rozpuszczoną i ostudzoną czekoladę.
    3. Następnie dodajemy przesianą mąkę oraz szczyptę soli i jeszcze chwilę miksujemy całość do połączenia składników. na koniec dorzucamy kostki białej i mlecznej czekolady.
    4. Formę wykładamy papierem do pieczenia lub smarujemy masłem. Wlewamy masę, wyrównujemy łyżką wierzch i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika do temperatury 180 stopni.
    5. Brownie pieczemy przez 16-18 minut, w zależności od planowanego efektu. Im krócej pieczemy, tym będzie bardziej wilgotne.
    6. Upieczone można posypać dodatkowo kakao.
    Tosia

    sobota, 23 marca 2013

    Słodka sobota #96: Mazurek różany z białą czekoladą


































    Zbliża się Wielkanoc, chociaż pogoda mogłaby sugerować zupełnie inne święa. Nie zdziwiłabym się, gdyby w galeriach handlowych, między stosikami z żółtymi pluszowymi pisklętami i kolorowymi pisankami, puszczali Last Christmas. W końcu śnieżna aura nie wprowadza w wiosenny nastrój. Cały czas próbuję się przestawić na lżejszą, zieloną kuchnię, ale nie jest to łatwe, kiedy organizm potrzebuje rozgrzewaczy. 
    Moja koleżanka, opowiadała mi wczoraj, że jej mama na poważnie rozważa w tym roku opcję urządzenia powtórki z Wigilii, zamiast Wielkanocy. Pomysł wbrew pozorom nie jest wcale taki dziwny, z chęcią zjadłabym bigos i pierogi, ale za długo czekałam na wielkanocne potrawy.
    Nie ukrywam, że kulinarna strona wszystkich świąt była dla mnie zawsze bardzo ważna. Już jako dziecko ingerowałam w każde menu, narzucając swoje zdanie starszym. Oprócz zaskakujących potraw, na stole musiały pojawić się też klasyczne potrawy, chociaż kilka, czyli  żurek, jajka faszerowane i przede wszystkim mazurki. Tak jak obok babek mogę przejść obojętnie, tak mazurki zachwycają mnie od zawsze. Od lat, moim ulubionym jest mazurek z domowym kajmakiem. 
    Ostatnio na próbę zrobiłam Dulce de leche z przepisu Moniki i muszę przyznać, że krem z dodatkiem orzechówki może być sporą konkurencją dla starego kajmakowego wyjadacza. Ale żeby dać szansę innym smakom, przygotowałam też zupełnie inny mazurek, bo różany.
    Krem powstał na bazie kremówki, mascarpone, odrobiny wódki "cytrynówki" i konfitury różanej. Celowo nie jest zbyt słodki, ponieważ wynagradza to polewa z białej czekolady. 
    Przyznam, że kajmakowy nadal jest moim ulubionym, ale różany też jest na pewno godny polecenia :)

    Mazurek różany z białą czekoladą/ 3 prostokątne foremki 22x10cm

    Spód:
    • 320 g mąki pszennej
    • 70 g cukru pudru
    • 200 g zimnego masła, drobno pokrojonego
    • 2 łyżki kwaśnej śmietany 18%
    • 2 żółtka
    Masa różana:
    • 200 ml śmietanki kremówki
    • 120 g mascarpone
    • 160 g konfitury/marmolady różanej
    • łyżeczka wódki cytrynowej
    • łyżeczka wody różanej
    • 3 łyżki suszonych kwiatków róży
    • płatki migdałowe
    Polewa:
    • 50 g białej czekolady
    • 2-3 łyżki śmietanki kremówki 
    1. Składniki ciasta umieszczamy w misie lub na stolnicy i zagniatamy do połączenia się składników. Kulę z ciasta owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na godzinę.
    2. W tym czasie przygotowujemy krem różany. Śmietankę kremówkę ubijamy mikserem na sztywną pianę. Następnie dodajemy mascarpone, konfiturę różaną, wódkę cytrynówkę oraz wodę różaną. Ubijamy jeszcze krótką chwilę, aby nie było grudek. Masę próbujemy i ewentualnie dodajemy soku z cytryny/cukru pudru/więcej konfitury. Przekładamy ją do miseczki, przykrywamy folią i wkładamy do lodówki.
    3. Schłodzone ciasto wykładamy na stolnicę. Dzielimy na 3 części. Z każdej z nich, zostawiamy trochę ciasta na ramki. Resztę rozwałkowujemy na 3 prostokątne spody.
    4. Wykładamy nimi foremki, a z pozostałej części ciasta robimy cienkie wałeczki, które przeplatamy ze sobą tworząc coś w rodzaju warkoczyka. Z warkoczyków z ciasta robimy ramki mazurkom, wykładając nimi boki. Spód każdego mazurka nakłuwamy widelcem, aby nie podniosły się w trakcie pieczenia.
    5. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Kruche ciasto pieczemy przed 20 minut. Następnie studzimy.
    6. W rondelku gotujemy wodę. Do miseczki wrzucamy połamaną białą czekoladę, ustawiamy ją nad rondelkiem, nad parą wodną, w taki sposób, aby nie dotykała bezpośrednio wody. Gdy czekolada pod wpływem ciepła, zacznie się rozpuszczać, dodajemy śmietankę kremówkę i mieszamy. Roztopioną gładką polewę w miseczce zdejmujemy z rondelka.
    7. Na ostudzone spody wykładamy schłodzoną masę różaną. Posypujemy ją płatkami migdałowymi i suszonymi kwiatkami. Dodatkowo oblewamy polewą z białej czekolady.
    Tosia

    sobota, 14 lipca 2012

    Słodka sobota #63: Jagodzianki z polewą z białej czekolady






































    Pamiętacie te cudowne czasy, kiedy jagodzianki kosztowały ok. 1,50 zł? Ostatnio się bardzo zdziwiłam, bo wchodząc do przypadkowej cukierni dostrzegłam przy jagodziankach cenę 3,80 zł! Cena ta na pewno odstrasza. Szczególnie w momencie, w którym dokonujesz pierwszych gryzów w jagodowej bułeczce i nadal nie możesz się doczekać nadzienia. Suche jagodzianki  z małą ilością farszu za tak wysoką cenę to prawdziwy skandal.
    Zazwyczaj mam tak, że gdy na polu widzenia pojawia się jakiś problem to muszę go natychmiast rozwiązać. Tak też było z jagodziankami, od razu uznałam, że muszę się zabrać za produkcję domowych jagodzianek! 
    Zrobiłam w tym tygodniu ich dwie partie, w sumie wyszło 36 sztuk. Podliczając z ciekawości koszt ich produkcji wyszło mniej niż złotówkę na jedną jagodziankę. Częstując nimi różne osoby nawiązywały się dyskusje na temat tego jaki powinien być idealny jagodowy farsz. Z rozmów wynika, że są gusta i guściki, jedni nie lubią gdy nadzienie ma zbyt wiele cukru, dla innych z kolei większość jagodzianek jest zbyt kwaśna. Ja wybrałam wersję pośrednią, lecz kwaskowatość jagód postanowiłam przełamać słodką polewą z białej czekolady. Nie da się ukryć, że biała czekolada i jagody to wspaniałe połączenie i moim zdaniem w takim duecie powinny częściej występować :)
    Do ciasta drożdżowego wybrałam suszone drożdże instant, dlatego jego wykonanie nie powinno przynieść nikomu trudności. Naprawdę warto zrobić sobie taką jagodową przyjemność i podzielić z innymi :)


    Jagodzianki
    • 500 g mąki pszennej
    • 50 g cukru
    • 2 łyżeczki drożdży instant
    • 125 ml mleka 1,5 %
    • 125 ml letniej wody
    • 200 g masła
    • szczypta soli
    • jajko
    • 300 g jagód
    • 90 g cukru (lub więcej)
    • łyżka ekstraktu z wanilii
    •  jajko + łyżka wody (do posmarowania)
    1. Do rondelka wrzucamy kostkę masła i zalewamy mlekiem. Gotujemy na małym ogniu, aż do rozpuszczenia. Zestawiamy z ognia i chwilę studzimy.
    2. W drugim rondelku gotujemy wodę, tak by była letnia, lecz nie gorąca (termometr kuchenny powinien pokazywać ok. 35-40 stopni).
    3. Do misy miksera przesiewamy mąkę. Wsypujemy drożdże, cukier i szczyptę soli.
    4. Zaczynami miksować stopniowo wlewając letnie mleko z masłem, na przemian z letnią wodą.
    5.  Gdy składniki się połączą na koniec wbijamy jajko i dalej wyrabiamy ciasto jeszcze kilka minut.
    6. Po tym czasie ciasto powinno osiągnąć formę kuli i być bardzo elastyczne. Zostawiamy je w misce i przykrywamy czystą ściereczką stawiając na godzinę w ciepłym miejscu bez przeciągów.
    7. Ciasto po godzinie powinno podwoić objętość (jeśli tak się nie stanie to warto zostawić na jeszcze pół godziny). Formujemy wałek i dzielimy je na 18 części (ja każdą część zważyłam i wyszło po ok. 60-70 g na kulkę).
    8. Jagody mieszamy z cukrem i ekstraktem z wanilii.
    9. Z każdej porcji ciasta formujemy okrągły placuszek (jak na pierogi). Ciasto jest elastyczne, więc warto je rozciągnąć. Na środku kładziemy po ok. 2 łyżki jagód i zlepiamy boki jak na pierogi. Tak przygotowane jagodzianki odkładamy na blasze wyłożoną pergaminem dołem ku złączeniu (pozostałym po zlepieniu). 
    10. 18 jagodzianek rozkładamy na 2 blachy i przykrywamy je czystymi ściereczkami. Stawiamy w ciepłe miejsce na 30 minut.
    11. Roztrzepujemy jajko z łyżką wody. Jajeczną miksturą smarujemy jagodzianki przy pomocy pędzelka.
    12. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Jagodzianki pieczemy przez ok. 18 minut, aż się zarumienią. 
    13. Przekładamy na kuchenną kratkę i smarujemy polewą z białej czekolady.
    Polewa z białej czekolady
    • 100 g białej czekolady
    • 50 ml śmietanki kremówki
    1.  Nad rondelkiem z gotującą się wodą umieszczamy miseczką, tak by nie dotykała wody. Wrzucamy białą czekoladę, którą od czasu do czasu mieszamy.
    2. Gdy zacznie się rozpuszczać dolewamy kremówkę i dalej mieszamy. Rozpuszczone składniki zestawiamy z rondelka i odstawiamy do ostygnięcia.
    3. Po ostudzeniu masa zacznie gęstnieć, polewamy wtedy nią jagodzianki i wkładamy do lodówki na minimum pół godziny.
    Tosia

    wtorek, 26 czerwca 2012

    Domowa fabryka czekoladowego makaronu







































    Moje kulinarne marzenia się spełniły. Dostałam w końcu upragnioną maszynkę, dzięki której będę mogła eksperymentować z domowym makaronem.
    Ponad rok temu Śliwka pokazała Wam jak zrobić taki makaron w tej notce. Ja na produkcję własnego makaronu musiałam trochę poczekać, ponieważ zakup maszynki odkładałam wiecznie "na potem". 
    Kiedy rozpakowałam prezent i zobaczyłam uśmiechającą się do mnie maszynkę, wiedziałam, że się polubimy :)
    Od razu zaczęłam rozmyślać jaką pastę przygotuję najpierw. Uznałam, że czekałam na ten moment długo, więc warto zacząć przygodę wielkim wejściem smoka - czekoladowym makaronem.
    Cały czas nie mogłam się zdecydować, czy chciałabym zrobić ravioli, czy tagliatelle, dlatego zrobiłam makaron na dwa sposoby. Dodatki są takie same, po prostu inaczej podane. 
    Do czekoladowego makaronu idealnie moim zdaniem pasuje twaróg z mascarpone i białą czekoladą. Aby przełamać słodycz dodatków wybrałam lekko kwaskowate maliny. Kombinacja idealna!
    Już nie mogę się doczekać następnych makaronowych przepisów.
    Może Wy pomożecie mi rozstrzygnąć problem, wybierając, które danie wolicie. 
    Czekoladowe ravioli, czy czekoladowe tagliatelle? Czekam na Wasze opinie :)








































    Czekoladowy makaron
    • 500 g maki pszennej
    • 150 ml letniej wody
    • 3 łyżki oliwy
    • 3 żółtka
    • 100 g gorzkiej czekolady
    1. Na blat przesiewamy mąkę, robimy "górkę". Dodajemy oliwę i 3 żółtka, mieszamy widelcem, tak by dotarły do jak największej ilości mąki.
    2. Nad rondlem z gotującą się wodą umieszczamy miseczkę z czekoladą. Gdy czekolada się rozpuści, odstawiamy na chwilę do lekkiego przestygnięcia.
    3. Do mąki wlewamy stopniowo letnią, lecz nie gorącą wodę i zagniatamy ciasto. W momencie, w którym składniki się połączą dodajemy rozpuszczoną czekoladę i dalej wyrabiamy. Gotową kulę z ciasta przykrywamy folią spożywczą i wkładamy na pół godziny do lodówki.
    4. Następnie ciasto dzielimy na kilka porcji i każdą z nich chwilę wałkujemy. Tak przygotowane ciasto przepuszczamy przez maszynę do makaronu lub dalej wałkujemy, by było bardzo cienkie.
    5. Ciasto przykrywamy ściereczką i zostawiamy na pół godziny-godzinę, aby "odpoczęło".






































    Ravioli z twarogiem, mascarpone, białą czekoladą i malinami
    • porcja rozwałkowanego, czekoladowego makaronu
    • 50 g chudego twarogu
    • 60 g mascarpone
    • 50 g białej czekolady
    • maliny
    1.  W kąpieli wodnej (tam samo jak gorzką czekoladę wcześniej), rozpuszczamy białą czekoladę. Twaróg zgniatamy widelcem w miseczce. Mascarpone ubijamy trzepaczką i stopniowo wlewamy białą czekoladę. Mieszamy, odstawiamy połowę na potem, a resztę łączymy z twarogiem.
    2. Dwa płaty makaronowe położyć na stolnicy oprószonej mąką. Na jednym płacie kładziemy po łyżeczce przygotowanej masy, w odstępach ok. 2 cm (widoczne na zdjęciu). Na masę twarogową kładziemy po jednej malinie.
    3. Bierzemy druga połowę ciasta i przykrywamy nią płat z nadzieniem. Palcami dociskamy wokół każdego farszu, lepiąc w ten sposób ravioli. Za pomocą radełka (lub ostrego noża) wycinamy kwadraty z których uzyskamy ravioli.
    4. Gotujemy wodę ze szczyptą soli. Gdy zacznie się gotować wrzucamy ravioli i gotujemy przez 3-4 minuty, aż wypłyną na powierzchnię wody. Wyjmujemy łyżką cedzakową i odsączamy z wody.
    5. Dno głębokiego talerza polewamy białą czekoladą z mascarpone. Wykładamy ravioli i dekorujemy malinami.



































    Tagliatelle z twarogiem, mascarpone, białą czekoladą i malinami
    • porcja rozwałkowanego, czekoladowego makaronu
    • 50 g chudego twarogu
    • 60 g mascarpone
    • 50 g białej czekolady
    • maliny
    1. Czekoladowe ciasto makaronowe przepuszczamy przez maszynę z nakładką do tagliatelle. Jeśli nie mamy maszynki do makaronu, rolujemy ciasto i kroimy je w cienkie paseczki. Makaronowe nitki ostrożnie trzymamy (by się nie posklejały) i wieszamy je np. na wieszaku do ubrań. Zostawiamy na 30-60 minut.
    2.   W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę. Widelcem zgniatamy twaróg w miseczce. Mascarpone ubijamy trzepaczką i wlewamy powoli białą czekoladę. Mieszamy i odstawiamy połowę na potem. Resztę łączymy z twarogiem.
    3. Makaron wrzucamy do gotującej się, posolonej szczyptą soli wody. Gotujemy przez 7-10 minut, aż będzie al dente (najlepiej sprawdzać w trakcie gotowania, czy jest już gotowy). 
    4. Makaron odcedzamy z wody i podajemy z twarogiem oraz sosem z mascarpone i białej czekolady. Tagliatelle dekorujemy malinami.

    Tosia

    niedziela, 11 marca 2012

    Śniadanie do łóżka #39: Czekoladowy omlet






































    Jeśli marzycie o słodkiej, weekendowej rozpuście w postaci śniadania do łóżka to obiecuję Wam, że robiąc ten omlet czekoladowy nie pożałujecie! Co więcej wszystkich tych, którzy będą chcieli go spróbować oficjalnie ostrzegam, że jego smak jest uzależniający :)
    Omlet przełożyłam rozpuszczoną białą czekoladą i bitą śmietaną, ale już sobie wyobrażam jego wakacyjną odsłonę np. z truskawkami!
    Aby zrobić omlet potrzeba zaledwie kilka minut i kilka prostych składników - szczerze polecam :)

    Czekoladowy omlet
    2 jajka
    2 łyżki cukru
    2 łyżeczki kakao
    łyżka masła
    Krem:
    50 g białej czekolady
    60 ml śmietanki kremówki 30%

    1. Żółtka z dwóch jaj ucieramy z cukrem i kakao. Białka ubijamy na sztywną masę (odwracając misę do góry nogami białka nie wypadną). Delikatnie łączymy ubite białka z masą na bazie żółtek.
    2. Na rozgrzanej patelni rozpuszczamy odrobinę masła. Przekładamy masę czekoladowo-jajeczną zakrywając nią całą patelnię. Smażymy na małym ogniu przez 4-5 minut z pierwszej strony, po czym przekładamy ostrożnie omlet na drugą stronę i smażymy przez kolejne 3-4 minuty. Omlet przekładamy na talerz.
    3. Nad rondelkiem z gotującą się wodą kładziemy miseczkę ze stali nierdzewnej i rozpuszczamy w niej białą czekoladę od czasu do czasu mieszając. Dodajemy 30 ml śmietanki kremówki i łączymy ją z białą czekoladą, zestawiamy miseczkę.
    4.Pozostałą śmietankę kremówkę ubijamy na sztywną bitą śmietanę za pomocą miksera (zajmie to kilka minut). Gotowy omlet smarujemy masą z białą czekoladą oraz bitą śmietaną, zginamy w pół i posypujemy kakao.

    Tosia

    sobota, 19 listopada 2011

    Słodka sobota #28: Mini serniki z białą czekoladą i żurawiną przekładane kremem mandarynkowym


    Jesień jest dla mnie sezonem na nudę. Wspominając jeszcze ostatnie dni lata wciąż wydaje mi się, że jest zbyt zimno, żeby wychodzić z domu bez uzasadnionej potrzeby. Nawet mi samej się to nie podoba, ale tak ciężko walczyć z lenistwem! Ale na szczęście są też dobre strony, trochę więcej czasu na eksperymentowanie w kuchni. No i czasem z tego eksperymentowania wyjdzie coś niezwykłego, coś co wprowadzi trochę radości w te ponure, zimne dni. 
    Inspiracja nadchodzi czasem nie wiadomo skąd. Zobaczyłam w sklepie te piękne sufletówki i się zakochałam, a dalszy bieg myśli pognał za pomysłami jak je wykorzystać. No i jakoś tak wyszło. I świetnie wyszło:)
    Gryzę się w język, a raczej, może lepiej powiedzieć, bije po stukających w klawiaturze palcach, żeby TEGO nie powiedzieć (Tosia zarzuca mi zawsze nadmierną, niezdrową ekscytację moimi własnymi pomysłami), ale nie mogę się powstrzymać. 
    To jest najlepszy deser jaki zrobiłam w życiu:) Zakończę tą puentą.

    Mini serniki z białą czekoladą i żurawiną przekładane kremem mandarynkowym (5 porcji)
    - 30g ciasteczek digestive
    - 500g mascarpone
    - 150g białej czekolady
    - 200g suszonej żurawiny
    - 4 mandarynki
    - sok z 1 cytryny
    - 1 jajko
    - 1 żółtko
    - 1 łyżka mąki

    Przygotuj kąpiel wodną. Do średniej wielkości garnka wlej ok. 1/4 wody i zagotuj. W garnku umieść metalową miskę, tak aby się zablokowała (w ostateczności może też pływać po powierzchni wody, ale mieszanie bywa wtedy bardzo niewygodne). W misce umieść mascarpone i połamaną na mniejsze kawałki czekoladę. Mieszaj aż czekolada się rozpuści, a mascarpone stanie się płynne. Do masy wsyp suszoną żurawinę i odłóż miskę na bok do ostygnięcia.
    Mandarynki obierz ze skórki i w miarę możliwość usuń wewnętrzne "nitki". Zmiksuj je blenderem na gładką masę i przetrzyj przez sitko tak aby powstał sok.
    W garnku umieść kolejną miskę i wlej do niej sok z mandarynek. Rozpocznij podgrzewanie. Wyciśnij sok z cytryny i dodaj do soku z mandarynek. W oddzielnej miseczce pomieszaj trzepaczką jajko, żółtko i mąkę. Gdy będą już dobrze wymieszanie, powoli dolewaj do podgrzewającego się soku. Mieszaj trzepaczką przez 5 minut (nie przestawaj!), aż krem znacznie zgęstnieje. Odłóż krem na bok.
    Ciasteczka digestive dokładnie pokrusz, używając np. moździerza. Wypełnij sufletówki/szklanki/miseczki pokruszonymi ciasteczkami tak aby warstwa miała ok. 2-3cm. Zalej ciasteczka 2 łyżkami wystudzonego kremu z mascarpone i białą czekoladą. Następnie wylej kilkucentymetrową warstwę kremu z mandarynek. Wykończ kolejną warstwą serowo-czekoladową. Włóż do lodówki na ok. 3 godziny, a najlepiej na całą noc.

    Śliwka



    sobota, 12 listopada 2011

    Słodka sobota #27: Mus Chococo























    Dzisiejszą gwiazdą Słodkiej soboty  jest kokos! 
    Nie wiem czy zauważyliście, że oprócz plagi biedronek i dużej ilości owocu kaki w marketach trwa także sezon na świeżego kokosa. Jest teraz wyjątkowo tani, łatwiej też jest dostać orzech z wodą kokosową w środku. Wystarczy w sklepie przyłożyć go do ucha i poruszać nim, a jeśli usłyszycie charakterystyczny chlust oznaczać to będzie, że kokos jest młody i świeży. 
    Całe życie wydawało mi się, że nie warto kupować kokosów, bo nie da się ich otworzyć. Pamiętam jak jeszcze wiosną kupiłam orzech i prosiłam chłopaka by otworzył mi go za pomocą wiertarki. Okazuje się jednak, że w dzisiejszych czasach wystarczy wpisać w Google hasło - "jak otworzyć kokos", a znajdziecie tam dokładnie przedstawione porady i filmiki (proces rozłupywania opisałam w przepisie poniżej).
    Z kokosem po raz pierwszy rozprawiłam się sama, co niezwykle zaskoczyło Pawła, który wcześniej musiał walczyć z wiertarką :)
    Przejdźmy teraz do Słodkiej soboty i deseru. 
    Mus, który nazwałam Chococo (przy okazji pozdrawiam przyjaciółkę Choco) to połączenie musu czekoladowego, musu kokosowego i kruszonki z wiórków kokosowych. Mdły i delikatny smak musu kokosowego świetnie się komponuje i łagodzi smak czekolady. Dodatkowo kremy przekładane są pokruszonymi spodami kokosowymi, które można zastąpić kokosankami z cukierni.
    Zdaję sobie sprawę, że na pierwszy rzut oka przepis wygląda na niezwykle długi i skomplikowany, ale wcale taki nie jest. 
    Myślę, że dla uzyskanego czekoladowo-kokosowego smaku warto poświęcić chwilę (albo dwie) w kuchni :)









































    Mus Chococo
    Mus czekoladowy:
    100 g gorzkiej czekolady
    białko
    75 ml śmietanki kremówki
    Mus kokosowy:
    250 g mascarpone
    100 g śmietanki kremówki
    60 g świeżych wiórków kokosowych
    50 ml mleka kokosowego
    łyżka żelatyny
    Kokosowa kruszonka:
    100 g świeżych wiórków kokosowych
    50 g cukru pudru
    białko

    1. Rozłupywanie kokosa.
    Zaczynamy od rozłupania kokosa. Potrząsamy kokosem i sprawdzamy, czy słychać w środku wodę (jeśli tak, znaczy, że kokos jest świeży). W jedną z trzech dziurek (tylko jedna będzie miękka) wbijamy śrubokręt i wydobywamy ze środka wodę kokosową, wlewając ją do miseczki. Ostrym nożem piłujemy mocną rysę na środku kokosa. Owoc wkładamy do rozgrzanego piekarnika do temperatury 200 stopni, na ok. 5 minut. Po tym czasie, w miejscu rysy skorupka kokosa powinna pęknąć. Za pomocą noża lub śrubokrętu odchylamy skorupę kokosa w miejscu pęknięcia, wydobywamy nożem biały miąższ.
    2. Kokosowa kruszonka.
    Robimy kokosową kruszonkę. Białko ubijamy na sztywną pianę. 100 g miąższu kokosowego miksujemy na drobne wiórki kokosowe. Do białka przesiewamy cukier puder i dodajemy wiórki, wszystko delikatnie mieszamy. Formę do muffinów smarujemy masłem i przekładamy kokosową masę tworząc spody/krążki. Blaszkę wkładamy do piekarnika o temperaturze 160 stopni i pieczemy 50 minut. Odstawiamy by spody ostygły.
    3. Mus czekoladowy.
    W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę, odstawiamy do ostygnięcia. Ubijamy białko na pianę, a w osobnym naczyniu śmietanę kremówkę, aż będzie sztywna (sprawdzamy odwracając miskę do góry nogami). Pianę, ubitą śmietanę i rozpuszczoną czekoladę łączymy i miksujemy 2 minuty.
    4. Mus kokosowy.
    Żelatynę zalewamy łyżką zimnej wody i odstawiamy na kilka minut. Mascarpone przekładamy do miski i chwilę ubijamy. Śmietankę kremówkę ubijamy oddzielnie, tak samo jak przy musie czekoladowym (aż będzie sztywna). Bitą śmietanę łączymy z mascarpone, dodajemy mleko kokosowe i chwilę miksujemy. Miąższ kokosowy miksujemy na drobne wiórki, które dodajemy do masy i delikatnie mieszamy. Żelatynę zalewamy łyżką wrzącej wody i powoli wlewamy do masy kokosowej, cały czas mieszając. Mus odkładamy do lodówki na 10 minut.
    5. Dekorowanie musu.
    Spody kokosowe kruszymy na mniejsze kawałki i wrzucamy na spód kieliszków. Następnie wykładamy warstwę musu kokosowego, posypujemy ją ponownie kokosową kruszonką i przykrywamy czekoladowym musem. Wierzch musu dekorujemy płatkami świeżego kokosa. Czynność powtarzamy i wkładamy kieliszki do zamrażalnika na 20 minut. Po tym czasie mus jest gotowy do spożycia, a kieliszki można przełożyć do lodówki.


    Tosia

    czwartek, 22 września 2011

    Pistacjowe blondies























    Bardzo lubię kulinarne wyzwania! 
    Na podstawie jednego lub kilku składników komponować całe danie, mieszając smaki, formy i kolory. 
    Jakiś czas temu moja serdeczna koleżanka Maja sprawiła mi prezent z Sycylii - Crema di Pistacchio. Była to doskonała okazja, aby podjąć wyzwanie. Krem w smaku przypomina bardzo nugat za którym szaleję i gdybym wcześniej nie powiedziała sobie, że chcę coś z niego stworzyć, pewnie zjadłabym cały słoiczek. 
    Uważam, że pistacje wspaniale komponują się z białą czekoladą, dlatego mój ostateczny wybór padł na pistacjowe blondies. Przerobiłam więc sprawdzone proporcje na brownies, zastępując gorzką czekoladę białą i kremem pistacjowym.
    Ahh, wyobraźcie sobie ten słodki duet, a najlepiej przekonajcie się sami!:)



    Pistacjowe blondies
    100 g białej czekolady
    100 g crema di pistacchio*
    200 g masła
    120 g pszennej mąki
    3 jajka
    200 g drobnego brązowego cukru

    W kąpieli wodnej rozpuszczamy krem pistacjowy i białą czekoladę, odstawiamy do ostygnięcia. Jajka ubijamy z cukrem na puszystą masę, dodajemy rozpuszczoną czekoladę i dalej ubijamy. Na koniec przesiewamy mąkę i jeszcze raz miksujemy.
    Keksówkę smarujemy masłem, wykładamy papierem do pieczenia i przekładamy masę. Blondies pieczemy 40 minut, w temperaturze 170 stopni. Ciasto kroimy dopiero jak ostygnie.

    *Aby zrobić samemu krem przypominający Crema di pistacchio należy obrać pistacje i zmiksować je z cukrem za pomocą malaksera, w konsystencji będzie przypominać masło orzechowe.

    Tosia

    LinkWithin

    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...