Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włoski tydzień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włoski tydzień. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 stycznia 2013

Włoski tydzień #7: Panini Caprese


































Przez cały tydzień próbowałyśmy udowodnić jak różnorodna potrafi być kuchnia włoska, co zaskakująco niewiele ma wspólnego z tradycyjnym włoskim śniadaniem. Włosi bowiem, przynajmniej w moim mniemaniu,  nie podchodzą kreatywnie do pierwszego posiłku dnia. 

Tradycyjnie, prawdziwy Włoch rozpocznie dzień śniadaniem (colazione) na słodko, przegryzając rogalika, biscotti lub ciastko, popijając je najlepszą włoską kawą z dodatkiem mleka. Postanowiłam więc, zamiast przygotowywać domowe śniadaniowe słodkości, podeprzeć się innym włoskim przepisem, który z definicji raczej nie pasuje do włoskich zwyczajów śniadaniowych, ale u nas sprawdzi się jak ulał. Mówię tu o pysznych ciepłych kanapkach Panini. 

Mam wrażenie, że na dobre zaprzyjaźniły się z polską gastronomią, bo widzę je w menu naprawdę wielu miejsc. Nic dziwnego. Są pyszne, różnorodne i niezwykle szybkie do przygotowania. Uwielbiam je, więc nie mam nic przeciwko:)

Panini tradycyjnie przygotowujemy z ciabatty, napełniamy ulubionymi składnikami i tostujemy nadając im charakterystycznych, przypieczonych pasków. Jeśli nie macie specjalnego tostera, możecie spokojnie wyczarować takie cuda na patelni grillowej. 

Żeby już na całość podkreślić włoski klimat moich Panini, jako dodatek wybrałam składniki jednej z najpopularniejszych włoskich sałatek- Caprese. Oprócz tradycyjnego połączenia mozzarelli z pomidorami, zamiast świeżych liści bazylii (które po obróbce termicznej tracą smak) ciabattę posmarowałam bazyliowym pesto. 

A na koniec "Włoskiego tygodnia", w ramach podsumowania, rzucę w eter pytanie: jaki jest sekret figury Włoszek? Słodkie śniadania, makarony, panini, pizza... a widzieliście kiedyś otyłą Włoszkę?:)

Panini Caprese (2 porcje)
- 1 długa ciabatta (lub 2 małe ciabatty-bułki)
- 1 kulka mozzarelli
- 1 pomidor
- pesto (gotowe lub z tego przepisu)

  1. Ciabattę przekrój na pół. Każdą połówkę rozkrój wzdłuż. 
  2. Posmaruj połówki od wewnętrznej strony masłem i pesto. Ułóż na dolnej części ok. 3 plastry mozzarelli i 3 plastry pomidora. Zamknij górną częścią bułki.
  3. Patelnię grillową (jeśli nie masz tostera) wysmaruj oliwą. Rozgrzej, ułóż bułkę. Najlepiej ją czymś obciążyć z góry (lub po prostu mocno przyciskać łopatką). Ja użyłam kamienia do ostrzenia noża. 
  4. Smaż kilka minut, aż na dolnej części zrobią się charakterystyczne przysmażone paski, odwróć bułkę i powtórz tę samą czynność z drugiej strony. 
  5. Przekrój, aby stworzyć dwa trójkąty. Smacznego
Śliwka

sobota, 12 stycznia 2013

Włoski tydzień #6: Tiramisu
































Biszkopty nasączone w mocno zaparzonej kawie, migdałowy likier Amaretto, kremowa masa z sera mascarpone, całość oprószona kakao. Tego kuszącego deseru chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. 
Trafiła mi się słodka sobota w trakcie włoskiego tygodnia. W głowie pojawiło się kilka pomysłów na desery inspirowane słoneczną Italią. Szybko jednak zrozumiałam, że w tym przypadku nie ma co kombinować. Nie ma bowiem bardziej adekwatnego deseru na tę okazję. Wybór padł na Tiramisu!

Należę do mniejszości, bo nie jestem wielką fanką tego deseru, na pewno wcześniej nie byłam. Co ciekawe, raczej mało jest takich osób. Akurat tak się złożyło, że Śliwka również za nim nie przepada. Jakiś czas temu zakodowałam sobie, że go nie lubię i grymasiłam na jego widok. Na świecie istnieje tak wiele fantastycznych deserów, drugie tyle można jeszcze odkryć, że musiałam sobie wybrać kilka takich, do których czuję niechęć. 

Przez to nie miałam w ustach tiramisu już od dawna. Dlatego właśnie dziś postanowiłam dać mu kolejną szansę. Wkońcu nie pojawi się już lepsza okazja od włoskiej słodkiej soboty :)
Wszystko zaplanowałam sobie idealnie. Wstanę w sobotę rano, będę wyspana, rześka i pełna energii. W pełnym relaksie upiekę rumiane biszkopty Ladyfingers. Następnie zjem śniadanie, nasączę biszkopty w kawie(resztę zaparzonej porcji wypiję) i przełożę je kremem z serka mascarpone. 
Rzeczywiście tak zrobiłam, ale w zupełnie innych warunkach. 

W nocy zjawili się u mnie niezapowiedziani goście, potrzebowali noclegu. Dostali wszystko czego potrzebowali, mimo późnej godziny. Niestety nie spodobało się to mojemu drażliwemu sąsiadowi, który postanowił w ramach kary urządzić nam o świcie musztrę wydzwaniając domofonem. Trudno w takiej sytuacji zacząć w pełnym relaksie sobotni poranek. Gdy w końcu weszłam do kuchni, miał miejsce nieszczęśliwy wypadek ze zmywarką, który jeszcze mniej korzystniej wpłynął na stan mojego weekendowego odprężenia i opóźnił czas pieczenia. W końcu jednak mogłam w spokoju zabrać się za biszkopty, szkoda tylko, że popsuła mi się w tym czasie szpryca, przez co moje ladyfingers wyszły odrobinę koślawe. Ucieszył mnie za to ich smak, bo samymi biszkoptami mogłabym już świętować słodką sobotę. Następnie według planu, w końcu zrobiłam tiramisu. Schłodzony deser fotografowałam w towarzystwie ostatnich tego dnia promyków słońca.

Wtedy też przyszedł czas na degustację. Okazało się, że jednak lubię tiramisu, a od smaku puszystego kremu i kawowych biszkoptów, moje podniebienie przenosi się do raju.
Zastanawiam się dlaczego wcześniej uważałam, że nie lubię tiramisu. Doszłam do wniosku, że kiedy jadłam go ostatnio, nie lubiłam jeszcze kawy :)
Ps. Przepisów na tiramisu, tyle ile jego miłośników. Ja zrobiłam je tak:

Tiramisu / 2-3 porcje
  • 250 g mascarpone
  • jajko
  • 150 ml mocnej kawy (u mnie mielona, świeżo zaparzona w kawiarce)
  • 80 g cukru pudru
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (można pominąć)
  • 3 łyżki likieru Amaretto
  • kilkanaście podłużnych biszkoptów Ladyfingers/kocie języczki
  • kakao/kawa do posypania wierzchu
  1. Żółtko ucieramy z przesianym cukrem pudrem i ekstraktem na puszystą masę. Stopniowo dodajemy mascarpone i dalej miksujemy masę. Następnie dodajemy likier i jeszcze chwilę ucieramy.
  2. Białko ubijamy na pianę. Do masy z mascarpone dodajemy łyżkę ubitych białek i delikatnie mieszamy szpatułką. Dodajemy resztę białka i jeszcze raz ostrożnie łączymy składniki.
  3. Zaparzoną kawę wlewamy do głębokiego talerza lub miseczki. Ostrożnie zamaczamy w kawie biszkopty i układamy je płasko na dnie naczynia, w którym podamy deser. Jeśli biszkopty się łamią i robią się zbyt miękkie, można je ułożyć w pucharku, a następnie polać kawą. Dodatkowo naczynie można obłożyć na około biszkoptami, namoczonymi w kawie tylko od strony wewnętrznej (widoczne na zdjęciu).
  4. Na warstwę z biszkoptami wykładamy krem. Przykrywamy go kolejną warstwą biszkoptów namoczonych w kawie.
  5. Na biszkopty przekładamy kolejną warstwę kremu. Wierzch deseru oprószamy przesianym przez sitko kakao (lub kawą).
  6. Deser stawiamy do lodówki na minimum godzinę, a najlepiej na kilka. Podajemy schłodzone.
Biszkopty Ladyfingers/ok. 20-25 sztuk

  • 3 jajka
  • 40 g cukru
  • 40 g cukru pudru + kilka łyżek
  • 30 g mąki ziemniaczenj
  • 50 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub 1/2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią
  • łyżeczka soku z cytryny
  1. Białka ubijamy na sztywną pianę. W trakcie miksowania białek, dodajemy stopniowo cukier, tak jak podczas przygotowywania bezy. Po koniec ubijania dodajemy łyżeczkę soku z cytryny.
  2. Do ubitych białek dodajemy przesianą mąkę ziemniaczaną i jeszcze chwilę miksujemy.
  3. W osobnej misce ucieramy żółtka  z cukrem pudrem i ekstraktem waniliowym na puszystą masę.
  4. Do białek dodajemy łyżkę masy z żółtek i delikatnie mieszamy szpatułką. Następnie stopniowo mieszamy ze sobą resztę masy.
  5. Na koniec do masy jajecznej dodajemy przesianą mąkę, ostrożnie mieszamy. Przekładamy ją do szprycy.
  6. 2 blaszki wykładamy papierem do pieczenia lub matą silikonową. Wyciskamy podłużne biszkopty za pomocą szprycy, pozostawiając między nimi odległości. Przyszłe biszkopty oprószamy cukrem pudrem i zostawiamy na 5 minut. W tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 180.
  7. Ladyfingers ponownie oprószamy cukrem pudrem i wkładamy do piekarnika (najlepiej 2 blaszki na raz). Biszkopty pieczemy przez 10-12 minut, aż lekko się zarumienią.
  8. Wyciągamy je z piekarnika i zostawiamy do ostudzenia na blaszce.
Tosia

piątek, 11 stycznia 2013

Włoski tydzień #5: Gnocchi z królikiem i szałwią


Zdaję sobie sprawę jak nietypowo zabrzmi to zdanie, ale od kilku miesięcy nie mogę przestać myśleć o gnocchi z królikiem. Od kiedy odkryłam to połączenie w jednej z warszawskich restauracji zakochałam się na dobre. Idealne, miękkie mięso z królika i tak samo rzadko spotykane okrągłe gnocchi. Do tego świeże zioła, które niczym most łączą te dwa smaki. No pycha:)

Gdy zdecydowałyśmy z Tosią zorganizować na blogu "Włoski tydzień", uznałam, że to najlepsza okazja, żeby wreszcie zrealizować moje odkładane na później plany. Ruszyłam więc w miasto na poszukiwanie królika. Przejechałam wszystkie supermarkety w Trójmieście. Sarna, jeleń, perliczka, zając, a królika ani śladu. Zdążyłam się przyzwyczaić, że zawsze gdy czegoś szukam, akurat znika z półek (i oczywiście pojawia się na nich dzień później, gdy już tego nie potrzebuję). Ponieważ ślubowałam sobie od nowego roku zachowanie spokoju, zanuciłam tylko pod nosem "kiedyś cię znajdę..." i zaczaiłam się na niego parę dni później. Udało się:)

Królik sprzedawany jest w całych tuszkach, co może rodzić problemy z podzieleniem go na porcję. Z pewnością pomoże Wam ten filmik, którym i ja się podparłam. I prawdę mówiąc nie zgłębiłam tematu jedzenia królików przez rodowitych włochów, ale z pewnością zadowolili by się takim pysznym dodatkiem do ich rodzimego gnocchi. 

Gnocchi z królikiem i szałwią (4 porcje)
- 1 tuszka królika (moja miała 1,4 kg)
- 1 główka czosnku
- 1 cebula
- 750 ml białego wina
- 1 por (zielona część)
- 1 marchewka
- 1 pietruszka
- 1 jabłko
- garść zielonej pietruszki
- 1 łyżeczka ziaren pieprzu
- 2 liście laurowe

Gnocchi
- 5 średnich ziemniaków
-  1 kubek* mąki
- 2 łyżki oliwy
- odrobina startej gałki muszkatołowej
- 1 żółtko
- 1 łyżeczka soli
- pieprz

- garść liści szałwii
- 1 cebula
- pół marchewki
- 70 g masła
- świeżo starty parmezan

  1. Podziel królika na części (jak na wyżej wspomnianym filmie) i wrzuć do miski z osoloną zimną wodą na ok. pół godziny. Wyjmij i osusz na papierowym ręczniku.
  2. W dużym garnku rozgrzej na dnie oliwę z oliwek. Przekrój główkę czosnku na pół wzdłuż (nie musisz obierać skórki), cebulę pokrój na mniejsze kawałki. Wrzuć do garnka i smaż kilka minut na małym ogniu.
  3. Włóż kilka kawałków mięsa do garnka i obsmaż. Możesz zrobić to w kilku turach, jeśli twoje części mięsa nie mieszczą się na dnie na raz. Obsmażone z dwóch stron części mięsa wyjmij na talerz, aby zrobić miejsce na następne (jeśli nie smażysz wszystkich od razu). 
  4. Włóż całe mięso z powrotem, do garnka wrzuć jeszcze pokrojone: por, marchewkę, jabłko i pietruszkę. Dodaj również zieloną pietruszkę, ziarna pieprzu i liście laurowe. Całość zalej winem. Jeśli wino nie pokrywa wszystkich składników w całości dolej tyle wody, aby je zakrywała. Gotuj na małym ogniu przez ok. 45 minut.
  5. Przez ten czas przygotuj gnocchi. Ziemniaki obierz ze skórki, wrzuć do garnka, zalej wodą, dodaj sól. Gotuj aż będą bardzo miękkie, wręcz rozgotowane. Następnie odcedź i odstaw do wystygnięcia.
  6. Do ostygniętych ziemniaków dodaj oliwę, sól, pieprz i gałkę. Dopraw do smaku. Dodaj żółtko i mąkę. Zagnieć, aby uzyskać jednolite ciasto. Odstaw na bok.
  7. Po upływie czasu gotowania królik, odłóż powstały bulion na bok, a mięso wyjmij na talerz. Gdy mięso ostygnie porwij je rękami na małe kawałki i przygotuj sobie w misce do późniejszego usmażenia. Przygotuj również startą marchewkę, poszatkowaną szałwię i cebulę.
  8. Na patelni rozgrzej przewidzianą w przepisie połowę masła, dodaj posiekaną cebulę i smaz aż się zeszkli. Dodaj marchewkę, szałwię i mięso. Smaż na małym ogniu, co jakiś czas mieszając. Po kilku minutach dodaj jedną chochlę bulionu, powstały po gotowaniu królika. 
  9. W tym czasie ulep gnocchi. Z ciasta formuj małe kulki i układaj je na oprószonej mąką tacce. Zagotuj wodę w dużym garnku, posól wodę i wrzuć gnocchi na wrzątek. Gotuj przez ok. 4 minut, a następnie wyjmij za pomocą sitka. 
  10. Gdy bulion częściowo wyparuje dorzuć gnocchi na patelnię z mięsem, dodaj resztę masła i wymieszaj. 
  11. Podawaj posypane parmezanem. 


* mój kubek ma 300 ml

Śliwka

czwartek, 10 stycznia 2013

Włoski tydzień #4: Ravioli z wypływającym żółtkiem






























Gdyby podczas włoskiego tygodnia nie pojawił się chociaż raz przepis na makaron, czułabym niedosyt. Nad cudowną pastą można zachwycać się godzinami i nie da się ukryć, że to wyjątkowo włoskie danie. Wszelkiego rodzaju makarony czarują mnie od lat dziecięcych, a od jakiegoś czasu nauczyłam się je robić sama. Od kiedy jestem właścicielką maszynki do makaronu, staram się przynajmniej raz na miesiąc docenić tak fakt i przygotować domową pastę. W zwykłe, szare dni, gdy nie ma na to czasu, korzystam oczywiście z kupnych. Zawsze jednak patrzę na opakowanie w sklepie, bo najważniejsze przy wyborze makaronu z paczki jest to, aby był wykonany z pszenicy durum. Na myśl o klejącym się, rozgotowanym pseudo makaronie podawanym np. na stołówkach, przechodzą mnie dreszcze. Chociaż zdaję sobie sprawę, że istnieją na świecie większe problemy niż klejący makaron :)

Aby pasta smakowała wyśmienicie, musi zawierać wysokiej jakości składniki i być przygotowana z pasją! Tej zasady trzymam się robiąc makaron.
Ravioli z żółtkiem chodziło za mną od czasu, gdy w wakacje zobaczyłam je w australijskiej edycji (jedynej słusznej) budzącego emocje programu MasterChef. Efekt nacięcia nożem świeżo ugotowanego ravioli i widok wypływającego ze środka żółtka zrobiło na mnie zdecydowanie duże wrażenie. Wiedziałam, że prędzej, czy później będę musiała zobaczyć to na własnych oczach i oczywiście poczuć ten smak :)
Akurat w momencie, gdy przygotowywałam ravioli, odwiedziła mnie na chwilę przyjaciółka. Należy ona do osób, dla których zamiast jedzenia mogłyby istnieć tabletki. Dodatkowo nie je mięsa, więc jest jeszcze bardziej skomplikowanym konsumentem. Mimo wszystko od czasu do czasu zachwyci ją jakaś potrawa i potrafi docenić dobrą kuchnię. Na widok ravioli zaświeciły jej się oczy, ponieważ marzyła o nim już od dawna, podobnie jak ja. Ravioli z ricottą i wypływającym żółtkiem spełniło jej fantazje, bo zawiera w sobie ulubione składniki. Sprawiło mi to ogromną radość, bo uwielbiam rozpieszczać kulinarnie bliskich. I Was też zachęcam do takiej rozpusty!












































Efekt wypłynięcia żółtka:























Ravioli z wypływającym żółtkiem i ricottą
  • 50 g drobnej semoliny
  • 200 g mąki pszennej typ 500 lub 550
  • jajko
  • 2-3 żółtka
  • 2 łyżki oliwy
  • 2-3 łyżki zimnej wody
  • 3/4 łyżeczki soli
  • Farsz z ricotty:
  • 250 g ricotty
  • garść liści świeżej bazyli
  • szczypta soli
  • łyżeczka soku z cytryny
  • Dodatkowe składniki:
  • żółtka (po jednym na każdą sztukę ravioli)
  • masła
  • świeża szałwia/rozmaryn
  • parmezan
  • gałka muszkatołowa
  1. Na stolnicę przesiewamy mąkę, dodajemy semolinę i tworzymy "kopczyk". Na środku robimy wgłębienie i dodajemy sól, jajko oraz żółtka. Wlewamy oliwę, wodę. Zaczynamy mieszać składniki palcami i wyrabiać ciasto.
  2. Po kilku minutach zagniatania, ciasto osiągnie formę elastycznej kuli (jeśli się lepi, należy podsypać jeszcze mąką). Uformowaną kulę owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na minimum pół godziny (najlepiej jednak na godzinę).
  3. W tym czasie szykujemy farsz. Ricottę rozgniatamy widelcem i mieszamy z drobno posiekanymi ziołami, przyprawiamy sokiem z cytryny, solą i pieprzem do smaku.
  4. Ciasto dzielimy na 3 części. Każdą z części przepuszczamy przez maszynkę do makaronu, zaczynając od szczeliny 7mm, a kończąc na 2 mm.
  5. Rozwałkowane ciasto kładziemy na oprószonej mąką stolnicy. Bierzemy szklankę lub wykrawaczkę o średnicy 9-10 cm i wycinamy kółka z ciasta.
  6. Szykujemy w oddzielnych miseczkach żółtka jajek. Na wycięte kółko wykładamy łyżkę farszu z ricotty, tak by nie dotykało brzegów ciasta. Na środku robimy wgłębienie. Przekładamy w nie żółtko. Część z farszem przykrywamy drugim kółkiem z ciasta, doklejając dokładnie brzegi. Czynność powtarzamy wielokrotnie.
  7. W dużym garnku gotujemy osoloną wodę z łyżką oliwy. Gdy woda zacznie wrzeć, wrzucamy ulepione ravioli i gotujemy przez 3-4 minuty. W tym czasie rozpuszczamy masło z ziołami na patelni.
  8. Gotowe ravioli odsączamy z wody i przekładamy na talerz. Polewamy ziołowym masłem i podajemy ze świeżo startą gałką muszkatołową oraz z parmezanem.
Tosia

środa, 9 stycznia 2013

Włoski tydzień #3: Vitello Tonnato




























- Co dziś na obiad?
- Kaczka i tuńczyk.
- Kaczka i tuńczyk? Co to za połączenie?!

I wtedy mnie natchnęło. Nasz "Włoski tydzień" trwa w najlepsze, a ja wciąż głowiłam się co tu zaproponować, aby odejść od makaronowego stereotypu. 
Vitello tonnato to nie kaczka z tuńczykiem, ale z pozoru równie dziwne połączenie mięsno-rybne,  czyli cielęcina w kremowym sosie tuńczykowym. Tak się cieszę, że sobie o nim przypomniałam!

To typowe danie włoskie zwykle podawane jest w okresie letnim, jako antipasto, czyli jedna z tradycyjnych włoskich przystawek. Co ciekawe, podawane jest również w Argentynie, ale w okresie bożonarodzeniowym. Ja doskonale pamiętam, jak moja Mama przygotowywała je przed laty i ten wyjątkowy smak zakodował się w moich kubeczkach smakowych. 

Jeśli nie wierzycie w siłę połączenia tak abstrakcyjnych smaków, spróbujcie sami. Świetnie smakuje na kromce chleba. 

Vitello Tonnato
- 600 g mięsa cielęcego bez kości (ja użyłam myszki cielęcej)
- 1 marchewka
- 1/4 selera
- 1 pietruszka
- 1 cebula
- 5 ząbków czosnku
- 1/2 pora
- 3 goździki
- 1 gwiazdka anyżu
- kilka ziaren pieprzu
- kilka ziaren ziela angielskiego
- 3 liście laurowe
- sól

Sos:
- 150 g tuńczyka z puszki (odsączonego)
- 2 łyżki kaparów
- 2 żółtka
- 200 ml oliwy z oliwek
- sok z połowy cytryny
- 2 łyżki octu winnego
- 3 fileciki anchovies
- 1 łyżka bulionu
- pół łyżeczki cukru
- sól, pieprz


  1. Dzień (lub co najmniej kilka godzin) przed podaniem przygotuj mięso. Oczyść je z tłuszczu i błonek. 
  2. W garnku rozgrzej oliwę i obsmaż mięso z każdej strony aż lekko zbrązowieje. Zdejmij z ognia.
  3. Do garnka z mięsem wrzuć pokrojone na średniej wielkości kawałki marchewkę, pietruszkę, cebulę, por i seler. Dodaj zgniecione nożem i obrane ze skórki ząbki czosnku. Włóż do garnka również goździki, anyż, pieprz, ziele angielskie i liście laurowe. 
  4. Do garnka wlej wodę aż zakryje wszystkie składniki. Posól wodę (ok. 1 łyżką soli) i gotuj przez ok. 35 minut. 
  5. Wyjmij mięso, osusz i odstaw do ostygnięcia. Małą część bulionu (w dalszej części przepisu potrzebna będzie dosłownie jedna łyżka) odłóż, resztę wylej lub zlej do innych celów. Ostudzone mięso włóż do lodówki na noc (lub na kilka godzin).
  6. Przygotuj sos. Wrzuć do blendera wszystkie składki poza solą i pieprzem. Zmiksuj aż osiągniesz gładką, kremową masę. Dopraw solą i pieprzem.
  7. Podawaj plastry mięsa na zimno, polane sosem i obsypane kaparami. Możesz przełożyć mięso plastrami cytryny. 

Śliwka

wtorek, 8 stycznia 2013

Włoski tydzień #2: Polędwiczki z kurczaka w parmezanie na kremowej polencie
































Są pewne smaki, które trudno jest odtworzyć w warunkach domowych. Nie dlatego, że są kłopotliwe w wykonaniu. Po prostu niektóre dania smakują najlepiej w miejscu, w którym powstały. I nieważne jak będziemy się starali, nie da się tego zmienić. Myślę, że tak właśnie jest z kuchnią włoską.

Własnoręcznie przygotowana polenta cieszyła moje podniebienie i jednocześnie rozgrzewała , gdy obserwowałam dziś przez okno tańczące na niebie śnieżne płatki. Chociaż nie zmieniłabym już nic w jej smaku, jestem pewna, że polenta przygotowana przez starszą kobietę, gdzieś w Puglii we Włoszech*, powaliłaby mnie jeszcze bardziej na kolana. I właśnie tak odczuwam kuchnię włoską, że jest pełna magii, przyjazna w przygotowaniu, ale przy tym wymagająca. 
Kiedy studiowałam socjologię, miałam okazję brać udział w badaniu preferencji smakowych studentów oraz młodych par. To było dwa lata temu, ale zapamiętałam, że w odpowiedziach na pytanie dotyczące ulubionej kuchni, respondenci najczęściej wskazywali kuchnię włoską.
Nie jest to zaskakujący wynik, w końcu wiele dań tej kuchni jest na tyle charakterystyczna, że kojarzona jest nawet przez ignorantów kulinarnych. Każdy przecież jadł kiedyś pizzę, czy szybką pastę w postaci penne lub spaghetti (proszę nie mylić tutaj z rozgotowanym makaronem).
Kuchnia ta ma jednak o wiele więcej do zaoferowania. Jest niezwykle aromatyczna, pełna zachęcających kolorów, bogata w warzywa, owoce i zioła. Przy tym jest pełna kontrastów, od wyrafinowanej kuchni po zupełnie prostą. Włoskie dania mogą być niezwykle szybkie w przygotowaniu, a przy tym pełne pasji. 
Dla mnie do szczęścia wystarczy talerz cudownie skomponowanych przekąsek antipasti z wysokiej jakości składników, by poczuć się jak w słonecznej Italii (której jeszcze nigdy nie byłam :) Nie przeszkadza mi to jednak w rozumieniu filozofii kuchni włoskiej i próbach odtwarzania jej w domu. A jestem pewna, że będzie to jeszcze przyjemniejsze, gdy w końcu uda mi się wybrać w tym roku w podróż po tej malowniczej krainie.

Wracając do dzisiejszego dania. Polenta to rodzaj włoskiej "mamałygi" przygotowywanej z mąki lub kaszy kukurydzianej. Można ją podać z parmezanem i ziołami jako kremowy dodatek do dania obiadowego. Lub przełożyć do formy, a gdy ostygnie pokroić na kawałki i usmażyć/zgrillować. Wersja smażona podobno przypomina trochę frytki, o czym mam zamiar przekonać się jutro. Dziś jednak postawiłam na kremową polentę i podałam ją z polędwiczkami z kurczaka w chrupiącej panierce ze świeżo startego parmezanu. Do tego zrobiłam szybką sałatkę z lekkim dressingiem na bazie soku z czerwonej pomarańczy, soku z cytryny i oliwy. Tak naprawdę dzisiejsze przepisy można podzielić na 3 różne dania, ja jednak podałam je razem jako pyszny włoski obiad :)
A już jutro kolejny włoski przepis w zupełnie innym stylu!


Gotowanie polenty:


































Polędwiczki z kurczaka w parmezanie/1 porcja
  • 2-4 polędwiczki kurczaka
  • liść laurowy
  • 2 łyżki oliwy
  • łyżeczka soku z cytryny
  • łyżka masła
  • jajko
  • bułka tarta
  • mąka
  • świeżo tarty parmezan
  • sól
  • pieprz
  1. Polędwiczki umyć, osuszyć, usunąć błonki. Przyprawić solą, pieprzem i pokruszonym liściem laurowym z dwóch stron. Wrzucić do foliowej torebki, zalać łyżką oliwy, sokiem z cytryny i zostawić na minimum pół godziny w lodówce.
  2. Przygotować 3 głębokie talerze. Do jednego wbić jajko, na drugi wysypać mąkę, a na trzecim bułkę tartą. Do bułki tartej dodać kilka łyżek świeżo tartego parmezanu.
  3. Mięso obtaczać w mące, następnie w rozbełtanym jajku, a na końcu w bułce tartej z parmezanem.
  4. Polędwiczki smażymy na rozgrzanej patelni z oliwą. Po kilka minut na jedną stronę. Pod koniec smażenia posypujemy wierzch polędwiczek tartym parmezanem. 
  5. Gotowe polędwiczki w parmezanie odsączamy z tłuszczu za pomocą ręczników papierowych.
  6. Podajemy z kremową polentą.
Kremowa polenta z parmezanem i bazylią*
  • 250 g kaszy kukurydzianej
  • 1,3 - 1,4 litra wody
  • półtorej łyżeczki soli
  • liść laurowy
  • 60 g masła
  • 80 g parmezanu
  • liście świeżej bazylii
  1. W garnku podgrzewamy osoloną wodę z liściem laurowym. Gdy zacznie się gotować, mieszamy wodę i w tworzący się wir, wsypujemy powoli kaszę. Intensywnie mieszamy i zmniejszamy ogień.
  2. Garnek przykrywamy pokrywką i lekko ją uchylamy. Gotującą się kaszę należy mieszać starannie co kilka minut, aby uniknąć grudek. Całość gotujemy ok. 30-35 minut. W między czasie dolewając trochę wody.
  3. Gdy polenta będzie gęsta, zdejmujemy ją z ognia. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku. Dodajemy masło i świeżo starty parmezan. Liście bazylii tniemy nożyczkami nad garnkiem, wszystkie składniki dokładnie mieszamy.
  4. Tak przygotowana polenta jest gotowa do podania na ciepło. Można ją także przełożyć do naoliwionego naczynia i zostawić, by ostygła. Następnie pokroić na kwadraty i usmażyć/grillować.

Insalata mista 
  • mieszanka ulubionych sałat np. roszponka, rukola, radicchio, cykoria
  • kilka suszonych pomidorów
  • pomidorki kotajlowe
  • kilka kaparów
  • 1/2 marchewki
  • kawałek parmezanu
  • Dressing:
  • łyżka soku ze świeżo wyciśniętej pomarańczy
  • łyżeczka soku z cytryny
  • łyżeczka octu winnego sherry
  • łyżka oliwy z zalewy z suszonych pomidorów
  • 2 łyżki oliwy extra vergine
  • sól, pieprz
  1. Garść ulubionych sałat rwiemy na mniejsze listki i wrzucamy do miski. Dodajemy pokrojone drobno suszone pomidory, pomidorki koktajlowe oraz kapary. Na tarce o małych oczkach ścieramy marchewkę. 
  2. W miseczce łączymy sok z cytryny z sokiem z pomarańczy. Dodajemy soli i intensywnie mieszamy. Następnie wlewamy ocet winny, olej z zalewy z suszonych pomidorów oraz oliwę. Dressing przyprawiamy pieprzem do smaku i mieszamy z pozostałymi składnikami sałatki.
  3. Sałatkę posypujemy świeżo startym parmezanem.
*Bazowałam na podstawowym przepisie na polentę z książki Jamie Oliver "Włoska wyprawa Jamiego".
Tosia

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Włoski tydzień #1: Minestrone alla Genovese


Jak zapowiedziałyśmy już dzisiaj na naszym facebooku, ruszamy z prawdziwie "Włoskim tygodniem". Od dzisiaj do niedzieli, codziennie będziemy prezentować dania inspirowane kuchnią prosto z Półwyspu Apenińskiego. 

Kuchnia włoska chyba najmocniej opanowała polską gastronomię, dzięki czemu, a raczej przez co, możemy zjeść (zwykle marną) pizzę czy pastę prawie na każdym rogu. Niestety zaobserwowałam, że przyniosło to więcej szkody niż korzyści, gdyż kuchnia włoska w mentalności wielu ludzi zakorzeniła się pod hasłem "pizza" "spaghetti bolognese", czy "carbonara". A przecież reprezentuje sobą o wiele więcej!

Włoskie smaki to przede wszystkim prostota, ale wyrafinowana prostota. Pod przykrywką nieskomplikowanych dań kryje się niesamowita dbałość o świeżość i jakość produktów. Od najlepszej oliwy z oliwek po domowy makaron. 

Dzisiaj, mając przyjemność zainicjować "Włoski tydzień" zamarzyłam o pysznej warzywnej zupie. Minestrone, bo o niej mowa, to jedna z tych pozycji, które wydają się czymś zwykłym i mało interesującym, a zrobione w odpowiedni sposób, po prostu powalają smakiem. W tym wypadku należy uważać, aby nie przegotować warzyw, gdyż istotą jest ich chrupkość i piękny kolor. Warzywna breja jest niepożądana:)

Każdy prawdziwy Włoch ma zapewne swój sposób na niezawodne Minestrone. Ja wybrałam wersję alla Genovese, którą wieńczy łyżeczka pesto. Prawdziwa wisienka na torcie.
Do zupy możecie dodać również fasolę (którą ja z radością pominęłam, bo jej  nie znoszę), czy na przykład kurczaka, co stworzy wersje Ricco, czyli bogatą. Prawdziwy sycący obiad uzyskacie dodając makaron, który najlepiej ugotować oddzielnie, szczególnie gdy nie podajemy całej zupy od razu. Jeśli nie decydujecie się na pesto, świetnie sprawdzi się też świeżo starty do zupy parmezan.

Śledźcie w tygodniu nasze kolejne włoskie propozycje!

Minestrone alla Genovese (ok. 4 porcje)
- 1 litr bulionu warzywnego*
- 1 marchewka
- 1 pietruszka
- pół pora (biała część, zieloną można zużyć na bulion)
- pół cukinii
- 100 g groszku cukrowego
- 150 g zielonego groszku mrożonego
- 250 g krojonych pomidorów z puszki
- 250 g małych ziemniaków
- 2 ząbki czosnku
- 3 łyżki oliwy z oliwek
- sól
- pieprz
- pesto**

  1. Przygotuj warzywa. Obierz ze skórki marchewkę i pietruszkę. Dokładnie umyj małe ziemniaki, które możesz zostawić w mundurkach lub obrać. 
  2. Marchewkę, pietruszkę, cukinię, groszek cukrowy i ziemniaki pokrój na małe kawałki. Por pokrój w grube plastry. 
  3. Do małego garnka wrzuć ziemniaki, nalej tyle wody, aby je przykryła, posól ok. 1 łyżką soli i zagotuj. Gdy woda się zagotuje, zdejmij z ognia, pozwól im odstać w gorącej wodzie jeszcze przez 5 minut i odcedź na sitku. Dokładnie osusz.
  4. W dużym garnku rozgrzej oliwę. Podgrzewaj na średnim ogniu i dodaj poszatkowany czosnek. Smaż przez kilka minut a następnie dodaj pokrojone marchewkę, pietruszkę, por i osuszone ziemniaki. Smaż przez ok. 5 minut, często mieszając.
  5. Po upływie tego czasu do garnka wlej bulion. Daj zupie gotować się na średnim ogniu przez 15 minut.
  6. Zdejmij zupę z ognia, dodaj groszek cukrowy, zielony groszek i krojone pomidory. Pomieszaj, posól i dodaj pieprz.
  7. Podawaj z łyżeczką pesto.

*Jak przygotować dobry bulion warzywny?

Bulion warzywny jest oczywiście z zasady mniej intensywny i aromatyczny niż ten gotowany na mięsie. Jednak jest naprawdę niezawodnym dodatkiem do zup warzywnych, w szczególności, gdy będziemy serwować dania wegetarianom.
Ja do bulionu dodaję:
-marchewkę (nie za dużo, maksymalnie 3 małe sztuki),
-pietruszkę, zarówno korzeń jak i  garść zielonej,
-kawałek selera,
-zieloną część pora
-cebulę
- kilka ząbków czosnku
- kilka ziaren pieprzu
- kilka ziaren ziela angielskiego

Całość zalewam wodą ponad połowę garnka i gotuję na małym ogniu przez ok. 45 minut. Zdejmuję z ognia i odstawiam do ostygnięcia razem z warzywami. Po ostygnięciu przecedzam przez sito. Taki bulion spokojnie możecie zamrozić, gdy zdecydujecie się zrobić większą porcję. Przyda się na czarną godzinę.

** Ostatnio bazylia chowa się przede mną w sklepie, więc byłam zmuszona użyć gotowego pesto. Domowe możecie stworzyć na podstawie tego przepisu.

Śliwka

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...