Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta i ciasteczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta i ciasteczka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 października 2018

Dyniowe ciasteczka z czekoladą


Czołem zuchy!

Zazwyczaj sezon dyniowy rozpoczynam od ugotowania garnka kremowej zupy, ale tym razem postanowiłam powitać dynię na słodko - ciasteczkami. Moja ulubiona to Hokkaido. Krojąc ją bądźcie ostrożni, bo może Was potraktować z dyńki. Warto ją piec ze skórką, a potem bez przymusu zmiksować na mus, z którego można upiec jesienne ciasteczka z czekoladą.

Mam nadzieję, że spiszecie się na medal i upieczecie je w domu, bo spisałam dla Was przepis!





Dyniowe ciasteczka z czekoladą/ ok. 20 sztuk

  • 150 g puree z dyni
  • 100 g masła
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • jajko
  • 200 g cukru trzcinowego
  • 350 g mąki pszennej
  • łyżeczka przyprawy korzennej "do piernika" lub cynamonu
  • łyżka świeżo startej skórki z pomarańczy lub cytryny
  • łyżeczka proszku do pieczenia lub sody oczyszczonej
  1. Masło ucieramy z puree z dyni i cukrem na puszystą masę. Dodajemy jajko i jeszcze raz miksujemy.
  2. Dosypujemy mąkę, proszek do pieczenia, skórkę z pomarańczy i przyprawę do piernika. Krótko miksujemy. Na koniec dodajemy kawałki gorzkiej czekolady, mieszamy.
  3. Z przygotowanej masy formujemy kulki, które ostrożnie spłaszczamy i umieszczamy w odstępach na blasze wyłożonej pergaminem.
  4. Ciasta pieczemy 10 minut w 200 stopniach. Następnie delikatnie przyciskamy je łyżką i przenosimy na kratkę do pieczenia. Przechowujemy w puszce lub słoiku.
* Dynię (polecam Hokkaido, która można jeść ze skórką), kroimy w plastry, kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem, skrapiamy oliwą lub olejem rzepakowym. Pieczemy przez 30 minut w 200 stopniach. Studzimy, następnie miksujemy z kilkoma łyżkami oliwy lub wody na gładkie puree.

Tosia

środa, 7 grudnia 2016

Cranberry Noel - ciasteczka z żurawiną i rozmarynem


Z ulgą pożegnałam smutny listopad. Grudzień należy do trójki moich ulubionych miesięcy i coś czuję, że w tym roku minie zdecydowanie za szybko. Jeszcze nie znalazłam chwili, aby spokojnie usiąść z kubkiem korzennej herbaty i zastanowić się nad świątecznym menu, czy prezentami dla bliskich. Mam nadzieję, że to nadrobię, ale na razie spisuję pomysły w biegu i przyszykowałam też pierwszy świąteczny przepis dla wszystkich zabieganych.

Jeśli w tym roku nie znajdziecie czasu na celebrowanie wielogodzinnego wypieku domowych pierniczków to nic straconego! Wasze blaszane puszki możecie wypełnić ekspresowymi ciasteczkami Cranberry Noel, które swoim maślanym smakiem i kruchą konsystencją skradną zapewne niejedno podniebienie.

Tradycyjnie wypieka się je z suszoną żurawiną, wiórkami kokosowymi, ekstraktem waniliowym, czasem przemyca jeszcze orzechy. Nie zrezygnowałam oczywiście z żurawiny, ale postawiłam na inne dodatki, czyli rozmaryn i skórkę z pomarańczy. Kruche ciasto robi się bardzo szybko, następnie formuje wałeczki, owija je w folię spożywczą i wkłada do lodówki na jakieś 2 godziny. Przetestowałam wersję z mrożeniem i już po 30 minutach można śmiało kroić ciasto ostrym nożem na cienkie plasterki. Dzięki temu ciastka są cudownie kruche, mają rumiane brzegi, a znikają zdecydowanie za szybko!

Na koniec przyznam się, że przepis na te ciasteczka już pojawił się kiedyś na blogu, a konkretnie 5 lat temu przed świętami (dowód). Nie da się jednak ukryć, że tamto zdjęcie nie pokazało ich potencjału, a recepturę trochę ulepszyłam i tym sposobem polecam je raz jeszcze :)



Cranberry Noel - ciasteczka z żurawiną i rozmarynem
  • 150 g miękkiego masła
  • 2 łyżki mleka
  • 220 g mąki pszennej
  • 50 g drobnego cukru
  • szczypta soli
  • 50 g suszonej żurawiny
  • 2 łyżki posiekanego rozmarynu
  • łyżka świeże startej skórki z pomarańczy
  1. Masło ucieramy z cukrem na puszystą masę. Stopniowo dodajemy mleko, sól i dosypujemy mąkę, dalej ucieramy ciasto mikserem. Na koniec dodajemy suszoną żurawinę, posiekany drobno rozmaryn i skórkę startą z pomarańczy. Całość mieszamy.
  2. Tworzymy dwa wałeczki, które owijamy w folię spożywczą i wkładamy na 30 minut do zamrażalnika lub na 2 godziny do lodówki. 
  3. Schłodzone wałeczki kroimy ostrym nożem na cienkie plasterki. Przyszłe ciasteczka układamy w odstępach na blasze wyłożonej pergaminem.
  4. Ciastka pieczemy 12 minut w 200 stopniach. Studzimy na kuchennej kratce.
Tosia

niedziela, 1 listopada 2015

Śniadanie do łóżka #203: Szwedzkie bułeczki kanelbullar z jabłkiem


Średnio raz w roku przepływamy Bałtyk i spędzamy trochę czasu w Szwecji. Mamy to szczęście, że mieszka tu nasza rodzina, więc zawsze możemy przyjechać i czuć się jak w domu. I choć w tym roku pojawiło się wiele nieprzewidzianych przeszkód, w końcu udało nam się zrobić sobie małe wakacje i zarazem zafundować naszemu dziecko pierwszy wyjazd za granicę.

Czas mija tu kilka razy wolniej niż w domu. Wkładamy kalosze i dużo spacerujemy po lesie, a zamiast godzin spędzonych w Internecie staramy się więcej ze sobą rozmawiać (notatka do samej siebie: robić tak również w domu). Staram się też gotować, z różnym skutkiem, jako że mam niepowtarzalną okazję wykorzystania produktów, do których nie mam raczej dostępu na co dzień.


Dzisiaj postanowiłam zrobić coś, bez czego chyba żaden Szwed nie wyobraża sobie życia- kanelbullar, szwedzkie bułeczki z cynamonem. Choć robiłam już wersję "ślimak", okazuje się, że tradycyjnie nazwa ta odnosi się do supełków. A jak je zrobić? Może wam w tym pomóc ten film (klik!). Wydaje się to niezwykle proste, ale ja nigdy nie mam ręki do takich bajerów. Wyszły więc trochę "rustykalne", trochę na czuja, gdyż supełkiem kręciłam we wszystkie strony.

Jednak zawiązywanie okazało się najmniejszym problemem. Gdy pracujesz w nie swojej kuchni, wszystko zdaje się działać przeciwko tobie. Najpierw mikser z hakiem okazał się jedynie kręcić moim ciastem dookoła, następnie okazało się, że nie mogę liczyć na wagę kuchenną, gdyż Szwedzi używają jedynie łopatek o różnych pojemnościach. Tak więc, jeśli robisz ciasto ze szwedzkiego przepisu, okaże się, że ilość mąki podana jest nie w gramach, a w kilku decylitrowych porcjach. Udało mi się jednak szczęśliwie doprowadzić przepis do końca i oto przedstawiam wam pyszne, pachnące, szwedzkie bułeczki kanelbullar.

Kulisy powstawania możecie obejrzeć na snapchacie @sliwkamarta


Szwedzkie bułeczki kanelbullar z jabłkiem (ok 15 bułeczek)

- 500 g mąki
- 12 g suszonych drożdży
- 4 żółtka
- 85 g cukru
- szczypta soli
- 250 ml mleka
- 150 g masła

Farsz:
- 75 g miękkiego masła
- 2 jabłka
- 3 łyżki brązowego cukru
- 2 łyżki cynamonu

+ 2 łyżki masła (do smażenia jabłek)
+ gruboziarnisty cukier (do posypania)
+ 1 jajko (do posmarowania bułeczek)

  1. Pół godziny przed rozpoczęciem zagniatania wyjmij masło z lodówki.
  2. Pomieszaj drożdże z mąką, dodaj żółtka, cukier, sól i powoli zacznij wlewać mleko. 
  3. Zagniataj ciasto rękami lub za pomocą miksera z hakiem ok. 5 minut. 
  4. Masło pokrój w małą kostkę.
  5. Zacznij wrzucać masło małymi porcjami do ciasta i cały czas zagniataj, aż do wrzucenia ostatniej porcji masła i osiągnięcia jednolitej konsystencji. 
  6. Odstaw ciasto pod przykryciem szmatki na około 1,5 h. 
  7. Przygotuj mus jabłkowy. Pokrój jabłka w drobną kostkę. W garnku rozgrzej 2 łyżki masła i dodaj jabłka. Smaż, mieszając co jakiś czas, przez ok. 15 minut aż uzyskasz konsystencję musu. Odstaw na później.
  8. Po upływie tego czasu uformuj z ciasta rulon i przekrój je na dwie równe części. 
  9. Z każdej części rozwałkuj prostokąt takiej samej wielkości. 
  10. Na wierzchu jednej warstwy ciasta rozsmaruj masło, następnie rozsmaruj mus jabłkowy, posyp cynamonem i cukrem. Przykryj drugą warstwą ciasta i odkrój brzegi, jeśli jakieś wystają na zewnątrz nie sklejone ciastem. 
  11. Ciasto pokrój w długie paski (jak na filmie) oraz zawiń w supełek (jak na filmie). 
  12. Układaj bułeczki na wyłożonej papierem do pieczenia blasze i odstaw w ciepłe miejsce na ok. 45 minut. 
  13. W tym czasie rozgrzej piekarnik do 200 stopni. 
  14. Przed wsadzeniem do piekarnika, roztrzep jajko w miseczce i posmaruj nim bułeczki. Posyp gruboziarnistym cukrem i wstaw do piekarnika na ok. 20 minut. 
  15. Podawaj jeszcze ciepłe, a jeśli nie masz takiej możliwości to podgrzej jeszcze raz przed podaniem. 
Śliwka

sobota, 8 marca 2014

Słodka sobota #131: Murzynek z bakaliami i wiśniami






































Trochę trudno w to uwierzyć, ale spędziłyśmy już 131 weekendów na przygotowanie przepisów w ramach cyklu Słodka Sobota. Myślę, że z zestawienia tylu słodkich receptur mogłybyśmy wybrać te najlepsze i wydać z nich przynajmniej jedną książkę kucharską. Może kiedyś :)

Wspominam dzisiaj liczbę uzbieranych przez nas deserowych wpisów, ponieważ postanowiłyśmy, że ten będzie ostatni. Oczywiście to nie znaczy, że na blogu nadal nie będą się pojawiały słodkości, bo na pewno będą, ale już niekoniecznie w soboty. W końcu poniedziałek czy środa to również dobre dni, aby coś upiec. 
Zamiast słodkiej soboty pojawi się inny cykl, ale więcej na ten temat dowiecie się we wtorek.

A teraz żegnam Słodkie soboty i zachęcam Was do upieczenia jednego z moich ulubionych ciast.
Oto wilgotny murzynek z bakaliami i konfiturą wiśniową!

Niedawno wyprawiałam urodziny, wymyśliłam sobie całe menu, ale brakowało mi na stole jeszcze czegoś czekoladowego. Upiekłam murzynka, myśląc, że nikt na niego nie zwróci uwagi. 
Myliłam się, kilka osób do mnie podeszło pytając ze zdziwieniem co to za ciasto. A jedna z koleżanka opisała je w ten sposób: "Gdy ugryzłam kawałek, poczułam radość". 


Murzynek z bakaliami i wiśniami/ *keksówka 10x22 cm
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 150 g masła
  • 250 g konfitury wiśniowej (lub innego dżemu np. z czarnej porzeczki)
  • 2 jajka
  • 130 g cukru
  • 200 g mąki pszennej
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 30 g wiórków kokosowych
  • 70 g bakalii - u mnie orzechy prażone arachidowe (niesolone) i suszone morele
  • szczypta soli
  • Polewa:
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 3 łyżki masła
  • wiórki kokosowe/bakalie do posypania ciasta
  1. Nad rondlem z gotującą się wodą umieszczamy miseczkę z połamaną czekoladą i kawałkami masła. Pilnujemy, aby miseczka nie dotykała wody i czekamy, aż czekolada się rozpuści, jednocześnie ją mieszając. Następnie czekoladę studzimy.
  2. Płynną i ostudzoną czekoladę przelewamy do większej miski, dodajemy konfiturę wiśniową, cukier, szczyptę soli i jajka. Całość mieszamy trzepaczką lub widelcem, jedynie do połączenia składników.
  3. W drugiej misce łączymy mąkę z proszkiem do pieczenia i bakaliami. Stopniowo dodajemy suche składniki do mokrych i krótko mieszamy.
  4. Keksówkę smarujemy masłem i przekładamy do niej ciasto. Wierzch wyrównujemy łyżką.
  5. Formę z ciastem wkładamy do rozgrzanego piekarnika do 180 stopni i pieczemy przez 40 minut lub do suchego patyczka.
  6. Upieczone ciasto wyjmujemy z formy i studzimy na kuchennej kratce. W tym czasie w kąpieli wodnej topimy resztę czekolady z masłem.
  7. Polewamy czekoladą ciasto i posypujemy bakaliami.
*Zmodyfikowałam po swojemu przepis Dorotus.
Tosia

sobota, 2 listopada 2013

Słodka sobota #124: Brownie potrójnie czekoladowe


Nie wiem, czy to dewiza życiowa ludzi leniwych, czy tych, którzy wiecznie dążą do perfekcji. Nie czuję się w pełni członkiem żadnej z tych grup. 
Coś w tym jednak jest i często tę zasadę przemycam do własnego życia, bo uważam, że jak coś robić to porządnie, albo wcale. Dlatego, gdy tylko zdecydowałam się na jakiś czekoladowy wypiek, od razu stwierdziłam, że:

Jak kochać - to księcia. Jak kraść- to miliony. A jak piec brownie - to tylko potrójnie czekoladowe!

Tym sposobem upiekłam brownie na bazie gorzkiej czekolady z zawartością kakao 70%, w środku znalazły się kostki mlecznej czekolady z orzechami oraz białej. Gdy zjadłam kawałek, przeniosłam się do czekoladowego raju! 

Przepis możecie dostosować do własnych upodobań. Jeśli wolicie bardziej wilgotne brownie - wystarczy 15 minut w piekarniku, przy bardziej zwartym, ale nadal wilgotnym cieście będzie to ok. 18 minut.

Ps. Podzielcie się chociaż kawałkiem z kimś kogo lubicie, na pewno to doceni! 

Brownie potrójnie czekoladowe/ forma 18x22cm
  • 150 g gorzkiej czekolady (u mnie zawartość kakao 70%)
  • 150 g masła
  • 120 g cukru
  • 150 g mąki pszennej
  • 2 jajka
  • szczypta soli
  • 50 g  mlecznej czekolady (u mnie z orzechami)
  • 100 g białej czekolady
  • 1-2 łyżki kakao
  1. Do rondla wlewamy wodę sięgającą 1/4 wysokości. Nad rondlem umieszczamy miseczkę z masłem oraz czekoladą, które rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Po kilku minutach mieszamy dokładnie rozpuszczoną masę, która powinna być lejąca i studzimy.
  2. Jajka ubijamy z cukrem na puszystą masę. Dalej ubijając mikserem, wlewamy rozpuszczoną i ostudzoną czekoladę.
  3. Następnie dodajemy przesianą mąkę oraz szczyptę soli i jeszcze chwilę miksujemy całość do połączenia składników. na koniec dorzucamy kostki białej i mlecznej czekolady.
  4. Formę wykładamy papierem do pieczenia lub smarujemy masłem. Wlewamy masę, wyrównujemy łyżką wierzch i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika do temperatury 180 stopni.
  5. Brownie pieczemy przez 16-18 minut, w zależności od planowanego efektu. Im krócej pieczemy, tym będzie bardziej wilgotne.
  6. Upieczone można posypać dodatkowo kakao.
Tosia

sobota, 14 lipca 2012

Słodka sobota #63: Jagodzianki z polewą z białej czekolady






































Pamiętacie te cudowne czasy, kiedy jagodzianki kosztowały ok. 1,50 zł? Ostatnio się bardzo zdziwiłam, bo wchodząc do przypadkowej cukierni dostrzegłam przy jagodziankach cenę 3,80 zł! Cena ta na pewno odstrasza. Szczególnie w momencie, w którym dokonujesz pierwszych gryzów w jagodowej bułeczce i nadal nie możesz się doczekać nadzienia. Suche jagodzianki  z małą ilością farszu za tak wysoką cenę to prawdziwy skandal.
Zazwyczaj mam tak, że gdy na polu widzenia pojawia się jakiś problem to muszę go natychmiast rozwiązać. Tak też było z jagodziankami, od razu uznałam, że muszę się zabrać za produkcję domowych jagodzianek! 
Zrobiłam w tym tygodniu ich dwie partie, w sumie wyszło 36 sztuk. Podliczając z ciekawości koszt ich produkcji wyszło mniej niż złotówkę na jedną jagodziankę. Częstując nimi różne osoby nawiązywały się dyskusje na temat tego jaki powinien być idealny jagodowy farsz. Z rozmów wynika, że są gusta i guściki, jedni nie lubią gdy nadzienie ma zbyt wiele cukru, dla innych z kolei większość jagodzianek jest zbyt kwaśna. Ja wybrałam wersję pośrednią, lecz kwaskowatość jagód postanowiłam przełamać słodką polewą z białej czekolady. Nie da się ukryć, że biała czekolada i jagody to wspaniałe połączenie i moim zdaniem w takim duecie powinny częściej występować :)
Do ciasta drożdżowego wybrałam suszone drożdże instant, dlatego jego wykonanie nie powinno przynieść nikomu trudności. Naprawdę warto zrobić sobie taką jagodową przyjemność i podzielić z innymi :)


Jagodzianki
  • 500 g mąki pszennej
  • 50 g cukru
  • 2 łyżeczki drożdży instant
  • 125 ml mleka 1,5 %
  • 125 ml letniej wody
  • 200 g masła
  • szczypta soli
  • jajko
  • 300 g jagód
  • 90 g cukru (lub więcej)
  • łyżka ekstraktu z wanilii
  •  jajko + łyżka wody (do posmarowania)
  1. Do rondelka wrzucamy kostkę masła i zalewamy mlekiem. Gotujemy na małym ogniu, aż do rozpuszczenia. Zestawiamy z ognia i chwilę studzimy.
  2. W drugim rondelku gotujemy wodę, tak by była letnia, lecz nie gorąca (termometr kuchenny powinien pokazywać ok. 35-40 stopni).
  3. Do misy miksera przesiewamy mąkę. Wsypujemy drożdże, cukier i szczyptę soli.
  4. Zaczynami miksować stopniowo wlewając letnie mleko z masłem, na przemian z letnią wodą.
  5.  Gdy składniki się połączą na koniec wbijamy jajko i dalej wyrabiamy ciasto jeszcze kilka minut.
  6. Po tym czasie ciasto powinno osiągnąć formę kuli i być bardzo elastyczne. Zostawiamy je w misce i przykrywamy czystą ściereczką stawiając na godzinę w ciepłym miejscu bez przeciągów.
  7. Ciasto po godzinie powinno podwoić objętość (jeśli tak się nie stanie to warto zostawić na jeszcze pół godziny). Formujemy wałek i dzielimy je na 18 części (ja każdą część zważyłam i wyszło po ok. 60-70 g na kulkę).
  8. Jagody mieszamy z cukrem i ekstraktem z wanilii.
  9. Z każdej porcji ciasta formujemy okrągły placuszek (jak na pierogi). Ciasto jest elastyczne, więc warto je rozciągnąć. Na środku kładziemy po ok. 2 łyżki jagód i zlepiamy boki jak na pierogi. Tak przygotowane jagodzianki odkładamy na blasze wyłożoną pergaminem dołem ku złączeniu (pozostałym po zlepieniu). 
  10. 18 jagodzianek rozkładamy na 2 blachy i przykrywamy je czystymi ściereczkami. Stawiamy w ciepłe miejsce na 30 minut.
  11. Roztrzepujemy jajko z łyżką wody. Jajeczną miksturą smarujemy jagodzianki przy pomocy pędzelka.
  12. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Jagodzianki pieczemy przez ok. 18 minut, aż się zarumienią. 
  13. Przekładamy na kuchenną kratkę i smarujemy polewą z białej czekolady.
Polewa z białej czekolady
  • 100 g białej czekolady
  • 50 ml śmietanki kremówki
  1.  Nad rondelkiem z gotującą się wodą umieszczamy miseczką, tak by nie dotykała wody. Wrzucamy białą czekoladę, którą od czasu do czasu mieszamy.
  2. Gdy zacznie się rozpuszczać dolewamy kremówkę i dalej mieszamy. Rozpuszczone składniki zestawiamy z rondelka i odstawiamy do ostygnięcia.
  3. Po ostudzeniu masa zacznie gęstnieć, polewamy wtedy nią jagodzianki i wkładamy do lodówki na minimum pół godziny.
Tosia

środa, 22 czerwca 2011

Placek drożdżowy z agrestem i kruszonką





Agrestu nie jadłam chyba od wieków. Kiedyś mój dziadek uprawiał go na działce i zwykle zjadaliśmy go prosto z krzaka, lub dodając do galaretki. Skończyły się czasy działki (na jej terenie właśnie powstaje nowy budynek wydziału biologii i chemii) i skończyły się czasy agrestu. Prawdę mówiąc zapomniałam nawet jak smakuje.
Wczoraj przeglądając blogi kulinarne natknęłam się na agrest parę razy. W moim umyśle zakwitł pomysł, żeby kiedyś go wykorzystać, a jak dzisiaj rano zobaczyłam go w warzywniaku postanowiłam, że to musi być dzisiaj i to musi być placek drożdżowy.
Ciasto jest delikatnie mokre od soku agrestowego, czyli idealne dla mnie- nie lubię suchego ciasta drożdżowego. Gorąco polecam:)

Placek drożdżowy z agrestem i kruszonką (brytfanka 30 x 22cm )
- 750g agrestu
- 100ml mleka
- 100g cukru + 2 łyżki
- 30g drożdży
- 100g miękkiego masła
- 3 jajka
- 350g mąki
- 100ml maślanki
- szczypta soli
- oliwa

Kruszonka:
- 75g mąki
- 50g zimnego masła
- 25g cukru waniliowego

Agrest umyj i odkrój twarde końcówki. Odlicz 350 gramów i podgrzej na patelni. Smaż przez ok. 10minut na średnim ogniu aż powstanie konfitura. Na koniec dodaj 2 łyżki cukru, pomieszaj i odstaw.
Resztę agrestu pokrój na połówki i odstaw.
Przygotuj kruszonkę. Zagnieć (w misce, na blacie) mąkę, zimne masło i cukier waniliowy. Gdy masa będzie jednolita, zawiń w folię i włóż do lodówki
Rozgrzej mleko z jedną łyżeczką cukru. Gdy będzie już ciepłe (nie bardzo gorące) dodaj drożdże, wymieszaj i odstaw na ok. 10 minut.
Zmiksuj masło z cukrem. Gdy powstanie gładka masa, dodaj jajka i kontynuuj miksowanie. Następnie powoli wlewaj drożdże z mlekiem cały czas miksując. Dodaj maślankę, dalej miksuj. W miseczce połącz
mąkę ze szczyptą soli. Powoli dosypuj do masy, cały czas miksując. Gdy masa zrobi się gęsta, możesz rozpocząć mieszanie rękami. Wyrabiaj ciasto w misce przez ok. 5 minut, mocno je ugniatając. Ciasto powinno być dość gęste, ale lepiące się do palców. Wyłóż blachę papierem do pieczenia i umieść w niej ciasto. Nasmaruj ciasto oliwą, podstaw w ciepłym miejscu (np. przy ciepłej płycie, ale nie na niej) i przykryj materiałową szmatką. Zostaw na 1 godzinę, żeby lekko podrosło.
Rozgrzej piekarnik do 180 stopni.
Ciasto posmaruj wcześniej przygotowaną konfiturą. Włóż agrest do środka, lekko wciskając. Posyp całość pokruszonym ciastem na kruszonkę. piecz przez ok. 1 godzinę, "do suchego patyczka". Poczekaj aż ostygnie przed rozpoczęciem krojenia.

Śliwka

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...