Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pistacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pistacje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 października 2017

Panna cotta z pieczonymi figami, gorzką czekoladą i pistacjami


Życie jest jak bieg przez płotki, codziennie pokonujemy przeszkody i podejmujemy decyzje od których zależą nasze dalsze losy. Wygrywa ten kto wie czego chce i nie boi się ryzykować. Już od samego rana pojawiają się dylematy np. Co zjeść na śniadanie? Wybrać stringi czy figi?

Ja dziś wybrałam figi i odważyłam się je nawet upiec, z gorzką czekoladą i syropem klonowym. Zaserwowałam je z delikatną, waniliową Panną Kotką i pistacjami. To była słuszna i słodka decyzja!


Panna cotta z pieczonymi figami, gorzką czekoladą i pistacjami/ 6 małych porcji lub 3 duże
  • 500 ml śmietanki kremówki 
  • 500 ml mleka
  • 150 g cukru
  • laska wanilii
  • 5 łyżeczek żelatyny
  • 6 fig
  • 6 kostek czekolady
  • garść obranych pistacji
  • łyżka syropu klonowego
  • 2 łyżki pigwówki lub cytrynówki 
Panna Cotta:
  1. Żelatynę zalewamy 3 łyżkami zimnej wody, mieszamy i zostawiamy na 10 minut.
  2. Do garnka wlewamy kremówkę i mleko, przecinamy laskę wanilii wzdłuż na pół i ostrym czubkiem noża wyciągamy ziarenka. Dodajemy je do kremówki, razem z laską i cukrem.
  3. Całość podgrzewamy aż zacznie się gotować. Zestawiamy z ognia, dodajemy pigwówkę i namoczoną żelatynę. Mieszamy przez minutę do dokładnego połączenia składników.
  4. Masę przelewamy do miseczek, studzimy, wkładamy do lodówki na minimum 4 godziny.
  5. Następnie moczymy miseczki w ciepłej wodzie, odwracamy dnem do góry i przerzucamy na talerz. Serwujemy z pieczonymi figami i pistacjami.
Pieczone figi:
  1. Figi rozkrawamy z góry na ćwiartki (nie przecinamy do końca).
  2. Do środka wkładamy kostki czekolady.
  3. Figi kładziemy na folii aluminiowej. Skrapiamy syropem klonowym i wstawiamy zawinięte do piekarnika.
  4. Pieczemy przez 15 minut w 200 stopniach. 
Tosia

poniedziałek, 27 lipca 2015

Pieczona kukurydza z masłem czosnkowo-pistacjowym


Tegoroczne lato w Trójmieście jest wyjątkowo złośliwe. Budzę się  wcześnie rano, świeci słońce, zadowolona przebiegam kilka kilometrów w morskiej scenerii i liczę na piękny dzień. Kilka godzin później obserwuję szarugę przez okno, a wychodząc z domu znów nie mogę zapomnieć o parasolu. To nie tak miało być!

Rozpoczął się sezon kukurydziany i przypominam sobie, że rok temu pierwsze kolby zjadłam prosto z grilla, w trakcie wypadu pod namiot na Kaszuby. W tym roku na takie wyprawy trochę nie ma czasu, ale też pogoda do planowania biwaków nie zachęca.

Na poprawę humoru sięgam po kukurydziane kolby wierząc, że jeszcze zjem je tego lata w pełnym słońcu nad grillem.

Na szczęście w wersji domowej mam dwa sprawdzone patenty na kukurydzę: gotuję ją w wodzie z solą i cukrem lub marynuję np. w maśle czosnkowym i opiekam krótko w piekarniku. Dzisiaj wybrałam drugą metodę, a masło czosnkowe wzbogaciłam o miętę oraz pokruszone kawałki solonych pistacji, które przyjemnie podkręcają smak słodkawej kolby :)

Pieczona kukurydza z masłem czosnkowo-pistacjowym/ (3 szt.)
  • 3 kolby kukurydzy
  • 100 g miękkiego masła
  • 50 g obranych pistacji
  • łyżeczka miodu lub syropu z agawy
  • ząbek czosnku
  • garść świeżych listków mięty
  • szczypta soli, świeżo mielony pieprz
  1. Kukurydze obieramy z niteczek, a zewnętrzne liście zostawiamy i odwracamy je na drugą stronę kolby.
  2. W pojemniku malaksera umieszczamy masło, pistacje, miód, posiekany czosnek, zioła i przyprawy. Miksujemy krótko do połączenia składników, pilnując, aby kawałki pistacji nie zostały w pełni rozdrobnione.
  3. Masłem smarujemy kukurydze i kładziemy je na blasze. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika.
  4. Pieczemy przez 20 minut w 190 stopniach. 
  5. Po upieczeniu kładziemy na każdej kolbie jeszcze po łyżeczce kukurydzy i dekorujemy listkami mięty. Serwujemy na ciepło.
Tosia

wtorek, 27 stycznia 2015

Wtorek z kaszą #39: Jaglane kopytka



Sama nie wiem czy bardziej jestem zakochana w kaszy jaglanej czy we wszelkiego rodzaju kluchach. Dlatego w myśl zasady "przyjaciel mojego przyjaciela jest moim przyjacielem", postanowiłam je ze sobą zapoznać. Integracja przebiegała w bardzo prosty sposób, zrobiłam kopytka jaglane.

Sugerując się nazwą, sprawa może wydawać się skomplikowana, ale jest zupełnie na odwrót. Ugotowana kaszę miksujemy z jajkiem, dodajemy mąkę oraz sól. Cały dalszy proces przebiega identycznie jak z ziemniaczanymi kopytkami.

Wczoraj piekłam ryżowo-bananowy chleb bezglutenowy i chociaż kusiło mnie by do ciasta na kluski dodać mąkę ryżową, ostatecznie użyłam klasycznej pszennej. Moje skromne doświadczenie z bezglutenowymi mąkami podpowiada mi, że łatwo będzie zmodyfikować przepis. Po prostu mąkę pszenną zastąpiłabym jakąś delikatną w smaku mąką bezglutenową np. ryżowa, jaglaną lub ziemniaczaną. Proporcje będą prawdopodobnie podobne, a w razie problemów zawsze można ciasto dodatkowo podsypać, aby nie było klejące.

Jaglane kopytka można serwować prosto z wody, ale także odsmażać. Na obiad zjadłam je z szynką parmeńską, karmelizowanym jarmużem, pistacjami i parmezanem. W wersji bezmięsnej myślę, że fantastycznie będą smakowały po prostu w jakimś pesto. Na kolację planuje odsmażyć resztę kopytek i posypać je odrobiną cukru lub polać miodem. Już nie mogę się doczekać :)


Znajdź kopytko poza talerzem

Jaglane kopytka/2-4 porcje

  • 600 g ugotowanej kaszy jaglanej*
  • 200 g mąki pszennej lub bezglutenowej np. ryżowej
  • jajko
  • łyżeczka soli
Dodatki
  • kilka plastrów szynki parmeńskiej lub innej dojrzewającej
  • listki jarmużu
  • garść pistacji
  • parmezan lub inny tarty ser
  • 2 łyżeczki oliwy
  • mała cebula
  • łyżeczka miodu
  • 2 łyżki czerwonego wina (można zastąpić piwem lub octem balsamicznym)
  • pieprz
Kopytka:
  1. Ugotowaną i ostudzoną kaszę jaglaną miksujemy z jajkiem na gładką masę. Najlepiej użyć do tego blendera/malaksera z ostrzem w kształcie litery "S".
  2. Dodajemy mąkę  oraz sól, wyrabiamy, aż osiągniemy formę kuli. W razie potrzeby podsypujemy mąką, aby ciasto się nie kleiło do ręki.
  3. Z ciasta robimy wałeczki, wykrawamy pod skosem kopytka. Wrzucamy na wrzącą, osoloną wodę i gotujemy przez ok. 4 minuty lub do momentu wypłynięcia.
  4. Odsączamy z wody, serwujemy od razu lub dodatkowo odsmażamy.
Jaglane kopytka z szynką parmeńską, jarmużem, parmezanem i pistacjami/ 2 porcje:
  1. Na patelni rozgrzewamy łyżeczkę oliwy, wrzucamy posiekaną w piórka cebulę oraz pokrojoną w paseczki szynkę. Smażymy kilka minut.
  2. Następnie dodajemy jeszcze łyżeczkę oliwy, wrzucamy listki jarmużu, całość przyprawiamy świeżo mielonym pieprzem i podsmażamy 3 minuty.
  3. Dodajemy miód oraz wino (lub piwo/ocet balsamiczny), karmelizujemy 2 minuty.
  4. Wrzucamy ugotowane i odsączone z wody kopytka, mieszamy i podsmażamy je krótką chwilę, aż przejdą smakiem składników.
  5. Kopytka serwujemy posypane świeżo tartym parmezanem i posiekanymi pistacjami.

* 600 g ugotowanej kaszy to ok. 1,5 szklanki suchej kaszy, wrzuconej do rondla, zalanej 3 szklankami wody i ugotowanej przez kilkanaście minut, na małym ogniu do momentu wchłonięcia płynu. Dodatkowo przed gotowaniem można kaszę podprażyć na suchej patelni, albo przelać na sicie wrzątkiem, dzięki temu pozbędziemy się posmaku goryczki.

Tosia

niedziela, 7 września 2014

Śniadanie do łóżka #152: Pieczone croissanty z kremem pistacjowym i figami


Po tygodniu pełnym wrażeń marzyłam o spokojnym i leniwym śniadaniu w domu. Bez pośpiechu, bez hałasu, tylko ja i on. Tak zaplanowany poranek musi być wyjątkowy, ale do pełni radości brakowało jeszcze wspaniałego posiłku.

Mam to ogromne szczęście, że kilka dni temu dostałam od przyjaciółki słoiczek kremu pistacjowego prosto z Sycylii, bo doskonale wiedziała, że za nim szaleję. W Polsce jest trudno dostępny, a ten przygotowany w domu (przepis) jest niezły, ale czegoś mu jednak brakuje.

Podobnie jak w sytuacji zdobycia kwiatów cukinii, poczułam lekką tremę do produktu. Początkowo chciałam upiec sernik lub zjeść krem po prostu w towarzystwie chrupiących naleśników. Potem jednak do głowy przyszedł mi jeszcze lepszy pomysł.


Inspiracją dzisiejszego śniadania był dla mnie francuski deser - croissants aux amandes. To lekko czerstwe rogaliki polane syropem cukrowym, posmarowane kremem migdałowym i posypane płatkami migdałowymi. Moja wersja to croissants aux pistaches.

Ich środek wypełnia wcześniej wspomniany krem pistacjowy, ale także plastry soczystych fig. Wierzch polałam syropem waniliowym, który sprawił, że ich skóra stała się przyjemne chrupiąca i lśniąca. Zabrakło mi tylko pistacji do posypania rogalików, ale na pomoc przyszedł mi sezam, który nie od dziś lubi się z figami. 

Śniadanie poezja, a jest niezwykle proste w przygotowaniu.

Pieczone croissanty z kremem pistacjowym i figami/ 4 sztuki
  • 4 czerstwe croissanty
  • 4 łyżki kremu pistacjowego (przepis na domowy krem tutaj)
  • 2-3 figi
  • łyżka sezamu do posypania (lub pistacji/płatków migdałowych)
  • Syrop waniliowy:
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki wody
  • 1/2 laski wanilii
  1. Do rondla wsypujemy cukier, wydrążone ziarenka wanilii oraz samą laskę. Wlewamy wodę i podgrzewamy przez kilka minut, czekając aż zgęstnieje, a cukier się rozpuści.
  2. Croissanty przekrawamy wzdłuż na pół, uważając, aby nie przeciąć rogalików do końca.
  3. Ich środek smarujemy kremem pistacjowym i wykładamy plastrami fig.
  4. Wierz rogalików polewamy syropem i posypujemy sezamem.
  5. Croissanty zapiekamy przez 10 minut w 190 stopniach.
  6. Serwujemy od razu!
  Tosia

środa, 19 lutego 2014

Czekoladowe pączki z kremem pistacjowym


Wielkimi krokami zbliża się piękny dzień, piękny dla wszystkich smakoszy! W przyszły czwartek będziemy świętować bez wyrzutów sumienia, zajadając tłuste słodkości i oblizując palce z lukru.

Recepturę na klasyczne pączki mam już sprawdzoną, ale zbliżające się święto to dla mnie wspaniała okazja do przygotowania przeróżnych wersji smakowych. Dlatego postanowiłam przetestować jedną z koncepcji już teraz. Początkowo planowałam przygotować je w tym roku na zakwasie, ale Śliwka mnie wyprzedziła i ten temat już sobie zaklepała wcześniej. Nic się nie stało, szybko wpadłam na kolejny pomysł, który mógł się okazać równie rewelacyjny w wykonaniu - pączki na zaczynie drożdżowym poolish, na bazie którego piekę ulubione bagietki.

Do tego wszystkiego postanowiłam jeszcze dodać do ciasta kakao, nadziewać ich wnętrze kremem pistacjowym i polać czekoladą. 

Dla mnie wyszły pyszne, leciutkie i puszyste. Zebrały też niezłe recenzje od bliskich, z którymi się nimi podzieliłam, bo przecież nie zjadłabym 18 sztuk sama. Dlatego śmiało mogę przepis polecać dalej.
Chciałam jednak zaznaczyć, że różnią się znacznie od klasycznych ciężkich oponek. Nie są przesłodzone, wręcz przeciwnie, można powiedzieć, że to pączki stworzone dla koneserów czekolady i pistacjowym smaków!

A przed czwartkiem, na blogu pojawią się jeszcze inne propozycje, więc jestem przekonana, że każdy znajdzie odpowiedni przepis dla siebie.



Czekoladowe pączki z kremem pistacjowym/18 sztuk
  • olej rzepakowy do smażenia
Ciasto:
Zaczyn poolish:
  • 125 g mąki pszennej typ 500
  • 125 g letniej wody
  • 1/4 łyżeczki suszonych drożdży instant
Ciasto właściwe:
  • 550 g mąki pszennej typ 500
  • zaczyn poolish
  • 1/4 łyżeczki suszonych drożdży instant
  • 220 ml mleka
  • 50 g masła
  • 3 jajka
  • 70 g cukru pudru
  • 20 g gorzkiego kakao
  • 2 łyżki limoncello (lub np. wódki cytrynówki)
Krem pistacjowy:
  • 150 g niesolonych pistacji
  • 200-220 g mleka skondensowanego słodzonego
Polewa czekoladowa:
  • 150 g gorzkiej czekolady
  • 40 g masła
  • posiekane pistacje do posypania 
  1. Wieczorem wsypujemy do miseczki 125 g mąki i 1/4 łyżeczki drożdży. Wlewamy 125 g letniej wody, mieszamy trzepaczką do połączenia i przykrywamy. Stawiamy w ciepłym miejscu na noc (lub ok. 10 godzin).
  2. Następnego dnia przygotowujemy ciasto właściwe. W rondlu podgrzewamy mleko z masłem (do jego roztopienia), następnie płyn studzimy, aby był letni.
  3. Mąkę wsypujemy do misy, dodajemy zaczyn, drożdże, cukier puder, kakao i limoncello. Mieszamy składniki. Powoli wyrabiając ciasto mikserem wlewamy stopniowo letnie mleko, na zmianę wbijając jajka. Ciasto wyrabiamy przez minimum 5 minut, aż będzie gładkie i lśniące, ale przy tym luźne. 
  4. Przykrywamy je ściereczką i zostawiamy w ciepłym miejscu na 2 godziny.
  5. W tym czasie wrzucamy pistacje do wysokiego naczynia lub pojemnika malaksera. Dodajemy mleko skondensowane i miksujemy na gładką pastę. Odstawiamy.
  6. Wyrośnięte ciasto przekładamy na oprószony mąką blat. Uderzamy je mocna pięścią, aby odgazować. Dzielimy na 2 kule. Pierwszą z nich przykrywamy, a drugą wałkujemy na placek o grubości 1 cm.
  7. Wykrawaczką lub szklanką o średnicy 6-8 cm wycinamy z ciasta kółka. Przekładamy je na blaszkę/tacę wyłożoną pergaminem. Czynność powtarzamy, aż do wykorzystania całego ciasta (u mnie wyszło 18 przyszłych pączków). Całość przykrywamy czystą ściereczką i stawiamy w ciepłym miejscu na godzinę.
  8. Rozgrzewamy olej w głębokim garnku. Po kilku minutach wrzucamy kawałek chleba lub pierwszy pączek i czekamy, aż zacznie się pienić, wtedy można zacząć smażyć. Pączki smażymy z dwóch stron, po 2 minuty z każdej, następnie odsączamy z tłuszczu na kuchennej kratce lub przy pomocy ręcznika papierowego.
  9. Krem pistacjowy przekładamy do szprycy. Ostudzone pączki odwracamy i od dołu nadziewamy kremem.
  10. Do miseczki wrzucamy połamaną czekoladę i kawałki masła. Umieszczamy nad rondlem z gotującą się wodą i od czasu do czasu mieszamy. Rozpuszczoną czekoladą polewamy pączki i posypujemy je posiekanymi pistacjami.
Tosia

czwartek, 16 stycznia 2014

Spaghetti z pesto pistacjowym



W sytuacjach, w których muszę czekać np. na autobus, czy rzucając okiem na reklamy przed seansem w kinie, zastanawiam się ile rzeczy można zrobić w kilkanaście minut?

W tym czasie można przeglądać do znudzenia Facebooka, obejrzeć pół odcinka ulubionego serialu, przebiec kilka kilometrów. Można też narzekać, że nie ma się czasu na gotowanie, albo prędko wejść do kuchni, narobić w niej bałaganu i przygotować szybki makaron.
Wystarczą pełnoziarniste nitki spaghetti, garść pistacji, ząbek czosnku, kilka suszonych pomidorów, oliwa, ser dojrzewający, parę ruchów i kolacja gotowa. 

W wersji bardziej sycącej i potrzebującej kilku dodatkowych minut, warto jeszcze dodać kawałki np. grillowanego kurczaka, albo krewetki.

Spaghetti z pesto pistacjowym/2 porcje
  • 150-200 g pełnoziarnistego spaghetti
  • kilka suszonych pomidorów
  • kilka łyżek świeżo tartego sera dojrzewającego np. parmezanu
  • łyżka oleju z suszonych pomidorów
  • 2 łyżki ziaren słonecznika
  • listki świeżego rozmarynu
  • Pesto pistacjowe:
  • 80 g obranych pistacji (w przypadku solonych, omijamy sól w przepisie)
  • 30 g sera dojrzewającego np. parmezan/cheddar/szafir
  • mały ząbek czosnku
  • łyżka soku z cytryny
  • 4-5 łyżek oliwy
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól, świeżo mielony pieprz
  1. W garnku gotujemy wodę z łyżeczką soli.
  2. Na suchej patelni wrzucamy obrane pistacje i prażymy je przez ok. 3 minuty. Przerzucamy do wysokiego naczynia, dodajemy posiekany czosnek, tarty ser, gałkę muszkatołową, sól, pieprz i sok z cytryny. Zaczynamy miksować składniki blenderem, stopniowo wlewając oliwę. Miksujemy, aż postanie gładkie pesto.
  3. Do garnka z gotującą się wodą wrzucamy makaron. Gotujemy, aby był "al dente" według wskazówek na opakowaniu.
  4. Na patelnię wlewamy łyżkę zalewy z suszonych pomidorów, posiekane drobno pomidory oraz pesto pistacjowe.
  5. Ugotowany makaron odsączamy i wrzucamy na patelnię razem z 3 łyżkami wody, w której się gotował. Dorzucamy ziarna słonecznika, chwilę podgrzewamy i mieszamy do połączenia składników.
  6. Makaron podajemy ze świeżym rozmarynem, posiekanymi pistacjami, ziarnami słonecznika i świeżo startym serem (u mnie Szafir).
 Tosia

środa, 4 grudnia 2013

Kalendarz adwentowy #4: Grzańcowe gruszki w czekoladzie


Często mam dylemat co zjeść na śniadanie. W nieskończoność otwieram lodówkę, grzebię w szufladach i układam w głowie połączenia smakowe. Co do zasady kończy się jakąś wytrawną kanapką, a gdy mam więcej czasu lubię położyć sobie na niej jajko w koszulce. 

Dzisiaj było inaczej. Spojrzałam na talerz z owocami i poczułam nieodpartą ochotę na gruszkę. A to dlatego, że klapsy, które ostatnio kupuję są niesamowicie dobre. I nie przesadzam, są po prostu fantastyczne, mimo że nie jestem jakąś wielką entuzjastką gruszek. Odkryłam to kilka tygodni temu i zaczynam powoli się obawiać co zrobię, gdy znikną. 

Od gruszki zaczęłam dzień i gruszką dzień kończę. Aromatyzowaną grzanym winem, zanurzoną w czekoladzie i obsypaną pistacjami. A po ugotowaniu gruszek otrzymamy całkiem niezły grzaniec. Dwa w jednym, a miałam przecież zapełnić tylko jedno okienko naszego adwentowego kalendarza

Grzańcowe gruszki w czekoladzie (4 porcje)
- 4 gruszki typu klapsa
- butelka czerwonego, pół słodkiego wina
- 25 g miodu
- 2 kory cynamonu
- 1 gwiazdka anyżu
- łyżeczka goździków

-70 g gorzkiej czekolady
- 50 g masła
- 1 łyżka cukru
- pół łyżeczki esencji waniliowej

-poszatkowane pistacje

  1. Obróć gruszkę do góry nogami i od dołu wytnij otwór. Wydrąż przez niego gniazda nasienne. 
  2. Gruszki umieść w garnku w pozycji leżącej, dodaj cynamon, anyż, goździki i miód. Zalej czerwonym winem. 
  3. Gotuj ok. 20 minut, zdejmij z ognia, wyjmij gruszki i osusz papierowym ręcznikiem. 
  4. W kąpieli wodnej (umieszczając miskę na garnku z niewielką ilością wrzącej wody) rozpuść czekoladę, masło, cukier i esencję waniliową. Wymieszaj i przelej do mniejszej miseczki. 
  5. Zanurzaj gruszki w czekoladzie i trzymając za czubek posypuj czekoladę pistacjami (próbowałam wersji zanurzania gruszki w pistacjach po zanurzeniu jej w czekoladzie, ale efekt był opłakany, pistacje się nie trzymały i zlepiły się od czekolady).
  6. Odstaw do lodówki na co najmniej pół godziny.
Śliwka

sobota, 26 października 2013

Słodka sobota #123: Pistacjowe tiramisu


Są rarytasy, o których w kuchni mogę zwykle tylko pomarzyć. Trójmiasto jest jednak wciąż produktowo zacofane, a znalezienie niektórych składników graniczy z cudem. Może to wyjaśni, dlaczego, gdy już mam jakiś rarytas, zachowuję się dziwnie. Naprawdę dziwnie.

Gdy kilka miesięcy temu na sopockim rynku udało mi się znaleźć długo poszukiwane kwiaty cukinii, przetrzymałam je  w lodówce tak długo, aż zgniły. A to wszystko dlatego, że nie mogłam się zdecydować, czy usmażyć je w tempurze, czy nadziać kremem, czy może wrzucić do makaronu. Ich obecność stała się stresująca, a koniec niezwykle smutny. 

Tak samo zachowuję się od jakiegoś czasu z kremem pistacjowym, który przywiozłam z Berlina. Czułam się jak zwycięzca, gdy dopadłam go w jednych z delikatesów i od razy zaczęłam snuć plany do czego by go użyć.  Taki kremowy, taki pyszny, o słodko-słonym pistacjowym smaku, niczym pistacjowa Nutella. Tylko lepsza.

Ukryłam go gdzieś za tuńczykiem w puszce i śledziami, aby zmylić domowników, którzy zawsze czyhają, aby wyjeść mi wszystkie rarytasy zanim zdążę się zastanowić jak je przerobić. Tak schowany wytrzymał kilka miesięcy, a ja w tym czasie natknęłam się w Warszawie (we włoskich delikatesach) na podobny. Kupiłam kolejny słoiczek i to mnie odblokowało. Stwierdziłam, że skoro mam dwa to czas przestać żałować jednego. I tak powstało pyszne, pistacjowe tiramisu. 

Pistacjowe tiramisu (4 porcje)

- 5 żółtek
- 40 g cukru
- szczypta soli
- 150 g mascarpone
- 3 łyżki kremu pistacjowego

- 200 ml espresso
- 50 ml likieru amaretto

- 140 g (opakowanie) podłużnych biszkoptów lady fingers
- ciemne kakao*
- posiekane pistacje*


  1. Przygotuj krem. Do miski wrzuć żółtka, cukier i szczyptę soli. Miksuj na wysokich obrotach przez ok. 6-8 minut aż masa stanie się prawie biała.
  2. Dodaj mascarpone w kilku partiach i mieszaj mikserem na małych obrotach aż połączy się z masę. Dodaj krem pistacjowy i również wmieszaj go na małych obrotach. Odstaw masę.
  3. Do miseczki wlej espresso i amaretto. Odstaw do wystudzenia, jeśli kawa jest wciąż ciepła. 
  4. W wystudzonej kawie zamocz delikatnie z dwóch stron biszkopt. Możesz połamać je na pół, aby lepiej ułożyć je w szklance. Ułóż pierwszą warstwę na dnie i podsyp lekko kakao. 
  5. Jako kolejną warstwę wlej krem, a następnie posyp go posiekanymi pistacjami. Powtórz warstwy znowu zaczynając od biszkoptów do wysokości 3/4 szklanki (u mnie udało się ułożyć 3 warstwy). 

*Ilość będzie zależeć od ilości ułożonych warstw. Posypywać raczej delikatnie.

Śliwka

piątek, 28 czerwca 2013

Sajgonki z kurkami, pesto pietruszkowym i pistacjami



Ostatnio będąc na pobliskiej hali targowej, obok truskawek i czereśni dostrzegłam koszyczki z pierwszymi w tym roku kurkami. Do sezonu na grzybobranie jeszcze sporo czasu, ale ich widok tak mnie zachwycił, że nie mogłam się powstrzymać.
Do domu wróciłam z kurkami i już w drodze rozmyślałam co z nich zrobię. Miałam ochotę na jakąś szybką pastę z kurkami i pesto pietruszkowo-pistacjowym. Było to jednak kilka dni temu i w tym czasie Śliwka zdążyła mnie wyprzedzić przepisem na Farfalle z bobem i boczkiem. Nie mamy tygodnia z kuchnią włoską i chociaż dobrych makaronów nigdy za wiele, zdecydowałam się wykorzystać kurki zupełnie inaczej.

 Nie będą to pierwsze sajgonki na burczymiwbrzuchu i przypuszczam też, że nie ostatnie :) Mam ogromną słabość do wszelkiego rodzaju "zawijasów" i to nie tylko tych  klasycznych wietnamskich, ale także różnych wariacji na ich temat.
Tym sposobem na blogu pojawiły się już spring rolls z kurczakiem, wiosenne sajgonki w liściach szpinaku, czy sajgodzinaki, czyli sajgonki z jagodami. Sajgonki robiła też Śliwka, a konkretnie w wersji na zimno z grillowanym łososiem. Wszystkie są wyjątkowe na swój sposób. A moje ulubione to te chrupiące, na ciepło, pieczone w cieście filo.

Jak widać pomysłów na wypełnienie sajgonek farszem może być wiele, podobnie jak sposobów zawijania. Tradycyjnie używa się do tego papieru ryżowego i w taki sposób też przygotowałam je tym razem.
Makaron ryżowy połączyłam z kurkami, pesto pietruszkowym, suszonymi pomidorami oraz prażonymi pistacjami. Całość dopełniłam słodko-kwaśnym dressingiem i zawinęłam w papier ryżowy. Wiem, że farsz może być tu zaskoczeniem. Sajgonki te na pewno można zakwalifikować do kuchni fusion, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że były pyszne :)


Sajgonki na zimno z kurkami, pesto pietruszkowym, pistacjami i suszonymi pomidorami/ 10 szt.
  • 10 płatów papieru ryżowego
  • 80 g makaronu ryżowego/sojowego
  • 120 g kurek
  • kilka suszonych pomidorów
  • 60 g obranych pistacji
  • łyżka masła
  • Pesto pietruszkowe:
  • natka pietruszki
  • ząbek czosnku
  • 2 łyżki oliwy
  • sól, pieprz
  • Dressing do maczania sajgonek i do farszu:
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • 3 łyżki miodu
  • sok z 1/2 cytryny
  • łyżeczka octu ryżowego
  • ząbek czosnku
  • 1/2 łyżeczki posiekanego chilli
  • sól, pieprz
  1. Makaron sojowy wrzucamy do miseczki i zalewamy wrzącą wodą. Zostawiamy na kilka minut (według wskazówek na opakowaniu). Następnie makaron odsączamy z wody i tniemy nożyczkami lub kroimy, aby był drobniejszy.
  2. Do wysokiego naczynia wrzucamy natkę pietruszki i posiekany czosnek. Wlewamy oliwę i miksujemy blenderem na gładkie pesto. Na koniec przyprawiamy je pieprzem i solą.
  3. W słoiczku umieszczamy sos sojowy, sos rybny, miód, sok z cytryny, ocet ryżowy, posiekany czosnek i posiekaną drobno papryczkę chilli. Słoik zakręcamy i potrząsamy nim energicznie. Na koniec dressing przyprawiamy solą i pieprzem do smaku.
  4. Połowę dressingu wlewamy do makaronu sojowego i mieszamy. Resztę wlewamy do sosjerki.
  5. Kurki myjemy i osuszamy. Na rozgrzanej patelni rozpuszczamy masło. Wrzucamy kurki i podsmażamy je kilka minut. Gdy zaczną puszczać wodę, dodajemy pesto pietruszkowe i smażymy je jeszcze kilka minut. Gotowe kurki przyprawiamy do smaku.
  6. Na suchej patelni prażymy pistacji. Gdy po kilku minutach zaczną się rumienić, przekładamy je do moździerza lub na deskę i drobno siekamy/ucieramy. Suszone pomidory kroimy w paseczki.
  7. Na desce umieszczamy wilgotną ściereczką. Obok stawiamy dużą miskę z wrzącą wodą, miseczkę z makaronem ryżowym, prażone pistacje, suszone pomidory oraz kurki z pesto.
  8. Bierzemy papier ryżowy, umieszczamy go w misce z wodą na kilka sekund. Kładziemy na ściereczce. Na środku lub na dole koła umieszczamy: makaron ryżowy, kurki, paseczek suszonego pomidora. Składniki posypujemy prażonymi pistacjami i zawijamy sajgonki. Zaczynamy od dołu, zginając papier ku środkowi. Następnie zginamy boki i rolujemy sajgonki (najłatwiej zerknąć na ruchomy obrazek tutaj). 
  9. Z każdą sajgonką czynność powtarzamy. Gotowe spring rollsy podajemy od razu z dressingiem.
Tosia

sobota, 2 marca 2013

Słodka sobota #93: Baklava bananowa z syropem lawendowym































Kilka dni temu ktoś przy mnie zaczął głośno narzekać, że nudzi się w życiu. Westchnęłam z zazdrością.

- Ile ja bym zrobiła rzeczy gdybym się nudziła!
- Tak? A co mianowicie?

No właśnie, co? Zrobiłabym gruntowny porządek w pokoju, znajdując pewnie przy tym mnóstwo skarbów, o których zapomniałam. Obejrzałabym cały sezon jakiegoś serialu, robiąc tylko przerwy na jedzenie. Napisałabym magisterkę... no dobra, nie zabrałabym się za nią nawet gdybym umierała z nudów. Ale przede wszystkim, upiekłabym coś, co zawsze odkładałam na później z braku czasu, pulled pork, powoli pieczony boczek, czy baklavę (która w moim mniemaniu uchodziła za coś czasochłonnego). 

Od tego momentu na dobre zakiełkowała w moim umyśle, atakując mnie wspomnieniem smaku kilka razy dziennie. Nie dałam jej długo czekać. Korzystając z weekendu zabrałam się za nią z samego rana. 

Kilka lat temu spędzałam wakacje w Grecji. Pamiętam, że tamtejsze słodycze doprowadzały mnie do szału, bo po prostu nie mogłam się im oprzeć. Głównym punktem dnia stały się piesze wycieczki do małej miejscowości, w której środku stała jedna, jedyna, tętniąca życiem kawiarenka prowadzona przez charyzmatyczną imigrantkę. Zamawiałam kawę, którą w Polsce nazywamy "kawą po turecku", co w Grecji z powodu politycznych konfliktów między krajami jest absolutnie niedopuszczalne, oraz talerzyk z mocno nasączoną baklavą lub kadaifi. To specyficzne desery, które nie smakują każdemu, bo są nieprzyzwoicie słodkie. Dla mnie jednak to absolutna bajka. 

Kilka osób wyraziło dezaprobatę, że chcę ją połączyć z bananami. Zrobiłam więc połówkę klasyczną i połówkę z bananami. Mam ochotę zanucić pod nosem "a nie mówiłam?". Zgadnijcie, która połowa znika szybciej:)

Korzystając z okazji chciałabym życzyć Tosi wszystkiego najlepszego, bo ma dzisiaj urodziny. 100 lat Tosia!

Baklava bananowa z syropem lawendowym ( prostokątna forma ...)
- 10 płatów ciasta filo
- 100 g pistacji (waga w skorupkach)
- 100 g blanszowanych migdałów
- 100 g orzechów laskowych
- 200 g suszonych fig
- 8 bananów
- 150 g masła + 1 łyżka
- 1,5 łyżeczki cynamonu
- 1 łyżeczka mielonego kardamonu
- szczypta soli

Syrop:
- 500 ml wody
- 250 g cukru
- 2 łyżki miodu
- sok z połowy cytryny
- 2 łyżki suszonej lawendy  (do kupienia w ekologicznych sklepach)

  1. Rozpuść masło (poza dodatkową jedną łyżką) w garnuszku z cynamonem, kardamonem i szczyptą soli.Odstaw do ostygnięcia.
  2. Orzechy wrzuć do blendera i zmiksuj na małe kawałki. Przenieś je na suchą patelnię i podgrzej, aby lekko się uprażyły. Cały czas mieszaj, żeby się nie spaliły. 
  3. Do blendera wrzuć teraz suszone figi i zmiksuj na małe kawałki. Pomieszaj z prażonymi orzechami i odstaw na bok.
  4. Przygotuj mus bananowy. Rozgrzej na patelni łyżkę masła i dodaj pokrojone na małe kawałki banany. Smaż chwilę, przerzuć banany do blendera i zmiksuj na gładką masę. Odstaw na bok.
  5. Ciasto filo obetnij tak, aby miało długość boków formy do pieczenia. Przygotuj nieprzywierającą formę, wyłóż zwykłą formę papierem do pieczenia, lub posmaruj zwykłą formę rozpuszczonym masłem, aby ciasto nie przywierało.
  6. Ułóż pierwszą płachtę ciasta filo na dnie, używając pędzelka rozsmaruj na cieście równomiernie roztopione masło. Ułóż 5 takich warstw, za każdym razem smarując każdą masłem.
  7. Po ułożeniu pięciu warstw, rozsyp orzechy z figami na całej długości. Na warstwie orzechów rozsmaruj mus bananowy. 
  8. Przykryj banany kolejną płachtą ciasta filo i ponownie ułóż 5 warstw, między każdą smarując roztopionym masłem. 
  9. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni.
  10. Wstaw ciasto i piecz ok. 20 minut aż ciasto zbrązowieje.
  11. W czasie pieczenia ciasta przygotuj syrop. Wszystkie składniki wrzuć do garnka i zagotuj. Gdy zacznie bulgotać zmniejsz ogień i gotuj jeszcze ok. 20 minut. Po upływie tego czasu wyłów pływającą lawendę (na przykład za pomocą małego sitka). 
  12. Upieczone ciasto zalej syropem i odstaw do ostygnięcia. Najlepsze będzie po kilku godzinach, gdy nasiąknie syropem, ale jeśli się uprzesz, możesz zjeść je od razu:)
* ogólne wskazówki jak zrobić baklavę znajdziecie też w tym filmiku

Śliwka

sobota, 15 grudnia 2012

Słodka sobota #84: Świąteczny nugat







































Po jaki smak najchętniej sięgacie mając w rękach bombonierkę? Widząc opakowanie Merci, albo pudełko z czekoladkami prawie zawsze najpierw sięgam po smak nugatowy :)
Mam słabość do tego deseru. Doskonale pamiętam smak pierwszego prawdziwego nugatu degustowanego we Francji i tego kupionego w Barcelonie, w postaci hiszpańskiego odpowiednika - Turrón. 
Raczej trudno go znaleźć na polskich stołach podczas tradycyjnej kolacji wigilijnej. Za to często jest przygotowywany w święta Bożego Narodzenia w Hiszpanii. 
Na święta wymarzyłam sobie domowy nugat. Zrobiłam go już wczoraj i jeśli nikt go nie podkradnie, to swobodnie będzie mógł poczekać w lodówce do świąt.
Samo przygotowanie wbrew pozorom nie jest wcale trudne, wymaga jedynie cierpliwości. Gotowanie syropu cukrowo-miodowego trwa dosyć długo, ponieważ przy pomocy termometru cukierniczego trzeba doprowadzić do temperatury 155 stopni. Syrop wlewamy powoli do ubitych białek i ubijamy masę mikserem przez 10 minut. Etap ten może zniechęcić, jeśli nie posiada się miksera planetarnego. Uważam jednak, że dla domowego nugatu warto się przemęczyć.
Mój nugat jest z suszoną żurawiną i solonymi pistacjami. Możecie wybrać do niego zupełnie inne bakalie np. migdały i suszone figi. Polecam przepis wszystkim miłośnikom tego słodkiego deseru :)

Nugat z pistacjami i żurawiną
  • 250 g cukru
  • 125 ml miodu
  • 125 ml wody
  • szczypta soli
  • 2 białka (o temperaturze pokojowej)
  • łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 80 g solonych pistacji
  • 80 g suszonej żurawiny
  1. W rondlu z grubym dnem umieszczamy cukier, miód, sól i wodę. Całość gotujemy do rozpuszczenia składników. 
  2. Białka ubijamy na sztywną pianę (sprawdzamy odwracając miskę "do góry nogami").
  3. Do garnuszka wkładamy termometr cukierniczy i gotujemy karmel do momentu aż termometr osiągnie temperaturę 155 stopni (trwa to długo). Aby sprawdzić czy karmel na pewno jest gotowy, należy łyżkę syropu wylać do szklanki z bardzo zimną wodą. Tworzące się twarde "tafle" są oznaką odpowiedniej temperatury.
  4.  Do ubitych wcześniej białek wlewamy bardzo powoli syrop cukrowo-miodowy, miksując masę przez 10 minut, na najwyższych obrotach miksera.
  5. Do nugatu dodajemy pistacje oraz żurawinę i mieszamy.
  6. Kwadratową formę wykładamy folią spożywczą lub pergaminem. Nugat przekładamy do formy. Dłonie zwilżamy zimną wodą i wyrównujemy ręcznie wierzch. Formę przykrywamy folią i wkładamy do lodówki na całą noc.
  7. Następnego dnia nugat kroimy ostrym nożem na kwadraty lub trójkąty.
*Zmodyfikowałam ten przepis.
Tosia

czwartek, 22 września 2011

Pistacjowe blondies























Bardzo lubię kulinarne wyzwania! 
Na podstawie jednego lub kilku składników komponować całe danie, mieszając smaki, formy i kolory. 
Jakiś czas temu moja serdeczna koleżanka Maja sprawiła mi prezent z Sycylii - Crema di Pistacchio. Była to doskonała okazja, aby podjąć wyzwanie. Krem w smaku przypomina bardzo nugat za którym szaleję i gdybym wcześniej nie powiedziała sobie, że chcę coś z niego stworzyć, pewnie zjadłabym cały słoiczek. 
Uważam, że pistacje wspaniale komponują się z białą czekoladą, dlatego mój ostateczny wybór padł na pistacjowe blondies. Przerobiłam więc sprawdzone proporcje na brownies, zastępując gorzką czekoladę białą i kremem pistacjowym.
Ahh, wyobraźcie sobie ten słodki duet, a najlepiej przekonajcie się sami!:)



Pistacjowe blondies
100 g białej czekolady
100 g crema di pistacchio*
200 g masła
120 g pszennej mąki
3 jajka
200 g drobnego brązowego cukru

W kąpieli wodnej rozpuszczamy krem pistacjowy i białą czekoladę, odstawiamy do ostygnięcia. Jajka ubijamy z cukrem na puszystą masę, dodajemy rozpuszczoną czekoladę i dalej ubijamy. Na koniec przesiewamy mąkę i jeszcze raz miksujemy.
Keksówkę smarujemy masłem, wykładamy papierem do pieczenia i przekładamy masę. Blondies pieczemy 40 minut, w temperaturze 170 stopni. Ciasto kroimy dopiero jak ostygnie.

*Aby zrobić samemu krem przypominający Crema di pistacchio należy obrać pistacje i zmiksować je z cukrem za pomocą malaksera, w konsystencji będzie przypominać masło orzechowe.

Tosia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...