poniedziałek, 25 maja 2015

Syrop z pędów sosny



Sezonowość w kuchni jest dla mnie ważna przez cały rok, chociaż nie ukrywam, że wiosną, kiedy wszystko budzi się do życia, kierowanie się tą ideą jest zdecydowanie łatwiejsze.

Uwielbiam moje mieszkanie, szczególnie, że pisząc post mogę w przerwie od patrzenia w ekran, zerkać na błękitne morze. Do szczęścia jednak zaczęło mi brakować balkonu. Dlatego zainspirowana wspomnieniami z dzieciństwa i działką babci, zaczęłam po cichu marzyć o własnym ogródku, aby móc korzystać z własnych warzyw i owoców. Ostatnio to marzenie się spełniło i jeszcze w tym tygodniu staniemy się działkowiczami :) O działce pewnie jeszcze kiedyś więcej opowiem.

Piszę o tym, ponieważ oprócz uprawiania małego warzywniaka, chciałam w tym roku zrobić krok dalej w stronę sezonowości i zacząć korzystać z dóbr natury jeszcze bardziej. A maj to idealny moment na zbieranie pędów sosny i przygotowywanie z nich zdrowotnego syropu na przeziębienie i kaszel. Z syropu można też śmiało korzystać w kuchni, pierwszy słoik mam już gotowy, a w planach "pankejki" oraz sosnowy dressing do sałatki.


Na początku nie do końca wiedziałam jak się za to zabrać, ale po fachowe wskazówki wybrałam się na bloga Klaudyny Hebdy. Gdy wiedziałam już z czym to się je i jak wykorzystać pędy, rzuciłam hasło znajomym. Powiedziałam też Pawłowi "Jeśli nie chcesz mojej zguby, pędy sosny daj mi luby" i wybraliśmy się w poszukiwaniu sosen do lasu.

Jak na ironię losu, tereny, które wybraliśmy na spacer były ubogie w sosny, za to trafiliśmy na szkółkę ogrodniczą pełną młodych świerków. Po 2 godzinach wróciliśmy zrezygnowani z trzema pędami na krzyż, bo znaleźliśmy jedno drzewko. Przechodząc zupełnie przypadkiem obok Grand Hotelu w Sopocie, zobaczyłam młode sosny. Później, z dala od ulicy poszło już znacznie sprawniej, znaleźliśmy sporo sosen z pędami na wydmach nad morzem, a wracając do domu wystarczyło się rozejrzeć, aby zobaczyć je na około dosłownie wszędzie. Oczywiście zrywając pędy  trzeba pamiętać, że drzewa nie powinny rosnąc przy drodze. Dlatego wczoraj zebrałam drugą porcję pędów u znajomych na wsi i przygotowałam kolejne słoiki.

A w syropie i jego zapachu można się zakochać! Następnym razem zaleję je miodem i pozostawię go do fermentacji na dwa tygodnie.

Poniżej przepis inspirowany wpisem Klaudyny, po fachowe wskazówki dotyczące właściwości zdrowotnych czy sposobu zbierania odsyłam na jej bloga.

Syrop z pędów sosny (2 słoiki)

  • pędy sosny (ok. 300-400 g)
  • cukier trzcinowy (ok. 300-400 g)
  • spirytus (200 ml)
  1. Zerwane pędy sosny przekładamy do dużej miski. Nie obieramy i nie myjemy.
  2. Pędy zalewamy spirytusem (ok. 2/3 butelki) i zostawiamy na minimum godzinę, a najlepiej na noc.
  3. Po tym czasie układamy pędy w czystym słoiku, na przemian zasypując je cukrem trzcinowym.
  4. Pilnujemy, aby górną warstwą był cukier, którą skrapiamy resztą spirytusu oraz ewentualnym sokiem, które pędy puściły w trakcie moczenia.
  5. Słoik delikatnie zakręcamy i stawiamy w ciepłym miejscu na minimum tydzień (najlepiej na 2 tygodnie).
  6. W tym czasie cukier będzie się rozpuszczał, a na dnie słoika będzie tworzył się gęsty syrop.
  7. Po 2 tygodniach odsączamy pędy przez gazę i delikatnie je wyciskamy, utworzony syrop przelewamy do czystego, wyparzonego słoika/butelki.

Tosia

3 komentarze:

Ze względu na sporą ilość przychodzącego spamu, byłyśmy zmuszone włączyć na kilka dni weryfikacje obrazkową.
Z góry przepraszamy za utrudnienia przy komentowaniu :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...