Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pietruszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pietruszka. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 listopada 2017

Ciasto pietruszkowe z kremem cytrynowym



Znacie ją nie od dziś, ale pewnie nie zwracaliście do tej pory na nią uwagi. Nie da się ukryć, że pietruszka nie urodziła się po to, aby być gwiazdą. Wszyscy skupiają się na jej natce, a jak ma szczęście to ląduje w jednym garze z marchewką i selerem na rosół. Może i jest trochę szara i nudna, ale postanowiłam dać jej szansę by zabłysnęła na salonach.

I tak pietruszka miała w końcu bohaterką przepisu, bo postanowiłam zrobić z niej ciasto, podobne do klasycznego marchewkowego, które wszyscy pewnie już znakomicie znają. Wzbogaciłam je o imbirową nutkę, a z wierzchu udekorowałam cytrynowym kremem. Nie da się ukryć, że jej charakterni towarzysze próbowali ją jak zwykle dominować, ale gdzieś na czubku języka przebija się jej delikatny posmak. To już najmniej ważne kto tu gra pierwsze skrzypce, najważniejsze, że jest pysznie!



Ciasto pietruszkowe z kremem cytrynowym
  • 300 g mąki pszennej
  • 3 jajka
  • 250 g cukru
  • 300 g pietruszki startej na drobnych oczkach
  • 200 ml oleju rzepakowego lub topionego masła
  • łyżeczka sody oczyszczonej
  • łyżka skórki startej z cytryny
  • łyżka świeżo startego imbiru
Krem:
  • 300 g serka śmietankowego
  • 100 g cukru pudru
  • 2-3 łyżki soku z cytryny
  • łyżka skórki startej z cytryny
Ciasto:
  1.  Jajka łączymy z cukrem i ucieramy mikserem na kogel mogel. Stopniowo wlewamy cienką strużką olej i dalej miksujemy masę.
  2. Następnie dodajemy tartą pietruszkę, skórkę z cytryny, imbir i mieszamy. Na koniec dodajemy mąkę połączoną z sodą oczyszczoną i jeszcze raz całość mieszamy, jedynie do połączenia składników.
  3. Ciasto przekładamy do posmarowanej tłuszczem keksówki (lub wyłożonej pergaminem), wierzch wyrównujemy zwilżoną wodą łyżką. Pieczemy przez godzinę w 150 stopniach.
  4. Upieczone ciasto wyciągamy z formy i studzimy, dekorujemy z wierzchu kremem.  
Krem:
  1. Serek śmietankowy ucieramy z cukrem pudrem, sokiem i skórką z cytryny.
 Tosia

czwartek, 10 grudnia 2015

Ryba po grecku


W moim domu rodzinnym, w okolicy świąt, zawsze gdzieś plącze się w lodówce zamówiona na tę okazję ryba po grecku. Rzadko która jednak smakuje tak, jak powinna smakować. Zanim w ogóle spróbuję, już uzbrajam się w cytrynę, dodatkową porcję koncentratu pomidorowego, pieprz, tabasco i sól. Nie mogę cieszyć się moją rybą zanim jej porządnie, po swojemu nie doprawię.

Muszę się wam przyznać, że oprócz numerów z doprawianiem, nigdy ryby po grecku nie zrobiłam od początku do końca sama. Nie wiem co mnie powstrzymywało, może łatwy dostęp do tej "domowej"? Nie mniej jednak melduję, że dzisiaj nadrobiłam zaległości i ta właśnie ryba zdecydowanie częściej będzie gościć na moim stole, niż tylko od święta.



Po dorsza wybrałam się tym razem nie na ryneczek, ale do delikatesów rybnych Gadus. Ryba była naprawdę pyszna i jędrna. Idealnie pasowała do tego co miałam z niej zrobić. Bo w rybie po grecku równie ważne jak sam sos jest dobra panierka. A jak wiadomo jest wtedy duże ryzyko, że ryba się rozleci przy smażeniu. Ale nie tym razem! Stworzyłam wersję idealną dla mnie, z mocno wyczuwalną cytryną i bardzo pomidorową. Dodałam też coś mało tradycyjnego- imbir i cynamon. No i ta panierka odklejająca się od ryby razem z sosem... bajka!:)

Ryba po grecku (ok. 8-10 porcji)

- 1 kg filetów z dorsza (ok. 8-10 filetów)
- 5 łyżek mąki
- 3 jajka
- 10 łyżek bułki tartej
- sól, pieprz
- 2 łyżki masła
- 2 łyżki oleju
- sok z połowy cytryny

- 3 marchewki
- 1 pietruszka
- 4 liście laurowe
- 1 duża cebula
- 3-centymetrowy kawałek świeżego imbiru
- 3 łyżki koncentratu pomidorowego
- 1 łyżka suszonego oregano
- 1 łyżka mielonej słodkiej papryki
- pół łyżeczki cynamonu
- 1 łyżka miodu
- 1 łyżka sosu sojowego
- 1 łyżka masła
- sok z połowy cytryny
- tabasco
- sól, pieprz

  1. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni. 
  2. Zetrzyj marchewkę i pietruszkę na grubej tarce. W garnku zagotuj wodę 1 łyżką soli i liśćmi laurowymi. Gotuj ok. 25 minut, a następnie odcedź na sitku i odstaw na później. 
  3. Cebulę pokrój w piórka, rozgrzej na patelni 1 łyżkę masła i zacznij smażyć. Smaż aż się zeszkli a następnie dodaj ugotowaną marchewkę z pietruszką, zetrzyj świeży imbir na tarce, dodaj koncentrat pomidorowy, oregano, słodką paprykę, cynamon, miód, sos sojowy, sok z cytryny i tabasco. Dopraw solą i pieprzem do smaku i smaż jeszcze kilka minut. 
  4. Przygotuj 3 miski. Do jednej nasyp mąkę, do drugiej bułkę tartą w do trzeciej wbij jajka i roztrzep widelcem. 
  5. Posól i popieprz filety z dwóch stron i po kolej zamaczaj z dwóch stron w mące, jajku, a następnie w bułce. 
  6. Na patelni rozgrzej łyżkę masła i oleju. Układaj obtoczone filety na patelni i smaż aż panierka nabierze złocistego koloru. Ryby jeszcze nie dojdą do końca w środku, ale będą się jeszcze piec w piekarniku, więc się tym nie martw. 
  7. Zrób drugą partię filetów, znowu rozgrzej masło i olej i usmaż z dwóch stron. 
  8. Usmażone filety ułóż w naczyniu żaroodpornym i zalej sokiem z połowy cytryny. Nałóż sos na filety i wsadź do piekarnika na 15 minut. 
  9. Wyjmij z piekarnika, możesz jeść na ciepło lub zimno. Najlepiej będą smakować po jednym dniu, jak trochę przejdą smakiem. 
Śliwka


czwartek, 17 września 2015

Obiady czwartkowe #17: stek + sos borowikowy + pieczone warzywa z rozmarynem


Gdy nadchodzi jesień automatycznie zaczynam mieć ochotę na rozgrzewające smaki. Coraz częściej włączam piekarnik, bo nie koliduje on już z pogodą za oknem. Sięgam po pieczone warzywa, czerwone mięso i zupy. Ale prawdziwą kwintesencją jesieni są dla mnie grzyby. Bo ta pora roku po prostu pachnie prawdziwkami.

Jeśli robię steki, nie doprawiam ich niczym poza solą i pieprzem. Reszta byłaby dla mnie profanacją. Dlatego warto dobrać do nich odpowiedni sos. Dzisiejszy prawie zwalił mnie z nóg, był taaak pyszny! I naprawdę świetnie komponował się z polędwicą. 

Wybaczcie tylko, że rzeczony sos nie pojawił się na zdjęciu. Każda próba sfotografowania go w smacznej pozie okazywała się fiaskiem. Musicie uwierzyć mi na słowo, że jest przepyszny.

Poniżej przepis na obiad dla dwóch osób. Jeśli podwajacie proporcje, możecie zrobić taką samą ilość sosu dla dwóch osób jak dla czterech (starczy, choć nie będzie można swobodnie zalewać nim talerza).

Stek
- 2 steki z polędwicy wołowej o wadze ok. 200 g*
- sól
- pieprz
- tłuszcz- do smażenia

* steki można przygotować także z innego mięsa wołowego, na przykład antrykotu lub rostbefu

  1. Na 15 minut przed końcem pieczenia warzyw przygotuj steki. Posyp je solą i pieprzem z dwóch stron.
  2. Rozgrzej trochę tłuszczu na patelni i na dużym ogniu smaż steki po 1,5 minuty z każdej strony, a następnie po 1 minucie z obydwu boków. 
  3. Tak obsmażone steki powinny mieć już brązową skórkę z każdej strony. 
  4. Ułóż steki w naczyniu żaroodpornym i wstaw do piekących się w 220 stopniach warzyw na 8 minut. 
  5. Wyjmij z piekarnika i odstaw na 5 minut, aby odpoczęły, wcześniej nie należy ich rozkrajać. 

Sos borowikowy
- 200 g borowików (nóżki i kapelusze)
- pół cebuli
- 2 ząbki czosnku
- 2 łyżki suszonego tymianku
- pieprz
- sól
- 2 łyżki masła
- 250 g śmietanki kremówki

  1. Sos przygotuj jako pierwszy w kolejności, później wystarczy go tylko podgrzać. 
  2. Poszatkuj cebulę i borowiki. 
  3. Na patelni rozgrzej masło, dodaj borowiki i cebulę i smaż ok. 5-7 minut aż zebula się zeszkli, a borowiki zmniejszą objętość. Po tym czasie dodaj dużo pieprzu, przeciśnięty przez praskę czosnek i tymianek. Smaż jeszcze ok. 3 minuty. 
  4. Dolej kremówkę i smaż dalej, aż sos zgęstnieje. Powinno to zająć ok. 10 minut. 
  5. Na końcu dosól. 
Pieczone warzywa z rozmarynem
- 1 burak
- 1 batat
- 3 pietruszki
- 3 marchewki
- 4 gałązki rozmarynu
- 2 łyżki miodu
- 4 łyżki oliwy
- 2 łyżki octu balsamicznego
- sól
- pieprz

  1. Rozgrzej piekarnik do 220 stopni. 
  2. Buraki i bataty obierz ze skóry i pokrój w grube plastry. Wstaw do naczynia żaroodpornego, zalej 2 łyżkami oliwy, 1 miodu, 1 balsamico, dodaj dwie gałązki rozmarynu (podzielone na mniejsze), posól i popieprz. Dobrze wymieszaj łyżką. 
  3. Piecz 25 minut. 
  4. Obierz marchewkę i pietruszkę ze skórki, pokrój na pół wzdłuż i po 25 minutach pieczenia buraka i batata, dodaj je do naczynia żaroodpornego, jeszcze raz dodaj 2 łyżki oliwy, 1 balsamico, 1 miodu i dwie kolejne gałązki rozmarynu. Pomieszaj łyżką. 
  5. Piecz jeszcze 25 minut. 
Śliwka

czwartek, 10 kwietnia 2014

Sezamowe spaghetti razowe z warzywami


Wyprowadzka z domu to najlepsze co mogło się zdarzyć dla moich codziennych posiłków. Stałam się niezwykle systematyczna, a nigdy nie przypuszczałabym, że taki tryb życia, mi- osobie, która sieje chaos gdziekolwiek się nie znajdzie,  może sprawiać przyjemność. Wieczorem misternie planuje moje posiłki, napełniam dwa lunchboxy i mam obiad do pracy. Eksperymentuję przy tym, starając się żeby było pysznie i zdrowo. 

Zawartość mojej lodówki pierwszego dnia wzbudzała ogólne rozbawienie. Wszystkie eko produkty poukładane były seriami tematycznymi na każdej półce. Jak słusznie stwierdził jeden z naszych gości - zrób zdjęcie, bo już nigdy nie będzie tak wyglądać. Ja jednak póki co staram się trzymać moich nowych postanowień.

A skoro już przy postanowieniach jesteśmy to mam dla was najlepszego reprezentanta mojego nowego stylu życia. Jest razowy, ma mnóstwo warzyw i designersko różowy. Odrobina oleju sezamowego dodaje mu czegoś, co sprawia, że chcielibyście go jest jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze...

Sezamowe spaghetti razowe z warzywami (2 porcje)

- 150 g razowego spaghetti
- 2 marchewki
- 1 pietruszka (korzeń)
- 1 łyżka miodu
- sól
- sok z połowy cytryny
- kilka kropli tabasco
- pieprz
- 2 łyżki oliwy
- 1 łyżka masła

- 1 średni burak
- 1 łyżka octu balsamicznego
- 1 łyżka masła
- 1 łyżka oliwy
- 2 ząbki czosnku
- 1 łyżka miodu
- sól
- kilka kropli tabasco

- 2 łyżeczki oleju sezamowego
- ziarna sezamu
- tarty parmezan

  1. Buraka obierz ze skórki, przekrój na pół, a następnie pokrój w bardzo cienkie plastry. 
  2. Marchewkę obierz ze skórki, a następnie (najlepiej za pomocą obieraczki do warzyw) pokrój w bardzo cienkie plastry. To samo zrób z pietruszką. 
  3. Na patelni rozgrzej 1 łyżkę oliwy i 1 łyżkę masła. Dodaj buraki i smaż kilka minut. Dodaj ocet balsamiczny, miód, tabasco, wyciśnięty czosnek i całość posól. Smaż na średnim ogniu aż buraki nieco zmiękną (powinno to potrwać ok. 10-15 minut). Jeśli zbyt mocno się przypalają, możesz dodać nieco wody. 
  4. Gdy buraki kończą się smażyć ugotuj makaron w osolonej wodzie zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu (aby był al dente gotuj minutę krócej niż wskazuje to opakowanie). 
  5. Na drugiej, dużej patelni rozgrzej 2 łyżki oliwy i 1 łyżkę masła. Dodaj marchewkę i pietruszkę a następnie wrzuć do nich usmażone buraczki. Całość dobrze pomieszaj i smaż jeszcze ok. 5 minut aż zrobią się nieco szkliste. Dodaj miód i sok z cytryny. 
  6. Makaron odcedź i dodaj do warzyw. Dobrze wymieszaj, sprawdź czy należy dodać więcej soli. 
  7. Makaron z warzywami przełóż do talerzy, polej olejem sezamowym, posyp sezamem i sporą porcją tartego parmezanu. 
Śliwka

piątek, 28 czerwca 2013

Sajgonki z kurkami, pesto pietruszkowym i pistacjami



Ostatnio będąc na pobliskiej hali targowej, obok truskawek i czereśni dostrzegłam koszyczki z pierwszymi w tym roku kurkami. Do sezonu na grzybobranie jeszcze sporo czasu, ale ich widok tak mnie zachwycił, że nie mogłam się powstrzymać.
Do domu wróciłam z kurkami i już w drodze rozmyślałam co z nich zrobię. Miałam ochotę na jakąś szybką pastę z kurkami i pesto pietruszkowo-pistacjowym. Było to jednak kilka dni temu i w tym czasie Śliwka zdążyła mnie wyprzedzić przepisem na Farfalle z bobem i boczkiem. Nie mamy tygodnia z kuchnią włoską i chociaż dobrych makaronów nigdy za wiele, zdecydowałam się wykorzystać kurki zupełnie inaczej.

 Nie będą to pierwsze sajgonki na burczymiwbrzuchu i przypuszczam też, że nie ostatnie :) Mam ogromną słabość do wszelkiego rodzaju "zawijasów" i to nie tylko tych  klasycznych wietnamskich, ale także różnych wariacji na ich temat.
Tym sposobem na blogu pojawiły się już spring rolls z kurczakiem, wiosenne sajgonki w liściach szpinaku, czy sajgodzinaki, czyli sajgonki z jagodami. Sajgonki robiła też Śliwka, a konkretnie w wersji na zimno z grillowanym łososiem. Wszystkie są wyjątkowe na swój sposób. A moje ulubione to te chrupiące, na ciepło, pieczone w cieście filo.

Jak widać pomysłów na wypełnienie sajgonek farszem może być wiele, podobnie jak sposobów zawijania. Tradycyjnie używa się do tego papieru ryżowego i w taki sposób też przygotowałam je tym razem.
Makaron ryżowy połączyłam z kurkami, pesto pietruszkowym, suszonymi pomidorami oraz prażonymi pistacjami. Całość dopełniłam słodko-kwaśnym dressingiem i zawinęłam w papier ryżowy. Wiem, że farsz może być tu zaskoczeniem. Sajgonki te na pewno można zakwalifikować do kuchni fusion, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że były pyszne :)


Sajgonki na zimno z kurkami, pesto pietruszkowym, pistacjami i suszonymi pomidorami/ 10 szt.
  • 10 płatów papieru ryżowego
  • 80 g makaronu ryżowego/sojowego
  • 120 g kurek
  • kilka suszonych pomidorów
  • 60 g obranych pistacji
  • łyżka masła
  • Pesto pietruszkowe:
  • natka pietruszki
  • ząbek czosnku
  • 2 łyżki oliwy
  • sól, pieprz
  • Dressing do maczania sajgonek i do farszu:
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • 3 łyżki miodu
  • sok z 1/2 cytryny
  • łyżeczka octu ryżowego
  • ząbek czosnku
  • 1/2 łyżeczki posiekanego chilli
  • sól, pieprz
  1. Makaron sojowy wrzucamy do miseczki i zalewamy wrzącą wodą. Zostawiamy na kilka minut (według wskazówek na opakowaniu). Następnie makaron odsączamy z wody i tniemy nożyczkami lub kroimy, aby był drobniejszy.
  2. Do wysokiego naczynia wrzucamy natkę pietruszki i posiekany czosnek. Wlewamy oliwę i miksujemy blenderem na gładkie pesto. Na koniec przyprawiamy je pieprzem i solą.
  3. W słoiczku umieszczamy sos sojowy, sos rybny, miód, sok z cytryny, ocet ryżowy, posiekany czosnek i posiekaną drobno papryczkę chilli. Słoik zakręcamy i potrząsamy nim energicznie. Na koniec dressing przyprawiamy solą i pieprzem do smaku.
  4. Połowę dressingu wlewamy do makaronu sojowego i mieszamy. Resztę wlewamy do sosjerki.
  5. Kurki myjemy i osuszamy. Na rozgrzanej patelni rozpuszczamy masło. Wrzucamy kurki i podsmażamy je kilka minut. Gdy zaczną puszczać wodę, dodajemy pesto pietruszkowe i smażymy je jeszcze kilka minut. Gotowe kurki przyprawiamy do smaku.
  6. Na suchej patelni prażymy pistacji. Gdy po kilku minutach zaczną się rumienić, przekładamy je do moździerza lub na deskę i drobno siekamy/ucieramy. Suszone pomidory kroimy w paseczki.
  7. Na desce umieszczamy wilgotną ściereczką. Obok stawiamy dużą miskę z wrzącą wodą, miseczkę z makaronem ryżowym, prażone pistacje, suszone pomidory oraz kurki z pesto.
  8. Bierzemy papier ryżowy, umieszczamy go w misce z wodą na kilka sekund. Kładziemy na ściereczce. Na środku lub na dole koła umieszczamy: makaron ryżowy, kurki, paseczek suszonego pomidora. Składniki posypujemy prażonymi pistacjami i zawijamy sajgonki. Zaczynamy od dołu, zginając papier ku środkowi. Następnie zginamy boki i rolujemy sajgonki (najłatwiej zerknąć na ruchomy obrazek tutaj). 
  9. Z każdą sajgonką czynność powtarzamy. Gotowe spring rollsy podajemy od razu z dressingiem.
Tosia

środa, 27 lutego 2013

Kalafiorowe kopytka z pieczonym czosnkiem i pesto pietruszkowym






































Choroba rozłożyła mnie na łopatki. Zawsze, gdy się mocniej przeziębię i zalecane jest mi leżenie w łóżku, pojawia się problem - nie potrafię nic nie robić godzinami. Z lekką gorączką uparcie gotowałam w poniedziałek spaghetti i resztkami sił, między pokaszliwaniem formowałam pszenne bułeczki. Potem spotkała mnie kara, bo czułam się jeszcze słabsza. Dlatego wczoraj, przez cały dzień zmusiłam się do wylegiwania pod kołdrą. W tym czasie rozmyślałam o tymnco ugotuję, jak tylko poczuję się lepiej. Wybór padł na coś z pieczonym czosnkiem, bo przypomniała mi się zupa czosnkowa z ciecierzycą, która postawiła mnie na nogi przy poprzednim przeziębieniu. Rano, wyskoczyłam z łóżka i zabrałam się za gotowanie. Chociaż nie jestem jeszcze w pełni zdrowa, w kuchni poczułam się od razu lepiej. 

Zabrałam się za kopytka, ale nie takie zwyczajne, bo nie znajdziecie w nich ziemniaków. Ich głównym składnikiem jest purée kalafiorowe, w połączeniu z mąką i jajkiem tworzy ciasto, które świetnie nadaje się do lepienia kluseczek. Tajemniczym dodatkiem jest tu pieczony czosnek, nadał im charakteru.
Przy zagniataniu ciasta trzeba uważać, aby nie dodać za dużo mąki, bo przez to mogłyby wyjść twarde i gumowate. Instynktownie udało mi się wyczuć moment, w którym konsystencja ciasta jest odpowiednia do formowania wałeczków, a przy tym się nie lepi do stolnicy. 
Jeśli chodzi o same wrażenia smakowe, to byłam pozytywnie zaskoczona. Co prawda muszę przyznać, że ziemniaczane kopytka mają w moim sercu specjalne miejsce. Bardzo lubię też dyniowe z masłem szałwiowym i kurkami.  Kalafiorowe z pesto pietruszkowym są zupełnie inne, więc trudno je z nimi porównywać. Pewna osoba, którą nimi poczęstowałam, stwierdziła, że są lepsze od klasycznych. To już moim zdaniem kwestia gustu. 
A czy takie kopytka by Wam zasmakowały, musicie się przekonać sami :)
Ps. Najlepiej smakują podsmażone na maśle z dodatkiem pesto.





































Kalafiorowe kopytka z pieczonym czosnkiem
  • kalafior (lub 600 g purée kalafiorowego)
  • 350-400 g mąki pszennej
  • jajko
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • pieprz, sól
  • 3 ząbki czosnku
  • łyżka masła
  1.  Kalafior gotujemy w wodzie z łyżeczką cukru i łyżeczką soli. W tym czasie na folii alumioniowej kładziemy ząbki czosnku, polewamy je oliwą i ocet balsamicznym. Czosnek zawijamy w folii i wkładamy do piekarnika na 15 minut. Podpiekamy w 190 stopniach, a następnie studzimy.
  2. Ugotowany kalafior łączymy z 3 ząbkami czosnku, przeciskamy przez praskę do ziemniaków lub miksujemy blenderem. Do purée dodajemy jajko, gałkę muszkatołową. Przyprawiamy solą oraz pieprzem i mieszamy.
  3. Stopniowo wsypujemy przesianą mąkę i zaczynamy mieszać masę. Gdy składniki połączą się ze sobą, przekładamy ciasto na oprószoną mąką stolnicę. Ciasto podsypujemy mąką, aby się nie kleiło i dzielimy je na 3 części.
  4. Z każdej z nich robimy wałeczek, który kroimy pod skosem, tworząc kopytka. Utworzone kopytka lekko spłaszczamy widelcem i przekładamy na podsypana mąką tacę. 
  5. Kalafiorowe kopytka gotujemy we wrzącej i osolonej wodzie 5 minut. Gotowe, odsączamy z wody i wrzucamy na rozgrzaną patelnię z masłem i pesto pietruszkowym. Podsmażamy, aż się zarumienią. Kopytka podajemy ze zblanszowanymi plastrami kalafiora.
Pesto pietruszkowe
  • pęczek natki pietruszki
  • ząbek pieczonego czosnku
  • 2 łyżki ziaren słonecznika
  • 2 łyżki oliwy
  • pieprz, sól
  1. Składniki łączymy ze sobą w wysokim naczyniu. Miksujemy blenderem na gładkie pesto.
 Tosia

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Włoski tydzień #1: Minestrone alla Genovese


Jak zapowiedziałyśmy już dzisiaj na naszym facebooku, ruszamy z prawdziwie "Włoskim tygodniem". Od dzisiaj do niedzieli, codziennie będziemy prezentować dania inspirowane kuchnią prosto z Półwyspu Apenińskiego. 

Kuchnia włoska chyba najmocniej opanowała polską gastronomię, dzięki czemu, a raczej przez co, możemy zjeść (zwykle marną) pizzę czy pastę prawie na każdym rogu. Niestety zaobserwowałam, że przyniosło to więcej szkody niż korzyści, gdyż kuchnia włoska w mentalności wielu ludzi zakorzeniła się pod hasłem "pizza" "spaghetti bolognese", czy "carbonara". A przecież reprezentuje sobą o wiele więcej!

Włoskie smaki to przede wszystkim prostota, ale wyrafinowana prostota. Pod przykrywką nieskomplikowanych dań kryje się niesamowita dbałość o świeżość i jakość produktów. Od najlepszej oliwy z oliwek po domowy makaron. 

Dzisiaj, mając przyjemność zainicjować "Włoski tydzień" zamarzyłam o pysznej warzywnej zupie. Minestrone, bo o niej mowa, to jedna z tych pozycji, które wydają się czymś zwykłym i mało interesującym, a zrobione w odpowiedni sposób, po prostu powalają smakiem. W tym wypadku należy uważać, aby nie przegotować warzyw, gdyż istotą jest ich chrupkość i piękny kolor. Warzywna breja jest niepożądana:)

Każdy prawdziwy Włoch ma zapewne swój sposób na niezawodne Minestrone. Ja wybrałam wersję alla Genovese, którą wieńczy łyżeczka pesto. Prawdziwa wisienka na torcie.
Do zupy możecie dodać również fasolę (którą ja z radością pominęłam, bo jej  nie znoszę), czy na przykład kurczaka, co stworzy wersje Ricco, czyli bogatą. Prawdziwy sycący obiad uzyskacie dodając makaron, który najlepiej ugotować oddzielnie, szczególnie gdy nie podajemy całej zupy od razu. Jeśli nie decydujecie się na pesto, świetnie sprawdzi się też świeżo starty do zupy parmezan.

Śledźcie w tygodniu nasze kolejne włoskie propozycje!

Minestrone alla Genovese (ok. 4 porcje)
- 1 litr bulionu warzywnego*
- 1 marchewka
- 1 pietruszka
- pół pora (biała część, zieloną można zużyć na bulion)
- pół cukinii
- 100 g groszku cukrowego
- 150 g zielonego groszku mrożonego
- 250 g krojonych pomidorów z puszki
- 250 g małych ziemniaków
- 2 ząbki czosnku
- 3 łyżki oliwy z oliwek
- sól
- pieprz
- pesto**

  1. Przygotuj warzywa. Obierz ze skórki marchewkę i pietruszkę. Dokładnie umyj małe ziemniaki, które możesz zostawić w mundurkach lub obrać. 
  2. Marchewkę, pietruszkę, cukinię, groszek cukrowy i ziemniaki pokrój na małe kawałki. Por pokrój w grube plastry. 
  3. Do małego garnka wrzuć ziemniaki, nalej tyle wody, aby je przykryła, posól ok. 1 łyżką soli i zagotuj. Gdy woda się zagotuje, zdejmij z ognia, pozwól im odstać w gorącej wodzie jeszcze przez 5 minut i odcedź na sitku. Dokładnie osusz.
  4. W dużym garnku rozgrzej oliwę. Podgrzewaj na średnim ogniu i dodaj poszatkowany czosnek. Smaż przez kilka minut a następnie dodaj pokrojone marchewkę, pietruszkę, por i osuszone ziemniaki. Smaż przez ok. 5 minut, często mieszając.
  5. Po upływie tego czasu do garnka wlej bulion. Daj zupie gotować się na średnim ogniu przez 15 minut.
  6. Zdejmij zupę z ognia, dodaj groszek cukrowy, zielony groszek i krojone pomidory. Pomieszaj, posól i dodaj pieprz.
  7. Podawaj z łyżeczką pesto.

*Jak przygotować dobry bulion warzywny?

Bulion warzywny jest oczywiście z zasady mniej intensywny i aromatyczny niż ten gotowany na mięsie. Jednak jest naprawdę niezawodnym dodatkiem do zup warzywnych, w szczególności, gdy będziemy serwować dania wegetarianom.
Ja do bulionu dodaję:
-marchewkę (nie za dużo, maksymalnie 3 małe sztuki),
-pietruszkę, zarówno korzeń jak i  garść zielonej,
-kawałek selera,
-zieloną część pora
-cebulę
- kilka ząbków czosnku
- kilka ziaren pieprzu
- kilka ziaren ziela angielskiego

Całość zalewam wodą ponad połowę garnka i gotuję na małym ogniu przez ok. 45 minut. Zdejmuję z ognia i odstawiam do ostygnięcia razem z warzywami. Po ostygnięciu przecedzam przez sito. Taki bulion spokojnie możecie zamrozić, gdy zdecydujecie się zrobić większą porcję. Przyda się na czarną godzinę.

** Ostatnio bazylia chowa się przede mną w sklepie, więc byłam zmuszona użyć gotowego pesto. Domowe możecie stworzyć na podstawie tego przepisu.

Śliwka

czwartek, 27 grudnia 2012

Koktajle oczyszczające


Czas wrócić do rzeczywistości po świątecznym obżarstwie. Osobiście, nie mogę patrzeć na jedzenie, a mój organizm reaguje entuzjastycznie jedynie na zapach regenerujących, świeżych owoców i warzyw. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem jednym z tych rekordzistów, którzy zapełniają izby przyjęć z powodu przejedzenia, ale mimo to, długo nie spojrzę na pierogi, barszcz czy sałatki śledziowe. 

Myślę, że nie jestem sama, dlatego dla chętnych do zregenerowania swojej wątroby opracowałam trzy kolorowe koktajle, które są nie tylko pyszne, ale niezwykle zdrowe. To prawdziwe witaminowe bomby, po których organizm sam się do was uśmiechnie:)

Zielony: Pyszna mieszanka ziołowo owocowa, z bardzo mocno wyczuwalnym posmakiem świeżego imbiru. 
Różowy: Oczyszczająca mieszanka czerwonych owoców i soku z buraków (tylko delikatnie wyczuwalnego w smaku). Słodyczy dodają banan i miód, a otręby służą poprawie trawienia. 
Pomarańczowy: Niezastąpiona bomba witaminy A i karotenu z dodatkiem oleju lnianego, który ułatwia wchłanianie składników odżywczych. Dzięki zmiksowaniu całej pomarańczy jej smak jest niezwykle intensywny, a całość dopełnia nutka świeżego imbiru.

Wybierzcie swój ulubiony kolor. My w domu wciąż wahamy się między różowym a zielonym. 

Zielony (2 porcje)
- 250 ml soku jabłkowego*
- 1 kiwi
- garść świeżej pietruszki
- 10 g świeżego imbiru
- 50 g świeżego ogórka
- sok z 0,5 cytryny
- 1 łyżka miodu

Kiwi, imbir i ogórek obierz ze skórki. Imbir zetrzyj na tarce. Wszystkie składniki wrzuć do blendera i miksuj przez kilka minut. Możesz dodać świeżą miętę lub bazylię.

Różowy (2 porcje)
- 100 g mrożonych wiśni
- 100 g mrożonych truskawek
- 60 ml soku z buraków*
- 1 banan
- sok z 1 pomarańczy
- sok z połowy cytryny
- 1 łyżka otrębów żytnich

Truskawki i wiśnie rozmroź. Banana obierz ze skórki. Wszystkie składniki wrzuć do blendera i miksuj przez kilka minut.

Pomarańczowy (2 porcje)
- 1 pomarańcza
- 200 ml soku z marchwi*
- sok z 1 grejpfruta
- 5 g świeżego imbiru
- 1 łyżka oleju lnianego
- 1 łyżka miodu

*wyciśnięty przez sokowirówkę lub sok 100%

Śliwka

wtorek, 13 marca 2012

Frytki z karmelizowanej pietruszki

Wczoraj Tosia zaprezentowała swojego autorskiego burgera, ale zabrakło frytek, więc zrobię je za nią:)
Wersja z pietruszki na pewno przypadnie do gustu trzymającym dietę, choć trochę zgrzeszyłam miodem. 
Z podobnym dodatkiem do steków spotkałam się ostatnio w (notabene fantastycznej) warszawskiej restauracji Butchery & Wine, a w domu zrobiłam go po swojemu, karmelizując i dodając cząber.  Zjadłam je z krwistym stekiem, co i Wam polecam, bo idealnie pasują do mięsa.

Frytki z karmelizowanej pietruszki 
- 3 pietruszki
- 2 łyżki miodu
- pół filiżanki wody
- łyżeczka cząbru
- 1 łyżka oliwy
- sól

Pietruszkę obierz ze skórki i pokrój w słupki. Na patelni rozgrzej oliwę i smaż pietruszkę przez około 3 minuty. Po upływie tego czasu dodaj miód i wodę. Smaż aż woda wyparuje i pietruszka pokryje się klejącym syropem. Na koniec dodaj cząber i sól, dokładnie wymieszaj.

Śliwka

poniedziałek, 21 listopada 2011

Krem z białych warzyw z dodatkiem jabłka


Czemu biały? Z niecierpliwością czekam na śnieg.
Większość ludzi uważa mnie pod tym względem za nienormalną, ale prawda jest taka, że nic mnie tak nie cieszy jak spadające z nieba wielkie płaty śniegu. Wtedy dopiero muszę budzić zdziwienie (przechodniów), bo śmieje się sama do siebie i do wspaniałych zimowych dekoracji. 
Pewnie niewielu z was wie, że Sopot najpiękniejszy jest zimą. Biały puch chrupie pod śniegowcami, a policzki nabierają różowej barwy, a ja przechadzam się wyludnionym o tej porze roku Monciakiem mijając drzewa pokryte wielkimi białymi czapami i (całorocznymi) lampkami świątecznymi i mam ochotę krzyczeć ze szczęścia. A gdy jeszcze do tego zbliżają się święta! Mmm... rozmarzyłam się.
Krem zainspirowany śniegiem na pewno pomoże przeczekać zimne, nawet i bezśnieżne dni. A dodatek jabłka przyjemnie, słodko przełamuje wytrawny smak warzyw.  

Krem z białych warzyw z dodatkiem jabłka (4 porcje)
- 1l wody
- 1 mały kalafior
- 1 por (biała część)
- 3 pietruszki
- 1 biała cebula
- 1 duże jabłko
- 1 łyżka masła
- gałka muszkatołowa
- sok z 1 cytryny
- sól
- pieprz

-suszone jabłka, kolendra- do dekoracji

Wszystkie warzywa umyj, kalafior podziel na małe części, białą część pora pokrój w plastry, a  pietruszkę cebulę i jabłko obierz ze skórki i pokrój na małe kawałki. W dużym garnku rozpuść łyżkę masła I wrzuć wszystkie warzywa. Smaż przez około 5 minut na małym ogniu. Po upływie tego czasu dolej wodę i gotuj zupę na średnim ogniu aż wszystkie warzywa zmiękną (ok. 30 minut).
Zdejmij garnek z ognia i zmiksuj blenderem lub przelej do stojącego miksera. Dopraw kilkoma przekręceniami młynka z gałką muszkatołową, sokiem z cytryny, solą i dużą ilością mielonego pieprzu. Udekoruj suszonymi jabłkami i kolendrą.

Śliwka

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...