Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wege. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wege. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lipca 2016

Sezon na bób: Marynowany bób z kuminem


Kto by pomyślał, że smaki aż tak mogą się zmienić. Jeszcze rok temu, gdyby ktoś mi powiedział, że będę szukać najlepszego dla mnie bobu, wybuchłabym mu szyderczym śmiechem w twarz. Gdy ktoś mnie pyta, czy jest coś, czego szczerze jeść nie lubię, odpowiadam, że jest. Strączkowe. Tak bardzo nie lubię strączkowych. Z fasolki po bretońsku lubię sos, kiełbasę i bułkę, z chilli con carne, zasadniczo carne, sos i wszystko poza fasolą, a cała podnieta młodym bobem zupełnie mnie nie dotyczy. Tfu, nie dotyczyła. Nagle coś we mnie pękło, jakby ktoś włączył jakiś nigdy nie włączany przycisk i stało się. Strączkowe nie tylko polubiłam, ale pokochałam. Zrozumiałam to ostatnio, gdy właśnie z rzeczonego chilli con carne zaczęłam niepostrzeżenie wydłubywać całą fasolę.

Tego lata z wielką przyjemnością gotuję więc młody bób. Cieszę się jak dziecko, gdy udaje mi się go ugotować al dente, wydłubać w całości ze skórek i podsmażyć na maśle. Ale ostatnio zaczęłam poszukiwać jeszcze lepszych rozwiązań. I wtedy właśnie wpadłam na przepis z Krytyki Kulinarnej- bób sycylijski, który miał być absolutnie odlotowy. Postanowiłam spróbować, choć nie byłabym sobą, gdybym nie zmieniła smaków, na trochę bardziej moje.

I wiecie co? Jest naprawdę dobry. Taka pyszna prostota, do podjadania przed telewizorem. Najlepszym recenzentem okazał się mój mąż, który przechodząc przez kuchnie porwał jedno ziarenko i przyszedł zdziwiony - co jest z tym bobem, że jest taki dobry?!

Marynowany bób z kuminem*

- 1 kg bobu
- 1 łyżka soli
- 1 łyżka cukru

Marynata:
- 1 szklanka wody
- pól szklanki oliwy
- 3 ząbki czosnku
- 1 łyżka soli
- 1 łyżka kuminu
- 1 łyżka mielonej ostrej papryki

  1. Do garnka nalej wody i zagotuj. Dodaj sól i cukier. Wrzuć bób i gotuj aż nasionka napęcznieją i pękną, u mnie zajęło to około 8 minut. 
  2. Odcedź na sitku i zalej zimną wodą. 
  3. Natknij skórkę każdego nasionka, lub lekko przyciśnij, tak aby zrobiła się mała szparka. 
  4. W misce pomieszaj wszystkie składniki na marynatę (czosnek wyciśnij). Dodaj bób, dobrze wymieszaj i odstaw na 24 godziny do lodówki. 
  5. Wyjmij z marynaty i jedz.
* na podstawie przepisu Krytyki Kulinarnej

Śliwka

niedziela, 21 października 2012

Śniadanie do łóżka #71: Domowy twarożek


Ufff! Wreszcie się wyspałam.
Tydzień obfitował w tyle zajęć, że wydaje mi się jakby od poniedziałku minęło sto lat. Dzięki takiemu harmonogramowi zaczynam powoli uświadamiać sobie wiele rzeczy, jakie wcześniej uchodziły mojej uwadze.
Może zaraz sprzedam wam garść banałów, ale dzięki zabieganiu i dobieraniu kolejnych zadań (których już naprawdę nie mam gdzie zmieścić) nauczyłam się doceniać mój czas wolny. Gdy masz go za dużo, prawie na pewno większość roztrwonisz nie wiadomo gdzie i nie wiadomo kiedy. Za to kiedy pozornie go nie ma, nagle kończysz dzień mając na koncie godzinę biegania, nietypowy obiad, drinka z przyjaciółką i rosnący w kuchni chleb na zakwasie. Jak to możliwe? Dla chcących czas się rozciąga.

Myślę, że nie ważne ile rzeczy masz na głowie, zawsze należy ci się zaplanowany czas tylko dla siebie. Czas, w którym możesz zatrzymać się, odetchnąć i zastanowić się, w którą stronę zmierza twoje życie. Ile razy wykonujemy jakieś czynności nie widząc w nich celu? Zatracamy się robiąc rzeczy, które nas nie interesują? Przecież życie jest na to za krótkie!

Ja zawsze moją chwilę dla siebie wypełniam gotowaniem. Bo to jest coś co sprawia mi przyjemność i nie wymaga ode mnie specjalnej pracy intelektualnej (poza etapem wymyślania dania). Agresję wgniatam w ciasto drożdżowe, smutki płyną razem z łzami od krojenia cebuli, a uśmiech pojawia się sam na mojej twarzy, gdy mleko z jogurtem rozpada się na kawałki  tworząc twarożek. Pyszny, domowy twarożek, który po upływie zaledwie 20 minut mogę zjeść na toście z miodem lub powidłami. 

Domowy twarożek (200 g twarogu)
- 1 litr mleka*
- 200 g jogurtu naturalnego
- sok z połowy cytryny
- 1 łyżka cukru**
- szczypta soli
- ew. laska wanilii
  1. Do garnka wlej mleko, jogurt i sok z cytryny. Jeśli chcesz uzyskać waniliowy twarożek, dodaj wydrążone z laski ziarenka wanilii. 
  2. Podgrzej tak, aby mleko było cały czas na granicy zagotowania się, ale nie doprowadzaj do tego.
  3. Od czasu do czasu mieszaj i cały czas obserwuj mleko, aby się nie zagotowało.
  4. Dodaj cukier i sól. 
  5. Po upływie 20 minut podgrzewania wyłóż sitko gazą i wlej zawartość garnka. Na gazie osadzi się twarożek, z którego odciśnij wodę przyciskając go na sitku.
  6. Daj mu ostygnąć i gotowe.

*mleko, które znajdziesz w sklepie w butelkach, w lodówce, które nie ma oznaczenia UHT
** nie dodawaj jeśli chcesz mieć wersję na słono (można wtedy dodać trochę więcej soli)

Śliwka

czwartek, 6 września 2012

Lekki tydzień #4: Noodle z tofu w stylu pad thai






































W notce otwierającej lekki tydzień zdążyłam już wspomnieć, że należę do mniejszości kobiet, które gdyby miały zmienić coś w swoim wyglądzie to chciałby odrobinę przytyć. Biorąc pod uwagę zasady zdrowego odżywiania i rozsądku, okazuje się to jednak dla niektórych równie trudne jak dla innych chudnięcie.
Podobnie jak Śliwka uważam, że jedną z najważniejszych punktów kodeksu prowadzenia zdrowego trybu życia jest jedzenie regularnie posiłków. 
Zauważyłam, że kiedy mam czas jeść częściej (np. 5 posiłków w ciągu dnia) i przy tym za każdym razem w miarę małe porcje to czuję się o wiele lepiej niż w dni, w których jestem zabiegana i zjadam tylko 2, czy 3 większe dania. 
Jestem przyzwyczajona do małych porcji, dlatego po większych biesiadach przy stole, gdzie w ciągu godziny zjada się kilkudaniowy obiad z deserem, czuję się po prostu ociężale i źle.
Dlatego jestem przeciwniczką zapychania się jedzeniem, po to by się najeść, a potem paść i zasnąć. Wolę lekkie i przede wszystkim pyszne dania, pełne wartości odżywczych, po których mam sporo energii. Jedzenie przecież to ważny aspekt naszego życia, powinno sprawiać radość podczas przygotowań, konsumpcji, a także po posiłku :)























Metod przygotowania żywności w zdrowy sposób jest kilka (tak, aby dania były zdrowe i pełne wartości odżywczych, jednocześnie przy tym nie były tłuste.)
To: gotowanie na parze, grillowanie, duszenie, pieczenie, sauté i tradycyjne gotowanie. Ale jest jeszcze jedna metoda i chyba moja ulubiona - szybkie smażenie w woku.

Szybkie smażenie to metoda stosowana głównie w kuchniach azjatyckich. Wok lub patelnie o wysokich brzegach sprawiają, że do smażenia nie potrzeba już zbyt dużej ilości oleju, czy oliwy. Dania typu stir-fry z woka robi się naprawdę szybko, a do stosowania nadają się rożnego rodzaju składniki, od warzyw, po mięsa i owoce morza, na tofu kończąc. 
Dziś wybrałam wersję z tofu, ponieważ lubię raz czy dwa razy w tygodniu, zrobić sobie dzień bez mięsa. A tofu jest nie tylko źródłem białka roślinnego, ale też źródłem żelaza i witamin. Przy tym jest niskokaloryczne, obniża poziom cholesterolu, a jego neutralny smak zachęca do eksperymentów kulinarnych.
Moją inspiracją do szybkiego stif-fry z noodlami i tofu było najbardziej popularne tajskie danie - pad thai. Odmian pad thai i dodatków jest bardzo wiele, ale w oryginale robi się je zazwyczaj z makaronem sojowym, pastą tamaryndową i orzeszkami ziemnymi. Przyznam szczerze, że nie przepadam za tą pastą, a dodatkowo trudno ją kupić nawet w większych miastach, dlatego chciałam Wam pokazać jakie bardziej znane składniki możecie ze sobą zmieszać, by uzyskać zbliżony smak.
Cienki makaron sojowy zastąpiłam grubszymi noodlami, bo po prostu akurat taki makaron znalazłam w kuchennej szafce :)
Danie robi się naprawdę szybko, występuje w nim dużo ciekawych smaków, jest kwaskowate, lekko słodkie i odrobinę pikantne. Dodatek podprażonych orzechów arachidowych sprawia, że przyjemnie chrupie. 
A przede wszystkim jest lekkie, więc mimo, że robiłam je dziś zmęczona po imprezie, to zdecydowanie dodało mi energii i poczułam się lepiej :)


Noodle z tofu
  • 200 g naturalnego tofu
  • 125 g makaronu typu noodle
  • papryka
  • marchewka
  • młoda cebula cukrowa
  • 2 ząbki czosnku
  • garść orzechów arachidowych
  • liście świeżej kolendry
  • jajko (u mnie z podwójnym żółtkiem)
  • olej roślinny do smażenia
  • sól i pieprz (ewentualnie do dosmakowania)
 Sos w stylu pad thai:
  •  łyżeczka posiekanego chilli ( plasterki do dekoracji)
  • 3 łyżki miodu
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • łyżeczka sosu sojowego
  • łyżka octy ryżowego (może spróbować zamienić na ocet winny lub dodać więcej soku z limonki)
  • 2 łyżki soku z limonki (lub pasty tamaryndowej)
  1.  Makaron wkładamy do miski, zalewamy wrzącą wodą, przykrywamy pokrywką/talerzem i zostawiamy na 2 minuty krócej niż jest to wskazane na opakowaniu. Następnie odsączamy z wody.
  2. Na suchej patelni prażymy orzeszki arachidowe, po kilku minutach zaczną się rumienić. Wtedy ściągamy je z patelni i wrzucamy do moździerza, którym ucieramy je na drobniejsze (można także wrzucić do papierowej torebki i przejechać wałkiem).
  3. Tofu kroimy w grubą kostkę. Rozgrzewamy w woku (ewentualnie w głębokiej patelni lub garnku z grubym dnem) olej roślinny i wrzucamy kostki tofu. Smażymy z dwóch stron, aż się zarumieni po ok. minutę na stronę. Wyciągamy z woka i odsączamy z tłuszczu na ręczniku papierowym.
  4. Na tym samym oleju podsmażamy posiekaną w kostkę cebulę wraz z drobno posiekanym czosnkiem. Potrząsamy wokiem. Po minucie dodajemy pokrojoną w słupki paprykę i marchewkę. Potrząsamy wokiem i smażymy dwie minuty.
  5. W tym czasie szybko łączymy ze sobą miód, chilli, sos rybny, sos sojowy, ocet ryżowy i sok z limonki. 
  6. Do woka wrzucamy makaron i dolewamy sos. Dorzucamy także wcześniej przygotowane tofu. Mieszamy energicznie ruszając wokiem i smażymy minutę.
  7. Teraz najważniejszy moment, odgarniamy makaron na połowę woka, zostawiając wolne miejsce. Tam wlewamy odrobinę oleju i wbijamy jajko. 
  8. Smażymy przez minutę i mieszamy tak jakbyśmy chcieli zrobić jajecznicę, gdy jajko zacznie się ścinać.. łączymy je z pozostałymi składnikami. Uważając przy tym by makaron był oblepiony jajkiem, a nie wymieszany z "jajecznicą". Smażymy jeszcze chwilę i przekładamy na talerz.
  9. Danie posypujemy prażonymi orzeszkami arachidowymi, świeżą kolendrą i skrapiamy sokiem z 1/4 limonki.


Tosia

piątek, 7 października 2011

Zapasy na zimę: Imbirowe gruszki w occie


Jesień to szczególny czas w roku, który mi, poza pięknymi kolorami drzew, kojarzy się z zapachami powideł, dżemów i innych przetworów, za które się zabieram próbując zamknąć w słoiczku odrobinę lata. 
Właśnie jesienią chcemy przedstawić wam nową serię przepisów- "Zapasy na zimę", w której podzielimy się z wami naszymi pomysłami na różnorodne przetwory. 
Mam do tych czynności szczególny sentyment, bo właściwie można powiedzieć, że moje zainteresowanie gotowaniem zakiełkowało przy smażeniu pierwszych konfitur (wiśniowych). Wtedy uświadomiłam sobie w jak prosty sposób można wyczarować coś swojego, pysznego i w pełni naturalnego i przy tym czerpać przyjemność z obdarowywania innych małymi słoiczkami pełnymi łakoci. 
Dzisiaj przedstawiam imbirowe gruszki w occie o bardzo charakterystycznym i mocnym smaku. Nie mogłam się powstrzymać i już dzisiaj zjadłam kilka...chyba nie wytrzymają do zimy:)

Imbirowe gruszki w occie (2 słoiki o pojemności 500ml)
- 10 średnich gruszek
- 1 litr wody
- 300ml octu spirytusowego 10% + 1 łyżeczka
- 10 łyżek cukru
- 1 kora cynamonu
- 3cm kawałek świeżego imbiru
- 4 goździki

Gruszki obierz ze skórki, przekrój na pół i wykrój gniazda nasienne. Wsadź do miski, nalej tyle wody, aby przykrywała gruszki i dodaj 1 łyżeczkę octu, żeby gruszki nie ściemniały.
W rondelku rozgrzej 1 litr wody z cukrem i octem. Przekrój korę cynamonową na pół i dodaj do gotującego się roztworu. Imbir obierz ze skórki, pokrój na dwa kawałki i wrzuć do rondelka. Dodaj też goździki.
Następnie wyjmij gruszki z kwaśnej wody (wylej wodę) i wrzuć do gotującego się roztworu. Gotuj je do miękkości ok. 10-15 minut (zależy jak twarde były na początku, u mnie zajęło to 15 minut przy bardzo twardych gruszkach).
Gruszki wyjmij z roztworu i przełóż do wyparzonych wrzątkiem słoiczków. Wyjmij też korę cynamonu, imbir i goździki i rozdziel po połowie do słoiczków. Zalej zawartość słoiczka roztworem z garnka do wysokości 2 centymetrów poniżej wysokości słoika. 
Jeśli nie wytrzymasz do zimy i chcesz opróżnić słoiczek w najbliższych tygodniach- zakręć słoiczek, poczekaj aż wystygnie i trzymaj w lodówce- gotowe są już następnego dnia.
Jeśli mają starczyć na dłużej, musisz je spasteryzować (patrz niżej)

Jak pasteryzować?
Pasteryzacja sprawia, że nasze produkty nie będą narażone na bakterie przez dłuższy czas. Pozwala to trzymać słoiki w spiżarni, bez strachu, że w najbliższym czasie mogą się zepsuć. Oczywiście po otwarciu danego słoiczka, zasada już nie działa i trzeba trzymać produkt w lodówce.

Są dwa sposoby pasteryzowania "zapasów". Niektórzy ludzie używają do tego piekarnika, ja z przyzwyczajenia wybieram zawsze wersję "mokrą".

Garnek wyłóż materiałową ściereczką, połóż na niej zakręcone słoiki i nalej wody do wysokości 3/4 słoika. Gotuj od momentu wrzenia przez około 20 minut. Po tym czasie wyjmij słoiczki i ustaw do góry nogami, aż wystygną. 

Śliwka

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...