Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warzywniak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warzywniak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 maja 2014

Warzywniak #7: Spaghetti carbonara z kalafiorem



Przyszedł czas na ostatni wpis w ramach Tygodnia z Warzywniakiem. Nie jest to jednak nasze pożegnanie z sezonowymi produktami. Wręcz przeciwnie, to raczej początek wiosenno-letnich przepisów na blogu i otwarcie sezonu na wyprawy do warzywniaka.
Na zakończenie wybrałam klasyczne danie w lekko nowej odsłonie. Co prawda przepis na spaghetti carbonarę znajdziecie już na blogu tutaj, ale tym razem porcje makaronu zdobi pewne warzywo.

Czy ugotowany kalafior z podsmażoną na maśle bułką tartą to dla Was też smak dzieciństwa? Nic go nie zastąpi, ale to nie znaczy, że z kalafiorem nie można poeksperymentować bardziej. Jakiś czas temu zaprzyjaźniłam się z pieczonym kalafiorem i poznałam jego nową stronę smaku. Zazwyczaj przygotowuję do niego marynatę np. na bazie syropu z agawy/miodu, oliwy i ulubionych ziół. Tym razem była to kurkuma, która moim zdaniem świetnie się z nim komponuje.

Tak podpieczony i lekko chrupiący kalafior połączyłam ze spaghetti carbonarą. I chociaż nie miałam pewności co z tego wyniknie, muszę powiedzieć, że kompozycja się udała. Inaczej nie byłoby dziś tego przepisu na blogu :)

Ps. Gdyby ktoś miał wątpliwości co do samej receptury, w poprzednim przepisie tłumaczę dlaczego robię carbonarę bez śmietany.
Spaghetti carbonara z kalafiorem/2 porcje
  • 300 g makaronu spaghetti
  • 150 g wędzonego boczku
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka masła
  • 3 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • 80 g parmezanu
  • 2 jajka
  • żółtko
  • Pieczony kalafior:
  • 1/2 kalafiora
  • łyżka oliwy
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • łyżeczka miodu
  • sól, pieprz
  1. Umyty kalafior dzielimy na drobne różyczki i wrzucamy do foliowej torebki. Dodajemy szczyptę soli, kurkumę, oliwę i miód. Obtaczamy kalafiora w marynacie i przekładamy na blaszkę.
  2. Kalafior pieczemy przez 15 minut w 190 stopniach, następnie przekładamy różyczki na drugą stronę i dopiekamy jeszcze 10 minut.
  3. W trakcie pieczenia kalafiora, gotujemy makaron według instrukcji na opakowaniu (najlepiej minutę krócej niż wskazują czas gotowania al dente).
  4. W tym czasie boczek kroimy w kostkę. Wrzucamy go na zimną patelnię, dodajemy ząbek czosnku (obrany, lekko zmiażdżony) i łyżeczkę masła. Wytapiamy boczek przez kilka minut aż będzie rumiany. Zarumieniony czosnek wyrzucamy z patelni.
  5. Do duże misy wbijamy jajka i je roztrzepujemy. Ścieramy parmezan na tarce o drobnych oczkach, siekamy drobno natkę pietruszki.
  6. Do wytopionego boczku dodajemy ugotowany makaron i 2-3 łyżki wody, w której gotował się makaron. Dodajemy połowę tartego sera, świeżo mielony pieprz i szczyptę soli. Całość podsmażamy przez minutę.
  7. Makaron przekładamy do misy z jajkami i energicznie mieszamy, w razie potrzeby dodajemy kolejne 2 łyżki wody z gotującego się makaronu. Spaghetti powinno osiągnąć kremowy sos.
  8. Do makaronu dodajemy świeżo upieczony kalafior, resztę sera i siekaną natkę pietruszki. Całość mieszamy i podajemy od razu.
 Tosia

sobota, 24 maja 2014

Warzywniak #6: Risotto botwinkowe



Aż ciężko mi uwierzyć, że w dzieciństwie serdecznie nienawidziłam botwinki. Miałam to szczęście, że moja mama gotowała wspaniale, wymyślając co dzień pyszne obiady. Nigdy nie pytałam jej rano, co przyjdzie mi zjeść popołudniu, bo wolałam do końca czekać na niespodziankę. Przyjaciele śmiali się ze mnie, że biegnę do domu podekscytowana tym, co zastanę na talerzu. Kiedy jednak okazywało się, że czeka mnie zupa z botwinki, wydawałam z siebie tylko jęk rozczarowania.

Na szczęście wchodząc w dorosłość powoli zaczęły zmieniać mi się smaki. Piękny różowy kolor i pyszny smak botwinki zagościł na dobre w moim życiu, wprowadzając do niego wielką radość. Ahhh botwinko, gdybym mogła powiedzieć ci jak bardzo jestem ci wdzięczna za poprawienie jakości mojego życia...

Dziś nie tylko doceniam zupę botwinkową (a chłodnik litewski to mój absolutny faworyt), ale też przemycam ją do każdego możliwego dania. Tak powstało piękne, różowe risotto.

Powtórzę już po raz kolejny, że risotto, to moja ulubiona rzecz do przygotowywania w kuchni. Mój chłopak śmieje się ze mnie, gdy z przyklejonym do twarzy uśmiechem mieszam wchłaniający płyn ryż. Botwinka dodaje mu uroku i nieco różowego kiczu. Może dlatego świetnie się czuję mieszając go w rytmie piosenek Nicky Minaj. Jak ma być kiczowato to do końca:)

Risotto botwinkowe (2 porcje)

Bulion:
- ok. 1,5 l wody
- 1 pęczek botwinki z dużymi buraczkami
- 1 pęczek włoszczyzny
- 2 ząbki czosnku
- łyżeczka ziaren pieprzu
- 3/4 łyżki soli

- 100 g ryżu arborio
- 170 ml białego wina
- 1 czerwona cebula
- 1 gałązka rozmarynu
- 25 g świeżo startego parmezanu
- 3 łyżki oliwy
- 1 łyżka masła
- 1 łyżka serka philadelphia

  1. Przygotuj bulion. Pokrój włoszczyznę (oprócz botwniki) na małe kawałki, zalej wodą, posól, dodaj pieprz i zagotuj. Gotuj przez ok. 30 minut. 
  2. Najmniejsze liście botwinki odkrój i zostaw na później. Reszte, razem z łodygami pokrój na mniejsze kawałki. Buraki odkrój i zostaw na później. 
  3. Gdy mienie czas gotowania bulionu, dodaj pokroje liście i łodygi botwinki. Pozostaw na wyłączonej płycie, aby "zagotowały się" w gorącym bulionie, ale nie wrzały (wtedy botwinka straci kolor). 
  4. Buraczki z botwinki obierz ze skórki i pokrój w cienkie plastry. 
  5. Na patelnię wylej oliwę. Dodaj ryż, poszatkowaną cebulę, pokrojone w plastry buraczki i liście z gałązki rozmarynu. Smaż przez kilka minut, aż cebula się zeszkli. 
  6. Podgrzej bulion, ale nie doprowadzaj do zagotowania. 
  7. Wlej wino na patelnię i od tego momentu odlicz 18 minut. Mieszaj aż ryż je wchłonie. 
  8. Dodaj 1 chochlę bulionu i mieszaj aż się wchłonie. Łącznie dodaj 4 chochle bulionu, cały czas mieszając aż ryz je wchłonie. 
  9. Po 18 minutach zdejmij risotto z ognia, dodaj parmezan, masło i philadelphię. Wymieszaj z liśćmi botwinki. 
  10. Przed podaniem posyp zmielonym pieprzem.
Śliwka

piątek, 23 maja 2014

Warzywniak #5: Rolada bezowa z truskawkami


Lubię zapamiętywać piękne wydarzenia z życia, przywołując konkretne smaki. Takim smakowitym wspomnieniem są dla mnie świeżo zerwane z krzaczka truskawki na działce babci. Opowieści o idealnych truskawkach babci Uli przeszły już do rodzinnej legendy. Z perspektywy czasu nadal uważam, że były to najsmaczniejsze truskawki na świecie i wcale nie dlatego, że łączą się z miłymi wspomnieniami.

Babcia hodowała truskawki w pobliżu czosnku niedźwiedziego, który podobno ma niesamowity wpływ na glebę. Dodatkowo nawoziła je paskudnie pachnącą zieloną mazią, którą uzyskiwała z zebranych pokrzyw. Gdy babcia wyciągała wiaderko z pokrzywami, uciekałam daleko z przerażeniem, ale gdy przychodził moment zbierania truskawek, byłam pierwsza do pomocy :)

Na straganie pojawiły się już pierwsze, polskie truskawki. Wiadomo, że daleko im do moich truskawkowych wspomnień z dzieciństwa, ale są już całkiem smaczne. Myślę, że aby nabrały prawdziwego smaku, potrzeba im jeszcze kilkunastu słonecznych dni. Jednak z dnia na dzień są coraz lepsze, więc można już śmiało wracać z warzywniaka z obficie wypełnioną kobiałką.

Aby otworzyć porządnie sezon truskawkowy, postanowiłam przyrządzić z nich królewski deser. Wybór padł na roladę bezową. W końcu te cudowne owoce nie potrzebują wiele do szczęścia. A połączenie słodko-kwaśnego kremu truskawkowego z  delikatną i kruchą bezą nie może się nie udać.

Rolada bezowa z truskawkami
  • Beza:
  • 4 białka
  • 220 g cukru
  • łyżeczka octu jabłkowego
  • łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • szczypta soli
  • Krem:
  • 300 g śmietanki kremówki
  • 200 g mascarpone
  • 300 g truskawek
  • 50 g cukru pudru
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  1. Białka z solą ubijamy mikserem na sztywną pianę. Gdy masa zacznie robić się sztywna, zaczynamy dodawać po łyżce cukru, dalej miksując pianę.
  2. Na koniec dodajemy mąkę ziemniaczaną oraz ocet i jeszcze chwilę miksujemy.
  3. Sztywną masę bezową przekładamy na formę (o wymiarach: 20x32 cm) wyłożoną pergaminem. Wyrównujemy wierzch łyżką i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika
  4. Bezę pieczemy przez 30 minut w 150 stopniach.
  5. Blaszkę z upieczoną bezą wyciągamy z piekarnika. Odwracamy bezę na czystą ściereczkę i odklejamy ostrożnie pergamin. Bezę studzimy.
  6. W tym czasie miksujemy schłodzoną kremówkę na sztywną masę.
  7. Połowę obranych z szypułek truskawek wrzucamy do wysokiego naczynia. Dodajemy mascarpone i miksujemy blenderem na gładką masę.
  8. Do prawie ubitej kremówki dodajemy masę truskawkową, cukier puder i sok z cytryny. Całość miksujemy jeszcze chwilę, aż utworzy się gęsty i zwarty krem.
  9. Tak przygotowany krem chłodzimy w lodówce przez minimum 30 minut.
  10. Na powierzchnię ostudzonej bezy przekładamy schłodzony krem. Zawijamy bezę jak roladę, zaczynając od dłuższego boku.
  11. Zawiniętą roladę wkładamy do lodówki na minimum 30 minut.
  12. Roladę posypałam dodatkowo cukrem pudrem i ozdobiłam truskawkami.
Tosia

czwartek, 22 maja 2014

Warzywniak #4: Tarta z rabarbarem


Gdy na straganach pojawiają się pierwsze łodygi rabarbaru, szaleję. Uwielbiam zamieniać go w ciasta, placki, kocham raczyć się kompotem zrobionym przez moją babcię, ale również coraz bardziej doceniam go jako dodatek do dań wytrawnych. Na maj przypada kulminacja mojego szału, a później wraz z jego znikaniem, znika też moje podniecenie. Bo rabarbar jest dla mojego organizmu warzywem (sic!) bardzo sezonowym, nie mam potrzeby mrożenia go, ani nie tęsknię za nim w środku grudnia.

Nie wiem kiedy właściwie zaczęłam objadać się rabarbarem. W moim domu nie było tradycji wykorzystywania go w kuchni, odkryłam go dopiero wchodząc w dorosłość, gdy zaczęłam intensywnie eksperymentować w kuchni.

Na co dzień nie jestem słodyczowym łakomczuchem. Jeśli już się objadam, to raczej na wytrawnie. Nie odczuwam potrzeby raczenia się czekoladowymi deserami i nie chodzi o to, że widzę w tym coś złego, jakoś po prostu nie mam na słodycze ochoty. Jak to zwykle bywa z zasadami, jest od nich wyjątek, moja mała słabość- owocowe tarty. Jakiekolwiek owoce na kruchym cieście powodują u mnie ślinotok i sprawiają, że głupieję. Przyznam, że najbardziej działa na mnie rabarbar i (w okresie wczesnojesiennym) śliwki. Tworząc nasz tydzień z Warzywniakiem byłam gotowa błagać Tosię, aby mi go oddała, choć na szczęście dla mnie okazało się, że nie musimy toczyć wielkich bojów. I oto mam przyjemność zaprezentować wam coś bardzo prostego, ale również bardzo pysznego- moją ulubioną rabarbarową tartę

Tarta z rabarbarem 

Kruchy spód:
- 300 g mąki pszennej
- 200 g zimnego masła pokrojonego w kostkę
- 100 g cukru
- 1 jajko
- 2 szczypty soli

Masa:
- 125 ml śmietanki kremówki
- 4 jajka
- 100 g cukru
- szczypta soli
- 1 łyżeczka esencji waniliowej (lub ziarenka z 1 laski wanilii)

- 2 łodygi rabarbaru

  1. Rabarbar pokrój na kawałki o grubości ok. 1 cm. 
  2. Przygotuj kruche ciasto. W misce lub na blacie połącz wszystkie składniki i zagnieć rękami do uzyskania jednolitego ciasta. 
  3. Wyklej wnętrze okrągłej formy ciastem, tworząc też wysokie boki. Na cieście zrób dziurki widelcem, aby powstrzymać podnoszenie się podczas pieczenia. Wstaw formę na ok. pół godziny do lodówki.
  4. W tym czasie rozgrzej piekarnik do 180 stopni.
  5. Wyjmij formę z lodówki i wstaw do piekarnika. Piecz ok. 15 minut, aż ciasto lekko zbrązowieje. 
  6. W tym czasie oddziel żółtka od białek i wbij je do oddzielnych misek. W jednej z nich ubij białka ze szczyptą soli. 
  7. W drugiej misce zmiksuj żółtka z cukrem, śmietaną i esencją waniliową. Miksuj ok 5 minut, masa powinna nieco zgęstnieć. 
  8. Do masy z żółtkami dodaj ubite białka, ale nie miksuj masy, tylko delikatnie połącz je z masą za pomocą łyżki (aby masa pozostała puszysta).
  9. Wyjmij kruche ciasto z piekarnika. Wlej do środka masę i zatop w niej równomiernie kawałki rabarbaru. 
  10. Wstaw z powrotem do piekarnika i piecz ok. 20 minut w 180 stopniach i kolejne 15-20 minut w 150 stopniach. 
  11. Wyjmij i wystudź. 
Śliwka

środa, 21 maja 2014

Warzywniak #3: Miodowe młode marchewki w sosie beurre blanc



Środa zdecydowanie pretenduje do miana mojego ulubionego dnia tygodnia. Może się to wydać dziwne, bo ni to weekend, a nawet do weekendu nie blisko, ale uwierzcie mi, że w środy od jakiegoś czasu jestem najszczęśliwsza. Poza serią zwykłych, codziennych obowiązków, właśnie w ten dzień najczęściej znajduję czas, aby wyrwać się na moją ulubioną gdyńską halę. Nie wiem, czy wiele osób podchodzi do tego z takim samym entuzjazmem, ale ja uwielbiam buszować między straganami, a teraz, gdy uginają się one pod nowalijkami i mienią się tysiącami kolorów, po prostu jestem w niebie. Jeśli w którąś środę spotkacie tam dziewczynę ze świecącymi się oczami i dziwnym uśmiechem przyklejonym do ust, nie przestraszcie się, to tylko ja poszukuję idealnej botwinki.

W moim ulubionym dniu tygodnia zawsze znajdę też czas na małe przyjemności. Właśnie wtedy wygospodaruję czas na lekturę przy kawałku ciasta z rabarbarem. A gdy do tego jeszcze dopisuje pogoda, tak jak dzisiaj, ruszam na rowerze w stronę słońca, uśmiecham się i myślę jaka jestem szczęśliwa. Bo czasem poświęcić małą chwilę, aby to sobie uświadomić.

Środa zdaje się nie kończyć, a ja się nie zatrzymuję. Przebiegam kilka kilometrów, a jakimś cudem znajduję jeszcze czas na zabawę w kuchni. Wyławiam zdobycze z hali i rozpoczynam żonglerkę smakami. A w maju nabardziej lubię młode warzywa, mnóstwo młodych warzyw. Mam wrażenie, że tylko ich mi teraz potrzeba.

Kiedy w naszym tygodniowym cyklu Warzywniak przypadły mi młode marchewki od razu wiedziałam co z nimi zrobić. Nie wiem, kiedy urodził się ten pomysł, może od dawna siedział w mojej głowie, ale nagle poczułam chęć postawienia na proste rozwiązanie, upieczenie słodkich marchewek z dodatkiem miodu i polanie ich jednym z moich ulubionych francuskich sosów, maślano-winnym sosem beurre blanc.

Środo trwaj, jesteś piękna!

Miodowe młode marchewki w sosie beurre blanc (2 porcje)

- 6 marchewek
- 1 łyżka miodu
- 2 łyżki oliwy
- sól, pieprz

Sos beurre blanc:
- 115 ml wytrawnego białego wina
- 150 g zimnego masła pokrojonego w kostkę
- 1 szalotka
- sól, pieprz

  1. Odetnij liście od marchwi, zostawiając małą, zieloną końcówkę. Obierz marchewki. 
  2. Piekarnik rozgrzej do 180 stopni.
  3. Marchewki umieść w żaroodpornym naczyniu, polej miodem i oliwą i obtocz w mieszaninie, aby pokryła ich całą długość. 
  4. Wstaw do piekarnika i piecz ok. 35-40 minut aż nieco zmiękną. 
  5. Na 5 minut przed upływem czasu pieczenia poszatkuj szalotkę. 
  6. Wrzuć szalotkę na patelnię i zalej winem. Gotuj na dużym ogniu aż wino zredukuje się o połowę objętości. Wtedy zmniejsz ogień i zacznij wrzucać po kolej kostki masła, mieszając całość trzepaczką.
  7. Po dorzuceniu wszystkich kostek masła mieszaj dalej trzepaczką przez kilka minut aż sos zgęstnieje. 
  8. Świetne wskazówki dot. sosu beurre blanc możesz znaleźć w tym filmiku
Śliwka

wtorek, 20 maja 2014

Warzywniak #2: Krem jaglano-szparagowy


Pomysł na Tydzień z warzywniakiem zakiełkował w mojej głowie już w grudniu. Przeglądając w święta nową książkę pt. "Ulubione warzywa pana Wilkinsona", zatęskniłam za sezonem na najcudowniejsze owoce i warzywa. Książka jest skonstruowana w ten sposób, że dla każdego warzywa znajdują się 3 propozycje apetycznych przepisów. 

I już wtedy wymarzył mi się taki cykl na blogu, aby każdego dnia bohaterem przepisu było inne warzywo. Gdy zaproponowałam to Śliwce, okazało się, że podobny pomysł chodził jej po głowie. Pozostała jeszcze kwestia podzielenia się warzywami.

Po wczorajszym, trochę ryzykownym bohaterze w postaci szczawiu. Przyszedł czas na ulubieńców maja, czyli szparagi. Oprócz naszego warzywniaka, na dzisiejszy wpis wypada również cotygodniowy cykl - Wtorek z kaszą. Dlatego zdecydowałam się połączyć oba tematy.

Wybór padł na szybki krem szparagowy z dodatkiem kaszy jaglanej, która nadaje zupie ciekawą konsystencję i podnosi jej walory zdrowotne. Do zupy dorzuciłam jeszcze liście jarmużu, które uśmiechały się do mnie w lodówce, ale w bardziej wiosennej wersji możecie wybrać do tego świeży szpinak albo garść ziół.

Myślę, że w zupie świetnie by się komponował również imbir i mleko kokosowe. Chyba następnym razem spróbuję zrobić zupę w azjatyckiej wersji. Chociaż ta też jest niczego sobie, do tego prosta i szybka w przygotowaniu :)

Kremowa zupa jaglano-szparagowa/4 porcje
  • biała część pora
  • pęczek zielonych szparagów
  • ząbek czosnku
  • 300 g ugotowanej kaszy jaglanej
  • 700 ml bulionu z warzyw lub kurczaka
  • 50 g liści świeżego szpinaku lub jarmużu
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • sok z 1/2 cytryny
  • łyżka masła
  • łyżka oliwy
  • sól, pieprz
  1. Szparagi myjemy, usuwamy końcówki (które odkładamy do lodówki np. na bulion) i obieramy. Kroimy w kosteczkę, zostawiając główki w całości.
  2. Pora siekamy w paseczki, czosnek drobno szatkujemy.
  3. Na maśle i oliwie podsmażamy por ze szparagami. Po ok. 4 minutach dodajemy czosnek i podsmażamy jeszcze minutę.
  4. Całość zalewamy bulionem i gotujemy na małym ogniu przez 12 minut.
  5. Następnie wyjmujemy kilka główek szparagów do ozdoby przyszłej zupy. A do garnka wrzucamy ugotowaną wcześniej kaszę jaglaną, gałkę muszkatołową, sok z cytryny i szpinak (lub jarmuż).
  6. Zupę podgrzewamy jeszcze 3-4 minuty, następnie miksujemy blenderem na gładki krem i doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
 Tosia

poniedziałek, 19 maja 2014

Warzywniak #1: Kopytka ze szczawiem i jajkiem sadzonym


Nastał najpiękniejszy czas w roku dla miłośników gotowania! Stragany uginają się od sezonowych produktów i cieszą oczy już samym wyglądem. Większość z nich jest niezwykle zdrowa, do tego smaczna i tania. Grzechem byłoby z nich teraz nie korzystać.

Coraz bardziej rozkręcający się sezon na wiosenno-letnie owoce i warzywa zainspirował nas do ogłoszenia kolejnego tygodniowego cyklu na blogu.
W tym tygodniu, codziennie będziemy prezentowały przepisy w wykorzystaniem innego bohatera z warzywniaka. Na pierwszy ogień wybrałam raczej mało popularne warzywo. 


Nie od dziś wiadomo, że szczaw świetnie się komponuje z jajkami. Dlatego znaną wiosenną zupę szczawiową podaje się z jajkiem ugotowanym na twardo. Nikt jednak nigdy nie powiedział, że eksperymenty szczawiowe powinny się skończyć na zupie. A mam wrażenie, że zazwyczaj na tym się kończą.

Dziś wróciłam z warzywniaka z dwoma pęczkami szczawiu. Z liści pierwszego pęczku zrobiłam sos w stylu pesto i dodałam go do masy na ziemniaczane kopytka. Drugi pęczek podsmażyłam na patelni z masłem, cebulą i czosnkiem. A następnie odsmażyłam z nim kopytka. 
Wierzch dania wykończyłam sadzonym jajkiem, do tego szczęśliwym, bo z podwójnym żółtkiem. Kopytka posypałam jeszcze koperkiem i serem feta. I muszę przyznać, że było pysznie, może nawet smaczniej niż w formie zupy. Zachęcam do szczawiowych eksperymentów :)

A już jutro bohaterem kolejnego przepisu będą szparagi!

Kopytka ze szczawiem i jajkiem sadzonym
  • Kopytka:
  • 500 g ziemniaków
  • 80 g liści szczawiu
  • 3 łyżki ziaren słonecznika
  • 3 łyżki oliwy
  • żółtko
  • 150 g mąki pszennej
  • sól, pieprz
  • Szczaw:
  • 80 g liści szczawiu
  • mała cebula (lub 1/2 dużej)
  • ząbek czosnku
  • łyżka soku z cytryny
  • łyżeczka płynnego miodu
  • łyżka masła
  • łyżka oliwy
  • sól, pieprz
  • Dodatki:
  • jajka sadzone (przepis tu)
  • koperek
  • ser typu feta

  1. Liście szczawiu wrzucamy do wysokiego naczynia, dodajemy ziarna słonecznika, sól, pieprz i oliwę. Całość miksujemy blenderem na pesto.
  2. Obrane ziemniaku gotujemy w posolonej wodzie. Gdy będą miękkie, odsączamy je z wody i przekładamy do misy.
  3. Do ziemniaków pesto ze szczawiu oraz 1/2 łyżeczki soli i ubijamy tłuczkiem na gładkie puree. Następnie dodajemy żółtko i stopniowo wsypując mąkę, wyrabiamy ciasto ręką do połączenia składników.
  4. Jeśli ciasto będzie się kleiło, dodajemy odrobinę mąki więcej.
  5. Gładkie ciasto przekładamy na oprószoną mąką stolnicę. Dzielimy na 3 wałeczki, zktórym wykrawamy pod skosem kopytka.
  6. Uformowane kopytka gotujemy we wrzącej, posolonej wodzie przez ok. 4 minuty lub do momentu wypłynięcia ich na wierzch wody.
  7. Na maśle i oliwie podsmażamy posiekaną w drobną kostkę cebulę. Gdy będzie szklista, dodajemy posiekany drobno czosnek oraz pokrojone drobno liście szczawiu.
  8. Całość podsmażamy 3 minuty. Następnie dodajemy sok z cytryny, miód, sól i pieprz do smaku.
  9. Po minucie wrzucamy ugotowane wcześniej kopytka i odsmażamy je krótką chwilę.
  10. Kopytka podajemy z jajkami sadzonymi, koperek i pokruszonym serem feta.
Tosia

piątek, 24 lutego 2012

Meksykańska pasta z czarnej fasoli





































Zobaczyłam je na sklepowej półce, pojedyncze fasolki uśmiechały się do mnie zalotnie. Nie mogłam się powstrzymać, więc kupiłam.
To była moja pierwsza styczność z czarną fasolą. Przypomniałam sobie, że gdzieś mam płytę dvd z filmem o kulinarnej podróży do Meksyku. Włączyłam i rzeczywiście, czarna fasola pojawiła się nie jeden raz. Najczęściej występuje chyba w formie odsmażanej fasoli jako dodatek do wielu dań. Inspirując się tym przepisem zrobiłam pastę pikantnie przyprawioną, podsmażoną w towarzystwie pora.
Bardzo smakowała nam w formie pasty kanapkowej na świeżo upieczonym, domowym chlebie. Resztę zmieszałam z pieczonym kurczakiem i mozzarellą lepiąc pierogi (niestety nie zrobiłam zdjęcia, więc oddzielnego przepisu nie wrzucę).
Jestem zadowolona z mojej nowej znajomości z czarną fasolą, myślę, że jeszcze się kiedyś spotkamy w kuchni :)

Meksykańska pasta z czarnej fasoli
200 g czarnej fasoli
1/3 jasnej części pora
papryczka chilli
szczypta pieprzu cayenne
ząbek czosnku (+dwa do gotowania fasoli)
mała cebula
szczypta soli
liść laurowy
łyżka masła
łyżka oliwy z oliwek

1. Fasolę zalewamy zimną wodą, przykrywamy i odstawiamy na noc. Następnego dnia odlewamy wodę, wrzucamy fasolę do garnka i zalewamy wodą jeszcze raz by ją zakryła. Dorzucamy dwa obrane ząbki czosnku, liść laurowy i gotujemy pod przykryciem na małym ogniu przez ok. 2 godziny. Od czasu do czasu mieszamy fasolę i dolewamy wodę, jeśli jej ubywa.
2. Cebulę, chilli, czosnek i pora drobno siekamy i wrzucamy z masłem i oliwą do woka lub głębokiej patelni. Składniki przyprawiamy szczyptą pieprzu cayenne i dorzucamy ugotowaną fasolę podlewając kilkoma łyżkami wody. Za pomocą drewnianej rozcieramy fasolę na mniejsze kawałki. Pastę podgrzewamy trzy minuty i odstawiamy do ostygnięcia.
3. Pasta z czarnej fasoli świetnie nadaje się po prostu jako dip (np. do chrupkiego pieczywa), dodatek do dania (np. tortilli) lub jako farsz do pierogów.

Tosia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...