Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kozi ser. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kozi ser. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 kwietnia 2018

Pyzy ze szpinakiem, kozim serem i żurawiną


A niech mnie kule biją, mam dziś lepkie rączki i poleciałam w kulki lepiąc ziemniaczane pyzulki. Zielono mi i spokojnie, bo przyszła wiosna, więc farsz wybrałam ze szpinakiem. Stwierdziłam, że raz kozie śmierć i dodałam kozi ser, być może zrobicie zdziwione miny, ale dorzuciłam jeszcze trochę żurawiny. Nie da się ukryć, że z natury jestem raczej szczypior, ale uwielbiam wszelkiego rodzaju kluski i pyzy, wchodzą mi zawsze jak po maśle. Dzisiejsze szpinakowe polane masłem ze świeżo startą, nową gałką muszkatołową.


Pyzy ziemniaczane ze szpinakiem, kozim serem i żurawiną/12-15 sztuk (zależnie od wielkości)
Ciasto:
  • 800 g ziemniaków
  • żółtko
  • 50 g mąki ziemniaczanej lub 100 g mąki pszennej 
  • 3/4 łyżeczki soli
  • szczypta curry (opcjonalnie - dla koloru)
Farsz:
  • 350 g świeżego lub mrożonego szpinaku w listkach
  • 80 g tartego koziego sera
  • 3 łyżki kwaśnej śmietany
  • 2 ząbki czosnku
  • 2-3 łyżki suszonej żurawiny
  • łyżeczka octu balsamicznego 
  • łyżeczka masła klarowanego
  • szczypta tartej gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz
Dodatki:
  • masło + szczypta tartej gałki muszkatołowej
  • tarty kozi ser
  1. 400 g obranych ziemniaków gotujemy w osolonej wodzie, aż będą miękkie, odcedzamy i rozgniatamy tłuczkiem na gładkie puree. 
  2. Ostudzone puree ziemniaczane łączymy ze startymi na drobnych oczkach pozostałymi ziemniakami (i odciśniętymi z wody), dodajemy mąkę ziemniaczaną lub mąkę pszenną, żółtko i przyprawy. 
  3. Całość krótko mieszamy do połączenia w gładkie ciasto.
  4. Ciasto dzielimy na kilkanaście części, każdą z nich delikatnie spłaszczamy*, na środku wykładamy po łyżce farszu, boki ciasta zlepiamy ku środkowi tworząc okrągłą pyzę.
  5. Tak uformowane pyzy gotujemy we wrzącej, posolonej wodzie przez 10 minut.
  6. Podajemy z kozim serem i topionym masłem z gałką muszkatołową.
Farsz:
  1. Na klarowanym maśle podsmażamy listki szpinaku, jeśli używamy mrożony, wrzucamy go na 10 minut na suchą patelnię i powoli rozmrażamy (ok. 10 minut). Następnie dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, ocet balsamiczny, śmietanę i przyprawy. 
  2. Podsmażamy 2-3 minuty. Dodajemy tarty kazi ser i żurawinę, mieszamy i studzimy. 
* W zależności od gatunku ciasta być może będzie trzeba dodać mąki ziemniaczanej. W przypadku używania mąki ziemniaczanej najlepiej formować pyzy w zwilżonych dłoniach wodą, w przypadku mąki pszennej delikatnie oprószamy dłonie mąką.

Tosia

wtorek, 8 marca 2016

Rolada grzybowa z kozim serem, szpinakiem i szynką dojrzewającą



Czasy się zmieniają, a wraz z postępem rośnie liczba świadomych konsumentów, którzy chcą jeść zdrowo i wiedzieć co wkładają do koszyka. Grzechem byłoby narzekać, bo wybór w sklepach, na ryneczkach i w warzywniakach jest coraz większy. Jednak wciąż miejsca, w których można porozmawiać bezpośrednio z producentem, rolnikiem i zerknąć na opakowanie z bio certyfikatem są na wagę złota.

Dlatego niezwykle ucieszyła mnie wiadomość o nowo powstałej trójmiejskiej edycji Biobazaru Młode Miasto. Targ odbywa się w ciekawej scenerii, bo na terenie Stoczni w Gdańsku. Z Gdyni to już spora wyprawa, ale nie bez powodu bazar odbywa się w soboty, w weekend miewa się więcej czasu na takie wycieczki.

 Wybrałyśmy się tam niedawno ze Śliwką i byłyśmy pod wrażeniem szerokiego wyboru. Widziałam tam intrygujące produkty na które zacierałam ręce od dawna np. korzenie świeżej kurkumy, z których można zrobić rozgrzewający napar. Oprócz tego skusiłam się na jajka od kur zielononóżek, moje ulubione grzyby boczniaki, ser z pokrzywą, polską szynkę dojrzewającą i jeszcze kilka innych rarytasów.

Produkty zainspirowały mnie do przygotowania grzybowej rolady. Nie wiem czy kojarzycie, ale kilka lat temu dosyć modną przekąską była szpinakowa rolada z serkiem śmietankowym i wędzonym łososiem. Kroiło się ją na plastry i podawało jako przystawkę.

Nigdy nie robiłam szpinakowej wersji, ale nabrałam ochoty na taką wytrawną roladę. Zrobiłam ją w grzybowej wersji, wykorzystując boczniaki, ale myślę, że równie dobrze możecie sięgnąć np. po pieczarki. W środku znajduje się masa z koziego sera, smażone listki świeżego szpinaku oraz wcześniej wspomniana szynka dojrzewająca. Mimo charakterystycznych dodatków, wyszło lekko i pysznie. Rolada zniknęła z prędkością światła. Coś czuję, że powtórzę ją na Wielkanoc :)





Rolada grzybowa z kozim serem, szpinakiem i szynką dojrzewającą
Rolada:
  • 300 g boczniaków (można zastąpić pieczarkami)
  • 3 jajka
  • 70 g mąki pszennej
  • 60 g świeżo tartego sera (u mnie krowi z pokrzywą)
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 3 łyżki masła
  • ząbek czosnku
Farsz:
  • 150 g twarożku koziego
  • 3 łyżki śmietany 30%
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżka soku z cytryny
  • łyżeczka skórki cytrynowej
  • sól, pieprz
 Dodatki:
  • pęczek świeżego szpinaku (ok. 80 g)
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki masła
  • 2 łyżki śmietany 30%
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz 
  • kilka plastrów szynki dojrzewającej
  1. Grzyby wrzucamy do pojemnika malaksera i krótko siekamy, aby były drobne. Jeśli nie mamy malaksera to grzyby można drobno pokroić lub zetrzeć na tarce.
  2. Na maśle podsmażamy posiekane grzyby. Po kilku minutach dodajemy poszatkowany czosnek, sól i pieprz, podgrzewamy jeszcze chwilę, następnie studzimy.
  3. Grzybową masę łączymy z żółtkiem i ubijamy krótko mikserem. Dosypujemy sól, mąkę i tarty ser, miksujemy raz jeszcze.
  4. Białka jajka ubijamy w osobnej misie na sztywną pianę. Łączymy ją z masą grzybową i delikatnie mieszamy.
  5. Blachę piekarnika wykładamy pergaminem i smarujemy masłem. Wykładamy przygotowane ciasto i rozprowadzamy po całej blasze.
  6. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 20 minut w 180 stopniach.
  7. W tym czasie kozi twarożek miksujemy ze śmietaną, posiekanym czosnkiem, skórką i sokiem z cytryny, solą i pieprzem.
  8. Na patelni rozgrzewamy masło i podsmażamy posiekany drobno czosnek. Wrzucamy listki świeżego szpinaku (łodyżek się pozbywamy) i smażymy 3 minut.
  9. Następnie dodajemy śmietanę, sól, pieprz i gałkę muszkatołową. Całość mieszamy i dusimy jeszcze 2 minuty, następnie studzimy.
  10. Upieczoną roladę wyciągamy z piekarnika i studzimy. Smarujemy go z jednej strony masą z koziego sera, w taki sposób, aby zostawić wolną "ramkę". Na kozi ser wykładamy podsmażony szpinak oraz plasterki szynki dojrzewającej.
  11. Zawijamy roladę od dłuższego boku, owijamy ją w folię spożywczą i wstawiamy na kilka godzin do lodówki.
  12. Schłodzoną roladę kroimy na plastry i serwujemy na zimno.
Tosia

środa, 20 maja 2015

Chłodnik z kozim serem na zakwasie z botwinki


Kilka dni temu nastawiłam zakwas, ale wyjątkowo nie chlebowy, a buraczany. Nie taki zwykły, bo na bazie botwinki. Postępowałam w podobny sposób jak w przypadku tradycyjnego zakwasu na barszcz. Jednak oprócz młodych buraczków, wzbogaciłam go również o łodygi i liście botwiny oraz oczywiście dodatki smakowe: plastry młodego czosnku, imbir, chilli, goździki, koper i klasycznie: ziele angielskie, ziarenka pieprzu i sól.

Po kilku dniach kiszenia, otrzymałam zakwas w pięknym kolorze, który idealnie nadaje się na chłodnik. Tylko jednej rzeczy nie przewidziałam - pogody. Chłodnik najlepiej smakuje w słoneczne dni, a nie tak szare i deszczowe jak dzisiejszy. Ostatecznie postanowiłam się tym nie przejmować i cieszyć smakiem chłodnej zupy, a zamiast w talerz, dmuchać na pogodę. W końcu nie wyobrażam sobie maja bez chłodnika, a dopiero dzisiaj otworzyłam oficjalnie sezon!

Chłodnik można podawać tradycyjnie z jajkiem ugotowanym na twardo, albo trochę zaszaleć i dodać kulki z koziego sera i główki szparagów. Ja wykorzystałam do tego Kozią Rurę od Kaszubskiej Kozy.


Chłodnik z kozim serem na zakwasie z botwinki
Zakwas (2 słoiki po 500 ml):
  • pęczek botwinki 
  • pęczek koperku
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 cm korzenia imbiru
  • 1/2 papryczki chilli
  • 4 goździki
  • łyżka ziela angielskiego
  • łyżka ziaren pieprzu
  • letnia woda (niecały litr)
  • 2 łyżeczki soli
  • skórka chleba razowego
Chłodnik:
  • 700 ml zakwasu z botwinki (1 słoik)
  • 800 g kefiru
  • pęczek botwinki
  • pęczek rzodkiewek
  • 5 ogórków kiszonych
  • 2-3 ząbki czosnku
  • pęczek koperku
  • pęczek szczypiroku
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżeczki soli
  • świeżo mielony pieprz
  • kilka łyżek soku z cytryny (opcjonalnie)
Dodatki:
  • kozi ser (u mnie Kozia Rura od Kaszubskiej Kozy)
  • główki ugotowanych zielonych szparagów
  • jajka ugotowane na twardo
Zakwas:
  1. Botwinkę dokładnie myjemy i drobno siekamy. Odcinamy młode buraczki, szorujemy je i również kroimy.
  2. W wyparzonych słoikach układamy przygotowaną botwinkę na przemian z plasterkami czosnku, imbiru, chilli, goździkami, zielem angielskim, pieprzem i koperkiem.
  3. Całość zalewamy letnią wodą wymieszaną z solą.
  4. W każdym słoiku wkładamy po skórce chleba razowego. Pilnujemy, aby wszystkie składniki były zasłonięte wodą.
  5. Słoiki przykrywamy gazą i zostawiamy w ciepłym miejscu. Po dwóch dniach wyjmujemy skórki chleba (dzięki temu nie spleśnieje) i ściągamy z wierzchu pianę, ponownie przykrywamy słoje gazą, zostawiamy jeszcze na dwa dni.
  6. Po 4 dniach zakwas powinien być gotowy. Słoje zakręcamy i wkładamy do lodówki, przechowujemy do dwóch tygodni.
Chłodnik:
  1.  Zakwas buraczany przelewamy przez sito otrzymując klarowny płyn.
  2. Młode buraczki odcinamy, dokładnie szorujemy i drobno kroimy, wrzucamy do misy. Botwinkę myjemy i również drobno siekamy. Wrzucamy do rondla, dodajemy łyżeczkę soli i podgrzewamy przez ok. 5-6 minut, aż botwinka zmięknie, ale pozostanie nadal jędrna. Całość studzimy.
  3. Ogórki kiszone oraz rzodkiewki drobno siekamy. Wlewamy ostudzoną botwinkę z zakwasem, dodajemy kefir, posiekany szczypiorek z koperkiem, przeciśnięty przez praskę czosnek, cukier, sól i sporą ilość pieprzu.
  4. Próbujemy zakwasu i w razie potrzeby doprawiamy. Jeśli lubimy kwaśny chłodnik, dodajemy jeszcze sok z cytryny.
  5. Tak przygotowany chłodnik wstawiamy do lodówki na minimum 30 minut.
  6. Serwujemy na zimno z kulkami uformowanymi z koziego sera, szparagami lub jajkiem.
* Przepis na tradycyjny zakwas buraczany znajdziecie tutaj.
Tosia

niedziela, 26 kwietnia 2015

Śniadanie do łóżka #181: Croissant z kozim serem i karmelizowanym jabłkiem


Gdy jest się w ciąży weekendy zaczynają wyglądać inaczej niż dotychczas. Twoi znajomi z pracy radośnie krzyczą, że nadszedł piątek, a ty ze smutkiem uświadamiasz sobie, że nie otworzysz schłodzonej butelki wina i nie poszalejesz na parkiecie. Najprawdopodobniej po prostu pójdziesz spać, żeby znowu obudzić się prawie przed wschodem słońca.

Brzmi to jak pretensja, ale ja nie lubię narzekać. Wiem, że moja sytuacja się zmieniła, ale wolę się dostosować i wyciągnąć z niej to co najlepsze. Na przykład śniadanie.

Zawsze lubiłam celebrować pierwszy posiłek w weekendy, ale teraz, gdy budzę się tak wcześnie, mogę spokojnie przemyśleć, co będzie dla nas wszystkich najlepsze i najsmaczniejsze. Jestem więc pierwszym klientem w sklepie i kombinuję. A gdy ci sami znajomi, którzy radośnie kwiczeli z okazji zbliżającej się imprezy umierają w łóżkach do późnych godzin popołudniowych, ja popijam kawkę i objadam się croissantami.


Ostatnio sobie myślę, że najchętniej otworzyłabym w swoim mieszkaniu klub śniadaniowy. Zapraszałabym znajomych, z którymi dzielibyśmy ten najfajniejszy moment dnia. Gdybym tylko miała większy stół...

A rogale najbardziej lubię z wytrawnymi dodatkami. Tym razem stawiam na kozi ser, rukolę i karmelizowane jabłka. Gotowe w 5 minut.

Croissant z kozim serem i karmelizowanym jabłkiem (2 porcje)

- 2 croissanty
- kremowy kozi ser
- rukola

- pół jabłka
- 1 łyżeczka masła
- 1 łyżka cukru
- 40 ml wody

  1. Przygotuj jabłka. Pokrój połówkę w plasterki. Rozgrzej na patelni masło. Smaż kilka minut plasterki jabłka z dwóch stron, następnie dodaj cukier i wodę. Smaż aż woda wyparuje i całość pokryje lepki karmel,
  2. Rozkrój croissanty. Posmaruj je kozim serem i wsadź do środka rukolę. Umieść też w środku karmelizowane jabłka. 
Śliwka

wtorek, 6 stycznia 2015

Wtorek z kaszą #37: Jaglano-buraczane burgery


Nowy rok to czas rzucania słów na wiatr i obiecywania sobie, że nasze życie się odmieni. Znam takich, którzy nie zapisują nigdzie noworocznych postanowień, bo wiedzą, że się nie spełnią. Inni ambitnie podchodzą do tematu i z kanapowych leniwców wstających w południe chcą się nagle zmienić w wysportowane poranne ptaszki. Uważam, że warto wejść w nowy rok z uśmiechem i celami, ale aby nasze plany się spełniły, trzeba je wprowadzać stopniowo. Wpadł mi w oko tekst Marysi na temat wprowadzania w życie dobrych nawyków i z takim postawieniem sprawy się zgadzam. Szczególnie jeśli chcemy w tym roku lepiej się odżywiać.

Porzucenie z dnia na dzień lukrowanych pierników, majonezowych sałatek i bigosów pełnych soczystej kiełbasy nie jest sprawą prostą. Proponuję zacząć ostrożnie, od zdrowego, domowego fast-foodu. Tak się składa, że dziś wtorek z kaszą, a to świetna okazja, aby zrobić jaglane burgery, które można serwować na wiele sposobów, w bułce, tortilli, picie lub w sałatce.

Postanowiłam, że burgery będą wegańskie, dodatek jajka do masy wcale nie jest tu potrzebny. Jeśli chcecie zrobić "jaglanego cziza" to świetnie by się tu sprawdził dodatek koziego sera. A przygotowanie burgerów to przyjemna sprawa, wystarczy zmiksować upieczone buraki z kilkoma dodatkami i połączyć je z ugotowaną kaszą. Z takiej masy można swobodnie formować medaliony i grillować je lub krótko smażyć. Kwestia dodatków jest tu dowolna, ja skusiłam się na pastę z awokado i karmelizowaną cebulę.

Zdjęcia robiłam ścigając się z uciekającym słońcem i z burczącym brzuchem, więc nie zdążyłam burgerów pokazać w całości. Zaufajcie mi na słowo, wychodzą kształtne i rumiane!


Jaglano-buraczane burgery/5 sztuk
  • 300 g buraków
  • 550 g ugotowanej kaszy jaglanej
  • łyżka posiekanej papryczki chilli
  • ząbek czosnku
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • 2 łyżki oliwy lub oleju rzepakowego
  • łyżka syropu klonowego, miodu lub syropu z agawy
  • 5 łyżek bułki tartej + 2 łyżki do posypania wierzchu
  • świeżo mielony pieprz
  • sól
  • kilka łyżek oleju do smażenia
  • Dodatki:
  • bułki lub tortille
  • karmelizowana cebula (np. z przepisu 1 lub 2)
  • guacamole (przepis)
  • orzechy
  • sałata lub świeże zioła
  1. Buraki owijamy w folię aluminiową i pieczemy w 200 stopniach przez godzinę. Ostudzone buraki obieramy i kroimy na kawałki. Dodajemy posiekane chilli, przeciśnięty przez praskę czosnek, oliwę/olej, ocet balsamiczny, syrop klonowy, sól, pieprz. Miksujemy blenderem na gładką masę.
  2. Do buraczanej pasty dodajemy ugotowaną i ostudzoną kaszę jaglaną oraz bułkę tartą. Mieszamy i formujemy 5 okrągłych burgerów.
  3. Burgery posypujemy z wierzchu bułką tartą i smażymy na patelni z kilkoma łyżkami oleju, aż będą złote (po ok. 3 minuty na stronę) lub na elektrycznym grillu (w takim wypadku skrapiamy je olejem z wierzchu).
  4. Serwujemy w ciepłej tortilli lub bułce z ulubionymi dodatkami.
Tosia

niedziela, 2 listopada 2014

Śniadanie do łóżka #159: Pieczone jabłka z kozim serem


No i mamy listopad. Choć nie czuję, żeby coś specjalnie się zmieniło, pogoda wciąż nie daje nam popalić, weekendy przepływają przez palce, to jednak coś jakby mówi mi, że czas szykować się na prawdziwą zimę. The winter is coming... wypowiedziane niskim głosem Neda Starka coraz częściej dudni mi w uszach. I nie do końca mnie to cieszy, bo przecież zima to nie tylko ukochany przeze mnie śnieg, ale, co najgorsze, wiecznie zmarznięte ręce i absolutny brak światła dziennego do robienia zdjęć.

Na zimę trzeba się porządnie przygotować. Już w okresie wczesnojesiennym na mój stół wjeżdżają rozgrzewające śniadania- owsianki, jaglanki i tym podobne zamiast wysłużonych kanapek. Dzisiaj jednak zaszalałam inaczej, a wyszło to zupełnie przypadkiem, ot mieszanka tego co miałam w lodówce.

Lubię pieczone jabłka, które zwykle występują raczej w formie deseru. Orzechy, twarożek, suszone owoce, miód- cudowny klasyk. Jednak ja postawiłam dziś na wytrawną wersję z kozim serem. Aż sama zdziwiłam się jak świetnie komponują się te smaki. Podobnie jak moi goście, dla których do rana przedłużyła się wczorajsza impreza. Albo straciłem smak, albo to jest mega pyszne- usłyszałam. Mam nadzieję, że to drugie:)

Pieczone jabłka z kozim serem (4 porcje)

- 4 jabłka
- 150 g kremowego koziego sera
- 6 suszonych pomidorów
- 25 g czarnych oliwek
- 25 g papryczek jalapenos z zalewy
- garść świeżej bazylii

  1. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni. 
  2. Wydrąż jabłka i zachowaj górną część do przykrycia. 
  3. Poszatkuj oliwki, suszone pomidory, jalapenos i bazylię. 
  4. Dodaj do nich kozi ser i dobrze wymieszaj. 
  5. Napełnij jabłka kozim serem i przykryj pozostawioną górną częścią jabłka. 
  6. Wstaw jabłka do piekarnika i piecz ok. 25 minut. 
  7. Podawaj na ciepło
Śliwka

poniedziałek, 1 września 2014

Śniadanie do łożka #151: Kanapka wrześniowa


Można by rzec, że 1 września to dzień jak każdy inny. Kiedyś wyczekiwałam go, żeby wreszcie zobaczyć moich przyjaciół po wakacjach. Przygotowywałam nowe zeszyty w pięknych okładkach z mocnym postanowieniem, że tym razem osiągnę najlepszą średnią w klasie i co najważniejsze dyplom za stuprocentową frekwencję na zajęciach. Życie zwykle weryfikowało moje postanowienia gdzieś na początku drugiego tygodnia września. Jednak do dziś czuję lekkie mrowienie w brzuchu na myśl o zaczynającym się roku pełnym nowych doświadczeń, radości i smutków.

Choć uczennicą już nie jestem dawno, studentką już też ( w co trudno mi uwierzyć) jak co roku odczuwam dziwne emocje wraz z nadejściem września. Mam wrażenie, że z dnia na dzień zupełnie zmienia się zapach powietrza na jesienny, wprowadzający w nostalgię. Choć zaraz potem zostaję brutalnie wybudzona z tych emocji, gdy wchodząc na klatkę uświadamiam sobie, że sąsiad jak zwykle rozpoczął tydzień od gotowania kapusty.

Moim zdaniem ten dzień zasługuje na coś wyjątkowego. Uważam to za dobre usprawiedliwienie dla jednorazowego przeniesienia cyklu śniadaniowego z niedzieli na poniedziałek. Otóż ten dzień musi rozpocząć się opracowaną przeze mnie kanapką wrześniową. Podgrzewam sobie w tosterze grubą kromkę chałki, smaruję ją kremowym kozim serem, kroję figi, zrywam kolendrę i czekam chwilę na pyszne plastry pieczonych buraków. Dla mnie te fiolety i róże świetnie komponują się z wrześniową nostalgią. Jak wrzosy, które od wczoraj zagościły w moim oknie.

Kanapka wrześniowa (2 porcje)
- 2 grube kromki chałki
- kozi ser
- 1 figa
- świeża kolendra

- 1 mały burak
- 1 łyżka oliwy
- 1 łyżka miodu
- 1 łyżka octu balsamicznego
- gałązka rozmarynu
- odrobina tabasco
- sól
- pieprz

  1. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni.
  2. Przygotuj buraki. Obierz je ze skórki i pokrój w cienkie plastry. 
  3. Wyłóż brytfankę do pieczenia papierem do pieczenia i ułóż plastry buraka. 
  4. Dodaj oliwę, miód, ocet i liście z gałązki rozmarynu. Pokrop tabasco, posól i popieprz. 
  5. Do brytfanki wlej odrobinę wody, tak żeby lekko przykryła buraki. 
  6. Umieść brytfankę w piekarniku i piecz ok. 40 minut, co jakiś czas mieszając. 
  7. Wyjmij buraki z piekarnika. Możesz podawać je na kanapce na ciepło, lub je wystudzić (to umożliwi przygotowanie ich wieczorem na poranną kanapkę). I tak i tak smakują wyśmienicie. 
  8. Chałkę podgrzej w tosterze. Posmaruj ją kozim serem. 
  9. Na serze ułóż buraki, następnie plastry figi i kilka liści świeżej kolendry. 
Śliwka

środa, 20 sierpnia 2014

Faszerowane kwiaty cukinii w cieście piwnym


O spróbowaniu kwiatów cukinii marzyłam od kilku lat. W dzisiejszych czasach wydaje się, że wszystko można kupić, jeśli posiada się pieniądze, ale okazało się, że nie jest to prawdą. Nadal istnieją produkty trudno dostępne, o których marzy prawie każdy kulinarny smakosz.

Gdy już się je zdobędzie, nadchodzi moment pewnej nieśmiałości wynikającej z szacunku do produktu.  I tysiąc myśli w głowie, jak go wykorzystać, aby nacieszyć się smakiem.



Z kwiatami cukinii wiążą się dwie historie. Akcja pierwszej z nich miała miejsce mniej więcej 10 lat temu, kiedy na balkonie w moim rodzinnym domu rosła cukinia. Pewnego dnia pojawił się na niej piękny kwiat, który zerwałam i włożyłam do wazonu. Po kilku dobach kwiat zwiądł i musiałam go wyrzucić.

Kilka lat później dowiedziałam się, że kwiaty te są jadalne, a wręcz prawdziwym przysmakiem. Poczułam ból, bo nie lubię wyrzucać jedzenia i obiecałam sobie, że pewnego dnia, gdy znów w moje ręce trafi kwiat cukinii, wykorzystam go w apetyczny sposób.



Rok temu kwiaty cukinii udało się kupić Śliwce. Była tak podekscytowana tym faktem, że przekładała ich przygotowanie z dnia na dzień. Tak bardzo chciała zrobić z nich coś fantastycznego, że pewnego dnia znalazła je w lodówce spleśniałe.

Gdy wczoraj rośliny trafiły w moje ręce, postanowiłam szybko je wykorzystać. Nie chciałam kombinować za bardzo, bojąc się, że znów się z nimi coś złego stanie, więc postawiłam na pierwsze skojarzenie.

Kwiaty nafaszerowałam ricottą z kozim serem, ziołami, skórką cytrynową i czosnkiem. Obtoczyłam w prostym cieście piwnym i krótko usmażyłam na patelni. Po szybkiej sesji fotograficznej w końcu usiadłam spokojnie przy stole i rozkoszowałam się chwilą. Warto było czekać.

Faszerowane kwiaty cukinii w cieście piwnym/10 sztuk
10 kwiatów cukinii
100 g ricotty
10 g (2-3 łyżki) tartego koziego sera lub parmezanu
mały ząbek czosnku
łyżeczka soku z cytryny
łyżeczka skórki startej z cytryny
kilka listków bazylii i mięty
sól, pieprz
olej roślinny do smażenia - kilka łyżek
Ciasto:
100 g mąki pszennej
100 ml piwa
1/2 łyżeczki soli
  1. Z kwiatów cukinii wykrawamy pręciki i płuczemy środki wodą. Następnie osuszamy ręcznikiem papierowym.
  2. W miseczce łączymy ricottę z tartym kozim serem, skórką i sokiem z cytryny, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, porwanymi listkami ziół, solą i pieprzem.
  3. W drugiej miseczce łączymy mąkę i sól. Wlewamy powoli piwo i ucieramy ciasto trzepaczką, aby było lejące i bez grudek. W konsystencji powinno przypominać jogurt.
  4. Środki kwiatów faszerujemy po łyżeczce ricotty mniej więcej do połowy wysokości. Zamykamy kwiat i zanurzamy w piwnym cieście.
  5. Kwiaty smażymy na rozgrzanym oleju, po 2-3 minuty z każdej strony.
  6. Gdy ciasto będzie rumiane, odsączamy je z tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego i serwujemy na ciepło. 
Tosia

wtorek, 12 sierpnia 2014

Wtorek z kaszą #20: Pieczone pomidory z pęczakiem i kozim serem


Trudno nie kochać lata za wszystkie fantastyczne owoce i warzywa, które nam oferuje. W środku sierpnia ciężko sobie wyobrazić, że za miesiąc niektórych z nich już zabraknie. To dosyć makabryczne rozmyślać o tym, zamiast się cieszyć ich smakiem, dlatego staram się korzystać z produktów lata każdego dnia. Szczególnie jędrnymi i pachnącymi pomidorami, za którymi będę tęsknić zimą.

Robię z nich sosy, polewam oliwą i octem balsamicznym, miksuję na kremową zupę i zapiekam. Są tak pyszne, że wiele do szczęścia już im nie potrzeba. Planowałam je nafaszerować kaszą pęczak i kurkami. Niestety brakowało mi czasu i odkładałam plany na potem, aż grzyby po kilku dniach w lodówce odmówiły mi posłuszeństwa, więc musiałam wprowadzić drobne zmiany. 

Pomidory owszem nafaszerowałam i zapiekłam, ale z samą kaszą, pestkami dyni, marchewką, cukinią i kozim serem. I mimo iż danie to jest niezwykle banalne, smakuje wspaniale, bo latem urok tkwi w kulinarnej prostocie.

Pieczone pomidory z pęczakiem i kozim serem/ 8 sztuk
  • 8 pomidorów
  • Farsz:
  • cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/2 papryczki chilli
  • szklanka suchej kaszy pęczak
  • 2 szklanki wody
  • marchewka
  • 1/2 cukinii
  • 5 łyżek pestek dyni lub ziaren słonecznika
  • 8 plastrów koziego sera
  • łyżka octu balsamicznego
  • liść laurowy
  • listki rozmarynu
  • 3 łyżki oliwy
  • świeżo mielony pieprz
  • sól 
  1. Umyte pomidory ucinamy w 3/4 wysokości, "czapeczki" zostawiamy, a środek wydrążamy przy pomocy łyżki. Miąższ pomidorów odkładamy do miseczki (np. na sos).
  2. Wnętrze pomidorów przyprawiamy solą i pieprzem i odwracamy je "do góry nogami", aby puściły dodatkowo sok. Zostawiamy na kilka minut.
  3. Szklankę suchej kaszy zalewamy 2 szklankami wody, dodajemy łyżeczkę soli i stawiamy na ogniu. Kaszę gotujemy przez kilkanaście minut, aż wchłonie cały płyn. Następnie przykrywamy i zostawiamy jeszcze na kilka minut.
  4. Na patelni podsmażamy posiekaną w kostkę cebulę, poszatkowany czosnek oraz papryczkę chilli. Po kilku minutach dodajemy startą na grubych oczkach marchewkę i cukinię. Dorzucamy porwane listki rozmarynu i podsmażamy 5 minut.
  5. Następnie dodajemy pestki dyni, ugotowaną kasze i ocet balsamiczny. Całość przyprawiamy solą i pieprzem, podsmażamy jeszcze kilka minut.
  6. Tak przygotowaną kaszą faszerujemy pomidory. Ich wierzch przykrywamy plastrami koziego sera i przykrywami pomidorowymi "czapeczkami". Pomidory układamy w naczyniu żaroodpornym, skrapiamy oliwą i wkładamy do rozgrzanego pieca.
  7. Zapiekamy przez 25 minut w 180 stopniach. Podajemy na ciepło, posypując pomidory dodatkowo kozim serem.
Tosia

poniedziałek, 5 maja 2014

Pierogi z botwinką i kozim serem


Majówka, majówka i po majówce!

Majówka minęła z prędkością światła i mam wrażenie, że trochę mnie ominęła, chociaż tak naprawdę był czas na odpoczynek i inne przyjemności. Zaliczyłam imprezę, ognisko, grillowanie, rozgrywkę w kometkę, grę w bule i strzelanie z wiatrówki. Zdążyłam się też przeziębić i spędzić dzień lenia w łóżku, przewracając kartki książki na zmianę z włączaniem filmów na laptopie.

A w sobotę wybrałyśmy się ze Śliwką na Targ śniadaniowy w Sopocie, o którym pewnie będzie jeszcze okazja wspomnieć na blogu. Do domu wróciłam z kozim serem z czosnkiem niedźwiedzim od Kaszubskiej Kozy.
O wyjątkowych serach od Kaszubskiej Kozy pisałam już przy okazji przepisu na tosty ze szpinakiem i wędzonym kozim serem. Dlatego miłośników kozich smaków zachęcam do zapoznania się z lekturą i przede wszystkim z kaszubskimi serami :)
Pierwszy plaster sera zjadłam na kromce domowego chleba żytniego na zakwasie. Resztę przeznaczyłam na farsz do pierogów.


Pierogi z botwinką marzyły mi się od jakiegoś czasu i wiąże się z nimi pewna historia z cyklu "moje kuchenne koszmary".
To było mniej więcej 8, może 9 lat temu. Jak wielu początkujących kucharzy,  byłam bardzo ambitna, ale brakowało mi kulinarnej wiedzy i pokory. Podpatrzyłam w jakimś programie pomysł na ravioli z botwinką i bez zapisania przepisu udałam się do kuchni.

Nigdy wcześniej nie robiłam pierogów, a tym bardziej makaronu, ale byłam przekonana o tym, że spod moich rąk wyjdzie arcydzieło. Cóż, nie wyszło.
Ravioli były twarde, ciasto grubawe i suche. Włoskimi pierożkami poczęstowałam babcię, która jak to kochana babcia, pochwaliła botwinkowy farsz.
Przez prawie 10 lat dużo się zmieniło. Ulepiłam setki domowych pierożków i zrozumiałam, że człowiek uczy się całe życie i nawet w kulinarnych eksperymentach w zaciszu domowym potrzebna jest wiedza.


Dzisiaj postanowiłam rozliczyć się z przeszłością i poprawić przepis sprzed lat. Pierogi powstały na podobnej zasadzie jak wtedy, spontanicznie i robione na oko. Ale tym razem cała przygoda zakończyła się apetycznym sukcesem. A proporcje spisałam na karteczce, aby podzielić się przepisem z innymi :)

Pierogi z botwinką i kozim serem/ ok. 35-40 sztuk
  • Ciasto:
  • 300 g mąki pszennej
  • 200 ml letniej wody
  • 3 łyżki oliwy lub topionego masła
  • 1/2 łyżeczki soli
  • Farsz:
  • 2 pęczki botwinki
  • 250 g koziego sera (wykorzystałam ser z czosnkiem niedźwiedzim od Kaszubskiej Kozy wymieszany z odrobiną twarogu)
  • małe jajko
  • łyżeczka soku z cytryny
  • ząbek czosnku
  • świeże zioła np. kolendra, koperek lub bazylia
  • sól, pieprz
  • Wierzch:
  • kilka łyżek topionego masła
  • świeżo tarty parmezan
Ciasto:
  1. Mąkę przesiewamy na stolnicę lub do misy, dodajemy sól. Robimy wgłębienie i wlewamy stopniowo letnią wodę, na przemian z oliwą. 
  2. Wyrabiamy ciasto ręcznie, aż osiągnie formę elastycznej kuli. Potrwa to prawdopodobnie kilka minut. W razie potrzeby podsypujemy ciasto dodatkowo mąką lub dodajemy wody.
  3. Wyrobione ciasto dzielimy na 4 części. Stolnicę oprószamy mąką, jedną z części ciasta cienko wałkujemy (można do tego wykorzystać maszynkę do makaronu lub wałek). Resztę ciasta przykrywamy, aby nie wyschło.
  4. Przy pomocy wykrawaczki lub szklanki, z ciasta wykrawamy kółka o średnicy ok. 8-9 cm.
  5. Na środku każdego kółka kładziemy łyżkę farszu i lepimy pierogi, które przekładamy na tacę wyłożoną ściereczką. Dzięki temu pierogi nie skleją się jeszcze przed gotowaniem.
  6. Czynność powtarzamy z pozostałymi częściami ciasta.
  7. Ulepione pierogi gotujemy we wrzącej i osolonej wodzie z odrobiną oleju rzepakowego lub oliwy. Pierogi gotujemy przez ok. 4-5 minut, następnie je odcedzamy z wody i podajemy z topionym masłem, tartym parmezanem i ziołami.
Farsz:
  1. Botwinkę dokładnie myjemy, odcinamy buraczki i brzydkie listki. Łodygi i pozostałe liście kroimy w drobną kosteczkę. Młode buraki również obieramy i drobno kroimy.
  2. Botwinę gotujemy we wrzącej, osolonej wodzie przez ok. 5 minut. Następnie ją odcedzamy i przepłukujemy na sicie zimną wodą.
  3. Kozi ser kruszymy lub drobno kroimy, wrzucamy do dużej misy. Dodajemy ugotowaną botwinkę, rozbełtane jajko, przeciśnięty przez praskę czosnek, posiekane zioła, sok z cytryny, sól i pieprz. Całość dokładnie mieszamy.
Tosia

wtorek, 8 kwietnia 2014

Wtorek z kaszą #5: Cukinie faszerowane orientalną kaszą jaglaną


Przyzwyczaiłam się już do naszych "Wtorków z kaszą", jednak od kilku dni żyję w zupełnie innej rzeczywistości. Nie wiem czy to nagły nadmiar obowiązków, czy ogólne rozkojarzenie, ale dzisiaj jest dla mnie co najmniej piątek. Zdarzyło mi się również poświęcić około pół minuty na przypomnienie sobie jaki mamy miesiąc. Tym sposobem nasz wtorkowy cykl wyleciał mi z głowy aż do wieczora, gdy w panice przypomniałam sobie, że muszę coś wymyślić. 

Co się sprawdza w takim momencie? Coś co nie wymaga zbyt dużych nakładów pracy, opiera się na prostych składnikach, które stają się wyjątkowe dzięki nietypowemu wyborowi przypraw. Tak powstały faszerowane cukinie, które wypełniłam kaszą jaglaną smakującą Orientem. Zrobiłam ją dokładnie tak jak lubię, piekielnie ostrą (umyślnie przesadziłam z ostrą, wędzoną papryką), którą łagodzi dodatek koziego sera. Kurkuma, kumin i szczypta cynamonu dodają jej charakterku. 

Czasami przepisy wymyślone naprędce zostają z nami na zawsze. Tak będzie z tymi łódeczkami (tak od dziecka nazywaliśmy w domu faszerowane cukinie). Podwojona porcja będzie świetnym, sycącym obiadem, a mniejsza umili wam kolację. 

Cukinie faszerowane orientalną kaszą jaglaną (2 porcje)

- 1 długa cukinia
- pół czerwonej papryki
- pół cebuli
- 40 g suchej kaszy jaglanej
- pół łyżeczki kuminu
- pół łyżeczki kurkumy
- pół łyżeczki ostrej, wędzonej papryki*
- 1/4 łyżeczki cynamonu
- 1 łyżka miodu
- 1 łyżka soku z cytryny
- ok. 4 łyżki śmietankowego koziego sera
- oliwa z oliwek
- 1 łyżka masła
- sól

  1. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni. 
  2. Cukinie przekrój wzdłuż na pół i wydrąż wnętrze, aby powstały "łódeczki". Posmaruj je oliwą z oliwek z dwóch stron. 
  3. Ugotuj kaszę w osolonej wodzie zgodnie z proporcjami wskazanymi na opakowaniu ( ja daję 2 razy więcej wody niż objętościowo jest kaszy). Gotuj aż pochłonie całą wodę. 
  4. Posiekaj cebulę i paprykę. 
  5. Na patelnię wlej ok. 1 łyżkę oliwy i 1 łyżkę masła. Gdy tłuszcz się rozgrzeje dodaj cebulę i paprykę. Smaż chwilę aż cebula się zeszkli. Dodaj kaszę i wymieszaj. 
  6. Dopraw kuminem, kurkumą, wędzoną papryką i cynamonem. Dodaj miód i sok z cytryny. Całość dobrze wymieszaj i dosól. 
  7. Cukinie wypełnij farszem z kaszy a na wierzchu ułóż małe kawałki koziego sera. 
  8. Umieść cukinie w piekarniku i piecz ok. 15- 20 minut. 
*jest trudno dostępna, więc można zastąpić inną, ostrą przyprawą, na przykład pieprzem cayenne

Śliwka

wtorek, 1 kwietnia 2014

Wtorek z kaszą #4: Pęczotto buraczane



Do tej pory skupiłyśmy się na królowej wśród kasz, czyli przepisach z kaszą jaglaną w roli głównej. A przecież nie samą jaglanką miłośnicy kasz żyją!

Kasza jęczmienna jest najczęściej produkowana kaszą w Polsce. Jednocześnie mam wrażenie, że jest trochę niedoceniana. Podaje się ją głównie jako dodatek do mięs i zapomina, że można ją podzielić na trzy typy, a wykorzystać na jeszcze więcej sposobów. 
Na przykład uwielbiam krupnik z kaszą perłową, czy lekkie sałatki z pęczaku. Chociaż przyznam się, że zdarzyło mi się kilka razy ugotować sypki pęczak i zjeść jeszcze ciepły z odrobiną masła. To dla mnie danie w stylu comfort food!

Warto też zapamiętać, że to właśnie pęczak spośród kasz jęczmiennych ma najwięcej wartości odżywczych. Zawiera dużo białka i błonnika, obniża poziom cholesterolu we krwi, poprawia wygląd skóry. Do tego jest przepyszny i można z niego przygotować cudownie kremowe risotto, a raczej pęczotto.

Dzisiejsze pęczotto przygotowałam w podobny sposób jak klasyczne risotto. Bulion połączyłam z tartymi buraczkami, sokiem z buraków i octem balsamicznym. W daniu nie zabrakło oczywiście wina i sera, ale zamiast parmezanu wybrałam kozi ser. 
Sam proces przygotowywania potrawy trwał odrobinę dłużej niż w przypadku klasycznego risotto (ok. 25 minut), ponieważ kasza potrzebowała jeszcze 10 minut więcej, aby być odpowiednio miękka.

Pęczotto podałam z być może zaskakującymi dodatkami, bo z plastrami awokado, cząstkami grejpfruta i prażonymi orzechami ziemnymi. Musicie mi uwierzyć na słowo, że wszystkie te składniki o dziwo lubią swoje towarzystwo.
Daniem poczęstowałam dwie przyjaciółki, z którymi spędziłam popołudnie, największym komplementem były dla mnie szybko opróżnione talerze i zdziwienie, że kasza może być tak smaczna :)

Pęczotto buraczane/ 4 porcje
  • 300 g kaszy jęczmiennej pęczak
  • 500 ml bulionu z warzyw
  • 500 ml soku z buraków
  • łyżka octu balsamicznego
  • 150 ml czerwonego lub różowego wina
  • 500 g buraków
  • biała część pora
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 2 ząbki czosnku
  • 150 ml mleczka kokosowego
  • 5 łyżek masła
  • 2 łyżki oliwy
  • 100 g śmietankowego koziego sera
  • sok z limonki
  • sól, pieprz
  • Do dekoracji: cząstki grejpfruta, plastry awokado, prażone orzechy ziemne
  1. Bulion łączymy z sokiem z buraków, octem balsamicznym i podgrzewamy płyn na małym ogniu. Buraki obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach, dodajemy do garnka, przyprawiamy go solą. Bulion przez cały czas podgrzewamy na małym ogniu , aby był ciepły.
  2. Por, seler naciowy i czosnek drobno siekamy.
  3. W drugim garnku o grubym dnie rozgrzewamy 2 łyżki masła i łyżkę oliwy, wrzucamy czosnek i podsmażamy minutę. Dodajemy por i seler naciowy, przyprawiamy solą i pieprzem, smażymy 3 minuty. Następnie dodajemy kolejną łyżkę masła i wsypujemy kaszę. Całość mieszamy i podsmażamy kilka minut.
  4. Wlewamy wino, mieszamy i czekamy aż wyparuje. Następnie wlewamy chochlę ciepłego bulionu, mieszamy, czekamy aż wyparuje i wlewamy kolejną chochlę bulionu. Czynność powtarzamy aż skończy się bulion, a kasz wchłonie płyn i będzie odpowiednio miękka. (U mnie cały etap trwał ok. 30 minut).
  5. Na koniec dodajemy resztę masła, kremowy kozi ser i mleko kokosowe. Garnek przykrywmay i odstawiamy na 3 minuty.
  6. Gotowe risotto podawałam z odrobiną koziego sera, filetami grejpfruta, plastrami awokado i prażonymi orzechami ziemnymi.
Tosia

środa, 12 marca 2014

Tortilla de patatas z kozim serem i szpinakiem



Mój kolega na pół roku przeprowadził się do Niemiec, gdzie zaprzyjaźnił się z kilkoma Hiszpanami. Z jego opowieści wynika, że spędzili przyjemnie wiele wieczorów na gotowaniu. Oczywiście dań typowo hiszpańskich.
Tak się składa, że ja również spędziłam z owym kolegą i innymi znajomymi niejeden wieczór na wspólnych ucztach. Dlatego regularnie zdawał mi raporty z tego co ugotowali, wiedząc, że smakowite historie lubię najbardziej.

Jedną z zachwalanych przez niego potraw była tortilla de patatas, czyli omlet z ziemniakami. Wspominając tortille, które miałam okazję spróbować w Barcelonie, stwierdziłam, że nie przepadam za tym daniem. Być może dlatego, że kuchnia hiszpańska ma tyle do zaoferowania, że można się pogubić wybierając ulubione potrawy.

Przekonywał mnie, że zapewne źle trafiłam, bo omlet ten rozpływa się wręcz w ustach. Uwierzyłam mu i postanowiłam zrobić kolejne podejście, korzystając z przepisu, którego autorką jest babcia jego kolegi- Josego. Podobno na święta przyrządza tortillę z 12 jaj i 1 kg ziemniaków.

Postanowiłam zaufać doświadczonej kucharce, posłuchać wskazówek kolegi i usmażyłam pierwszą tortillę. Wyszła bardzo delikatna i półpłynna w środku. Smaczna, ale uznałam, że wolę odrobinę bardziej ścięte jajka, więc drugą smażyłam trochę dłużej, uważając, aby jej nie przesuszyć. Dodałam do niej liście świeżego szpinaku i trochę koziego sera, aby nabrała wiosennego charakteru. Smakowała mi jeszcze bardziej i oficjalnie oznajmiam, że jednak tortilla de patatas może być pyszna!


Tortilla de patatas - hiszpański omlet z ziemniakami, kozim serem i szpinakiem
  • 4 ziemniaki
  • 4 jajka
  • kilka listków świeżego szpinaku
  • 30 g koziego sera
  • ząbek czosnku
  • sól, pieprz
  • 70 ml oliwy lub oleju rzepakowego
  • 2-3 łyżki posiekanego szczypiorku/koperku
  1. Ziemniaki obieramy i kroimy w cienkie plasterki jak na chipsy. Na patelni rozgrzewamy oliwę lub olej. Wrzucamy ziemniaki i smażymy przez ok. 5-7 minut, aż będą miękkie i zmienią kolor na złocisty. Smażenie podzieliłam na 3 etapy, aby plasterki swobodnie się zmieściły na patelni.
  2. Usmażone ziemniaki odsączamy dokładnie z tłuszczu np. przy pomocy ręcznika papierowego. Wrzucamy je do dużej miski i łopatką lub tłuczkiem do ziemniaków zgniatamy na drobniejsze kawałki.
  3. Do drugiej misy wbijamy jajka, roztrzepujemy je, dodajemy ziemniaki, sól, pieprz, przeciśnięty przez praskę czosnek i posiekane zioła. Masa jajeczna powinna być lekko przesolona, dzięki temu tortilla po usmażeniu będzie miała odpowiedni smak.
  4. Na patelni, na której smażyliśmy ziemniaki zostawiamy ok. 2 łyżki oliwy. Resztę odlewamy.
  5. Rozgrzewamy tłuszcz i wylewamy na patelnię jajka, wyrównujemy wierzch masy łyżką i posypujemy kawałkami pokrojonego sera oraz porwanym na mniejsze listkami szpinaku.
  6. Gdy brzegi omletu się zetną, zsuwamy go na talerz i odwracamy przerzucając go na patelnię na drugą stronę. Następnie dosmażamy jeszcze chwilę i zsuwamy na talerz.
  7. Tortillę podajemy od razu lub kroimy na części i podajemy na zimno.
Tosia

niedziela, 22 września 2013

Śniadanie do łóżka #116: Tartaletki z kozim serem i figami

Jak pewnie dość spora część z Was zauważyła, jesień zaczęła się na poważnie. Koniec wylegiwania się na słońcu, beztroskich wycieczek i drinków na świeżym powietrzu. Pożegnajmy się z rolkami, malinami i jasnym niebem po pracy. Powitajmy szarugę, deszcz i sztuczne światło do zdjęć. 

Ale czy to na pewno taki koszmar jak go malują? Przecież jesień jest piękna i kolorowa. Ile radości może przynieść spotkanie na naszej drodze świeżego, rozłupanego dopiero kasztana. A co dopiero dynia, śliwki, gruszki czy figi, które dopiero na dobre wkroczą do naszej kuchni. 

Na początku sezonu jestem wyjątkowo podekscytowana tymi nowymi skarbami. Wymyślam potrawę za potrawą, opierając je w myślach na produktach, które ostatni raz w takiej formie widziałam rok temu. Pragnę rozgrzewających, piekielnie ostrych zup, kremowego risotta pachnącego grzybami i gruszkowej tarty ze słodką śmietanką. 

Niestety na myśleniu na razie musi się skończyć. Za 6 dni czeka mnie ważny egzamin, więc zamiast gotować zagłębiam się w ustawach, które delikatnie to ujmując, nie przynoszą mi takiej przyjemności jak myśli o jesiennej zupie. 

Jak może część z Was zauważyła, w tym trudnym dla mnie czasie, dyżur blogowy przejęła Tosia, serwując Wam przepisy, które tak pobudzają moją wyobraźnię, że ciężko mi się skupić. Mam nadzieję, że wkrótce wrócę na dobre, a teraz odrywam się na chwilkę, żeby zaprezentować pyszny przepis na śniadaniową, jesienną już, tartaletkę. 

Tartaletki z kozim serem i figami (2 średnie, lub 4 małe)

- 2 figi
- 100 g kremowego koziego sera
- mięta lub świeży tymianek
- miód

Ciasto:
- 100 g mąki
- 50 g zimnego masła
- 1 żółtko
- 1/3 łyżeczki soli
- zimna woda

  1. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni. 
  2. Masło pokrój w małą kostkę i umieść w misce/na blacie razem z mąką, solą i żółtkiem. Zacznij zagniatać ciasto.
  3. Dolej odrobinę zimnej wody, tak aby ciasto stworzyło jednolitą masę (u mnie było to ok. 2 łyżek). 
  4. Foremki do tartaletek wyłóż ciastem i porób w nim dziurki widelcem, aby nie podnosiły się podczas pieczenia. 
  5. Umieść foremki z ciastem w piekarniku i piecz ok. 20 minut aż lekko się zarumienią. 
  6. Wnętrze ciepłych jeszcze tartaletek wysmaruj kozim serem.
  7. Na serze ułóż pokrojone w plastry figi, liście mięty lub tymianku i całość polej miodem. 
Śliwka

niedziela, 11 sierpnia 2013

Śniadanie do łóżka #110: Tosty francuskie z pieczonymi morelami



Drodzy Państwo dziś nie będę owijać w bawełnę. Podam Wam gotowy przepis na udany dzień. 
Obudźcie się wcześnie w niedzielny poranek, dajcie umysłowi powoli się przebudzić. Nie wychodząc z łóżka poczytajcie swoją ulubioną książkę, lub włączcie ulubioną muzykę. W tym czasie wasz organizm zacznie sam domagać się pysznego śniadania, ale przetrzymajcie go trochę, w końcu mamy dużo czasu. 

W miarę wzrastania uczucia głodu wyobraźnia sama zacznie pracować. Podpowie Wam dokładnie czego pragnie. Nie szukajcie wymówek, wszystko da się zrobić, w szczególności w niedzielny poranek. Jeśli nie macie produktów to nic, wskoczcie w ulubiony dres i ruszcie do sklepu. Wróćcie do domu i powoli przygotujcie sobie śniadanie. Bez pośpiechu, szalejący z głodu organizm zwariuje ze szczęścia, gdy dojdzie wreszcie do jedzenia. 

Zaproście bliską osobę do współtowarzyszenia wam w tej pięknej chwili. Zaparzcie kawę, wyciśnijcie świeży sok z pomarańczy. I cieszcie się smakiem tego na co tak bardzo czekaliście. Bo nie ma nic piękniejszego niż dzień rozpoczęty ulubionym śniadaniem. Już nic złego nie może się wydarzyć. 

Niewielu rzeczy w życiu jestem tak pewna jak połączenia tostów francuskich z kozim serem, pieczonymi morelami, miodem, lawendą i świeżym tymiankiem. 

Tosty francuskie z pieczonymi morelami (10 porcji)

- 10 kromek chleba tostowego
- 5 jajek
- 75 ml mleka
- pół łyżeczki soli
- 12 moreli
- 150 g kremowego sera koziego
- suszona lawenda
- świeży tymianek
- miód
- masło- do smażenia

  1. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni.
  2. Morele przekrój na pół, usuń pestki i ułóż je na blasze do pieczenia. Każdą delikatnie polej miodem. 
  3. Wstaw morele do rozgrzanego piekarnika. Piecz ok 30 minut aż zmiękną i puszczą sok. 
  4. W tym czasie pomieszaj w głębokim naczyniu jajka, mleko i sól. Rozbełtaj je widelcem. 
  5. Tosty wsadź do tostera i podgrzej aby lekko zbrązowiały i były chrupiące. Odstaw do wystygnięcia. 
  6. Na patelni rozgrzej masło. 
  7. Maczaj tosty kilka razy w mieszaninie jajecznej i smaż z obu stron. Co jakiś czas dodawaj więcej masła.
  8. Gotowe tosty układaj na blasze do pieczenia. 
  9. Posmaruj każdego tosta kozim serem. Ułóż na nich upieczone morele, posyp lawendą i całość polej miodem. Wsadź do piekarnika jeszcze na 5 minut.
  10. Przed podaniem ułóż na tostach gałązki świeżego tymianku.
Śliwka

wtorek, 11 czerwca 2013

Domowa lasagne z burakami i kozim serem


Ostatnio wpadliśmy z przyjaciółmi na pomysł zrobienia tradycyjnej lasagne. Opakowanie głosiło, że możemy to zrobić w dwojaki sposób, obgotowując lekko suche płaty makaronu, albo w piramidzie składników umieścić je w formie suchej, co znacznie wydłużało czas przygotowania. Burczało nam w brzuchach więc wybraliśmy pierwszą opcję. Odklejanie płatów, a raczej skrawków makaronu od siebie zajęło jeszcze więcej czasu niż ułożenie ich na sucho. Złośliwość losu.

Obiecałam sobie, że następną lasagne zrobię rozwałkowując po prostu ciasto na makaron. Zacierałam przy tym rączki, bo widziałam oczyma wyobraźni jak niewiele trzeba- maszyna do makaronu zrobi wszystko za mnie, a ja będę tylko kręcić jej korbką w najlepsze. Los znowu spłatał mi figla. Maszyna zaczęła wydawać dziwne skrzeki i piski i odmówiła posłuszeństwa.

W porządku lasagne. Zrozumiałam. Zrobię cię sama od początku do końca. 

Rozwałkowanie ciasta na lasagne naprawdę przysparza mniej problemu niż użycie gotowej. Można przy tym kontrolować grubość i nasączyć ciasto ulubionymi smakami, dodając składniki jakich dusza zapragnie (spróbujcie poeksperymentować z ziołami). Ja postawiłam na naturalny smak, ale ciasto oparłam w większości na mące pełnoziarnistej, dzięki czemu z każdym kęsem wyobrażałam sobie, że tą lasagne właściwie nie grzeszę. Do tego buraczki z nutką wędzonki, liście botwinki i kozi ser. Nietypowo, ale pysznie. 

Domowa lasagne z burakami i kozim serem (prostokątna forma x)

Lasagne:
- 200 g mąki pełnoziarnistej z 3 zbóż
- 100 g mąki pszennej + porcja do podsypania
- 3 żółtka
- 20 g oliwy
- 1 łyżeczka soli
- ok. 150 ml ciepłej wody

Buraki:
- 600 g buraków (ok. 2 średnie buraki)
- 100 g boczku w kostkach
- 1 łyżka masła
- 4 ząbki czosnku
- 25 g świeżego imbiru
- 2 łyżki sosu sojowego
- 3 łyżki octu balsamicznego
- 2 łyżki miodu
- gałązka rozmarynu
- sól, pieprz

Sos beszamelowy:
- 50 g masła
- 50 g mąki pszennej
- 600 ml mleka
- 1 łyżeczka mielonej gałki muszkatołowej
- sól, pieprz

- 250 g koziego sera w rulonie
- pęczek botwinki (tylko liście)

  1. Najpierw przygotuj farsz z buraków. Obierz je ze skórki i zetrzyj na grubej tarce. Dodaj do nich wyciśnięty czosnek. Zetrzyj do nich również obrany ze skórki imbir.
  2. Na patelni rozgrzej masło, dodaj boczek. Smaż aż lekko zbrązowieje i wypuści tłuszcz. Dodaj buraki i liście rozmarynu.
  3. Smaż buraki aż nabiorą bardziej miękkiej konsystencji (ok. 10 min). Dopraw octem, sosem sojowym, miodem, solą i pieprzem. Odstaw do wystygnięcia.
  4. Do miski wrzuć wszystkie składniki na makaron oprócz wody. Zacznij stopniowo dolewać wodę i zagniatać ciasto. Zagniataj aż uzyska jednolitą konsystencję.
  5. Ciasto podziel na 3 równe porcje. Każdą z nich rozwałkuj na kształt formy, na grubość ok. 1 milimetra. Możesz też rozwałkować mniejsze części i ułożyć obok siebie, jedna przy drugiej. 
  6. Przed ułożeniem każdej warstwy lasagne zamocz ją na kilka sekund we wrzątku. 
  7. Formę wysmaruj tłuszczem. Na dnie ułóż pierwszą warstwę lasagne. 
  8. Pokrój rulon sera koziego na cienkie plastry. Plastry ułóż na pierwszej warstwie lasagne. Na serze ułóż liście botwinki.
  9. Liście przykryj kolejną warstwą lasagne. Na niej ułóż buraki i przykryj ostatnią warstwą lasagne. 
  10. Przygotuj beszamel. Na patelni rozgrzej masło. Dodaj mąkę i pomieszaj. Smaż chwilę mieszając, aż zasmażka nabierze brązowego koloru. Dolej mleko. Mieszaj trzepaczką aż sos zgęstnieje (kilka minut). Zdejmij z ognia, dopraw gałką, solą i pieprzem. 
  11. Wystudzony sos beszamelowy wylej równomiernie na wierzch lasagne. 
  12. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni. wstaw lasagne i piecz 20 min. a następnie włącz funkcję grillowania z góry i piecz jeszcze ok. 10 min.
Śliwka

wtorek, 9 kwietnia 2013

Galette z karmelizowaną czerwoną cebulą i kozim serem




































Rozmowy o pogodzie praktykowane są najczęściej w sytuacjach krępującej ciszy. O tym co dzieje się za oknem można rozmawiać z panią Krysią, stojąc w kolejce w sklepie lub z Panem Zygmuntem - taksówkarzem. Są jednak momenty, kiedy o pogodzie rozmawiają już wszyscy, bo jej zachowanie jest mocno niepokojące. Można wręcz stwierdzić, że neutralny stosunek do zjawisk meteorologicznych tej wiosny budzi podejrzenie.
Wspominam o pogodzie, bo zima wkurzyła w tym roku prawie wszystkich. Dobra wiadomość dla mnie jest taka, że poczułam szansę na nadejście wiosny. 
Mój organizm w końcu zaczął odpowiadać ochotą na wszystko co zielone. Na ścieżkach rowerowych widuję coraz więcej sezonowych sportowców. A fakt zagubionej od miesiąca rękawiczki, przestał mnie w końcu martwić.
W ramach pożegnania z zimową kuchnią, upiekłam wytrawną tartę. Jej farszem jest moja ulubiona karmelizowana cebula, która jakoś nie pasuje mi do wiosennego gotowania. Dodatkowymi składnikami tarty są kozie sery, o których wspominałam już przy okazji przepisu na tosty ze szpinakiem i wędzonym "kozidymkiem".
Wypiek nosi nazwę galette, a odróżnia się od klasycznej tarty wyglądem, ponieważ do jej upieczenia nie potrzeba formy. Schłodzone ciasto wystarczy rozwałkować, wyłożyć farsz, a brzegi ciasta zawija się do środka, tworząc tartę o "rustykalnym" wyglądzie. 
Kawałek tarty odłożyłam dla gościa, niestety tak nam smakowała, że zjedliśmy ją sami we dwójkę. Może spodoba się też Wam :)

Galette z karmelizowaną czerwoną cebulą i kozim serem
Ciasto:
  • 250 g mąki pszennej
  • 120 g zimnego masła
  • 70 ml kwaśnej śmietany 18%
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki ziół prowansalskich/tymianku
Farsz:
  • 3 czerwone cebule
  • 3 łyżki masła
  • 1,5 łyżki miodu (u mnie akacjowy)
  • 1,5 łyżki octu balsamicznego
  • gałązka świeżego tymianku
  • 50 g koziego sera (u mnie "kozia rura" i "kozidymek")
  • świeżo mielony pieprz, sól
  1.  Na stolnicę lub do miski przesiewamy mąkę, dodajemy szczyptę soli oraz zioła prowansalskie/tymianek. Zimne masło drobno siekamy i dodajemy do mąki. Rozcieramy je palcami z mąką tworząc okruchy lub miksujemy przy pomocy miksera. Stopniowo dodajemy śmietanę i dalej wyrabiamy ciasto, aby składniki się ze sobą dokładnie połączyły. Kulę z ciasta owijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na godzinę.
  2. Cebule obieramy i siekamy w piórka lub półplastry. Na patelni rozpuszczamy łyżkę masła. Wrzucamy cebulę, przyprawiamy ją solą i pieprzem. Po kilku minutach dodajemy kolejną łyżkę masła i dalej smażymy. Gdy przez kolejnych kilka minut cebula zrobi się szklista, dodajemy miód oraz listki świeżego tymianku. Składniki ze sobą mieszamy i karmelizujemy cebulę 2 minuty. Na koniec dodajemy ocet balsamiczny, przyprawiamy cebulę jeszcze raz solą i pieprzem i smażymy jeszcze 2 minuty.
  3. Po godzinie wyjmujemy ciasto z lodówki. Rozwałkowujemy je cienko na pergaminie na okrągły placek. Na środku ciasta wykładamy karmelizowaną cebulę, zostawiając ok. 2 cm brzegu ciasta. Na cebuli kładziemy pokruszony lub pokrojony kozi ser. Brzegi ciasta zawijamy w stronę środka.
  4. Tartę przekładamy na blachę i wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy przez 30 minut.
  5. Podajemy na ciepło lub po ostudzeniu, chłodzimy galette w lodówce.
Tosia

niedziela, 17 marca 2013

Śniadanie do łóżka #91: Tosty ze szpinakiem i wędzonym kozim serem

































Jakiś czas temu zrobiło się głośno na temat warszawskiego bazaru Le Targ. Pojawiły się zachwyty, ale także słowa krytyki, że inicjatywy tego typu to przejaw "hipsterstwa" (więcej na ten temat tu). Nie lubię przypisywania tego typu łatek, tym bardziej, że od dawna twierdzę, że hipsterzy nie istnieją. 
Dlatego podskoczyłam z radości, gdy dowiedziałam się, że co dwa tygodnie w piątek mamy w Trójmieście podobny bazar!

Nie da się ukryć, że obecnie trudno o prawdziwie wiejskie lub ekologiczne produkty. W piekarniach sprzedaje się chleb zabarwiany karmelem, przypominający watę, w marketach widujemy wędliny w kolorach tęczy. Bazar BoZeWsi wychodzi na przeciw konsumentom, dla których jakość produktów spożywczych jest ważna.
Oprócz warzyw i owoców, na targu można kupić przepyszną kiełbasę z gęsi, świeże zioła, czy kozi ser. I właśnie przy stoisku z serami zatrzymałam się na dłużej.  
Niezwykle charyzmatyczny sprzedawca przyciągał uwagę historiami o produktach i stronie na Facebooku (Kaszubska Koza). W specyficzny i przyjazny sposób budował więź z każdym klientem. Po spróbowaniu serów okazało się, że nie musiał wcale tego robić. Tak mi smakowały, że nie mogłam zdecydować się z którym wrócę do domu. Ostatecznie wybrałam wędzony kozi ser, zwany "kozim dymkiem".
W trakcie powrotu do domu rozmyślałam co z niego zrobię. Wybór padł na tosty. 
Wyobraźcie sobie zgrillowane kromki piwnego chleba na zakwasie, między nimi ukryte szpinakowe pesto i lekko rozpuszczający się kozi ser. Prawdziwe niebo dla podniebienia!
Takim śniadaniem mogłabym witać każdą niedzielę :)


Tosty z pesto szpinakowym i wędzony kozim serem/2 szt.

  • 4 kromki chleba (u mnie piwny chleb pszenny na zakwasie pszennym)
  • garść liści świeżego szpinaku (ok. 80 g)
  • 8 plastrów koziego sera wędzonego "kozi dymek"
  • 2 łyżki ziaren słonecznika (może być wcześniej podprażony)
  • mały ząbek czosnku lub 1/2 dużego
  • 2 łyżki oliwy
  • sól, pieprz
  1. Liście umytego szpinaku wrzucamy do wysokiego naczynia. Dodajemy ziarna słonecznika, czosnek i łyżkę oliwy. Szpinak przyprawiamy solą oraz pieprzem i miksujemy blenderem na pastę.
  2. Kromkę chleba smarujemy pesto. Kładziemy plasterki sera i przykrywamy drugą kromką. Wierzch przyszłego tosta smarujemy z wierzchu oliwą. Czynność powtarzamy.
  3. Tosty kładziemy na mocno rozgrzanej patelni do grillowania lub w opiekaczu do kanapek. Grillujemy przez kilka minut z dwóch stron, aż wierzch chleba będzie rumiany, a ser zacznie się rozpuszczać. Tosty można też podgrzewać przez kilka minut w piekarniku.
Tosia

wtorek, 5 marca 2013

Pizza quattro fromaggi



































Wspomnienie smaku prawdziwej, dobrej pizzy jest jak bumerang, powraca w najmniej oczekiwanym momencie wywołując intensywną pracę ślinianek. Gdy świat zasypuje ogromna ilość marnej podróby, jeszcze mocniej się to wspomnienie pielęgnuje. 

O pizzy, którą upiekłam kilka dni temu zaczęłam opowiadać przyjaciółce. Jak zwykle, zbyt emocjonalnie, przesadnie gestykulując (bo tak reaguje podejmując temat jedzenia) opisywałam chrupiącą skórkę i robiące się w cieście górki. Rozmowa uruchomiła jej pizzowe wspomnienia.

- Ostatni raz jadłam podobną pizzę w jakiejś małej miejscowości obok Zakopanego. Taka góralka prowadzi tam pizzerię ze swoim mężem Włochem… 
- No co ty?! W Murzasichlu? 

I tak od słowa do słowa doszłyśmy do tego, że jedną z najlepszych pizzy w życiu jadłyśmy na wsi obok Zakopanego. Niezwykły zbieg okoliczności, ale też niezwykła pizza. Pamiętam jak dziś to cienkie, chrupiące ciasto, jakby wypełnione bąbelkami powietrza (czy nie zainspirowałam się za bardzo reklamą szamponu?). Ja wspominam dodatek borowików, ona to, że zwykła margherita smakowała nieziemsko.

Co jest sekretem takiej pizzy? Nie wiem:)

Mam jednak pewne podejrzenia. Użycie najlepszej jakości składników ma kluczowe znaczenie. Wiele jednak zależy też od pieca. Dokonując analizy faktów doszłam do wniosku, że skoro chleb pieczony w żeliwnym garnku dość zgrabnie imituje ten wyjęty prosto z chlebowego pieca, podobnie uda mi się oszukać pizzę. Wyjęłam więc żeliwną brytfankę, nagrzałam ją „do czerwoności” w piekarniku i zsunęłam na nią pizzę (nie jestem niestety szczęśliwą posiadaczką kamienia do pieczenia pizzy, a święta tuż tuż, tak tylko mówię…). Efekt przekroczył moje wyobrażenia. Na pizzy momentalnie zrobiła się chrupka warstwa, a po kilku minutach zaczęły rosnąć charakterystyczne powietrzne górki. Po dziesięciu minutach wyjęłam z piekarnika najlepszą pizzę jaką dotychczas udało mi się upiec. I nie jest w stanie zniechęcić mnie nawet to, że wyjmując ją uderzyłam tym żeliwnym, gorącym naczyniem w telefon, doszczętnie rozkruszając szybkę. 

Wiem, że cztery sery brzmią jak zbyt duże zło, ale skoro już jemy pizzę to zaszalejmy. Wgryzanie się w jeszcze ciepłe, chrupiące ciasto z roztopionymi kilkoma rodzajami sera, świeżą rukolą i pomidorkami oficjalnie awansuje na moje podium ulubionych czynności w życiu:)

Pizza quattro fromaggi

Uwagi wstępne:

  • Dzięki temu, że ciasto rośnie całą noc, ma niepowtarzalną konsystencję, jest bardzo luźne i miękkie (co przekłada się później na jakość upieczonego ciasta). Nie rezygnuj z odłożenia go na noc, bo naprawdę warto. Może przeleżeć od 8 do kilkunastu godzin i spokojnie poczekać aż nadejdzie czas formowania pizzy. Najlepiej zrobić je tuż przed położeniem się spać, a będzie w sam raz w okolicy obiadu (lub rano i wykorzystać wieczorem, gdy planujesz pizzę na kolację
  • Pizza ma specyficzne cechy dzięki użyciu żeliwnej brytfanki. Podobne efekty możesz uzyskać używając kamienia do pizzy, czy układając ją na dnie żeliwnego garnka. Podejrzewam (bo nie próbowałam), że użycie innego żaroodpornego naczynia może dać podobne efekty. Pamiętaj jednak, żeby rozgrzać naczynie razem z rozgrzewaniem piekarnika i zsunąć ciasto bezpośrednio na gorącą powierzchnię. 

Długo-wyrastające ciasto na pizzę- bez zagniatania (na 2 pizze)
- 300 g mąki pszennej
- 1 łyżeczka soli
- 2 łyżki oliwy
- 0,5 łyżeczki suszonych drożdży instant
- ok. 200 ml ciepłej wody

Dodatki quattro fromaggi (na 2 pizze)
- 1 kulka mozzarelli
- 50 g miękkiego sera koziego
- 75 g gorgonzoli
- kawałek parmezanu
- rukola
- pomidorki koktailowe

Ekspresowy sos pomidorowy
- 200 g przecieru pomidorowego
- 1 cm świeżego imbiru
- 2 ząbki czosnku
- garść bazylii
- 4 suszone pomidory (z zalewy)
- pół łyżeczki pieprzu cayenne
- pół łyżeczki cynamonu
- 1 łyżka miodu
- 2 łyżki octu balsamicznego
- sól, pieprz

  1. Wieczór wcześniej (co najmniej 8 godzin do kilkunastu godzin) połącz składniki na ciasto. Wymieszaj i uformuj rękami kulę. Wsadź do dużej miski (aby ciasto miało miejsce by rosnąć), owiń szczelnie folią do żywności i odstaw w temperaturze pokojowej.
  2. Przygotuj sos. Do blendera wrzuć wszystkie składniki (czosnek i imbir obrany ze skórki) i zmiksuj na gładką masę. Przełóż do miseczki i odstaw na bok. 
  3. Do piekarnika włóż odpowiednie naczynie i rozgrzej piekarnik do 250 stopni. Nagrzewaj naczynie w piekarniku co najmniej pół godziny
  4. Wyjmij wyrośnięte ciasto na solidnie obsypaną mąką stolnicę/blat. Uformuj rulon i podziel na dwie równe części.
  5. Z każdej części uformuj cienką pizzę w dowolnym kształcie.Obsyp placek mąką z dwóch stron, aby można było go łatwo zsunąć i przełóż go na deseczkę. 
  6. Posmaruj pizzę sosem pomidorowym, na wierzchu poukładaj pokrojoną w plastry mozzarellę i pokruszoną gorgonzolę i ser kozi. 
  7. Wyjmij nagrzane naczynie z piekarnika używając rękawic ochronnych i zsuń do niego ostrożnie pizzę. Wsadź naczynie z pizzą z powrotem do piekarnika i piecz 10 minut. Pizza powinna zbrązowieć i pokryć się bąblami, a ser stopić. 
  8. Po wyjęciu z piekarnika przełóż ją na talerz, posyp płatami parmezanu, rukolą i pomidorkami. 
Śliwka

niedziela, 27 stycznia 2013

Śniadanie do łóżka #84: Jajko w bułce

Egzaminy dopadły i mnie. Co semestr, zawalona książkami, zadaję sobie pytanie, dlaczego nie potrafię być systematyczna i wszystko odkładam na ostatnią chwilę. To pytanie chyba już na zawsze pozostawię bez odpowiedzi, bo właśnie nadeszła moja ostatnia sesja w życiu. Ale ten czas szybko mija!

Nie mam jednak czasu na głębsze refleksje ani na długie, niedzielne biesiadowanie przy stole, więc na wybieram sprawdzony śniadaniowy przysmak- jajka. Postawią na nogi po nieprzespanej nocy i przygotują do dalszej walki. 

Dzisiaj jajka przygotowałam w bułce. Pod jajkiem kryje się szpinak z kozim serem i karmelizowaną cebulą. Ale to tylko luźna propozycja (choć dla mnie niesamowicie pyszna), bo wystarczy wydrążyć pieczywo, wypełnić je dowolnymi dodatkami i zwieńczyć jajkiem. 

Jajko w bułce (4 porcje)

- 4 małe okrągłe bułki
- 4 jajka
- 100 g szpinaku (ja wybrałam mrożony w liściach)
- 2 ząbki czosnku
- 1 łyżka masła
- 50 g kremowego koziego sera
- pół czerwonej cebuli
- 1 łyżka brązowego cukru
- pieprz
- młody szczypiorek
  1. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni.
  2. W górnej części bułki wytnij koło, wyjmij i wydrąż miąższ bułki.
  3. Przygotuj karmelizowaną cebulę. Pokrój cebulę w piórka. Rozgrzej 1 łyżkę oliwy na patelni, dodaj cebulę. Smaż aż się zeszkli. Posyp całość brązowym cukrem i dodaj ok 2 łyżki wody. Smaż aż woda wyparuje. Odstaw na bok.
  4. Na patelni rozgrzej masło na małym ogniu. Poszatkuj czosnek i wrzuć na patelnię. Smaż na małym ogniu przez ok. 2 minuty. Dodaj szpinak. Smaż aż się rozmrozi, a następnie przenieś do miski.
  5. W misce pomieszaj szpinak z kozim serem. Dopraw pieprzem i ewentualnie solą (kozi ser jest dość słony, powinien wystarczyć). 
  6. Umieść ok. 1 łyżkę szpinaku w bułce, zalej jajkiem (jeśli jajko jest za duże w stosunku do bułki, możesz odlać trochę białka) i wykończ małą porcją karmelizowanej cebuli.
  7. Wstaw bułki do piekarnika i piecz ok. 20 minut aż białko się zetnie. 
Śliwka

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...